RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Po pierwszej kwarcie ucieszyłem się, że napisane wczoraj kilka gorzkich linijek jednak znajdzie się w dzisiejszej impresji... Co by nie powiedzieć – nie ma nic przyjemniejszego niż przepowiedzieć przyszłość. Wytnij i wklej gotowy akapit. Były w tej dysertacji takie spostrzeżenia natury ogólnej, o zderzeniu trzech gwiazd z dwoma, o drużynie broniącej v. drużynie, która o obronie jedynie słyszała na Animal Planet, o innym etapie przygotowań obu ekip etc... Niestety wszystkie te zdanie trafiły jednak rano do kosza. I cała koncepcja impresji 363 rozpadła się jak domek z kart. Na wszelki wypadek zachowam te spostrzeżenia na pierwszą rundę PO...

Wiem, że wielu z Was pewnie oczekuje, że po meczu z MIA, a tym bardziej po zwycięstwie, powstanie homerycki poemat na kilkanaście zwrotek, pisany heksametrem daktylicznym o tym historycznym zderzeniu tytanów. Gdzie w gorących słowach autor opisze glorię wiktorii niedocenianych sił północy w heroicznym boju z zdrajcami Lebornesem i Boshilesem, którzy zbiegli na południe do twierdzy swojego towarzysza Wadeusa...

Ale nie mogę. Nie daję rady. Prawdę mowiąc w bólach rodzę kilka zdań o tym spotkaniu – które poza 1Q ani nie było ani ładne, ani widowiskowe już na pewni nie porywające. Kwintesencją trudności oglądania tego pojedynku herosów była trzecia kwarta zakończona wynikiem 15-13 dla MIA. (NYK przez pierwsze 6 min 3Q zdobyli... całe 2 pkt...). Nie potrafię rozsmakować się w analizowaniu strat, niecelnych rzutów czy naruszeniach tykań zegara... Koszmarnie się to dłużyło w oglądaniu... Matko ile jeszcze do końca...

To, co może było najciekawsze to jak NYK musieli lawirować w match upach przy szybkich przejściach MIA do ataku – np. Fields broniący przeciwko Boshowi, czy STAT opędzający się przed Wade'm. To było żywotnie interesujące. Per saldo NYK nie mają zatrzymań na przynajmniej dwóch pozycjach na MIA, ale... okazało się, że match upy to jeszcze nie wszystko i na papierze gier się nie wygrywa...

Tak naprawdę mecz nabrał jakiś wątłych rumieńców na trzy minuty do końca... Wydawało się, że grające zrywami MIA nie pozwoli sobie jednak na wyrwanie zwycięstwa i jakaś siłą rozpędu przy pomocy uciekającego czasu dociągnie kilkupunktową przewagę do końca. A wtedy zupełnie niespodziewanie NYK włączyli migacz, wcisnęli gaz, minęli MIA i po runie 13-2 znaleźli się pierwsi na mecie... Ale jak to? Przecież to MIA miało wygrać? Co się stało?

NYK wygrali mimo skuteczności na poziomie 39%...

To personalnie...

C. Anthony – dwa oblicza. Bliźniacze 2 kwarty. W 1 i 3Q po 4-8, w 2 i 4Q po 1-3. Robi różnicę w ataku. Bez dwóch zdań. Do tego coś tam się zaczęło zawiązywać między nim i STATem. Wątła nić symbiozy. Jakiś rzut po podsłonie. Jakaś asysta... W kluczowej akcji meczu kiedy, Lebron wjeżdżał na kosz na 7 sek. do końca przy stanie 87-86 dla NYK Melo odrzucił Jamesa od kosza pozwalając STATowi na zablokowanie lay up. To jest defensive team work! Okazuje się, że dwóch nieobrońcow potrafi zrobić akcję w defensywie.

Sha. Williams - połowa baru shushi wyszła w S5, co być może było zaskoczeniem. Niewidoczny aż do ostatnich 40 sek. meczu, kiedy na zimno trafił kluczowe cztery rzuty wolne. Cichy bohater.

"Grałem cicho, bez afery

Ustrzeliłem wolne cztery...

Nic w tym nie ma niezwykłego

Oprócz meczu zwycięskiego..."

A. Stoudemire – niby double double, ale w sferze punktowej trzeci najgorszy mecz punktowy w tym sezonie (14 pkt było w meczu z CHI i MIN). Jakiś taki był mało widoczny. Może to dlatego, że cały czas musiał odklejać od Joela Anthony'ego... Generalnie MIA nie zostawiło mu wiele miejsca i grał cały czas z plastrem. Ani razu nie stanął na linii rzutów wolnych. Pierwszy raz w tym sezonie. I myślę, że ostatni raz zdarzył się taki ewenement.

L. Fields - rzutowa pustynia... Walczyli z Douglasem o tytuł kielni roku. Przez sympatię nie napiszę nić więcej... A przydałby się klapsik.

C. Billups – Długi ma rację. Jest przepaść między Czosiem a Feltonem. Billups jest clutch playerem. Upływający czas, presja są dla niego jak łaska i moc które spływają na niego z góry... On czerpie swoją siłę, ze stresu. Kiedy inni proszą o pampersa, on zsiadłe mleko zagryza ogórkiem kiszonym. Grał tak sobie, ale w kluczowym momencie to on pomachał MIA chusteczką trafiając jumpera i rzut za trzy. Szkoda, że ma tyle lat, ile ma. Ale jest w stanie przeprowadzić NYK przez Morze Czerowne do Ziemi Obiecanej 2012.... Tylko 2 ast. 5 TO.

R. Turiaf – nagrodę DPY ma już w kieszeni. Teraz może skoncentrować się na boiskowym teatrze. Sugeruję pacynki albo teatrzyk cieni... Ma wielkie rezerwy. W pluso minusach -11. Najgorzej. 12 min. 1 zb.

A. Carter – beczułka na pająkowatych nóżkach. Nie wiem jaki do końca sens ma stawianie na zawodnika, który puka już do drzwi ZUS-u. Może chodziło o wywołanie tej sportowej złości. Przecież Carter zaczynał karierę w MIA. Dodatkowa mobilizacja. Chęć zagrania na emocjach. Udowodnienia czegoś Riley'owi. Nie do końca się to chyba udało. W annałach NYK zapisał się jednak po wsze czasy.

UPDATE

Dobrze. Zwymyślany przez ukochanych czytelników i zmuszony do odpowiedzi na zarzuty o brak właściwego rozpoznania gry Cartera obejrzałem ponownie ten debiut. Przyznaję – wymusił 4 błędy na MIA – raz spowodował, że Wade źle podał i skończyło się stratą, raz wypchnął Wade poza linię, raz Dwaynowi zabrał piłkę i raz wymusił na nim ofensa. Jednym słowem Wadestoper. Po za tym ze cztery raz dał z siebie zrobić wiatrak, a ze dwa razy musiał obejrzeć na powtórce akcje MIA bo nie był pewien, czy Wade go minął czy mu się tylko tak zdawało. Tak - ma jak na ten wiek jeszcze całkiem szybkie nogi i chce mu się biegać. To spory sukces bo wielu ludzi w jego wieku jest już kalekami. Nie przeceniałby jednak nadmiernie umiejętności. W ataku pożytek z niego nikły. Operuje piłką na obwodzie i chowa się w kącie parkietu. Podania, które bardziej przypominają wycofania piłki w rugby, albo waleniem cepem sygnalizuje wielkim semaforem. UWAGA PODANIE! Zasadniczo duże wzmocnienie. Jest na tyle dobry, że Douglas już pytał Rautinsa w jakich proporcjach mieszać płyny izotoniczne…

R. Balkman kometa z warkoczem. Spłonął w 3 minutowym locie koszącym...

T. Douglas – to już druga tragiczna gra. Zgodnie z prawem Douglasa trzecia powinna być lepsza... Ale to tylko założenie... To prawo sprawdza się tylko statystycznie. Dokąd zmierzasz Ton?

B. Walker – Champion!. W jego chorym umyśle powstał pomysł pokonania trójgłowej hydry. Nowa profesja. Samotnie. Szaleństwo graniczące ze śmiesznością... Powiedział w moim labiryncie opozycję anihiluję tylko ja! Dacie wiarę, że ten gość powstrzymał MIA. Zmasakrował Jamesa odciął mu głowę, zjadł jego drgające członki a potem zanurzył rozczapierzone pazury i zlizał łapczywie gorącą, parującą posokę? On naprawdę potrafi coś w obronie (złośliwi pewnie powiedzą, że to przez ten paskudny orczy fetor). Dlaczego się tego nie wykorzystuje? 7 zb. W pluso minusach +22!!! I ten buzzer beater za trzy na przerwę... Chwała Ci wielki Championie Khorne'a!

I was a NYK once.

E. House – nikt tak szybko jak on nie potrafi wypuścić piłki z ręki. Jedno z najszybszych odpaleń w lidze. Jest to tak szybkie, że widać to dopiero na zwolnieniu. Gdyby rzuconych przez niego cegieł można było zbudować domy, to światowe problemy mieszkaniowe byłyby rozwiązane... Ciągle jest tak samo nieprzewidywalny jak wszędzie tam gdzie był do tej pory… Może zaprowadzić Cię do raju albo strącić w samą piekielną czeluść. Wczoraj był wielki krzyk i zgrzytanie zębów…

12:11, znykajacy
Link Komentarze (20) »
sobota, 26 lutego 2011

It’s Christmas, it’s Christmas, it’s Christmas in Ohio… (na melodię piosenki Christmas in Killarney).

Okazuje się, że do CLE Mikołaj przychodzi dwa razy… Ho ho ho! Czy mieszkają tu grzeczne dzieci? Tak? Mam coś dla Was! Na szczęście PHI też miała dla CLE dwa prezenty w tym roku. Jakoś tak jest wtedy raźniej w klubie dobroczyńcy…

Pewne porażki przyjmuje się łatwiej, a niektóre męczą potem przez cały sezon. Te z CLE trudno zaliczyć do tej pierwszej kategorii. Zwłaszcza, że CLE to zespół, który nie stawia sobie w tym sezonie jakiś wygórowanych aspiracji, co do np. liczby zwycięstw. Ich tegoroczne wyniki są dowodem na to, że LeBron powinien dostać podwójnego MVP za dwie strony medalu. Jedną nagrodę za to, gdzie są z nim MIA, drugą za to gdzie są bez niego CLE... Ten drugi MVP chyba nawet większy…

W pułku kawalerii wesoło nie jest. Ale życie idzie dalej i pomału się wprowadza musztrą dawne porządki po dezercji majora Jamesa, który odszedł na południe… Czas zwalniać do rezerwy i przenieść do innych pułków maruderów, którzy byli związani z dotychczasowym dowódcą oraz szukać nowych naborów w przyszłosci. Ich pamięć o byłym wodzu i jeszcze niedawnych zwycięstwach nie dawała nadziei na zreformowanie pułku, stąd transfery takich wiarusów jak Mo Williams, Moona, zwolnienie do cywila Powe’a. Trzeba dać organizacji nowe brzmienie. Zagrać nową trąbkę. Żeby skończyły się te łzawe wspomnienia w stylu „A pamiętacie jak major James tu stanął obok tego stolika w kantynie i tak wtedy na mnie spojrzał…I tak mnie tym wzruszył, że łzy jako żywe stają mi znowu w oczach”.  Nie ma innej drogi jak oddalenie się od przeszłości. Czas przyniesie ukojenie. Za chwilę po majorze Jamesie zostaną tylko jakieś mgliste wspomnienia niedoszłych triumfów i jego wygrawerowana oficerska szabla – "Decision"…

Gernerał Grant musi zrobić swoje…

PS. Czy nie uważacie, że on jest podobny do Moe Greena? Pamiętacie tę jedną z najlepszych scen Części Pierwszej, kiedy Michael Corleone wchodzi na ścieżkę negocjacji z Moe odnośnie sprzedaży kasyna w Las Vegas. I to pytanie wściekłego Greene’a – Do you know who I am? Scena kończy się żółtą kartką dla Fredo (czerwona będzie na rybach w Części Drugiej). Nie udało mi się znaleźć tej sceny na youtube, ale gdyby komuś się poszczęściło to niech proszę da znać to się załączy.


Mało znam tych Cavs. I tak pewnie zostanie. Jakiś, Harris, Gee, Samuel, Enyega? Kto to jest? Czarnoskóry kwartet country? Nawet najmniejszy dzwoneczek nie pobrzmiewa w mojej pamięci. Zauważyłem, że Daniel Gibson przeżywa swoją fascynację postacią Zuli z Conana Niszczyciela (ależ ten Wilt miał aktorski warsztat…) w zakresie fryzjerskiej stylizacji… Gdyby kiedykolwiek nakręcono sequel tego kultowego filmu – (w roli Conana oczywiście Mark L. Walberg) to w roli Zuli widziałbym Lisę Leslie… Tytulem koszykarskiej paraleli...


To czego z pewności wielu kibiców NBA może zazdrościć Cavs to Austin Carr – Pan Chevalier – komentator spotkań CLE (nota bene 1 nr draftu 1971). Jego prawdziwy murzyński śmiech, wysławianie się, odzywki  są poezją dla uszu. Warto wyłączyć wizję (bo CAVs słabo się ogląda -chyba, że dziś) i tylko go posłuchać. Żeby nie było wątpliwości – Clyde’a nie oddałbym za całą kawalerię Carrów…

 

Co do gry.

Dość sinusoidalna. Raz jedni w górze, raz drudzy w dole. Knicks dostali trzy strzały w nos w postaci mikrorunnów w 3Q 8-1, 7-2 i 6-0. Już było źle, ale przyatakowali takim podbiegnięciem w 4Q i na 50 sek. do końca zniwelowali przewagę CAVs do 2 pkt. Niestety Grace Jones trafiła za trzy… i w grze w jedynaka Sessions wytrzymał…

Co by nie powiedzieć zwycięstwo zostało w rodzinie. Szwagier ograł męża żony. Ciekawe do kogo Candace zadzwoniła jako pierwszego? Czy to brata pogratulować mu tych kilku three point playów (akcji za dwa z trafionym wolnym) i pokonania NYK czy mężowi – z pocieszeniem, że to nie jego wina, bo on swojego ciała do tego nie przyłożył. Niestety kamery nie pokazały, czy panowie się przywitali serdecznie. W każdym razie jak Parker dostał od Billupsa w męskie imponderabilia i zwijał się w tym dosyć przykrym bólu nie widziałem, żeby Shelden poderwał się z ławki żeby go wesprzeć w cierpieniu… Zresztą ja mam inną refleksję. Patrząc na Sheldena i jego noblowską fizjonomię nie ukrywam, że fascynują mnie kobiece wybory…


Brat i Siostra - podobni?

 

Fani Nowego Jorku! Nim wyrwiecie z głowy wszystkie włosy i załamiecie wszystkie posiadane ręce pamiętajcie, że Rzym nie został zbudowany jednego dnia. To oczywiście rodzi podstawowe pytanie w ile to było dni. I czy kiedykolwiek ta budowa się skończy?

Przyjmijmy do wiadomości kilka faktów.

Zespół się rozpadł wraz z trade'm (transferem) Melo. Są jakieś porozrzucane, walające się skorupy i brak pomysłu na ich posklejanie. Od nowa trzeba się wszystkiego nauczyć, ustalić i wykonać. To niestety trwa. Cała ta gra jest chwilowo (?) dosyć antykoncepcyjna i jakby to powiedział Clyde – nie jest w związku z tym prolific (czyli płodna)… Nie ma zgrania, zagrywek. Brakuje płynności i być może najbliższe kilka/kilkanaście gier będzie jak wyrywanie zębów na żywca. Ale tak musi być. To oczywiste. Większy problem to brak wzrostu i siły. CLE znokautowali NYK na desce – 62-42. Dawno się to już nie zdarzylo. A przecież sami CAVs nie są jakąś drużyną wagi ciężkiej. To ostatecznie zrobiło różnicę. Jeżeli do tego dodamy, że zespół zniknął w obronie to mniej więcej mamy obraz nędzy i rozpaczy. No, ale jest Melo… Czy nie tegośmy chcieli?

Pamiętacie początek tego sezonu? Też to wyglądało, słabo a potem kilku z Was widziałem, naprawdę się wciągnęło… A takie MIA? Też kulało na starcie… Zalecam spokój. I zimny kompres na głowę…

Chłopcy muszą się też wkomponować emocjonalnie w drużynę. Co by nie powiedzieć 6 osób wypadło z pędzonego pociągu. Wiedzieliście tego prawie płaczącego Garnetta po odejściu Perka? Drużyna to nie jest autobus gdzie ludzie wsiadają i wysiadają. Tam się tworzą prawdziwe więzi, emocje. A do tego trzeba poznać miasto, zjeść swojego nowojorskiego hot doga, postać w korku. To też trwa.

Fantastyczny zwrot.

To shuffle the shoes… (przetasować buty) – czyli… zrobić kroki…

C. Anthony – ponieważ moja wiedza o koszykówce poza Ogrodem jest dość fragmentaryczna muszę powiedzieć, to moja znajomość Melo-gry jest niewielka. Uczę się jego sylwetki, ruchów. I muszę powiedzieć, że wczoraj w pierwszej chwili mróz chwycił moje serce. Patrzę na tę opaskę, sposób poruszania i Matko i córko - krzyknąłem - Larry Hughesa podpisali… Odetchnąłem…  Jego mecz trochę w cieniu medialnej pyskówki z trenerem Karlem, który oględnie rzecz ujmując nazwał Melo defensywnym zerem. Anthony powiedział, że się nie przejmuje, że trener jest emocjonalny, że on go rozumie. Ja też go rozumiem bo…  prawda jest jednak po stronie Trenera Karla. Tę smutną okoliczność wykorzystali CLE grając momentami wyłącznie na Melo. Z dobrym skutkiem, bo dzięki temu wygrali. Nawet go wyfaulowali. W pierwszej kwarcie szedł na jakiś rekord świata - 16 pkt. Potem CLE przyłożyli się do obrony, położyli trochę ciała i Melo ubywał w każdej następnej kwarcie. W 3Q – 2-8. z gry. Muszą zacząć grać ze STATem RAZEM. To jest koniecznością na już. 8 zb. 3 ast.

A. Stoudemire – pierwsza kwarta. 0-5. O! Pomyślałem. Jest dobrze. Naiwne myślenie. STAT jest jak maszyna. Potrafi zastartować zawsze. Mimo nieruchawego początku zagrał jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie. Również w defensywie. Mimo, że paradoksalnie nie widziałem jego gry. Było parę dunków (wsadów), funków (zabawnych wsadów) i jumperów (rzutów z wyskoku). Ale to 31 pkt. na koniec nieco mnie zdzwiło. Ciągle za daleko od kosza. Nash to jednak Nash. 11 zb. (5 off), 3 ast, 3 st, 5 blk i brak technika. Minus to 3 TO i 5 razy dał się zczapić.

R. Turiaf – grenadier w kilku akcjach sugerował, żeby w ataku grać na niego. To chyba jakiś nowy teatralny trik. Taka pantonimiczna finta. Szkoda, że nikt tego nie kupił. Musi jeszcze ćwiczyć. Broadway za oknem. W pluso minusach -14… Najgorzej… Obrońca… Żart.

L. Fields – 3 na 3 za 3. Dlaczego nie próbował więcej?. Ładnie się raz znalazł pod koszem i trafił za 2 pkt. Nieśmiało i w sumie dość niewidocznie. Jest potrzebny. Bardziej niż mu się wydaje. Powinien być łącznikiem między gwiazdami. Na razie się ukrywa.

C. Billups – rutyniarz i wyjadacz. Rzut jeszcze leci w samolocie z DEN. Dotrze. Spokojnie. Mimo, że nie ma już tej szybkości pierwszego kroku to jest wielkie cwaniactwo. Liczba wejść i wymuszonych fauli imponująca. Po zakończeniu kariery powinien zostać komiwojażerem. Nikt tak nie umie sprzedać faulu. Trzeci filar zespołu. 8 ast. Więcej niż średnia…

T. Douglas – lubię Tony’ego za jego regularność. Nigdy mnie nie zawodzi. Po meczu bardzo dobrym, musi być tragiczny. 1-8 to było takie mrugnięcie do Gallo. "Widzę Cię i pozdrawiam. Przebijesz?" Gallo machnął wczoraj 30 pkt... Więc przebił... Ten steal na siedząco z klapem na tyłek - koncertowy.

Sha. Williams - czarny Piotruś za 3. Takie znowu nie wiadomo co. Nawet się nie da o tym napisać lirycznej refleksji.

B. Walker – mroczny łowca znowu jest na misji... Czuje, że na niego stawiają. Najemnik do zadań specjalnych. Assasyn. Tyle, że u niego jedyna taktyka walki to szaleńczy atak. Najpierw rzuca, a potem zastanawia się, czy to był dobry pomysł… Czasem się udaje. Jednak.

R. Balkman – pensjonariusz Guantanamo zjednoczył się znowu z niebiesko marchewkowymi barwami. Jego plica polonica będzie powodem moich dalszych rozważań... W pluso minusach +15. Najlepiej.

PLICA POLONICA

09:58, znykajacy
Link Komentarze (22) »
piątek, 25 lutego 2011

To będzie pewnie jedyna taka pogwarka. Ale trzeba ją popełnić... Dla przyzwoitości i zdrowia psychicznego. Nie wiem jak Wy, ale ja przez ten transfer cierpię na syndrom odstawiania. Zżyłem się z tymi misiami, które zatruwały, frustrowały, złościł po nocach i dniach... Dziękuję Wam. To był piękny czas. Na szczęście słusznie miniony. Ta impresja to jest mój pożegnalny prezent. Od zNYKającego dla Was.

Górscy Knicksi. Dobre Knickerbocker... Naprawdę dobre...

D. Gallinari – jedyny Knix w S5. Buszujący w zbożu złożył pożegnalny hołd Douglasowi.  Powiedział – Toney for you – from Gallo with love from Colorado. 1-6 z gry. 2 pkt. po chybotliwym dunku (wsadzie piłki z góry), w którym prawie niemal doszło do trepanacji kręgosłupa...  Swoim występem zadał widowni publiczne retoryczne pytanie: Ale o co chodzi? Widać było na twarzy rozedrganie i żywe emocję. Dostał łokietkiem w oczko od Allena i prawie się popłakał. To go ostudziło. Kto go utuli? Kto mu położy krwisty stek na spuchniętej buzi? Kto mu powie, że się do wesela zagoi? Z CLE do DEN jest kawałek...

R. Felton – Pucułowatemu też zaszkodziło świeże górskie powietrze. Nie czuł gry, tempa, zagrań. Był zagubiony jak dziecko w supermarkecie. Trafił dwa floatery (klenery?). Ale to było wszystko.  Był tak przestraszony rzeczywistością i swoją rolą na boisku, że nie odważył się odpalić za trzy. Cośm co mu się jeszcze w tym sezonie nie zdarzyło... A może Karl po prostu mu powiedział, Słuchaj synku a może przestał byś się wygłupiać? Myślicie, że wygryzie z S5 Lawsona? W pluso minusach najlepszy + 15.

W. Chandler – człowiekowi czasem umykają takie oczywistości. Niby widzi te same elementy, ale nie potrafi połączyć w jeden zbiór. Jak DEN mogło nie wziąć Chandlera? Powiedzcie sami. Przecież DEN to klub koszykarskich pisanek – Andersen, JR Smith i Martin. Chłopakom brakowało czwartego Indianina do karety. Myślę, że wymusili na Ujirim ten transfer poszukując w Chandlerze inspiracji do dalszego bodypaintingu (malowania na ciele). Ależ tam będzie pokazywanko malunków, wymiana poglądów, ocena sztychów. Mają tam wydział ASP w tym DEN... Wilson jako jedyny zagrał swoja Knicksową grę. Trafił trzy trójki. To zabawne, bo myślałem, że on najbardziej się zasklepi w skorupie i trzeba go będzie wyciągać dźwigiem z szatni. Cóż cyborgi widocznie naprawdę niczego nie czują...

A. Harrington – Ale Al ma pecha. Czy kompromitując Gallo w mediach mógł się spodziewać, że za chwilę ten za chwilę będzie znowu jego kolegą z szatni. W najczarniejszych snach się tego nie spodziewał. Teraz jest jednak inaczej... Zaraz zaraz za pod jaką spódnicę schowa się teraz Gallo jak się go poprosi o pieniądze za przymusową ochronę? Ciekawi mnie jak serdecznie się przywitali... Prawda jest jednak taka, że sportowo Al w tym zestawieniu zaczyna staczać się w niebyt... Liczba jego minut zacznie się kurczyć... Wczoraj tylko 16 min. Moim zdaniem jest już o krok do założenia garnituru?. Czarny Piotruś za trzy. 0 ast. Kocham go za to. Przed wygonieniem go psami ratuje go monstrualny kontrakt. Dacie wiarę, że on dostanie jeszcze 30 mln za 4,5 roku gry? To chyba największe marnotrawstwo pieniędzy w NBA w ostatniej przerwie miedzy sezonowej. Przebija go chyba tylko Childress.

T. Mozgov – sztab szkoleniowy DEN zdecydował (chyba słusznie), że publiczność w Colorado nie jest jeszcze emocjonalnie gotowa na oglądanie jego występów... To mogłoby być za dużo jak na raz...

19:19, znykajacy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 24 lutego 2011

Czułem, że tak będzie…

Wszelkie rozważania, czy to mądre było, czy aby nie przepłacone, czy nie trzeba było poczekać, czy nie można było licytować do końca, jeszcze ze dwa razy „strzelić” słuchawką w negocjacjach z DEN, czy może lepiej przeanalizować, co tam piszczy w UTH…

To wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie po pierwszym tip offie. Odeszło. Nie ma, co do tego wracać. Jest co jest. Melo is in the town. Koniec. Parafrazując tureckiego klasyka – można powiedzieć tylko jedno – ball!

Publiczność szalejącą, pobudzona jakby magistrat dorzucił czegoś do wody… Wszyscy w koszulkach Melo (tak się robi bizness Panowie). Emocje. Oczekiwanie. Na pierwszy rzut, na pierwszą akcję, na pierwsze zwycięstwo Anthony'ego… (dla porządku pierwszy rzut niecelny) Do tego jeszcze noc Legend. Wspominki, wypominki. Świetna rozmowa Clyde'a, Monroe'a przy moderatorze Breen'ie i o przeszłości. Wielka rywalizacji i potem wielka przyjaźń... Atmosfera karnawałowego uniesienia. Cudu dajcie nam cudu...

Mecz nie był jakimś nadzwyczajne porywającym widowiskiem. MIL jakby nie chciało popsuć nowojorskiego święta, grali tak bez przekonania, trochę na alibi. Niby straszyli swoją bliskością i dokładali do pieca, kiedy NYK mieli ochotę na jakąś poważniejszą ucieczkę, ale ostatecznie nie potrafili zawalczyć o zwycięstwo. Nawet ta końcówka niby taka teoretycznie w zasięgu, ale w praktyce to była gra oddalona o dwie posesje do realnej gry.

Co do samej gry NYK.

Widać było, że to jeszcze wszystko klecone na prędce i taka trochę gra mata (Mata (piłkę) i grajta). Dziwi mnie, że MIL nie wykorzystali tego Nixowego rozedrgania i pewnego rodzaju momentum, które zawsze pojawia się w związku z dużym trade’m. Jeżeli MIL myślą poważnie o PO to… takich zwycięstw będzie na koniec sezonu bardzo brakować.

Mankamenty:

1) Słaba obrona własnej deski – MIL miało aż 13 zbiórek w ataku i choć per saldo deska wygrana to wychodzi tu cała słabość NYK z którą najprawdopodobniej trzeba się będzie biedzić do końca sezonu. Co by nie powiedzieć to NYK po transferach znowu zrobili się mniejsi i stracili parę kilo. Mimo, że nikt nie zalecał diety. Za dużo też było takie rozglądania się na boki. Może byś się ruszył do tej piłki? Ja? No Ty. Miałeś bliżej.

Mimo tego obrona painta jak cię mogę (MIL skapitalizowało tylko 34 pkt). Chociaż statystycznie dobry wynik w tym zakresie wynika moim zdaniem bardziej z tego, że NYK mają wielką przewagę nad wszystkimi innymi drużynami grając z MIL. Bogut gra z psychiczną blokadą. Jak widzi STATa to dostaje w łokciu nerwobólu i ma wizję leżenia na wyciągu w szpitalu. Leczenie akupunkturą, grzybami i psychologiczną perswazją nie pomaga... Jak dotąd. Ciekawe, że w stosunku do Gortata nie ma takiej refleksji...

2) Brak krycia obwodu. MIL trafili 11-23 rzuty za trzy i było to raczej trafienia i próby niekontestowane. Wyglądało to nie za bardzo.

Siła drużyny

4Q otworzyli – Douglas, Fields, Walker, Sha. Williams, i Turiaf. Local All –Stars

C. Anthony – dla niego wszyscy tu dziś przyszli. Były owacje. Oklaski. Pokłony. I lżenie LeBrona. On wie, że już go kochają... Ale też wie, że... czeka go kilka lat ciśnienia. Ta publiczność nie daje sobie wciskać byle czego... Taki był wczoraj stremowany.

Lala w czasie spotkania z Jil Martin w Gimme a minute – powiedziała, że jak tylko transfer stał się oficjalny – Melo powiedział do niej jedno zdanie. "Kochanie wracamy do domu..." No to jesteś w domu.

Podobno przed meczem Melo miał dość dramatyczną rozmowę z małżonką

Melo: – La La żono moja z sercem wytatuowanym na szyi – o czym miałaś pamiętać, żeby zabrać z naszej hacjendy w Colorado?

La la: Lista była długa, mężu mój Melusiu, że zacznę od początku... Krem na noc na kciuki, zestaw suszarek do rzęs, zestaw upiększający do podłóg...

Melo: – Żono moja, która tak dbasz o połysk paneli skoncentruj się choć na chwilę – i odpowiedz mi na pytanie - o co Cię prosiłem?

La La: ... (twarz zasnuta chmurą bezmiaru pustkowia podobnego do pustyni Gobi)

Melo: A zabrałaś jumperka?

La La: (szczerze zdziwona) Jakiego jumperka mój pogryziony przez pszczoły mężu?

Melo: La La słońce telewizji śniadaniowej i przyszła smakoszko potraw kucharza Sowy, rozmawialiśmy przecież o tym milion razy. W swojej pracy potrzebuje jumperka!

La La: (mrucząc pod nosem): Ty nazywasz zabawę z piłką pracę... Ja przynajmniej zapowiadam teledyski...

Melo: La La – udam wspaniałomyślnie, że tego nie słyszałem i przypomnę Ci tę rozmowę kiedy przyjdzie kolejna faktura za ośle mleko... Zapytam raz jeszcze czy wzięłaś jumperka?

La La: – A gdzie był on miał być ten ów jumperek?

Melo: La La – tak jak Ci mówiłem z drugi milion razy - był powieszony na porcelanowym kangurku pod telefonem...

La La: – o boszszsze mogłam to go nie wziąć... Miałam tyle na głowie... Np. chyba nie wziełam lodu do drinków... To mi przypomniało, że nie jestem pewna czy ja zabrałam syna naszego Kiyan Carmelo Anthony'ego juniora? Spakowałam go z zastawą ślubną... Zaczekaj mój podirytowany wąsaty mężu już dzwonię do naszej hacjendy...

(słychać wybierany numer - krótka emocjonalna rozmowa w języku hiszpańskim).

La La: Lemonko mója to dziwne Juanita Marcelina Alosia y Ribera del Duero Bez Wizy, powiedziała mi... że kangurka nic nie ma... ale to dziwne, że o to pytamy bo był u niej przed chwilą Albert, którego tak pieszczotliwie nazywasz największym wzmocnieniem DEN od czasów wynalezienia kilofa... i się kręcił koło porcelanowego torbacza...

Melo zatem jest prośba z sali. Znajdź jumperka (ewentualnie zabierz go Albertynie on i tak nie będzie umiał nic z nim zrobić) i zacznij go używać. Nie powiem, że wczoraj wygrał mecz, bo to by było jednak uproszczenie – ale w 4Q to on z Billupsem ustrzelili Kozła. Ogólnie zagrał dobrze (11 pkt w 4Q) – double- double i to mimo, że miał problemy z faulami i był zmuszony do słuchania Turiafa... Może być tylko lepiej.

Pękałem ze śmiechu, kiedy w kilku akcjach Melo bronił jakiś duchów MSG na boisku. Kto wie może on tak się sam obawia własnego cienia, że musi się sam sobą podwajać?

A. Stoudemire – STAT był jakiś nie swój. Miotał się. Szarpał. Zachmurzył na marsowym hebanowym czole. Publiczność o nim nie zapomniała skandując potoczyście MVP, MVP... Żeby mu smutno nie było. Mało było gry między nim i Anthonym. Tak jakby się bał wejść z nim w jakąś interakcję. Panowie musicie się nauczyć grać razem. I to nawet do tego samego kosza. Niestety STAT trochę za szybko zdjął w jednej chwili zdjął okulary i zbyt dynamicznie położył je na parkiecie. Kosztowało go to 15 przewinienie techniczne... To już tylko jedna złość od suspencji (zawieszenia).

R. Turiaf – ten oczywiście musiał się przed nowymi popisywać arsenałem min, gestów. Błazen  komediant, pajac. Przy nim nawet Daniec umarłby z głodu. Wpływ na grę za linią nie docenienia. Na boisku brak większych argumentów sportowych.

C. Billups – nie wiem jak Wam, ale dla mnie on ma coś z Dereka Harpera. Podobna postura (no dobrze Ricardo był z 10 kilo lżejszy), wzrost, fizjonomia. Obaj przyszli do NYK już w zmierzchu swoich karier... Czosio miał wczoraj rzutowy jet lag, ale łatwość rzutu, wejścia, zmienność tempa ciągle posiada mimo upływu wielu lat profesjonalnej kariery. 8 ast. I rączka nie drży przy wolnych. Kto jeszcze tęskni za Feltonem? Ciekawe, czy pobił rekord liczby wolnych debiutanta w NYK. To możliwe. 12-12. Wnosi jakiś spokój do gry. Na półtora sezonu wystarczy. Jakby się nie sprawdzał wysupła się kwotę wykupnego i pożegna. Choć uważam, że byłoby to zbyt daleko idące marnotrawstwo.

L. Fields – trochę się jakby przyczaił. Tak jakby cień gwiazd go lekko onieśmielił. Najdłużej na boisku i zrobił bardzo niewiele. Tak to się w obronie do tej pory, nie dawał objeżdżać. Aż STAT musiał na niego ryknąć, że to są żarty jakieś. Musi znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Jego własny Everest na, który będzie się wytrwale wspinał. Landry przetrwałeś burzę. Zostałeś. Graj.

Sha. Williams - od dziś nazywa się Sha. Brzmi jak imię jakiegoś wojownika znad Gangesu. Wraz z She. może otworzą sushi bar pod nazwą Shashemi Williams? Piękny pomysł. Wytrzymuje ciśnienie bycia zmiennikiem. Nie umiem znaleźć jakiś wielkich pozytywów ani doszukać się jakiś negatywów w jego grze. W tej układance ośmioosobowej rotacji okazuje się być niezbędny...

T. Douglas – bohater. Szalony Toney znowu w natarciu. Bez respektu dla gwiazd na 9-9 za dwa, 3-5 za trzy. On chyba się strasznie ucieszył, że Pucułowaty został bez mrugnięcia okiem oddany do konkurencji. Billups nie może grać 42 min, co wieczór więc jego rola minutowa musi wzrosnąć. I tak uważam, ze raz do roku to i kij od szczotki strzela. Następny raz Toney wystrzeli... szampanem na Sylwestra. Niemniej jednak jak zawsze jestem dla niego pełen życzliwości.

B. Walker – nie jestem pewien, czy do niego dociera, co się stało. On jest jednak inny... Odizolowany od światła błędny wojownik podziemny. Oderwał się od czasu, przestrzeni, zdarzeń globalnych. Kroczy ścieżką wyznaczoną przez questy i misje... To do niego przyłącza się drużyna, a nie odwrotnie. Brewer może mu to odebrać... jak tylko Trener Mike ustali, że to nie przyszedł Ronnie...

11:28, znykajacy
Link Komentarze (28) »
środa, 23 lutego 2011

Muszę Wam powiedzieć, że choć mam swoje lata i trochę blogowego stażu to jednak odczuwam podniecenie jak leciwa pensjonarka przed pierwszą randką…

Mam świadomość, że ten mecz będzie jest historyczny. Od niego zacznie się pisanie nowego rozdziału w historii NYK. Grubą kreską nastąpi odcięcie się od przeszłości. To jest jakiś moment w którym ostatecznie kończy się przebudowa NYK rozpoczęta przez Pana Walsha i Trenera Mike. Wiecie, że nie ma już w składzie żadnego NYKa, który by rozpoczął sezon 2008/2009? Ostatecznie rozstaliśmy się Thomasem i jego ekipą. Koniec. Nie zostało nic. Zajęło to dwa i pół roku… ale było warto. Z dniem dzisiejszym zatem kończą się też wszystkie usprawiedliwienia o połowie drogi, placu budowy, braku elementów. Zaczyna się gra na serio. Na własny rachunek, a nie na czyjeś konto. Nie ma już odwoływania się do mrocznej przyszłości. Stajnia Augiasza została wysprzątana (popatrzcie, że w istocie na rok 2012 zostaje tylko trzech zakontraktowanych zawodników – Amare, Melo i Balkman. Majstersztyk?). Panowie od dziś zaczynamy patrzeć Wam na ręce. Czy dacie radę to sknocić? Boję się odpowiedzi twierdzącej… Tak marzyć się nawet nie ośmielam…

Oglądałem dziś jeszcze konferencje prasową Trenera i GM-a i prawdę mówiąc obaj Panowie wyglądali jak zdjęci z krzyża. Prawdę mówiąc w pierwszej chwili myślałem, że STAT doznał kończącej kariery kontuzji. Nie było wielkiej radości, choć Pan Walsh klarował, że za dealem stał on, jego komórka i żona, która wołała go na posiłki. Trener Mike też nagle sobie przypomniał, że o wszystkim wiedział i o wszystkim był informowany. Pełna harmonia. Do tego wszyscy kochają Właściciela. Było trochę łamiącego się głosu przy odpowiedzi na pytania o Gallo – czy Panie trenerze ktoś mu zrobi mleczko do butelki? I stanowczego zaprzeczania, że ten którego imienia nie wolno wypowiadać maczał w tej transakcji kosmate paluszki... Blado to wypadło. Obaj wyglądali jakby to sprowadzenie Melo traktowali jako karę… Może dlatego, że Pan Walsh jest gruboskórnym nosorożcem a Trener Mike zawsze wygląda na znudzonego napastliwością głupawych  dziennikarzy…

Śmieszne bo Trener Mike zaczął twierdzić , że w 7SoL to PG wcale nie musi tak bardzo biegać… ważne żeby czuł rytm… Bo to rytm jest istotą. Lubię te semantyczne zawiłości… Dodał jeszcze,że znają się Czosiem z Reprezentacji USA i Billups wszystko to złapał w czasie jednego treningu. Coś w tym jest. Taktyka jest prosta jak koncepcja cepa. Napierać i rzucać z wolnych pozycji…

Tak sobie myślę czy to znaczy, że Williamsa można było mieć taniej i UTH byłaby mniej pazerna… Jeżeli tak to ktoś nie docenił tego co się działo w Jazz. Jeżeli prawdą jest, że Derron tam iść nie chciał to… chyba jest dobra wiadomość dla NYK…

Wielki Rosjanin rozwałkował ligę jakby siedział w niej od lat… Maładiec. Morowiec.

22:01, znykajacy
Link Komentarze (4) »

Zastanawiam się, czy pisanie oceny drugiej tercji sezonu wobec zdarzeń ostatniej nocy ma jeszcze jakiś praktyczny sens… Tamtego czasu już nie ma… Można go ocenić, ale stanowi on już tylko zamkniętą całość… Tak jak okres międzywojenny (z zachowaniem proporcji rzecz jasna).

Kilku aktorów ostatecznie zeszło ze sceny… więc dokonywanie jakiś wynurzeń, co do przyszłości wydaje się być bezcelowe…  Parę słów jednak popełnię dla historycznego porządku...

Druga cześć sezonu była z pewnością trudniejsza niż pierwsza jeżeli chodzi o terminarz i dlatego jej ocena jest dosyć kłopotliwa. Rekord 12-14 jest… chyba na miarę oczekiwań i możliwości. Oddaje dobrze prawdę o zespole NYK.

Przypomnę, że nasze rozważania o mchu i paproci dotyczące pierwszej tercji zakończyłem na dosyć niechlubnej porażce z CLE… Przyznajcie, że ta porażka nabrała zupełnie innej wagi po tym jak CLE obsunęło się potem 26 razy z rzędu … Wtedy było 16-12. Potem był miesiąc prawdy, z którym czuję się już rozliczony w Impresji 335. Następny miesiąc był raczej mniej dramatyczny bo NYK przegrywali to co powinni przegrać (dwa wyjątki to mecze z MIA i ATL) i wygrywali to, co realnie wygrać mogli. W sumie więc bez zaskoczenia na minus (no może porażki z SAC, LAC u siebie miały w sobie szczyptę rozczarowania i delikatny posmak niedowierzania).

Minusy

Mała rotacja spowodowała, że większość graczy zaczęła dopadać fatyga i były chwile gdzie S5 oddychała rękawami. Nie da się grać wieczór w wieczór po 40 min. przez 82 mecze sezonu. Trzeba być terminatorem. A takich zawodników NYK nie mają. Niestety grupa tzw. zmienników zasadniczo nie dawała rękojmi trzymania wyniku i wpuszczanie ich groziło śmiercią lub kalectwem… Było to raczej szkodnictwo niż pomocnictwo…

Plusy

Parę razy NYK zagrali solidnie w obronie – i w kilku przypadkach to defensywa zdecydowała o wyniku. Jakieś symptomy i nawyki się pojawiły…

Indywidualnie z tych którzy zostali:

A. Stoudemire – STAT pokazał, że jest w pierwszej dziesiątce najlepszych zawodników ligi. Szkoda tej przerwanej serii meczy 20+, ale to, że pobije Ewinga jest więcej niż pewne… Szkoda, że na te 26 spotkań tylko 7 zakończył z double- double. To jest aż niepojęte skąd u niego ta awersja do zbierania. Obronę trochę markuje – ale wynika to głównie z tego, że nie może sobie pozwolić na grę faul. W sumie pamiętam tylko kilka spotkań, w których z powodu wczesnych przymusowychprzewinień musiał odpoczywać na ławce. W 4Q najczęściej dostawał skrzydeł, brał odpowiedzialność na swoje muskularne ramiona i ciągnął ofensywę. Tylko 2 mecze bez straty. Średnio oscylował na poziomie 3,5 TO… Trochę dużo. Moim zdaniem, gra ciągle za daleko od kosza i zamiast wchodzić z biegu na kosz (w czym nie można go zatrzymać), sam kreuje sobie grę w ataku. Wtedy lubi zgubić piłkę, dać ją sobie wybić, czy sprawić, że odbija się od jego kolana… Jestem ciekaw czy Billups będzie mu potrafił zorganizować pick and rolla… Powinien powstrzymać nerwy na wodzy – bo dwa techniki dzielą go od poważnych problemów…

K. Azubuike – ostatnio pojawił się komunikat, że jest lepiej… I może coś jednak z tego będzie… Nie można jednak wykluczyć… że do czwartku zostanie zwolniony…

Toney Douglas – jest w stanie zagrać jedną jedną dobrą grę na trzy. Wtedy ma jakiś przebłysk gry w ataku i jest istotnym elementem obrony. Żeby to jeszcze było bardziej regularne, przewidywalne. Ale to jest szalony Toney. Nadal zmaga się z kontuzją ramion i to może być powód ogólnej słabości. Jego ulubiona gra w ataku to 1-6… Może powinien zmienić numer na koszulce? Trzy naprawdę dobre spotkania SAC, NJN, DAL. Skazany na rolę rezerwowego PG. I to takiego, który nie podaje. Ciekawe czy NYK będą grali takie PG combo – Billups – Toney.

A. Rautins – zaliczył w drugiej tercji całe 9 min. Nie dorósł do roli gracza NBA. Na ławce niczego się nie nauczy. Powinien zostać oddany do D-League. Dla swojego dobra.

R. Turiaf – bykiem jest tylko z fizjonomii i błyskających białych zębów. W praktyce okazał się kruchutki jak Mr. Glass. Wiele meczy przeszło obok niego. W wielu meczach zostanie zapamiętany głównie za błaznowanie na ławce rezerwowych. Po zakończeniu kariery może otworzyć szkołę pantomimy. Tylko dwa razy double double. „Aż” trzy razy miał powyżej 10 zbiórek. Center… Generalnie rozczarowanie. Chyba w stosunku do żadnego gracza Nix nie zadałem tylu pytań retorycznych… Piękny rębacz… ależ wymyśliłem… Dekownik i tyle… Może Shelden Williams pokaże mu jak się robi operację na otwartym sercu przeciwnika… Fenomenalny mecz z POR.

B. Walker – pan i władca królestwa bez światła… Przechadza się korytarzami własnego umysłu z majestatyczną miną orczego księcia. To człowiek, który w ciemności toczy walkę z cieniem… Jest przez to niebezpieczny nawet sam dla siebie – dlatego jego czas współegzystowania z ludzkością został ogr-aniczony do minimum… Bill wymyka się zdroworozsądkowej ocenie. Jego znaczenie może się jednak zwiększyć… To może być tragicznie piękne…

R, Mason Jr. – w oczekiwaniu na drugi celny rzut w tym sezonie. Podobno jego przechwyceniem są zainteresowani BOS. Nie możemy nawet o tym marzyć. Jeden jego pkt na razie kosztuje 350 tys. USD. W tym tempie już się chyba nie zdewaluuje… Jest jak dobra inwestycja.

S. Williams – solidny zmiennik. Jak dla mnie gra nieco bezbarwnie żeby nie powiedzieć nudno. Ale tacy czasozjadacze też są potrzebni. Ciekawe na ile utrzyma się w rotacji. Ambitny jest więc powinien sobie poradzić.



Życzenia dla odchodzących.

D. Gallinari – oby Twój grzebień był zawsze pełen zębów, a Trener Mike śpiewał Ci telefoniczne kołysanki. Pamiętaj, że Al Harrington Cię nie lubi. I nie zaczynaj pobytu w DEN od tego, że się będziesz się na niego skarżył… Te czasy się skończyły…

R. Felton – oddając każdy rzut miej na uwadze, że w DEN zassysa tylko jeden gracz… A on nie zapomina nigdy i nie przebacza wcale…

T. Mozgov – w swoim spacerze po Ziemi uważaj, żeby nie być zbyt pochopnym… Nie połam konarów.

W. Chandler – pamiętaj o cotygodniowych przeglądach pod zespołów i pracuj nad mimiką twarzy…

E.Curry – obyś zdążył odwiedzić Minnapolis nim Cię z stamtąd wygonią. I żebyś znowu kogoś nabrał w przyszłym sezonie… Będzie nam Cię brakowało – odkurzaczu No No…

A. Randolph – żebyś zaczął się uśmiechać. Świat jest piękny nawet wtedy kiedy siedzisz w budzie…

Kurcze. Jeżeli masz 5 Nixów w składzie to… jesteś chyba Denver NYKgets, co? Kurcze tak naprawdę to da się wyjść całą piątką. 1) Felton 2) Chandler 3) Gallo 4) Albert 5) Mozgov.



NYK na dziś - przemyślenia po B-dayu (B- od blockbaster).

Moim zdaniem na chwilę obecną NYK stracili:

- w ofensywie – z pewnością w zakresie pewnej wielości opcji. Co by nie powiedzieć tych opcji było trzy (Gallo, Wil, Felton) a teraz są realnie dwie (Melo i Billups).

- w obronie też raczej słabiej (Melo nie broni z definicji a Billups może już nie nadążać za rzeczywistością). Gallo, Wil, Felton zaczęli pokazywać pewne symptomy gry w obronie…

- rzut za trzy - Gallo, Wil, Felton – trafili 257 trójek na 752 próby – 34%, gdzie każdy trafił 80+ na mniej więcej podobnym procencie. Mello Billups i Brewer trafili łącznie w tym sezonie – 173 rzuty za trzy (w tym Billups 105) na 463 próby (procent 38%). Widać z tego, że tak naprawdę realnie jest teraz jeden bardzo dobry strzelec i dwóch przeciętnych, zamiast trzech dobrych. Znowu mniejsza dywersyfikacja.

- w asystach – Felton (488) miał tyle asyst ile Mello Billups i Brewer łącznie… Skądeś te ostatnie podania będą musiały się znaleźć… Gra zespołowa może poważnie ucierpieć…

Podsumowując.

Kluczem do zagadki o najbliższą przyszłość wydaje się być Billups. Jeżeli on będzie potrafił zmierzyć się z szybkościowym systemem 7SoL i rozdzielić piłkę do Amare i Melo to może to działać. Jeżeli tego nie będzie i Czosiowi udusi się rzut (głównie trójka) to NYK będą w ataku słabi jak kocięta… W obronie nie spodziewam się cudów… Będzie gorzej zwłaszcza, jeżeli nie załata się dziury na środku. Turiaf i Sheleden Williams to może być za mało..

UPDATE

To już oficjalne:

Melo z 7

Billups z 4

Brewer z 2

Williams z 13

Carter z 25


Zadanie dla pięciolatków. Znajdź na obrazku:

1) kierowcę Tira;

2) handlarza narkotykami;

3) studenta jezyków ibero-słowiańsklch;

4) jełopa;

5) stewardessę British Airways.

00:44, znykajacy
Link Komentarze (30) »
wtorek, 22 lutego 2011

Mam istną biegunkę myśli...

Nie umiem w kategoriach bezwzględnych ocenić tej transakcji. Chyba się nie da... Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że ten deal to kamień milowy organizacji, o którym będzie się mówić przez lata... Odciśnie się krwawym piętnem w historii NYK...

Ale dopiero wyniki tak naprawdę powiedzą czy był to zły, czy dobry pomysł... Zapytajcie mnie za 3-4 sezony. A dziś? Czy lepiej? Nie wiem. Śmieszniej? Ciekawiej? Na pewno.

Pozbyliśmy się ciał obcych. Chandlera, Gallo, Feltona. Została zdrowa tkanka...

Na dzień dzisiejszy many 2 z 3 bohaterów ślubnego toastu. Został jeszcze Chris Paul. Czekamy aż wypełni się słowo...

Zacznę od tego, co wydaje się być najciekawsze.

Pierwsze pytanie brzmi – kto to wszystko wymyślił i dopiął na ostatni guzik? Na pewno Lala Vazquez, ale kto po za nią?

Pan Walsh? Trener Mike? Nie. To nie jest deal tych Panów. Niestety. Oni mieli niewiele, albo bardzo mało do powiedzenia w sprawie struktury tej transakcji. To Właściciel Dolan się uparł. Kto się z nim konsultował? Ten, którego wężowych podszeptów boi się chyba każdy? (bo jakże dramatycznie brzmi ten jedyny wspólny komunikat naszego tercetu w ostatnich dniach, że On nie ma z tym nic wspólnego i wszyscy są na tej samej stronie...). Trudno powiedzieć i trudno wuerzyć, że Jimmy wziął to wszystko na klatę... Jedno jest pewne. Dolan zamknął oczy i powiedział decydentom w DEN – Panowie bierzcie, co chcecie tylko dajcie mi Melo...

Prześledzimy kalendarzyki.

Gdzie był Pan Walsh w czwartek w zeszłym tygodniu, kiedy Dolan spotykał się z Melo? Hmmm... był... w Indianie na rodzinnym obiadku z daleka od szczegółów... Ktoś powie boli go biodro i podróż samolotem do LA byłaby cierpieniem dla starszego Pana. Bez żartów...Czy w ogóle ktoś go pytał o zdanie? Nie wygląda na to. Do NY wrócił dopiero wczoraj. Nie odpowiadał na telefony, nie uczestniczył w treningu. Siedział w swojej kanciapce i łkał. Miał gałązki akacji. I wyrywał listki. Wykona opcję, nie wykona, wykona... Nie ukrywam, że czekam na jego konferencję prasową. Czy nazwie się ojcem tego wszystkiego? (Dolan z prasą nie rozmawia od lat).

A gdzie był wtedy trener Mike? Sam powiedział, że w czasie weekendu był po za wszystkim... "BYŁEM TYLKO WIDZEM JAK, WSZYSCY". Szokujące stwierdzenie. Tak mówi trener? Ja to czytam tak - "Nie zgadzam się tym co się stało, uważam, że daliśmy za dużo... Straciłem syna... Jestem w żałobie..."

Co z tego wynika? Że najwyraźniej GM i Trener byli pionkami na szachownicy. A kiedy okazało się, że są źle ustawieni/nastawieni – Pan Dolan usunął ich z pola gry...  Sam przeciwko wszystkim. Podobno nikogo nie pytał o zdanie i sam zdecydował się oddać Króla Drzewców...

Być szefem, co?

Dni Pana Walsha wydają się policzone... A razem z nim Trenera Mike'a... Cieszymy się jackson?

Patrzę na skład i próbuje sklecić tę układankę (boldem nowi, pomarańczowi koszulki, niebiescy dresy). 9 osobowa rotacja.

1)      Chauncey Billups, Toney Douglas, Anthony Carter

2)      Landry Fields, Bill Walker, Kelenna Azubuike, Andy Rautins, Roger Mason Jr.

3)      Carmelo Anthony, Corey Brewer

4)    Amare Stoudemire, Shawne Williams, Shelden Williams, Renaldo Balkman

5)      Ronny Turiaf , (ewentualnie Shelden Williams) (Earl Barron???).

Waham się pomiędzy Sheldenem Williamsem, Walkerem i Brewerem. Na jednego z nich miejsca w rotacji nie będzie... Myślę, że to będzie Shelden.

Z pewnością na impresjach ujawni się sporo niedzielnych turystów, osieroconych po odejściu Melo. Witamy.

Będę znowu updatował... bo kilka słów o nowych trzeba będzie popełnić...

Jeżeli do jutra nie dojadą - a nie wydaje mi się to możliwe, skład na MIL będzie kadłubowy...

Myślę, że to nie koniec transakcji... NYK nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa...

NOWI/STARZY KNICKSI

Carmelo Anthony – lat: prawie 27. Pozycja: SF. Nie powiem nic więcej ponad to, co jest wiedzą notoryjną. Jeden z największych pistoletów w lidze. Ofensywny arsenał niezliczonych możliwości. Opcja na crunch time. W obronie.... Hmmm... to nie jest jego ulubiony sport. Takie radarowe krycie na alibi... Drugi franchise player bez defensywnych inklinacji. To może być ciekawe.

Pytanie: Czy będzie umiał ustawić się ofensywnie ze STATem?

Chauncey Billups – lat: 34 i pół. Pozycja PG. Weteran. Jeden mistrzowski pierścień. Uroniona i nie ukojona łza DET. Niby już wiekowy. Niby 13 sezonów w nogach... Ale w tym... przeżywa jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) sezon rzutowy w karierze. Czy jest w stanie biegać jak zajączek z duracelem na plecach? Wątpię. Nie te lata. Nie ta mentalność.

Jego kariera zatoczyła koło. Po latach tułania się wrócił tam gdzie biło jego serce. Colorado to jego dom rodzinny. Czy znajdzie jeszcze motywację, na walkę medialną, gwiżdżący głodny ofiar, tłum, bycie w centrum wszechświata? Czy raczej będzie naciskał na buy-out... Przeczeka do końca sezonu i powie – Panowie mam dosyć. To nie dla mnie. Chce dożyć spokojnej starości w cieple górskiego suchego powietrza... Dajcie mi wolność. Billups na razie milczy w tej sprawie. Nie wiemy więc jakie jest jego nastawienie do transferu... Do NJN nie chciał iść. Dowiemy się wkrótce.

Pytanie: Będzie mu się chciało?

Shelden Williams – lat: 27 i pół. Pozycja: SF/C. Ciężko jest być zawodnikiem, kiedy we własnym domu jesteś tylko drugim najlepszym koszykarzem. Małżonką Shledena jest bowiem niejaka Candace Parker – siostra Anthony'ego Parkera – gwiazda WNBA. Wszystko więc zostaje w rodzinie. Shelden to taki ligowy podróżniczek. W ciągu 4 lat zawodowej kariery NYK będą jego 7 klubem... Podobno chce pobić rekord Chucky Browna, Tonyego Massenburga i Jima Jacksona (12 klubów w karierze). A potem wydać podręcznik pt.– "Jadłem w..".To nie sugeruje niczego dobrego. Choć początek w DEN w tym sezonie miał nawet udany. Ostatnio jednak gasł i w lutym już prawie wcale dotykał piłki i nie wąchał parkietu. Duży jest. Twarzowy, więc ma szansę urwać parę minut. Kontrakt ma malutki i kończy mu się po tym sezonie, więc... pewnie czeka go 8 klub lub Kotwica...

Pytanie: Złapie się do rotacji?

Renaldo Balkman – lat: prawie 27. Pozycja PF. Powrót syna marnotrawnego. Tyle, że nikt nie przyjmuje go z otwartymi rekami. Człowiek o aparycji pensjonariusza Guantanamo znowu zaszczycił nas swoją obecnością... Coś jest nie tak z jego karierą. Wszyscy w kółko opowiadają o jakimś potencjale, że dobry jest, że powinien się odrodzić, podobał mi się. Nie wierzę. Nie widzę szans na rotację... Myślę, że w dłuższej perspektywie jego kontrakt, który obowiązuje jeszcze przez dwa lata nie jest jakimś wielkim problemem. To tylko 1.6 mln. rocznie. Będzie klockiem w jakieś dalszej układance. Nie sądzę żeby zadomowił się na dłużej. Dla mnie to zawodnik w typie Wilcoxa.

Pytanie: Jak szybko uda się go pozbyć?

Anthony Carter – lat: prawie 36. PG. Nazwanie go weteranem jest przesadą. Emeryt brzmi właściwiej. Od czterech sezonów gaśnie... W NYK nawet nie zapali... To jego ostatnie pół sezonu. NYK mogą nawet zrobić buy out dziś/jutro. Nie zdziwiłbym się.

Pytanie: Czy Rautins będzie miał konkurenta w składaniu ręczników?

Corey Brewer – lat 25. Pozycja: SF. To chyba największa zagadka transferowa jak dla mnie. Przeżywa jakieś załamanie w MIN w tym sezonie. Może ma dość spania w igloo? Spadła mu liczba minut i w konsekwencji poleciały statystyki. Choć per 36 min. to się jeszcze jakoś trzyma. Rzutowo to już jest jednak "Klub Cegły". Po tym sezonie ma QO. Nie sądzę, żeby NYK się o niego zabijali. Może jednak powalczy o lepsze jutro – zwłaszcza, że na pozycji nr 3 to wielkiej konkurencji w NYK... nie ma... Wszystko przed nim.

Pytanie: Czy podniesie się do lotu?

11:08, znykajacy
Link Komentarze (26) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje