RSS
niedziela, 29 stycznia 2012

Clyde „Glyde” Drexler (mój ukochany zawodnik nr 2) zadały tylko jedno pytanie: „Dlaczego NYK grają grę za trzy skoro wszelkie statystyki świadczą o tym, ze to nie może działać?

Nothing further, Your Honor…

Jak można uwierzyć, że NYK są w stanie dwa razy (już nie mówię z rzędu) trafić koło dwudziestu rzutów z obwodu. No wiem. Ktoś może powie, - "ale w jednej czwartej udało się zrealizować plan". Wpadło całe pięć trójek. To już coś. Szklanka jest w ćwiartce pełna. Trzeba cieszyć chociaż z tego. No to, że tam skuteczność była na poziomie 20%... Taka pewna niedogodność… Czepianie się.

A tak poważnie. Jest są przesłanki myślenia, że ta strategia ostrzału zza węgła może się udać? Czy tam na ławce „trenerskiej” wszyscy już stracili głowę? Ależ tam musi być panika... Woda dosięga już pierwszych kajut… Za chwilę dobierze się do kapitana. Jest nadzieja, że wzorem swojego włoskiego odpowiednika skoczy pierwszy...

Kolejny tryumf Dark Side’u – 10-35… Sithowie są w oszalałym tańcu… Pretorianie Palpatine'a znowu umazani we krwi… Kto uratuje świat przed zagładą? Gdzie jest Master Luke? Pewnie grzebie się w błocku na Dagobah...

Tylko 14 pkt w 3Q. Bez komentarza.

Było wczoraj ciekawe ustawienie z trzema PG na boisku – Lin, Douglas, Shumpert. Paradoksalnie byli +3. Był też drugi zestaw trzech PG- Lin, Shumpert, Bibby. Ta trupa była -9. Wyglądało to apokaliptycznie.

No to nasze teksańskie rumaki…

B. Walker – spaczeń się na chwilę obecną skończył. Czarny Książę – włożył pod język kostkę cukru… Ale słodko nie było. Tak jak przewidziałem… Nic dwa razy się nie zdarza. Obstawiłem raczej 2-7, 2-8, 3-9 z gry. Teraz widzę, że byłem optymistą. Przyznaję. Oczekiwanie czegoś więcej od tego chaotycznego pomiotu jest balansowaniem na granicy szaleństwa. Niestety to jest dopiero początek… Ten człowiek zostanie obciążony zadaniami, których nie udźwignąłby nawet wózek widłowy w Biedronce. Tyle, że Czempion Chaosu jest realny…

A. Stoudemire – grał sam przeciwko czarnej zarazie zatruwającej własne szeregi. Biały płaszcz. Samotny żagiel. Fok. Obrońca oblężonej placówki. Bohaterstwo wbrew nadziei. Nie dał nic. Może sobie poprawił statystyki. Tak na otarcie gorzkich łez. Czy Ty płaczesz STAT? Wieczorami? W podusię?

T. Chandler – ciekawe, czy ma jakieś przemyślenia dotyczące swojej obecności w NYK? Pasuje tu jak pieść do nosa. Upadek mistrza. Od pierścienia do stracenia. Indywidualnie był jak grot. Stał obok foka. On nie zawodzi. Tyle, że nie dowodzi. Na mostku kapitańskim dowodzą czarne ręce…

L. Fields – a już miałem trąbić jakiegoś radosnego marsza żywych. Co by znaczyło, że w szeregach jest również liczmaster... Znowu się coś rozregulowało… Znowu apatia. Znowu marazm. Nostalgia. Najgorszy występ w sezonie.

T. Douglas – nie wiem, co mogę jeszcze powiedzieć o nim i jego grze, czego jeszcze nie wyraziłem? Proponuje urlop od parkietu. Taki zaplanowany. Dla odmiany z głową. I na pewno. Trwały. 32% z gry? To wymaga leczenia.

S. Novak – miał „coś” do udowodnienia HOU, które wybrało go w drafcie w 2006 r. i dawało szansę gry przez całe dwa lata. No na razie nawet tego „czegoś” nie uprawdopodobnił. Jego „talent” został szybko zweryfikowany przez życie. HOU chyba nie żałują, że pozwolili mu udać się w tułaczkę po klubach NBA. Kto wie, może na koniec "przygody" z koszykówką NBA Novak im nawet podziękuje? Dzięki temu będzie mógł… napisać książkę – "Grałem wszędzie – czyli o punktualności komunikacji transportu publicznego w miastach USA". HOU mają teraz lepszego Novaka w postaci tego ryżego lisa Budingera.  

I. Shumpert – coś się obsunął w rotacji. Prawie niewidoczny. Może to nowa technika? Tyle, że od tego to już mamy eksperta. Ciężkie nóżki? Na pewno nie cięższe od myśli… Od tego młody uczeń jest wolny…

J. Jeffries – dla niego też mecz z podtekstem. Chciał się pokazać właścicielom  teksańskiej metropolii. Za te długie miesiące przetrzymywania na ławce, nie dawania szansy, nadziei i chleba (w tym HOU Eteryk stał się jeszcze bardziej przeźroczysty). Szkoda, że nie dostał wczoraj większej liczby minut. Mógł zmienić obraz gry. W każdym razie był na to gotowy.

M. Bibby – cytując Roya Batty (przypominam, że obchodzimy w tym roku trzydziestolecie!!!) – czas umierać…

J. Lin – chińska szkoła jazdy rikszą. Trochę koślawo, niedokładnie i niepewnie. Ale i tak z zębem i wschodnim orientem. Rozruszał grę. Jeżeli ktoś może ożywić bal nieruchawych. Chyba trzeba dawać szansę nadal. Najlepszy podróbka PG w rosterze? W klubie z HOU występ Chińczyka wzbudził naturalną sympatię, wszak odcięli go w ramach prezentu świątecznego. Może dlatego dostał taką owację? On jest jak nasz Yao… tylko mniejszy… Mimo, niewątpliwej sympatii kraju środka do zespołu z Teksasu okazało się, że... wartości marketingowe nie są wystarczające dla zachowania go w składzie...  Jego wyrzut nogami przy rzucie za trzy, przypomina skoki łososia w rzece św. Wawrzyńca…

R. Balkman – nie jest do końca jasne, co robił na boisku. Ktoś powinien powołać jakąś komisję do sprawy zbadania tego przypadku… Złożoną głównie z psychiatrów.

J. Jordan – najlepszy. W pluso-miusach +7… Nie do przebicia… Kto mu podskoczy? Forza Jamaju!


Jordan Hill – on to chyba nie zagląda do aktualnych żurnali. Kukurydza na głowie jest już dawno passe. Może chce rozwiązać problemy światowego głodu? To coś przypominało jednak bardziej jakąś wariację na temat fryzur wojowników sumo w wersji afro. Kto wie, może to będzie jakiś nowy trend… Czy mnie wzrok nie myli – ale on się jakoś strasznie doprawił tatuażami… Koszykarsko, nie powiem, zrobił postęp. W tym tempie osiągnie płynność ruchów B. Haywooda tak w 2020 r. Nie żałuję, nie tęsknię. I nie chcę pamiętać, że można było wziąć Holiday'a, Jennings'a czy Lawson'a...

10:59, znykajacy
Link Komentarze (30) »
piątek, 27 stycznia 2012

Melo zrejterował. Paluszek, główka. Nie zagra dziś ani jutro. To stawia chyba wynik obu najbliższych  konfrontacji w nieco wyraźniejszym świetle bukmacherskim... Chociaż biorąc pewną paradoksalność NYK, może się okazać, że gra będzie… lepsza i płynniejsza bez naszego pogryzionego przez pszczoły Puchatka… To ładnie z jego strony, że dał MIA fory bo Ci nadal bez Wade’a (coś tam sobie wykręcił). Moim zdaniem nominacja do nagrody fair play. W pojedynku na gwiezdne konstelacje wynik 2-2. Tyle czy Chandler jest galaktyczny? Prawie. Dla uproszczenia tak przyjmijmy. Ale wiemy, że prawie robi wielką różnicę…


Naprawdę polecam czytelniczej lekturze artykuł Howarda Beck, który twittnąłem (prawa szpalta). Rzadko mi się zdarza, żebym odnosił się do dzieł innych, ale to podsumowanie trafia w punkt. Takie symboliczne KO.


NYK to nie MIA. To tylko ułuda, miraż i fantasmagoria, w którą uwierzył Właściciel. Nie ten rozmiar kapelusza. Może niektórzy z Was myślą – MIA też miało w zeszłym sezonie 9-8. Brak zgrania obycia kultury – NYK też odpalą. Już za chwilę, już za momencik gra nowojorska zacznie się kręcić. Nie zacznie. Tak zgadzam się… w tym sezonie NYK mogą mieć serię 5-6 wygranych rzędu… Ale ostatecznie… jak przytomnie zauważa ejsierl w komentarzu do poprzedniej impresji… kto z drużyn CHI, MIA, PHI, IND jest to puknięcia w pierwszej rundzie PO przez NYK?


Dzisiejszy obnaży tę prawdę… Brutalnie. I do żywego mięsa...

PS. W finale NBA będę za MIA...


NYK dali się jednak przekręcić. Melo taki chciał być w porządku… dać szansę, a tu proszę MIA wyprowadzili ze stajni Wade i jakby nigdy nic wpuścili go do gry. NYK psychologicznie przegrali już w szatni. Panie Trenerze przecież miał nie grać… Gorzej, że Trener był również z tego powodu w totalnym stuporze…

Dawno już nie było takiej gry, gdzie NYK przeformatowali się na strzelaninę zza obwodu. Już zapomniałem, że Knicksi są do tego zdolni. W pierwszej chwili wróciłem myślami do tego meczu z CHI z zeszłego sezonu. To jest jednak akt jakieś desperacji myśli trenerskiej, biorąc pod uwagę, że NYK nie mają jakiegoś gigantycznego potencjału ludzkiego na grę z dystansu. (Mam wrażenie, że to zresztą nie była żadna taktyka tylko NYK mieli nieszczęście w 1Q mieć 4-8 za trzy a potem to już poszłoooo. Się ulało…). 43 oddane rzuty za trzy. Aż 18 celnych. Skuteczność – prawie 42%. Dzięki tym trójkom NYK trzymali się w grze, a przez większą część 3Q nawet prowadzili. I to, co najciekawsze i niosące opary jakiejś nadziei, że ponad połowa z tych trójek tak w rytmie i z czystych pozycji. Obrót piłki na obwodzie jak handel zieleniną na bazarku… Szybko i na temat.

Niestety w koszykówce, ważna jest też celność za dwa. Jeżeli ktoś trafia tylko 12 rzutów na 41 prób (30%) to choćby się to wypudrowało, wydepilowało, zrobiło mały lifting pod oczami to meczu nie da się wygrać. A jeżeli jeszcze do tego miało się 24 straty przy tylko 10 przeciwnika i oponent bezwzględne po tych TO zdobył 26 pkt… to wynik 99-89 na koniec można uważać za dopust boży. Łagodny wymiar kary. Mimo tych wszystkich mankamentów w grze, braku symetrii, niezbilansowania ataku – NYK w 38 min. spotkania mieli remisik po 74. Niestety w ciągu następnych 6 i pół minuty MIA robią run 17-5 i jest posprzątane.

To była dziwna gra. I może, kto wie, gdyby udało się przytrzymać tę końcówkę… byłaby jakaś szansa na powstrzymanie gorączki (tak zostały po dwa panadole na głowę, ale już po meczu). Tyle, że wtedy NYK zaczynają grać swoje koszałki odpałki, niedoloty, straty, faule ofensywne. MIA cyka. Równiutko sobie jedzie. I bez wielkich emocji wygrywa na dużym spokoju. Wade i spółka nie mają litości dla ułomności i słabości. Tu idzie o życie.

Zaraz, zaraz…

A jakie były statystyki Dark Side’u – w 4Q? 1-9… Czy wszystko nie jest nomen omen jasne?

Nie widzę prawdę mówiąc szans by 7 meczowej batalii w PO NYK mieli w najbliższych 4 latach kwiknąć w meczu z MIA. No cóż, być może na tym polega dramat STATa i Melo. Urodzili się w prime timie James’a i Wade. Jasne. Fajnie o tym opowiedzieć wnukom. Grałem przeciwko największym naszych czasów. Ale trzeba będzie też dodać – ani razu ich naprawdę nie pokonałem. No cóż. Dołączą do grona licznego grona gwiazd, którzy pierścień mogą kupić, co najwyżej na garażowej wyprzedaży.

Ja rozumiem sympatie i antypatie. Ale nie rozumiem ludzi, którzy obiektywnie nie podziwiają James'a i Wade(ra)... I jak oni grają ZE SOBĄ. Nie obok siebie. Jak nasze super duo. Marzy się taka chemia, co?

Bosh jest (trochę) overrated.

Szybki prysznic i HOU. Prawie 2.000 km. (samochodem). Daleko jak na back-to-backa. Jeżeli w którymś z tych dwóch spotkań upatrywać można było większej szansy na zwycięstwo to był to dla mnie mecz z MIA. Dziś w HOU będzie naprawdę brzydko (NYK grają 4 mecz w ciągu 5 dni).

No to teraz rozgorączkowani.

L. Fields – być może nie zachwycił skutecznością, ale w grze w cyferki dosyć produktywny. I podał i zebrał. Gdyby jeszcze był regularniejszy… Ale wtedy byłby… wybrany w TOP10 draftu. W jego przypadku to i tak takie spotkanie jest przejściem w nadświetlną.

A. Stoudemire – Łysek z pokładu Idy. Niewidomy koń ciągnący pod górę na zaciągniętym ręcznym. 2 pkt w pierwszych dwóch kwartach? Tak wynik to może mieć Anthony Randolph (i też jest to poniżej oczekiwań). A nie gość, który zarabia 20 mln. USD i jest uważany za jednego z trzech najlepszych PF tej ligi... No właśnie... Czy jeszcze?  Ciągle za wolny, ciągle źle ustawiony i ciągle kelnerzy omijają jego stolik. Krzyknij. Pokaż, że zamawiasz. Poproś o menu. Ty jesteś klient. Jak gra samoobsługę to zbija kolejną porcję zastawy (4 TO). Bardzo przygnębiający.

T. Chandler – był jak pozytywistyczna nowela. Zaczął mecz dwoma punktami i skończył też dwoma. Taka klamra. Spinacz programu. Po za tym, wiele go nie było widać. Zrobił swoje, ale statystycznie. Z punktu widzenia drużyny, marzeniu o zwycięstwie nie dał nic. Gra na alibi.

I. Shumpert – tylko 20 min. Mógł nam zaoszczędzić oglądania siebie. W ataku bez znaczenia. W obronie klasyczna miotaninka. Nawet nie warto stukać placami w kalwiaturę broniąc się przed reumatyzmem paliczków. Jedno zdarzenie. 1Q. Nietrafiony dunk? Nic bardziej mylnego. To było sekretne zadanie od Mentora. Masz cisnąć piłką w Bright Side. Na znak tego, że wyrzekłeś się tamtej strony. To było symboliczne… Nikogo niestety nie trafił. Ale ten atak był jak wyzwanie. Palpatine – tryumfuje. Zbliża się zwycięstwo jego królestwa… Zaczynam uważać, że jest w tym plan. Sekretny… Pozbyć się STATa…

T. Douglas – gdyby mecz trwał tylko 3Q… można by mieć jakieś złudzenia… Ale Toney najlepsze szykował na ostatnie 12 min. Tylko nie on to przygotował. A Ten, Który Siedział na Ławce. Wtedy objawiła się sithowska natura… I więź z Mistrzem. Jego podległość jest niezaprzeczalna.

B. Walker – byliśmy wczoraj ŚWIADKAMI występu życiowego Orczego Pomiotu. Już więcej nigdy tego nie powtórzy. Amen. Ten występ będzie kulą u nogi. Wszyscy będą oczekiwali niemożliwego. To był powrót do najprostszych metod. Grudka spaczenia pod język. „Zamykam oczy. Upuszczam parę uszami. Wchodzę. Jak w transie. Jadę za trzy. Jak maszyna. Jak karabin szybko strzałowy. To co obok się nie liczy. Jestem tylko ja i kosz. Jestem oceanem spokoju. Skałą na wietrze. Drzewem na pustyni… Jestem Jak czas. Jak huragan. Jak fala. Nie do zatrzymania”. W obronie próbował zatrzymać Wade’a i Jamesa. To nie było nawet śmieszne. To było straszne. Był niczym tyczka w slalomowym verticalu… Ale ten moment kiedy chciał wyrwać James'owi rękę ze stawu razem z kopytami becenny... Tyle, że koń się tylko uśmiał... 

J. Jeffries – to „To” grało? Chyba w jakimś innym spotkaniu. Miało nawet 4 zb. ofensywne.

M. Bibby – niewiele jest istot żywych na planecie Ziemia (w tym zwierząt), które nie schodzą z drogi szarżującemu James’owi. On stał. Kulom się nie kłaniał. Za takie coś wieczna chwała. Miałem wrażenie, że nikt go w MIA nie pamiętał… Dziwne bo taki okaz piękna nie może być tak po prostu zapominany. Toczył korespondencyjny pojedynek z Novakiem na więcej nietrafionych trojek. Wygrał!

S. Novak- był tylko drugi. Ale z przegrać z Bibby’m to jak wygrać… 6 trójek odpalonych w 9 min. Bierzemy go do fajerwerków na rynku jakiegoś miasta w Nowy Rok?

23:02, znykajacy
Link Komentarze (23) »
czwartek, 26 stycznia 2012

Liczba upokorzeń doznanych od CLE w minionych latach jest tak długa, że kolejna porażka jest tylko następną cegłą w murze. Właściwie jest niezauważalna. Taki kamyczek. Gorzej, że NYK mają jeszcze 3 konfrontacje z ohajską konnicą... Szansa na zbudowanie podmurówki rośnie.

Nic się nie zmieniło, od wielu lat. To ciągle zespół, który jest mi emocjonalnie obojętny z tendencją do "nie przepadam". Ale, który, co trzeba uczciwie powiedzieć jest jednym z pozytywnych zaskoczeń obecnego sezonu. Patrząc na skład CAVs trudno o jakieś sportowe uniesienie. Bo to ciągle zespół o tworzącej się nowej tożsamości, wpatrzony w plecy tego, który odszedł by zostać kosmitą. Co tam gra na tej trąbce? Kończący zarabianie dużych pieniędzy Jamison, dożywający swoich minut Parker, do tego grupa taki no-namów o imionach Gee, Hollins, Gibbson, Samuels, którzy średnio zorientowanemu zjadaczowi NBA (jak ja) mówią niewiele, tudzież nic. Jest ten Kyrie Irving, który wczoraj błysnął światłem ciemnej mocy (mam wrażenie, że póki co, w istocie żaden rookie nie pokazał w meczu z NYK w tym sezonie niczego nadzwyczajnego – no może wczoraj Mały Walker miał tam momenty), Tristan Thompson, który niestety się wyślizgnął kostką w meczu z MIA(?) i wczoraj miał przymusowy przysiad, ten Verajao o fryzurze podobnej zupełnie do niczego, który w meczach z NYK zawsze ociera się o osobisty rekord zbiórek ofensywnych i Omri Casspi, który z pewnością będzie kiedyś Knicksem.

Wniosek jest jeden. Fanem CLE nie można zostać z wyboru. To musi być ciężki przypadek losowy. Pozdrawiam tych wszystkich, którym to nieszczęście się przydarzyło.

To, co mi się najbardziej podobało wczoraj w grze CLE to ich stroje ala Cav Fanatic. Do tego niezastąpiony Austin Carr ze swoja gamą – wbijanych młotków, myszy w kurniku, i ptaszków na uwięzi. Gdyby tak kiedyś mogli wspólnie komentować z Clydem jakieś spotkanie. Ba... Byłoby pewnie trochę wspominków po latach...

Mecz był nierówny. Ale do oglądania. Kawaleria miała pitstop w 2Q kiedy, przez 8 min. zdobyli dwa punkty (przegrywali 8), ale potem chabety dostały świeżego obroku, pogalopowały 14-1 i stopniowo oddalały się w 3 i 4Q ku zachodzącemu Słońcu. Hasło do ataku – "Za szwagra" dał Parker... NYK przyglądali się tej rajzie dosyć apatycznie i bez przekonania. No przegonili...

Grę w NYK znowu da się podsumować jednym zdaniem. Brak rozegrania (bardzo nędzny obrót piłką), niedokładność, chaos i malaria, odpalane na siłę rzuty (głównie za trzy) oraz słaba obrona painta. Jeżeli ktoś myślał, że mecz z CHA jest jakimś pierwiosnkiem to przypominam, że jest ciągle styczeń.

Mecz przegrany przez Dark Side (po czterokroć winni) – którzy w swoim magicznym kwartecie (Palapatine, Shrimp, Bezgłowy i Książę)– osiągnęli niebywałą skuteczność – 11-33 (33%). Bright sight dla odmiany – 20-38. Walka dobra ze złem nadal trwa. Już od bardzo wielu lat.

C. Anthony – ciągle jeszcze delikatnie odądany nasz balonik okrąglutki. Chyba nie było tych kwiatów i bombonierki. Nikt się nie pokajał. On chyba naprawdę nie jest zbyt inteligentny. Nie potrafi zbalansować gry. Taki się zrobił w rozkroku. Pół rzuca, pół szuka kogoś z kim mógłby się podzielić grą. Nie ma tej elastyczności. Jest mechaniczny. Teraz rzucam, ale ponieważ to był mój drugi niecelny rzut z rzędu to teraz podam. Więcej szkodzi niż pomaga. Szef złych. F

A. Stoudemire – momentami małolepszy. Jakaś gra pod koszem, wejście, zejście. Takie drgnięcie widać. Ciągle kompromitująca liczba strat. 6 zb. w ataku to chyba jakiś personal best w tym sezonie. W 4Q jedyny koń pociągowy. Ale perszeron nie pokona w gonitwie stada koni wyścigowych...

T. Chandler – Siła prawości. Parę alley-oppów. Ale defensywnie nie za zbytnio. W pluso minusach -13. Moralnie zwyciężył – sportowo przegrał.

L. Fields – jak to powiedział Austin Carr jest inteligentny, mało go widać, ale robi statystyki. Coś w tym jest. Kolejny przyzwoite numery. Ta landryna wreszcie zaczyna nabierać smaku... Ślazowego...

I. Shumpert – gdzieś pomiędzy nieistotny a niewyraźny. Krewetkowy pod kontrolą Palapatin'e. Chodzi na króciutkiej smyczy. Może znowu strzykało, coś w plecach, bo w 4Q do gry desygnowany był Tony. Co on tak naprawdę gra? Kreacja w rozegraniu antykoncepcyjna.

T. Douglas – to co zawsze. Terroryzm bezideowości. Czy ktoś nie może mu wiązać rąk z tyłu nim wejdzie na parkiet. Pożytek będzie ten sam. Przecież on ani nie podaje ani nie rzuca.

J. Jeffries – dziś przeszedł samego siebie wychodząc z eteru i ujawniając nam swoje ludzkie oblicze. Jest to twarz jednej zbiórki w ciągu 20 min. Facet z publiczności miał w tym czasie dwie. Ghostrider pokazał, że jest AC/DC. W ofensywie dobił nas trójką. Ray Allen zaczyna się martwić. Spokojnie Jesus. Jared ma szansę Cię doścignąć gdzieś w 2356 r. Obiektywnie może się nie udać.

B. Walker – koszykówka w ataku zawieszona na wampirycznym kołku. Mroczny do ukończenia poziomu miał dziś zdobyć kilka asyst. Uciułał 4. Jeden dość ciekawy faul. Taki starożytny. Gladiatorski. Na Ursusa -  tzw. przewalenie byka za głowę. Ale bez combosa. No cóż. Nie doceniono kunsztu. Gwizdnięto ofensa.

M. Bibby- mówi się w NYC - powtarzalny jak Bibby. Zagrał swoje. 2 pkt. 1 ast. On przynajmniej potrafi utrzymać równe napięcie związane z swoją grą. Wie, że oglądają go ludzie o słabych nerwach. Statystyczny skok mógłby kogoś zabić.

Guess what? Seven- eleven...

11:44, znykajacy
Link Komentarze (12) »
środa, 25 stycznia 2012

Są mecze, których oglądnąć po prostu nie wolno (nawet po 23.00), bo można dostać trwałej awersji. Tak beznadziejnej drużyny jak CHA to nie ma chyba nawet w całej PLK. Wypadł im DJ Augstin (nie uważacie, że to młodszy brat Tysona?)– główna jednostka napędowa – i zrobił się problem z wyjściem z piłką własnej połowy (za każdym razem były emocje, czy znowu im się uda).

Kemba Walker – dla mnie to taki Nate Robinson wersja 2.0 Tylko jeszcze nie do końca chwyciłem, na czym polega ten upgrade.

Dwuklaps – żuraw przy studni ma przy nim bardziej płynna motorykę, kiedy ramieniem unosi wodę. Kiedy BB podnosi ręce to zaprzecza teorii ewolucji. Ale jest naprawdę piękny. Taki surowy. Gdyby go tak jeszcze natrzeć jakimś smalcem. Mógłby być osobistym strażnikiem jakiegoś Sułtana tureckiego w XIII w. Moim zdaniem z tym nazwiskiem i ciałem zrobiłbym wielką karierę w filmach dla dorosłych. Mógłby być bożyszczem kobiet i mężczyzn. Niestety wybrał koszykówkę. Tzw. błąd w wyborze. Przejście z nim z epoki koszykówki łupanej do gładzonej może być dłuższe niż okres kultury ostrzy trzoneczkowatych.

O reszcie CHA napisanie choćby zdania więcej w kontekście koszykówki byłoby wielkim semantycznym nadużyciem.

Nie ma się co podkręcać grą NYK (tak mówię do Ciebie stefan).  Prostota gry kombinacyjnej w ataku ma schematyzm cepa. Podajemy w kółeczku i odpala ten który ma najwięcej miejsca, potem liczymy na Chandelera, że zbierze lub dobije. Nic więcej.

Niesamowita rzecz. Wszyscy zapunktowali. Ławka się naprodukowała się nigdy.

Przejdźmy do naszych słodziaków, bo działo się wiele więcej i ciekawiej indywidualnie niż zazwyczaj.

C. Anthony – no i doigraliśmy się. Melo się obraził. "Mam foszka. Nie będzie rzucał. Albo będę tylko niecelnie". I co powiecie teraz wstrętni zawistnicy, zazdrośnicy i hipokryci? No to ja mam teraz tylko jedno pytanie. Kto wali z kwiatami? I co to do cholery jest ta mirra? Trzeba będzie przepraszać... Oj się czkawką to się odbije lekkomyślne krytykowanie Pana Antoniego, że za dużo rzuca i konsumuje atak. Jak to dobrze, że był ten technik Thomasa bo mogło być takie piękne ZERO. A tak jest jeden. Jeden punkt. Jest to najgorszy liczony w zdobyczach występ Melo w karierze. Prawda jest też taka, że NYK wygrali mimo obrazy Melo. Więc... zagrywka naszej gwiazdeczki się nie udała... A prawdy, że NYK grają lepiej, bez Melo na boisku nie da się zakrzyczeć...

A. Stoudemire – trochę lepiej. Jakby skutecznej. Jakby agresywniej. Ale kto tam w CHA miał go powstrzymać? Największe szanse miał woźny, gdyby go nie wpuścił go do hali.

T. Chandler – nasz Biały Rycerz. Paladyn. Praworządny – dobry. Podbipięta NYK. Krzyżowiec. Ten, który walczy z ciemną mocą. Występ potworny. Jak zdobycie Jerozolimy. Mam nadzieję, że ten Kenijczyk na Florydzie dostanie nagranie z tego meczu i dostanie zajawki.

L. Fields- to jeszcze dwa razy i będę musiał coś odtrąbić. Jakiś hejnał chyba. Taki dla powstających z grobu. Były co prawda niedoloty i chwile zawahania. Ale... jest póki, co przemiana roku. Nawet większa niż minister Kalaty. W pluso-minusach +29.

I. Shumpert – więź między nim z Senatorem Palapatinem robi się, co raz mocniejsza. Jeżeli nie trafia Czarny Mistrz to tym bardziej nie może jego uczeń - Mroczna Krewetka. Ten koszmarny występ Shrimperta był jak test lojalności Pana i sługi. "Ja nie trafiam dziś – Ty też nie możesz. Choćby groziło to buczeniem i jadowitymi komentarzami zNYKającego. Musisz stłamsić swoją ambicję uczniu". Tworzą oś zła. Myślę, że Melo już zaczyna nim sterować... Nie wiem jak to się dalej potoczy. Tak naprawdę za chwilę okaże się, że Anthony tak naprawdę nigdy nie schodzi z boiska a do tego potrafi pojawić się w dwóch powłokach jednocześnie. Lord Voldemort ze swoim rozszczepieniem duszy to jest przy nim niewinny jak wielkanocny zajączek.

J. Jeffries- "Panowie, k... dosyć tego – gram ofens. Nie próbujcie mnie powstrzymać". Tymi słowami miał się Król Eternit zwrócić po treningu do sztabu i kolegów z drużyny. Szok był tak wielki, że nikt nie odezwał się słowem i Jared przyjął to za milczącą zgodę. Myśleli, że żartuje. To głupie było strasznie. Nawet Chuck Noriss nie śmieje się z Jareda. Proszę. Niech on już więcej tego nie robi. Niech ktoś z nim porozmawia, i powie mu, że są granice koszykówki alternatywnej. To jest niebywałe, ale w 26 min. nie miał żadnej zbiórki. Rebound dodger.

T. Douglas – wielki piewca chaosu miał swoje kilka chwil zniszczenia, w których udało mu się odnaleźć głowę. Tyle, że chyba nie była jego. Aczkolwiek jak dla mnie prawie wszystkie rzuty z kategorii tych bezmózgich. Był tu u nas taki jeden komentator bloga D.J. Cz, który o mechanice rzutu napisał habilitację. Nie znam się na tym. Może powróci jako visiting profesor i coś opowie o łokciach, obojczykach i tricepsie. Ten rozczapierzony pazur, którym Toney kończy rzut, świadczy o jakimś niedopieszczeniu piłki. Potrzeba fachowca by to ocenić.

B. Walker – mam swoją alternatywną teorię dotyczącą niemocy strzeleckiej Melo. To Orczy Książę. Kiedy załamujący ręce Trener Mike zapytał teatralnym szeptem – "Co ja mam zrobić z tym Melo i jego gigantomanią własnej gry?" – Obcinacz Uszu odezwał się – "Biała Stopo długi Wąsie 0 uwarzyłem taki potion. Osłabia libido, ujarzmia manię wielkości i powoduje zaparcia. Działa, bo sam go używam. Sypnę jemu, Imanowi, Doglasowi (co robię już od dwóch lat) i na dodatek Diaw'owi". Tak się zaangażował w to przelewanie, nalewanie herbat, soków i napoi, że na koszykówkę po prostu nie starczyło już czasu. Dowód, że zadziałało. Douglas pił z własnego bidonu. Zbierał punkty do questa i ingrydienta do kolejnych mikstur. Próbował zabić Małego Walkera. Atak dwoma palcami na tętnicę szyjną powodujący ucisk i natychmiastową śmierć. Było to tak błyskawiczne, że kamery tego nie uchwyciły. Tylko naturalnej szybkości Kemba zawdzięcza to, że żyje.

M. Bibby – czy on w tym sezonie przekroczył w ataku linię 7.24 cm?

S. Novak – Nowojorski Mark Walberg pokazał, że jego miejsce jest na Planecie Małp. A może powyżej niej. Trzy na trzy za trzy. Ale erupcja. Ależ musiał dusić to w sobie...

J. Lin – blisko triple- double. Gdyby tak jeszcze pograł ze 20 min. Utajony chiński smok. Pokazał kilka ruchów, po których prawdę mówiąc przysiadłem z wrażenia. Ten jeden mecz w D-League był niezwykle stymulujący. Może powinien jeździć do Erie częściej w ramach terapii? 4 ast. w 5 min.  Ja wiem, że wtedy to już był pojedynek wieszaków z ręcznikami, ale o ileż trudniej podać. To trzeba docenić. Jak dla mnie powinien przeskoczyć w rotacji Bibby'ego. No może obejść.Potrzebujemy jeszcze CP3? To, że on jest z Chin to jeszcze nie znaczy, że podrobiony.

J. Jordan – dunk wieczoru. Prawie urwał pierwszy rząd widowni.

R. Balkman – nie tęskniłem. Zdaję się jego transfer jest blisko jak się robi taki roadshow...  

11:55, znykajacy
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wczesny kandydat do nagrody MVP tego sezonu - Baron Davis (podaję te zabawną frazę za Maćkiem Kwiatkowskim) dziś miał swoje pierwsze dryble i rzucanki w nowojorskim cyrku treningowym. Ocena jego gry była dosyć jednoznaczna. Trener Mike i sam Broda mieli tylko jedno słowo na określenie jego popisów– „Rdzewne”. A nawet bardzo "rdzewne". Baron był wstępnie szykowany na konfrontacje z Houston. Kyle Lowry już się ponoć zastanawiał czy usmażyć go w głębokim tłuszczu, czy tylko schrupać go saute… Po tym co wszyscy zobaczyli na treningu – szampany wrócił do lodówki. A Kyle Lowry na dietę. Jego powrót zrobił się niejasny, niepewny i w czasie nieokreślony. Davis nie ma siły, czucia, i podawał głównie w kierunku publiczności. Kto wie, może powtórzy się kazus Azubuike… (Ciekawe co tam u niego słychać… Ćwierka, że rehabilitacja idzie dobrze… Wpis z czerwca zeszłego roku)…

Ja od początku nie wierzę, że Davisa powrót coś zmieni. Nim się zgra i wróci do jakiejś sprawności to będzie już dawno po sezonie. Do tego facet w wywiadzie sam przyznał, że nie sądził, że kiedykolwiek jeszcze wejdzie na parkiet w charakterze gracza. Ból był tak potworny. Szczerze mówiąc przemyśliwał o… zakończeniu kariery… Brzmi dość… pesymistycznie. No cóż najwyżej przytuli jeszcze trochę DOLAN-arów, a potem się ogoli…  

Zabawne, że te szczegóły tak łatwo umykają tym, którzy nazywają go największą nadzieją białych od czasów Andrzeja Gołoty. Będzie z nim buba.

-------------------

Stephen A. Smith z radia ESPN rzucił na antenie takiego miłego moim uszom paproszka – ORL nie mówią ponoć - „nie” wymianie STAT, Chandler za… Howarda… Czyżby, czyżyk?

-------------------

Lin i Jordan wrócili z krajoznawczej wycieczki do Erie (nie wiem czy wiecie, że miastem partnerskim tej metropolii jest Lublin). Kupili trochę souvenirów dla kolegów z drużyny. Głównie nałapali wody z jeziora Erie. Do butelek. Podobno na wyraźną prośbę… Mrocznego… Hmmm…

Jordan ma realny czas na minuty (kto przewidział to na potrzeby ZZZ?), a Lin będzie próbował skonsumować Kononowicza Bibby’ego.

W swoim drugim spotkaniu w barwach Bayhawks – Lin nie grał, bo podkręcił kostkę, a Jordan miał 3-11 z gry, 10 pkt. 7 zb i 4 ast. Dodajmy, że Kraby z Maine naprawdę odgryzły zatokowemu jastrzębiowi dziób i szpony – wygrywając 110-88… Niosą chłopcy chaosu pochodnię...

---------------------

J. Harrellson ma się w tym tygodniu położyć pod nóż, ze swoim złamanym nadgarstkiem. 6 tygodni przerwy. No to All-Star go ominie… A był tak blisko.

---------------------

Oczywiście w związku z tym, że Byron Davis musi przejść kandyzowanie Hammerite'm ruszyła stara płyta spekulacji nowojorskich - kto na PG?. Klasyczna nazwiskowa łapanka. Zaskoczę was pewnie, ale piosenki jakby znane. L. Rindour (3,5m), R. Sessions (4,2m), D. Harris (9m), J. Tinsley (fistaszki i skopek ciepłego mleka). Harris jest po za zasięgiem finansowym, ale na Luke'a (byłby Star Wars pełną gębą) Ramona coś by się dało skleić - gdyby tylko ktoś chciał Balkmana. Tinsley jest najbardziej tajemniczy i nie wiadomo czy UTH go nie przeciągną na cały sezon.

22:50, znykajacy
Link Komentarze (17) »
niedziela, 22 stycznia 2012

Ten mecz był jak Thrilla in Manila…

Co za emocje. Co za zwroty akcji. Co za porażka. Kto nie widział niech żałuje. Dwie OT nie chodzą piechotą. To jest zawsze dodatkowy bonus do ceny biletu.

NYK przekręceni przez dawnych towarzyszy broni. Al i Gallo wygrali mecz w 2OT. Gallo się zabujał w swoim komicznym przyruchu i trafił z faulem potem trójkę dodał Jamochłonik. I po goodbay’u…

Ależ słodycz dla jednych, ależ gorycz dla drugich. To nie był piękny mecz. Raz jedni, raz drudzy mieli swoje lepsze i gorsze momenty. Mnóstwo niecelności, strat tego spotkania rekompensuje fantastyczna dramaturgia. Melo trafiający na dwa z naprawdę trudnej pozycji na wyrównanie do OT. Bum. Nene nie zadrżał na po 105 z wolnych na 2OT. Fields trafiający z faulem przy stanie 115-111 dla DEN. Aj! Ale nie! Nie ma kosza! Jest offens Landry’ego na Millerze! To trzeba zobaczyć…

NYK stworzyli w różnych częściach spotkania kilku epizodycznych bohaterów – najpierw STAT z Fieldsem w 1Q, potem Walker w 2Q (ta kwarta była jedną z najlepszych w tym sezonie), Melo w 4Q…

No to kto wyszedł lepiej na transferze?

Trudno powiedzieć, że DEN pokazali swoją głębię – zagrali tylko siedmioma graczami. To się nazywa minimalizm formy. DEN mieli świetne momenty, ale chwilami byli bezradni w rozegraniu piłki. Lawson był taki nieuważny, niedokładny, dawał sobie obmacywać piłkę. W ataku też słabo. Nene przytomny w paincie – aż 5 asyst, ale w kilku sytuacjach mógł zachować się lepiej. Pieniądze on i Chandler mają prawie te same… a jednak to Tyson wydaje się być przepłacony… O reszcie będzie niżej, bo to prawie nasi.

Pozytyw. NYK w defensywie momentami bardzo ogarnięci. Ale Losing streak przeciągnął się do 6… To niebywałe, ale z wynikiem 6-10 NYK ciągle w PO.

C. Anthony – powinien zmienić pseudonim na Me-loss. W przekroju całego spotkani tragedia. 10 na 30? Literally some kind of a joke. Kiedy on jest na parkiecie, wtedy grają trzy drużyny. NYK, przeciwnicy i on. Nie wiem, czy nie trzeba wprowadzić trzeciego zapisu punktowego. Doprowadzał do wściekłości nawet wyrobioną publiczność w MSG która skandowała – „Podaj. Nie rzucaj. Graj z drużyną”. Melo miał inną koncepcję. Jak zawsze Zagarniał piłkę, izolował i nie trafiał. Mesjasz fałszywy. Numerki były, ale co z tego? Nie udźwignął ciężaru konfrontacji z przeszłością. Jedyny jaśniejszy punkt to rzut nad Brewerem i Gallo na po 98 na wyrównanie w 4Q. Reszta jest samozagładą… Moim zdaniem to przywódca nowojorskiego Dark Side’u… Senator Palpatine wreszcie się objawił. 6 TO.

A. Stoudemire – start jak rakieta, a potem już tylko bezwład nieważkości. W meczu z dwoma dogrywkami i nie mając problemu z faulami oddaje 9 rzutów. STAT? You gotta be kidding me… Prawda jest taka, że nikt nie chciał podzielić się z nim chlebem. Prawie nie dostawał piłki. Melo chyba ani razu mu nie podał. STAT jest w dołku. A nawet studni. To fakt. Ale on nie nabije rachunku, jak mu się nie da zjeść. Po co się takie coś zaprasza do jedzenia jak mu się potem nie serwuje? Ten mecz dobitnie obrazuje, że gwiazdy świecą w innych konstelacjach. 4 TO.

T. Chandler – nudnie poprawny. W obronie walczył, w ataku próbował. Wyfaulowany. Zabrakło go w 2OT.

L. Fields – Landry is back?. By-pass na jednostce centralnej znowu zadziałał. Aktywny, pewny, szybki. Mało zawahań. To jeszcze ze trzy takie gry i odtrąbię powrót syna marnotrawnego. Graj dobrze Landrusiu to może jeszcze przehandluje się Ciebie za coś więcej niż czapka gruszek. 4 TO.

I. Shumpert – walka mocy o jego duszę trwa. Imponuje mu Palaptine… Ciągle się waha. W pierwszej połowie był Yedi (5-8, 6 ast) w drugiej stał się Sithem (2-8, 1 ast.). Tłamsił Lawsona, co trzeba zapisać mu na plus. Charakterystyczne, że w 2OT Trener Mike powiedział mu dziękuję. Usiądź. Odpocznij. Nie krzywdź więcej. Doczytałem, że powód przysiadu Shrimpert'a w 2 OT był bardziej prozaiczny. Kurcze plecorów. Owinął się z konieczności lodem i przymarzł.

J. Jeffries – 19 min. 5 pkt., 2 zb., 5 fauli. W pluso minusach – 17. Jeffrie’yowski klasyk – czyli powrót wielkiej nicości.

T. Douglas – jeżeli ktoś zapyta was – jaki jest wzorzec gry Ton’yego przechowywany w Sevres to jest to wczorajszy mecz. Bałagan, przebłysk i mizeria. Samotność bezgłowego jeźdźca… Ciągle chce się przełamać i ciągle załamuje… (Pomysł, że on może swoim doświadczeniem i umiejętnościami doprowadzić drużynę do zwycięstwa w 2OT trzeba oceniać jako patologiczny. W jakim chorym mózgu mogło obudzić się takie przekonanie. To trzeba leczyć. Przez lobotomię). Wobec kontuzji Shumperta powyższe zdania trzeba wziąć w nawias...

J. Harrellson – epizodycznie. Bez znaczenia. Nagroda rookie of the year się oddala…

UPDATE - Josh złamał nadgarstek. 6 tygodni machania gipsem z ławki...

B. Walker – zastanawiacie się dlaczego mimo najlepszej kwarty w karierze (13 pkt – 5-5 z gry) nie dostał szansy w dalszej części spotkania. Powód jest prosty. Książę Pomroczny z ingridientów zdobytych w poprzednich questach uwarzył miksturkę dającą mu koszykarską nieomylność. „Trenerze - powiedział – mam coś co zadziała, ale tylko jedną kwartę. Nie pytaj o nic. Maksymalnie 12 min. Potem będę jak warzywo”. Trener Mike jest tak zdesperowany, że dał mu szansę… Walker będzie szukał dalej swojego kamienia filozoficznego.

Byli milusińscy

D. Gallinari – kiedy zobaczyłem zdrzemniętego w trawie miałem mieszane uczucia. Potem spojrzał tym swoim gołębim spojrzeniem zza przekręconej szyi i chciałem rzucić mu trochę ziarna. Kiedy wszedł na kosz tym break-dancowym ruchem z miotaniem głową w tą i nazad miałem już dosyć. To jest takie nieestetyczne. 37 pkt. Rekord kariery. 18-20 z wolnych. Występ wieczoru. Zemsta roku. Karl wydobywa z niego to co najlepsze. I to jest różnica miedzy nim a trenerem Mike’m. D’Antoni widział w nim jednowymiarowego gracza czyhającego na obwodzie i rzucającego za trzy. Karl uważa trójki za tylko jeden z elementów jego gry, żądając od Gallo przede wszystkim gra za dwa i wejść na kosz… Jestem ciekaw, gdzie Gallo będzie za trzy sezony. Mam nadzieję, że daleko od NYK

T. Mozgov – wielki drzewiec był dzisiaj wielce pochopny. Ależ o się zrobił nie łamliwy. Jaki soft touch gałęziami. Naprawdę, ktoś go w zimie otocza chochołem i zeskrobuje zeschłą korę. Ciągle deliberuje nad fenomenem grzebienia. Jego to mi akurat brakuje. To taki wdzięczny obiekt do opisywania.

C. Brewer – to taki NYK, nie NYK. Niby był z drużyną 7 dni, ale parkietu nie powąchał. To kolejna dziwna ocena umiejętności koszykarskich Trenera Mike. Nie wiem czy chodziło o pieniądze? Corey to naprawdę niezły obrońca. Nisko osadzony na nogach… W ataku nie brakuje mu eksplozywności. Czy byłby złym zmiennikiem Melo? I ważnym elementem rotacji? Nie dowiemy się. Nigdy.

A. Harrington – jamochłon wcale się nie zmienił. Mr. Brick - Bucket. Zasysa i wypluwa. Tylko 1 asysta. Ale to był przypadek. Al złoży oficjalny protest. To był rzut. Zaczął takim 1-6, że aż mi oczy się zaszkliły z tęsknoty. Potem niestety się przełamał i wyrzucił z siebie 15 pkt w 4Q. Strasznie był podjadany sobą. Trashował. Rozmawiał z sobą? Z publicznością? Z piłką? Kto tam nadąży za sposobem myślenia Szczęki… A miał być side kickiem LeBrona w NYK. Stworzyć najlepsze combo forwardów w lidze. Stwórca był litościwy, że do tego nie dopuścił…  

____________

Z tzw. zaprzyjaźnionych aren albo sklepów filialnych.

W zespole D-League - Eire Bayhawkes debiutowali nasi zesłańcy.

Trzeba powiedzieć, że był to debiut dosyć spektakularny. Lin miał trypelka - 28 pkt, 11 zb. i 12 ast. Chiński Oscar Robertson w lidze dla ubogich. A Jordan też pięknie - 26 pkt. i 8 zb. To, że obaj zaliczyli łącznie 10 z 14 strat zespołu jest tylko pomijalnym szczegółem. Wobec kontuzji Harrellsona - Jordan zdaje się zostanie strażakiem Samem. Chyba, że ktoś wpadnie nie pomysł, że to wszystko opędzi się Novakiem....

11:47, znykajacy
Link Komentarze (22) »
sobota, 21 stycznia 2012

Historia dziś zatacza pełne koło. Po wielkim transferze zawsze przychodzi taki moment, że wymienieni spotykają się z wymienionymi (to wtedy kiedy pojawia się TNT).

Czas na chwilę impresyjnej refleksji, zwłaszcza że w ostatnim czasie pojawiło się wiele podsumowań, kto wyszedł lepiej na Melodealu – NYK czy DEN?. (Tytułem przypomnienia NYK oddali swojego pierwszego PG (Felton), pierwszego SF (Gallo), rezerwowego SG/SF (Chandler) i rezerwowego C (Mozgov). DEN wytransferowali Melo, rozgrywającego (C. Billupsa), rezerwowego C (ameboidalnego S. Williamsa), rezerwowego PG (A. Carter) i coś co przesiadywało na ławce (R. Balkman). Zostawiam na boku wątki MIN w tym dealu).

Sportowo nie da się moim zdaniem jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. R. Felton robi już w POR (przyszedł Andre Miller), Gallo na pierwszy rzut oka właściwie taki sam (choć struktura gry kompletnie odmieniona i PER poszedł w górę z 15.6 do 19.4), W. Chandler je pałeczkami ryżyk, a w arteriach wielkiego drzewca T. Mozgova nadal płynie żywica. W NYK jest tylko Melo i z konieczności kontraktowej R. Balkman. W sumie nie da się więc tego porównać. Świat poszedł do przodu.

No to tak patrząc szerzej nieco.

NYK

Koń jaki jest każdy widzi. Fakty są dosyć oczywiste. Cudownie przygnębiające. NYK wydrenowali się tym transferem z całej głębi. Był taki moment w styczniu/lutym 2011, kiedy to wszystko zaczęło klikać. Drużyna stawała do apelu. Nie chcę mówić, że to zawsze było dobre, ale łapało wiatr w żagle. R. Felton zaczął się rozumieć ze STATem, L. Fields zadziwiał świat, Gallo i Chandler mieli swoje chwile uniesień, a Rautins ciągle składał ręczniki. Coś się stworzyło, choć w Paryżu wyglądało to jeszcze strasznie. I potem nagle trach. Cała misterna konstrukcja trzasnęła jak sucha gałąź. Właściciel z dumą zakomunikował – „Ladies and Gentlemen, we got him”. I wszystko się zacięło. Pociąg się wykoleił. STAT zaczął się cofać rakiem, Melo był egoistycznym sobą, C. Billups nie umiał się doczłapać do 7SoL i pogrążył się w serii kontuzji, Fields popadł w stan katatoniczny, a A. Rautins nadal składał ręczniki (jedyny element, który się nie zmienił). Nie wiem może to kwestia lock –out (nie było czasu) a może po prostu trener Mike i sztab szkoleniowy nie umieją dostosować taktyki do materiału ludzkiego. Podsumowanie jest krótkie - ta grupa nie tworzy drużyny. Na planszy są trzy niepasujące do siebie klocki (STAT, Melo i Chandler) i coś, co ociera się o koszykarskie semi-pro i grupę kabaretową. Najgorsze jest to, że NYK stracili możliwość jakiejkolwiek transferowej wymienialości. Tego tercetu chyba nie da się rozbić. Melo jest untouchable. STAT jest niedoubezpieczony i im bardziej będzie posuwał się w kontrakcie i latach tym szanse na jego upłynnienie będą malały (no może w 2015 ktoś go weźmie – pod warunkiem, że będzie jeszcze chodził bez balkonika). A Chandler? Z tymi 54mln w 4 latach i łatką człowieka łamliwego... Czekamy chyba na pierwszego właściciela NBA rodem z kraju ropą płynącego. Ewentualnie cała nadzieja w Kahnie… albo Manchestrze City. Jednak nie liczyłbym na to za zbytnio. Bez rozgrywającego z najwyższej półki to to będzie kulało, co raz bardziej się koślawiło i frustrowało. Niech tylko nikt nie wspomina Brodatego. To było z siedem lat temu.

A miało być tak pięknie…

DEN

Było trochę płaczu w poduszeczkę. Szlochów i zawodzenia. W końcu pozbyli się jednego z największych strzelców NBA. Z pewnością gwiazdy. Zawodnika o nieprzeciętnych umiejętnościach ofensywnych. Wybitnych wręcz. Ale… też osobnika samolubnego, nie broniącego, nie kreującego gry, nie lidera. Primadonny teatru Balszoj. Grającego na siebie do siebie i pod siebie. Zawodnika, który konsumuje grę ale jej nie przetwarza. Jeżeli rozumiecie co mam na myśli. Do tego DEN oddali do NYK swoją ikonę, homeboya z Colorado –już podstarzałego i bez nóg – Billupsa (dzięki czemu uwolnili talent Lawsona) i trochę zapychaczy. Za to dostali mnóstwo kolorowych klocków, które można teraz swobodnie wymieniać. Mają pełną transferową mobilność (no może oprócz Jamochłona, ale od czego jest amnesty clause, prawda?)… Do tego sportowo bezboleśnie (patrząc na wyniki) się przemeblowali – mimo to, że pozbyli się trwale JR. Smitha, K. Martina i chwilowo wysyłając za Wielki Mur człowieka, który śpi z własną piłką. Grają chyba najbardziej ofensywnie w całej lidze. George Karl wielkim trenerem jest. Amen. Nie odczuli tego transferu jakoś dramatycznie.

Kto wie czy za10 lat nie będzie się mówiło, że ta wymiana była najlepszą rzeczą jaka mogła spotkać DEN?

Moje zdanie? Ten transfer uratował tego bloga…

Jestem ciekaw ile sportowej złości będzie miał dziś Melo? Jak bardzo będzie chciał się pokazać swojemu drugiemu tatusiowi Gallo i ten odrzucony Brewer… O tym, że Albert szykuje jakieś combo nawet nie wspominam. To może być pasjonujący mecz. Must see!!!

--------------------

Trener Mike wypowiedział wczoraj takie zdanie - “There are no magic words or magic potion’’. Zza drzwi odezwał się mroczny głos – „Trenerze mam już prawie wszystko gotowe…”

22:28, znykajacy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje