RSS
niedziela, 24 września 2017

A myśmy się spodziewali… (Łk 24, 21)

Miałeś być zbawcą. Ikoną. Nowym początkiem. Jedi. Morzem i laską, która rozstąpił się przed Narodem Wybranym Nowojorskim (to ten sam naród, co w Księdze). Nadczłowiekiem, dzięki któremu Patricka Ewinga otuli się ciepłą kołderką z kurzu historii i przeniesie z ołtarza do zimnych katakumb Panteonu.

Wiesz. Tak, szczerze. Byłem niespokojny w tę lutową noc 2011 r. Ty, Amare i to co zostało z uczty bogów – Andy Rautins (to pierwszy wpis o Andym w internecie od czasów kiedy przed kilkoma godzinami podpisał umowę na obóz przedsezonowy w Toronto – (Tato dzięki!*), Landry Fields i Henio Walker w jego labiryncie bez okien i wyjścia.

Pamiętam ten stan van gundy. Kiedy moje serce trzepotało niespokojnie w klatce obaw. A nóż. A morze Bałtyckie. A przełom Dunajca. Odbicie od tkanki DNA. Wielkie odwrócenie wytłuszczonej karty porażek, szydery i permanentnego zapadania się głębiej w mule. To trwało chwilę. Kilka miesięcy. Pamiętam kiedy oddech stał się równy. Spokojny. Jak sen Polski po śmierci Jana Luksemburskiego.

Poczułem ten wiatr w żaglach pewności, że jesteś gwarantem tego, że tu nic się nie wydarzy. Wykułem się w spiżu. W kamieniu. Byłem jak Mount Rushmore o twarzy Światowida. Mogłem krzyczeć w stronę Frydka – Mistka, Mińska, Chociebuża i Bornholmu, że „ch.. bombki strzelił, święta odwołane, Mikołaj nie przyjedzie…”

Kiedy inni złorzeczyli i wygrażali pięściami pod moim oknami– „Nie masz racji”, „Knicks are back”, „Tu jest Polska” – byłeś blisko. Mówiłeś. „Jestem przy Tobie. Nie zawiodę. Rzepka musi jeszcze poczekać”.

Isoball i do przodu. Toruń. Vamos Ojcze Dyrektorze!

Carmelo wielkim graczem jesteś. Kropka. Jestem gotów bronić Twojego dobrego imienia jak niepodległości San Escobar.

Ale są tacy, którzy będą Cię dziś lżyli. Wypiszą gorzki rachunek za wodę i prąd. Szczury wyjdą z kanałów i będą Cię kąsać. Ci którzy jeszcze wczoraj nie mieli śmiałości zawiązać Ci rzemyka u sandałów. Faryzeusze. 

Dziś za Twoim wstawiennictwem mam swoją ambonę, na której stoję, stałem i stać będę (jestem tu gdzie jestem oni tam, gdzie nie stał Prezes). Przemawiam.

I dziękuję Ci za:

  • 7 cudownych lat. Tłustych. Ociekających słodkim tłuszczem porażek i… spełnienia;
  • Przebicie Benka Króla, przebicie Alexa Englisha. W nieudacznictwie i samouwielbieniu;
  • Wygranie tylko jednej serii play-off z umierającymi Celtics. Dank, że nie wbijałeś mi noża głębiej;
  • Oddanie tylko, ze trzech game winnerów w meczach o tzw. pas mistrzowski w Garwolinie;
  • Wyrzucenie Jeremy’ego Lina poza karty historii ukochanego klubu. Twój mecz po powrocie po kontuzji w czasie Linsanity to mój TOP3 występ ever. Obrażony. 11 rzutów. 11 pkt. Pokazałeś wydęte usteczka. Doda ma żal;
  • Nieściągnięcie żadnej gwiazdy by światła rampy nie przestały pochłaniać Twoich pulchności…;
  • Niewychowanie nikogo na swojego następcę;
  • Nieuczynienie niczego lepszym;
  • Nienadanie drużynie charakteru, rysu, wymowy;
  • Granie bez obrony – do samego końca swojego i jej;
  • Wielkość, która nie pozwoliłaby Ci się kłaniać przed generałem Świerczewskim. A to na Podkarpaciu naprawdę coś znaczy. Przyjedź. Zobaczysz. Rzeszów z Tobą.

Obejrzałem wszystkie Twoje mecze w Knicks. Byłem zawsze tam gdzie Ty, a nawet dalej. 412 wyjść do ringu. 10.186 punktów. 6.431 zbiórek. 3.057 asyst (uważam, że za dużo!). Plus te incydentalne występy w play off (nie liczę, bo można pominąć to rybie oczko (21)).

Czasem raniłeś. Ale nigdy nie zabiłeś. Nie zawiodłeś. Nie oszukałeś. Nie byłeś kimś kim nie byłeś.

Za to szacunek i wieczna pamięć.

Bo… dziś nasza wspólna przygoda się kończy. Dopłynąłeś do brzegu mojego życia. I tu się rozstajemy. Będę zawsze pieścił w sercu pamięć o Tobie. Zwłaszcza o naszym wspólnym spotkaniu. Kiedy stałem za Twoim krągłym ramieniem i szeptałem Ci czule – „Melo mój, ach Melo mój…”. Wyglądam jak Twój sekundant. (Dzięki za parafkę na czapce).

Nie czuję do Ciebie nic ponad czułą sympatią… Szczerą wdzięczność, że nie zepsułeś moich Knicks w klub, który będzie normalny. Który osiągnie sportowy sukces. Który będzie coś znaczył w świecie NBA.

Dziś jestem wolny. Od Ciebie. Jak Ty ode mnie.

Nowojorska impresja (777) – przypadek? Nie sądzę. Na szczęście.

Idź i nie grzesz więcej.

Ja Cię rozgrzeszam.

U mnie masz Niebo…

W kapturku, czy bez…

——————-

*To się k… nie dzieje.

15:24, znykajacy
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 kwietnia 2017
niedziela, 01 czerwca 2014

Jak część z Was wie (a do części powoli to dociera - tak rzepka mówię teraz do Ciebie) NYK przylatują do Londynu na mecz z MIL - 15 stycznia 2015.

Odstawiamy teraz przyjemności w postaci strzelania do patyczków na strzelnicy, zagrychy do piwa w postaci suchej karmy na zwierząt, czy żelów do ciała i zaczynamy odkładać grosiowo na wyjazd.

Ten wpis ma być swoistym forum dla tzw. światowców i bywalców a także przede wszystkim dla takich, którzy o Londynie na razie słyszeli np. w "Misiu" i wahają się (w czym ni me ma niczego złego).

Informujmy się, rozmawiajmy. Róbmy tzw. otoczkę (odrzucam pomysł sektorówki i rac).

Liczę, że odzew jakiś się jednak pojawi - bo tak poza lanfaustem, 30+, hatamoto i airbobo wszyscy wyglądają na lekko zagubionych w akcji i obrażonych. 

Serce krwawi.

PS. Dziękuję pan panoramicznemu za podsunięcie pomysłu.

16:46, znykajacy
Link Komentarze (55) »
sobota, 16 listopada 2013

Drodzy Impresjowicze,

Krótko. Wypiłem w samotności 0,7 litra jak błyskotliwie zauważył 30+. Wieczór się już nachylił. I nowy dzień nastaje.

Czas spakować swoje talenty i zrobić to, co powinienem był być może zrobić już pewnie sezon temu – czyli przenieść NI na Szóstego Gracza.

Mój udział w powstaniu tego projektu przypomina trochę rolę Szalonego Stefana w pewną czerwcową ciepłą noc, kiedy Wódz Narodu Lech proponował (?) na premiera Waldiego Nieustraszonego. Pamiętacie jak siedział, ze zbolałą miną podparty o brodę?

Nasz wieczór był w lipcu 2012. Lechem był rzepka, który wyłożył uczestnikom spotkania teorię synergii między Billem Simmonsem, Panem Kanapką i zarabianiem pieniędzy. Maciek dawał zapłodnić w sobie to, co od dawna w nim kiełkowało. Agnieszka patrzyła. Ja byłem początkowo lekko sceptyczny. Płatny serwis? W Polsce? Dość nowatorskie. Będzie krzyk. Będzie szkalowanie. Ale rzepka jest wizjonerem ala mistrz Leonardo i na koniec wieczoru właściwie dałem się przekonać. To się może udać. Ale to może wino szumiało. Ale kibicowałem.

6G powstał dzięki ofiarności Macka i Adama i przez cały ten rok wypiękniał. Nadal się doskonali i nie ma zamiaru przestać. Trzyma poziom. I jest źródłem wiedzy niebanalnej i nieoczywistej. Ci którzy są czytelnikami chyba o tym wiedzą.

Obiecałem Maćkowi już w lecie, że włączę się mocniej w 6G, zwłaszcza, że kac mnie męczył, bo od wielu miesięcy nie dołożyłem się klawiaturą do napisania czegokolwiek. Miałem dość spuszczania oczu. Pacta sunt servanda.

Nie ukrywam, że największa wartością NI jesteście Wy drodzy Komentatorzy, dlatego chciałbym, żebyście byli częścią tego transferu.

Warunki, które wynegocjowałem z Maćkiem i Adamem są takie że:

Po pierwsze: NI są nadal nieodpłatne (i pozostaną takimi na pewno przez ten sezon);

Po drugie: Ci wszyscy, którzy nie korzystają z płatnego contentu 6G, będą mogli wysłać na adres redakcja@szostygracz.pl - emial o treści np. „Login do NI” i otrzymają go po to by móc dodawać komentarze pod NI.

Po trzecie: Nic się nie zmienia! Śmiejemy się tam gdzie inni baliby się zapłakać!

Dziękuje za wszystko i proszę o jeszcze!

Do zobaczenia na 6G! Czekam tam na Was!

Dzisiejszy Mecz z ATL będzie już tam!


PRZEKIEROWANIE NA SZÓSTEGO GRACZA

17:41, znykajacy
Link Komentarze (128) »
piątek, 15 listopada 2013

LBP znowu mnie zawiódł. Mecz był do odtworzenia na ostatnie 9 min. do końca więc niby esencja obejrzana, ale człowiek czuje, intelektualny niedosyt niepozwalający na odniesienie się do całości zgromadzonego materiału dowodowego. Redakcja nie chce narazić się na oczywisty zarzut apelacyjny więc zamyka rozprawę i odracza publikacje wyroku dotyczącego meczu do czasu jego obejrzenia (popołudnie wieczór. Wracajcie będzie update. 

Porozmawiajmy o  faktach notoryjnych. 3-5. Panika? Nie. Duży spokój. Genialna taktyka. Na ogłupienie przeciwnika. NYK robią krok wstecz po to by zrobić teraz trzy do przodu. To jest tzw. rozpęd. Na skoczka w dal. Muzyka ciągle gra.

0-4 w MSG. Tylko liczbowo wygląda boleśnie.

HOU

HOU grają na pewno rozwojową, dynamiczną koszykówkę, nastawioną na zabieganie przeciwnika (siła w racicach jest), rozciągnięcie i oddanie trójki z czystej klepki. Wydaje mi się, że nawet przybycie D. Howarda nie spowolniło ich tempa. To Dwight musi biegać nieco szybciej. Defensywnie to może nie jest jeszcze poskładane, ale przyjście tego Wielkiego Dzieciaka jest zmianą jakościową samą w sobie.

Jedyne co mnie powstrzymuje, przed zupełnie triumfalistycznym i entuzjastycznym rzuceniem konfetti i przyklaśnięciem – oto kroczy mistrz z zachodu o wschodnim rysie twarzy to Trener. To nie jest ten rozmiar sandałów. Problem podobny trochę do LAC z zeszłego roku. Vinny jaki był każdy widział. W chwili próby pękał jak flak na serdelku. Szedł utartą drogą do dymisji. HOU to potencjał zespołu, to napakowane kabanosy, napalone jak wagon PKP w sierpniu tylko ten co za kołem taki zachowawczy, warsztatowo niepełny, lekko przydziadziały. Czy w nim jest pasja? Czy on potrafi zarazić grupę entuzjazmem? Czy jest pozytywnie zakręcony? Nie widzę tych emocji. Oceniam pochopnie? Może. Zobaczymy w drugiej rundzie PO.

Drugi potencjalny problem to chyba lekka dziura na czwórce. Maciek Kwiatkowski mówi o „strech four”, ja myślę Bargnani za Asika. Taki cztery co by umiało zrobić coś za trzy. Idealny Ryan Anderson. Deal w lutym?

Daryl (imię wybitnie nie przynależące Caucasian White) Morey jest współczesnym Midasem. Królem pieniążkiem (jego alter ego tzw. Scheiße-Midas np. D. Kahn). Pamiętacie jeszcze zapowiedzi z zeszłego roku, że HOU idzie na lata na dno, że kroi się wielkie tankowania, że stocznia remontowa w Szczecinie jednak nie upadnie, że teraz to już osiadanie na dnie Bałtyku. I co? Cztery ruchy i suchy. J. Lin (wykradziony podstępnie nocą i cichcem), O. Asik (ten półksiężycowy amant), J. Harden (to bożyszcze Pasztunów i innych mieszkańców przełęczy Salang nie wyłączając wolno pasących kóz, D. Howard (najodważniejszy człowiek na świecie, który przeciwstawił się rodzinie Autobussów) i jest contender. Do tego tanie, uzbierane jak na plaży bursztynki z kolekcji draft picków i elementów odrzuconych -- Aaron Brooks (0,9m), Greg Smith (0,9), Terrence Jones (1,5m), Ronnie „Fląderka” Brewer (1,1m), Omri Casspi (1m) (nie ma dwóch zdań, że przywdzieje kiedyś Knicksowy chałat), Donatas Motiejunas (1,4m), Patrick Beverley (0,8m) (to jest dopiero defensywna cholera), Ch. Parsons (0,9m) (ciepły?), F. Garcia (1,2). Łącznie delikatnie poniżej… 10 mln. USD, które przekuwa się na… średnio 52 pkt, 24 zb, 10 ast. 4,45 stl, 3,5 blk. Nech mi ktoś da przykłada lepiej zainwestowane  pieniądze w NBA. VALUE FOR MONEY. Co więcej, ten skład może się nie zmienić w następnym roku – można ich przytrzymać na głodowych pensjach. Mięsień roszczeniowy rozwinie się dopiero za lata dwa. Tak na marginesie, popadając w lekką demagogię, która kwalifikuje mnie do miejsca w jakimś zespole parlamentarnym  – STAT jest ponad dwa razy droższy a generuje 1,8 zb. 0.6 ast. 0.40 stl., jeszcze nie zablokował (chyba, że chodzi o jego kolana) i 2,8 pkt. Aha i najważniejsze. Oni grają co mecz. STAT wtedy kiedy dostanie machnięcie chorągiewką od Apoloniusza Tajnera.

Ktoś powie, Panie Morey ale z tą Rybką Maślaną i bratem bliźniakiem Judgem Reinholdem toście lekuto przepłacili. Może tak. Może nie. Potrzebny jest szerszy obrazek.  Chiny/Tajwan i wschodząca Turcja to są marketingowe wory pieniędzy, z których można czerpać bez dna. Yao Ming przetarł Jedwabny Szlak. To są ciągłe delegacje, sprzedawane koszulki i wykałaczki w barwach Rakiet. No tak znowu ktoś powie, kontestując zupełnie po polsku – ale jak się ma D. Howarda to na co komu Omar Sharif? Może i na nic ale jak się Howard zepsuje to zawsze można zza węgła wyciągnąć jak z rękawa takiego asika. A jakie można tworzyć lineupy – na modłę Hakeema i R. Sampsona? Że projekt dwóch wież choć się zawalił, to jednak nie upadł.

Powiem tak. Gdyby D. Morey siedziałby za sterami Kicksowego Titanica Nowojorskie Impresje – straciłby rację bytu…

__________________

UPDATE

Lekko się weryfikuję. HOU nie wygląda tak świetnie jak mogłoby się wydawać. Nie czułem tej synergii, o której pisałem. Mecz na pewnej bliskości. Kontakcie. Momenty ekstazy i uwiądu w postawach obu zespołów. Niby się to oglądało, ale jak miałem momenty katatoniczne. W sumie to był swego rodzaju pojedynek o to, kto jest trzecim najlepszym koszykarzem globu. Komisarzy jest dwóch. Aspirantów pięciu Melo, J. Harden, C. Paul, P. George, K. Bryant (?). W moim osobistym rankingu – Anthony jednak na pudle. Potem P. George, C. Paul i J. Harden. K. Bryant z czystej sympatii następny. Melo potrzebował 8 meczów żeby przestać się przeprocesowywać grzebieniem po zwojach i zaskoczył wychodząc wczoraj na chyba lidera punktowego sezonu (piszę bez sprawdzania). Może jest jeszcze problem ze znajomością przepisów gry (Hack the Shaq nie działa na dwie minuty do końca Melusiu), ale to był piękny samolubny mecz samca alfa. Samiec Beta ten, który smaruje włosy parmezanem znowu miał dzień modela z mediolańskiego wybiegu co zaczyna już irytować, R. Felton się miotał i korespondencyjny pojedynek na listy miłosne z tym kogo zastąpił sromotnie przegrał, STAT sam się odprowadza w kondukcie żałobnym niosąc własną trumnę, K. Martin uprawiania koszykarską bandyterkę lubując się w nokautowaniu przeciwników jednym uderzeniem z góry. Junior miał przebłysk, I Shumpert jakoś zupełnie nie a P. Prigoni na tachometrze.  

_____________________

A tak… dotarliśmy do NI nr 700 i dalej będziemy kopulować z tą radosną rzeczywistością.

Drogim i  wyrozumiałym (na szczęscie nie zawsze) Czytelnikom życzę wielu wzruszeń! Jak zwykle zachęcam do coming outów tych, którzy czytają a chowają się w podziemiach sieciowej anonimowości.

12:05, znykajacy
Link Komentarze (25) »
czwartek, 14 listopada 2013

Mecz z ATL w sobotę (więc takie lekko przedłużone doppio) więc odpierając zarzuty, że popełniam gafy i wypowiadam pochopne stwierdzenia na podstawie teleskopowego przeglądu drużyn przeciwnych, swoją nietrafioną charakterystykę ornitologiczną popełnię w niedzielę.

GPS znowu naprowadza na mistrzostwo. Hołek znowu na kursie miękkim głosem przepowiada.

Prowadzić najszybszą? Najkrótszą? Nieważne, że nieutwardzoną drogą… Jedziemy.

Nix fixed?

Jest SUKCES bo wielkie litery są tu jak najbardziej na miejscu – i trener Buldożer – właśnie posmakował nowojorskiej wendetty trenera Woo.

Nadal poza PO ale przecież to jest oczywiste, że to nie jest kwestia czy, tylko kiedy złamiemy tych harcowników z PHI czy TOR. Panowie już po Was idziemy. Źli i brzydcy.

Zwycięstwo zawdzięczamy trzem osobom. Prawie boskim. Wielkiej  przenikliwości Trenera Woo, którego piłkarski nos nie zasypia w popiele i który zdecydował się na szaleńczy wręcz powrót do three ball, A. Bargnaniemu (i to nie jest żart – ależ ten facet ma hustle jak człowiek po kiszonym ogórku i maślance) i Właścicelowi. Bo proszę Państwa, jak Właściciel mówi to jednak mówi. Miało być zwycięstwo i jest wiktoria. Co było w pakiecie? Podobno on i Proste Strzały mają dać cztery koncerty w merostwie Atlanty (dwie komunie, jedno wesele i pogrzeb), MSG ma połączyć sieć szkieletową między Gruzją (Georgia) i NYC, oraz w miedzysezonie Melo ma poważnie rozważyć pozostanie Jastrzębiem (co oczywiście jest ukartowane bo Melo jest przecież rarogiem rzadkim okazem a nie jakimś tam pospolitym gołębiarzem).

Poważnie? Wracamy do rzutu za trzy jako kamienia filozoficznego? W 1Q to faktycznie był jakiś flash back pomroczności jasnej, ale systemowo to się przecież udać nie może (vide 2 i 3Q). Serio! To nie zadziała. Obrona painta przypomina to jak Policja ochroniła Tęczę przed ludźmi, którzy odpalili sobie od niej papierosa. To nadaje nowego znaczenia pojęciu interior defence. Doraźnie jest gloria. Przyszłościowo- victis.

JR Smith – nic z boskości nie stracił ten wielki umysł. Był w 1Q ostry jak Józef Oleksy, po tym jak coś tam, coś tam przeczytał. Paliwa jeszcze nie starcza na pełen ciąg, ale to są przecież tylko didaskalia. Wrócił. Pokazał, że S5 to jest jego miejsce na Ziemi. Świat zamarł.

A. Bargnani – biały Kunta Kinte. Brak słów. Usta same z siebie robią minę Kermita zasysającego policzki do środka. Facet zaskakuje dojrzałością, opanowaniem i tym flirtującym uśmieszkiem włoskiej Giocondy znad szczeciniastej wargi. W Toronto flagi spuszczone do połowy. Czy jest gdzieś koniec tego szaleństwa? Błagam niech ktoś to powstrzyma…

I. Shumpert – syndrom smutnego wojaka? Mecz na swój sposób fenomenalny statystycznie, ale gdzieś tak mam wrażenie z łezką w oku. Na smutku. Na przygnębieniu. Facet jest na witrynie sklepowej z przewieszoną metką „Świeży salceson gotowany sprzedam tanio”. Ale, żeby się burmuszyć? Psychologiczna wojna w Właścicielem jest jak zderzenie się z Pałacem Kultury. Pałac będzie stał nadal. Prawda jest taka, że gdyby połączyć Shumpa i Hardaway’a Juniora, wybrać najlepsze i odrzucić najgorsze cechy to powstałby Jerry West, Andy Rautins i dwie czarne koszulki. Im lepiej gra Junior tym Imana jakby mniej żal i łatwiej kupić mu bilet na Grey Hounda. K. Farried? Nie sądzę. Kontuzja Tytusa trochę skomplikowała rosterek DEN, ale oni zasadniczo jadą wprost na przodek do kopalni. Rozmowy jakoby się toczą. Ale czy to jest język migowy trudno powiedzieć.

Reszta albo na minutowej restrykcji (P. Prigioni. K. Martin), pit stopie (STAT) albo bezbarwna (Felton, MWP – Pan Cegiełko już się tam ładnie zamierzał), albo nie warta złośliwości (C. Aldrich - nie kopie się leżącego).

13:21, znykajacy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 listopada 2013

 

„Trwaj chwilo, jesteś piękna” – Dr. Faust


Ci, którzy ostrzyli sobie zęby jadowe na liczeniu, że powtórzą się mityczne mecze SAS z zeszłego sezonu, muszą dorobić sobie sztuczną szczękę. To sen ne wrati.

O SAS powiedziano już wszystko. Napisano doktoraty i otrzymano granty badawcze. Nie mogę uwierzyć, że oni nadal realnie (!) mierzą w Mistrzostwo. Od 16 lat to samo… To jest niewyobrażalne. To już przerosło przesadę.

T. Parker jest bogiem, K. Leonard za chwilę będzie kimś, do kogo Parker będzie się modlił. D. Green jest czarnym Novakiem, T. Duncan jak Lenin wiecznie żywy, M. Belinelli w scrabble jedną półkulą pokonałby tandem braci Smithów połączonych siecią neuronową, M. Ginobli przeciera się, co raz bardziej na czubku głowy, ale floaterek nie zużywa się wcale, T. Splitter aspiruje do bycia brazylijskim Pachulią, B. Diaw dobrze mówi po francusku, P. Mills – po zgoleniu włosów wygląda jak facet, który passata otwiera wykałaczką, C. Joseph – cudowne dziecko odchowane na piersi A. Bradley’a, J.Ayres poznał swojego biologicznego ojca, N. de Colo robi za trzeciego muszkietera (kto zrobi większą karierę, on czy Fournier?). Zespół uszyty na miarę. Żadnej przypadkowości. Perfekcja osiągnięta już za życia. Fenomenalny zespół. Z roku na rok mój szacunek, podziw i uszanowanie rosną. Kpina i żart stają się, co raz bardziej nie na miejscu. Fakty przeczą sarkazmowi (jak to dobrze, że są NYK).

Ale nie wstydzę się, że w MECZU Nr 6 ręce po RZUCIE wystrzeliły jak dwie salwy armatnie.

Ukradzione Mistrzostwo.

NYK

2-4.

Właściwie to tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, że Knicks grają jeszcze, a to echo grało.

Czy naprawdę trzeba dodawać coś więcej? Przed nami PHI, BOS, CHA, TOR, ORL. Za nami już tylko BKN (stefan to tak na osłodę).

T. Chandler robi w tym roku za Świętego Mikołaja. Zapalił chojaka z półtoramiesięcznym wyprzedzeniem. Wyprzedził nawet sklepy GS-u. I to tak z niczego. Dla mnie to akcja pierwszej części sezonu. Trudno to będzie przebić. Ręce same składają się do oklasków.

Przecieram oczy z niedowierzania. To nie dzieje się naprawdę? Czy ja śnię?

Bezradność, dramat, strach w oczach. Zostało już tylko wibrujące buczenie nowojorskiej publiczności (czekamy na pierwsze żądanie zwrotu za bilety). Nie ma zespołu. Nie ma nic. Pełna atomizacja. Zdaje się, że Melo znowu będzie się musiał zamknąć w kanciapie gospodarczej i wyklarować chłopakom kilka kwestii o budowie swojej legendy. Jakoś nikt nie chce dołożyć się do tego monumentu równego figurze ze Świebodzina. Dlaczego? A może łaskawie pan woźny by ten pokoik przyhaczył skobelkiem? Melo – woptuj się i nie męcz więcej. Taka prośba do rozważenia. Nic osobistego.

Gra w obronie to jakiś kabareton (R. Felton jesteś jak pachołek na placu manewrowym mijany przez kursanta w Punto), a w ataku przypomina apoteozę egoizmu (nie ma ruchu piłką, są tylko iso jumpery z piątego metra). Jak daleko da się tak jechać? Jak najdalej!

Jest cudownie.

JR Smith – cieszę się, że już jesteś z nami! Brakowało tego życiowego optymizmu! Tej ułańskiej fantazji i radosnej twórczości wyssanej z brudnego placa! My z bratem na przedzie i jakoś to będzie! Od razu widać, że opar nie... odparował...

Gdzie jest I. Shumpert? Gdzie jest break out? Na razie największy przełom to zdaje się zgolenie klombu. Teraz jest już tylko chocholi taniec. Myślami gdzie indziej?

A. Bargnani – otrzeźwiał. Grappa wyparowała. 1 zbiórka. Bags is back!

MWP – siła ponad rozumem. Zaangażowany, skupiony, walczący. Marzył o Wielkiej Warszawie. W perspektywie będzie wykluczenie tak na 10 spotkań minimum. Kto przytuli od niego z plaskacza?

B. Udrih – potwierdził swoim występem, że Trener POP nie myli się prawie wcale. Na miejscu włodarzy Milwaukee mając G. Neala robiłbym w paśnik.

C. Anthony – ktoś pamięta mecz, w którym ta laska z wąsem grając ponad 30 min. oddała mniej niż 10 rzutów? To mogło być wtedy, gdy obraziła się na Linsanity. Nie. Sprawdziłem - miała 3 takie gry w karierze w tym dwie, kiedy miała 20 lat). Ta trzecia to słynne ONE POINT GAME z Charlotte 24 stycznia 2012 r. Faktycznie oddądała się wtedy na coś innego. Kwiatów nie było.

Myślicie Trener Woo dotrwa do Świąt? Czy wywiozą go na saniach?

Pozytywy.

Cichy bohater – C. Aldrich w pluso minusach +2.

A. Stoudemire – 13 min. żadnej straty. Szok! Ludzie łapią się za głowę. A przecież miał piłkę w rękach!

T. Murry idzie utartą ścieżką J. Lina. Już do niego dzwonił. Pytał jak radzić sobie z presją.

-------

PS. Serdecznie pozdrawiam Duncana - który napisał do mnie kilka miesięcy temu, że nie może czytać tego bloga bo uważa, że maczałem palce w katastrofie smoleńskiej. Powtarzam raz jeszcze. Naprawdę nie wywołałem mgły.

 

 

The rise and immediate fall of Knicks (2010 - 2015)

 

00:08, znykajacy
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje