RSS
niedziela, 01 czerwca 2014

Jak część z Was wie (a do części powoli to dociera - tak rzepka mówię teraz do Ciebie) NYK przylatują do Londynu na mecz z MIL - 15 stycznia 2015.

Odstawiamy teraz przyjemności w postaci strzelania do patyczków na strzelnicy, zagrychy do piwa w postaci suchej karmy na zwierząt, czy żelów do ciała i zaczynamy odkładać grosiowo na wyjazd.

Ten wpis ma być swoistym forum dla tzw. światowców i bywalców a także przede wszystkim dla takich, którzy o Londynie na razie słyszeli np. w "Misiu" i wahają się (w czym ni me ma niczego złego).

Informujmy się, rozmawiajmy. Róbmy tzw. otoczkę (odrzucam pomysł sektorówki i rac).

Liczę, że odzew jakiś się jednak pojawi - bo tak poza lanfaustem, 30+, hatamoto i airbobo wszyscy wyglądają na lekko zagubionych w akcji i obrażonych. 

Serce krwawi.

PS. Dziękuję pan panoramicznemu za podsunięcie pomysłu.

16:46, znykajacy
Link Komentarze (49) »
sobota, 16 listopada 2013

Drodzy Impresjowicze,

Krótko. Wypiłem w samotności 0,7 litra jak błyskotliwie zauważył 30+. Wieczór się już nachylił. I nowy dzień nastaje.

Czas spakować swoje talenty i zrobić to, co powinienem był być może zrobić już pewnie sezon temu – czyli przenieść NI na Szóstego Gracza.

Mój udział w powstaniu tego projektu przypomina trochę rolę Szalonego Stefana w pewną czerwcową ciepłą noc, kiedy Wódz Narodu Lech proponował (?) na premiera Waldiego Nieustraszonego. Pamiętacie jak siedział, ze zbolałą miną podparty o brodę?

Nasz wieczór był w lipcu 2012. Lechem był rzepka, który wyłożył uczestnikom spotkania teorię synergii między Billem Simmonsem, Panem Kanapką i zarabianiem pieniędzy. Maciek dawał zapłodnić w sobie to, co od dawna w nim kiełkowało. Agnieszka patrzyła. Ja byłem początkowo lekko sceptyczny. Płatny serwis? W Polsce? Dość nowatorskie. Będzie krzyk. Będzie szkalowanie. Ale rzepka jest wizjonerem ala mistrz Leonardo i na koniec wieczoru właściwie dałem się przekonać. To się może udać. Ale to może wino szumiało. Ale kibicowałem.

6G powstał dzięki ofiarności Macka i Adama i przez cały ten rok wypiękniał. Nadal się doskonali i nie ma zamiaru przestać. Trzyma poziom. I jest źródłem wiedzy niebanalnej i nieoczywistej. Ci którzy są czytelnikami chyba o tym wiedzą.

Obiecałem Maćkowi już w lecie, że włączę się mocniej w 6G, zwłaszcza, że kac mnie męczył, bo od wielu miesięcy nie dołożyłem się klawiaturą do napisania czegokolwiek. Miałem dość spuszczania oczu. Pacta sunt servanda.

Nie ukrywam, że największa wartością NI jesteście Wy drodzy Komentatorzy, dlatego chciałbym, żebyście byli częścią tego transferu.

Warunki, które wynegocjowałem z Maćkiem i Adamem są takie że:

Po pierwsze: NI są nadal nieodpłatne (i pozostaną takimi na pewno przez ten sezon);

Po drugie: Ci wszyscy, którzy nie korzystają z płatnego contentu 6G, będą mogli wysłać na adres redakcja@szostygracz.pl - emial o treści np. „Login do NI” i otrzymają go po to by móc dodawać komentarze pod NI.

Po trzecie: Nic się nie zmienia! Śmiejemy się tam gdzie inni baliby się zapłakać!

Dziękuje za wszystko i proszę o jeszcze!

Do zobaczenia na 6G! Czekam tam na Was!

Dzisiejszy Mecz z ATL będzie już tam!


PRZEKIEROWANIE NA SZÓSTEGO GRACZA

17:41, znykajacy
Link Komentarze (128) »
piątek, 15 listopada 2013

LBP znowu mnie zawiódł. Mecz był do odtworzenia na ostatnie 9 min. do końca więc niby esencja obejrzana, ale człowiek czuje, intelektualny niedosyt niepozwalający na odniesienie się do całości zgromadzonego materiału dowodowego. Redakcja nie chce narazić się na oczywisty zarzut apelacyjny więc zamyka rozprawę i odracza publikacje wyroku dotyczącego meczu do czasu jego obejrzenia (popołudnie wieczór. Wracajcie będzie update. 

Porozmawiajmy o  faktach notoryjnych. 3-5. Panika? Nie. Duży spokój. Genialna taktyka. Na ogłupienie przeciwnika. NYK robią krok wstecz po to by zrobić teraz trzy do przodu. To jest tzw. rozpęd. Na skoczka w dal. Muzyka ciągle gra.

0-4 w MSG. Tylko liczbowo wygląda boleśnie.

HOU

HOU grają na pewno rozwojową, dynamiczną koszykówkę, nastawioną na zabieganie przeciwnika (siła w racicach jest), rozciągnięcie i oddanie trójki z czystej klepki. Wydaje mi się, że nawet przybycie D. Howarda nie spowolniło ich tempa. To Dwight musi biegać nieco szybciej. Defensywnie to może nie jest jeszcze poskładane, ale przyjście tego Wielkiego Dzieciaka jest zmianą jakościową samą w sobie.

Jedyne co mnie powstrzymuje, przed zupełnie triumfalistycznym i entuzjastycznym rzuceniem konfetti i przyklaśnięciem – oto kroczy mistrz z zachodu o wschodnim rysie twarzy to Trener. To nie jest ten rozmiar sandałów. Problem podobny trochę do LAC z zeszłego roku. Vinny jaki był każdy widział. W chwili próby pękał jak flak na serdelku. Szedł utartą drogą do dymisji. HOU to potencjał zespołu, to napakowane kabanosy, napalone jak wagon PKP w sierpniu tylko ten co za kołem taki zachowawczy, warsztatowo niepełny, lekko przydziadziały. Czy w nim jest pasja? Czy on potrafi zarazić grupę entuzjazmem? Czy jest pozytywnie zakręcony? Nie widzę tych emocji. Oceniam pochopnie? Może. Zobaczymy w drugiej rundzie PO.

Drugi potencjalny problem to chyba lekka dziura na czwórce. Maciek Kwiatkowski mówi o „strech four”, ja myślę Bargnani za Asika. Taki cztery co by umiało zrobić coś za trzy. Idealny Ryan Anderson. Deal w lutym?

Daryl (imię wybitnie nie przynależące Caucasian White) Morey jest współczesnym Midasem. Królem pieniążkiem (jego alter ego tzw. Scheiße-Midas np. D. Kahn). Pamiętacie jeszcze zapowiedzi z zeszłego roku, że HOU idzie na lata na dno, że kroi się wielkie tankowania, że stocznia remontowa w Szczecinie jednak nie upadnie, że teraz to już osiadanie na dnie Bałtyku. I co? Cztery ruchy i suchy. J. Lin (wykradziony podstępnie nocą i cichcem), O. Asik (ten półksiężycowy amant), J. Harden (to bożyszcze Pasztunów i innych mieszkańców przełęczy Salang nie wyłączając wolno pasących kóz, D. Howard (najodważniejszy człowiek na świecie, który przeciwstawił się rodzinie Autobussów) i jest contender. Do tego tanie, uzbierane jak na plaży bursztynki z kolekcji draft picków i elementów odrzuconych -- Aaron Brooks (0,9m), Greg Smith (0,9), Terrence Jones (1,5m), Ronnie „Fląderka” Brewer (1,1m), Omri Casspi (1m) (nie ma dwóch zdań, że przywdzieje kiedyś Knicksowy chałat), Donatas Motiejunas (1,4m), Patrick Beverley (0,8m) (to jest dopiero defensywna cholera), Ch. Parsons (0,9m) (ciepły?), F. Garcia (1,2). Łącznie delikatnie poniżej… 10 mln. USD, które przekuwa się na… średnio 52 pkt, 24 zb, 10 ast. 4,45 stl, 3,5 blk. Nech mi ktoś da przykłada lepiej zainwestowane  pieniądze w NBA. VALUE FOR MONEY. Co więcej, ten skład może się nie zmienić w następnym roku – można ich przytrzymać na głodowych pensjach. Mięsień roszczeniowy rozwinie się dopiero za lata dwa. Tak na marginesie, popadając w lekką demagogię, która kwalifikuje mnie do miejsca w jakimś zespole parlamentarnym  – STAT jest ponad dwa razy droższy a generuje 1,8 zb. 0.6 ast. 0.40 stl., jeszcze nie zablokował (chyba, że chodzi o jego kolana) i 2,8 pkt. Aha i najważniejsze. Oni grają co mecz. STAT wtedy kiedy dostanie machnięcie chorągiewką od Apoloniusza Tajnera.

Ktoś powie, Panie Morey ale z tą Rybką Maślaną i bratem bliźniakiem Judgem Reinholdem toście lekuto przepłacili. Może tak. Może nie. Potrzebny jest szerszy obrazek.  Chiny/Tajwan i wschodząca Turcja to są marketingowe wory pieniędzy, z których można czerpać bez dna. Yao Ming przetarł Jedwabny Szlak. To są ciągłe delegacje, sprzedawane koszulki i wykałaczki w barwach Rakiet. No tak znowu ktoś powie, kontestując zupełnie po polsku – ale jak się ma D. Howarda to na co komu Omar Sharif? Może i na nic ale jak się Howard zepsuje to zawsze można zza węgła wyciągnąć jak z rękawa takiego asika. A jakie można tworzyć lineupy – na modłę Hakeema i R. Sampsona? Że projekt dwóch wież choć się zawalił, to jednak nie upadł.

Powiem tak. Gdyby D. Morey siedziałby za sterami Kicksowego Titanica Nowojorskie Impresje – straciłby rację bytu…

__________________

UPDATE

Lekko się weryfikuję. HOU nie wygląda tak świetnie jak mogłoby się wydawać. Nie czułem tej synergii, o której pisałem. Mecz na pewnej bliskości. Kontakcie. Momenty ekstazy i uwiądu w postawach obu zespołów. Niby się to oglądało, ale jak miałem momenty katatoniczne. W sumie to był swego rodzaju pojedynek o to, kto jest trzecim najlepszym koszykarzem globu. Komisarzy jest dwóch. Aspirantów pięciu Melo, J. Harden, C. Paul, P. George, K. Bryant (?). W moim osobistym rankingu – Anthony jednak na pudle. Potem P. George, C. Paul i J. Harden. K. Bryant z czystej sympatii następny. Melo potrzebował 8 meczów żeby przestać się przeprocesowywać grzebieniem po zwojach i zaskoczył wychodząc wczoraj na chyba lidera punktowego sezonu (piszę bez sprawdzania). Może jest jeszcze problem ze znajomością przepisów gry (Hack the Shaq nie działa na dwie minuty do końca Melusiu), ale to był piękny samolubny mecz samca alfa. Samiec Beta ten, który smaruje włosy parmezanem znowu miał dzień modela z mediolańskiego wybiegu co zaczyna już irytować, R. Felton się miotał i korespondencyjny pojedynek na listy miłosne z tym kogo zastąpił sromotnie przegrał, STAT sam się odprowadza w kondukcie żałobnym niosąc własną trumnę, K. Martin uprawiania koszykarską bandyterkę lubując się w nokautowaniu przeciwników jednym uderzeniem z góry. Junior miał przebłysk, I Shumpert jakoś zupełnie nie a P. Prigoni na tachometrze.  

_____________________

A tak… dotarliśmy do NI nr 700 i dalej będziemy kopulować z tą radosną rzeczywistością.

Drogim i  wyrozumiałym (na szczęscie nie zawsze) Czytelnikom życzę wielu wzruszeń! Jak zwykle zachęcam do coming outów tych, którzy czytają a chowają się w podziemiach sieciowej anonimowości.

12:05, znykajacy
Link Komentarze (25) »
czwartek, 14 listopada 2013

Mecz z ATL w sobotę (więc takie lekko przedłużone doppio) więc odpierając zarzuty, że popełniam gafy i wypowiadam pochopne stwierdzenia na podstawie teleskopowego przeglądu drużyn przeciwnych, swoją nietrafioną charakterystykę ornitologiczną popełnię w niedzielę.

GPS znowu naprowadza na mistrzostwo. Hołek znowu na kursie miękkim głosem przepowiada.

Prowadzić najszybszą? Najkrótszą? Nieważne, że nieutwardzoną drogą… Jedziemy.

Nix fixed?

Jest SUKCES bo wielkie litery są tu jak najbardziej na miejscu – i trener Buldożer – właśnie posmakował nowojorskiej wendetty trenera Woo.

Nadal poza PO ale przecież to jest oczywiste, że to nie jest kwestia czy, tylko kiedy złamiemy tych harcowników z PHI czy TOR. Panowie już po Was idziemy. Źli i brzydcy.

Zwycięstwo zawdzięczamy trzem osobom. Prawie boskim. Wielkiej  przenikliwości Trenera Woo, którego piłkarski nos nie zasypia w popiele i który zdecydował się na szaleńczy wręcz powrót do three ball, A. Bargnaniemu (i to nie jest żart – ależ ten facet ma hustle jak człowiek po kiszonym ogórku i maślance) i Właścicelowi. Bo proszę Państwa, jak Właściciel mówi to jednak mówi. Miało być zwycięstwo i jest wiktoria. Co było w pakiecie? Podobno on i Proste Strzały mają dać cztery koncerty w merostwie Atlanty (dwie komunie, jedno wesele i pogrzeb), MSG ma połączyć sieć szkieletową między Gruzją (Georgia) i NYC, oraz w miedzysezonie Melo ma poważnie rozważyć pozostanie Jastrzębiem (co oczywiście jest ukartowane bo Melo jest przecież rarogiem rzadkim okazem a nie jakimś tam pospolitym gołębiarzem).

Poważnie? Wracamy do rzutu za trzy jako kamienia filozoficznego? W 1Q to faktycznie był jakiś flash back pomroczności jasnej, ale systemowo to się przecież udać nie może (vide 2 i 3Q). Serio! To nie zadziała. Obrona painta przypomina to jak Policja ochroniła Tęczę przed ludźmi, którzy odpalili sobie od niej papierosa. To nadaje nowego znaczenia pojęciu interior defence. Doraźnie jest gloria. Przyszłościowo- victis.

JR Smith – nic z boskości nie stracił ten wielki umysł. Był w 1Q ostry jak Józef Oleksy, po tym jak coś tam, coś tam przeczytał. Paliwa jeszcze nie starcza na pełen ciąg, ale to są przecież tylko didaskalia. Wrócił. Pokazał, że S5 to jest jego miejsce na Ziemi. Świat zamarł.

A. Bargnani – biały Kunta Kinte. Brak słów. Usta same z siebie robią minę Kermita zasysającego policzki do środka. Facet zaskakuje dojrzałością, opanowaniem i tym flirtującym uśmieszkiem włoskiej Giocondy znad szczeciniastej wargi. W Toronto flagi spuszczone do połowy. Czy jest gdzieś koniec tego szaleństwa? Błagam niech ktoś to powstrzyma…

I. Shumpert – syndrom smutnego wojaka? Mecz na swój sposób fenomenalny statystycznie, ale gdzieś tak mam wrażenie z łezką w oku. Na smutku. Na przygnębieniu. Facet jest na witrynie sklepowej z przewieszoną metką „Świeży salceson gotowany sprzedam tanio”. Ale, żeby się burmuszyć? Psychologiczna wojna w Właścicielem jest jak zderzenie się z Pałacem Kultury. Pałac będzie stał nadal. Prawda jest taka, że gdyby połączyć Shumpa i Hardaway’a Juniora, wybrać najlepsze i odrzucić najgorsze cechy to powstałby Jerry West, Andy Rautins i dwie czarne koszulki. Im lepiej gra Junior tym Imana jakby mniej żal i łatwiej kupić mu bilet na Grey Hounda. K. Farried? Nie sądzę. Kontuzja Tytusa trochę skomplikowała rosterek DEN, ale oni zasadniczo jadą wprost na przodek do kopalni. Rozmowy jakoby się toczą. Ale czy to jest język migowy trudno powiedzieć.

Reszta albo na minutowej restrykcji (P. Prigioni. K. Martin), pit stopie (STAT) albo bezbarwna (Felton, MWP – Pan Cegiełko już się tam ładnie zamierzał), albo nie warta złośliwości (C. Aldrich - nie kopie się leżącego).

13:21, znykajacy
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 listopada 2013

 

„Trwaj chwilo, jesteś piękna” – Dr. Faust


Ci, którzy ostrzyli sobie zęby jadowe na liczeniu, że powtórzą się mityczne mecze SAS z zeszłego sezonu, muszą dorobić sobie sztuczną szczękę. To sen ne wrati.

O SAS powiedziano już wszystko. Napisano doktoraty i otrzymano granty badawcze. Nie mogę uwierzyć, że oni nadal realnie (!) mierzą w Mistrzostwo. Od 16 lat to samo… To jest niewyobrażalne. To już przerosło przesadę.

T. Parker jest bogiem, K. Leonard za chwilę będzie kimś, do kogo Parker będzie się modlił. D. Green jest czarnym Novakiem, T. Duncan jak Lenin wiecznie żywy, M. Belinelli w scrabble jedną półkulą pokonałby tandem braci Smithów połączonych siecią neuronową, M. Ginobli przeciera się, co raz bardziej na czubku głowy, ale floaterek nie zużywa się wcale, T. Splitter aspiruje do bycia brazylijskim Pachulią, B. Diaw dobrze mówi po francusku, P. Mills – po zgoleniu włosów wygląda jak facet, który passata otwiera wykałaczką, C. Joseph – cudowne dziecko odchowane na piersi A. Bradley’a, J.Ayres poznał swojego biologicznego ojca, N. de Colo robi za trzeciego muszkietera (kto zrobi większą karierę, on czy Fournier?). Zespół uszyty na miarę. Żadnej przypadkowości. Perfekcja osiągnięta już za życia. Fenomenalny zespół. Z roku na rok mój szacunek, podziw i uszanowanie rosną. Kpina i żart stają się, co raz bardziej nie na miejscu. Fakty przeczą sarkazmowi (jak to dobrze, że są NYK).

Ale nie wstydzę się, że w MECZU Nr 6 ręce po RZUCIE wystrzeliły jak dwie salwy armatnie.

Ukradzione Mistrzostwo.

NYK

2-4.

Właściwie to tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało, że Knicks grają jeszcze, a to echo grało.

Czy naprawdę trzeba dodawać coś więcej? Przed nami PHI, BOS, CHA, TOR, ORL. Za nami już tylko BKN (stefan to tak na osłodę).

T. Chandler robi w tym roku za Świętego Mikołaja. Zapalił chojaka z półtoramiesięcznym wyprzedzeniem. Wyprzedził nawet sklepy GS-u. I to tak z niczego. Dla mnie to akcja pierwszej części sezonu. Trudno to będzie przebić. Ręce same składają się do oklasków.

Przecieram oczy z niedowierzania. To nie dzieje się naprawdę? Czy ja śnię?

Bezradność, dramat, strach w oczach. Zostało już tylko wibrujące buczenie nowojorskiej publiczności (czekamy na pierwsze żądanie zwrotu za bilety). Nie ma zespołu. Nie ma nic. Pełna atomizacja. Zdaje się, że Melo znowu będzie się musiał zamknąć w kanciapie gospodarczej i wyklarować chłopakom kilka kwestii o budowie swojej legendy. Jakoś nikt nie chce dołożyć się do tego monumentu równego figurze ze Świebodzina. Dlaczego? A może łaskawie pan woźny by ten pokoik przyhaczył skobelkiem? Melo – woptuj się i nie męcz więcej. Taka prośba do rozważenia. Nic osobistego.

Gra w obronie to jakiś kabareton (R. Felton jesteś jak pachołek na placu manewrowym mijany przez kursanta w Punto), a w ataku przypomina apoteozę egoizmu (nie ma ruchu piłką, są tylko iso jumpery z piątego metra). Jak daleko da się tak jechać? Jak najdalej!

Jest cudownie.

JR Smith – cieszę się, że już jesteś z nami! Brakowało tego życiowego optymizmu! Tej ułańskiej fantazji i radosnej twórczości wyssanej z brudnego placa! My z bratem na przedzie i jakoś to będzie! Od razu widać, że opar nie... odparował...

Gdzie jest I. Shumpert? Gdzie jest break out? Na razie największy przełom to zdaje się zgolenie klombu. Teraz jest już tylko chocholi taniec. Myślami gdzie indziej?

A. Bargnani – otrzeźwiał. Grappa wyparowała. 1 zbiórka. Bags is back!

MWP – siła ponad rozumem. Zaangażowany, skupiony, walczący. Marzył o Wielkiej Warszawie. W perspektywie będzie wykluczenie tak na 10 spotkań minimum. Kto przytuli od niego z plaskacza?

B. Udrih – potwierdził swoim występem, że Trener POP nie myli się prawie wcale. Na miejscu włodarzy Milwaukee mając G. Neala robiłbym w paśnik.

C. Anthony – ktoś pamięta mecz, w którym ta laska z wąsem grając ponad 30 min. oddała mniej niż 10 rzutów? To mogło być wtedy, gdy obraziła się na Linsanity. Nie. Sprawdziłem - miała 3 takie gry w karierze w tym dwie, kiedy miała 20 lat). Ta trzecia to słynne ONE POINT GAME z Charlotte 24 stycznia 2012 r. Faktycznie oddądała się wtedy na coś innego. Kwiatów nie było.

Myślicie Trener Woo dotrwa do Świąt? Czy wywiozą go na saniach?

Pozytywy.

Cichy bohater – C. Aldrich w pluso minusach +2.

A. Stoudemire – 13 min. żadnej straty. Szok! Ludzie łapią się za głowę. A przecież miał piłkę w rękach!

T. Murry idzie utartą ścieżką J. Lina. Już do niego dzwonił. Pytał jak radzić sobie z presją.

-------

PS. Serdecznie pozdrawiam Duncana - który napisał do mnie kilka miesięcy temu, że nie może czytać tego bloga bo uważa, że maczałem palce w katastrofie smoleńskiej. Powtarzam raz jeszcze. Naprawdę nie wywołałem mgły.

 

 

The rise and immediate fall of Knicks (2010 - 2015)

 

00:08, znykajacy
Link Komentarze (21) »
sobota, 09 listopada 2013

Obiecałem słówko o CHA.

Los bywa czasem okrutnie ironiczny. Trener Steve Clifford usłyszał w klatce piersiowej jakiś wewnętrzny głos własnego serca i zmuszony był się by-passować przy pomocy swojego asystenta Patricka Ewinga (od niego mniej inteligentną minę potrafi robić już tylko Trener Woo i poseł Meleks Karski). Wielki Pat zadebiutował w roli trenera przeciwko klubowi, który nadal odżegnuje się od uznania jego boskości i dokonania w MSG ceremonii wniebowstąpienia. Niby numer na nieboskłonie, niby dozgonny darmowy bilet na komunikację publiczną NYC i wieczysta nienawiść kibiców IND, ale jakoś tak czujemy, że ktoś King Kongowi pokazał skórkę od banana. Szacunek dla Ewinga, że nie dał się przerobić na… małpę jak J. Starks, który wychodzi (zamiast tancerek – Panie Dolan o co chodzi z tym lock outem Knicks City Dancers???) żeby pomachać gawiedzi, jak Miss Polonia na gali wędlin w Ozorkowie? Szkoda, że nie wygrał. Tak to wygląda na bajkę o Szewczyku Dratewce, którego smok gastrycznie zdeklasował (grzejemy się już na drugą część tam i z powrotem, co?).

 

To zespół, którym pasjonują się tylko mieszkańcy Bieszczad i Maciek Kwiatkowski. Ten ryś taki szary jakby wytarzał się w popiele bardziej przypomina pięść wymierzoną w imię sprawiedliwości. Do tego ten ma taki grymas zaciśniętego pyska jakby zjadł lekko czerstwego kreta. Czekam z niecierpliwością na następny sezon, kiedy CHA wróci wreszcie do barci i będą spod znaku Pszczółki Mai.

Personalnie to dziwny twór, który nie poddaje się prostej analizie matematycznej.

Gdyby Bob(cat?) Marley żył jeszcze nagrałby dla K. Walkera utwór – Rainbow 2. Ten rzut jest idealną parabolą tęczy od którego przedszkolaki mogą odrysowywać elipsę. Do tego ten nieestetyczny koziobrody uwis na szczęce. Myślę, że krzywdzę. Ale dla mnie Kemba to jest ta sama liga, co N. Robinson. Skazany na miotanie się pomiędzy brakiem inteligencji przestrzennej a mikrusim wzrostem. Taki samograjek. Król własnego uniesienia. Koszykarskie samouwielbienie. Nie stworzy nigdy niczego co miałoby postać drużynowego sukcesu.

MKG to świetny materiał na pracę w pogotowiu. Niewielu jest graczy, którzy tak jak on potrafią się przekleić na plaster do przeciwnika. Rzutowo to nadal jest brutalna estetyka dawnego dworca kolejowego w Katowicach, ale on ma tylko 20 lat, więc jest szansa, że przed zakończeniem kariery jego ruch ręką przejdzie transformację do epoki kamienia gładzonego. B. Biyombo ten nieślubny syn Michaela Jacksona o atletyzmie Magdy Gessler nadal rozwija się z szokującą prędkością walca drogowego. Prasuje, co prawda wszystkich w obronie, ale do akcji w ataku to on nie dojedzie w tej dekadzie. J. McRoberts, wszedł mocno w chęć upodobnienia się do Brada Pitta i tyle o jego grze. Oględnie mówiąc nie jest to najlepsza startująca czwórka tej ligi. Szczerze mówiąc chyba nie przesadzam, twierdząc że w każdym zdrowym normalnym klubie ten facet aspirowałby do roli mieszacza elektrolitów i walczył z A. Rautinsem o pierwszeństwo przy ręcznikach. C. Zeller chyba liczy, że w kolejnej ekranizacji życia i twórczości Juliusza Cezara zagra główną rolę. Profil ma cesarski. Brakuje mu tylko liści laurowych i Rubikonu. HBO czekamy! (Dziwny draft pick). R. Sessions podobno nigdy w życiu nie połknął pigułki. Wszystkie bierze pod język. H. Henderson jest łysy, Taylor ma długie rzęsy, a A. Tolliver był kiedyś w Minnesocie (i to widać). A. Jefferson powinien zostać zbadany tomografem po tym jak przeniósł się do CHA, a B. Gordon – przejdzie do annałów NBA jako zdobywca dziesięciomilionowego punktu w historii NBA (pierwsze uzyskał Ossie Schectman z Knicks). Dokąd zmierzają? Tego nie wiem chyba sam Odpowietrzony (faulowałeś, faulowałeś B. Russella). Czy on śpi na jakiejś żyle wodnej? Te jego wybory w drafcie są objawem jakiegoś ciężkiego stresu pourazowego. Czy zobaczymy ich kiedyś w PO? Może zastąpią grupę Schetyny odbudowując wielki WKS? Nie wiem. Skazani na systemowe kręcenie się w ogonie stawki.

Ależ bounce back. Ależ odbicie od mułu i wodorostów. NYK pokonali zespół od którym jeszcze nie tak dawno mówiło się, że powinien być relegowany do PLK. No sukces jest! No są uśmiechy na zbolałych twarzach! Jest zaciśnięta pieść! Jesteśmy zawsze tam gdzie Nowy Jork nasz gra haaaaeeeeeeeeejaooooooo! Znowu gramy o mistrza! Jest dobrze! Zespół pokazał charakter. Wyrwał się z matni. Na szcżescię League Pass coś namieszał i mecz można zobaczyć dopiero od 3Q. Ufff. NYK zrobili run na początku trzeciej odsłony i tak im zostało. CHA próbowali coś szarpnąć, ale im nie wyszło.

Zdeklasował rywali pozbawili ich marzeń i snów. Nadal po za PO. Ale walczymy.

A. Bargnani - Ryś Ochódzki by powiedział. To jest miś na miarę naszych możliwości. My tym misiem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz miś, przez nas zrobiony i to nie jest nasze ostatnie słowo! Przeżywamy ostatnio z synem fascynację przygodami Pilota Pirxa (on trochę za wcześnie, ja trochę za późno) i patrząc na niego mam ostatnio takie skojarzenia– Terminus.

I. Shumpert - zagrał tak uderzenie w twarz G. Hendersona łokciem, że aż Rivaldo odetchnął.

T. Murray – miał swój debiut. Uszy do góry Toure. Pamiętaj gdzie zaczynał J. Lin. Toczył wojnę psychologiczną z woźnym, żeby ten wpuścił go na halę.

A. Stoudemire – kto wreszcie powie, że reanimacja martwego nie ma szans powodzenia.

Nie martwcie się. Będzie jeszcze lepiej. W meczu z SAS powróci Lord Oregano.



11:45, znykajacy
Link Komentarze (13) »
środa, 06 listopada 2013

Szybkościowo. Gramy z CHA w piątek, więc nad tym tworem pochylę się w sobotni poranek. Dziś będzie bardziej po domowemu. Bo dom się wali…

W tych mokrych, ufnych oczach Golden Retrievers Mike Woodsona dostrzegłem panikę i strach. On już wie. Już czuje. Że nie złapie zębami lecącego freezby… Jego Pan nie będzie zadowolony a przecież mieli zdobyć mistrzostwo powiatu psów o złotym sercu w lecie tego roku… Cały misterny plan poszedł w… Nie złapie lecącego plastykowego talerzyka…. Źle obliczył lot. Minie się o jakieś dwadzieścia metrów. Nieważne. Pomacha się na koniec ogonem i  wywiesi jęzor. Poliże Pana po ręce. Jestem Golden Retrievierem – ma pełne serce i pusty umysł.

Gra

O ile w obronie po dwóch spotkaniach NYK mieli pierwszą defensywę i 29 atak (co nota bene przypomina CHA z sezonu 2009/2010 (?) o tyle… teraz nawet nie ma obrony. Liczba punktów jakie MIN i CHA zdobyły z pomalowanego aż zapiera dech piersiach młodzieńczym zapałem. Gra na zagapienie. Atak to jest zabawa w Dymitra Samozwańca – kto ma piłkę ten ma rację –jeden na jeden. CHA wyglądali w tym zakresie jak profesorowie z Harvardu (się masz Jeremy!). Ball movement na poziomie plechy. Do tego te zestawienia piątki, co najmniej szokujące. Dlaczego A. Bargnani nie wychodzi w 4A? Dlaczego tak późno spuszcza się ze smyczy argentyńskiego pinczera? Miotanie się w zestawieniach przypomina gra na giełdzie przez małpę. Jest źle. Jest cudownie. Są fanfary.

Nie wiem jak Wy ale ja mam spocone dłonie

C. Anthony - Gdzie jest lider? Rzutowo wygląda jak Król Paproszek. Można zdobywać po 30 pkt. Jasne. Tylko że przy skuteczności 37% zaczynasz wyglądać jak gej. Rudy Gay. Melo zaczyna tworzyć samousprawiedliwiającą się narrację –przepracowania mózgowego, że się „second guessuje” – co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że prowadzi jakaś wewnętrzna szaradę. Nie ma klucza. Nie ma odpowiedzi. Nie ma rozwiązań. Pojedynczo jest świeży jak twaróg, ale en masse jego gra ma konsystencję maślanki. Dodajmy kiszonego ogórka i efekt jest murowany.

T. Chandler – niesamowite jaki zrobił skok przez kozła, za którego robił K. Walker. Przypomniał mi się wf jako żywy Skok zaliczony. Pacjent na deskach. Jego kontuzja to może być przyczynek do czegoś większego. My w Redakcji boimy się nawet marzyć. Wracaj zdrów Tyson. Ale się nie spiesz.

A. Stoudemire – żal ściska odwłok. To jest gra na planecie o innej grawitacji. Podanie mu piłki wygląda na sabotaż i świadome szkodzenie drużynie. Chyba lepiej byłoby dla Wierzących gdyby położył się na wyciągu i tak został. Cała reszta prosi o jeszcze.

A. Bargnani – oddał pierwsze rzuty wolne w tym sezonie!!! Blady strach padł na całe WNBA.

Junior – Dwie gry 0-11 za trzy. Śrubuje personalny rekord. Ja nie twierdzę. Ma ruchy modliszki i atletyzm Frankensteina, ale przy refleksji życiowej Marcina Najmana to jest połączenie grożące ciężkim kalectwem.

R. Felton –taki kwietniowy. Trochę zimy, trochę lata. Ja wiem ktoś powie – gdyby siadła któraś z jego trzech trójek w końcówce to rysie skończyłby na wybiegu u Państwa Gucwińskich. Wrocławskie zoo odetchnęło.

I. Shumpert – powiela najlepsze występy W. Chandlera (ktoś jeszcze pamięta jego babcię?). W pierwszej kwarcie przyćmił nawet błyskotliwe komentarze C. Fraziera. Potem był już Eltonowską świeczką na wietrze.

MWP – ja mam nadzieję, że on szczerze uwierzy, że jest lepszy niż Melo. Już ma takie sekwencje mesjanizmu w ataku, że można zacierać rączki z niezdrowego podniecenia. W obronie brakuje mu już tylko rzeźnickiego noża. K. Walker miał wiele szczęścia, że Metta nie przerobił go na kotlety.

B. Udrih – zrobił za strażaka tyle, że ogień go pochłonął. Cześć jego pamięci.

K. Martin – to jest już tylko pokaz min, trash talku i przewracania oczami. Wielką karierę widzę we… wrestlingu…

P. Prigioni – podobno gra z nim na boisku wygląda lepiej. Podobno Kopernik była kobietą.

09:32, znykajacy
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje