RSS
czwartek, 31 marca 2011

Czuję się jak STAT – jestem już totalnie wybrany na koniec sezonu i wobec zbliżającej się Wielkanocy czuje się wypełniony treścią jak wydmuszka... Piszę na wytrzymałości a nie na świeżości...

163 derby makroregionu – i szala przechyla się na stronę NYK – w bilansie Grand Derbi de Hudson River - 82-81...

Mecz można określić jednym słowem – entertaining. Od początku do końca. Mogło się podobać, nawet takim malkontentom jak ja... Gdyby jeszcze nie wygrali. Byłby szczyt marzeń... Ale... nie można mieć wszystkiego...

Pierwsza połowa to jakaś defensywna Fukushima. NJN – jeden z najsłabszych ofensywnie zespołów NBA osiągnął swoje rekordy punktowe w po 1Q i po 1H. To było koszmarne. Potem NYK wzięli się trochę do roboty w obronie – odcięli od zbiórek Humphriesa, wypchnęli zza pomalowanego Lopeza, odrobili straty i zachowali więcej zimnej krwi w końcówce, co pozwoliło osiągnąć ten niebotyczny sukces, jakim jest zwycięstwo z Zarzecznymi.

Billups, STAT i Melo zdobyli – 95 ze 120 pkt. NYK – takie 80%... Małe MIA?

J. Petro - jest wielkim czarnym baobabem... W moim przekonaniu to jego niefrasobliwa i dziurawa gra spowodował, że NYK zniwelowali narosłą w 3Q przewagę. A. Johnson powinien ten mebel zdjąć po drugiej stracie...

K. Humphries – plakat tego zawodnika powinni sobie powiesić nad łóżkiem tacy amatorzy zabawy z piłką jak Łapeta czy Hrycaniuk.  I do tego włożyć zdjęcie Krisa do portfela. To jest droga, którą realnie można podążać. Żadne tam bajki, że moim idolem jest Jordan czy Kobe. Chce być jak oni. Wzorować się na nich. Markować ich ruchy. Odpuść sobie. Bądź realistą. Bądź jak Kris. Człowiek znikąd. Bohater tłumów. Podążaj jego drogą...

D. Williams - nie wygląda jak małe dziecko wpuszczone do sklepu ze słodyczami. Nie widziałem jakiejś wielkiej pasji i chęci gry... A w tych opowieściach, że nie wie czy się wyoptuje czy jednak zostanie, dostrzegłem fałszywy ton głosu Lebro-meloniady... Czeka nas kolejna szopka...

A. Morrow – Maciek Kwiatkowski powiedział mi ostatnio, że on jeszcze nie widział, żeby Morrow spudłował kiedyś z czystej pozycji za trzy. Coś w tym jest. Ten gość jest jak maszyna...

Mecz z NJN rozpoczął serię trzech slam dunków – dalej na rozkładzie się CLE i TOR. Pierwsza paczka wykonana...

C. Anthony – chyba najlepsze spotkanie w barwach NYK. W 3Q po prostu odleciał. 20 pkt. Dewastator. 10 zb. 5 ast. W drugiej połowie ten chłopak zaczął bronić... I to jak agresywnie. Przecierałem zawilgocone wzruszeniem oczy ze zdumienia. Melo, ale jak to?. Stopy same składały się do oklasków... I ta ucieszona pucułowata gębulka... Miodzio.   Aczkolwiek... Gdyby NJN trafili ostatni rzut i byłaby to trójka... to odium porażki spadłoby na niego bo... nie trafił kluczowego jumpera przy stanie 118-116 na 13 sek. do końca...

A. Stoudemire – bohater 1H. Samotny ciągnik Massey Ferguson. Potem problemy z faulami i siłą rzeczy odpoczynek z brzegu ławki w drugiej połowie. Rzutowo świetnie dysponowany. Głownie z dystansu. Ależ zrobił dunka ponad Humphriesem i Lopezem. Powinien być w highlightach wieczoru. Uwaga a teraz najlepsze. 1 zbiórka. Samotna. Niczym przysłowiowy palec. Jak Ty to robisz STAT? Człowiek uciekający przez zbiórką...

She. Williams – ale te dziewczyny grają teraz w tę koszykówkę... Cichy bohater 4Q. trzy rzuty i trzy celne... Zrobił pierwszy krok w stronę draftu WNBA...

C. Billups no wreszcie miał swój dzień. Myślałem, że nie poradzi sobie z Derronem i będzie się bidulek męczył. Nawet zacierałem rączki. A tu proszę. Skorzystał z tej mimozowatości D-Willa i wystrzelił jak korek od szampana. Zagrał wreszcie to, czego w ataku się od niego wymaga... 0 (słowie: zero) strat w ciągu 36 min.!!! Trzecia opcja. Opcję to trzeba wykonać... ale w... lecie...

L. Fields – jeden wielki znak zapytania. Tylko 15 epizodycznych minut. Beznadziejnie.

J. Jeffries – fenomenalny występ JJ. Na miarę talentu możliwości i oczekiwań. 6 zb. w 24 min. Tym występem zamknął usta chyba nawet najbardziej zagorzałym krytykom. My w redakcji uczciliśmy ten występ minutą ciszy.

T. Douglas – w obronie męczący jak much tse tse spragniona świeżej krwi. W ataku chimeryczny jak Hamlet. Ale to on złapał kluczową zbiórkę w ataku po niecelnym rzucie Billupsa na 116-114 dla NYK na 42 sek. do końca, dał się sfaulować Morrow'owi i trafił dwa wolne, które przybliżyły NYK do zwycięstwa... Wytrzymał ciśnienie. Małe bohaterstwo, małego człowieka.

Sha. Williams – bolą go plecy stąd ten słucki pas w poprzednim spotkaniu. Zagrał swoje nie wiadomo, co.

B. Walker – to już wszystko jasne. Wydało się. Walker odbył epistolarne zaoczne szkolenie w klasztorze Szaolin. Podobno zainspirował go film Kill Bill, który z jakiegoś niezrozumiałego powodu odniósł do siebie... Nie pytajcie mnie, dlaczego. Postanowił się bronić. Teraz wiemy, że przy pomocy kung-fu... Ostatnie wcielenie orczego zniszczenia. Najwyższa energetyczna forma przed przejściem w stan buddyjskiej doskonałości. Widzieliście ten dunk? On miał posmak azjatyckiego orientu. Brakowało tylko takiego Jaaaaaa!!! Ale to było tylko preludium. Potem był cios w twarz Farmara. Hajaaaaaaaaaaa! Widzieliście, jakie to było szybkie. Nawet po obejrzeniu powtórki w zwolnionym tempie sędziowie zapisali faul Dziewczynie. Nieprawdopodobne. Podobno Walker na treningach przecina piłki ręką... Każe do siebie mówić Mistrzu...

A. Carter – chyba się Mors opił tranu przed meczem... W pewnej chwili wydawało się, że przyćmi wszystkie światła w MSG... Trochę przesadził Czytelność jego podań nadal przypomina sygnalizator świetlny... Ale wyszło to nawet dobrze. Zawstydza młodzież.

13:00, znykajacy
Link Komentarze (29) »
wtorek, 29 marca 2011

Matko jak ten mecz się upiornie dłużył… Prawie nie dało się tego oglądać… W kategorii najbrzydsze spotkanie sezonu – pewna nominacja z szansą na tytuł Miss Publiczności. 67 rzutów wolnych zaliczonych przez obie drużyny. Permanentna gra faul. Siłowe przepychanki. Okładanie się po łapach. Tarzanie po parkiecie. Niby lubimy w Redakcji taką błotną koszykówkę, ale w kategoriach estetycznych to przypominało to Saletę jeżdżącego na łyżwach… Trzeba być rozsmakowanym koneserem, żeby mieć mokre ręce od oglądania takiej naparzanki…

Przechodząc do mojego ulubionego argumentu slusznościowego – byłoby wielce niesprawiedliwe gdyby NYK ten mecz przegrali. Na szczęście Temida w swoim ślepym wyborze opowiedziała się po stronie NYK.

Krzywa zmian punktowych w tym spotkaniu przypomina jakąś kubistyczną wizję panoramy Tatr.

Piłka była posmarowana chyba jakimś masłem. Ciągle wysmykiwała się graczom z rąk. Liczba jej wypadnięć, upuszczeń i wybić przekraczała zdecydowanie przyjęte statystyczne normy…

Przy jakim braku świadomości swobody przyszedł w czyjejś chorej głowie pomysł, żeby zakontraktować G. Arenasa do ORL. Przecież ten gość jest gorszy niż przysłowiowy ptak, co własne gniazdo kala... Jest jak piąta kolumna. Sieje zniszczenie we własnych szeregach. Autodestrukor. Z dawnego Agenta Zero zostało już tylko 0. Ja wiem, że zaraz podniosą się głosy świętego oburzenia, że to już jest przesada takie czepianie się człowieka, który jest w kategoriach medycznych kaleką, że przecież zdobył 5 ważnych (żeby nie powiedzieć kluczowych) punktów w końcówce, a miarą wielkości sportowca jest to jak kończy etc… Tak. Oczywiście. Nie mniej jednak ja zdania nie zmienię. Uważam Arensa za największego szkodnika od czasów wymyślenia stonki.

NYK fantastycznie zastopowali Howarda. W każdym razie w 1H, kiedy Dwight oddał… tylko dwa niecelne rzuty z gry. Myślę, choć tego nie sprawdzam- że było to najlepszy blackout Howarda w tym sezonie w dwóch kwartach. Kompletne zgaszenie światła. Jeśli ktoś potrafi potwierdzić prawdziwość tego zdania względnie wykazać niezbitymi dowodami jego fałszywość – to spełni dobry uczynek względem bliźnich czytelników. W drugiej połówce było znacznie gorzej, ale kto powiedział, że cuda trwają wiecznie… Właśnie dlatego są cudami…

Clyde obchodzi dziś urodziny i dostał od City Dancers wielką michę snickersów, które podobno tak bardzo lubi. Strasznie był ucieszony. Mimo swojej wielkości nadal jest strasznie skromny i jakby taki trochę zażenowany atencją publiczności która w 90% pewnie nawet  nie wie kim jest ten zażywny starszy Pan. Sto lat Panie Frazier! Już dawno przestałbym oglądać te popisy gdyby nie Pan!

I Mike Breen i Frazier zachwycali się grą obronną  Melo. Cmokali, że miałem wrażenie, że się całują. Pytali retorycznie Melo – dlaczego nie możesz tak każdego wieczoru? Nie upieram się. Oni z pewnością widzą więcej niż ja. Ja miałem jednak wrażenie, że Melo kryl jednak trochę cienie zawodników oddalonych od niego od kilka metrów niż ich samych. Ale może taka gra światłocieniem to jest jakaś nowa koncepcja defensywna? Powstrzymując cień mam kontrolę nad ciałem które ten cień tworzy… Shadow Defence.

ORL nie wygląda za ciekawie na za pięć dwunasta przed zamknięciem sezonu. Myślę, że wszyscy kibice tego sympatycznego miasta na Florydzie muszą zacząć przygotowywać się powoli do oglądania Howariady… Dwight deklaruje swoje głębokie przywiązanie do obecnego klubu… ale historia ostatnich lat pokazuje, że nie ma takich przywiązań, których się nie da odwiązać… Mistrzostwa nie będzie. Druga runda. Tops.

Stan Van Gundy jest bratem bliźniakiem Rona Jeremy. Chyba już to mówiłem.

Wczorajszy mecz to spotkanie przełożone z początku sezonu, które nie odbyło się zgodnie z rozkładem jazdy z powodu panującej w MSG azbestozy…

Biedny Rautins jak taka bidka siedzi sobie na tym ostatnim krzesełku prawie już na miejscach publiczności. Musi prosić już widza obok, żeby się przesunął bo mu zasłania…  Ciekawe kiedy będzie musiał płacić za bilet…

C. Anthony – zbudował sobie kolejny pomnik swojego geniuszu. Wyszedł taki niemrawy, piłką go nie szukała. Ale potem eksplodował w 2H kiedy zdobył 30 pkt. w tym 19 w 3Q. Moim zdaniem wiele z jego rzutów nie powinno mieć w ogóle miejsca… bo to obiektywnie mówiąc były to… złe rzuty i decyzje. Ale wczoraj miał taki dzień, że właściwie mógł próbować nawet odpalać z połowy. Z sukcesem. Gdyby skapitalizował ostatnią akcję w 4Q przy stanie po 100, kiedy nie trafił, zebrał i nie dobił… byłby dodatkowo bohaterem gazet i mediów i miałby akcję wieczoru w TOP10. O ironio, gdyby NYK przegrali byłby uznany za winnego porażki… 10 zb. Ależ mu się micha śmiała…

A. Stoudemire – nie dają mu żyć, nie ma szans na odpoczynek. Ciąge tylko obowiązki bycia gwiazdą. 44 min. na liczniku. Oddycha już pachami. Z każdym meczem na twarzy ma odciśnięte, co raz większe brzemię cierpienia i bólu… Jeszcze się toczy. Pytanie, co będzie, kiedy stanie. Mam wrażenie, że jest już tak zmęczony, że musi miarkować liczbę rzutów, bo nie jest ich w stanie unieść rąk do góry więcej niż te dziesięć razy…

Sha. Williams – kolejny taki sobie niewyraźny występ. W ofensywie nie za zbytnio w obronie w pluso minusach -10. Najgorzej z całej czeredy… Coś tam mu się chyba stało, bo go opasali jak szlachcica pasem słuckim i 4Q i OT oglądał już z ławki.

C. Billups"Jestem Panem Rzutem? Tak jestem Panem Wielkim Rzutem? Wątpicie w to? Ok. Udowodnię Wam, że nim jestem. Uwaga! Rzucam". Statystycznie w przekroju całej gry – przeciętnie jeżeli chodzi o skuteczność ale prawda jest taka, że to jego rzuty w OT zdecydowały o zwycięstwie – zwłaszcza celna trójka. Trzeba mu to oddać. Nie mniej Billups nie jest zawodnikiem stworzonym do gry ofensywnej NYK. On jest raczej specjalistą od spowalniania gry niż bezrozumnego napierania na kosz. Kółeczko i podanie na alibi do boku. Nie było Nelsona, więc nikt go w istocie nie gnębił. Szkoda. Lubię go takiego podtłamszonego czyimiś szybkimi nogami. Chyba nikt tak w NYK się nie poci jak on…

L. Fields – powrót od S5 i jeden z najsłabszych występów w sezonie. Zapomniał, co mu tak dobrze wychodziło w poprzednim spotkaniu. Nie odegrał żadnej roli. No może, oprócz roli statywu.

T. Douglas – szalony Toney powrócił w swojej niekonsekwencji, bałaganiarstwie i nieskuteczności. Tym razem mu się upiekło, bo te lepsze zagrania przyszły na koniec meczu i można nawet się pokusić o stwierdzenie, że bez jego udziału zwycięstwa by nie uświadczono. Jedyny zawodnik, który nie boi się nikogo i niczego. A już najmniej śmieszności. O którą często się ociera…

She. Williams - pobił nowojorski rekord sezonu. Wyfaulował się w ciągu 15 min. Twardy jak na dziewczynę. Po za tym statystycznie mignął. Głównie zerami.

A. Carter - ten były streetballowy hustler pokazał, że ciągle domaga się szacunku dla siebie i swojego krągłego ciałka. Ma ciągle ochotę coś komuś udowodnić. Widać, że każdą chwilę na parkiecie stara się przeżyć tak jakby to miała być chwila ostatnia... Nie ma takiej rzuconej rybki, do której ten mors by jeszcze nie skoczył. Ten jedyny lay up który trafił to było jak wyzwanie Leonidasa rzucone perskiej potędze.

B. Walker - gejzer aktywności na obu końcach boiska. Widać, że mu się tam w lędźwiach odłożyło trochę testosteronu, który musiał wreszcie znaleźć ujście. Dał dużo radości wszystkim tym, którzy z wypiekami oklaskują występy naszego księcia Uruk-hai… Salutujemy Ci władco myśli labiryntycznie nieodgadnionej…

J. Jeffries - moment kiedy próbował powstrzymać J-Richa przy rzucie za trzy (przy stanie 100-97) nie podnosząc nawet rąk do góry to był majstersztyk gry obronnej – dla broniących inaczej. Muł, dno i wodorosty… Jeden celny put back i całe mnóstwo ZER.  Czy tylko ja widzę te bezproduktywność, brak talentu i umiejętności?

08:17, znykajacy
Link Komentarze (7) »
niedziela, 27 marca 2011

Ten mecz był inny w swojej dramaturgii artystycznej. Ale topos pozostał ten sam. Udoskonalony. Śmierć aktora w samej końcówce. Przy grających trąbach. Najpierw niby równo w 1Q – łeb w łeb potem NYK robią wielkie prrrrrrrrrrrrrr i – CHA robi cwał na 22-4. Do 4Q CHA jednak pozwalają się systematycznie dochodzić NYK. Kiedy zaczynamy fantazjować o tym, że główny bohater jednak przeżyje dobiegając pierwszy do mety– sam wbija sobie nóż w serce w 4Q i spada z… konia. Fanfary. Kurtyna w górę. Oklaski. Tłum faluje. Grad goździków na scenie…

Trener Mike zaczyna zachowywać się jak szalony alchemik… Człowiek, który stracił rozum w poszukiwaniu kamienia filozoficznego… Waży, mierzy, dosypuje… Totalnie zagubienie. March Madness. Dodajmy trochę Masona, podlejmy Jeffriesem, przełóżmy Carterem i zapieczmy. Może nie powstanie zakalec.  Jak można liczyć na to, że gracze którzy zimowali przez cały rok na ławce i których rola sprowadza się do zbierania piłek po treningu będą jutrzenką świeżości? Że wniosą nową jakość? Do jakich czarnych myśli trzeba dojść, żeby zdecydować się na taki samobójczy krok? 11 zawodników w meczu??? Miarą ostatecznego szaleństwa będzie pojawienie się Rautinsa. Wtedy pozostanie już tylko kaftan i Tworki…

O CHA nie wiem nic. Większą wiedzę mam nawet o NOH i CLE. I dlatego jako kibic NYK przeżywałbym jakieś upokorzenie w tym, że taki M. Carroll robi sobie z NYK poligon doświadczalny dla swojego rzutu… Kto to w ogóle jest? To tego takie tuzy jak K. Brown, D. McGuire czy DJ. Biały. Z jakiego złomowiska zebrano te odpady. Dla NYK był to jednak odpad toksyczny…

„Boris rolls everybody’s watching…” – podaję za komentatorem. Nie wiedziałem, że Diaw potrafi robić takie cuda po wejściach. Trener Mike musiał być iście zszokowany, że jego dawny ulubieniec tak bezwzględnie demolował pod koszem jego drużynę…

Okazuje się, że DJ White jest całkiem czarny i raczej nie gra białej muzyki…

Kariera S. Linvingstona została chyba zbyt wcześnie wykreślona z księgi żyjących koszykarzy… Ciągle ma zryw Fiata 126p na światłach…

Wielkim nieobecnym wczorajszego spotkania był R. Felton…

Ośmiu Ryśków miało dzisiaj podwójne cyferki – w widełkach – 20 do 10. Każdy z grających zdobył punkcik.

Rodzynkami w tej babce beznadziei były pojedynki Jaxa i Melo. Panowie udowadniali sobie, który z nich ma większą strzelbę… Co za dziecinada… Chyba było na remis… Choć Jax zrobił Melo parę trójkowych inyourfaców…

M. Jordan dopisuje kolejne kartki z kalendarza do wielkiej historii upokarzania NYK.

No to co? 35-38. Popatrzmy tak trochę konkretniej. 5 domów i 4 wyjazdy. DOM – ORL, NJN, TOR, CLE, CHI. Ostrożne 2-3? WYJ – PHI, NJN, IND, BOS. Ostrożne 2-2? No… nie wiedzę tego 41-41. Przy całej mojej życzliwości.

C. Anthony – fenomenalnie, wspaniale. Indywidualnie zbudował sobie kolejny pomnik własnego geniuszu. Pokonał przeciwników i dobił swoich. Walczył z wrogami realnymi i tymi z własnych szeregów. Wybrał wariant – „Nie podaje, jadę sam”.Po mnie choćby potop". No i barka znowu zatonęła. Nikt się nie uratował. A myśmy się spodziewali… Niektórym łuski spadły z oczu… Chyba nareszcie.

Sha. Williams – kolejny rdzawy występ w ataku. Zaciął się w tych trójkach. Podobno w tym miejscu w którym rzuca z dystansu w halach przeciwników obluzowano deszczółkę w parkiecie. A na takim kolebiącym się drewienku to łatwo nie da się trafić… O jego drodze do S5 można by nakręcić film – od pucybuta do milionera…

A. Stoudemire –Może trzeba odwrócić Lokomotywę Tuwima.

„Stanęła na torach lokomotywa.

Ciężka ogromna i pot z niej spływa…

Tego bezruchu nic nie ocuci

Chyba, że palacz węgla dorzuci…”

Jeżeli w ataku nie domaga to w obronie jest niczym wielki pachoł, który trzeba obiec w drodze do kosza. Dawny przyjaciel Diaw objechał go jak maszyna do szycia… Umiera na oczach. Czy ktoś go przytuli jak upadnie? Nie wiem, czy ktoś to udźwignie…

C. Billups – Czesław udowadnia z każdym meczem co raz bardziej, że jego miejsce jest w słoju z formalina podpisanym – MVP Finału 2004 w muzeum historii naturalnej. Przestań grać Feltona. Zostaw te trójki. Facet szkodzisz. Niby rozgrywał. Niby bez straty. Ale na pytanie dlaczego mecz został przegrany – palec prostuje mi się w jego stronę….

T. Douglas – pomysł z S5 zasadniczo dobry, ale czy w parze z Billupsem? Tylko 15 min. W ofensywie nieskutecznie… W obronie niewyraźnie… Prawo Douglasa gryzie nas z całą mocą w tyłek… I to boleśnie. Niestety kolejny mecz będzie tylko potwierdzeniem jego obowiązywania…

A. Carter – a co on miał niby zrobić? Zbawić świat?  Na pewno upominał się o prawa morsów. PET-a jest zachwycona. Niestety gra dwoma jedynymi obrońcami powoduje, że ten obłokształty golem dostaje swoje minuty…

J. Jeffries – 5 minut groteski.

R. Mason Jr. – 4 minut burleski.

L. Fields – to to jest jakaś paranoja proszę Państwa. Przeniesiony jako starter z ławki. Zagrał potwornie dużo minut mimo, że ostatnio wydawał się być czasowo oszczędzany... Ofensywnie nie za ciekawie, ale robił to przed czym wzdragał się cały sezon – wchodził na kosz… I grał grę Gallo. Faul i wolne. Rekord kariery w rzutach liniowych - 12. W tym elemencie się sprawdził… Ciekawe, co będzie dalej…

She. Williams - Mrs. Perfect. Kobieca doskonałość w każdym calu… No niestety. Dostanie dalsze szanse.

B. Walker – to miało być 7 min., które miało wstrząsnąć koszykówką… Co ja mówię? Całym światem. Walker przygotowywał się do tego questu tygodniami… Niestety pociął się o własny topór i wbił dwa bełty w stopę… To go powinno uziemić na kolejne tygodnie… Będzie jednak dalej przemyśliwał taktykę totalnej destrukcji tak właściwą orczej naturze… Powróci by zadziwić potwory labiryntu…

10:46, znykajacy
Link Komentarze (7) »
sobota, 26 marca 2011

- Potrzebujecie następnych numerów do Totka. Uwaga podaję 6-24…

- Mam wrażenie, że tę grecką sztukę obejrzałem w ostatnim czasie już kilka razy. Fabuła przedstawia się następująco. Na początek przeciwnicy grają kwartę sezonu. NYK beznadziejni w całej rozciągłości. Potem rywale trwonią przewagę w 2 i 3Q przewagę, a NYK dochodzą na jeden rzut. I kiedy wydaje się, że wszystko jest możliwe… następuje piękna śmierć w czwartej kwarcie. Wygląda to jak udoskonalanie tego samego spektaklu. Aaaaaa. Teraz rozumiem. Rozpisane role, bilety, antrakty. To taki teatr Melopmeny. I na koniec śmierć głównego aktora… Wspaniała! Olśniewające w swoim tragizmie i powtarzalności… Brawo, brawo, brawo! Kilkuminutowa owacja na stojąco.

- To co dzieje się w 4Q to jest naprawdę jakiś dramat w Andach. Melo, Billups i Douglas łącznie zanotowali 3-13… Tak się nie da grać. NYK w tych końcówkach już nie biegają. Człapią. Czołgają się. Nie ma siły. Nie ma zwycięstw… Kto zgasi światło?

- Tak źle po koszem to NYK nie bronili już dawno. Jeżeli dodamy do tego, że obrona dystansu była jakąś chorą iluzją (MIL trafili 9-18), nie było rzutu za trzy – 4-21 to właściwie, o czym tu jeszcze więcej pisać? Jak tu grać, czym tu straszyć? Trudno uwierzyć po tym meczu, że MIL to najgorsza ofensywnie drużyna w lidze…

- Trener Mike zaczyna panikować, bo sięga do tych części ławki nad, która od siedzenia na ławce ma już odciski na pośladkach... Carter, Shelden Williams zaproszeni do gry. JJ i Mason odsunięty do roli epizodów. Gdzie sens? Gdzie logika? Tylko Walker ciągle siedzi w swojej ciemni… Musi szykować coś nieprawdopodobnego… Buduje maszynę totalnego zniszczenia…

- słowo daję nie patrzę w statystyki – zgaduję – i obstawiam. Jennings zagrał najlepszy mecz w sezonie? Kogoś to jeszcze dziwi? Ok. Teraz patrzę… Nie pomyliłem się. NYK znowu są przyczynkiem do jakiegoś kolejnego rekordu. WOW! Trzeba powiedzieć, że ten szparag na zrywność młodego zająca. Nifdy nie potrafiłem przeżyć patrząc na niego jakiegoś zdrowego koszykarskiego podniecenia. Ale wczoraj sprawił, że będę na niego patrzył łaskawszym okiem. Przy nim Billups wyglądał jakby grał w ołowianych trampkach… Nie wiedziałem, że on ma taki rzut i zasięg. On rzuca lepiej niż Wall, Rose i Rodno. Czyżby nadal czuł się odrzucony po drafcie 2009? Niestety włodarze oczadzili się Jordanem Hillem… A mogło być tak pięknie… Choć pewnie i tak oddaliby go za Melo…

- L. Sanders przypomina wielkiego nietoperza o mechanice i toporności ruchów niedokończonego Pinokia. Gdyby mu tak rozciągnąć błonę pomiędzy ramionami a nogami to można by z niego zrobić imponujący latawiec. Nie powiem. Mam do niego wielką słabość po meczu z MEM w SL 2010. Wydawało się po tym spotkaniu, że możliwości tego chłopaka są nieograniczone. Ależ on ma wingspan. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Dlatego wczoraj prawie spadłem z krzesła kiedy okazało się, że Larry rozegrał kluczowe 15 min. spotkania. I do tego trafi dwa takie jumpery z rogu pomalowanego. Szok. Naprzód Larry!

- 35-37. Ostatnia dziesiątka. Cudownie, bo już oddycham rękawami… Żeby sezon nie był znowu przegrany – to trzeba wykręcić 6-4… Dadzą radę?

- Stefan trzymasz się? Myślę, że niektóre nieukojone serca będą potrzebowały, żebyś wlał w nie trochę pociechy… Powiedz, że wygramy z CHI, BOS i MIA. Możesz nawet powiedzieć, że wygramy naraz.

- dziś CHA opromienione zwycięstem z BOS... Mecz wygrany (o ironio!) w 4Q. Ich numerki to w ostatnich dwunastu minutach to 10-15...

No to aktorzy. Ze sceny...

C. Anthony – mocne entrée a potem umieranie anioła… Wczoraj znowu grał obok drużyny. Chyba na zasadzie – „ok w ostatnim spotkaniu podałem piłkę 9 razy i przegraliśmy. Ergo – teraz zrobimy to inaczej. Nie będę podawał, będę znowu wyizolowany i zobaczymy kto ma rację. To zobaczyliśmy… Kolejną porażkę. Kolejne niezrozumienie. Kolejne wielkie rozczarowanie. Czekam, kiedy pierwszy raz się nabzdyczy, kiedy w szatni skwasi atmosferę. Moim zdaniem to kwestia już godzin niż miesięcy… To może być naprawdę piękne… Nie mogę się doczekać Melo-obrażanki…

A. Stoudemire – nasz wołek idzie już na wstecznym. Nie ma siły, nie ma pasji. Orze jak może. Tylko tego ugoru nie da się zaorać… Sam piach i kamienie. Billups go nie odżywia. Nie podaje owsa. Ani nie dostaje siana. Skazany na siebie. Shawshank Redemption. Daleko od kosza. Nie ma pick&rolli. Pod tym względem można tęsknić za Feltonem (tfffu zgiń przepadnij zła myśli). Oni chociaż grali ze sobą. W 4Q chciał podźwignąć krzyż. Nie udało się… Upadł… Nie ma Szymona z Cyreny…

R. Turiaf – 15 min. bezproduktywności. Nie jest nawet wart dalszych złośliwości. Na to też trzeba zasłużyć…

C. Billups – jest co raz gorzej. Ktoś ostatnio przytomnie zauważył… że Melo ma znacznie słabsze statystyki kiedy Chauncey jest na boisku? Dlaczego? Bo utrwala złe bryłkowe wzorce. Pozwala na izolacje gwiazdora. Do tego spowalnia grę. Wydłuża akcje. Ma taką dziwną tendencję do wbiegania w dwóch obrońców a potem nerwowego oddawania piłki. To jest rozegranie? To jest żart Panie Kolego. Jest niestety zakładnikiem swojego pseudonimu. Tyle, że przeżywa strzelecki slump. Nie widzę tego inaczej. Wykupić i pożegnać. Względnie przehandlować. Za cokolwiek. Kogo on realnie jest w stanie powstrzymać - Rose'a, Rondo czy Wade'a? Muszę, się nad tym głębiej zastanowić...

L. Fields – liczba minut systematycznie spada. Końcówka na równi pochyłej. Doszedł do ściany. Już się od niej nie odbije. Nie ma kim go zastąpić… Myślę, że pierwsza piątka rookie’ch może być zagrożona…

Sha. Williams – kolejny tragiczny występ w ofensywie. Cztery niecelne trójki. Co by nie powiedzieć to zawodnik, który potrafi tylko jedno. Rzucić za trzy. I to też tak naprawdę z jednej pozycji. Z rogu. Takiej jednowymiarowości nie było od czasu odcinka. Trochę mało jak na rezerwowego… nawet Kotwicy… Z drugiej strony w obronie w pluso/minusach +11. Kiedy grał Boguś nie zdobył punktu ani nie dziabnął zbiórki...

T. Douglas – zaczął źle. 1-5.  W 4Q tak samo. Ponad poziomy wzlatał w 3Q, kiedy jego gra ofensywna drgnęła. I był takim mikro akceleratorem. Generalnie rozedrgany, nieodpowiedzialny, bezrefleksyjny. Spowolnił Jenningsa, ale nie był w stanie go zatrzymać. Ja bym go wstawił w S5. Jak szaleć to szaleć… Z nim chociaż ta gra ma jakieś tempo.

R. Mason Jr., J. Jeffries – bracia siamscy bilarda sportowego. Identyczne statystyki. Pełne zer. Jakimi obaj są.

A. Carter – stary mors ciągle potrafi być drapieżnikiem w przerębli. Plasnąć ogonem. Błysnąć kłem. Przestraszyć kilku bogobojnych Eskimosów. Nadal jednak uważam, że stawianie na niego jest patologią…

She. Williams – dlaczego on jest taki dziewczęcy?

13:39, znykajacy
Link Komentarze (16) »
czwartek, 24 marca 2011

- 8-22, 6-21, 4-16, 7-21? Numery w Totku? Nie. To są popisy skutecznosci naszych milusińskich w ostatnich czterech meczach w ostatnich kwartach... (w kolejności MIL, DET, BOS, ORL) Budujące? Nie za bardzo? Co się tam dzieje w tych głowach? Nie ma paliwa? Zmęczenie jak mówi STAT? Te mecze są jak mydło, które wyślizgujące się z rąk... Prowadzenie, którego nie mogą utrzymać do końca... Co to będzie, co to będzie? Nic nie będzie. Trzeba dotoczyć się do końca sezonu... i pięknie odpaść w pierwszej rundzie... A potem wierzyć w cuda...

- Główny problem NYK to spadające tempo gry. Liczba posesji obniżyła się z statystycznie 98 do 92 w ostatnich kilku spotkaniach... czyli od kiedy starterem znowu został Billups (od tego czasu jest 1-5)... Toney Douglas w S5?

- Zgadzam się bratem Stana Van Gundy'ego, że bez Dwighta H. ORL to zespół pokroju NJN czy CLE. Maksymalnie 25 zwycięstw w sezonie... Nie wiem czy Jeff nie ma jakiegoś zadania w promowaniu kandydatury MVP dla Supermana?

- Dlatego dziwi mnie, że NYK nie próbowali posadzić go szybko na ławce. Tylko kto to miał zrobić? Turiaf czy Jeffries... Może nie mogli dojść w tej sprawie do porozumienia? Ależ się wyrywali do tego zadania...

- Z kilku młodych piersi się wyrwało – Zwolnic Mike'a D... Wstrętni prowokatorzy...

- Melo ostatnio zderzył się ostatnio z nowojorskimi mediami... To jest bolesne zdarzenie i wiele karier skończyło się przez to przedwczesną śmiercią lub kalectwem... Jedna z zabawniejszych tez medialnych to... że Melo może stać się drugim Stephonem M. Nie ukrywam, że serce zatrzepotało w mych trzewiach radośnie... na myśl o takiej perspektywie...

- Te szare ręczniki, którymi okrywają się zawodnicy siadające na ławce rezerwowych wyglądają jak koce dla ofiar powodzi, wypadków samochodowych albo pożaru, którymi strażacy okrywają poszkodowanych. Wygląda to dosyć przygnębiająco. A może jest w tym taka myśl jakiegoś chorego PRowca, żeby przedstawiać NYK jako ofiary kataklizmu? Bo coś w tym jest...

- Zauważyliście, że kiedy jest źle od razu słychać tupot szczurzych łap wychodzących ze swoich przysiółków – tym razem z nory wyłonił się Al Harrington– "Jesteśmy lepszą drużyną od czasu transferu. Gdyby między nami i NYK decydowała jedna gra to byśmy na pewno wygrali..." Przyjemniaczek.

- 35-36 tak tylko dla statystycznej poprawności... 7-10 po Transferze... Po raz pierszy poniżej .500 od czasu 8-9...

- A PHI się umacnia a IND napiera... Mimo to spokojnie. Jesteśmy skazani na play-offy...

- Tytuł impresji nie ma na celu dezawuowania serwisu koszykarskiego Czwarta Kwarta. Pozdrawiam serdecznie Maćka Jamrozika!

- Z takiej obok beczki – Kellena Azubuike będzie miał drugą operację kolana. Po 16 miesiącach rekonwalescencji (i jej niewielkich efektach) ktoś wreszcie doszedł do wniosku, że pierwsze podejście skalpela zakończyło się medycznym niepowodzeniem... Ciekawe gdzie był sztab medyczny NYK przez ostatnie dziewięć miesięcy... Wracaj do gry Kellena. Anglia Cię potrzebuje!

Sumarycznie/statystycznie.

C. Anthony – po wczorajszym meczu chyba nikt się nie może do niego przczepić."- Przecież podawałem. Tak jak chcieliście. Zaliczyłem season high - 9 ast. O co wam jeszcze chodzi. Nazwaliście mnie Kapitanem Opornikiem a ja proszę... Dzielę się piłką. Oddaje to co należy do mnie. W tym rozdawnictwie piłki rozpamiętał się tak bardzo, że w 4Q oddał tylko jeden niecelny rzut. Nie chodzi o bycie Caritasem Melo. Myśl. Bo kto Twoim zdaniem, kto miał wygrać to spotkanie skoro obraziłeś się na grę w ataku?

A. Stoudemire – wół jest zmęczony i potrzebuje zmiany przy dyszlu. Ledwie zipie. Ofensywnie najsłabszy mecz sezonu. Smutno patrzeć jak gaśnie w ostatnich spotkaniach. Fatygę ma wypisaną na twarzy... Bass i Howard zgotowali mu wczoraj niezłe piekiełko. Przez trzy pierwsze kwarty zdobył 4 pkt. Potem przyszedł FedEx od Pierce'a z przeprosinami i koszulką Mr. 4Q. To było jednak za mało... Jeżeli nie wykrzesze z siebie sił będzie tragedia... Tak bardzo oczekiwana...

R. Turiaf – znowu jakiś obłęd w grze ofensywnej. 4-5. I ten celny fade away ala Jordan po pięćdziesiątce... Szok. 1 zb. 19 min. Słowa grzęzną gdzieś w czeluściach gardzieli...

C. Billups – rozgrywający, który nie rozgrywa... Motor który nie zapala. Raczej. Hamowanie silnikiem. Zwalnianie. Czekanie. Czasem przekozłowuje całe boisko żeby sobie rzucić... Udowodnić sobie że ciągle jeszcze ma odznakę Pana Wielkiego Rzuta. To nie jest właściwy człowiek na właściwym miejscu... Każdy kolejny mecz mnie o tym przekonuje. Niby nie można doczepić się do statystyk. Ale, nie ma już siły na to żeby harcować po 30 min. w meczu. Nie w takim tempie. Oldie but not goldie. Moim zdaniem kontrakt do wykupienia... Albo do wymiany w lutym 2012... Chauncey mnie ostatnio zszokował po powiedział, że chciałby grać jeszcze 5 lat... Pytam: w co? W 4Q 0-3... 0 ast.

L. Fields – spójrzmy prawdzie w oczy. W normalnym klubie Landry byłby najwyżej rezerwowym a w NYK gra w S5. Czy to świadczy o tym, że on jest tak dobry czy, że NYK są tak słabi. Skłaniam się do tej drugiej opcji... Niestety. Wszystkie punkty w 1Q. Potem festiwal niecelności. W 4Q jedna cegła i same bile... W końcówce sezonu brakuje mu już pary...

J. Jeffries - ??? Jeżeli twoim pierwszym rezerwowym jest najbardziej nieproduktywny zawodnik w tej lidze, to życzę szczęścia powodzenia. Muł i wodorosty.

T. Douglas – mimo tych swoich wzlotów i upadków-  jest jedynym prawdziwym rezerwowym jakiego mają NYK. Lepszy niż cały ten pozostały skład węgla i papy. Na pewno poszedł bardzo do przodu i jest wyraźny postęp w grze. Na pewno otrzaskał się z rzeczywistością i pewnie trudno sobie wyobrazić drużynę bez niego. Na pewno jeszcze wiele przed nim. Na pewno... nie wiadomo co będzie z nim dalej... Jego los się decyduje... Ale mam to samo pytanie jak w przypadku Landry'ego. Jest tak dobry czy drużyna nie ma alternatywy? W 4Q tylko strzelba. 5 pkt.

Sha. Williams – jak zwykle coś tam było. Takie bąknięcia. W 4Q nie wniósł jednak nic co mogłoby dawać nadzieję na uratowanie przez NYK chociażby twarzy. W normalnej drużynie byłby ubrany w garnitur i miał bąble od oklaskiwania kolegów. W NYK gra, bo jest lepszy niż pozostały złom.

R. Mason Jr. - wszedł dobrze w mecz trafiając dwie trójki. Na tym wyczerpał limit szczęścia i umiejętności. W 4Q – klasyczny czterominutowy bilard. Walczy o przetrwanie. Może w przyszłym sezonie ktoś go przytuli za minimum... Andy Rautins, Andy!

11:50, znykajacy
Link Komentarze (13) »
wtorek, 22 marca 2011

- Zielony wąż znowu wygnał NYK z raju... A może politycznie jest też właściwie powiedzieć z Mekki (MSG)?

- NYK zapomnieli, że mecz trwa 48 min. - a nie 45 min. Gdzie jest sztab? Na odprawach trzeba to, co jakiś czas powtarzać bo zawodnicy NYK mają tendencje do zapominania o tym fakcie dość chyba notoryjnym... BOS przez ponad czterdzieści minut byli niemrawi jak hipopotam taplający się w Limpopo. NYK prowadzili grę i wydawało się, że kontrolują spotkanie. Guzik. BOS znowu zrobili Knicksów na tzw. podpuszkę. Żeby bardziej bolało. Na 8 min. 30 sek. do końca było 78-69 dla NYK... Potem odjazd – wyrównanie na 86-86 na 3 min. do ostatniego gwizdka i potem była już tylko zielona fiesta. Straty, niecelne rzuty od czapy. Miłe złego początki...

- Paul Pierce ma coś z mentalności Reggie'ego Millera. Potrafi ukraść show w MSG. Może dziadolić cały mecz (przez pierwsze trzy kwarty 3-8), tłum może go lżyć- "Paul Pierce out", za ostrą grę, za to, że się krzywi nieładnie –a on w kluczowym momencie potrafi wejść na taki poziom abstrakcji jaki bliski jest tylko doskonałości Małysza. W myśl zasady - Mimo, że już mnie nienawidzicie to sprawię, że będziecie mnie nienawidzić jeszcze bardziej, a poduszki (zwłaszcza ta stefana) będzie mokra od łez... Nie znoszę go osobiście, ale ma dla niego wielki szacunek... Co raz większy. I wiecie co? Myślę, że na Wschodzie w czasie PO serce będę miał po zielonej stronie...

- Na parkiet polało się wczoraj tyle krwi (Murphy nos to mu wizerunkowo już nawet nie zaszkodziło, Allen łuk brwiowy, Melo pod oczkiem chwycił 6 szwów), że szkoda, że nie było w pobliżu jakiejś lotnej stacji krwiodawstwa, żeby to wszystko wyzbierać...

- Kristić, Arroyo, West i Murphy ciągle wyglądają jak klocki z jakiegoś innego zestawu...

- Clyde powiedział, że rzut Rondo wygląda jak na zwolnionym filmie. Ten to ma dopiero celne uwagi o życiu. Czy on się kiedyś nauczy rzucać jumpera? (Rondo nie Clyde) Czy będzie to nadal wyglądało tak jakby zakładał lewą nogę na prawe uchu drapiąc się dłonią w pośladek? Komizm paralityczny jego motoryki jest niebywały.

- Spike Lee siedział z Mamą Ray Raya i czule jej syczał do uszka– ładny gest. Pamiętacie "He got game"? Może nakręcą "He still got game" – o schodzącym weteranie. Byłaby taka piękna klamra. Druga część filmu o Jezusie.

- Zastanawiam się dlaczego Spike chodzi w uszatce polskiego budowlańca albo handlarza węglem? Czyżby przerzedzał się na czubku? Ktoś go widział ostatnio bez nakrycia głowy? Ilekroć patrzę na Mamę zastanawiam się, w jakim oślim mleku ona się tapla względnie jakimi kompresami z formaliny się okłada. Ile ona może mieć lat, ktoś Zielony może nas czyta i wie?

- Z tą kontuzją Raya to była perfidna prowokacja. Mam nadzieję, że tego nie kupiliście. Rozsmarował sobie ketchup, który podał mu zza gumki spodenek Rondo, kiedy ten na niego upadł. Ray skołowany pobiegł do... szatni NYK i zabrał magiczne koszulki Mr 4Q STATowi i Melo. Widać to potem na zbliżeniu. Big Baby zadaje Rayowi pytanie – You got them, right? A Ray szelmowsko się uśmiecha. – Yes, Pierce has it. Put them both on... Hash, hash.  Efekt? STAT i Melo 0-7 z gry w 4Q. Pierce – 5-5... Będzie śledztwo władz ligi w sprawie nielegalnego zaboru podkoszulków. T-shirtgate.

- Z trójki BOS, CHI, MIA – fani NYK chyba najbardziej nie chcieliby trafić na Orki...

- Odnotujmy bilans. 34-34, 7-9 po transferze. Tak tylko przymilnie zauważam.

- Wygnani z raju....

C. Anthony – wszedł na boisko i wydawało się, że może zatrzymać go tylko maszynista z lizakiem. Zatrzymał się sam przez debilny drugi faul zaraz 1Q. Potem ogień w kotle jeszcze buchał w 2Q, żeby niespodziewanie zgasnąć w drugiej połowie. Znowu się wyizolowywał nasz Pan Opornik miszcz pierwszego dribla. Rzucał za dużo i na siłę. Niestety jest gwiazdą i takie porażki w pierwszej kolejności obciążają jego konto. Tezę, że winny jest Rautins bo krzywo złożył ręcznik uznaje za mało wiarygodną. Pytanie do sztabu czy gość z podpuchniętym okiem jest lepszy niż taki z pełnym polem widzenia? Patrząc jednak na grupę szkodników na ławce parafrazując stare powiedzenie można powiedzieć - w królestwie dwuokich rezerwowych NYK jednooki jest królem...

A. Stoudemire -  w 2H – całe pięć punktów. Uciułane. Wytłuszczone. To powinno wystarczać za cały komentarz. Jeżeli główna siła ofensywna w 4Q ma dwie niecelne próby to trudno jest pokusić się o coś więcej niż rozczarowującą porażkę. Oddał parę rzutów sytuacyjnych, ale ogólnie mówiąc z "dużymi" BOS sobie nie radzi... I to jest problem na PO... Moim zdaniem powinien dostać dwa techniki. Nerwy na wodzy Amare! Więcej miłości!

R. Turiaf – z całej tej czeredy ludków z mchu i paproci – Sushi Bar, Duch i Fragles on mnie chyba przekonuje najbardziej. Wczoraj miał znowu tę eksplozję ofensywnego szaleństwa. To taki napad choroby raz na dwa miesiące. Cztery razy zawadził włoso-strąkmi o rzuty BOS. Mały bohater przegranej batalii.

C. Billups – jako jedyny usłyszał trąbkę do szarży w 4Q. Wydawało się, że ta akcja za cztery punkty przekłuje zielony balon. Nic z tego. W 2H bez asysty. Nie zgrał źle, ale też nie olśnił. Trot&gun.

L. Fields – słabo z przesuwającą się tendencją do źle bardzo. Coś zebrał i miał tyle asyst ile Billups, ale w ataku nie zrobił nic. W obronie też raczej nie błysnął. W pluso-minusach – 21... Rozwiązywał zadania dla profesorów, a on przecież dopiero zdał do liceum. Nie oczekujmy cudów. Profesor Allen i Pierce wymagają wielkiego skupienia. Ale trzeba uczyć się od najlepszych. Ora et labora Landry.

Sha. Williams – Czarny Piotruś. Starał się coś robić w innych departamentach, ale to coś raczej na niewiele się to zdało...

J. Jeffries – rzut za trzy z boku, kiedy trafił w boczną tablicę to była jedna z najlepszych humoresek roku. Biedny. Po ludzku to mi go nawet żal. Tyle, że on nie jest człowiekiem...

She. Williams – patrząc w protokół meczu przecierałem oczy. Nie zauważyłem go na boisku. Widać, że też przepił przed meczem trochę astralnej mikstury, która pozwala pozbywać się cała. Snooker.

T. Douglas – po fazie narkotycznego wzlotu musi być moment depresji i załamania. 0-4 za trzy. Tragiczny i niezwykle bolesny upadek z dachu świata na bruk ulicy. Toney robił to już jednak w życiu kilka razy. Spokojnie. Nie z takiego rynsztoku już wychodził w glorii i chwale. Przy jego pamięci złotej rybki pewnie na jego szklanej tafli emocjonalnej nie powstanie nawet rysa. Jak feniks się odrodzi by spłonąć w kolejnym niespełnieniu. Oj Toney Toney... Z Ciebie to niezły urwisek...

R. Mason Jr. – co by nie powiedzieć statystyczny król polowania. W pluso-minusach +11. Nie mogę powiedzieć nic złego, chociaż świerzbią mnie paluszki. Może trzeba było zagrać va banque i postawić na niego zamiast na opuchłookiego w ostatnich minutach? Tyle, że pewnie wtedy Don Carmelito obraziłby się na cały świat i jeszcze pół księżyca... Tę mroczną połowę...

10:39, znykajacy
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 21 marca 2011

- Pierwszą kwartę będę pieścił zmysłami w długie, letnie, sierpniowe wieczory… Najtragiczniejsza ofensywnie kwarta sezonu… Całe uciułane 9 pkt… 4-25… Czułem się jakby każdy punkt był literalnie w bólach urodzony… Dramat w dwunastu minutach. Kwintesencja nieudolności.  W 2Q MIL musiało jednak udowodnić, że pogłoski o ich najgorszej ofensywie w lidze nie są jedynie wymysłem statystycznych nerdów… Oni są tak toporni jak walec jadący pod górkę na ręcznym… Niestety NYK postanowili udowodnić, że potrafią ich przebić prowadząc ten walec przy pomocy niewidomego operatora… i to pod wpływem procentowego wyskoku… Gdyby MIL byli "normalną" drużyną - powinni prowadzić po 1H tak z czterdziestoma punktami… Nie zasłużyli na PO w tym sezonie... IND robi większe wrażenie...

- NYK ani razu nie prowadzili. Mimo, że ze trzy razy byli blisko żeby przejść z modułu trailing na leading– to zabrakło im jakiejś determinacji i może… szczęścia???. Zara,z zaraz…. Co ja w ogóle piszę? Jeżeli już zaczynam usprawiedliwiać koszmarną nieudolność egzekucji brakiem szczęścia to za chwilę napiszę – że szybko zdobyte punkty w 1Q przez MIL ustawiły mecz…

- Kto to jest ten C. Delfino? W moim podróżach po parkietach NBA doznaję czasem personalnych iluminacji. Zdaje się, że Argentyńczyk (szczerze myślałem, że jest Iberyjczykiem) nie ma zbyt wielu polskich fanów skoro na krajowej Wikistronie – ostatnie uaktualnienie jego kariery przypada na rok 2008 r. Podobno posiadł dar bilokacji i grę w MIL łączy jednocześnie z grą w Chimki… Pewnie nawet z Lampionem… Oczywiście Delfin wypływa punktowy rekord kariery... NYK jest takim Mount Everestem na którym wielu zatyka swoją mała flagę... Każdemu jego Everest...

- Jon Brockman jest bratem Seana Beana - to już oficjalne.


- To była chyba najdłuższa końcówka w tym sezonie (ale to być może dlatego, że był to pierwszy od kilku miesięcy mecz, który obejrzałem na żywo…). Jej rozegranie można było jednak oddać szympansowi do rozrysowania… Skutek byłby podobny. Taktyka za trzy do skutku i oporu. Łącznie z markową trójką STATa (wczoraj niecelną). Co by nie powiedzieć 2 z czterech trójek wpadły… Sukces taktyczny, ale nie operacyjny? Pomysł dobry tylko zawiodło wykonawstwo?

- B. Jennings był jedną asystę od TD. Pogrążył NYK swoim step back jumperem na 26 sek do końca… na 95-89 MIL… MIL gra poniżej oczekiwań głównie ze względu na jego wahnięcia formy wywołane w głównej części kontuzjami… Kto wie czy sezon drugi nie jest czasem ważniejszy od sezonu pierwszoroczniaka…

- J. Salmons przeżywa jakieś sezonowe momentum… Szkoda, że przypadło ono na mecz z NYK… Oddajmy sprawiedliwość. NYK wyłączyli go delikatnie w 2H… Szkoda, że NYK przeoczyli pływającego radośnie Delifina...

- NYK są 7-8 po Transferze… Tak dla radosnej konstatacji...

- dziś mecz z BOS – nasz mały personalny pojedynek ze stefanem...

- Narodzie przemów…

C. Anthony – wielki Elektryk, koncepcyjnie nie kreuje w ataku niczego po za izolacją. Jest jak naładowany ładunkiem ciało stałe. Przyciąga przeciwników, a odpycha swoich. Kiedy dostaje piłkę wszyscy pozostali Knicksi kryją się w rogach boiska. Melo jest jak USS Barry odpalający Tomahawki na Libię... Tak nie zespołowej koszykówki i pochłaniania ataku to nie widziano tu od czasów Ala Harringtona. Myślę, że nawet on przeciera oczy że zdumienia, że można posunąć się do takiego jamochłonienienia. Paradoksalnie Melo był jednak ponadskuteczny. Trafił 50% rzutów z gry. Tyle, że było ich tylko 14. MIL wykonali dobrą robotę w odcinaniu go od piłki. Dostał sprawy w swoje ręce w końcówce. Dobrze, bo już zanosiło się, że zacząłby tupać nóżką i robić obrażoną minę. Trafił za trzy rzut z boku boiska (po podsłonie STATA), którego statystycznie trafić nie powinien. Ale to wyróżnia gwiazdy od przypadku. Potem chciał zrobić jeszcze raz to samo… ale noga ugrzęzła mu po za linią boczną. Zagrał najrówniej.

A. Stoudemire – STAT wziął wczoraj na siebie odpowiedzialność za grę w ataku. Szkoda tylko, że jak na siebie był tak koszmarnie nieskuteczny. 11-28 to nawet nie jest 40%... Pewnie patrząc na statystyki sumarycznie – winny porażki… Z Bogutem są związani już do końca swoich karier… Tragiczna kontuzja tego przystojnego Aussie jest zespolona z osobą STATa. Na zawsze. I mimo tego, że Andrew podświadomie musi odczuwać strach przed Amare – a jak znowu mi to zrobi i będzie bolało? – to jednak przeciwko nikomu ten biały Aborygen pewnie nie ma takiej motywacji, żeby dać z siebie wszystko. Co mu się gdzieś tam pewnie udaje...

She. Williams – w sztabie szkoleniowym chyba powoli zaczyna pojawiać się jakaś nerwowość wywołana kryzysem bezideowości. No, bo skoro ktoś wpada na pomysł wpuszczenia Mniej Atrakcyjnego Williamsa w S5... to czego to jest symptom? Co to są za dziwaczne eksperymenty? Ten oryginalny koncept wyciagnięcia Sheldena z lamusa świadczy, że naprawdę taktycznie zespół zaczyna prowadzić Ośmiornica Paulie… Na co liczono? Że Szwagier powstrzyma Boguta? No jakoś tak chyba mało zaskakująco… nie powstrzymał. 6 min. gry w 1Q, -12 w pluso minusach, statystyczny bilard i potem powrót na miękkie pielesze ławki rezerwowych… O co chodzi??? Ale tak poważnie?

L. Fields – w pierwszej połowie gra na ucieczkę, alibi i przyczajenie. Potem jakieś cudowne wyjście z cienia w 4Q. Trójka z ponad 8 metrów dała nikły promyk nadziei, że może nie wszystko stracone, choć paliły się już fundamenty. Statystycznie zagrał swoją grę, tyle, że to już dziś jest trochę za mało… Chcemy więcej. Ale każdy ma swoje ograniczenia.

C. Billups – postać niejednoznaczna. Trudno się zachwycić, ale też nie bardzo zasługuje, na jakieś potępienie w czambuł… Pierwsza kwarta 0-4, 2 i 3 Q 6-7, i w czwartej 0-2. W 3Q miał takie 6 pkt. w dwie minuty, wszystkie po indywidualnych akacjach. W sumie to mam wrażenie, że jego gra przypomina trochę tę feltonowską. Dostaje piłkę (na ogół spod własnego kosza), truchta i rzuca. Trot and Shoot. Zabrakło go punktowo w końcówce… A przecież wołają na niego Big Shot… Jennings wbił mu szpilę wizerunkową zabierając piłkę i kończąc rajdem przez całe boisko. Kilka meczy jeszcze wygra. W PO na pewno powie parę ciekawych anegdot o tym jak to jest kiedy zdobywa się mistrzostwo, ale prochu już nie wymyśli…

T. Douglas –nasz bohater wreszcie otrzeźwiał. Nie było możliwością, żeby ten błogostan trwał wiecznie. Toney wrócił wczoraj z stare koleiny. Strasznie tęskniłem. Choć chłodny umysł podpowiadał mi spokój, że to tylko kwestia czasu, kiedy objawi się znowu w dawnej postaci to serce niespokojnie biło, że może jeździec bez głowy odnalazł czerep na dobre. Toney niestety uwierzył w swój mesjanizm i posłannictwo dziejowe. W tym sensie on jest taki nasz-  polski. Tragiczny w podejmowanych decyzjach a z drugiej strony zawsze gotowy by je raz jeszcze powtórzyć. Dobrze, że wróciłeś! Winny porażki. Po trzykroć winny!!! Tak statystycznie. 9 ast.

Sha. Williams – zawsze kiedy przychodzi do napisania tych kilku zdań o Williamsie Pięknym czuję, że w gardle rośnie mi wielka kula. O nim nie da się powiedzieć słowa… On jest jak termit. Cichy sabotażysta. Dla nikogo nie zauważony wgryza się w parkiet i sieje jakieś małe, niewidoczne zniszczenie… Czasem tylko nie ma to żadnego znaczenia… Tak jak wczoraj.

Byty astralne – duchy Fatso, Stinkie i Stretch

J. Jeffries – (Stinkie) - 8 minut zniknięcia. 1 ast., 3 faule, 1 TO. Bez komentarza, bo musiałbym użyć słów powszechnie uważanych za obelżywe. A duchy mają tendencje do bycia pamiętliwymi…

R. Mason Jr. (Strech) – 16 min. przebywania na boisku. Wprowadził dobry klimat. W pluso minusach +9 mimo, że on sam tylko kreował dobrą atmosferę… Bilard eteryczny.

R. Turiaf (Fatso) – kolejny kreator dobrego nastroju. Magnetyzer, emanator zdrowej mocy. W pluso minusach +10. 6 zb. WOW!!! Autor jedynego Knicksowego bloku… Perła wśród żwiru...

09:41, znykajacy
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje