RSS
czwartek, 28 lutego 2013

Nie jestem jakimś wiernym, czy oddanym obserwatorem Wojowników ze Złotego Stanu. Ale... w tym sezonie mam już ich kilkanaście spotkań na sumieniu. Muszę powiedzieć, że urzeka mnie ich gra, bo wychodzi ona ponad pewien trend nadawany przez całą NBA. Zresztą wydaje mi się historycznie, że on są zawsze tak delikatnie odchyleni od normy i grają coś innego niż wszyscy. Prawda Donie Nelsonie? Kalifornia zawsze musi mieć bardziej tęczowe okulary.

Mark Jackson jest jednym z najbardziej obiecujących trenerów NBA. I mimo, że D. Burke ciągle za nim tęskni to na mikrofonnie nie pojawi się jeszcze bardzo długo. Szkoda, że wczoraj Trener Mark nie zatknął flagi w MSG? To byłoby ładne. Takie filmowe. Tak trzeba będzie przerabiać fakty. Bardzo mu życzę tego, żeby któregoś dnia zasiadł na ławce NYK. To byłaby piękna klamra spinające karierę. Tyle, że patrząc na to jak Knicks (czytaj Właściciel Dolan) traktuje dawne legendy zawodnicze to nie należy spodziewać się cudu. P. Ewing stracił już kilka dioptrii od nerwowego wpatrywania się w niedzwoniący telefon.

Odkąd spotykamy się na naszej platformience, czyli od draftu 2009 r. to mam wrażenie, że jest tylko dwóch zawodników, których NYK chcieliby w przeszłości bardziej zaciągnąć w niebiesko-pomarańczowe szeregi niż Stephena Curry. Pierwszym jest Ricky Rubio. Drugim... Omri Casspi (ale nie ma strachu starsi bracia w wierze, - Omri pewnego słonecznego dnia zostanie Knicksem – mogę się założyć. Pojdę nawet krok dalej i dam przepowiednię Nostradamusa – S. Novak zostanie wytransferowany za obywatela państwa Izrael w przyszłym sezonie). Cóż... NYK byli w takim szoku, kiedy GSW wyjęli im w Drafcie 2009, Stefka z siódemką, że poplątały im się kartki – i wybrali pierwszy numer z listy negatywnej - Jordana Hilla... Niektórzy mówią jednak, że zrobili to na złość wszystkim i po to żeby bardziej bolało.

Steph Curry ma najładniejszy, najbardziej wyprofilowany i aerodynamiczny rzut w całej lidze. Z jego odlewu Ferrari już przygotowuje karoserię bolidu na sezon 2014/2015. A niektórzy mówią o budowie nowego Kersu. Chłopak jest sympatyczny, uśmiechnięty, lekko pajączkowaty o twarzy aniołka. I te bursztynowe oczka. Idealny model do reklamy odświeżacza do powietrza, albo pastylek do zmywarki.  On i Dawid Lee są tacy śliczniutcy, że mogli by służyć do mszy. To co jednak wczoraj zrobił Steph to było coś absolutnie nieprawdopodobnego. Trafił połowę rzutów własnej drużyny (WOW!). 6 zb. 7 ast. 3 stl. Z pewnością jest to TOP 3 występów indywidualnych, jaki widziałem przeciwko NYK (pierwszy to Kobe – 2 luty 2009, drugi Melo – 27 listopad 2009). Jeżeli nie przegra swojej kariery w kostki to ma szansę na bycie w pierwszej dziesiątce graczy NBA przez najbliższe kilka lat. Myślę, że nawet Stefan złożył wczoraj ręce w geście niemego zachwytu.

Mecz był wczoraj dodatkowo utrudniony – bo nasz były Cherubinek D. Lee dostał zakaz wstępu na boisko za to, że zainicjował zabawę w tragarza polegającą na próbie przepchnięcia tej mahoniowej komody spersonifikowanej w osobie R. Hibberta. Powyższy „miś” w paszporcie na mecz w MSG pokazuje, że w NBA są jednak równi i równiejsi. Idąc tą samą logiką rozumowania i przykładając te same kryteria ocenne, w stajennym boksie powinien zostać także T. Chandler za swój atak na Wielką Stopę Hawes’a. Liga wzięła chyba jednak pod uwagę, okoliczności łagodzące, że Paladyn ratował cześć niewieścią przed atakiem owłosionego brutala spod Czomolungmy.

NYK wygrali bo Melo + JR Smith = Curry. Realną różnicę zrobił T. Chandler który zassał na deskach połknął przestrzeń wywołaną nieobecnością D. Lee i dyskobola A. Boguta. Swoje trzy grosze dorzucił paradoksalnie R. Felton Currystopper, który ładnie się tam zachował w końcówce. Szkoda, że ten crunch time naznaczony takimi błędami podopiecznych Marka Jacksona. Emocje się rozpłynęły. Mimo to, jeden z pięciu najlepszych spotkań sezonu  Knicks? Dla mnie tak.

C. Anthony – przeczytał mój wpis z 6G i zrozumiał, że musi iść utartą drogą Jake’a La Motty. „Thank you zNYK’. „Call me. Anytime Melo, anytime” Zawsze chętnie zrecenzuję, ocenię, pomogę. Prawda jest taka, że to przedszkole, które zostało wysłane na jego poskromienie to mogło, co najwyżej wytupotać mu rytm na tamburynku.

I. Shumpert –czyżby dziś zaczęła się wiosna? Ten występ był jakiś kiełek, który wyszedł ze zmarzniętej ziemi. Nie zapeszajmy. Żeby nie przyszedł, ktoś z sekatorem i nie wyrwał chwasta. Udawajmy, że tego występu w ogóle nie zauważamy. W duszy tylko jakieś sursum cordy. Czekamy aż zazieleni łąki falującą trawą...

T. Chandler – żeby nie było, że jestem pokrętny jak autostrada, to szczerze kibicowałem mu, żeby złapał jeszcze te dwie zbiórki i przebił magiczną granice 30 zebrań, po których otwierają się karty sezonowego almanacha i zawodnik staję się ważnym hasłem w krzyżówce. GSW nie mieli nawet cienia, którym mogliby go zasłonić. Jeden z występów życia.

R. Felton – mimo najszczerszych chęci bycia serdecznym w stosunku do Pana Baryłki, powiem obiektywnie, że Stephem prawie sobie poradził. Ale los był dla niego podwójnie łaskawy. Zamienił L na mocne W.  

J. Kidd - Mike’owi Bibby znowu obluzował się kostium i zamiast przez oczodoły patrzył przez dziurki w nosie. To się nie mogło udać.

J.R. Smith – z bólem serca, choć zgodnie z prawdą nie zaprzeczę, że wygrał ten mecz, tworząc razem z Melo dwugłowego cielca, którego nie dało się przyprawić curry.

A. Stoudemire  -ma od kilku dni nowy pseudonim. Sit-com- gdyż jego nadworny ortopeda powiedział mu wprost – możesz grać 30 min. w meczu i ani grama więcej. Amare mówi, że to nawet dobrze, bo to go będzie bardziej dopingowało do tego, żeby robić różnice. Jasne. Wczoraj zrobił. Pokazał też, że po zakończeniu kariery będzie mógł robić za klakiera na koncertach Mandaryny.  

S. Novak – jego rola w tym zwycięstwie wymyka się kategoriom przyczynowo-skutkowym. Jedno jest pewne. Jego obecność na boisku nie spowodowała dyskwalifikacji drużyny.

P. Prigioni – kolejny stejk w pomeczowym protokole.

K. Martin – debiut marzenie potwora bagiennego. Tego się chyba nie spodziewali najbardziej wyrafinowani kibice snookera. Wyznaczył nowe standardy otwarcia. Prawie pięć minut gambitu pustej łuzy. WOW! Osiągnął dno już na początku. Strasznie szybko mu to poszło. Jest jednak jeden pozytyw. Naprawdę nie może być już gorzej. Bez przeglądania mrocznej kartoteki tego Pana możemy chyba z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością powiedzieć, że był to najbardziej porażający beznadzieją występ w jego życiu. Pytanie jak szybko się otrząśnie.

J. White – biały dym. Habemus Papam?

13:19, znykajacy
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 25 lutego 2013

Miałem od początku złe nastawienie do tego spotkania. Widziałem sobotni pojedynek, w którym MIA wypaliło PHI słońcem. Mecze w back-to-backu ogląda się jednak inaczej. Nic się nie mogło zdarzyć w tym meczu pozytywnego, więc porażka tylko sześcioma punktami i tak jest niewątpliwym sukcesem. Mecz nie do oglądania. 

Tym samym PHI odpadła z wyścigu o PO. Dlatego można kilku zdaniowo podsumować ten sezon w wykonaniu chłopców z Pensylwanii. Eksperyment z Bynumem zakończył się w kręgielni, Holiday przeistoczył się w All-Stara i jednego z najlepszych PG na Wschodzie, E. Turner nadal bez przełomu, którego można by oczekiwać od drugiego numeru draftu, N. Young jest tym samym dla JR Smitha, kim Anakin dla Senatora Palpatine'a a D. Coling właśnie zakończył trenerską karierę. PHI na rozstajach. Myślę, że czekają ich spore zmiany strukturalne i lata pogrążenie w przeciętności.  Rok temu perspektywy były bardziej optymistyczne.

NYK bez przełomu. I to chyba cieszy.

C. Anthony  - raubritter – Pan Zamku na Linii. Ale, żeby tak potraktować Spencerka łokciem w tył głowy? Się nie godzi Panie Bracie. Przecież Hawes to taka poczciwina, która w dokumencie o Yeti mogłaby robić za dublera w dokręcanych scenach o życiu intymnym tych ssaków. Można nie lubić Animal Planet Melo, ale żeby aż tak?

I. Shumpert – pozytywne jest to, że się wyrównał i odchwaścił na głowie, dzięki czemu nadal wygląda jak spod igły w stogu siana.            

T. Chandler –Biały Rycerz – obrońca niewiast i uciśnionych sierot. Atak pomocniczy w postaci rzucenia się z łapami na biednego Spencera był naprawdę wzruszający. Cześć księżniczki Karmelity została uratowana.  

R. Felton – balansuje na granicy nienazwania.

J. Kidd – temu Panu dziękujemy. Za teraz i z góry za najbliższe dwa lata też.

J.R. Smith – wygrał mecz, który w 4Q zaczął się nieprzyjemnie tlić. Przytomność umysłu, umiejętność podejmowania trafnych decyzji, wyrachowany geniusz. Nie wiem, czy ta laudacja ma jakiś sens? Trąci truizmem i banałem.

A. Stoudemire  - PHI nie była gotowa na zderzenie się z jego wczorajszą nieomylnością. szturmowca Imperium.

S. Novak – nie rzucał. I również nie na kolana.  

P. Prigioni – w 12 min. miał więcej asyst niż R. Felton w 36...

10:05, znykajacy
Link Komentarze (25) »
sobota, 23 lutego 2013

Martwię się.

Zdaje się, że utraciliśmy elektorat Wierzących. Gdzie jesteście piewcy apoteozy sukcesu NYK? Misjonarze religii spod znaku jabłka? Gdzie skryło się zawezwanie do boju „Go NYK go”? Gdzie są Ci, którzy idą w awangardzie drwiny z przeciwników? Kpiny z prowincjonalnych drużyn, w których szatniach czuć siano i obrok?

Ssiecie w bezsilności zbolałą od walenia w stół łapę? Zagryzacie sczerniałe od przekleństw języki? Z trudem otwieracie zbolałe od zamykania powieki?

Opowiedzcie coś o sobie. Niech uwiedzie nas Wasza historia.

Łączę się w bólu. Zalecam kąpiele aromatyczne.  

Ale, ale. Przecież pojawia się – argument ostateczny. Ryba została wyrzucona do wody i na starczą krypę – wchodzi szyper K. Martin. Człowiek, który przechyli koło sterowe naprzeciw burzom naprzeciw szańcom. Rzuci wyzwanie rozszalałemu morzu. No tak jest to argument, przed którym Niewierzący będą musieli ustąpić. Nie znajduję odpowiedzi ponad tę, że facet ma 35 lat i w tym sezonie jeszcze nie postawił snikersa na parkiecie. Średnia wieku NYK skoczyła znowu tak o dwa lata…

Wczoraj mecz komentował Earl „The Pearl” Monroe – więc cały mecz zdenerwowany czekałem aż M. Breen oświadczy, że powodem nieobecności Clyde’a za stołem mikserskim był jego powrót do rutyny treningowej. Na razie trzymają tę informację w tajemnicy.

Ale jest tragedia, co? Jacek Kaczmarski zapytałby – co się stało z naszą klasą?

Nie ma zespołu. Nastąpiła jakąś totalna atomizacja. Na boisku zderzają się w nieładzie zagubione elektrony. Trener patrzy i otwiera oczy. Ale nie potrafi zapanować nad tym chaosem. Nie umie podłączyć do prądu. Co raz częściej Trener Woo patrzy na wydarzenia z szeroko otwartymi ustami. Zatchnięty w pół oddechu. Może asystent Todd powinien pacnąć go w plecy?

A BKN depcze po piętach. Gdyby dziś wygrali w HOU poziom wody pomiędzy przęsłami Brooklyn Bridge by się wyrównał. Walka o prymat w mieście trwa…

Wczoraj to jeszcze nie wyglądało tak tragiczne. NYK bounced back. Seriously. W relacji do meczu z IND wyglądali jak kandydaci na mistrzów PLK. Momentami były świetne akcje w obronie w których TOR z trudem wstawali z ławki  – ale momentami zdarzał się Novak. Nie starcza siły na grę defensywną na całym obszarze boiska z taką intensywnością jak miało to miejsce na początku sezonu. Czy można się dziwić? Czterdziestoletni faceci to mogą w weekend przyjść na gym i zagrać partyjkę w pokerka na guziki a nie uganiać się przez dziesiąt minut z piłka w pojedynku, ze swoim synami. To jest nie ta kategoria wiekowa.  

Ofensywa czka. Głównym winowajcą te go stanu rzeczy jest R. Felton, który zapomniał, na czym polega jego rola na boisku. Sukces NYK to była dobra aprowizacja piłki, spacing. Kiedy tego nie ma są tendencje do gry w gorącego kartofla – którym staje się Melo albo JR Smith. Tak to można wygrać grę jedną drugą grę, a nie siedmiomeczową kampanię.

Mam nadzieję, że łowiska już wybrane.

TOR to pewnie najbardziej gorących tematów NBA ostatniej tercji sezonu. Czy zdąża, czy dadzą radę? Chciałbym. Obiektywnie trudno im nie kibicować, zwłaszcza, jeżeli alternatywą są Koźlarki. Kanada zasługuje na coś więcej niż hokej i wieczną zmarzlinę. R. Gay ich natchnął. Są 7-3 od transferu. Jego występ w 3Q przyćmił ognie na kandelabrach.

I. Shumpert –Klombik mu się zwichrzył. Ktoś powinien przysiąść się do niego z sekatorem. Koszykarsko ociera się o niebyt. Patrzeć hadko…

C. Anthony – stracił rzut z dystansu. Jest jak bohaterowie z wierszyka o rzepce. Ciągnie i ciągnie uciągnąć nie może. Statystycznie błyskotliwie, ale pasem transmisyjnym drużyny to on nigdy nie będzie.

T. Chandler – Minas Morgul w obronie. W ataku jakaś straszna krwawiącą niemocą wybroczyna. Kiedy on ostatnio dostał jakieś podanie do miski?

R. Felton – jeśli nie otrzeźwieje pociągnie NYK na dno. Oby.

J. Kidd – statystycznie w połowie drogi do triple double.

J.R. Smith – miał lepszy moment. On i STAT przywrócili wiarę w to, że jesteśmy na równi z TOR. Była to wiara płonna. Nieoparta na analizie fundamentalnej.

A. Stoudemire - 14 pkt. 6 zb. –statystycznie zameldował wykonanie zadania. Na więcej już go stać nie będzie. Tak odchodzą w niebyt najwięksi… Umierają stojąc. Tyle, że Amare już się zwalił.

S. Novak – znowu po ręce podrapał go kot albo zaczytał się w Harry’m Potterze i przeżywa fascynację Voldemortem (czary z krwi?). Wyznacza nowe kanony śmieszności defensywnej. Czy on ma zdolność transferowalną?

P. Prigioni – o boszszsz TO rzuciło! Argentyna oszalała. Zorganizują dla niego alternatywny ASG – Argentinian Shooting Game.

----

Epitafium dla Flądry

"Rybko chyża, rybko śmiała

Już się z nami napływałaś

Wolność morza Ci zwrócona

Tylko nie gnij… od ogona…"



11:17, znykajacy
Link Komentarze (21) »
czwartek, 21 lutego 2013

Są takie mecze, które na mapie sezonu nie wychodzą. Są obiektywnie katastrofalne. Kiedy nic nikomu nie wychodzi a zmiana prowadzenie następuje tylko raz. Z 0-0. Do tego rodzi się frustracja, faule, przewinienia techniczne (STAT rzucający goglami, JR Smith łokciujący się ze Stephensonem i wrzeszczący na sędziów. Nawet Jim Todd chciał zlać Trenera V). a przeciwnicy grają wszystko dobijając kolejne dziesiątki punktów przy totalnej apatii i boiskowej atrofii.

Panowie więcej pokory i szacunku dla przeciwników. Mniej nerwów.

Można by taki mecz zamieść pod dywan i powiedzieć. Zdarza się. Nawet najlepszym (?).

I być może to by wystarczyło za dzisiejsze poranne rozważania do rogalika i kawy.

Ale...

Nie sposób nie zatrzymać się i nie spojrzeć pustymi oczami na płynącą rzekę i zadać dwóch pytań, które wymagają odpowiedzi:

1) Z czego ma się brać zdobywanie punktów piątki składającej się z Zelazkogłowego, Pucusia, Pączusia, Bersekera raz Człowieka, który w raz dwa trzy Baba jaga patrzy byłyby absolutnym mistrzem świata? Jaki jest impuls i alternatywa z ławki?

Melo. Człowiek którego, nie sposób powstrzymać, ale jak się okazuje można skutecznie umęczyć. P. George nie ma siły, gabarytu i wędzidła, żeby okiełznać tę puchatą bestię. Ale... ma wystarczająco dużo uporu, zawziętości i młodzieńczego entuzjazmu, żeby utruć Anthony’ego na tyle, że każdy rzut i sytuację Melo musi sobie wyrąbać maczetą jak Pałkiewicz szukający legendarnych źródeł Amazonki. Kto druga opcją? R. Felton? Ok. No tak czasem coś wbiegnie po kosz szybkim truchtem rączego warchlaka. Ale rzutowo tak z półdystansu i dystansu to już bym na niego nie liczył, bo gość zaczął pikować głową do poziomu skuteczności, w którym z przodu pojawia się trójka. Jego odpalenia to są te akcje ofensywne, które przeciwnicy NYK chcą bardzo oglądać. I. Shumpert niestety markuje grę ataku. Robi takie przykuce i hołupce jakby miał wystartować w regionalnym festiwalu ludowym w konkursie obertasa. Jest zawahany. Daje się wyprzedzać. Nie tworzy żadnej wartości dodanej. T. Chandler – jak mu się nie dogra piłki w okolice nozdrzy to nie zje (wczoraj trafił jump shota!!!). J. Kidd ofensywnie zmarł jakieś 10 gier temu i jego ciało porusza się już na lawecie. Zmiennicy. W połowie 1Q wchodzi STAT – który wygląda bardziej przygnębiająco niż Koszałek Opałek tańczący pogo. Ma zagrania, ale systemowo nie wnosi niczego, na czym można by zbudować przewagę. No i trzeba mu podać w tempo bo bez tego to na ogół ćwiczy zagrania predestynujące do gry w siatkonogę.  JR Smith jest sinusoidalny i opieranie ofensywy na nim jest podobne do rzutu monetą w ciemnym zaułku. Krajan S. Novak –czasem trafia rzut lub trzy, ale zasadniczo wystarczy się do niego przypiąć agrafką i ma się go z głowy. Reszta drużyny to ofensywny żart i do tego nieśmieszny. Ich występy ocierają się o błąd statystyczny. James „Dreamliner” White ciągle leci (po występie w ASG nadal podają mu dożylnie tlen), R. Brewer zakrzywia rzutem grawitację, P. Prigoni jest niepoprawnym altruistą, który odejmie sobie od ust ostatni rzut, byle tylko się podzielić z bliźnim, a C. Copeland jest solistą tyle, że bez głosu. Tak to wygląda. Bez złośliwości. Nie ma kto palić w piecu.

2)  Gdzie jest obrona z początku sezonu?

Nie ma. Poszła sobie. Wczoraj to było porażające. Różnica w tym zakresie w relacji do IND kosmiczna. Kilku klas. Można policzyć na palcach jednej ręki, ile NYK mieli sytuacji, w których rozerwali obronę, rozprowadzili Pacers w taki sposób, że Indianie wyglądali jak śniegowe bałwanki. Obrona środka przestała istnieć. Nie ma wzrostu i siły. Wypaleni słońcem. Bez siły. T. Chandler wszystkiego nie obskoczy, a Melo jest zbyt zmęczony wyrębem drewna w ataku by miał siłę toczyć boje w obronie. K. Thomas jest zawodnikiem, który sprawia, że na boisku jest pięciu graczy. Ale po za tą rolą regulaminową – nie pełni już żadnej innej funkcji – może poza byciem lokalnym boiskowym mordercą a STAT o obronie dowiedział się niedawno w czasie oglądania filmu o Westerplatte. Obrona parametralna została gdzieś na taśmach VHS w zeszłym roku. R. Brewer spłaszczył się grzbietobrzusznie, Shump gra z hantlami przytwierdzonymi do kostek. R. Felton się stara, ale zasadniczo nie nadąża i jego obrona sprowadza się do paraliżowania wzrokiem pleców przeciwnika. Mistrz Yoda nie byłby dumny.

NYK mają dość. Fizycznie są na jakimś drugim oddechu kaczuchy. Czekam na pierwsze kwasik w szatni (choć mając JR w szatni to może nie być ten pierwszy raz). Gdyby to był lock-out season... I NYK wchodziliby w play offy tak przy stanie 18-5. Hmmm... Można by spekulować, poważnie się zastanawiać, budować zamki z piasku...

Pytanie z czego nalać i gdzie czerpać nadzieję? Co się może zmienić? Nie widzę jutrzenki? Grafik trudny. Perspektywy nędzne. Czekamy. Zacieramy rączki. Jest tak jak lubimy.


PS. Czekamy na opinię naszego speca od IND.

NYK a transferdeadline

NYK są zabetonowani. Zmiany, które można zrobić przypominają ostatnie roszady w rządzie. Można przestawić coś wewnętrznie – ale korpus pozostanie nienaruszony. Nie wierzę, że ktoś chciałbym wziąć STATa. Chyba, żeby przerobić go na termofor.

NYK nie mają jednak czasu. Jeżeli jest jakieś window of opportuinity to jest ono teraz. Zastanawianie się nad przyszłością i tym czy np. Iman będzie za pięć lat gwiazdą ligi nie ma sensu. Kazus trochę podobny do J. Lina. Jeżeli jest coś na stoleco obiektywnie wzmacnia NYK i w paczce w druga stronę ma znaleźć się Flowerbed to jest to moment, w którym G. Grunwald powinien nacisnąć przycisk – proceed to the gate. Tak powinien rozumować każdy Wierzący. Jeżeli tytuł jest na stole – albo szansa na jego zdobycie – to trzeba usunąć wszelkie przeszkody, które utrudniają jego zdobycie. Niestety Iman na dzień dzisiejszy jest kłodą u nogi.

NYK potrzebują na cito czegoś dużego pod kosz. Może być nawet szafa gdańska. Np. J. O’Neal za np. drugorundowy pick w drafcie? Kto jest za?

Patrzymy.

Gdyby coś się działo będę updatował.

----

Bracia Morrisowie – razem. Widać w HOU nie byli w stanie znieść płaczu i rachunków za telefon do PHX.

11:05, znykajacy
Link Komentarze (21) »
czwartek, 14 lutego 2013

„Can you sneak out of Town with a „dablju”?” (Matt Devlin)

Jest prawie połowa lutego, takie małe 2/3 sezonu za nami, a NYK grają dopiero pierwszy mecz z ekipą z Triasu. Mam wrażenie, że to ostatni team na Wschodzie, którego redakcyjne oko jeszcze nie widziało.

To był dzień Landry’ego Fields’a.

Po pierwsze przyjazd do Miasta z prowincji musiał zaszklić jego źrenicę mgiełką wilgoci.

Po drugie Landry wczoraj zawiązał sobie pętlę na szyję, bo się oświadczył z zamiarem ożenku. To ważny dzień w życiu każdego mężczyzny. Był w tym swoim samobójstwie strasznie kreatywny. Zrobił sobie zdjęcie w automacie do kawy i połączył w animację w ciekawy fotoplastykon. Dziewczyna dostała cyrkonię wielkości ząbka czosnku. Strasznie się nakręciła. Jest mnóstwo wykrzykników tweetów w necie o tym fakcie etc. Ciekawe, czy do kolacyjnego kotleta grał im Nagi Cowboy?

I żyli długo i szczęśliwe. Patrzę na tę jego wybrankę (Elaine Alden) i nie wiem czy mu zazdrościć czy żałować. Wygląd Pameli Anderson po liftingu, ciało chyba już w znacznej mierze składające się z silikonu i żywicy epoksydowej. Mam wrażenie, że botoks uniemożliwia jest zwarcie warg. Myślicie, że Gotrat miał by do niej start na swoją bemekę?

Po trzecie – on tego Melo to lubi, ale trochę inaczej. I zdaje się obiecał wybrance, że dziś zgasi nad Anthony’m światło w toalecie a potem jeszcze spuści pod nim wodę i przyniesie do jej wezgłowia jego hajdawery.

Po czwarte - nie brakuje mi go...

TOR to naprawdę ciekawe chłopaki. Ten Gay rzeczywiście wprowadził tam niezłą wesołość. Do tego lekko przysadzisty K. Lowry o udach wieloryba – (czego on tak pyszczy?), wiecznie młody, wiecznie rokujący nadzieje Rożenek, oprychowaty Butrym – Valanciunas, kwadratowy Amir Johnson o motoryce Kubusia Puchatka zrobionego ze stali, A. Anderson – dziecko siedmiorga talentów, Król Łukasz III – władca odpadów minutowych, T. Ross – przyszła piękny kwiat. Jeżeli jeszcze uda się upchnąć gdzieś do lasu to żywe srebro – Andrzeja Nagrzanego za jakieś ciekawe aktywo (może taki Corey Maggette – trochę żartuję) to może to być nowa siła na Wschodzie? W tym roku już chyba nie zdążą, ale o miejsce nr 9 powinni zawalczyć.

Tyle, że cała ta Kanada taka mało medialna. Może stanowić przystanek Alaska w karierze (V. Carter, T. McGrady, C. Bosh) ale, żeby ktoś tam chciał stawiać coś więcej niż biwak? Dla pasjonatów mchów, porostów i kolei Transkanadyjskiej.

Wczorajszy mecz taki w klimacie play off (teza Leo Rautinsa), ściepa, walka, nieskuteczność. Czyli dokładnie to, czego nie powinno oglądać się w Walentynki razem z połowicą. W 1Q – oba zespoły na 11-40. TOR wytrzymało. NYK odpadli. Paradoksalnie oba zespoły były lepsze za trzy niż za dwa. Jest się nad czym zastanawiać trenerze Woo.

C. Anthony – przyszły Pan Młody rzucił w niego muchą, ale nie sądzę, żeby zaprosił go na wieczór kawalerski. Takiego popisu indolencji i frustracji to nie było już dawno. Na szczęście R. Gay nie był lepszy, więc można powiedzieć, że gwiazdy zneutralizowały się w beznadziei. R. Guerin znowu oddycha bez respiratora.

I. Shumpert – może ze dwa razy przebiegł parkiet w sposób, który daje widoki powodzenia na przyszłość na coś więcej niż mistrz scrabbli klombów ogrodowych. Kogo byście wybrali? Jego czy Fieldsa?

T. Chandler – coś tam było, ale namiętnością mnie dziś nie zaraził.

R. Felton – żył z kreski. Z gry był pod kreską. Wciągnął prawie 42 min. Ma prawie tydzień, żeby ochłonąć. Może nie dać rady.

J. Kidd - z tych zer w tym sezonie można by stworzyć łańcuch czystych serc.

A. Stoudemire mecz zagrany w betonowych trampkach. On się nie posuwał. On człapał. Wyglądał tak jakby sobie zaparzył pachwiny. Zdaje się, że moment gry na świeżości ma już za sobą. Teraz zaczyna brakować tlenu.

J.R. Smith – jedyny, który otarł się o rzutową przyzwoitość. Tego co powinien był trafić nie trafił. Ale na nikogo nie położył ręcznika.

S. Novak – incydentalnie dobry, w obronie pachołek roku. Wymieniam Novaka za Rindoura nawet przed wizytą u ortodonty.

P. Prigioni – uwiąd starczy. I starczy.

----

PS. Spotykamy się po ASG – czyli White król szybkiego wsadu, Novak – mistrz t(h)reesome, a Melo – ze statuetką Największego.

Kochajcie się. Naprawdę warto.



11:25, znykajacy
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 11 lutego 2013

Mecz, w którym liczbą podtekstów można by wytapetować kilka pięter Pałacu Kultury.

Po pierwsze może najmniej istotny związany z trenerem Woo, który w swojej karierze zawodniczej był podstrzygaczem owiec przez dwa sezony, a stawiana wczoraj przez komentatorów teza sugerowała, że był liderem, przywódcą tej trupy, której nazwisk nie wymieniłby sam Billy Crystal.

Po drugie w barwach LAC gra C. Billups, którego NYK uczynili liderem, mentorem i przewodnikiem, usypali kopiec z dolarów, żeby na koniec pokazać mu drzwi bo, ktoś się po głowie podrapał, że T. Chandler jest jednak bardziej mięsny niż wyżyłowany Czosio. Ten ruch na pewno uczynił Billupsa bogatym człowiekiem, ale też z pewnością podrażnił ambicję. Jego mistrza 2004 potraktowano jak dzieciaka, którego czarny sweter odpędza od witryny z zabawkami bo brudzi nosem szybkę.

Po trzecie J. Crawford – człowiek, którego Trener MDA wymienił lekką ręką za bohatera głębin morskich – jamochłona zasysacza – Ala Harringtona. Tam też ciągle w żyłach burzy się Jamalowi czarna krew. Lubi ukąsić za dawne krzywdy. Jego osobista vendetta.

Po czwartemecz LAL i NYK to korespondencyjny pojedynek potencjalnych kandydatów do nagrody Szóstego Gracza – JR „Mrocznego Jeźdźca Bez Głowy” Smitha oraz właśnie Jamala „Tęczowej Trajektorii” Crawforda.

Po piąte w szeregach Owczych Fryzjerów gra obecnie nasz pupil – wielka gęba R. Turiaf.

Po szóstew głowie ciągle szumi toast na ślubie Melo – nową trójkę urządzimy. CP3 już chyba otrzeźwiał, bąble poszły nosem a przystawki okazały się niestawne. Cóż. Ta koncepcja raczej przepadła. Szkoda?

Po siódme – S. Novak miał także jakieś swoje rany do uleczenia w pojedynku z dawnym zespołem. Mało kto o tym pamięta, że go stamtąd kijem i psami wygonili. Nie poznali się na jego talencie? A może właśnie o zgrozo tak??? Na pewno miał coś do udowodnienia. Biedaczek nie zdążył.

Powiem tak. Obejrzałem w tym sezonie już kilkanaście meczy LAC. Ciągle się nie podniecam (do licha to przecież Clippersi najbardziej zdegenerowana drużyna w historii tej ligii) i w tym co powiem nie ma nic odkrywczego. Nie ma obecnie drugiego takiego zespołu, który dysponowałby taką głębią i możliwością kombinacji personalnej jak LAC. Ich druga piątką mogłaby być starting five w przynajmniej kilku drużynach NBA. Jeżeli Clippers nie znajdą się w finale Zachodu będzie to wyłącznie wina Trenera VDN – który nie potrafi poskładać wszystkich klocków. A w tym zakresie robi się naprawdę niełatwo, bo do pewnej sprawności wrócili G. Hill i Ch. Billups. LAC osiągnęli pełną zdolność bojową i są gotowi na pełne zanurzenie. Kto wie czy to właśnie nadmierne bogactwo nie doprowadzi ich do przedwczesnego upadku. Być może trzeba trochę odchudzić ambicje i zrobić transfer tych najbardziej niepokornych? Lansuję od lata tezę, że ten sezon jest ostatnim trenera Del Negro jako coacha LAC. Co by nie powiedzieć, jest on najsłabszym ogniwem tej maszyny. I najłatwiej wymienialnym. Kto następcą?

Spotkanie przez trzy kwarty toczyło się pod dyktando LAC, którzy prowadzili grę na takim dzesięcio punktowym buforze. Letnio było. W 4Q to się wyrównało i kiedy wydawało się, że gra zaczyna się na nowo LAC robią run z niczego - 19-5 i wychodzą na prowadzenie 92-78 na pięć minut do końca spotkania. NYK mają chwilę szarpnięcia, które daje powody do zakiełkowania nadziei w sercach Wierzących. LAC biorą czas – i niszczą NYK 10-2 w ostatnich trzech minutach spotkania. Knicks nawet nie kwiknęli. LAC wystudzili na zimno rozpalone głowy.

C. Anthony – gdyby nie on mecz zakończyłby się blowoutem. LAC nie mieli żadnej odpowiedzi na jego popisy. Próbowali go szachować, podwajać, uprzykrzać życie. Bezskutecznie. Tyle, że w końcówce znowu była „piłka parzy” i wszystkie oczy na Melo. To jest permanentna słabość tej drużyny.

I. Shumpert – ja jestem gotów się złożyć na ten bilet do PHX. I może to być bilet tramwajowy. Jeżeli ktoś miał jakieś wątpliwości, co do jego obecnej przydatności do gry, wkładu w wymarzone mistrzostwo to chyba dostał naprawdę jasną i czytelną odpowiedź. Był jak PKP w Terespolu– wiecznie spóźniony. Dwa kroki za każdym z rozgrywających LAC. CP3 jechał z nim jak z taczką koziego łajna. Może czas pomyśleć bardziej serio o tej karierze fryzjerskiej?

T. Chandler –kręcił. się D. Jordan nie oddał rzutu. Tak się bał.

R. Felton – kiedy dostał dzwona z łokcia od STATa w szczękę a potem zderzył się z krągłą piersią Odoma tak, że kręgi szyjne wygięły się w nienaturalny sposób wszystkim Wierzącym chyba lekko spotniały ręce. Niestety powstał. Pierwszy występ od kilku spotkań, w którym ofensywnie był czymś więcej niż kawałkiem tektury przewiązanej snopowiązałką.

J. Kidd - latawce, dmuchawce, wiatr. Sugeruję tężnie w Ciechocinku.

J.R. Smith – w pojedynku z J. Crawfordem o miano tego pierwszego wśród drugich zdobył zaszczytny brązowy medal. Przegrał dodatkowo, nieco jakby z rozpędu z E. Bledsoe. (Moim zdaniem drugi rozgrywający LAC będzie przed Mrocznym Lordem w generalnej punktacji na koniec sezonu). Dawno już nie było takiego zaczadzenia spaczeniem. Niech ten stan trwa.

A. Stoudemire - takie lelum plelum na -19 w pluso minusach. Z gry wyglądało to lepiej niż zapisało się w statystykach. A te podobno nie kłamią. Wierzący mogą mówić, że gdyby nie ruszył cylindra po rzucie Melo mogło się coś zadziać. Nie dajcie się omamić. Nie było zamachu.

S. Novak – 6 min,. w których nie wiem czy chociaż raz miał piłkę w dłoniach. Wycięty z gry jak kawałek uschniętej brzozy.

P. Prigioni –jemu zalecam sanatorium w Krynicy Górskiej. Stan przedagonalny.

K. Thomas – patent na R. Brewera. 8 sekundowy lot komety.

11:30, znykajacy
Link Komentarze (21) »
sobota, 09 lutego 2013

Wczoraj wieczorem nie mogłem się zdecydować. Graliśmy już w tym sezonie z MIN, czy nie? Skrobałem się po wyliniałej czuprynie i nie mogłem dociec prawdy. Wreszcie spotniały, wrzuciłem w googlu. No i wyskoczył mi 23 grudnia 2012. 19 pkt. w 4Q. I od razu sobie przypomniałem sobie, dlaczego zapomniałem... Wypieram te występy z pamięci. Dla mnie ten mecz się nie zdarzył.  

Dzisiejszego meczu też nie zaksięguję na długo. Spalę jak „takie tam szpargały” na wysypisku.

Mecz był dobry. Równy. Nie odjechany. W żadną stronę. MIN mimo braku białych kłów (Love i AK-47) z czarnymi uzupełnieniami kąsali aż miło, do czasu, kiedy Miś-Patyś nie wszedł w swój wilczy mode. Pogromca zwierząt i okolic. Ukradł głodnemu wilkowi parówkę. To nie fair. Niech ktoś wreszcie zadzwoni do Greenpeace. Proszę.

Trudno jest jednak wygrać mecz jak się trafia 1-13 za trzy i do tego pudłuje 8 rzutów wolnych. Szkoda. Bo MIN zasługują na więcej niż np. LAL.

PS. Kto obstawia, że L. Rindour będzie gorącym kartoflem transferowym NYK w offseasonie?

Teza 1 – back court MIN (LR i RR) jest lepszy niż back court NYK (RF i JK).

Teza 2 – MIN ma lepszy skład niż NYK – minus Melo.

I. Shumpert –Człowiek z kepi na głowie skonfronotwał się wczoraj z człowiekiem z baranicą na głowie (M. Gelable??? - to chyba jedyny facet na nba.com w koszulce Sonicks). Jeden murzyn. Dwa ujęcia tematu. Wizażyści oszaleli. A tak poważnie? Bracie gdzie jesteś?

C. Anthony – nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka. Czekamy na tego, co go poniesie. Proponuję utartą drogą do gajowego. Był tak dobry, że szkoda strzępić pazury.

T. Chandler – znowu lekko podpeklowany. Drugi mecz, w którym nie poradził sobie z bałkańską cysterną przewożącą beton towarowy. Im bardziej center jest zaradny w ofensywie tym bardziej Chenio robi się za nogę od stołu. Prawidłowość? Czy moja fantazja?

R. Felton – kolejny występ, w którym wyglądał jakby ciągnął za sobą kuchnię polową przez bagno.

J. Kidd – no wreszcie. Przekroczył granice 12.000 asyst. Czekaliśmy już od kilku tygodni. Wiązanki gratulacyjne zamawiano już od miesiąca. I ciągle lądowały w koszu. Tyle, że w Twin Cities z kwiatami jest kłopot. W nagrodę ma dostać kosz podsuszanych wędlin. Spójrzcie na jego statystki z ostatnich 7 gier. To jest jakieś 12% z gry, 7% za trzy, ćwierć asysty. Facet potrzebuje miesięcznego pitstopu w formalinie.  

J.R. Smith – jak zwykle. Biedził cały mecz, żeby sobie na koniec przypomnieć, że musi mieć swoje

A. Stoudemire – się tam zbulwersował na biednego Bogu ducha winnego G. Stiemsme. Jak się nie je mięsa, to trzeba być odpornym na zaczepki w stylu – Gdzie Twój paśnik Bambi? Widocznie dostaje owies w korytku. Czy STAT może jeszcze zawalczyć do nagrodę szóstaka roku?

S. Novak – zmienił pole rażenia. Oddał trzy rzuty za dwa. To chyba jego rekord kariery. Nie wiem czy to dobry pomysł tak się defasonować, zwłaszcza że zostało się wyselekcjonowanym do konkursu rzutów za trzy. Ale może to taka zmyłka i tak naprawdę wystartuje w konkursie wsadów? Na razie zbliżył się do kosza na odległość wiorsty.

P. Prigioni – on też wygląda na takiego, któremu regular season zaczął zjadać własne mięśnie. 10 min. produktywności szlifierki nie podłączonej do prądu.

K. Thomas – Tomek na tropach Yeti. Szedł po własnych śladach i... wszedł na samego siebie…

W niedzielę LAC. Jak dojadą.

09:17, znykajacy
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje