Blog > Komentarze do wpisu

Nowojorskie impresje 568... czyli HOUston czy mamy już problem?

Ubi sunt qui ante nos fuerunt? Oglądając obecne HOU człowiekowi mimowolnie staje przed oczami to pytanie. Gdzie są niegdysiejsze śniegi? Z twarzy, które jeszcze niedawno luźno kojarzyłem z Rockets pozostały już jakieś mętne obrazy i niewyraźne skojarzenia. Gdzie jest K. Martin, L. Scola, M. Dalambert? Gdzie K. Lowry, C. Buddinger, G. Dragić? W jeden cykl księżyca. Przejście przez drzwi. Danton (nie D'Antoni) byłby dumny. Prawdziwa rewolucja moralna. Odnowienie. Brand New World.  Zbudowanie struktur od zupełnego zera. NYK taka przebudowa zabrała bez mała trzy lata. Przypominam, że STAT dziś jest najdłuższym stażem Knicksem, a przecież ciąży NYK dopiero dwa lata (ciągle trzy przed nami - uśmiechnijcie się, nawet krzywo). Uświadomiłem sobie tę prawdę o HOU dopiero dziś i doszedłem do wniosku, że jeżeli ktoś chciałby wejść dziś mocnej w koszykówkę i zapytał by mnie np. stojąc w ogonku (pozdrawiam Krakauerów) po chleb - "Panie zNYKajacy jak żyć"? To bym mu odpowiedział bez wahania - "Pacz Pan na Houston".

To co paradoksalnie wydawało się, że będzie jednym wielki postojem na CPN-ie i laniem w kanistry dziś okazuje się ciekawym projektem. Ta najmłodsza w NBA pryszczata pannica o kędzierzawej czuprynie Asika, skośnych oczach Lina, aparycji Parsona dorobiła sobie czarną mudżahedińską brodę. I teraz naprawdę zrobiła się sexy. A jak się tak na nią bliżej popatrzy to jest wielce powabna i puszcza takie spojrzenia, że człowiekowi się robi nieswojo z emocji. Oczywiście młode to jeszcze, płoche i gupie, bo nie wie czego chce, ale ten podlotek może za chwilę wodzić za nos największych w tej lidze. Brakuje tam pierwiastka zusowskiego. Na myśl o tym, że T. Douglas ma tam status weterana i mógłby kogoś czegokolwiek uczyć bzyczę do Ministra Sportu. Stoję raczej na stanowisku, że J. Hardenowi bliżej jest do S. Pippena niż do franchise playera... ale HOU to naprawdę mądra organizacja. Doświadczona. Tam się nieźle pracuje z młodzieżą i klocki to oni stawiać potrafią.. Gdyby jeszcze potrafili zrobić coś z Rolls Royce'em bo im parcieje to cacuszko w garażu.

No to teraz mecz.

Myślę, że jeszcze nigdy wcześniej w historii Texas nie był zdobyty tak szybko. Jest dopiero 24 listopada a my wszystkie punkty wycieczki w tym stanie mamy zaliczone. Do widzenia za rok.

Ładnie. 131 pkt. to wyrównanie zdobyczy HOU w nowej hali. NYK byli naprawdę niewymagającymi gośćmi.

Ajajajaj. Czy ten mecz nie potwierdził wreszcie mojej tezy, że głównym problemem NYK jest struktura ofensywy o złożoności krowiego postronka. Jest Melo, trójki i penetracja o sile rażenia muszki owocówki. Ale coś więcej? I kto więcej? Kto tam słyszał o jump shocie? Wejściu pod kosz? Panowie dość tych bajek o żelaznym wilku. Ławka? Jaka ławka?

Przy beznadziejnej obronie jak wczoraj (HOU robiło przez pomalowane regularny stampede'y.) braku zatrzymań, fenomenalnej dyspozycji Parsons'a i Hardena, NYK mimo niezłej dyspozycji rzutowej i kolejnym epickim dziele Pyzy na polskich drogach wyglądali na kompletnie stłamszonych koncepcyjnie. HOU byli znacznie bardziej multimedialni w rozwiązaniach w ataku. Parli z tyłu z boku i pruli środek. Sam Czarnobrody miał więcej rzutów wolnych niż cali NYK. Ja wiem trzeci mecz w cztery dni. To nic nie znaczy. Wracamy do gry. Jesteśmy przecież tacy mocni. stefan weź coś napisz tym wszystkim, którzy już zaczynają wątpić (Bo to przecież dwie porażki z rzędu). Ty potrafisz tak trafić w sedno. Sędziów chyba dziś się nie da obciążyć porażką (a może). Ale na pewno jest jakieś logiczne wytłumaczenie tego teksańskiego blamażu.

C. Anthony - człowiek na którym zawisło zbawienie NYK. Boski, świetny, cudowny. Kasia Chichopek rozgrywa sezon swojego życia. W obecnej formie jest jednym z czterech najlepszych koszykarzy świata (Maciek Kwiatkowski uważa, że jest trzeci przed K. Durantem). Ja jestem bardziej sceptyczny. Był sex. Był i violence. Tym razem sztachnął łokietkiem w tchawicę jednego z mini Morrisów (płakusia albo tego drugiego). Się M&M - bidulek zatchnął. Złożył się jak leżak na molo w Sopocie. Melo jakby nic. Strzelił colgate'a... Taki był z siebie zadowolony. Wykrzyknikiem ogólnej niemocy były jego dwie masywne straty w 3Q. Wtedy zrozumiałem, że dziś przyjdzie Św. Mikołaj.

R. Brewer - zapamiętałem dwa lay upy. Statystyki (pewnie złośliwie) milczą o czymś więcej...

T. Chandler - czy on zwariował? Czy on nie wie, że za uderzenie łokciem O. Asika będzie miał teraz na głowie cały wydział policji z Beverly Hills? (co by nie powiedzieć - tureckie bożyszcze nakryło go fezem...) Do tego chciał nogami skosić chiński ryż. Nieładnie Czenio, nieładnie. A takie ci pick and rolle grał. Ty niewdzięczny, Ty.

R. Felton - Dyzio Baryła mało się zataczał wczoraj pod kosz. I może to był błąd. Był napięty jak kabanos by udowodnić przewagę odżywczą mięsa nad rybą. Pojedynek korespondencyjny skończył się remisem, może z delikatnym wskazaniem na golonkę. Choć to jego stado dało się zagnać do zagródki.

J. Kidd - bez wyrazu, bez zdania, bez sensu.

J.R. Smith - nareszcie. Jest powrót czarnej mocy. Zatrutego rzutu. Szaleństwa. Obłędu. Spaczeń zielonym ciepłem zaczyna rozchodzić się arteriami... Przenika ciało i umysł. Chwilo trwaj...

S. Novak - w ekranizacji scenicznej Makbeta mógłby z powodzeniem zagrać maszerujący las Birnam - sekcja brzozowate. Przy odpowiednim oświetleniu uszedłby nawet za łozinę...

P. Prigioni - ktoś mu parszywie podszepnął do ucha, że dziś jest jego dzień. No... nie był. To nawet nie był poranek kojota.  

K. Thomas - pomór wśród muszkieterów. Tylko Aramis, poderwał szpadę z ławki. 10 min., które wstrząsnęło Houston.

J. White - kiedy pod koniec 2Q gwizdnięto faul przeciwko niemu, strzelił w eter takim falsetem, że w pierwszej chwili zadałem sobie pytanie, czy jest na pewno pełnosprawnym mężczyzną...

C. Copeland - może odetchnąć. W tabeli wszechczasów przesunął się nad tego niezwykle utalentowanego Warszawiaka. Sky is the limit Cop.

R. Wallace - nie zagrał. Od chodzenia baletkach spuchła mu stópka. Nasz Kopciuszek.

-----------

J. Lin - widać było pobudzenie i chęć. Jak zrobił Melo fake balla w twarz umarłem. Zagrał uczciwie. Ale czasy, kiedy ludzie rozmawiali o Linsanity w drodze pekaesem do pracy minęły... Proza życia.

T. Douglas - zagrał samego siebie. Koniecznie chciał wbić daggera. I chyba ostatecznie mu się to udało. Wizyta u golibrody zalecana.

sobota, 24 listopada 2012, znykajacy

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Erwin3m, *.opera-mini.net
2012/11/24 11:47:33
Ciekawy mecz i nam od razu satyryk w słowie odżył.... ;-) jak można dać.sobie wrzucić ponad 130 punktów takiej drużynie jak Rockets aspirując do bycia najlepszą defensywą? uwielbiam te nowojorskie paradoksy.
-
2012/11/24 12:27:31
"stefan weź coś napisz tym wszystkim, którzy już zaczynają wątpić (Bo to przecież dwie porażki z rzędu). Ty potrafisz tak trafić w sedno. Sędziów chyba dziś się nie da obciążyć porażką (a może). Ale na pewno jest jakieś logiczne wytłumaczenie tego teksańskiego blamażu."





:)
-
2012/11/24 12:45:17
Brniesz zNYKający z tymi sędziami, i brniesz. Aż niesmaczne się to robi. Powiedz uczciwie, nie mieli wpływu na wynik w spotkaniach z Memphis i Dallas? Tylko proszę bez żadnych filozoficznych wywodów i odnoszenia się do innych aspektów.

A co do logicznych uzasadnień. Wspominałem już przy okazji Dallas o Chandler'ze, a ten mecz był kwintesencją jego formy. Koleś obecnie gra w obronie na poziomie Amare. Przy pickach złe decyzje, odprowadzanie wzrokiem graczy penetrujących pod kosz. Asik uciekający mu, za przeproszeniem z dupy 2, czy 3 razy. A to on przecież zawsze scalał drużynę. Od niego ona się zaczynała, on zawsze mobilizował partnerów do ambitniejszej postawy. Nie wiem co się z nim dzieje. Byłby ostatnią osobą w team'ie, którą posądziłbym o granie na alibi. Chyba, że coś ze zdrowiem, ale to raczej szukanie dziury w całym. Wiem jedno. Jeśli mamy powrócić na wcześniej wyznaczony tor, to od zmiany postawy w obronie najlepszego obrońcy ubiegłego sezonu powinniśmy zacząć, a nie jak co niektórzy myślą, od ataku, gdzie mamy wystarczająco dużo opcji w ataku, aby sobie w lidze poradzić.
-
2012/11/24 13:45:25
a ja mysle ze jest prostsze rozwiazanie: panowie uwierzyli ze sa zajebistymi weteranami i ze moga wejsc w mecz na relaksie, lekkim rozluznieniu bo w pierwszej kwarcie poszaleje sobie ten pierdola Melo, druga pociagnie lawka, czyli Steve oraz JR, a po polowie nieco sie stare kosci rozgrzeja, zrobi sie nieco w obronie i w czwartej kwarcie poddusi wroga. I to nawet dziala na slabych teamach - vide NOH albo IND - ale wystarczy odrobina motywacji jak DAL czy lecaca pilka do kosza jak HOU - i jest problem.
Notabene - to juz ktorys z rzedu mecz co widze jak mecz zaczyna sie od zwycieskiego jumpballa wygranego przez TiSi (tak by pewnie go nazwal Michalowicz), potem jest iso do Melo i koles odpala dalekiego jumpshota. Mysle ze moga opatentowac te zagrywke jak pociagna jeszcze z 5 razy.
-
shuygiven
2012/11/24 13:59:02
Hardena sen o nie wiadomo czym trwa w najlepsze! Ale, że 130 punkciszy zaaplokować najlepszej ekipie ligi... Szczękę z podłogi zbieram jeszcze!
-
Gość: kuba86, *.dynamic.chello.pl
2012/11/24 14:03:05
Fajny Mecz dużo punktów i tragiczna postawa NYków :) jakimś cudem nie wstałem na to spotkanie bo miałem sporo % w sobie w sumie to dobrze gdy rano sprawdziłem wyniki nie mogłem w to uwierzyć. Stat, Imana wracajcie :D
-
2012/11/24 15:22:33
Kuba

Mój zniesmaczony adwersarzu.

Nie wiem. Pomyłki sędziowskie się zdarzają. Dlatego tylu niewinnych ludzi siedzi w więzieniach. W meczu koszykówki gwizdków jest kilkadziesiąt. Znakomita część prawidłowych, ale zawsze kilka budzi kontrowersje. To też piękno tej gry. Wypaczenie zakłada zamiar i intencję. Czy tak było? Wątpię. Jeżeli mówisz o wypaczeniu w sensie obiektywnego faktu to pewnie DAL i MEM znalazłoby w czasie meczu gwizdki, które wykrzywiły mecz (ergo były przeciwko nim choć okoliczności na to nie wskazywały). Dlatego uważam, że zasłanianie porażki sędziami jest dziecinne. Jak mówił towarzysz Gomółka - psy szczekają karawan jedzie dalej.

Obrona jest lepsza niż atak. Per saldo.

A może Chandler się zachłysnął teksańskim powietrzem?
-
2012/11/24 15:52:36
Ależ ja nie zwalam całkowicie tamtych porażek na sędziów, ale chyba nie zaprzeczysz, że jest różnica, kiedy sędzia źle zagwiżdże w końcówce(Dallas), czy popełnia parę błędów z rzędu i dodatkowo wyklucza w zasadzie z gry dwóch najlepszych zawodników drużyny(Memphis-Anthony, Chandler), aniżeli jest to jeden błąd na przysłowiowe 10 akcji, który nie ma znaczącego wpływu na przebieg tego fragmentu? Oczywiście, matematycznie wychodzi na równo to przewinienie zagwizdane Jones'owi i nie gwizdnięcie przewinienia Kaman'owi, ale nie można do takich sytuacji podchodzić sucho matematycznie.
Obawiam się także tego, iż sędziowanie może być dość często nieprzychylne naszej drużynie i proszę tego nie traktować, jako wymówki, ponieważ sami to sobie możemy zawdzięczać. Te ciągłe kłótnie z garniturkami. Oni nie zapominają. Pisał o tym choćby Tim Donaghy w swojej książce. Zajdziesz za skórę takiemu Joe Crawford'owi, to on przy okazji następnego spotkania nie gwizdnie na tobie przewinienia, nie będzie się wahał skorzystać z możliwości zaserwowania daszka. Takie to jest życie w NBA. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. I niestety nie spodziewam się powstrzymania frustracji, w szczególności u naszych dwóch liderów, skoro sam Woodson zdaje się nie panować nad swoimi emocjami.
Podejdźcie też z dystansem do tego, co teraz napiszę, ale sam przesiedziałem rok na sędziowaniu w Polsce, poznałem paru sędziów na wyższym szczeblu i znam parę ich reakcji na niektórych zawodników. Sympatie mają spore znaczenie, niestety...

@Rzepka

Podpisuję się pod tym, co napisałeś.
-
2012/11/24 16:31:41
Kuba

Sorry, ale takie jest życie.
-
2012/11/24 16:43:26
A ja jestem młody i patrzę idealistycznie....choć tak nie jest, ale tak uważasz :)

Wiem, że takie jest życie, dlatego m.in napisałem, iż sami zawodnicy sobie je zawdzięczają tymi ciągłymi pretensjami.
-
Gość: gp76, *.dynamic.chello.pl
2012/11/24 20:33:46
Pozdro od J. Jeffriesa z Portland.Mysmy HOU trzepnęli dwa razy po dogrywkach. No, ale my mamy Lillarda, a nie Baryłę;)
-
2012/11/25 16:10:33
Liczba komentarzy pod meczem NYK -HOU jest najlepszym dowodem na to, że Linsanity is over...
-
Gość: lowrider69, *.giga-komputer.pl
2012/11/25 16:50:14
Bo tu nie kocha się jednego gościa, ale całą tą wspaniałą organizację. Go Knicks go!!!!!!

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje