RSS
sobota, 30 marca 2013

Chyba najciekawszym wydarzeniem wczorajszego wieczoru były sześćdziesiąte ósme urodziny Clyde’a Fraziera. Jubilat założył swoją krasulę na grzbiet, dostał bąblogłowca od organizacji spasowanego z łaciatym garniturem, pudełko snickersów od Jill Martin, i los na loterii od M. Breena, który po raz nie wiadomo już, który popisał się znajomością statystyk Fraziera z legendarnego meczu nr 7 (czytał z kartki).

Wszystkiego dobrego Clyde! Niech otaczająca Cię rzeczywistość pozostanie dla Ciebie na zawsze trochę nieodgadniona. Dawaj nam zawsze radość, że swojego zagubienia.

CHA. Nie znam tego zespołu. Dostrzegam fakt, że jest to drużyna, z której drwi się niezależnie od tego czy Słońce czy deszcz. Mnie jednak trudno mi coś powiedzieć coś miarodajnego. Pewnego.

Wrażenie jest takie, że jeżeli w S5 wychodzi J. McRoberts to NBA poważnie powinna zastanowić się nad utworzeniem drugiej ligi. To jest nie fair, że trzeba grać przeciwko Joshowi. Myślicie, że on coś przeskrobał w tym Orlando i tą brodą próbuje zmylić organy ścigania?

MKG uwodzi pokracznością rzutu, ale oddaję mu, że w obronie chłopak jest relentless i robi takie rzeczy, z których inni mogą sobie zrobić najwyżej orgiami, G. Henderson zagrał wspaniale, ale czy nie wydaje wam się, że on powinien raczej reklamować szampon na porost włosów? K. Walker dla mnie to taki klon Nate’a Robinson (pojedynek na szkolnym boisku tych dwóch mógłby urosnąć do legendy streetballu), B. Biyombo – wydawał mi się zrobić większy postęp w zakresie zagarniania przestrzeni podkoszowej a tu wczoraj jego czarnoskóra prezencja rzucała taki cień dosyć wątły. Estetycznie oszczędzono nam wczoraj oglądania amebopodobnego B. Mullensa i dzięki temu dzieci mogły bez opieki rodziców obejrzeć bezpieczne całe spotkanie.

Wiadomością sezonu dla CHA może być wygonienie rysia z nazwy i przywrócenie kłującego szerszenia. Druga rzecz to wysoki draft pick (choć ten pewnie przypadnie ORL). Jordan czas przestać się kompromitować.

Mecz nie miał dramaturgii, historii ani czegokolwiek. NYK złamali CHA skutecznością w 1H trafiając 9 na 11 rzutów a potem zasadniczo nie działo się nic. Mecz się toczył na biegu jałowym. NYK hamowali silnikiem. Z jakiegoś powodu przegrywając 10 pkt. na minutę do końca, Bobcats próbowali naruszyć ramówkę i przeciągnąć transmisję ze spotkania na kolejny dzień, co było kompletnie bezsensu.

JR Smith – jest insane. To już nie tylko podeptanie pamięci Al. Harringtona, ale to także wyciągniecie ręki po glorię R. Pierce’a z 1990 r., który w czterech z rzędu meczach z ławki zdobył pond 30 pkt. Pewny tytuł PoW w tym tygodniu. Chyba sam jest zdziwiony, że koszykówka może być tak prosta. Wkrętka pod kosz, ośmieszenie rywali i właściwie można zgasić światło. Gracko to wygląda. Jestem ciekaw jak długo Melo będzie trzymał głowę powyżej tafli wody. Moim zdaniem za chwilę zanurkuje. Nie strzymie bycia tym drugim. Al Trautwig próbował wpuścić Ciemnemu Lordowi szczura – i zadał w przerwie pytanie o numery, jakie wypadną na nowojorskiej loterii (aluzja do losu C. Fraziera). Podejrzanie duuuużo czasu zajęło Smithowi wygenerowanie tych cyfr… Myślałem, że przez chwilę mu się to nie uda. No, ale może nie każdy jest numerologiem z EzoTV.

--------

Drodzy Czytelnicy!

Życzę wielu wzruszeń i radości

w świątecznej refleksji.

Wszak Grób pusty.

---------

Widzimy się przy jajeczku (z rzeżuchą) w Wielką Niedzielę.

11:26, znykajacy
Link Komentarze (6) »
czwartek, 28 marca 2013

Szkoda.

Niewiele brakowało, żeby NYK zostali trwoniszami sezonu. Wypracowana przewaga trzydziestu punktów wyciekała z woreczka jak Grzesiowy piasek. Niestety. Zajączek wielkanocny ma jeszcze wolne. A Grzesio przywdział twarz JR Smitha. A może to właśnie on jest tym marczakiem? Trzeszcze jakby kocie...

Miśki były jakieś osowiałe. Takie idące na wytop sadła. Z- Randolph spóźnił się na tarło, P. Gasol przegryzł przed meczem zdechniętego łososia, a R. Gay ugania się już za niedźwiedzicami z innego stada. Szaleństwo Bezatokowego (na pewno w międzysezonie bohatera plotek transferowych NYK) i Trójskoczka to za mało, żeby pokonać najbardziej gorącą drużynę końca marca. Do pobicia rekordu jeszcze 28 spotkań. Czekamy.  

Przypadek MEM pokazuje, że nowe CBA zamiast stać się biczem na drużyny wielkich metropolii staje się pętlą dla małych rynków. Każdego dolara ogląda się z kilku stron, sprawdza się czy się nie rozmnożył od pocierania.  Rachunek zysków i strat musi się zgadzać. Stąd chyba jednak nieco zaskakujący transfer R. Gaya i takie mikro ruszki w sprawozdaniu finansowym, które pozwoliły wykreować kwotę 57,8 mln USD na przyszły sezon. Przypomnę, że salary cap zaczyna się od 58 mln. Sytuacja na rosterku zrobiła się dosyć prosta – trzeba tylko przedłużyć T. Allena, co chyba da się uczynić pozwalając zejść z pay rolla A. Day’owi.

John Hollinger czuwa.

Niby to MEM coś gra, niby jest ciekawy rekord, ale mam wrażenie, że po tym jak okazali nietolerancję R. Gayowi to gdzieś ten zespół się ofensywnie umniejszył. Solidność Szkieletora nie zastąpi żywiołowości i wesołego entuzjazmu. Nie twierdzę, że Rudy jest bez wad, bo felerny jest dziurawy i zbyt homocentryczny, ale wprowadzał pewien niepokój w ataku. Czasami to zdawało egzamin. Teraz to wszystko tak się tak stonowało i stało dosyć nudne. Z-Bo albo M. Gasol.

Na chwilę obecną mam wrażenie, że z trójki LAC, DEN, MEM to presley’owcy wyglądają najsłabiej. Niemniej jednak pojedynek na Zachodzie miedzy grzędami 4-5 jest must see. Nawet przed porażką z ATL.

JR Smith – pali gumy. Dogonić legendę Al Harringtona. Jak niewielu to się udaje? Pamiętacie te dwa genialne spotkania, kiedy Jamochłon wchodząc z ławki zdobył 30+ (NI 182 i NI 183). Drugi mecz też był wtedy z MEM... Teraz JR jest na kursie i na ścieżce, żeby pokonać swojego mistrza. Jak bardzo mu kibicuję! Myślicie, że w NBA są takie pieniądze, żeby podpisać z nim kontrakt? Boje się, że to może być pierwszy w historii time sharing zawodnika.

I.Shumpert – jeszcze się wydrożdżył na głowie i 1H pozostał idealny jak Perfekcyna Pani Domu. Zgasł w drugiej połowie. Ale zdał test białej rękawiczki.

J. White - lądowanie w Andach.

PS. Fiku Miku i po striku nasz kochany Majamczyku.

11:07, znykajacy
Link Komentarze (9) »
środa, 27 marca 2013

Zacząłem dzień od serdeczności z airbobo. Kwintesencja tych czułości z mojej strony sprowadziła się do stwierdzenia, że po ludzku żal już patrzeć na ten BOS. Airbobo sugerował, że trudności są przejściowe, do ogarnięcia, że czas PO nadchodzi... Trochę mnie wyhamował.

Na 6G pojawiła się bodaj wczoraj artykuł – najbardziej poszarpani przez kontuzje sezon 2012/2013 Paradoksalnie nie było NYK co uważam jednak za niedopatrzenie. Chyba, ze ktoś uważa, że kontuzja STATa, T. Chandlera, R Feltona i Melo to jednak dopust boży. Dla języka NI na pewno. Obiektywnie NYK mają sezon przechodzą w szpitalnych papuciach obłożonych foliówką. Ale co można powiedzieć o BOS? To jest sekcja gipsu, śruby i szyny.

Wiem, że przynudzam już od dwóch sezonów tym kasandrycznym tonem wielkiego delfickiego wieszczka, że Bostonu to dni już ostatnie... P. Pierce coś przydziadzał i raczej się już posuwa niż biega, KG niby ma role w Niezniszczalnych 3, ale w kolanie, co jakiś czas zbiera mu się koloid, R. Rondo jest już rozwieszony na ramie, a R. Allen za dwa miesiące będzie znowu mistrzem, a Bubuś Perkins vice miss gniewu (M. Cousins jest nie do pobicia), Terry dożywa swoich dni Popeye’a mimo, że zieleniny mu nie brakuje.

Co zostaje na przyszłość?

G. Green, B. Bass i J. Sullinger, J. Crawford, F. Melo, A Bradley? Łyko nowego zielonego pnia? Karty kolejnego rozdania? Takie podrabiane, znaczone. Letko. Wytłuszczone. I raczej blotki. Miałem jakąś chwilę pomroczności jasnej porównując G. Green’a go do J. „Kobry” Worthy’ego. W sprawie Sullingera wyprowadziłem takie porównanie, że nie powstydziłby się go nawet były burmistrz Malborka – nazywając go nowym wcielenie A. Mourning’a. Gdzieś się tam chyba pogubiłem. B. Bass nadal zachwyca mnie mahoniem obłości swojego ramienia, które mogłyby być odlewem wzorniczym dla fotela z epoki wiktoriańskiej a J. Crawford kiedyś z boku zadunkował Króla, ale od tego władzy mu nie przybyło. Bardziej przypomina Latającego Czestmira. F. Melo? Władca D-League? A. Bradley - w swoich umiejętościach defensywnych przypomina glonojada - potrafiłby się przykleić do szyby. I wsio.

Reszta to jakiś kosmiczny pył, która zaplątał się w galaktycznym pędzie. Grupa względnie młodych niespełnionych, poszukujących drugiej szansy – ale per saldo jest to taki sam śmietnik radioaktywny jak ławka NYK. Trybiki do wymiany. Ani Lee ani Wilcox, a tym bardziej niejaki Szawlik (on jest biały!!!) to nie są łuki przyporowe katedry w York Minster.

Nawet jak wróci ta forma muzyczna z posklejanym z dykty kolanem i ściśniętym włóczką więzadłem to, jaki to gwarantuje status na Wschodzie? Średniactwa. Obijania się o miejsce 6-8. Jak dobrze popatrzeć to CLE, TOR i WAS a nawet ORL na dystansie dwóch trzech lat chyba są bardziej perspektywiczni. Dobrze ktoś kiedyś skonstatował, że BOS nie ma oszałamiającej tradycji podpisywania wielkich agentów (to zaskakujące biorąc pod uwagę, że to najbardziej utytułowany zespół w NBA). To nie jest Atlanta – jeżeli rozumiecie co chcę powiedzieć. Więc kto tu przyjdzie? Tych Irlandczyków grających w NBA póki co był jeden. W PLK tak samo. Ten sam.

NYK może nie są dla nich złym przeciwnikiem w PO, bo są tak samo wyważeni, niespieszni i stateczni w szybkości prowadzenia piłki. To mógłby być pojedynek troglodytów  okładających się maczugami. Nie wiem czy BOS byliby w stanie wygrać z NYK? Tyle, że to pewnie hipoteza. Bo pokonanie ATL to może być dla NYK mission impossible.

Co do naszych milusińskich. NYK wrócili do mrocznych korzeni początku sezonu. Gra po koźle. Off the dribble. Melo potworzył na desce. BOS mogli się tylko przyglądać jak wyrąbuje sobie przecinkę w lesie. Rekord sezonu w uderzeniach siekierą. Szkoda, że tylko, co trzeci trafił w pień. Ale to znowu są przypisy, co stefan?

J.R. Smith – chłopak złapał jakiegoś boskiego wiatru w płaty mózgowe i podejmuje ostatni lot koszący w kierunku nagrody "Przeistoczenie bielinka kapustnika sezonu" (kategoria psychiczna) albo człowiek wypuszczany z odwodów okopów Woli. Widać brzozę na horyzoncie?

J. White – Dreamliner wraca do gry. Do dużej gry.

Nie mogę zmusić się do obejrzenia tego dwuboju z TOR. Przepraszam.

18:35, znykajacy
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 25 marca 2013

Przepraszam nadal się ogarniam i odrabiam zaległości. Powrót przeciągnął się gdyż samolot został niespodziewany pozbawiany skrzydeł i okazał się autobusem. Zamiast 2 godzin zrobiło się półtora dnia gehenny. Do tego zachłyśniecie się lepszym światem było chwilowe. Transmisja haczyła się, rwała i odbierała wątpliwą przyjemność jej konsumpcji. Na razie przebrnąłem przez lekko ciężkawy w smaku mecz z ORL a przede mną back-to backi z Torreadorami z kanadyjskiej głuszy. Nie wiem czy dam radę. Notki będą raczej dla porządku i nieco bezsensu, ale trzeba z kronikarskiej uczciwości odhaczyć kolejne odcinki sezonu. Czy tylko ja już oddycham rękawami?

ORL przypomina nieco zespół koszykówki akademickiej grającego streetbasket. Jest młodzieńcza radość brykającego źrebaka, dużo chaotycznego biegania w pogoni za własnym ogonem, indywidualnych popisów ku chwale highlightów przy braku jakiegokolwiek systemu czy opierzenia. Trener V może się wykazać. Momentami serce rośnie w sercach kibiców piżamowców, bo w tym szaleństwie w kilku akcjach NYK zostali ośmieszeni jakimś zgrabnym pick and rollem czy alley oopem. Można powiedzieć per saldo ładnie się trzymali, ale strzymać szans nie mieli. Zabójcza kombinacja White’a z Copelandem, podlana ciepłym Martini to jeszcze za wysokie progi dla M. Harklessa czy T. Harrisa (kto wie czy gdyby nie przyznawano nagrody Linsanity – on nie byłby głównym kandydatem do jej zdobycia w tym sezonie). Coś tam pozytywnego dzieje się w tym ORL, ale na owoce (może cierpkie) przyjdzie poczekać jeszcze latami. Wysoki dobry pick w drafcie bardzo by ten proces dojrzewania przyspieszył. LAL już czekają...

19:00, znykajacy
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 marca 2013

Cywilizacja dotknęła Zachodu. Internet dotarł do podobno lepszego świata. Vive La France!

Krótko, bo obiektywnie o czy tu gadać?

WAF- Believers – 4-0. And counting.

Czy można było oczekiwać, że zdarzy się jakiś cud? Że jakiś uda się zdobyć Spinaczowo jakąś biurową zagrywką? No zaskakująco się nie udało. Zostało Słone Jezioro. Jedno jest pewne. Na pewno nikt nie utonie.

Nie da się wygrać spotkania, kiedy na boisku są najwyżej dwie opcje w ataku, przy czym jedna ma dzień czarnego konia - 4-20. Nawet jeżeli C. Copeland, R. Felton, J. Kidd i S. Novak trafiają 11 trójek w szesnastu próbach to meczu wygrać się nie da. Gdyby nie było tego dystansu, byłby blow out jak się patrzy. Szczerze mówiąc cud chyba się jednak zdarzył, bo porażka tylko 13 punktami można odbierać, jako obiektywny sukces. Opieranie gry n K. Martinie, K. Thomasie  i M. Cambym wygląda jak ponury żart. Martin wszystko, co potrafi to sieknąć po łapach, K. Thomas świetnie mruga oczami, a M. Camby pokazuje, że nie na takiego lay upa, którego on nie da rady spudłować.

LAC zagrali na dużym luzie. Ciągle wydaje mi się, że równie dobrze mogą odpaść w pierwszej rundzie PO jak i poszarpać OCK w finale konferencji. Czegoś mi w ich grze brakuje. Nie wydają się dość twardzi. Wydaje się, że takie 2-0 odetnie im skrzydła. Zrobią wielkie przerażone oczy i schowają się za nogą Billa Crystala. Po Depresji Gangstera Billy liznął trochę psychologii... Może zrobi im zbiorową sesję?

Cichym bohaterem Bob Thate – shooting coach kliperów, który próbował na szybko w czasie rozgrzewki nauczyć J. Kidda rzucać. Jakieś trzydzieści lat spóźnienia. Ale jak się okazało, na naukę nigdy nie jest za późno. Kidd poinstruowany trafił trzy trójki w trzech pierwszych próbach.

Dlaczego ten BKN nie chce wykorzystać słabości sąsiadów? Ehhhh...

-----------------

Chciałbym napisać coś o meczu z Jazz... (obejrzałem mecz na śnieżącym ekranie okna...). Nawet pochwałę gupoty (błąd świadomy). Ale nie potrafię... Nie zmuszę się na artystyczną krytykę dzieła. Ta muzyką jest mi obca. Pokraczna. Irytująca w dwudziestej minucie,

UTH tym meczem dali czytelny sygnał, że nie zasłużyli na PO... (nawet kosztem LAL - którym rzepka słuchaj - życzę jak najgorzej). Jak można nie poradzić sobie z NYK grającym z P. Prigionim w S5? Jak można nie zagłuszyć saksofonu K. Thomasa (umilknie na 2-4 tygodni). Są jakieś granice śmieszności i kakofonii, których przekraczać nie wolno.

Dziś ORL. Nie oczekuję niczego, bo w tym sezonie jesteśmy już po trzech klapsach. Czas na zmiotkę. 

4-1. Zachód jest nasz. Tak jak Irak. 

15:05, znykajacy
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 marca 2013

Mecz bez STATa, Melo i Chandlera? Czy to nie jest najgorszy koszmar Stefana? A marzenie Redakcji?

NYK mieli wczoraj naprawdę dobre momenty. Mimo, że wyszli Klubem 35. 1H to był poziom porównywalny w połówką meczu z LAL. Hello! A to przecież była najlepsza ofensywna połówka dekady. Prosta koszykówka. Podanko pod kosz i dunk albo lay upik – K. Martina albo M. Camby’ego. Zaskakująco łatwo to szło. Potem dał o osobie znać back tu back, zmęczone nogi i białe noce, ale na 7 minut do końca, po erupcji fałszywego proroka zrobiła się gra zupełnie czteropunktowa. Wtedy jednak do głosu doszedł Jaszczurek (w pełni zasłużony tytuł Gołowąsa roku), ten mały Gruzinek z Batumi i wsparci siłą niedźwiedzia grizzly rozświetlili niebo smugą jaśniejącej wiktorii. Na co NYK pozostali zupełnie nimi, głusi i niewidomi.

Jestem ciekaw, które miejsce na Wschodzie zajęłaby taka futurystyczna socio emeriticus bez swojej trójki galacticos. Na Zachodzi to byłaby chyba dramatyczna walka z PHX. Na Wschodzie? Chyba nadal są lepsi od TOR? Jedno byłoby pewne. JR Smith grałby w ASG. Zaczynam przyjmować zakłady gdzie będzie występował w przyszłym sezonie i za ile? Moim zdaniem nie zejdzie w oczekiwaniach poniżej ósemki... I może tyle zainkasować... Dosyć grania na kredyt. Za czysty talent się płaci. Obstawiam ATL.

Patrząc tak szerzej to perspektywy są chyba marne. Na pewno dla Wierzących. Kuba ma rację. Takie granie dwa mecze i drenaż, dwa mecze i podsuszanie kolana na grillu nie prowadzi absolutnie do niczego. Melo nie będzie w rytmie, osiągnie takie 6-20 z gry, czym patrząc zupełnie obiektywnie raczej nie pomoże. Kolano będzie na zmianę rwało się i puchło. Żeby na koniec dojść do takiego poziomu, że nie będzie chciało się zgiąć. A może lepiej po męsku powiedzieć. Ten sezon jest over. Oczywiście – po słowie przepraszam. Położyć się pod skalpelem i nie nakręcać tej spirali oczekiwań, które wiadomo, że się nie spełnią...

Strasznie pamiętliwa ta publiczność w Ogrodzie Róż. Melo miał ciepły powrót do gawry, ale to się miało nijak do nawiedzenia człowieka wiewiórki. Ależ on wszystkim zalazł za sadło. Musiał nocami opróżnić z orzechów wiele spiżarni. Kiedy odpalił airballa za trzy publika oszalała. Z drugiej strony co się dziwić. Obiecywano sobie po nim tak wiele. Niestety R. Felton przetoczył się przez roster jak krąg sera i bez żalu przywrócił swoje talenta miastu, które nigdy nie śpi.

By osłodzić i wygłuszyć te gwizdy Boski Marv Tupecik i C. Webber ukuli wczoraj teorię, w której na nowo zredefiniowali pojęcie demagogii... Postawiona teza brzmiała: "R. Felton jednak pomógł Smugom, bo grając tak słabo pozwolił im na wysokie miejsce w drafcie i wybór Lizzarda a także dał przestrzeń do zakontraktowania E. Maynora pół roku później". Dawno już nie widziałem, żeby ktoś kolanem sięgnął do ucha, żeby się podrapać... Moim zdaniem przebili tabloidy w przeliczaniu wszystkiego na miski gorącej zupy.

J. Jeffries - nie zagrał i jego nieobecność jak nigdy wywołała pustkę...

J. White – eksperyment z mleka chyba zakończony. Czas zdać dres, kierpce, oddać klucz do szafki.

Co sądzicie o możliwych przyjściu D. Westa? Zagęszczenie czubków na jeden metr kwadratowy szatni powodowałoby, że można by nadać temu pomieszczeniu status zakładu zamkniętego... Kto wie może są na to jakieś dotacje z UE?

WAF – Believers – 3-0.  

PS. Opuszczam Was Drodzy Czytelnicy na mecze z LAC, UTH, ORL. Zabieram co prawda czarne pudełko, ale świat Zachodu z dostępnością sieci jest wielce zacofany, więc nie mogę obiecać, że będę punktualnie raportował. Pierwsza impresja pojawi się najpewniej dopiero wieczorem w przyszłą sobotę po pierwszym meczu z TOR.

11:08, znykajacy
Link Komentarze (17) »
czwartek, 14 marca 2013

Przypowieść o powrocie syna marnotrawnego jakoś ciałem się nie stała. Nikt na drogę nie wybiegł, płaszcza nowego nie dał, pierścienia na palec nie nałożył, na ucztę nie zaprosił.

Bo nikt już nie czekał...

Raczej było buczyście i pytająco.


Where is Melo?

Pamiętacie Where is Rob?


Miałem identyczne skojarzenie.

Smutne to było takie. Nienawidzimy Cię tak bardzo, bo tak bardzo Cię kochaliśmy. Grzebanie żywcem dawnych bohaterów. Znamy to. Z naszego podwórka.

Myślicie, że ktoś za nim tęskni w tym górzystym Colorado? Że naprawdę są tacy, którzy chcieliby odwrócić czas? My „prawdziwi” kibice Knicks – chyba jednogłośnie mówimy gromkie i stanowcze - NIE. Melo jest gwarantem ciągłości pewnej degrengolady, upadku i czekania na to, co zdarzyć się przecież nie może. Napisałem w impresji 456 – że ten deal uratował tego bloga. Dziękujemy i prosimy o jeszcze.

Na szczęście Ci NYK (D. Gallinari, W. Chandler, C. Brewer (kamień odrzucony stał się tym węgielnym), T. Mozgov, A. Randolph) pokonali DEN (C. Anthony, K. Martin. J.R. Smith, M. Camby, R. Felton ). I to w jakim stylu. Tak biegającej drużyny kozic górskich to nie ma w samiusieńkich Taterach (chyba, że w Texasie). Pchanie piłki z jakimś opętaniem w oczach do przodu, do przodu, do przodu. Dwa, trzy podania i wejście. Zdobyty przez DEN ze Wschodu kosz – i piłka już po drugiej stronie boiska. Kto ogarnie. Kto dobiegnie? Taki bardziej cywilizowany SoL. Maciek Kwiatkowski popełnił na 6G ostatnio taki tekst, który jak mi się sam żalił przeszedł trochę bez echa, ale który oddaje w pigułce filozofię gry trenera Karla i technologię gry Zachodnich NYK. Oni są jak HOU tylko bez rzutu za trzy (wczoraj tej tezie zaprzeczyli). Maciek napisał, że są o jednego Reddicka/Korvera od tego, żeby wejść na platformę contendera. Coś chyba w tym jest. Głębia smaku tej ekipy jest porażająca. To jak ptasie mleczko, rachatłukum połączone z ambrozją. Na każdej pozycji jest wartościowy zmiennik i kto jest pierwszy, a kto drugi w szyku to jest kwestia pewnej konwencji. Stylizacji i aranżacji wieczoru. Jest w tym trochę chaosu, nieładu ale jak się to ogląda. Do listy zespołów do pozytywnego kibicowania wstawiłbym jeszcze jako opcję do zastanowienia się.

Ja wiem. Wierzący powiedzą, że DEN są mocni u siebie, bo powietrze jest rozrzedzone i wygrywają swoje spotkania patentem na Boliwię w piłce nożnej na tzw. chorobę wysokościową. Oczywiście. A w 2Q słychać było strzały.

Nasze DEN z taką obroną stateczną jak herbatka u angielskiej królowej to mogą zawalczyć co najwyżej dodatkową porcję ciasta cytrynowego a nie o postseason. Nie ten wiek, nie ta umiejętność rączego przesuwania się w tył i przód. Starczy uwiąd. Do tego ta deska tak haniebnie przegrana.

Ten mecz to kolejny asumpt do konstatacji. Kto wyszedł na Melodealu lepiej? Pytanie chyba jest retoryczne. Ale czekam na głos zatwardziałych.

NYK trzymają się mocno. Nie potrafię właściwie nazwać i zdefiniować koafiury Gallo (odrośnięty rekrut czy praski git?), W. Chandler wytatuował sobie na szyi jakieś dziecko – wygląda to przerażająco kiedy ono na Ciebie patrzy – jego współczynnik wymuszania strat dzięki temu wzrósł, Mozgov robi dalej za instrument dęty drewniany i w rotacji NYK nadal łapie blow outy w żagle, C. Brewer – niechciany szparag jest jedną z większych iskier tej ligi, A. Randolph chce pozwać tych wszystkich, którzy wróżyli mu wielką karierę.

Studium ortopedyczne.

Melo już się napodróżował po Zachodzie. Z drugiej strony nihil novi. Był już tu wiele raz i wszystko widział. Poszedł w wysięk z kolana. Teraz lekkie odpompowanko i podsuszanie tkanki na kaloryferze. Czytaj: Gość już zaczął się przygotowywać retoryczne pod nieunikniona zagładę. „Kolano mnie boli. Nie będę już w tym sezonie na 100%. Czuje się sztywny. To zmienia motorykę. Ruchu i rzutu. Tak naprawdę nie powinienem już grać od stycznia. Koledzy mnie namawiali. Trener. Chciałem. Nie udało się. Przepraszam”.

Zszedł pobity. Przegrany. Nawet z dziećmi nie chciał przybić piątki. Nieładny taki. Małostkowy.

T. Chandler wreszcie trzasnął. A bukmacherzy już przestali przyjmować zakłady, że się złamie. A jednak. Zdaje się, że to niestety nic wielce poważnego. Tyson zagryzie wędzidło i będzie perszeronił nadal. Twardy jest. Powiedział, że Rentgen jest dla dzieci i nie będzie się nacierał promieniami. Mówi, że to kradnie duszę...

Z obrazków impresyjnych – chyba najlepszy mecz ofensywny I. Shumperta od czasów NBA 2K2013. Drugi pierwiosnek? Czy pierwsza jaskółka? Na dworze nadal minus dziesięć więc radziłbym schłodzić entuzjazm...

P. Prigioni – podobno zna dzieci papieża.

Western Agnostic Front – Believers -2-0

15:29, znykajacy
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje