RSS
piątek, 30 grudnia 2011

Wydawało, że dno muł i wodorosty zostały już osiągnięte. Po trzech pierwszych meczach sezonu muszę powiedzieć, że najlepsze może jeszcze nadejść. Zamajaczyła znowu lodowa góra… Napawa mnie to radością i entuzjazmem, bo o zwycięskiej drużynie NYK pisać bym chyba nie dał rady. Zresztą myślę, że Impresje by na tym straciły między innymi dlatego, że mielibyśmy zalew tzw. turystyki sezonowej. Pewna równowaga i hermetyczności naszego (nie boję się powiedzieć wspólnego bloga) byłaby na zawsze naruszona. Niszowość jest dobra.

Oglądam NYK na bardzo poważnie od 2 lat… Utoczyłem prawie pół tysiąca impresji. Widziałem razem z Wami różne upokorzenia.  Że tak tylko przypomnę, blow out z DAL, mecze z MIN czy MIL. Nie wiem może sugeruję się chwilą, ale dzisiejszy mecz z LAL był najgorszym , najbrzydszym i najbardziej przygnębiającym jaki widziałem. Ten mecz to gorsza kalka spotkania z GSW. Na tym blogu wielokrotnie padały już słowa – nie ma nic. Przekroczę dziś Rubikon i pójdę dalej – i powiem -  nie ma nawet niczego Takiego braku pomyślunku, koncepcji i stylu to jeszcze w NYK nie widziałem. A mówię tylko o ataku. O obronie nie podejmuję się powiedzieć słowa. Bo tu naprawdę nie ma o czy mówić. Przypomnę tylko, że LAL zdobyli ze 20 pkt. na jednym zagraniu – wrzutka z obwodu na kosz – zakończona lay upem lub dunkiem. Piłeczka jest króciutka.

Ja wiem, zaraz odezwą się głosy – proszę zNYKajacy daj spokój, trzeci mecz sezonu a Ty robisz podsumowanie jak Szpakowski po meczu ze Słowacją w 2009 r., muszą się zgrać, naoliwić, zrozumieć.

No dobrze. Jest w tym sporo racji. Ten blog jest katastroficzny. Im gorzej tym lepiej.

Ale kto przepraszam ma to wszystko ustawić jak trzeba do pionu? Kto ma naprowadzić? Kto da impuls? Wiecie, że prawie nigdy nie krytykuję Trenera Mike’a, ale mam wrażenie, że on rzeczywiście się już emocjonalnie wypalił. Po prostu zużył. Ciągle jest w takim odrętwieniu. Letargu. Przesypia mecz. Reakcje nerwowe. Spóźnione. Jakby coachował jakiś inny mecz. W innej rzeczywistości. Trener Mike jest do wymiany, ale to nie oznacza, że jak przyjdzie ktoś inny (pewnie Mike Woodson) to będą jakieś czary z mleka. Może jednak uda się nadać temu jakiś kształt. Wielu powie będzie Davis może K-Mart to się dopełni pełny obrazek? Ale który Davis przyjdzie – ten z GSW czy ten z LAC czy CLE. Nie budujmy dywanów z piasku i nie strugajmy rzeźb z korzenia.

Jaka jest ta myśl przewodnia gry NYK - wrzucić piłkę do maszyny zwanej STAToMELEM i zobaczyć, co z siebie wypluje. Ale czy można grać coś innego? Jeżeli w odwodzie jest Walker, Balkman czy Novak, którzy grają w NYK tylko dlatego, żeby budżet się dopiął? Miernikiem ich obecności nie są przecież umiejętności. Czy mecz z BOS był inny? Nie był. Nie oszukujmy się. Proszę. Po prostu trafiali. Ale styl i gra a była taka sama. Czyli jakoby jej nie było.

Gdyby ktoś zaproponował mi – robimy zamianę – oddajemy cały NYK za całą IND. Zadaję tylko dwa pytań jaki kwit mam podpisać i czy koszulki da się uszyć już na mecz z SAC?

C. Anthony – było trochę pomyślunku w jego grze. Trochę.Bo liczba niepotrzebnych izolacji i rzutów z wyskoku na siłę ciągle za wysoka.  Grał bardziej na kosz, i grę faul i to przynosiło realny wymiar punktowy – czytaj trzymanie się za LAL na 10-12 pkt przez 3 i pół kwarty.  5 ast – 5 TO. Czyli na zero.  Perełkami wieczoru były jego pojedynki z Bryant’em. Gra dobra tylko w wymiarze indywidualnych statystyk. On nie jest i nie będzie liderem. To samiec dbający zawsze najpierw o swój pełny brzuch.

A. Stoudemire zapomniał w czym jest królem świata -czyli potworem pomalowanego .Uparł się na tego jump shota z 5-6 m. I ostatnio próbuje się w trójkach. Boję się w przyszłym sezonie będzie odpalał już z połowy boiska. Czy to wina Chandlera, który powoduje, że STAT siłą gra dalej od kosza? Może. Niestety te wymuszone rzuty wynikają też z tego, że rzut  Amare jest zawsze lepszy od rzutu kogokolwiek z tej cyrkowej trupy (z wyłączeniem Melo). Naprawdę nie ma opcji. I to jest koszmar. Piłka parzy. Ajajaj. No i gra na dystansie powoduje, że STAT zaczyna kozłować. A to jest prosta droga do straty. Albo sztab przeformatuje jego grę albo to sensu mieć nie będzie. Zaczynam przychylać się do poglądu trzeba rozważyć transfer STATa za np. Howarda…  Za Paula już był położony na zielonym stoliczku. Sorry Amare.

T. Chandler czekacie na Tysona – mistrza z DAL? To się nie doczekacie. Chandler wygląda jak piąte koło u dwukółki. Przynajmniej zbierał i ucykał 11 pkt z wolnych. To jest dziś główny problem jak wkomponować go w zespół tak, żeby dawał to, co najlepsze. Na razie szczytem pomysłu jest wprowadzenie go na boisko.

L. Fields – czas fascynacji Landrym minął mi jak ostatnie Święta. No momenty może są. Jest czasem jakieś wejście. Jakaś chęć zrobienia czegoś. Ale po za tym? Permanentne zniknięcie. Wycofanie i gra na alibi…

T. Douglas – on jest po prostu niereformowalny. Te odpalane cegły, podanie nie w tempo, słabe czytanie gry. Zaczynam podejrzewać, że on jest po prostu… strasznie mało inteligentny koszykarsko. A w relacjach z człowiekiem głupim obowiązuje pewna zasada. Nie wchodź z nim w polemikę, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem.

M. Bibby – ten przynajmniej trzyma równy poziom. Jeden celny rzut i jedna asysta. W pluso minusach -19. Defensywne wzmocnienie roku. Ever.

B. Walker – Nasz minotaur chciał zapolować na Kobe’ego… Kobe to przecież Kobos… (znawcy fantastyki wiedzą o czym mówię). Zasadził się jak zbój za węgłem i chciał rozpłatać mu czaszkę swoimi trójręcznym toporem. Jego steal przejdzie do sagi – Kobe’s plays of shame. Mega KOM(B)OS. To nic, że potem Bryant go oskalpował. Bez włosów da się żyć. Do tego trzy wystrzelone w kosmos bełty.

J. Harrellson- Henio Wardach niestety chciał być opcją w ataku. To powinno być już ostatni raz, kiedy mu pozwolono na taką taktyczną frywolność.

S. Novak – dwie trafione trójki. WOW! No i złapał w obronie trochę wiatru przeciwników.

R. Balkman –miał bardzo ciekawą rolę. Robił za element dekoracyjny do sztuki granej przez Bryanta. Dla mnie Oscar ze scenografii. Ten Pan nie powinien wychodzić z rekwizytorni.

J. Jordan – Panowie i Panie mamy pierwszego bilardzistę sezonu…

J. Lin – obrazkowa historia chińskiej koszykówki w NYK napisała swój kolejny rozdział. Na razie powieść rozwija się jest dosyć nudno i nie zapowiada się na jakieś ciekawe zakończenie. Może jakieś sepuku? Ale to byłby wariant japoński…

15:11, znykajacy
Link Komentarze (26) »
czwartek, 29 grudnia 2011

Miały być sny o potędze…

Marzenia o mistrzostwie…

Powrót do gry o najwyższe cele…

Pierwszy start 2-0 od 1999 r.

I co? Wielka klapa… Od sedesu.

Balon sflaczał.

Pierwsze trzy kwarty to taka przebijanka bez wyrazu... NYK niemrawi, GSW niecelni. Bez wielkich emocji. NYK mieli 6-8 pkt. bufor bezpieczeństwa, który GSW niwelują i 3Q kończy się remisem. A potem jest cudowna katastrofa. GSW odjeżdżają, robią run 15-2 prują środek jak pancerną szafę trafiają trójki. Dziękuję, dobranoc, do widzenia. NYK odurzeni, zdziwieni, bezradni. Koszmar poprzedniego sezonu(ów) trwa. Deja vu? Brak ochrony pomalowanego, nieudolna obrona outside. Skąd my to znamy? Prawda jest taka, że jeżeli STAT i Melo nie mają dna to porażka jest tylko funkcją w czasie...

Mark Jackson wykonał wielką pracę. Dostrajał taktykę tak by na koniec zadać ostateczny miażdżący cios. Jak gospodarz w Ewangelii najlepsze wino trzymał na koniec. To była masakra o prostocie cepa.  Szczerze mówiąc dawno już porażka nie smakowała tak słodko.

Taktyka GSW była prosta jak drut. Szczęśliwie udało się wyfaulować Chandlera, Lee wyciągał STATa spod kosza a szybki back court GSW rozjeżdżał tę bandę nieudaczników obronnych NYK. Ellis miał kwartę wieczoru, Brandon Rush mścił się za kontuzję na nielegalnych workoutach NYK, Smith to jakiś czarny Barea wyciągnięty absolutnie z nikąd (brawo Mark), reszta no name’ów zrealizowała zadania (Brown, McGuire, Udoh). Mark Jackson zrobi PO? Nie zdziwiłbym się.

C. Anthony – bez pomysłu na cokolwiek. Jedyne, co robił to izolacja. A ponieważ nie siedziało to występ był z kategorii tragiczny (jak na tę klasę zawodnika). Mecz jak po lobotomii. Zero pomyślunku. Prawie żadnych wejść, walki pod koszem. Wielki marazm. Rozgrywanie piłki na poziomie Jeffriesa. Point Forward? 4 straty plus wiele niedokładności która kończyła się stratą lub . W pierwszej kwarcie 7 pkt potem już tylko 6 w pozostałych trzydziestu sześciu minutach. Lider?

A. Stoudemire - wyglądał jak krowa na łyżwach. Niecelny, wycofany. Zły shot selection. Jak nie on.  Nie chcę powiedzieć, że przegrał pojedynek lokatorski pomiędzy wynajmującym (Lee) a najemcą (STAT), ale Lee go neutralizował każąc mu grać daleko od kosza (podobno negocjowali wysokość czynszu w czasie lock outu). Gdzie jest post-up??? Jedna akcja STATa potworna, kiedy minął Davida, kiwnął zwodem Biedrinsa i będąc już mocno pod koszem zadunkował… WOW! 10 zbiórek to wynika jak na niego wyjątkowy.

 

T. Chandler – fatalny. Szybkie faule. Ławka, frustracja i technik. Nie rozumiem tej taktyki wychodzenia wysoko do pick&rolla. To nie działa. Po co? Robi się potem dziura w środku. I Tyson nie dąży za piłką która jest od razu tłoczona do środka. Grał tak niewiele, że ponad kwaśny uśmiech nie potrafię wykrzywić się bardziej.  

T. Douglas – momentami wyglądał jak zawodnik Harlem Globrotters ze swoim kozłowaniem jakby chciał pobić liczbę odbić o parkiet na minutę. Rozegranie przegadane, wolne, selekcja rzutowa po prostu okropna. Były może ze dwie akcje gdzie podaniami NYK rozmontowali obronę GSW. Witajcie w świecie Tonyego.

L. Fields – ofensywnie drgnął. Nie chcę powiedzieć, że się przełamał, ale w kilku momentach nie zawahał się w sytuacjach w których od pół roku podjąłby bezpieczną decyzję – na oddanie piłki. Co więcej jakby wrócił mu dar antycypacji. W obronie katastrofa. Ellis gubił go w pierwszym kroku. Landry nabrał ciała i stracił całą szybkość. Jego gra obronna przypominała moją z najlepszych lat i ogranicza się do wystawiania ręki na biegnącego przeciwnika. To już oficjalne NYK mają najgorszy back court w lidze.

M. Bibby – back up PG? Ale czego? Chyba słupa z wysokim napięciem. Jeden celny rzut. Asysta? I co więcej? W obronie głównie zajmował się bronieniem siebie przed grą… w defensywie…

J. Harrellson – oddał pierwszy rzut. Na razie niedolot. Ależ ten chłopak buduje napięcie. O ile w obronie Fields wystawia jedną rękę to on unosi dwie. Wygląda to jak machanie skrzydłami przez Ikara. 4 min. Po tym trzeba ochłonąć. Jest problem z kozłowaniem i motoryką… I to taki zasługujący na rehabilitację ruchową.

B. Walker – Mroczny Książę był najjaśniejszym punktem NYK. Czy samo to nie jest największą obelgą dla NYK i podsumowaniem jakości tego spotkania? Chyba nafaszerował się spaczeniem. Ofensywny, agresywny. Po prostu wykonał kolejną misję. Złapał kilka PD-ków. Kto chce się założyć, ze to był jego najlepszy mecz sezonu?

S. Novak – to jest dopiero Pinokio. Robotyczności jego ruchów nie powstydziłby się nawet C3PO. Jego gra w obronie sprowadza się do odwracania głowy za mijającym go zawodnikiem. Może ma moce rycerza Jedi? Orientacji w grze na boisku na poziomie zepsutego kompasu. Trafił za trzy z rogu. WOW. To taki biały Shawne Williams dla ubogich…

R. Balkman – nie zawiódł. Zagrał swoje. Czyli zapchaj dziurę. Meczem przedsezonowym wywołał jakąś histerię. No to chyba się skończyła.

J. Jordan –wielki okradziony. W 2Q trafił takiego buzzer beatera. Jakieś trzy sekundy po syrenie. Niestety sędziowie byli nieugięci. Mogli dać mu taki handicap. Chude ma i cienkie te nóżki.  Nie dojadał na tych Bałkanach. Pamiętacie Keona Clarka. Najcieńsza łydka w historii NBA. Jordan zbliża się niebezpiecznie do tego poziomu. Jeżeli on przegrywa rywalizację z Szortkiem to źle to wygląda…

J. Lin – jest chiński debiut. Lin w sosie słodko - kwaśnym... Brawo. Jeden niecelny rzut. I udana akcja w obronie. Witamy na pokładzie naszej dżonki-mżonki.

15:19, znykajacy
Link Komentarze (18) »
środa, 28 grudnia 2011

No to taka mikrozajaweczka.

Jest parę smaczków.

Pierwszy to oczywiście Marc Jackson. Jeden z najlepszych PG w historii NYK. Powiedziałbym, że numer dwa, ale boję się, że wobo22 zacznie krzyczeć. Dla mnie jednak Mark będzie zawsze zawodnikiem IND. W mojej świadomości tak naprawdę nigdy nie był Nixem. I tak już zostanie. Jako fumfel Reggiego Millera, Rika Smitsa, i nie-braci Davisów. Sorry Mark.

Zresztą Mark otwiera długą listę zasłużonych Knicsów z którymi pożegnano się niezbyt grzecznie… Obok Ewinga, Okaleya, Jackson… Salon odrzuconych… Witajcie z życiu J. Dolana…

Właśnie dlatego szczerze życzę mu dziś zwycięstwa…

Drugi to nasz cherubinek David Lee. GSW to miejsce idealnie dla niego. Tam się nigdy specjalnie nie broniło, więc Davidek nie ma specjalnego ciśnienia na grę defence. Myślę, że Jackson trochę to zmieni. W drugą stronę w NYK nie ma już nikogo kto mógłby pomstować odejście z GSW… Jak ten czas szybko płynie… Randolph w MIN, Turiaf w WAS, a Azubuike w bliżej nieokreślonej próżni ortopedycznej…

Tyson Chandler poważnie rozważał ofertę GSW w międzysezonie zanim zdecydował się na NYK. Było to jak rzut monetą, więc kto wie może będzie jakaś kocia muzyka przy posesji?

Jeremy Lin – został zgarnięty sprzed nosa NYK w zeszłym roku przez GSW a potem waivnięty. Może mieć jakieś z tego powodu issue. Jest więc szansa, że jeśli zagra, to będzie coś próbował udowodnić włodarzom Wojowników… Oby. Lubię takie mikrozemsty.

PS. Steph Curry nie zagra... Niektórzy to mają szczęscie. Spodziewajmy się wielkich rzeczy po Monty Paythonie Ellisie...

18:09, znykajacy
Link Komentarze (12) »
niedziela, 25 grudnia 2011

 Nie będzie zajaweczki, bo co tu o tym BOS pisać. Chłopcy są już po drugiej stronie i ich ogień się dopala. Prezes lokalnego oddziału ZUS-u zaczyna nerwowo przebierać palcami... Tylko Stefan się cieszy.

Ten sezon to dla BOS to będzie taka piękna śmierć. Heroiczna. Wbrew nadziei. Trochę współczesne Termoplie. Zmierzch bogów... Eksperyment trzech tenorów się powiódł. Jeden tytuł jest. Po tym było już tylko życie mitem.

I ta historia tego Greene'a taka fatalna. Nie ma ma Bardzo Dużego Dziecka, nie ma tylko Dużego Dziecka, nie ma D. Westa ulubieńca mamy LeBrone'a.

Bass? Dooling? Wilcox? Iiiiiii...

Inny świat. Inny rozdział. Okres przejściowy...

P. Pierce ma nie zagrać... Jednego kata mniej...

Reszta nie da już rady.


No co fajne było rozpoczęcie? Pojawiły się kolorki na objedzonych pysiach? No chyba… Pierwszy krok długiego marszu w stronę mistrzostwa uczyniony?

No. I am just kidding.

Dla mnie fenomenalna kwarta nr 3. Taka klasycznie w nowojorskim stylu. BOS podnieśli głowę i wykręcili wynik 35-17 niwelując przewagę NYK uskładaną w pierwszej połowie spotkania. Rondo dewastator (zdaje się, że czasy kikrawego jump shota bezpowrotnie minęły), desia przegrana, gry zespołowej nie ma, każdy sobie rzepkę (sorry stary) skrobie. Powróciły dawne duchy? Oddajmy sprawiedliwość naszym świątecznym zajączkom. W pierwszych dwóch kwartach (1Q to może być najlepsze dwanaście minut otwierających mecz w tym sezonie). BOS był kompletnie przytłoczony i wyglądał bezradnie jak miotający się w studni pies. Niewidoczny Allen, wycofany Garnett, mięciutki O’Neal. Taki BOS poraniony zmianami. Zapowiadało się na blow oucik. Ale Gwiazdka była wczoraj. To zwycięstwo trzeba było wyrąbać toporem przez kordony napierających zielonskórych.

Na koniec NYK zasłużyli na bostońską herbatkę…

Stefan jestem szczęśliwy Twoją radością!

Poraża brak ławki – pierwsza piątka rozegrała odpowiednio w pewnym zaokrągleniu 33, 35, 37, 35 i 34 min. W tym tempie węgla, pary i świeżości wystarczy tak do połowy stycznia. Potem zacznie się oddychanie rękawami. I gra wynalazkami. Wprost nie mogę się doczekać.

To świąteczne bombeczki z nowojorskiej choineczki…

C. Anthony –Ruszył wózek, kiedy wydawało się, że już się wykoleił. Moim zdaniem to za chwilę będzie jego NYK. I tak zdaje się przesuwa się akcencik mediów. Prawdę mówiąc zaczyna pracować na tę koronę. Król czwartej kwarty. 17 pkt z 27 pkt drużyny. W sumie 37. To może być najlepszy sezon w jego karierze… On jest chyba jedną z najlepszych kombinacji siły i szybkości w całej lidze (może Wade jest lepszy). Momentami unguardable.

A. Stoudemire - STATystycznie trudno się przyczepić. Zagrał poprawnie. Powiem nawet więcej. Był dosyć pobudzony w obronie. O to go nie podejrzewałem. Kluczowy blok w samej końcówce na B. Bassie. Ciekawe jak zniesie detronizację? A może właśnie to będzie miarą jego wielkości? Dwie trafione trójki. W dwóch próbach. WOW! W tych nowych goglach chyba ma jakieś namierzacze…

T. Chandler – tak w cyfrach nie zachwycił. Jakoś tam krył na pick&rollach Rondo. Tyle, że Rondo był nie do zatrzymania. No i B. Bass delikatnie go obśmiał. Sumarycznie na poziomie Jeffries’a (teraz podniesie wielki krzyk). Ale 6 bloków robi wrażenie. Myślę, że będzie przez chwilę liderem tej kategorii w lidze.

T. Douglas –tu mam wrażenie liczby lepsze niż gra. Oddał najwięcej rzutów – (aż 19 – wyrównał rekord życiowy). Coś tam wjeżdżał, szarpał. Ale akcje przegadane, za dużo gry piłką. Ostatecznie tylko 4 ast. Ale 3 stl. W sumie szczyt marzeń, gdyby ten poziom utrzymał. Ale Toney ma na drugie imię – Rollercoster…

L. Fields – trójka, dwa mocne wejścia i tyle. Sflaczał jak balonik Kłapołuchego. Trochę pozorowanej gry w obronie. W pluso minusach  -11. Najgorzej. Za mało, za słabo. Krecą drugą część Ogniem i mieczem? No, bo co on się tak na karku podgolił? Co by nie powiedzieć tym spotkaniem zrekapitulował statystyki z ostatnich meczy z BOS. Czyli był tak dobry jak w całej serii spotkań PO. Brawo. To jest progres. Odnotujmy to.

J. Jeffries – autor ofensywnej akcji miesiąca. Ten jump shot był podręcznikowy. Spadłem z krzesła. Po za tym tak jak zawsze. Cesarz astralnego niebytu…

I. Shumpert – chyba za bardzo uwierzył, że jest nowym Waltem Frazierem i trzecią strzelbą drużyny. Z drugiej strony jak na parkiecie jest Balkman, Jeffries, Chandler i Douglas to niby kto ma się brać za zdobywanie punktów? Ze dwie akcje mogły chwycić za serce. Cała reszta to gra na siłę, przebój i popularną aferę. Miał pecha. Na drodze do pobicia kilku rekordów Michaela Jordana stanęło twarde kolano Allena/Wilcoxa? Stare kości nie pękają. Wstępnie wygląda na naciągniecie MCL - więzadło poboczne piszczelowe. Na razie nie wiadomo, ile mu się poleży (2-4 tygodnie). Ławka robi się jak krótka jak niemowlęca kołderka. Kiedy jedynym PG jest T. Douglas...

B. Walker –Zrobił sobie takie strączki na głowie, w których podobno przechowuje DNA swoich wrogów. Jego głowa jest jednym wielkim voodoo. Koszykarsko to był występ wręcz patologiczny. Niestety wobec kontuzji Shumpiego – dostanie kolejne szanse, żeby go powtórzyć. Najlepsze było po meczu kiedy Garnett skoczył mu do gardła… Podobno poszło jeszcze o jakieś ukochany żel Garnetta (otrzymany od mamusi na dzień dziecka), którym Walker miał smarować swoje członki. Walker zabrał mu z szatni jeszcze we wspólnych czasach bostońskich. Widać, że testosteron parował z czaszki niczym źródło geotermalne spod Torunia… Gdybym tylko lepiej czytał z ruchu warg...


J. Harrellson – chodzić w krótkich gatkach to trochę mało. PR jest fajny, ale liczy się gra. Prawda N8? Najważniejsze zadanie jakiego podjął się w czasie wieczoru to było zniesienie na plecach Imana z parkietu. Na sanitariusza pogotowiu to on się nadaje. Oskarowa rola w „Na Dobre i na Złe”. Statystycznie na zero z przodu. 9 min. które wstrząsnęło MSG. Na razie postanowił kibicom dawkować emocje. Rzut ma oddać dopiero za kilka odcinków... Miszcz suspensu...

R. Balkman – chciał pobić występ Mrocznego Księcia. Osiągnął wynik tylko nieco lepszy od degeneracji. Tworzą z Walkerem naprawdę mordercze combo… jeźdźców bezgłowy.

 S. Lee – ten człowiek powinien pogodzić się z łysiną i odstawić leki.


PS. Szkoda, że Andy R. tego nie doczekał


I najważniejsze. Z nowym sezonem zmienił się delikatnie wizerunek NI. Mam nadzieję, że zauważalnie.

Mamy nasze polskie akcenty. Bo nie ma świata bez sprawy polskej. Jest więc gazda Clyde na tle Giewontu. Z krzyżem.

Dziękuje za pomoc i cierpliwość twórczą – EMSIEMU (któremu dedykuję tę impresję).

-----------------

UPDATE

Dobra. To jeszcze mały update.

Obejrzałem ten mecz raz jeszcze. Na spokojnie.

I do wczorajszego opisu mam kilka porefleksyjnych uwag.

A. Stoudemire - grał źle. A może inaczej. BOS go po prostu zneutralizował. Za daleko od kosza. BOS w osobach KG plus Bass lub Wilcox robili gigantyczną robotę wypychając go na 5-6 metr i podwajając. Świeżak masz rację. Była klasyczna piłka parzy. Do STATa i patrzymy. Ale kto tam miał go wspierać? Balkman, Walker czy Szortek? Opcji nie było. Amare dawał radę tylko spod kosza. Kiedy się tam dopchał. A tłum był gorszy niż na wyprzedaży makat ściennych w Tesco.

I. Schumpert –występ tragiczny. Liczba złych ustawień, strat, podań w miejscu złych wymuszonych rzutów - niewyobrażalna. Kiedy BOS zeszli w 2Q do poniżej 10 pkt. straty – wszystkie kontry i fumble  wynikały z bezpośrednich i pośrednich zagrań Imana. Każda posesja obarczona mniejszym lub większym błędem. Jego koszykarskie IQ jest na poziomie N. Robinsona. W obronie też nie widziałem jakiegoś upside’u. Uwierzył, że jest Melo2. Ta kontuzja to było zbawienie.

T. Douglas – książę chaosu. Nie do końca był to chaos twórczy. Ruch piłką całej drużyny fatalny. I na tym poprzestanę bo mi się uleje.

T. Chandler –chytrze wyciągnięty spod kosza. Na 5-6 metrze to wartość jego gry obronnej jest zmniejszona przynajmniej o połowę. Brawo BOS.

L. Fieldswytransferować jeżeli tylko się da. W przyszłym sezonie jego wartość transferowa osiągnie poziom bagażu podręcznego.

15:57, znykajacy
Link Komentarze (27) »
sobota, 24 grudnia 2011

Drodzy Czytelnicy, sympatycy!

(Ci ujawnieni i kryjący się pod osłoną nocy)

W szczególnym czasie Bożego Narodzenia życzę wszystkim radosnego spotkania przy żłóbku z Nowo Narodzonym.

Gdzie królowie i osły są sobie równe.

Niech codzienność nie kładzie się ponurym cieniem.

Niech świąteczny stół będzie okazją do refleksji i pojednania.

Z sobą i najbliższymi.

Najlepszego i radosnego!

Redakcja

 

A jutro Kochani zaczynamy naszą karuzelę...

08:33, znykajacy
Link Komentarze (19) »
czwartek, 22 grudnia 2011

Najlepsze we wczorajszym meczu było to, że jest to pierwszy i ostatni mecz, który oglądam w tym sezonie na żywo. Koniec. Uffff.  Cała reszta pójdzie już kulturalnie z playbacku o 6 rano w ciągu godziny, bez reklam na porost włosów, przyrządu do odłamywania terakoty i tego śmiesznego gekona z Geico.

Zupełnie zapomniałem, jakie to nocne wstawanie jest meczące. Starzeję się. Prawie zmarłem. Mecz jest jednym wielkim majakiem obejrzanym znad przymkniętych powiek. Nie potrafię powiedzieć wiele. To co widziałem mogło mi się równie dobrze przyśnić.

Walt Frazier i Mike Breen w wielkiej formie. Widać, że się chłopcy za sobą stęsknili. Nie ma to jak męskiego oglądanie sportu udo w udo. Breen wyznał Waltowi – Wiesz, że Cię kocham. Dobrze było ich usłyszeć... Śmiech Clyde'a – bezcenny.

Żal trochę było patrzeć na Humphriesa. Głównie z powodu ludzkiej zawiści i hipokryzji. Wszyscy mu zazdroszczą i zamiast głosu szczerego podziwu to takie buczenie. I potem to kąśliwe skandowanie – We want Humphries? Ale po co? Żeby znowu go wybuczeć? Panowie powinniście się wstydzić. Z drugiej strony znalazł się w ekskluzywnym klubie Justina Bibera...

 

Shawne Williams nie zagrał - pewnie się wstydził.

Trener Mike miał krawat, który wyglądał przewiązany tygrysi ogon. Nie wiem, co na to PETa, ale ktoś powinien to zgłosić.

Dramaturgia meczu miała swój punkt kulminacyjny w czwartej kwarcie, kiedy NYK ze stanu po 77 uciekli na 9 pkt. i raz wywalczonej przewagi odebrać sobie już  nie dali. To chyba tyle.

Było lepiej. Trochę w pierwszej części przespana deska w obronie i taka niefrasobliwość w paincie – tak sobie stali i patrzyli a B. Lopez pobił rekord kariery zaliczając w jednej kwarcie dwie ofensywne zbiórki. 

C. Anthony – najostrzejszy nóż w szufladzie. Isolation – devastation. Dla tych, którzy słabiej opanowali język wolnych skojarzeń podpowiem w narzeczu tubylców znad Wisły – Izolacja – Dewastacja. Walt powiedział, że odbył poważna rozmową z Melo i powiedział mu – Dzieciaku jesteś 20/10/5 w tym sezonie. W czasie transmisji ograniczył mu liczbę zbiórek do ośmiu, ale i tak Melo ma o czym myśleć... No to by był milestone Antosiu.

A. Stoudemire - rdza odpada całymi płatami, zawiasy w łokciach i kolanach trzeszczą. STAT potrzebuje jeszcze paru baniaków Castrolu i palety papieru ściernego, ale jak to mówią Rosjanie będzie – jak nówka sztuka. Parę rzutów znamionowało dłuuuugi rozbrat ze szmacianką. W sumie to nie wiem jak Wam, ale mnie do złudzenia przypomina w tych nowych goglach – Big Game James'a.

T. Chandler – wypełnia ezoteryczną dziurę w środku. W ataku cudów nie będzie, ale jak mu się zrobi pick and rolla to wbije dunkiem gwoździa. Trochę drzemał na początku, ale zasadniczo się ogarniał. W normalnych okolicznościach przyrody po dwóch faulach w 1Q osiadłby na ławce. Kto wie czy to nie jest metoda na głoda?

T. Douglas – ukrzyżowanie w pierwszych dwóch kwartach. Pomiędzy bardzo źle a beznadziejnie. Potem delikatne wskrzeszenie w drugiej części, ale raczej nie zmartwychwstanie. Cudu nie będzie. Przełomu tym bardziej. Nawet Dunajca. D. Williams znowu zrobił mu lekcję kręcenia kiełbasy.

L. Fields – jedna efektowna akcja za trzy a potem pobostonowy marazm. Znowu takie przyczajenie zza węgła. I chciałabym i boję się. Raczej jednak zestrachanie wzięło górę. W pampersie gra się trudno. Landry jest zakładnikiem swojego sukcesu z zeszłego roku, które teraz odbija się bolesną czkawką. To nie ten rozmiar kapelusza.

I. Shumpert – jak to chłopak z nowicjatu. Jeden mecz świetnie, drugi już bledziutko. Presja MSG paraliżuje jednak ręce i nogi. Z pewnością jest większym talentem niż Fields, więc wejście do S5 jest kwestią tygodni. Selekcja rzutów do głębokiej korekty.

R. Balkman - Pani Renia – Lwica Panczsziru - wyrębuje sobie drogę do rotacji. Te rzuty za trzy mógłby sobie darować, ale na deskach wykonał sporą pracę. Do dalszej obserwacji.

M. Bibby – najbrzydszy człowiek wśród koszykarzy miał wczoraj momenty holenderskie, kiedy łopatami wiatraka próbował zatrzymać wiatr Derrona Williamsa. Z tą zwrotnością, szybkością i zmysłem orientacji miałby problemy zakotwiczyć się w Kołobrzegu. Chyba, że jako semafor dla statków wpływających do portu.

J. Harrellson – biały człowiek i może. Na słabej rozdzielczości i z przymrużonymi oczami ma coś z sylwetki i fizjonomii Billa Laimbeera. Trochę za bardzo przecenia swoje umiejętności rzutu za trzy i ktoś powinien z nim o tym poważnie porozmawiać.

D. Green - a to może być nowy Shawne Williams NYK. Mnie się ten Zielony Ork dosyć podoba. Szuka gry, jest agresywny. Myślę, że go nie odetną. W przeciwieństwie do Łowcy. Ale Green nie przegrał z Kotwicą.

B. Walker – cały czas pije magiczne mikstury i kumuluje pedeki... Jego comeback jest oczekiwany bardziej niż Powrót Yedi.

--------------

Łowca i Zielony znaleźli się jednak na aucie... Roster znowu liczy 14 duszyczek... Kto będzie tym piętnastym?

12:31, znykajacy
Link Komentarze (15) »
niedziela, 18 grudnia 2011

To co? zNYKająca Zgaduj Zgadula 3? („ZZZ3”)

Znowu 11 tendencyjnych pytań dotyczących wyników osiągniętych w sezonie zasadniczym NBA 2011/2012 („Sezon”) przez zespół New York Knicks („Knicks” lub „NYK”). Odpowiedzi na wszystkie pytania zostaną zweryfikowane w oparciu o statystyki na koniec Sezonu zamieszczone na oficjalnej stronie www.nba.com

Pytania do ZZZ3:

1) Ile zwycięstw odniosą w Sezonie NYK?;

2) Jaka będzie dyferencjał pomiędzy średnio zdobytymi a średnio straconymi punktami przez NYK w Sezonie? (jeżeli ktoś uważa, że punktów straconych będzie więcej niż zdobytych proszę trzeba wpisać znak minus przed podana wartością, brak minusa będzie uznawany za… plus);

3) Jaka będzie średnia punktowa najlepszego strzelca NYK w Sezonie?;

4) Jaka będzie skuteczność NYK rzutów za trzy w Sezonie?;

5) W ilu meczach w Sezonie zagra Tyson Chandler?

6) Jaka będzie łączna suma asyst i przechwytów Tony’ego Douglasa w Sezonie?;

7) W ilu meczach Sezonu zasadniczego Jared Jeffries wystąpi w pierwszej piątce NYK?;

8) Ile punktów zdobędzie w Sezonie Amare Stoudemire?;

9) Ile łącznie minut na parkiecie w Sezonie spędzi Jerome Jordan?;

10) Jaka będzie łączna średnia punktów, zbiórek, asyst i przechwytów w Sezonie Imana Shumperta?;

11) Ile asyst w Sezonie będzie miał point forward Carmelo Anthony?

Zasady punktacji

Kto będzie najbliżej prawidłowej odpowiedzi na poszczególne pytanie zdobędzie 3 pkt., kto będzie trochę dalej 2 pkt., a kto zajmie ostatnie miejsce na pudle otrzyma 1 pkt. Przykład. A odpowiedziała, że Knicksi wygrają w Sezonie 32 spotkania, B - 34, C - 31, D - 30, E - 29. Knicksi wygrali w Sezonie 33 spotkania. A i B dostaną po 3 pkt. (byli najbliżej), C – 2 pkt., i D 1 pkt., E będzie bez punktu.

Do zdobycia w ZZZ3 są więc znowu 33 pkt.

Bierzemy pod uwagę statystyki poszczególnych zawodników w całym Sezonie - niezależnie od tego, czy pozostaną Knicksami do jego końca.

Dokładność odpowiedzi

Odpowiedzi w ZZZ3 można podawać z dokładnością do jednej dziesiątej (tam gdzie oczywiście ma to sens). Np. 16,1 pkt. Bardziej dokładne wyliczenia nie będą brane pod uwagę.

Adres do wysyłania odpowiedzi

Odpowiedzi na ZZZ3 proszę przesyłać na adres: znykajacy@go2.pl do 26 grudnia  2011 r. do g. 17.59 (decyduje data otrzymania emaila). W temacie proszę wpisywać: ZZZ3.

UPRZEJMA PROŚBA O WYSYŁANIE ODPOWIEDZI W ARKUSZU EXCEL

(KOMÓRKI OD A1 DO A11).

Rozstrzygnięcie

Rozstrzygnięcie ZZZ3 nastąpi w ciągu 7 dni od zakończenia Sezonu (lub występów NYK w play offs).

NAGRODA ZA ZWYCIĘSTWO

Mam nadzieję, że będzie to koszulka zawodnika NYK ze świątecznego meczu z BOS.

Pytania i wątpliwości

W razie jakichkolwiek pytań lub wątpliwości proszę kontaktować się emailowo (adres powyżej) albo umieszczać je w komentarzach.

Zachęcam do wspólnej zabawy i życzę wszystkim zdobycia Ewinga3!

Tomek1267 chce ustrzelić HT… (który jest autorem jednego z pytań w nagrodę za swoje, dotychczasowe sukcesy…)

17:05, znykajacy
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje