RSS
piątek, 31 grudnia 2010

Nie ukrywam, ze jestem poruszony ostatnim ruchem transferowym ORL i widzialem wszystkie ostatnie szesc meczy po wielkim przewrocie kopernikanskim. Trzeba powiedziec, ze Otis Smith i caly panel wlascicielski musial miec jak to mowia Rosjanie gutts, zeby powiedziec – Panowie w tym skladzie osobowym – z Carterem i Lewisem nie mamy szansy przebic sie na wschodzi wyzej niz trzecie miejsce. Idziemy absolutnie donikad i czas temu pochodowi powiedziec stanowcze stop. Jak bardzo trzeba byc zdesperowanym, zeby wziac Arenasa i przyznac sie do bledu w sprawie Hedo Turkoglu (w tej sprawie trzeba byc tez troche naiwnym wierzac ze Turek wroci do gry sprzed dwoch lat), oraz szalonym, zeby wziac Richardsona, ktory w moim przekonaniu o obronie slyszal tylko wtedy kiedy kibice skanduja D-fence. Ale... na razie to dziala. To tez kwestia tego, ze Bass, Reddick i Anderson zrobili step up i sa bardzo wartosciowymi zawodnikami/zmiennikami. Jestem ciekaw dokad to wszystko zaprowadzi ORL. Przekonamy sie za kilka miesiecy. Pewne jest, ze przebudowa jest jeszcze nie skonczona. Na walke z BOS Otis Smith musi znalezc wiecej miesa – dlatego wszyscy placza za Marcinem (naprawde nie ma meczu, zeby ktos nie plakal za naszym rodakiem). Tylko pytanie jaka jest cena za np. Camby’ego? Co jeszcze trzeba oddac z tego co jest... Oczywiscie ten ruch kadrowy jest spojrzeniem w przyszlosc. Wlasciciele ORL nie moga dopuscic do tego, zeby sezon 2011/2012 byl ostatnim sezonem Dwighta w barwach Magic. Trzeba zrobic wszystko by nie powtorzyla sie historia sprzed dekady z niejakim Shaq’iem.

Poczatek meczu (pierwsze dwie kwarty) byl strasznie „clumsiawy” i farfoclowaty. Niecelne rzuty, straty. Wielki plus dla NYK, za powstrzymywanie w ataku Howarda. Przez najblizsze lata pojedynki z ORL to bedzie starcie najlepszego centra swiata z najlepszym nie-centrem centrem swiata. Starcie niemal epickie. Gladiatorskie. Kiedy spinaja sie w zapasniczym uscisku slychac az trzeszcza kosci, ugina sie parkiet i zamiera oddech gawiedzi... Wszyscy zamieraja w bezglosnym rozdziawieniu... I mam nadzieje, ze ta rywalizacja stanie sie historyczna... Podwajanie i naciskanie tej bestii powodowalo, ze Howard nie trafial z czystych podkoszowych pozycji. A przygnebiony czterema czy piecioma takimi sytuacjami popelnil faul techniczno-frustracyjny. Ostatecznie w 1H Howard byl 2-11. Rewelacja. W 2H to sie juz za bardzo nie udawalo glownie dlatego ze STAT mial problemy z faulami.

Roznica w tym pojedynku byla jednak taka, ze ORL jako druzyna moze obyc sie na dluzsza mete bez Howarda a NYK bez STATa nie istnieja. Dlatego mysle, ze Stan Van Gundy zgodzilby sie w ciemno na propozycje gry bez Dwighta tak dlugo jak NYK trzymaliby w szatni STATa...

Mimo tego sukcesu defensywnego z Howardem, nie udalo sie obronic deski – sam Superman mial 9 zbiorek w ataku – 18 lacznie. W sumie zbiorkowa deklasacja 51-35. Spotkanie srednio emocjonujace. Najpierw NYK jakby mocniej aparli. Potem totalna niemoc w 2Q, ktora konczy sie 20 pkt przewaga ORL a potem przez 3 i 4Q taka walka o odrobienie strat. Ale bez jakis wielkich uniesien i zaangazowania... Na 4 min. do konca bylo co prawda 98-96 dla ORL... Tyle ze ORL dorzucilo jeszcze 14 pkt. a NYK tylko 5. Zabraklo wiary i umiejetnosci... A ORL raczej nie beda slabsi niz byli wczoraj, wiec szanse na ich pokonanie w tym sezonie nie wydaja sie wysokie...

W. Chandler – 45 min. Gra wspaniale. Równo. Jego arsenal gry w ataku ma przynajmniej kilka opcji. Jest wielki postep. I najwazniejsze jest to, ze jest systematyczny. Rowny i konsekwentny. Moze brakuje zawsze takiej kropki nad „i” w 4Q, ale ten poziom to domena STATa i nikt nie ma odwagi odebrac mu wtedy pilki. Dobrze wchodzi w mecz i ciagnie wynik. Do tego 9 zb. 2 blk. Czy DEN kupi ten jego step up? I wonder...

D. Gallinari przeciwienstwo Chandlera. U niego rozgrzewka przeciaga sie ostatnio na dwie pierwsze kwarty. Statystuje. Przestal rzucac, nie jest juz pazerny na pilke. 5 rzutow w 41 min.? Taki Jeffries mial wiecej... Probuje szukac punktow przy wejsciach i rzucajac wolne. Troche malawo. Znowu zrobil sie pinokiowaty. Nie wiem, czy to nie jest czesc on machiawelicznego planu tzw. wariant na Di Steffano. Gram slabo – nikt mnie nie wezmie... A „gwarantke” kontraktu na nastepny rok juz mam. To Wilson musi walczyc o pieniadze, bo mu nie zrobili przedluzki... Moj Tata Geppetto mnie nie odda...

A. Stoudemire – ograniczony przez faule. Musial przyspieszyc, zeby zdobyc te swoje 30 pkt przy krotszym czasie gry. Pan Czwarta Kwarta znowu „pushed pedal to the metal” wrzucajac 16 pkt w ostatnich 12 min. przy skutecznosci 6 na 7. Howard mial z nim naprawde ciezka przeprawe. Nie wiem kto byl lepszy w tym pojedynku tytanow. Remis ze wskazaniem na Howarda. Chyba. 30 min. bez straty. To sie prawie nie zdarza. 4 bloki. Jak zawsze zabraklo troche zbiorek.

L. Fields – jakis dolek? Chyba najslabszy mecz naszego czlowieka kleja. Niestety Czarny Piotrus z gry. 4 zb., 2 ast. Wyglada tak jakby zaczela mu ciazyc presja jednego z najlepszych pickow w drafcie. Gra na alibi jakby nie chcial popelnic bledu... A moze to liga zaczyna go juz rozpoznawac i chlopak dostaje special treatment? Nie wydaje mi sie. Troche nam sie Fields... sfielcowal… Oby to byl stan przemijalny...

R. Felton mam wrazenie, ze Ray uwierzyl, ze jest opcja w ataku. Cudownym strzelcem. Ja i moj buddy Amare zdobedziemy caly swiat. Ho ho ho. Tymczasem, co raz czesciej przytrafiaja mu sie mecze gdzie jego gra ofensywna zaczyna ciazyc druzynie i decyduje o ostatecznym wyniku. Za duzo rzuca. 22 proby? Tyle ile STAT? Tylko 6 celnych? Polowe rzutow powinien oddac Gallo. Ktos powinien usiasc i to rozpisac na kartce. Nadal 40 min. Malo efektywnie wykorzystanych. Az 6 strat.

S. Williams – dobry mecz. Twardo i nieustepliwie w obronie, skutecznie w ofensywie. W pluso/minusach – 18. Zeby nie bylo za slodko. I co Panie Felton. W 7 rzutach mozna zrobic to samo, co Pan w 22... Czyzby chcial awansowac w hierarchii i dostac jakies samodzielne stanowisko pracy? Nie potrafie sie wzbudzic emocjaonalnie jego postacia, gra... Ot roles.

T. Douglas – znowu odwiedzil go Aniol. Toney trafisz wszystkie rzuty w 4Q. I faktycznie. 2-2. 20 min. 1 ast. Drugi PG potrzebny od zaraz. Ale czy Rindour to jest to? Za Randolpha? Wydaje sie, ze troche za duzo... A moze zawalczyc o Rubio? Marzenia...

R. Turiaf – 6 min. 2 zb. O co chodzi? Kto mi powie?

B. Walker – wladca podziemnych komnat dostal szanse na kolejnego questa. Jego zadanie, pozycja na boisku jak zwykle nieoznaczona. Orka taktyki nie nauczysz. 5 minut w +/- - 15... Zdobyl kolejne pedeki w profesji – Moj czas jako NYK dobiega konca...

I Was a Knick once...

Ch. Duhon – Nie zagral. Transfer Arenasa stawia pod znakiem zapytania jego dalsza gre w ORL. Skazany na lawke i resztowki przy blow outach. To jest jego miejsce. Drugi lub trzeci PG. Na tyle ma umiejetnosci. Statystycznie zsunal sie o polowe w pkt, zb, ast i min. Poprawil skutecznosc. Kompromituje sie na linii rzutow wolnych. 54%. Podobno Howard ma go uczyc...

Q. Richardson – Podonbnie jak w przypadku Duchona – przebudowa zespolu zepchnela go na bocznice lawki rezerwowych. Stamtad mozna sie juz tylko wykoleic... Nie do konca rozumiem w ogole fakt jego przejscia do ORL. Po co komu takie cos? Na trzy lata? Za 7,5m. Ktos sie chyba opil...


Kochani Czytelnicy!

W Nowym Roku zycze Wam wszystkim nadejscia oczekiwan, realizacji pomyslow i zaspokojenia pragnien...

Sobie zycze zebyscie wspierali mnie swoimi polemicznymi uwagami, zlotymi myslami i zlosliwosciami. Nic mnie tak nie dopinguje do pracy jak poczucie Waszej obecnosci.

Do siego roku!

PS. Zycze sobie spotkania Impresjowiczow w 2011 r.


13:03, znykajacy
Link Komentarze (11) »
czwartek, 30 grudnia 2010

Boston to taki golem doskonaly. Koszykarski Frankenstein... Wyzwanie ludzkiego kreatora rzucone bogom. Sila ponad rozumem... Cudowny akt stworzenia.

Golem ulepiony z:

- szybkich, szalonych nog (Rondo, Robinson, West)

- rak do zadawania chirurgicznych ciosów (Allen i Pierce)

- ciala i masy – (O’Neale, Davis, Perkins)

- serca (Garnett)

- i mozgu (Doc Rivers)

Jezeli wszystkie elementy golema sa na miejscu to wlasciwie nie sposob go pokonac. Jest za silny, za szybki, zbyt sprytny, za nieustepliwy, i do tego bije bardzo celnie.

Taki jest BOS idealny. Doskonaly w swojej doskonalosci.. Zabierzcie mu jednak nogi (zostawcie jedna te nazbyt szalona), wyrwijcie serce, i oslabcie cialo. Co zostanie? Cos na ksztalt T1000 z Terminatora I w scenach kiedy juz czolgal, a jeszcze nie zostal zgnieciony przez prase hydrauliczna. Ciagle jest smiertelnie niebezpieczny, ale co raz bardziej karykaturalny...

Nie chce wchodzic z spory dotyczace KG, ale to zawodnik wybitny. Jest spoiwem tego zespolu, pompa, ktora tloczy energie do wszystkich czlonkow golema. Kiedy go nie ma... ten zespol zapada sie w siebie i staje sie... naprawde martwy...

Kontuzja KG i w konsekwencji jego nieobecnosc... to byla pierwsza okolicznosc, ktora zdecydowala... o niespodziewanej porazce BOS.

Druga byla... sraczka... Stuckeya...

Trener Kuester zdecydowal sie wobec tego na tzw. wariant turecki – czyli ustawienie na jedynce point forwarda naszego dobrego znajomego Tracy’ego M... (wariant turecki bo to taki ruch ORL z Turkoglu), ktory okazal sie strzalem w dziesiatke (o czym nizej w opisie McGrady’ego).

To byl chyba najlepszy mecz DET w tym sezonie. Fenomenalna egzekucja – 55%, za trzy prawie jak z wolnych 10-15… Nie dali sie BOS na desce. Wymusili wiecej strat (patrzec jak umiera Shaq to jak patrzec na upadek boga…) Grali rowno przez caly mecz. Z runa 20-6 w 1Q w 6.30 BOS sie nie ocknal. I mimo, ze trzymal sie ogona to nie mial mocy by DET zestrzelic. Sam Pierce nie byl w stanie przeciwstawic sie chlopcom z MoTown. BOS nieuniknienie sie zblizali, ale ostatecznie nie dopadli DET... W meczu bylo czterech bohaterow – niczym jezdzcow apokalipsy… Ktorzy zorganizowali BOS sad ostateczny...

T. Prince – pewnie niektorym trudno sobie wyobrazic DET bez Prince’a. Ja nie jestem historycznie uprzedzony, wiec moja wyobraznia jest szersza niz wezsza. Ten chlopak nie jest wielkim koszykarzem, ale solidnym rzemieslnikiem, ktory od siedmiu lat przynosi w koszyczku 14 pkt. 5 zb. 3 ast. Kibice NYK brzmi to znajomo ? To gracz solidny. I taki byl wczoraj. Statystycznie poprawny. Na pewno jest pare zespolow z grupy tzw. kontenderow, ktorzy mogliby przyjac jego 5 mln. (z 11 mln) kontrakt. Ile mozna mu dac za nastepne trzy lata ?

C. Villanueva – Pierwszy jedziec Apokalipsy – Smierc. Byly podteksty w pojedynku miedzy nim i KG – sprawa rozchodzi sie o definicje wygladu nowotworowego. Ale pojedynek sie nie udal. Karol V zlapal dwa szybkie faule i usiadl, a kiedy powrocil KG juz siedzial…. Ugodzil trzy razy za trzy w 3Q. Nie czuje jego gry. Nie wydaje mi sie dosc twardy. I ta ujmujaca ospalosc. To chyba dobry chlopak jest. Ale nie wart tych pieniedzy.

B. Wallace – obejrzalem wczoraj druga czesc Wladcy Pierscieni – wiec postac drzewca jako zywo staje mi przed oczami… Statystycznie schylek- choc bylo kilka rodzynek w postaci asyst, przechwytow i blokow. Nie ma juz takiego wplywu na defensywe jak kiedys. Po co taki zawodnik jeszcze gra ? Co wnosi ? Co dodaje ? 36 lat ? Nie lepiej szukac jakis innych rozwiazan ? Nie ma nic gorszego niz gra za zaslugi i przeszle spelndory… Trudno realnie cos jeszcze z nim budowac ? Moze tylko plan emerytalny ?

B. Gordon – drugi jezdziec Apokalipsy– Zwyciezca – wreszcie przebil sie do S5 i poczatek mial zaiste wystrzalowy. 10 pkt w 1Q. Potem zniknal i juz sie nie odnalazl. Dziwny zawodnik. Moim zdaniem nadaje sie na terapie z psychologiem. On mam wrazenie, ze ma takie chwile, ze przestaje sie interesowac gra. Emigruje wewnetrznie. I ta gra obronna. Fatalna po prostu...

T. McGrady - trzeci jedziec Apokalipsa– Wojna. Toczy potyczke z samym soba. Kontuzja i tym, ze ciagle musi udowadniac sobie i mediom, ze nadal moze byc T-Maciem najbardziej wystrzalowym chlopakiem… Najlepszy mecz jako Tlok. Bez dwóch zdan. A kto wie czy nie najbardziej udane spotkanie od dwóch lat. Moze ten mecz z OCK na wejsciu do NYK moze mu sie rownac. I ezekutor i disher. I 30 min. Ten sezon jest dla jego kariery przelomowy. Czy stac go jeszcze na cos ? Czy jest potrzebny DET ? Czy moze byc jeszcze czescia jakiejs ukladanki ? Watpie, ale szczerze mu kibicuje. Tak po ludzku… Ciekawe czy Trener John wyciagnie z tego ustawienia jakies wnioski ?

C. Wilcox – drugi dobry mecz. Pokazal, ze warto na niego stawiac bo potrafi sie odwdzieczyc zaangazowaniem, walka i dobra gra. Dla niego to tez ostatni dzwonek w karierze. Widac, ze ma ciag na kosz i potrafi sie dobrze ustawic. Dlaczego Trener Mike tego nie widzial ?

R. Hamilton – on chyba tez czeka na jakas zmiane. Bez wyrazu. Bez ikry. Taki zmeczony sie wydaje. Zajechany. Za chwile skonczy 33 lata. Gracz spelniony… Co wiecej moze go jeszcze spotkac ? Mentorstwo ?

W. Bynum – wczorajszy mecz powinien byc dla niego ostrzezeniem… Ktos mu chyba nie ufa… Na ogol jest tak, ze w przypadku niemocy pierwszego PG… gre zaczyna… drugi… Tak sie nie stalo. Tener John uznal, ze to za duze ryzyko… W sumie zagral kwartke… i obiektywnie dal odpoczac T-Macowi.

A. Daye – czwarty jezdziec Apokalipsy– Glod. O ile wydaje mi sie, ze rozumiem Trenera Mike, to nie jestem w stanie ogarnac warsztatu koszykarskiego trenera Johna. Macie taka sytuacje. Wchodzi mlody chlopak. Trafia wszystko, walczy, jest zywiolowy. Co robicie ? Trener Johnsadza go na lawce. Za kare. Niesamowity jest ten chlopak. Widac, ze to jeszcze jest glupie i nieopierzone. Ale jaki on ma potencjal… Kto by go wzial za Randolpha ?

G. Monroe – tylko 9 min. Nie wiem dlaczego tak malo. Z kim on ma sie sprawdzac jak nie z silnym i masywnym BOS ? Niech sie obije z Shaquiem czy Davisem… Niech poczuje jak trzeszcza kosci. Jak boli gra. To ma by zawodnik podkloszowy ? W pierwszym roku zdobywa sie doswiadczenie. Bledy i frustracja ze slabosci sa chlebem powszechnym rookies. Jak nie teraz to kiedy ?

21:50, znykajacy
Link Komentarze (8) »
środa, 29 grudnia 2010

Gdybym byl leniwy napisalbym po prostu – wymieszaj drogi czytelniku Nowojorskie impresje 320 z Opowiesciami z MoTown 2 a powstana Ci Nowojorskie impresje 325. I tyle w sprawie.

Poniewaz jednak sprawy i ludzi trzeba traktowac powaznie, a pochylenie sie nad meczem z MIA jest swoistym obligiem, wysile sie na napisanie kolejnej wariacji koszykarskiej na mniej wiecej ten sam temat.

Nie bede sie rozplywal w komplementach nad gra MIA. To nie moje zabawki. Skresle tylko kilka zdan sumarycznej oceny ogolnej. MIA jest jak maszyna do wyrywania drzew z korzeniami. Jedzie jak walec i niweluje wszystko na swojej drodze. Mysle, ze swietnie by sie sprawdzala w budowie autostrad. Szli by jak przecinak. Nie wazne jak bardzo bedziesz sie bronil i co wymyslisz by nas powstrzymac. To nie ma sensu. I tak Cie dopadniemy, wyfiletujemy i przerobimy na trociny. Nie przypominam sobie, zeby gra jakiegos zespolu w obronie tak bardzo wplywala na gre ofensywna przeciwnika. MIA paralizuje gre w ataku. Tak jakby odlaczali prad i gasili swiatlo w poczynaniach druzyn przeciwnych. MIA dyktuje warunki na defensywnym koncu boiska. Oni graja swoja gre a ty masz prawo im nie przeszkadzac. MIA po postu intymiduje... Przestrasza i tumani. Dyktatura obronna.

Niestety NYK poddali sie tej samej hipnozie i halucynacji, co cala liga. Przypomne tylko, ze taki zespol nie calkiem najgorszy, ktory nazywa sie LAL zrobil w czasie spotkania z MIA  takie cichutkie – sqeeek...Dali sobie wyjac karabin z rak, przeprosili i powiedzieli, ze wiecej tak nie beda...

W ataku MIA ma jeszcze spore rezerwy. Ale co tu poprawiac jak ma sie Jego, Wade’a i Bosha? Oni wiedza jak to sie robi... Palce lizac...

To co mnie fascynuje w grze MIA to zero samolubstwa w grze Big Three. Tam czlowiek jest dla czlowieka. By mu sluzyc. Nie wazny jest rekord indywidualny tylko dobro druzyny. Choc boxscore wczorajszego meczu tego akurat nie potwierdza. Bo moze tak naprawde to tylko On potrafi sie dzielic chlebem i cudownie go rozmnazac na punkty... W sumie gdyby Mu sie chcialo moglby miec triple double w kazdym spotkaniu... Rezerwujcie koniec maja – pojedynek BOS – MIA jako final Wschodu bedzie epokowym wydarzeniem...

A teraz zejdzmy z wyzyn abstracji do smutnych realiow

Po 1Q w ktorej Pan Duze Z przerobil NYK na surowy kotlet podany na desce. Widac bylo, ze MIA is in full possesion, custody and control of the game. W szesc minut MIA zrobilo push 23-4. To dalsze czkanie NYK w ataku, podbieganki, mikrorunniki nie mogly zblizyc sie do punktu w ktorym cokolwiek moglo sie zmienic w ostatecznym rozstrzygnieciu. Nie i po prostu nie. Ktos powie zNYKajacy – nie no teraz przegiales (znowu) – gdyby Fields trafil wszystkie wolne w koncowce, a STAT nie spudlowal rzutu na 40 sek. do konca (wzglednie trafil dwa wolne bo przeciez faul byl) to byloby 100-99 dla MIA i wynik bylby otwarty. Gdybanie Drogi Czytelniku. Nie idzmy ta droga. Ani my ani zadne czworonogi. NYK musieliby zrobic cos, co otarloby sie o absolut a MIA musialoby zaczac grac w krykieta. Wtedy moze istnialoby to cos, co nazywa sie szansa na nadzieje. A tak?

Chyba trzeci raz w tym sezonie (?) deska przegrana powyzej 15 zbiorkami. 50-32. To jest bokserski – knockout. Po kilkukrotnym liczeniu. Mimo tej przewagi na desce MIA... oddalo mniej rzutow... niz NYK. Ciekawe. Gorzej, ze w ataku ponowali nieodmienie chaos i balagan, co przelozylo sie na zly ball handling i shot selection. NYK mieli lepszy moment kiedy poczuli, ze rzutami za trzy tego meczu sie nie wygraja (tylko 29%) i zaczeli grac przez srodek, tloczac pilke przez wejscia, liczac na faul. To dzialalo. Przez chwile w 3Q. MIA ma jednak to do siebie, ze sie szybko adaptuje i reaguje, wiec nie dali sie NYK dlugo tak bawic...

W. Chandler – prawie 40 min. Podjal wyzwanie rzucone przez MIA. Ofensywnie bez zarzutu. 9-15. Dobrze zbilansowany w ataku. Wykorzystywal szanse dane przez los. W obronie – walka z Boshem to jest jednak ponad jego gabaryty. To tak jakby Joe Pesci przenosil szafe z ksiazki C.S. Lewisa. Nie plakal jednak. Poczatek mial nawet niezly, bo Suszarka nie mogla sie wciagnac w gre w ataku. Robil, co mogl na tym odcinku. Spadl za faule. Zszedl z podniesiona glowa. Z ta fryzura zaczynam podejrzewac, ze przymierza sie do udzialu w remaku – Potopu...

D. Gallinari – nasza dziewczynka pierwsze trzy kwarty byla tak oszolomiona faktem, ze Go kryje, ze sama zaczela bronic swojej gry w ataku. Zrobi to niemal perfekcyjnie trafiajac 1-7 z gry. Prawa reka kryla lewa reke... Wreszcie w 4Q widzac, co sie dzieje Trener Mike krzyknal do niego – Gallo stop defending youself! I wtedy mial zdobyl 10 z 13 pkt. 4 zb. 3 ast. Co za przytomnosc trenera!!!

A. Stoudemire – ten Joel Anthony to jest pierwszy przyklejuch tej ligi... STAT strzasal go z plecow jak karalucha, ktory wlazl mu pod koszule. Z niezlym skutkiem, ale Joel powracal jak najgorszy koszmar. Amare byl na misji. Alone agianst all. Jego nie da sie zatrzymac, ale mozna uprzykrzyc mu zycie. Sprawic, ze zejdzie ponizej 50% skutecznosci, kazac mu grac w tloku, naciskac. To sie udalo. Zrobil swoje – 30 pkt., ale byl sfrustrowany i zmordowany walka o kazda piedz boiska. Brawo MIA.

L. Fields – bronil przeciwko Wade’owi. To znaczy takie mial zadanie. Nie za bardzo mu sie to udalo. D-Wade zaliczyl swoja pierwsza czterdziestke w tym sezonie... Landry przyjal taktyke obrony na tzw. Ksiezyc. Byl satelita wokol Wade’a – Kapitana Planety Ziemia. Byl zbyt ostrozny w podejmowaniu jakiegokolwiek ryzyka w ataku. Plusik za chytre zlapanie Wade’a na faul przy rzucie za trzy. Ale to Landry musi byc potem 3 na 3. Egzekucja synku. 7 zb.

R. Felton – wylaczony z gry. Zabrali mu kierownice i okret NYK raczej dryfowal niz byl prowadzony pewna reka Raya. Tylko 5 ast. Ale bez straty. 40 min. PG back up potrzebny od zaraz. W ataku punktowo zrobil swoje. Choc bez blysku. Nawet zebow.

S. Williams – ten facet gra z plakietka „Ucze sie – ale nic sie nie martw zaraz przyjdzie ktos dorosly kto mnie zmieni. Przepraszam za utrudnienia”. Jego rola na boisku sprowadza sie zjedzenia kilku minut i liczenia na to, ze jego obecnosc nie spowoduje ze przeciwnik ucieknie do przodu. Raczej sie nie udalo. W pluso-minusach -12. W 9 min.

T. Douglas – zwariowal, albo mial sen w ktorym aniol przemowil do niego – Twoja reka jest poblogoslawiona i nigdy nie spudluje… Toney chyba czegos nie zrozumial albo Aniol cos pokrecil. W kazdym razie Toney gral wczoraj zgodnie z zasada – Mam rzut i nie zawaham sie go odpalic… Jestem wybrancem. Wszystkie rzuty zle – nawet te trafione… Jezdziec bez glowy, a moze glowa bez jezdzca… Uprasza sie o transfer...

R. Turiaf – jak zawsze ostatnio 15 min. Rzutem z gry sie nie splamil. 2 zb. 2 ast. 2 blk. 2 TO, 2 pkt. Taka akcja dwójkowa. Wniosl troche emocji na boisko. Szkoda ze tylko przez kwadrans. Ale moze na wiecej nie pozwala kolanko...

B. Walker – w chwili najwiekszego kryzysu, kiedy napor MIA powalal kolejne drzewa, ktos w sztabie szkoleniowym krzyknal: We have to pull them back! To bylo haslo, wolanie wrecz o pomoc. Nie umknelo on wlochatym uszom naszego wojownika podziemnego. Zdjal szybko swoja zbroje plytowa skladajaca sie z dresu i wskoczyl w sam srodek sciepy... O przeklety! Po trzykroc przeklety.  On zrozumial – We have to pool them back! W bilarda to on jest przeciez lepszy niz John Higgins! Tyle, ze nawet tej misji nie ukonczyl, zaliczajac jeden faul. W jakiej trzeba byc desperacji, zeby wysylac go na jakakolwiek misje? Ja bym bal sie go wyslac nawet po bulki...

11:04, znykajacy
Link Komentarze (7) »
wtorek, 28 grudnia 2010

Prawde mowiac siedze wlasnie w kraju, w ktorym deszcz jest synonimem pogody, narod w ramach robotek recznych rzezbi w ziemniaku... (ale jak pieknie), a word nie zna polskich liter (za co przepraszam purystow, ktorych jak wiemy jest tu niemalo (tak jackson do Ciebie mowie), co rowniez przypomina mi, ze nie widziany byl dawno Andrzej). Zabijajac dzwiek stukajacych w szybe kropel deszczu mam chwile by podejrzec, co sie pichci w innych piekarnikach NBA. NYK jakos tacy sa ostatnio wypoczynkowi i choc czeka nas dzis mecz hit z MIA naszla mnie taka przekora staroroczna, zeby po pierwsze obejrzec mecz DET i po drugie jeszcze opowiedziec go w trybie impresyjnym. Na DET naszlo mnie po meczu z CHI. Widzieliscie to? 1.14 min. do konca DET przegrywa z CHI 85-78. W normalnych warunkach czlowiek dalby sobie juz spokoj, spuscil na oczy ciezka powieke, rzucil jakies przeklenstwo pod adresem Jego Wysokosci (tak a konto przeszlosci). A tu prosze. Tracy za trzy, Prince za dwa, dobitka Karola V (z Bozej laski cesarza rzymskiego, krola Niemiec, Hiszpanii, Neapolu i Sycylii, arcyksiecia Austrii, ksiecia Burgundii, Brabancji, Mediolanu, Luksemburga, Styrii, Karyntii, Karnioli, margrabiego Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Oristano i Goceano, hrabiego Flandrii, Holandii, Fryzji, Palatynatu Burgundii, pana Biskajów i Moliny etc.) na 0,6 do konca... i dogrywka! Przegrali bo Stuckey zakrócil lay-upa, ale ladnie bylo... Jak to mowia zanecili mnie do tego, zeby sklecic o nich Opowiec nr 2. Cos tam ostatnio drgnelo... Jakby drgnelo...

Czas DET jakie znamy od dwoch sezonow powoli sie konczy. Mysle, ze mozemy sie spodziewac w przeciagu dwoch miesiecy malego blockbustera... W ruch pojdzie Prince, moze R.I.P... Gordon i Villanueva nie moga siedziec dluzej na lawce... To bez sensu. Podobnie na lawce nie moze siedziec Hamilton. I tak w kolo. [Prawde mowiac liczylem, ze bedzie deal z ORL i w MoTown zjawi sie nasz pierwiosnek (PS. Przestaje na niego psioczyc – bo a) podobal mi sie na konferencji prasowej otwierajacej wystep w PHX, b) naprawde dobrze zagral z LAC (mimo, ze w pluso/minusach bylo-19 i c) to nie jego wina, ze jest bialy i trzeszczy na sekach).]. Tym bardziej pokusa, zeby opisac cos, co odchodzi w niebyt... Takie spojrzenie na statek ktory niknie za horyzontem... bo kiedy powroci w Opowiesci nr 3 to juz bedzie nie ten sam zaglowiec...

Zeby tak nie bylo zupelnie nie o NYK (zeby mnie nie nakryla kolejna fala puryzmu czytelniczego)– Opowiesc z MoTown jest tylko przyczynkiem do poszukiwania lacznikow osobowych miejscowych i czasowych z Impresjami. Zwroce uwage na cztery kwestie.

Primo – CHA pozbyli sie trenera Browna (byly trener NYK). Nareszcie. Larry wielkim trenerem... byl... Ale jego wielkosc przeminela... z wiekiem... Starczym. Dzis to juz jest powazny Pan. Mam wrazenie ze nie nadazajacy za gra, zawodnikami, internetem i tym wszystkim co sie cywilizacyjnie dokonalo w ostatnim czasie. Czas epigonow lat 80/90 sie konczy. (Serdeczne pozdrowienia dla niezniszczalnego Oresta Lenczyka). Zeszly sezon Lary wyzylowal te grupe dzikich kotow (rysiami zwanymi) do poziomu PO i to byl ostatni akord tej lzawej piesni... Druzyna (po stracie Feltona). zmierza w tym sezonie absolutnie do nikad... wiec potrzebna byla zmiana... Baw wnuki Larry. Wciagnij sie na jakis broadcast. I ogrzewaj sie w blasku swoich zwyciestw... Tak musi byc...

Secudno – w nastepstwie powyzszego w CHA nastala era Paula Silasa (z NYK nigdy nie zwiazany)– to taki dziwny typ zawodnika, ktory na zakonczenie kariery mial w statystykach wiecej zbiorek niz punktow. Jest w Panu Silasie jakas taka dostojnosc. Szlachetnosc rysow. Rownie dobrze moglby byc kacykiem w jakims afrykanskim kraju. Ale nie o nim chce napisac. Asystentem trenera w ramach jego nowej ekipy od tzw. Wysokich zostal... Charles Oakley – postac ktorej nie trzeba chyba przyblizac. Kolejna z ikon NYK, którzy nie moga sobie znalezc miejsca w klubie z ktorym sa tak jednoznacznie kojarzeni... Szkoda Panie Dolan, szkoda...

Tertio – DET ma tez swoich bohaterow mojego cyklu – I was a NYK once – McGrady (ktorego z jakiegos powodu nie opisalem w meczu z NYK) i Wilcox...

Quatro – czy moze byc cos przyjemniejszego... niz upokorzyc Jordana? Nie. Po trzykroc nie.

Trenera John Kuester musi odejsc. To jest oczywistosc. Trudno z nia polemizowac. DET jedzie sobie na jalowym biegu. W dowolnym blizej nie ustalonym kierunku. Raczej absolutnie do nikad. Abstrahujac juz nawet od skladu i tego, ze jest on nieskompletowany, dziurawy na wielu pozycjach i niezrownowazony to... po prawie póltora sezonu gry pod wodza trenra Kuestera ten zespol... nie ma zadnych rysow, koncepcji. Bo co gra DET? Small ball? Fast ball? Three ball? Moim zdaniem tam nie ma nic. Tam kazdy troche sobie rzuca, biega i zbiera. Bez ladu i skladu. Trener Mike to przy nim Einstein koszykarkiej taktyki. Trener Kuester sie miota. Znowu sie zaczelo kuglowanie z rotacja. Co to jest za gra kiedy... na boisko wchodzi 12 zawodnikow? Co to jest za koncepcja? Zart jakis. Rozsypywanie kart i budowanie domkow od nowa. Bezsensu.

Mecz wlasciwie mial swoj jak to sie mowi breaking poing w 2Q kiedy CHA odjechalo na 20 pkt., bo chlopcy z DET dostali rzutowego przykurczu. Potem udalo sie zjesc troche punktow i w koncowce gra z zimnej stala sie goraca, ale zwyciestwa odniesc sie nie udalo... Niestety w kluczowych momentach przy stanie 103-100 Gordon dwa razy nie trafil za trzy... Trzeciej szansy nie bylo... DET dali sie znokautowac na desce, zablokowac i rzutow zdeklasowac.

W CHA rewtalizacja, w DET stagnacja... Ciekawe jak dlugo... Pewnie jest w tym tez troche polityki. Menadzer Joe nie moze bez uszczerbku dla wlasnego wizerunku wygonic Trenera Johna – przeciez swojego wynalazku...

Bardziej ogolnie niz co do spotkania...

T. Prince zawodnik o jednej z najbrzydszych sylwetek i rzutow w calej lidze pieszczotliwie zwany przeze mnie Szkieletorem, ciagle ma to cos co powinno sprawic, ze jego czas jako Tloka jest policzony. On nadal ma wiele do zaoferowania jako trojka (mysle ze niewiele jest zespolow w NBA gdzie nie wyszedlby w w S5). Ciagle posiada ten instynkt strzelca drugiego planu, ktory potrafi zdecydowac o wyniku meczu wychodzac z cienia. Rzutowo byl bez zastrzezen. W pozostalym zakresie – zbiorki, asysty ponizej sredniej.

C. Villanueva – jeden z bardziej niedocenianych graczy w NBA. Karol V (tytulature juz pomine) przypomina wielkiego misiaka. Ani nie jest szybki, ani skoczny i dodatkowo irytuje taka intelektualna powolnoscia na twarzy. Niech Was to nie zmyli. On robi tyle ile trzeba. Skacze ile trzeba, rzuca ile trzeba i czesto znajduje sie tam gdzie nikt nie spodziewa sie nawet hiszpanskiej inkwizcji. Wczoaj 5-5 na trzy. Dlaczego to wiec on nie oddawal ostatnich rzutow w crunch timie? No tak... byl szczegolnie broniony. Ale to trzeba trenerze John tak to narysowac, zeby Karol odpalil... Ech... Tych innych obok punktow rzeczy, tez jakby troche zabraklo.

B. Wallace - kazdy ma swojego Turiafa na jakiego sobie zasluzyl, chcialoby sie powiedziec. Stare drzewa umieraja stojac. Bez pruchnieje. Jego czas na sportowa emeryture juz nadszedl. Przeciaganie pilowania tej samej galezi grozi smiercia lub kalectwem. Z pewnoscia moze byc atrakcyjnym assetem dla jakiegos mistrzowskiego contendera, ale nie dla DET. Jemu sie juz nie chce. I to widac. To juz nie ten sam Big Ben.

B. Gordon – kim jest Ben Gordon? Czy on jest jedynka czy dwojka? Czy to taka dwojka w ciele jedynki? Nate Robinson DET? I gdzie sa jego talenty z CHI warte tych koszmarnych pieniedzy? Z pewnoscia nie odnajdzie ich jako 7 czy 8 zawodnik rotacji. On musi grac w S5. Za duzo kosztuje, by byc postacia epizodyczna. Po meczu z CHI zadano otwarcie pytanie – gdzie byl Ben w OT, dlaczego nie rzucal kluczowych trojek i czy DET na pewno stac na to? Odpowiedz jest prosta. Ktos posadzil go na lawce uznajac, ze tam pomaga druzynie najbardziej. Trener John widocznie sie tym publicznie zadanym pytaniem przejal i postawil w meczu z CHA wlasnie na Gordona w crunch timie. Tyle ze ten nieco zawiodl- dwa razy nie trafiajac must shotow - choc do tego momentu mial 4-6 za trzy. Moim zdaniem to mlodszy brat Avery Johnsona.

R. Stuckey – to fajny chlopak jest. Masywny wysoki. Grajacy silowa koszykowke. Ale chyba ciagle nie S5 w NBA. Z drugiej storny jest za dobry by byc back up PG. Czegos mu brakuje... Wczoraj na pewno rzutu, asyst i zbiorek.

G. Monroe – obrobka tego diamencika trwa. To bedzie dluuuugi proces. Ciagle nie jest gotowy by na trwale wskoczyc do S5. Jeszcze nie dzis. Ale moze ten krok trzeba wlasnie zrobic? Przekreslic sportowo juz ten sezon. Wyslac Big Bena do jakiego muzeum figur woskowych i pokazac Gregowi, ze sie na niego stawia. Chlopak ma momenty. Moglby miec lepsze rece i byc szybszy, ale ciagle to jest material na solidnego centra. Kto sie nie boi zaryzykowac? 6 zb. W 13 min. Niezle?

T. McGrady - tak wiem eksperyment z T-Maciem w NYK sie nie udal. Mikrofracture surgery w jego przypadku stalo sie wyrokiem. Postac jednak tragiczna. Grecka taka. Ale... za te pieniadze ktore dostal w DET moze trzeba go bylo zatrzymac w NYK. Widac, ze glowa to by jeszcze chciala, ale cialo juz sie za mysla nie powlecze... Ale te 12-15 min to by starczylo na grze na dwojce. Na parkiecie tylko 10 min. a w pluso minusach -20... Tralala...

R. Hamilton – nie godzi sie zeby zawodnik tej klasy gral dwie kwarty wchodzac jako 8 zawodnik rotacji. To jest potwarz. Moze to jakas psychologiczna wojna miedzy menadzmentem i zawodnikiem poprzez spychanie go do roli dwukwartowca? Czlowiek w masce zasluguje na cos lepszego... w innym zespole... Tyle, ze ten jego kontrakt skazuje go na... jeszcze dlugie lata w DET. Z drugiej strony dalo sie puscic w obrot Arenasa i Lewisa... wiec dlaczego nie RIPa? W DET prochu juz nie wymysli i raczej... bedzie sie pograzal w apatii, niz iskrzyl... Menadzeze D do roboty! Znajdz mu ladny przytulny domek na ostatnie lata kariery...

J. Maxiell - lubie tego osilka. Wykidajle z baru Skoda. Moglby co prawda chetniej uzyczac parkietowi swojego ciala i chochrac deski... Ale mimo to jest w nim cos ekscytujacego. Taki jest kraglutki, krepiutki i straszniutki. Nie chcialbym sie z nim zmierzyc. Nawet w grze w szachy za szklana szyba. W pluso minusach – 19. W 6 min... Tralala razy dwa.

C. Wilcox – zawsze mi sie podobal ten chlopak, dlatego mam troche za zle Trenerowi Mikeowi ze tak latwo sie z nim rozstal po sezonie 2008/2009. To nie jest taka gapa jak sie niektorym wydaje. Chlopak ma serce do gry. Porafi, wejsc, rzucic i przetoczyc sie w walce o niczyja pilke. 23 min. 15 pkt. 8 zb. 3 blk. Hello? Czego chciec wiecej? Od rolesa? Najlepszy mecz w tym sezonie i od... bardzo dlugiego czasu...

A. Daye – uwielbiam tego mlodziaka. Nie wiem dlaczego. Ten Prince 2.0 wprawia mnie w nizdrowy zachwyt. Taki nasz Gallo. 2.11 wzrostu a jednak trojka. Do tego... jest rzut z dystansu (lepszy niz za dwa), wejscie, duzy wingspan... Taka patykowatosc... Po pierwszych meczach sezonu mialem wypieki czytajac jego statystyki... Niestety... znowu wrocil do grania ogonow, rol epizodycznych, suflera niz zawodnika. To rzadkiej klasy talent... ktory nie moze sie rozwinac... Szkoda. Moze jest obiektem jakiegos przemysliwanego trade’u?

W. Bynum – Stuckey - wersja w miniaturze. Taki chihuahua. Tyle grubokoscisty, puchaty, o rece jak moje udo. Mysle ze ma ze dwie tony scisku z szczekach. Moze wiec rczej pitbull. Latwiej go obejsc niz przeskoczyc. 7 ast. W 20 min. Rewelacja. Kiedy on dzierzyl stery gry DET zrobilo push. W pluso minusach +15. Najlepiej. Mimo, ze rzutowo nie blysnal 3-11... W NYK brakuje takiego gracza jako back-upu Feltona... Kocham Cie Toney i wiesz o tym, ale gdyby ktos zaproponowalby swapa z Willem to bym sie zamienil. I jeszcze dolozyl orczego ksiecia... z Antkiem vel skopanym spanielem...

09:57, znykajacy
Link Komentarze (8) »
sobota, 25 grudnia 2010

Piękny prezent świateczny dla tych, którzy nie dostali nic od Św. Mikołaja.
Zwycięstwo, nad CHI to jest zawsze powód do dumy... Małej celebracji...

Piszę szybko i krótko bo po światecznym stole czuję pewną intelektualną ociężałość... Po za tym, gościnny komputer nie posiada worda (sic!) i męczę się na notepadzie... Geeez...

Zacznę nieco przewrotnie... To nie NYK wygrali to spotkanie, ale... CHI je przegrało w 4Q...kiedy nie trafili... 13 rzutów z rzędu... co przełożyło się na siedem i pół minuty bez punktu... NYK też wtedy jakoś bardzo nie błysnęli zdobywając tylko 8 pkt.  Nie boję się powiedzieć, że była to najgorsza koszykówka jaką widziałem w tym roku...

CHI miażdzyło NYK w zbiórkach ofensywnych... Ostatecznie 17-6... Liczba akcji CHI za trzy punkty (punkty po faulu plus wolny) otarła się o dziesięć... NYK z kolei świetni rzutowo za dwa i za trzy (12-22), więcej asyst i bloków. Wystarczyło. W sumie mecz bez historii... Oglądało się, ale bez wypieków. Może przeszkadzała mi perystaltyka jelit... Sam nie wiem...

To jedźmy...

W.Chandler - gdyby nie 4Q, gdzie zdobył 10 pkt. byłoby bardzo kąśliwie. A tak z zera w pierwszych 3Q przemienił się w bohatera w 4Q. Wsród tej całej posuchy w ostatniej kwarcie to on zachował najwięcej energii i przytomności umysłu. Nie miał żadnej crunchtimowej drżączki... Do tego 10 zbiórek, 2 blk. W pluso minusach + 12. Najlepiej. Zrobił swoje. Wygrał mecz. 

D. Gallinari - właściciwie powtórka z meczu z OCK. Mało rzutów. Mało szukania gry. Nie zachwcił. Ale też nie irytował. Tak bardzo. Bo jak widzę jego gołębią szyjkę to... słabnę. Taka włoska robota... Markownie gry...

A. Stoudemire - double- double. 6 bloków. Król painta. Zrobił dużo dobrej gry w obronie. Ale aż 7 strat. Wszystkie wtedy, gdy musiał robić grę dla siebie w ataku. Bez punktu w 4Q.
To mu się jeszcze nie zdarzyło - jako żywo. Niby zagrał dobrze, ale w ataku obiektywnie mówiąc nie zachwycił... Tego już dawno nie pisałem... Brawo dla CHI za powstrzymanie tego co niepowstrzymywalne...

R. Felton - drugi bohater 4Q. 8 pkt. Dobra skuteczność w ataku. 12 ast. 5 stl. Co by nie powiedzieć, jeden z dziesięciu najlepszych PG w lidze. Czy się to komuś podoba czy nie.
Nazwałem go kiedyś Duhonem 2.0. Przepraszam Cię Ray. Ciebie i cała rodzinę.
A także Twojego przyrodniego brata Lawrence'a Martina...

L. Fields - Pan Walsh nazwał go wczoraj drugim Johnem Havlickiem... WOW! Czy może być większy komplemenet? Jestem za młody, żeby pamiętać grę Hondo... ale nazwisko obiło mi się o uszy... Trener Mike trochę schłodził Pana Walsha... ale porównanie robi wrażenie. Nawet jeśli jest troszkę na wyrost... Ten chłopak jest genialny. Widzieliście tę dobitkę po wolnym? Jakiego trzeba mieć nosa, żeby zwęszyć taką akcję? Kolejne double double. 14 pkt. 11 zb. Fenomenalnie. Mądrze, dojrzale. Czy on kiedyś zawiedzie?

S. Williams - dwie trafione trójki, 3 zb. Najważniejsze, że zjadał 20 min. z czasu S5. Smacznego!

T. Douglas - liczyłem w swojej naiwności, że mecz z CHI będzie jakimś jego przełamaniem i powtórką fenomenalnej gry, którą rozegrał w meczu nr 1 między tymi zespołami. No wielkiego przełamania nie było. Chyba, że opłatkiem w szatni. Dwie trójki i jedno wejście na kosz. Mało. 5 zb. 3 ast. No co? Szukam poztywów...

R. Turiaf - krótko. 14 min. 0 zb. Nieprawdopodobne. Ten facet powinien zacząć grać w totka. Sprawia, że rzeczy niemożliwe statystycznie staje się rzeczywistością. W pantomimie na ławce rezerwowych - osiąga poziom Marcela Marceau. Jako Francuz myślę, że w zimie odwiedzał Pibrac... i oglądał występy The Secret Panto Society...

22:57, znykajacy
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 grudnia 2010

Nie wiem czy pamiętacie w Górniku Zabrze grali w sezonie 94/95, kiedyś tacy gracze jak Marek Szemoński i Bartosz Tarachulski – mieli chłopcy po 18/19 lat - nie bali się nikogo i wydawało się, że zdobędą świat robiąc karierę (skończyło się raczej na przygodzie – Pan Marek kończył kopanie w Tęczy Wielowieś a Pan Bartek zdaje się nadal odbija piłkę w drugoligowej drużynie na Rodos – przyjemnie). Legendarny redaktor Zydorowicz rozmawiając z jednym zapytał: Jak się czuje jedna połówka młodzieżowego gangu Górnika Zabrze? W OCK jest trochę podobnie. Na pewno super być fanem OCK. Patrzeć jak ta fantastyczna młodzież wzrasta. Jak robi step up. Sezon po sezonie. Skazani na sukces? Z jednej strony ten chudy szparag w leginsach o dziwnie przykurczonych ramionach z drugiej strony point guard który szybkością zawstydza światło… OCK mogłaby założyć kopalnie talentu. Do tego grupa młodych niespokojnych – gotowych na wszystko zawodników, którzy za chwilę będą gwiazdami i gwiazkami ligi...

Po zeszłorocznym nastraszeniu LA w PO (nadal uważam, że z nikim LAL tak się nie musieli spocić w postseason jak z nimi) apetyty i oczekiwania urosły. Pewnie słusznie. Myślę, że nawet czwarte miejsce na Zachodzie jest realne. A potem… wszystko stoi przed nimi otworem. Nim jednak wzniesiemy się na abstrakcyjny poziom PO trzeba czasem dostać ciężką lekcje… Bo… prawdę mówiąc dziś rzeczywistość OCK nie wyglądała jakoś rewelacyjnie. Mam wrażenie, że obie połówki Durant i Wesbrook grają… obok siebie. Tak jakby każdy miał swoją własną drużynę. Albo się chłopcy porozumieją na boisku… albo z któregoś z nich trzeba będzie zrezygnować. Tough call… Jeżeli czegoś im brakuje to wagi i doświadczenia. Dwóch weteranów z donośnym głosem w szatni mogłoby wiele zmienić. Taka krótka impresja o OCK…

W każdym razie dziś dzieciaki dostały lekcję od… też przecież nie nestorów koszykówki… Ten mecz NYK też trzeba zakwalifikować jako jeden najlepszych w tym sezonie. I to na obu odcinkach. W ofensywie – polecam drugą połowę 2Q i w defensywie 2Q i 3Q. NYK docisnęli OCK kolanem. I to na jakim luzie. Z jaką wspaniałą zespołową grą – 30 ast. Wszyscy zagrali, co najmniej bardzo dobrze co się złożyło na rewelacyjny performance całego teamu. Najpierw skasowali ucieczkę w 2Q, żeby zaraz uciec na kilkanaście pkt, potem nie dali się dogonić i w 4Q odjechali nawet na ponad 22 pkt. Rzutowa Knicksi ograniczyli OCK do… 39%, sami wyciągając 48%.... Rewelacja. To duża sztuka bo Grzmoty naprawdę w ofensywie mogłyby uczyć starszych od siebie. NYK przegrali znacząco zbiórki +/- 10 w tym ofensywne 22-7, ale nie miało to żadnego znaczenia…

Wreszcie coś pokazała ławka dając jednoznacznie do zrozumienia, że da się z niej coś wycisnąć… bez podążania w jakieś transferowe dywagacje. To spowodowało, że nikt nie grał dłużej niż… 37 min. (STAT) a pozostała czwórka S5 ograniczyła się do 32 min. Tego nie było już od dawna.  Nie ma jak trzydniowy strech. Można się przegrupować, odbudować i naładować. NYK nie grają teraz za często więc będzie szansa na taką dalszą mikroregenerację i chwilę treningowej zadumy, o którą trudno w meczowej marszrucie.

Może dobra gra jest następstwem dobrej aury która roztoczył swoją obecnością na trybunie Pan Walsh? Wracaj na zdrowia nasz GM-ie! Jest robota do zrobienia!!!

Mój dzień jest dziś krótszy, więc od razu zanurzę się w indywidualnej materii.

W. Chandler – kolejny bardzo solidny mecz w jego wykonaniu. Duża skuteczność w tym z dystansu 3-4. Dobry shot selection. To jego wejście ze zrobieniem takiego młynka rękami na głową zaczyna być markowe. Zdominował 2Q. Do tego 5 zb. 4 ast. Ani razu na linii rzutów wolnych. To mnie nieustannie zadziwia. Ale w sumie kompletny występ. On nigdy nie będzie wielkim graczem, ale ma szanse ugruntować sobie „piarowo” pozycję uczciwego rzemieślnika. Oby. I żeby jeszcze ktoś go chciał…

D. Gallinari – znowu trochę lakoniczny w ataku. Tylko 8 rzutów – 4 celne. 3 zb. 5 ast. Uzupełnił się z Chandlerem. Robił troszkę swoją grę na faul. Spisał się dobrze w obronie bo Durant… zagrał tylko swoje (26 pkt) a przez moment 1Q wydawał się, że może zaatakować jakiś kolejny rekord MSG. Bez nadmiernej ekscytacji, ale też bez przesadnego czarnowidztwa…

A. Stoudemire – dobry mecz, ale nie jakiś wybitny – czego jakby z definicji się od niego oczekuje wystawiając, co miesiąc czek na jego nazwisko. W pluso minusach + 28. Najlepiej. 5 TO. Tylko 7 zb. Ale 4 ast. i 3 blk. Inni grali tak dobrze, że nie musiał czynić cudów.

R. Felton – rzutowo tak sobie 5-14. Parę wejść nasz fierceful warrior mógł sobie darować. Widocznie nie może się powstrzymać. 6 zb. 10 ast. Ostatecznie tak niejednoznacznie. Na szczęście bez negatywnych konsekwencji.

L. Fields – Pan Super-glue znowu to wszystko spoił. 7 double - double w sezonie. 5-8 z gry. 10 zb. 3 ast. 2 stl. 2 blk. 36 wybór draftu? Ktoś się chyba bardzo pomylił? Ktoś nie powinien dostać bonusa noworocznego…

S. Williams – miał kilka iskierek w obronie parę promyczków w ataku. Pokazał, że może odciążyć S5. Choć w pluso minusach… -21… Co jest… SZOKUJĄCE. Biorąc pod uwagę, że… STAT jak napisałem był +28. Takiego dyferencjału to jeszcze nie widziałem… Te 20-25 min. powinien wywalczyć na trwale.

T. Douglas – może faktycznie jest z nim coś nie tak… Może męczą go te plecy. Taki jakiś powykręcany i sztywny Pan Klepka. Nieźle rzutowo… plus ekstrasy – aż 5 zb 3 ast. Bez straty w 20 min. W obronie pokazał, że potrafi zrobić takie małe rzeczy, którzy inni nazywają poświęceniem…

R. Turiaf – widzieliście? Grał bez ochraniacza na kolanie? Dobry znak? Znowu patrząc po meczu na jego statystyki się zdziwiłem. Wydawało mi się, że będzie tam z 5 zb. i 2 bloki więcej. No jakoś nie było. Może ktoś kręci przy protokole? Gdybym nie oglądał meczu byłbym się krzywił. A po obejrzeniu spotkania… mogę powiedzieć, że to był jeden z jego lepszych występów w tym sezonie… Ronny miał 11 pkt – po naprawdę ostrych wejściach.

T. Mozgov – ale dunk. Prawie trzasnął jak sucha gałąź…

A. Randolph – dwie zbiórki. Z mroku się wyłonił, bo do mroku on należy…

B. Walker - Niecelny rzut orkowego pomiotu. Po za tym bilardzista.

R. Mason Jr. – bilardzista za dwa trzysta...


Drodzy Czytelnicy!

Życzę Wam Radosnego przeżycia Świąt Boskiej Tajemnicy Narodzenia!

Co byście myśleli tylko o miłych rzeczach, oderwali się na chwilę od pracy, szkoły czy każdej innej codzienności, która wyznacza prozę życia i spędzil ten czas z tymi , którzy dla Was drodzy.

(a w międzyczasie wspierali piszącego w jego dziele)


Będzie mnie mniej pewnie (mam nadzieję dziś odlecieć), ale na pewno się objawię. Przypominam – że 25 grudnia – CHI w ludzkiej porze.

08:17, znykajacy
Link Komentarze (14) »
wtorek, 21 grudnia 2010

Pierwsza tercja sezonu…

Mamy chwilę przerwy od tak zwanej sezonowej codzienności, więc wykorzystam ją na świąteczną zadumę i refleksje nad nieodległą przeszłością okraszona delikatna predykcja przyszłości... Takie małe podsumowanie w jednej trzeciej sezonu okraszone liczbą bombek choinkowych i rózg ze specjalnymi dedykacjami...

Bombka ogólna za grę obronną

Jest wyraźny postęp w stosunku do zeszłego sezonu... co jest jednak trochę niezrozumiałe bo... obrońców wielkich to ta drużyna nadal nie posiada. STAT nie jest wielkim defensorem, Turiaf jest zredukowany do poziomu incydentu na parkiecie, Gallo spóźnia się w obronie... Ponadprzeciętnymi obrońcami są Felton i Douglas... ale oni nie mogą robić aż takiej różnicy. Zaskakująco mimo braku wzrostu NYK nie są outreboundowani jak przewidywałem... Pytanie do ZZZ2 wydaje się na razie mocno nietrafione...

Bombki indywidualne

Bombka dla Davida Sterna... za kalendarz... i rekord...

Nieco przewrotnie, powiem, że odpowiedzialność za wynik 16-12 ponosi w części... David Stern... Jest to oczywiście nieżyczliwe uproszczenie, bo przecież Pan Komisarz nie zakłada galotków NYK i nie wychodzi na parkiet, zderzając swojego starczego ciałka w walce o piłkę... Ale... na pewno nie zaszkodził NYK skreślając schedule bardzo zgrabnie. Myślę, że nikt tak jak on nie zdaje sobie sprawy z tego, że NBA musi być oparte na czterech silnych filarach – swego rodzaju metropolitalnych epicentrach. Lokomotywami ligi są New York City, Chicago, Los Angeles i Zagłębie Texas. Jeżeli te drużyny grają słabo to marketingowo liga traci na zainteresowaniu (biznesowo, medialnie etc.) i w konsekwencji uciekają gdzieś gigantyczne pieniądze, które mogłyby ciurkać do ligii. Stern ma, więc interes żeby promować wielkie centra (nie da się porównać konsumpcji czy potencjału ekonomicznego NYC z Minesota) , żeby promieniowały na mniejsze ośrodki. Zwłaszcza w czasach wielkiego kryzysu. Nie chce spekulować o spisku (od tego są zespoły parlamentarne), ale z jakiegoś powodu np. LAL ma najmniej back-to-backów w całej lidze... Trudno to nazwać przypadkiem... Co by nie powiedzieć, to Stern sprawił, że NBA stała się ligą globalną... Ma więc prawo pociągać za sznurki...

Wracając jednak do rekordu. Chyba mało, kto się tego spodziewał zwłaszcza kiedy w pewnym momencie zrobiło się... 3-8… Rollercoster. PO jest na wyciągnięcie ręki... bo pozostała grupa POścigowa jakby słabsza. W każdym razie wydawało się, że będzie silniejsza rywalizacja o pozycje 6-8. Podsumowując nieco wydarzenia na Wschodzie. BOS, MIA, CHI (nawet bez Noah) po za zasięgiem, ORL po niedzielnych zawirowaniach wielka niewiadoma, ale cytując klasyka są mocni (choć pod koszem zieje wielka ciemnia – Ronny dołączysz?), ATL zdecydowanie silniejsza. Ale dalej to chyba już... NYK. Jakieś symptomy ożywienia w PHI, MIL chyba powoli wchodzi w rytm (choć baz Jenny może być teraz trochę pomrocznie), zaskakująca IND (jak dla mnie). Ale reszta? NYK są od nich zdecydowanie lepsi. Bo kto może zagrozić? Drużyna z Europy TOR? CHA bez Feltona dziurawe jak dziurdamer? DET osiągające nowy poziom stagnacji i oczekujące na przewrót (może nawet pałacowy)? CLE w traumie? NJN zbieranina zawodników z łapanki czekających na przeprowadzkę na Brooklyn? WAS kontynuacja nieuporządkowania i chaosu? Realnie, więc nie wejdzie do PO ktoś z czwórki – NYK, MIL, PHI i IND... Dlaczego właśnie NYK? Nie znajduję uzasadnienia...

Bombka dla STATa

Co by nie powiedzieć ten gość zmienił całe NYK. Chyba nikt nie spodziewał się, że może być tak dobrze. To co, mnie zaskakuje to jego rzekoma etyka pracy i zdolności przywódcze. Jest liderem na boisku i po za nim. Kandydat do MVP. 9 meczy z rzędu plus 30+. Van Gundy ma rację. Nie ma w NBA zawodnika, który byłby go w stanie powstrzymać w grze pod koszem.  Za duży, za szybki, za wszechstronny. Nie porównywałbym go jeszcze do ikon – jak Ewing czy Frazier, ale ten gość może być zawodnikiem dziesięciolecia – 2010-2020. To co trzeba jeszcze poprawić to nauczyć współpartnerów grać do niego. STAT musi ograniczyć do minimum poszukiwanie gry w ataku –a co za tym idzie liczbę strat. On ma dostać piłę skończyć i jeszcze trafić wolnego po faulu. Obrony się nie nauczy. Ale nie można mieć wszystkiego.

Bombka dla R. Feltona

Mimo początkowych obiekcji – także piszącego te słowa – Ray pokazał, że jest jednym z dziesięciu najlepszych rozgrywających NBA w tym sezonie. Szybko zrozumiał, o co chodzi w ofensywnej łamigłówce (?)Trenera Mike'a i mimo, źe nie wyglądało to z początku najlepiej teraz stanowi o sile ataku NYK – i to dwojako. Jest drugim strzelcem zespołu i dobrze decyduje o tym kto tę piłkę dostaje (PS. Ray ma więcej asyst niż Kidd, Westbrook, Rose czy Nelson). W statystyce pts/rbs/asts jest 19 w lidze i jest... lepszy od Nasha (o włos). Gra grę swojego życia. Jego problem polega na tym, że nie nazywa się Chris Paul...

Bombka dla W. Chandlera

Mimo, że na jego widok skręca mnie niemal w paragraf to obiektywnie gra bardzo dobrze, solidnie i konsystentnie. Patrząc statystycznie ciągle się poprawia. Poprawił shot selection,  zdecydowanie lepiej rzuca z dystansu, ma więcej zbiórek, zdobywa dwa pkt więcej i ma blok o więcej w stosunku do poprzedniego sezonu. WOW. A mimo to jest ciągle jednym z bardziej niedocenianych zawodników NBA... Zwłaszcza przez piszącego te słowa.

Bombka dla L. Fieldsa

Napisałem już tyle ciepłych słów o tym chłopaku, że brakuje mi nowych. Okazuje się jak się czegoś bardzo chce i potrafi się ciężko pracować, to nawet ograniczony talent nie jest obiektywnie przeszkodą do tego, żeby osiągnąć sukces w życiu. Najlepszy zbieracz wśród guardów. Bardzo dobry draft pick. Czekamy ciągle na więcej. Pewnie jednak nie należy się wahać w rozrachunku z Melo...

Rózgi ogólne

Końcówki

Trener Mike nie umie grać crunch timeów. Albo inaczej ego decyzje są zawsze jakieś takie atypowe. Kiedy wydaje się, że NYK powinni faulować przeciwników ci pozwalają im grac, kiedy należałoby wziąć czas... i coś skreślić – Trener Mike pozwala iść na żywioł... Wykonawcy akcji w końcówkach są prawie zawsze źle dobrani – STAT rzucający trójki decydujące o wyniku??? Nie jest ten nasz Trener ukochany zdolny do jakiś wielkich intelektualnych uniesień. Może panikuje? Psychicznie nie wytrzymuje i czeka aż to się wszystko skończy? Ciekawe czy ktoś by się pokusił policzenia ile meczy NYK pod jego rządami wygrali pięcioma pkt. a ile przegrali. Myślę, że statystyka jest druzgocąca...

Rózgi Indywidualne

D. Gallinari – o ile Chandler zrobił jakiś obiektywnie zmierzalny step up o tyle Danilo nadal bez wyrazu. Gorzej rzuca i za dwa i za trzy, mniej zbiera i blokuje w stosunku do zeszłego sezonu. Gra falami. Ma 4-5 naprawdę dobrych gier, po których następuje kilka spotkań zupełnie bez wyrazu. Momentami mdły jak mamałyga... Daleko od al dente...

Rózgo/bombki ogólno - indywidualne - czyli Ławka - dziwnych stworów sadzawka...

Opisze zbiorczo, choć w stosunku do każdego mam po kilka linijek litanii do wyrecytowania.

NYK nie ma ławki. I za chwilę zacznie ich to gryźć w pośladek. Nie może być tak, że wszyscy zmiennicy nie są w stanie zagrać więcej niż 40 min. i w sumie wyprodukować statystycznie coś więcej niż występ jednego najsłabszego zawodnika S5. Tak się nie da. Kontuzja wśród starterów i co?

R. Turiaf – miał być faktorem, a na razie jest królem pantonimy przy bocznej linii. Nawet, ze zdrowym kolanem były spotkania, które go statystycznie ominęły szerokim łukiem... A przecież grał.

T. Douglas – podobno cały czas ma te kontuzję pleców i z tego wynika jego słabsza dyspozycja... w ostatnim... miesiącu...bo ostatni ponad przyzwoity mecz zagrał... 23 listopada przeciwko CHA. Meczu z CHI nie powtórzy. Szkoda. Mnie martwi to, że on intelektualnie nie czyta gry, w którą grają NYK. Może powinien oglądać więcej taśm. Bombeczka za grę obronną.

T. Mozgov – nadmuchany balon oczekiwań sflaczał dość wyraźnie... Nie udźwignął gry. Zapomniał, że potrafi złapać piłkę. Wskazania: poddany dalszej obróbce termicznej drewna...

S. Williams – wyciągnięty z niebytu – pokazał, że coś potrafi więcej niż Ci, którzy z definicji mieli być lepsi. Choć obiektywnie to ciągle za mało.

B. Walker – władca krótkich questów. Liczba pedeków nie pozwoli mu jednak wskoczyc na kolejny level NYK 2011/2012. Zejdzie do jakiegoś innego labiryntu. Podobno w WoW jest orczym księciem...

A. Randolph – równia pochyła. Za czym NYK tak wzdychali przez te dwa lata? Za mitem. Ułudą. I ogólną niechęcią do Gallo. Wygląda na to, że w NYK może nigdy się nie odnaleźć. Tu nie ma czasu na naukę koszykarskiego abecadła. A Randolph wygląda na koszykarza, który utknął gdzieś tak w połowie. Ciągle duka. Potrzebny od zaraz – trener do mimiki twarzy.

R. Mason Jr. – transferowe pudło lata. Miał odnaleźć swój rzut. Ciągle szuka. Do zwolnienia.

A. Rautins – może jednak D-league?

K. Azubuike – przegrał z kontuzją. Nie jego wina.

E. Curry – przegrał ze wszystkim i wszystkimi... Nawet z sobą...

12:22, znykajacy
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje