Blog > Komentarze do wpisu

Nowojorskie impresje 39 czyli... w 87 dni dookoła świata

Juliusz Verne przeciągnął imć Fileasa Fogga dookoła świata w 80 dni. Pamiętamy kostycznego gentelmena walczącego z przeciwnościami losu w walce o zwycięstwo w honorowym męskim zakładzie między członkami Klubu Reforma. Wspominamy jego przygody w indyjskiej dżungli, gdzie zmagał się z wyznawcami krwiożerczej bogini Kali, ściskamy kciuki by zdążył na pokład Carnatica płynącego do Jokohamy i przeklinamy złośliwego Fixa, który prawie zaprzepaścił szansę na szczęśliwe zakończenie tej historii. Ale - udało się. Kto wie jednak, czy nasz Flieas wyszedłby z tej próby charakterów zwycięsko, gdyby nie jego dzielny służący Passpartu, którego pomysłowość i oddanie ratowały pryncypałowi skórę i co najważniejsze uciekający czas? Pewnie nie. Dobrze jest mieć swojego Passpartu.

Mark B. (nazwijmy go z polska Obieżyświatem) też postanowił towarzyszyć swojemu Panu w podróży, na którą dość lekkomyślnie go sam namówił (motywem podróży nie była jednak sprawa honoru, ale bardziej ludzkie pieniądze). Wypłynęli (Pan i On) razem z portu o nazwie NYK w poszukiwaniu nowej przystani. Pogoda była piękna, wody takie zielone i wielocyfrowe. Wszak zaczynało się gorące lato. Pełni wiary zapuścili silnik wielkiej motorówki i popłynęli ku lepszemu światu. Prawdę mówiąc kierunek był obrany trochę po omacku. Obieżyświat zaufał kompasowi, który okazał być się być trochę niesforny bo pokazywał raz Portland, raz jakieś inne miejsca, których nazw nie dało się rozszyfrować (nawet Obieżyświatowi choć to człek bywały), potem znowu Portland.  Kręcili się trochę w kółko, ale do żadnej przystani nie przybili. Potem było parę burz a na koniec… totalna flauta… Pan powoli tracił zmysły marząc o ciepłym domu. Co raz częściej Obieżyświat przyłapywał go gdy ten z oczami pełnymi łez wzdychał za utraconym portem, który tak lekkomyślnie porzucił. Obieżyświat go pocieszał jak tylko potrafił najlepiej. Kreślił nowe mapy, nawigował z gwiazd i fusów,  przeklinając złego zarządcę portu Pana Walsha, który do tej podróży go sprowokował. Na próżno. Pan smutniał co raz bardziej. Kiedy już szkorbut zaczął napoczynać tkanki, paliwo zaczęło się kończyć i po ludzku wszyscy zaczęli się mieć serdecznie dosyć, Pan i Obieżyświat jak niepyszni powrócili do przystani, z której tę niezbyt szczęśliwą podróż rozpoczęli. 87 dni tułaczki. I na koniec to samo miejsce.

Czyż nie jest to jeszcze jeden dowód na to, że świat jest okrągły?

Obieżyświat nie byłby jednak Obieżyświatem gdyby nie stwierdził na koniec, że cała ta podróż była starannie zaplanowana i wszystko skończyło się tak jak on i Pan sobie to od początku założyli. Jam to nie chwaląc się sprawił! I sukces jest mój. I moja zasługa.

Dlaczego? Bo:

1)    Pan jest jednak zadowolony, bo znowu będzie grał w NYK. Myśl ta go uskrzydla.

2)    jeszcze się nie zdarzyło, że klub mając QO którą trzeba jedynie zmatchować dał prawie 2,5 raz tyle (zamiast 2.9m – 7,5m bo w ten bonus półmilionowy za awans do play off to realnie można włożyć między bajki.

3)    „Oni nie musieli tego robić (dawać więcej niż QO) więc można twierdzić, że Lee jest wart więcej niż jest (?).

4)    Bo mojemu Panu chodziło tylko o sezon 2009/2010.

A stary zarządca Pan Walsh siedzi sobie w swoim kantorku na przystani i śmieje się w głos. Bo to on okazał się wilkiem morskim choć nawet nie zmoczył czubka nosa…

 

piątek, 25 września 2009, znykajacy

Polecane wpisy


.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje