Blog > Komentarze do wpisu

Nowojorskie Impresje (777)… czyli epitafium dla Boga, którego nie było…

A myśmy się spodziewali… (Łk 24, 21)

Miałeś być zbawcą. Ikoną. Nowym początkiem. Jedi. Morzem i laską, która rozstąpił się przed Narodem Wybranym Nowojorskim (to ten sam naród, co w Księdze). Nadczłowiekiem, dzięki któremu Patricka Ewinga otuli się ciepłą kołderką z kurzu historii i przeniesie z ołtarza do zimnych katakumb Panteonu.

Wiesz. Tak, szczerze. Byłem niespokojny w tę lutową noc 2011 r. Ty, Amare i to co zostało z uczty bogów – Andy Rautins (to pierwszy wpis o Andym w internecie od czasów kiedy przed kilkoma godzinami podpisał umowę na obóz przedsezonowy w Toronto – (Tato dzięki!*), Landry Fields i Henio Walker w jego labiryncie bez okien i wyjścia.

Pamiętam ten stan van gundy. Kiedy moje serce trzepotało niespokojnie w klatce obaw. A nóż. A morze Bałtyckie. A przełom Dunajca. Odbicie od tkanki DNA. Wielkie odwrócenie wytłuszczonej karty porażek, szydery i permanentnego zapadania się głębiej w mule. To trwało chwilę. Kilka miesięcy. Pamiętam kiedy oddech stał się równy. Spokojny. Jak sen Polski po śmierci Jana Luksemburskiego.

Poczułem ten wiatr w żaglach pewności, że jesteś gwarantem tego, że tu nic się nie wydarzy. Wykułem się w spiżu. W kamieniu. Byłem jak Mount Rushmore o twarzy Światowida. Mogłem krzyczeć w stronę Frydka – Mistka, Mińska, Chociebuża i Bornholmu, że „ch.. bombki strzelił, święta odwołane, Mikołaj nie przyjedzie…”

Kiedy inni złorzeczyli i wygrażali pięściami pod moim oknami– „Nie masz racji”, „Knicks are back”, „Tu jest Polska” – byłeś blisko. Mówiłeś. „Jestem przy Tobie. Nie zawiodę. Rzepka musi jeszcze poczekać”.

Isoball i do przodu. Toruń. Vamos Ojcze Dyrektorze!

Carmelo wielkim graczem jesteś. Kropka. Jestem gotów bronić Twojego dobrego imienia jak niepodległości San Escobar.

Ale są tacy, którzy będą Cię dziś lżyli. Wypiszą gorzki rachunek za wodę i prąd. Szczury wyjdą z kanałów i będą Cię kąsać. Ci którzy jeszcze wczoraj nie mieli śmiałości zawiązać Ci rzemyka u sandałów. Faryzeusze. 

Dziś za Twoim wstawiennictwem mam swoją ambonę, na której stoję, stałem i stać będę (jestem tu gdzie jestem oni tam, gdzie nie stał Prezes). Przemawiam.

I dziękuję Ci za:

  • 7 cudownych lat. Tłustych. Ociekających słodkim tłuszczem porażek i… spełnienia;
  • Przebicie Benka Króla, przebicie Alexa Englisha. W nieudacznictwie i samouwielbieniu;
  • Wygranie tylko jednej serii play-off z umierającymi Celtics. Dank, że nie wbijałeś mi noża głębiej;
  • Oddanie tylko, ze trzech game winnerów w meczach o tzw. pas mistrzowski w Garwolinie;
  • Wyrzucenie Jeremy’ego Lina poza karty historii ukochanego klubu. Twój mecz po powrocie po kontuzji w czasie Linsanity to mój TOP3 występ ever. Obrażony. 11 rzutów. 11 pkt. Pokazałeś wydęte usteczka. Doda ma żal;
  • Nieściągnięcie żadnej gwiazdy by światła rampy nie przestały pochłaniać Twoich pulchności…;
  • Niewychowanie nikogo na swojego następcę;
  • Nieuczynienie niczego lepszym;
  • Nienadanie drużynie charakteru, rysu, wymowy;
  • Granie bez obrony – do samego końca swojego i jej;
  • Wielkość, która nie pozwoliłaby Ci się kłaniać przed generałem Świerczewskim. A to na Podkarpaciu naprawdę coś znaczy. Przyjedź. Zobaczysz. Rzeszów z Tobą.

Obejrzałem wszystkie Twoje mecze w Knicks. Byłem zawsze tam gdzie Ty, a nawet dalej. 412 wyjść do ringu. 10.186 punktów. 6.431 zbiórek. 3.057 asyst (uważam, że za dużo!). Plus te incydentalne występy w play off (nie liczę, bo można pominąć to rybie oczko (21)).

Czasem raniłeś. Ale nigdy nie zabiłeś. Nie zawiodłeś. Nie oszukałeś. Nie byłeś kimś kim nie byłeś.

Za to szacunek i wieczna pamięć.

Bo… dziś nasza wspólna przygoda się kończy. Dopłynąłeś do brzegu mojego życia. I tu się rozstajemy. Będę zawsze pieścił w sercu pamięć o Tobie. Zwłaszcza o naszym wspólnym spotkaniu. Kiedy stałem za Twoim krągłym ramieniem i szeptałem Ci czule – „Melo mój, ach Melo mój…”. Wyglądam jak Twój sekundant. (Dzięki za parafkę na czapce).

Nie czuję do Ciebie nic ponad czułą sympatią… Szczerą wdzięczność, że nie zepsułeś moich Knicks w klub, który będzie normalny. Który osiągnie sportowy sukces. Który będzie coś znaczył w świecie NBA.

Dziś jestem wolny. Od Ciebie. Jak Ty ode mnie.

Nowojorska impresja (777) – przypadek? Nie sądzę. Na szczęście.

Idź i nie grzesz więcej.

Ja Cię rozgrzeszam.

U mnie masz Niebo…

W kapturku, czy bez…

——————-

*To się k… nie dzieje.

niedziela, 24 września 2017, znykajacy

Polecane wpisy

Komentarze
shuygiven
2017/09/24 15:38:12
Aaaaaaaa. Wisła przestała płynąć do Gdańska. Zrobiłeś to. Podrapałeś się w głowę, przełknąłeś mielonego z buraczkami na okoliczność niedzielnej Familiady, by wstrzymać na chwilę ruch planet. Wróciłeś tu gdzie jest Twoje miejsce, Twój dom Ojczysty, Twoje Madison Square Garden...

I kto, by pomyślał, że wszystkiego przez Melo... Życie płata figle.
Jestem zbudowany, rozczulony,onieśmielony, rozentuzjamowany... Musze zrobić drinka i przeanalizować impresję raz jeszcze.

Witaj Znykający! Żegnaj Carmelo!
-
2017/09/24 15:57:17
Z jednej strony rozdział z Melo trzeba było zakończyć. Z drugiej zadanie KP ma mocno utrudnione. Beasley, THJ, Baker, Seassions, Kanter itd. To może być niezwykle toporne do oglądania. Nic tu się nie klei. Nie ma rozgrywającego. Centrzy nie bronią. Rambis specjalistą od defensywy. KP nie gra na pozycji na której powinien. I teoretycznie to wszystko zwiastuje jeden słuszny scenariusz. Wysoki pick na koniec.
Pytanie, czy nie można było tego rozwiązać lepiej? Czy dla zachowania twarzy koniecznym było ładowanie się w kontrakt Kanter'a, gdy na stole (via Woj) była oferta mniej absorbująca budżet z Shumpert'em i Frye'm?
Ruch pr-owy, bo jak to tak po tej szopce z Jaxem, zapowiedziach na każdym froncie, że chcemy w zamian młodych/picki/niskie kontrakty, można by oddać Melo za frytki? Lepiej władować się w Kantera, bo wiekiem odpowiada, jakiś tam poziom prezentuje (niewarty swojego kontraktu i kompletnie zbędny w obecnej sytuacji kadrowej) i kasztana Mcdermott'a.

Obecny zarząd zaczął swoją przygodę od wydania ponad 40 mln na THJ, Kantera i Bakera. Dobra zmiana? Jeśli Impresje wrócą na stałe, to tak :)

-
2017/09/24 23:05:51
Ludzie to jednak "sentymentalne ssaki" - mimo jakiejś niezrozumiałej nostalgii za społecznością zNYKa, jak i samej jego aktywności blogerskiej w sieci, a raczej jej braku (podcast'y to kompletnie nie to samo co słowo pisane) to jakoś tak miło się zrobiło na serduszku, że ta Impresja też na blox.pl się pojawiła - dzięki Wam obu Antonim!

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje