RSS
czwartek, 28 kwietnia 2011

Jakoś nie mogłem się zebrać do napisania jeszcze jednej sążnistej oceny gry każdego z naszych milusińskich w tym sezonie, wieć postanowiłem trochę się zabawic słowem i żeby nie przedłużać o każdym z obecnych graczy napisałem tyle słów w ilu meczach w regularnych rozgrywkach wystąpił w barwach NYK. Pomysł może głupawy, ale taki mi przyszedł do głowy i postanowiłem go zrealizować. 

Landry Fields (82) – miły, grzeczny chłopak absolutnie znikąd, który przed dwie trzecie sezonu był na ustach całej ligi. Niektórzy to byli gotowi oddać mu nawet wątrobę… Kariera roku. Tylko czym tak naprawdę się podniecać? Landry nie ma nic, czego można by mu zazdrościć. Może poza łebską głową. Ani nie jest skoczny, ani nie umie rewelacyjnie rzucać, ani nie jest typem strusia pędziwiatra kończącego pod koszem. Cały sezon zastanawiałem się, czy jest tak dobry czy NYK tak słabi? Występ w PO wydaje się świadczyć o tym drugim…

Toney Douglas (81) – jest tylko drugoroczniakiem wybranym jako ostatni zawodnik pierwszej rundy draftu. Tymczasem musi się zderzać z oczekiwaniami jakby był przynajmniej J. Wallem. W grze brakuje mu cynicznie chłodnej głowy. Nigdy nie wiadomo czy pociągnie wszystkich na dno czy okaże się zbawcą. Nieprzewidywalność i brak powtarzalności są jego największymi słabościami. Jest koszykarskim transwestytą. Dwójką w ciele jedynki. Z takim wewnętrznym rozdarciem i rozedrganiem każdego dnia nie można być do końca normalnym. Nie dorósł do roli zawodnika pierwszej piątki. I pewnie tak już zostanie.

Amar'e Stoudemire (78) – największe wzmocnienie NYK od czasów P. Ewinga. Twarz, dusza i serce organizacji. Ofensywna maszyna do zabijania, siekania i nawlekania na pal. Jego potencjał w ataku był nie do końca wykorzystywany, przez tę trupę nieudaczników. Kondycyjnie nie wytrzymał trudów sezonu i umarł w jego trzeciej tercji. To był piękny upadek, bo ze sporej wysokości. W PO przegrał z szarpiącym grzbietem. Nadal nie ma pojęcia o grze obronnej, a liczba zbiórek jest kompromitująca. Najlepiej wydane 100 mln w historii klubu.

Ronny Turiaf (64) - cały sezon zmagał się w pytaniem – czy jestem koszykarzem czy tylko pajacem? Rola ludycznego wesołka jednak przeważyła. Realizował się aktorsko w odgrywaniu małych tragedii i egzaltowanych komedii na ławce rezerwowych. Mistrz drugiego planu. Jeden statystycznie poprawny mecz (POR). Sezon przeplatany przebywaniem na boisku (tego się nie da nazwać grą) i spuszczaniem wody z kolana. Niestety wygląda na to że spotkamy się z nim znów.

Shawne Williams (64) – wyciągnięto go siłą z detoksu, na którym przebywał próbując odzwyczaić się od koszykówki. Nie miał nic do stracenia i szansę wykorzystał. Zaistniał na nowo na mapie NBA. Stara maksyma brzmi, że charakterem i zawziętością nie da się jednak nadrobić braków w umiejętnościach i talencie. Shawne jest tego najlepszym przykładem. Trzeba jednak potrafić coś więcej niż trafić za trzy z rogu. Czasami to nie wystarcza.

Bill Walker (61) Pokrak z Pulp Fiction. Sztab szkoleniowy przypominał sobie czasem, że trzeba go obudzić i wyciągnąć z podziemia na światło dzienne. Rzucany był więc na najróżniejsze odcinki frontu walki z urojeniami własnej osobowości. Niepogodzony z rolą strażaka Sama mającego gasić doraźne pożary, stał się mistrzem wszechwalk i boiskowej perfidii. Orkowy książę uczynił tę łaskę, że objawił nam swój mroczny majestat. Chwała Ci!

Carmelo Anthony (27) – drużyna to dla niego pojęcie obce. Największa primadonna koszykówki od czasów Iversona. Liczę się tylko ja, moja gra i moja piłka. Poprowadzi NYK ku zagładzie. Tak oczekiwanej.

Roger Mason Jr. (26) koszmar transferowy minionego lata. Jeszcze w styczniu był z gry 1-16. Z pewnością wygra casting na głównego aktora sequelu - Poszukiwacze zaginionego rzutu aka Zaginionej Arki.

Jared Jeffries (24) – w jakich chorych umysłach mógł zalęgnąć się pomysł, żeby w zmaganiach koszykarskich odwołać się do pomocy duchów? Jego powrót był aktem sabotażu i terroru.

Chauncey Billups (21) jego czas koszykarskiej świetności bezpowrotnie przeminął. Billups to dziś atrakcyjny kontrakt, którzy NYK będą chcieli wymienić na jakiegoś cukiereczka w lutym…

Anthony Carter (19) kto powiedział, że świat należy tylko do młodych, pięknych i bogatych? Carter wbił kły w przerębel i temu zaprzeczył.

Shelden Williams (17) trudno być w najbliższej rodzinie dopiero trzecim koszykarzem. Gorzej, że jedną z tych osób jest własna żona…

Derrick Brown (8) – pokazał błysk potencjału, mimo braku otrzymania realnej szansy.

Andy Rautins (5) świat nie jest jeszcze gotowy…

Renaldo Balkman (3) – odstaw zioło, Talibie!

23:27, znykajacy
Link Komentarze (13) »
środa, 27 kwietnia 2011

UPDATE:

Kto nie czytał jeszcze tej impresji może już chyba sobie darować: opcja na Billupsa wykonana...

 

Myślałem, że impresja "Nowy Jorku, co dalej?" będzie ostatnią zamykającą Sezon 2010/2011 i zapowiadającą nowe rozdanie. Tymczasem zdarzenia najbliższych dni wymuszają popełnienia tej refleksji już dziś…

Muszę przyznać… że w swoich ocenach byłem dosyć pochopny i nie dość dokładnie przeanalizowałem… kwestię osoby Chaunceya Billupsa. A konkretnie jego kontraktu. Może będzie to dla kilku z Was zaskoczeniem ale… doszedłem do wniosku (po długiej wewnętrznej walce...), że kontrakt z nim po prostu trzeba… przedłużyć… I to jest tak naprawdę no brainer… To jest decyzja podyktowana względami czysto taktyczno-strategicznymi. Ale po kolei.

Żeby nie było żadnych wątpliwości. W jednym zdania nie zmieniam. Billups na jedynce to jest stagnacja raczej niż progres. Z nim NYK nie zrobią skoku do pierwszej czwórki Wschodu. To nie jest po prostu możliwe. Nie w tym systemie gry ofensywnej. Co Chauncey może dać? 25-30 solidnych minut. W tempie posuwistego kroku, wystylizowanego niespiesznym tempem, okraszonego ważnymi rzutami i mądrym głosem rekolekcjonisty w szatni. Dużo? Dla wielu aż nadto. Akurat żeby… wciągnąć drużynę na 5-6 miejsce w Konferencji Wschodniej. Sportowo to nie jest, więc pewnie najlepsze posunięcie...

Fakty.

We wrześniu 2011 r. Chauncey skończy 35 lat… (jak to się dziś jednak wszystko pozmieniało. Pamiętam, w sezonie 1994/1995 kiedy na jedynce w NYK zaczynał Derek Harper mówiło się, że to niepodobna liczyć na sukces mając za rozgrywającego tak leciwego zawodnika. Perspektywa 15 lat i dziś… farmakologicznie kariery udało się przedłużyć o kilka dobrych wiosen. Wiek jakby przestał być istotnym problem. Vide Nash czy Kidd. Postęp, medycyna, fizjoterapia, dieta. Fascynujące).

Jego kontrakt na najbliższy rok to 14.2 mln USD. Jeżeli do piątku opcja zostanie wykonana to po dodaniu umowy STATa i Melo wyjdzie nam... takie małe 50 mln. Jeżeli Turiaf wykona opcję (a na to się zanosi) to się robi 54 mln. Dodajmy jeszcze orzeszki w postaci kontraktów Douglasa, Rautinsa, Fieldsa, Balkmana to  mamy salary cap właściwie wyczyszczony (nie wiadomo oczywiście dziś w przededniu CBA jak duży on będzie). Zostaje, zatem kuszenie kogoś MLE... Możliwość manewru nie wydaje się, więc nadzwyczajnie duża.

Tak to wygląda na papierze (niech mnie proszę ktoś poprawi jeżeli nie mam racji). I tu dochodzimy do pytania… jaki jest plan? Czy idea własnej wielkiej trójki jest nadal zapisana jako cel, do którego NYK dążą, a jeżeli tak to czy i jak jest to osiągalne? Załóżmy, że tak. Kto realnie wchodzi w grę? CP3, D-Will albo Howard. Nie widzę póki, co żadnych innych meteorów i komet. Wiem, że to otwiera – Pauliade, Derroniadę i Howariadę. Ale nie unikniemy tego. Najdalej od NYK jest najbliższy geograficznie D-Will. Trudno sobie wyobrazić, że wielki Rosjanin pozwoli NYK tak po prostu go sobie zabrać… Na pewno się nie wymieni (chyba, że za Melo). I nie da Willowi wygasnąć. Nie ma szans. Zmłotkuje go do podpisania przedłużki. Chyba, więc możemy postawić przy Derronie. krzyżyk. Dwight Howard jest już podobno w LAL, bo przeraża go chłód Nowego Jorku. Jerry Buss już działa. Nie zazdroszczę ORL tej telenoweli... Pojedynek z ATL może być kamyczkiem, który uruchomi lawinę... Ale Howard w NYK? Nie wierzę. Zostaje, więc „tylko” CP3… Autor toastu na ślubie Melo, lokalny przepowiadacz przyszłości, człowiek, który de facto wymyślił Trójcę Świętą… Zatem... to jest chyba jedyny realny target. Ciekawe na ile są już zaawansowane rozmowy w trójkącie… Melo, Paul, STAT. Czy są smski… Telefony nocą?

Nie widzę specjalnie możliwości, żeby CP3 przyszedł przed sezonem. Będzie łudzenie się, niejednoznaczna wymian zdań między Paul'em a NOH. Zaklinanie rzeczywistości etc. Niestety czeka nas odgrzewanie Melodramatu jeszcze raz… Tyle że aktor się zmieni... No dobrze jest luty 2012. CP3 się ciągle nie przedłużył, mówi, że wszystkie opcje chce mieć otwarte... Znana śpiewka. Ale też bąka, że najbardziej smakują mu hot dogi na Time Square... Szerszenie zaczynają panikować… Coś by jednak chcieli dostać w zamian... I co NYK mają do zaoferowania? Hmmm... No tak... Wszystkie blue chipy są już w DEN... Hmmm... Naturalna odpowiedź... Billups ze swoim 14 mln kontraktem, który prawie matchuje się z 16.6 mln Paula... Do tego są jeszcze dwie wisienki w cukrze na osłodę– Fields, którego wartość ostatnio jakby delikatnie się obsunęła i Douglas, który przypomina raczej piryt niż złoto...  Ewentualnie Turiaf... Realne? Ale na pewno nie fantastyczne... Gdyby jeszcze w to wszystko wmieszał się jakiś contender (bo nikt nie mówi, że Chauncey miałby trafić właśnie do NOH), któremu zależałoby na Billupsie... Ile zespołów chciałoby mieć Chaucne’ya przynajmniej w odwodzie? Taki BOS na przykład, grający niespieszną koszykówkę, albo LAL? Piękny asset. Brzmi ciekawie...

No dobrze to, co jeżeli NYK nie wykonają opcji na kontrakt Billupsa? Czy wtedy pomysł z CP3 jest nadal realny? Czy zapominamy o Paul'u? A może wariant na Feltona (podpisujemy kogoś żeby się potem się z NOH w lutym wymienić)?... A może plan pozyskania CP3 się już odpuści i będzie się dolepiało do statku STATOMELA takie kolejne moduły tworząc barwny konglomerat osobowości... Brzmi tak strasznie prowizorycznie... Nie wiem czy możliwy jest sukces...

No dobrze. Załóżmy, że się nie przedłużamy z Chauncey'em.

Pierwsze pytanie to… kto zamiast niego na PG? Bo o tym, że Douglas się na tę pozycję nie nadaje to mamy chyba na chwilę obecną raczej wyrobione zdanie. Patrzę sobie spokojnie na listę wolnych agentów tego lata....

Dwaj najciekawsi PG to Stuckey i Brooks. Obaj są RFA i nie sądzę by DET czy PHX z nich łatwo zrezygnowało. Po za tym, czy oni są PG? To taka mutacja Douglasa... Dwójki w ciele jedynki...

Ok. Nie martwmy się jednak. Zostają takie tuzy jak: T.J. Ford, M. Bibby, Sebastian Telfair, Mario Chalmers, Earl Watson, Jose Barea i grupa jeszcze z dwudziestu osobników, co z koszykówką mają do czynienia głównie na play station. Hmmm... Strasznie jednak płytko. Jednego z nich pewnie i tak NYK będą chcieli przytulić. Pytanie za ile...

No dobrze. Załóżmy, że mamy jakiegoś PG. Dostał 4-5 mln. i relatywnie krótki kontrakt.

Dalsze dwie dziury do zalepienia to... Center i SG.

Patrzymy. Górna półka centów. Waga ciężka.

Nene – fajny gość, ale zaśpiewa więcej niż 10 mln – NYK zwyczajnie na to nie stać, po za tym chyba zostanie w DEN, Gasol podobnie jest za drogi, Chandlera nie puści Cuban, Yao to już chyba tylko na youtubie do oglądania, Dalambert może ale– będzie oscylował koło 8 mln (ma dużą rodzinę na Haitii), Oden jest RFA, ale może zamiast dawać mu jakichkolwiek pieniądze lepiej od razu lepiej je podrzeć i wrzucić do kosza, Hawes jest takim tworem gortatopodobnym który potrafi rzucić za trzy, ale nie olśniewa alabastrem swoich ramion, DeAndre Jordan – patrząc na jego filmiki z Blake'iem nic nie wskazuje na to, żeby Griffin pozwolił mu odejść... Wygląda to, więc znowu dosyć... słabo. No dobrze. Nawet zakładając, że ktoś z nich się zaokrętuje nawet za te 8 mln. to łącznie właściwie zjada się cały kontrakt Billupsa.

Joel Przybilla? Kurt Thomas (he is so sexy...)? To już byłaby rozpacz...

Zawsze możemy jeszcze sięgnąć po nasz serbski wynalazek – Jerome'a Jordana. Nie mogę ustalić jak sobie radzi na tych Bałkanach? Ktoś potrafi pomóc?

Takie statsy Jordana...

http://www.adriaticbasket.com/player.php?id=1194

A jeszcze jest SG do obsadzenia (bo Fields się do tego nie nadaje).

Ray Allen (nierealne – zostanie w BOS choćby za grosze), Jason Richardson (kolejny gracz nie mający pojęcia o obronie szarpiący się jamochłonicznie o piłkę), Jamal Crawford (ale to już było i nie wróci więcej) Arron Afflalo (a można go było mieć – mnie jednak nie przekonuje), Wilson Chandler (jest nieszczęśliwy pracą w zimnej rzece i przesiewaniu złota w Rocky Mountains. Chętnie by wrócił. Może dostanie długie MLE... Podobno nie jest to niemożliwe... A wręcz prawdopodobne... Bo NYK nie mówią... nie) Shannon Brown (zrośnięty z LAL), C.J. Miles (UTH wykonają opcję) J.R. Smith (wolałbym już chyba Hannibala Lectera), Mike Dunleavy (zero emocji), Nick Young (Toney Douglas wersja 2.0), Sonny Weems (ciekawy underdog), Michael Redd (reaktywacja?)

Przeżywacie ekscytacje? Ja taką znowu dosyć umiarkowaną.

No dobrze nawet jak się z tego barszczu uda się wyciągnąć jakiegoś grzybka albo całą kolonię to... co?

Wymieni się te wszystkie kwiaty w lutym na Paula? Kto będzie chciał przyjść do NYK wiedząc, że potencjalnie ląduje w połowie sezonu w NOH... Billups chyba jest bezpieczniejszym transferowym assetem...

Wzięcie Billupsa jawi więc jako jedyne rozsądne rozwiązanie. Primo można powiedzieć – hmmm tak wykonaliśmy opcję... Pieniędzy w kasie właściwie nie ma... zrobimy takie mikro zakupy próbując skusić kogoś na MLE na pozycję centra... Secundo - Billups jest i tak najlepszym PG w tej chwili na rynku, lepszy diabeł znany niż nie znany, będzie uczył Toney'a mistrzowskiego stylu, zna się z Melo (choć Anthony gra gorzej statystycznie, kiedy Chauncey jest na boisku) jest doświadczonym weteranem etc.

Billups sam zresztą dał świetne uzasadnienie swojego pozostania - "Melo i STAT to samce alfa. Trzeba im rozgrywającego, który nie da się zepchnąć do roli popychadła. Kogoś, kto swoim autorytetem oprze się tym silnym osobowościom. Tym człowiekiem jestem ja..."

Problem z kontraktem Billupsa jest tez podobno taki, że w samej organizacji jest spór, co do jego przedłużenia. Z jednej strony – Walsh, który raczej optuje, żeby do piątku się z Billupsem związać z drugiej Właściciel Dolan, który ma ponoć zdanie przeciwne... Wydaje się więc, że sprawa kontraktu Pana Walsha musi się wyjajić najpierw... I chyba się wyklarowała... Źródła donoszą, że Pan Walsh spotkał się z Właścicielem i wkrótce wspólnie ogłoszą pozostanie GM na kolejne dwa lata. Donnie ma dostać gwarancją, że nikt mu się nie będzie wtrącał w sprawy sportowe. A to pewnie oznacza, że Billups zostanie.

I pewnie zostanie też Trener Mike, który ma wsparcie Amare, który opowiada się stanowczo za kolejnym rokiem z MDA. Melo był bardziej bezpośredni i na pytanie, czy chciałby widzieć Trenera Mike'a na ławce w przyszłym sezonie odpowiedział prostolinijnie  –"I don't know". Potem się trochę sumitował, ale... pierwsze słowo do dziennika...

Z rozmów podwórkowych wynika, że trwa dyskusja czy wykonać opcję na Biila Walkera za mały milion (tak prosimy). Shelden Williams, JJ, Roger Mason raczej odejdą...  Renaldo Balkman i Andy Rautins być może zostaną wykupieni. Ronny Turiaf raczej wykona opcję na następny sezon.

A Wy co myślicie? CP3, czy klejenie naprędce?

16:51, znykajacy
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2011

To jest już koniec. Zmartwychwstania nie było. W każdym razie nie w MSG. I dobrze. Są granice fałszywego proroctwa...

BOS wczoraj pokazał, że Królowa jest tylko jedna. To nie jest przypadek, że wygrali. W tym sezonie byli lepsi. 10 x lepsi. Nawet jedna, czy dwie zwycięskie gry nie zmieniłyby tego dojmującego uczucia przygniatającej przewagi.

Wiem, że będą powstawać mity o tej konfrontacji. Rzeczywistość alternatywna. Meta play offy. Że gdyby Billups nie złapał kontuzji, gdyby STAT się nie usztywnił, gdyby nie gwizdnięto Melo ofensa w meczu nr 1 a Garnettowi to i owszem, i gdyby jeszcze ze sto dwadzieścia pięć innych zastrzeżeń to NYK pogonili by zielonoskórym przysłowiowego Leprechauna. Kibicu, psie Sabo nie idźcie tą drogą. Nie mogło być inaczej. Trzeba się pogodzić z tym, że rzeczywistość jest na razie przeciwko nam. W każdym razie ta z Bostonu. Może już nie długo. Może jeszcze z rok. Może dwa… A może nie w tej dekadzie. Któż to wie…

Co do samego meczu. NYK zagrali tragicznie w ofensywie. Z trudem przypominam sobie bardziej nieskuteczny mecz w tym sezonie. W pierwszej połowie nie skalali się nawet 25% skutecznością (w 2Q to było 15%). Przykład szedł z góry… Tak się nie da wygrać. Nie w PO. Nie z drużyną, która mierzy w najwyższe cele. BOS wykorzystali tę niemoc, słabość… Bez specjalnego napinania i szafowania siłami. Też mieli swój gorszy moment kiedy przez siedem minut nie potrafili zdobyć punktów z gry… Dzięki temu były jeszcze na chwilę emocje i niepoprawne myśli w głowach optymistów. Dziękujemy i za to 84-80… Ale ostatecznie BOS nie dali odebrać sobie tego, co w przekroju całej serii bezsprzecznie im się należało.

Nie mam chyba więcej słów ogólnego podsumowania meczu nr 4.

Przejdźmy do ostatniego układania zapałek. Tych wczorajszych i takich PO sumarycznych.

R. Rondo v. T. Douglas

R. Rondo – na koniec RR poczęstował NYK wprost morderczą kombinacją – celności i rozgrywania. Połączył ogień i wodę. Co tym bardziej świadczy o tym, że potrafi niszczyć na bardzo wiele sposobów. Niech jeszcze dopracuje tego jumpera. Myślę, że per saldo należy mu się nagroda MVP tej serii. Jego dobra gra jest kluczem do konfrontacji z MIA. Na miejscu Bibby’iego zakładałbym na noc dla bezpieczeństwa pampersa. Tyle, że pewnie w przydziale Rondo dostanie Wade’a a kto wie czy opiekę nad nim nie roztoczy sam Król. Będzie ciekawie. T. Douglas – niestety mam mnóstwo krytycznych i gorzkich słów podsumowania pod adresem Szalonego Konia. Jestem najbardziej rozczarowany jego grą w obronie. Zwłaszcza, że wydawało mi się, że to jest jego główny atut. Niestety nie poradził sobie z RR. Kropka. Gra defensywna nie może opierać się przecież na cofaniu się (tak by zachować dwumetrowy dystans od atakującego Rajona), podnoszeniu rąk i opuszczaniu ich zawsze w przeciwną stronę w którą idzie lay up. Nikt chyba nie powinien czuć się bardziej upokorzony i naładowany na przyszłość sportową złością od niego. W ataku kolejne prawo Douglasa w akcji. Egzamin z dojrzałości oblał. Będzie poprawka? Przyszły sezon ostatecznie zdefiniuje jego rolę: zmiennik czy zawodnik, który może być częścią systemu. Ważną częścią. Moim zdaniem nie podoła…

R. Allen v. L. Fields

R. Allen – wczoraj chyba najsłabiej w całej serii. Ale w żadnym spotkaniu nie zawiódł. Dał z siebie mocne, dobre punkty. W chwilach trudnych był tym na kim BOS mógł się oprzeć. Jest wielkim wirtuozem. Energetycznie tworem doskonałym. Nie nadużywa mocy. Oszczędnie i efektywnie nią gospodaruje. Jest jak żarowka najnowszej generacji. Drogi na początku a potem się spłaca. Miał za dużo miejsca. I bezwzględnie to wykorzystał… L. Fields – upadek Ikara. Wzlot ku słońcu okazał się początkiem upadku… Wczoraj czarny Piotruś. Piękna asysta do Melo i dwadzieścia minut lotu koszącego ku ziemi. Defensywnie nie olśnił, ale i nie zawiódł. Allen potrafił się pozycjonować mimo jego niewątpliwych starań. Ofensywnie kompromitacja. Dno. Jakby zapomniał kim jest i co potrafi? Trema? Obawa? Dopadł go jakiś paraliż niemocy a może to voodoo Walkera? Zaryzykuję twierdzenie. To były najgorsze PO biorac pod uwagę całą jego przyszłą karierę Nie wydaje mi się, żeby nie mógł nie przebić 1,8 pkt., 20% skuteczności i 0% za trzy, 17% z wolnych, 1,3 zb. Gdzie są piewcy talentu Fieldsa?. Powtarzam raz jeszcze nie zakochujmy się w młodych graczach… Kim jesteś Landry?

P. Pierce v. C. Anthony

P. Pierce – wczoraj walczył ze STATem o palmę w kategorii – „gwiazda która zawiodła”. Chyba ją wygrał (niestety BOS wziął wszystkie nagrody w całej tej batalii). BOS jednak w przeciwieństwie do NYK ma tyle kręgów ofensywnych, że słabość jednego z asów potrafią nadrobić inni. Z palcem w uchu. Wczoraj po prostu nie musiał. Myślę, że było mu troszkę wstyd. Bo on wprost uwielbia to robić NYK w MSG. Upokarzać. C. Anthony – wejście smoka 15 pkt w 1Q. Jego niemoc w 2Q (0-4) zdecydowała w jakiejś mierze o tym, że miotła zmiotła. Wczoraj znowu grał trochę sam przytłoczony przekonaniem o swoim posłannictwie – „Jak nie ja to kto?” Oni? Mesjanizm wcielony. Indywidualnie się obronił. Drużynowo nic nie dodał. W przekroju całej serii - dwie bardzo dobre, gry dwie słabsze. Jest wielkim strzelcem to pewne. Nigdy jednak nie będzie miał powtarzalności M. Jordana. Raczej będzie przeplatał mecze będące nirwaną geniuszu ze spotkaniami apatii niemocy twórczej. Melo jest psychiczny. Czasem mu się chce i pyzo buzia się cieszy,  a czasem mała rzecz może sprawić, że obraża się na grę, przeciwników i samego siebie… Musi wreszcie wewnętrznie dojrzeć. Myślę, że to jednak nigdy nie nastąpi. Bo on nigdy nie nauczy się pokory. Za wiele lat żył w oparach pochlebstw i oklasków. W Kolorado zbyt często był porównywany do grudki złota… Uwierzył, że nią jest…

K. Garnett v. A. Stoudemire

K. Garnett – to był mecz KG. Zwłaszcza w 2H kiedy rzucił 20 pkt. (7-12). Wziął na siebie ciężar gry w ataku. W naturalny spokojny sposób. Nieco przepraszająco – „Panowie a gdybym dzisiaj tak ja pociągał. Co Wy na to? Dobrze? Dzięki.” W obronie jak zawsze bezwzględny. Umorusany od czarnej roboty. Można go nienawidzić, ale każdy chciałby go mieć u siebie w drużynie. Szkoda, że nigdy nie będzie Knicksem… A. Stoudemire – zacisnął zęby i jednak zagrał. Opasany pasem słuckim. Niestety. 1-10 w 1H i ostatecznie 5-20 chluby nie przynosi. Mimo, swoich plecowych problemów zmuszony do 44 minutowego występu. Niestety niezdolny do gry jest i tak lepszy niż ci którym fizycznie nic nie dolega. Przegrał z kontuzją. I tak cud, że nic się nie wydarzyło, przez cały sezon. Szkoda, że się położył na ostatniej prostej. Ułatwił BOS zadanie. Trudno go ocenić. Może jednak nie powinien był dzisiaj grać. Nikogo nie zbawił, a wzbudził pewną irytację..

J. O’Neal v. R. Turiaf

J. O’Neal – unsung Hero. Ta seria nie była jakimś wielkim testem dla młodszego z O’Nealów (chyba, że mówimy o teście kolan). Mimo to sama jego obecność wprowadzała nową jakość w grze BOS. Głównie tej obronnej. Łzy po Perkinsie – jakby mniejsze. R. Turiaf – wczoraj najsłabszy występ w całej konfrontacji. Zresztą cała ta seria charakteryzowała się systematycznym opadaniem. Bolesne. Choćby punktowo. 9, 6, 5, 3… Dobrze, że się skończyło. W 6 meczu musiałby zacząć zdobywać punkty dla BOS. Asysta jaką miał do Kristicia? Marzenie. Mierzona na centymetry. Ale chyba mu jej nie zaliczyli. 4 faule w 4 meczach. Też mi twardziel. Bronił atłasową poduszeczką…

Ławka

G. Davis, N. Krstic, J. Green, D. West v. Sha. Williams, J. Jeffries, A.Carter, B. Walker, R. Mason Jr.

Ławka BOS rozegrała wczoraj chyba en masse najlepsze spotkanie (łącznie 25 pkt. Głównie dzięki Davisowi, który tak dobry jak wczoraj to nie był do początku. Mimo to trochę mnie zawiedli. Liczyłem, że po ostatnim meczu sezonu, pognębią NYK straszliwie. Tym razem okazało się, że są równie dobrzy ja S5 NYK. Ale trudno to uznać za komplement… Tak obiektywnie.

J. Jeffries - 6 min. duchowego straszenia… Powrót wielkiego Pana N i C. Dlaczego tak krótko? Ktoś stracił wiarę w ciała astralne? Co by nie powiedzieć w meczach 2 i 3 osiągnął optimum formy. Doskonałe wyczucie. Wspaniale przygotował mikrocykl. To trzeba nagrodzić. Jestem  zbudowany timingiem.

B. Walker znowu zakręcony w mrocznym świecie własnego umysłu. Zemścił się na Davisie posyłając go ofensywnym faulem na bliskie spotkanie trzeciego stopnia z parkietem. Glen prawie połamał deszczułki. Do tego zaliczył offensa przy dunku prawie rozrywając Kristicowi mięśnie ramienia od kości… Zasadniczo trup słał się gęsto. Tyle, że głównie był to trup z własnych szeregów... Taki friendly fire. Walker gra sam przeciwko swoim demonom. Głównie ze swojego zespołu. W żadnym meczu, nie wywołał w BOS poczucia – „Dlaczego go oddaliśmy”? Raczej refleksja była- „jak to dobrze, że to już nie nasz problem…” Zwłaszcza po tym 0-11 w Meczu nr 2…

Sha. Williams trafił dwie trójki i trochę statystycznego planktonu, który powinien mu zanęcić haczyk menadżmentu, żeby złowić kontrakt na przyszły rok. Najlepsze spotkanie w meczu nr 3. Po za tym postać bez znaczenia, wyrazu i kolorytu… Celebrytą to on byłby równie dobrym jak sprzedawca filtrów do wody morskiej w Czechach…

A. Carter człowiek, który się fokom nie kłaniał zaliczył wczoraj kolejny występ z kategorii – „jestem stary, ale jary... do wpuszczenia doskonały”. Sam mówił, że miał dość patrzenia jak Rondo wywija kolejne hołupce wobec niemocy tych którzy go pilnowali. Wszedł na boisko i próbował przyszpilić Rajona kłami. Trochę mu się udało. Mimo, że zgryz już trzeci, szczęka bez zacisku, i zwrotność walenia w ciąży. Wczoraj pokazał charakter tak pieczołowicie wyhodowany w klimacie gry na pieniądze w ATL. Obawiam się, że mogą poprosić go o jeszcze jeden sezon… Obronił się. Szacunek. Bo kilku młodszych powinno brać z niego przykład do naśladowania. W kontekście całej konfrontacji – trzeba powiedzieć, że sztabowi trenerskiemu zabrakło trochę szaleństwa, żeby powiedzieć – Anthony – Rondo jest Twój. Jak chcesz możesz go zapakować i wysłać jako prezent na wyspę ludożerców. Carter dałby radę… W każdym razem by spróbował.

R. Mason Jr. cudów nie było, bo być nie mogło. Człowiek, który z poszukiwania swojego rzutu uczynił kolejną wyprawę po Świętego Graala nie miał prawa zmienić świata. I nie zmienił. Grał bardziej z konieczności niż z wyboru. Co pokazuje, jak niewielki jest ten wybór… Dla niego chyba przyszedł czas pożegnania… Nie może być inaczej…

D. Rivers v. M. D’Antoni

D. Rivers – wygrał. Najmniejszym nakładem sił jednak w sposób taki, który trudno nazwać inaczej – niż przygnębiający i demoniczny w swojej potędze.. NYK chcieli, ale Doc nie pozwolił, żeby ktoś spróbował powstrzymać jego i jego hałastrę… Nawet o tym nie myślcie. Nie mam czasu na przegrywane. NYK mieli być rozjechani i tak się stało. Komunikat poszedł w eter.

M. D’Antoni – przegrał bo jest gorszym trenerem i nie miał takiej głębi składu jak BOS. Dwie kontuzje i cały front court NYK rozpadł się jak domek z kart… W obronie nie miał pomysłów. W ataku wykonawców. Czy jego czas już nadszedł? Myślę, że jeszcze nie, ale poziom wymówek dla braku motywacji/ zaangażowania został wyczerpany… Następnym razem odpowiedzialność poniesie on już sam. W wymiarze bardzo osobistym.

 


Myślę, że przed udaniem się na spoczynek popełnię jeszcze w najbliższym czasie kilka impresji spinających klamrą ostatnie kilka miesięcy. Dlatego zapraszam do nieustającego zaglądania.Tak sobie szkicuję w głowie. Bez zobowiązań.

Sezon w pigułce (dla tych którzy nie mieli czasu nas odwiedzać a chcą z lenistwa przeczytać esencję zobaczyć), rozliczenie czyli zawodnik po zawodniku, byliśmy Knicksami – podsumowanie, NYK 2011/2012 – quo vadis?

Oczywiście na deser będzie MoTo summary!


To było wzruszających 86 spotkań. Z NYK i drogimi Czytelnikami. Dziękuję za cały ten sezon.  Za wsparcie. Komentarze. Nawet te najbardziej złośliwe i te zupełnie dla mnie niezrozumiałe!

Bez Was by się nie udało!

23:42, znykajacy
Link Komentarze (14) »
niedziela, 24 kwietnia 2011

Atmosfera minorowa... Jak to przed zamieceniem...

STAT raczej nie zagra. Jego naciągnięte plecy są źródłem bólu i cierpienia. "Normalnie przerwa trwałaby trzy tygodnie... Nie byłem sobą nawet w 50% w piątek. [Khem, khem - nie byłeś nawet Jeffriesem...] Boli jak licho mówi Amare - jeśli nie odpuści mi dziś do rana nie będe ryzykował kariery. Mam tu grać jeszcze cztery lata... Chyba nie chcecie żeby mi się coś stało prawda? To sie może przerodzić w coś naprawdę poważnego". Mocne słowa. Wysokie tony. Toney? No też nie jest słodko z naszym Cukiereczkiem. Wczoraj na treningu nie rzucał bo go znowu szarpią kontuzjowane ramiona. Może dlatego taki był ostatnio niespieszny do oddawania rzutów... Billups też raczej bez szans na przywdzianie czegoś więcej niż krawat i garnitur. Do tego jeszcze ta kończąca sezon kontuzja Rautinsa... Ajajaj... Wszystko się sprzysięgło przeciwko... Trwa poszukiwanie winnego. Wielkiego pecha...

Zeszliśmy z fazy realiów do rozważaniach o mistyce... Nie jest dobrze... Zaczeło się, proszenie o Melocud. Do it againt Carmelo... Tak prosimy. Ale tak bardzo... Zrób to. Jak w grze nr 2. Na miarę oczekiwań. Na miarę marzeń i snów.

Uda się?

Fields raczej wystartuje w S5. Trener Mike nie widzi potrzeby wstrząsnięcia składem.

Gdzieś w tle zaczyna się też może najistotniesza rozgrywka tego lata... Kontrakt Pana Walsha, który tak naprawde jest tylko pierwszym klockiem domina. Nowojorski GM jak zwykle opryskily na pytanie czy będzie nadal nam hetmanił powiedział - "nie mam kryształowej kuli, więc nie wiem... Jest wiele czynników. Część leży po mojej stronie, część po stronie orgnizacji. Nie wiem nie znam się nie zamartwiam się tym. Zadzwońcie 30 czerwca to Wam powiem [co dalej ze mna będzie]". Ploteczki mówią, że Pan Walsh jest troszę pogniewany ambicjonalnie za Melodeala w zakresie w jakim Własciciel Dolan wcisnął swoje lepkie paluchy między drzwi negocjacyjnej alkowy. Panowie nie tak się umawiali trzy lata temu. To Pan Walsh miał odpowiadać jako jedyny za sprawy sportowe... Tymczasem... Szczerze mówiąc zaczynam mieć wrażenie, że sprawa jest już przesądzona. I... nie zobaczmy go już w przyszłym roku...

Pan Walsh jest orędownikiem pozostania Billupsa na następny sezon. Taka jest nieoficjalna wersja. Teraz robiąc mnóstwo zastrzeżeń wydaje się podtrzymywać to stanowisko. W zakresie ostatnich kontuzji Czosia przyjmuje enigmatyczną postawę - "Przyszły w złym momencie, myślę, że nie są chroniczne, on nigdy nie miał problemu z kolanami..." On organizuje grę na boisku. Kiedy schodzi z parkietu jest gorzej. Chłocy nie potrafią się poskładać".

Pan Walsh przyznał, że "potrzebne są dodatkowe "elementy" - duży zawodnik o defensywnej mentalności, rezerwowy PG i strzelec (SG?). Wiedziałem, że zespół tego potrzebuje... jeszcze przed PO." Szpileczka do Właściciela?

Polecam ku radości Wielkanocnego poranka obejrzeć statystyki DEN z dzisiejszego spotkania z OCK...

09:55, znykajacy
Link Komentarze (11) »
sobota, 23 kwietnia 2011

No i wykonało się…

Mecz o wszystko. Dokładnie 10 lat od ostatniego w PO zwycięstwa. Emocje. Napięcie. Wielkie oczekiwania. Bronimy Ogrodu. Jesteśmy w domu. Publiczność szóstym zawodnikiem. Musimy dać z siebie wszystko...

I co?

I nic… Przysłowiowe... JAJKO. Wielkie słowa… Wzniosłe patetyczne myśli… I tym boleśniejszy upadek. Rzeczywistość skonfrontowana z marzeniami… Witajcie w życiu…

Upraszczając. Wszystko przez przespany początek . Celtowie odjechali i nie pozwolili się zbliżyć na odległość, która pozwoliłaby mieć jakąkolwiek nadzieję… Zresztą ta wiara wbrew nadziei NYK też nie była jakaś dramatyczna.

NYK byli i są lepsi. To jest fakt. Są lepszym zespołem, który wczoraj miał twarz dwóch wielkich indywidualności. Zdominowali grę w ataku. Ukradli tak misternie zaplanowane show. W 1Q szaleństwo Pana Pierce’a (14 pkt), w 2Q Pana Allena (13 pkt), w 3Q obydwu Panów razem(18 z 34 pkt), w 4Q znowu Pan Pierce (12 pkt). Dodajcie do tego świetnie dyrygującego Rondo, posprzątana tablica. Przepis na blow out…. W najczystszej postaci. NYK i tak mieli szczęście, że BOS też miało momenty słabości…

Jeszcze raz okazało się, że dla NYK obrona przeciwko p&r czarna magia. Sposób w jaki BOS wyszukiwali Allena i Pierce’a, stawiali zasłony… Prosta, elementarna koszykówka. Na która Trener Mike nie mógł znaleźć lekarstwa. Pytanie czy je w ogóle zna…

BOS zaczyna się rozkręcać. Van Gundy ma rację – jak to zabawnie mecz wcześniej wszyscy mówili – BOS nie mają żadnych szans na mistrzostwo. Po dzisiejszym spotkaniu będzie – BOS znowu w grze… Jesteś tak dobry jak Twój ostatni mecz…

Finał totolotka jest taki – Amare/Melo 6-24 i Allen i Pierce 25-37. Ci drudzy trafili więcej niż Ci pierwsi oddali..

Oni są po prostu lepsi. I tyle. Nie ma się co na to obrażać. Ale ich schyłek jest bliski. Może jeszcze rok. Potem przejdą do historii…

R. Rondo v. T. Douglas

R. Rondo – niestety. To był powrót RR z meczu nr 1 w sezonie regularnym. Ktoś jeszcze pamięta? Triple double okraszone 24 ast. Dziś również potrójna podwójność 15 pkt/11 zb./20 ast. Łaskawca miał jednak o te 4 ast. mniej. Zmienił zupełnie swoją grę w stosunku do Game 2. Tworzył dla innych. Pracował jak mała mróweczka. Odżywiał zielonego golema o dwóch głowach, a głowy już tylko egzekwowały… Nie musiały nawet specjalnie… główkować… Znowu się okazało, że BOS jest zabójczy na Rondo sposobów. T. Douglas – momentami oddawał rozgrywanie Melo. I grał dwójkę. Trochę dziwne rozwiązanie biorąc pod uwagę, że… bardzo oszczędnie dysponował swoim rzutem. W pierwszych trzech kwartach oddał tylko trzy. Tak jakby grał na smyczy. I do tego w ołowianych butach. Nieco lepiej w 2H, ale to nie miało już większego znaczenia. Tylko 3 ast. Może gdyby było więcej szaleństwa?

R. Allen v. L. Fields

R. Allen – no cóż. Podwoił liczbę trójek z poprzedniego spotkania do 8… (chyba jego wyrównał swój PO rekord - dzięki ejsierl). Sposób i łatwość z jaką urywał się obrońcom – niesamowita… I to zawieszenie. Nikt nie potrafił go zatrzymać. To właściwie były non-contested shots. Miał swój dzień. Dzień konia. Tak robią to wielcy mistrzowie… W tej serii Allen jest 15-20 za trzy… Niesamowite… Niestety dla NYK. L. Fields – kolejny odcinek dramatu młodego człowieka... Nie ma co się nawet wyzłośliwiać. Zresztą nie miałbym serca tego robić… Moim zdaniem trzeba go już posadzić na ławce, zdjąć homonto z karku, zamiast zwiększać traumę żółtodzioba… Fieldsa już nie ma. Zaczął grać głową – w tym sensie, że za dużo myśli zamiast po prostu robić swoje. Jest spanikowany, niepewny i wycofany. Średnia w PO. 2 pkt. przy skuteczności 25%... Żal patrzeć na jego męki… Nie zasłużył na takie zakończenie przecież olśniewającego. Dawać Walkera…

P. Pierce v. C. Anthony

P. Pierce – moja niechęć do niego rośnie proporcjonalne do szacunku. Jest wolny, ospały, ten rzut taki sygnalizowany… A mimo to… Jak on ma dzień to można tylko zaciskać pięści w niemym geście bezsilności… Egzekutor. Zastanawiam się, czy po MJ nie przejął pałeczki największego upokarzającego NYK. To jest możliwe… 38 pkt. I to takich niepozornych… Prawdę mówiąc nie mogłem uwierzyć, że tyle tego nastukał… Dziś zrobił to sam. Bezcenne. C. Anthony po fenomenalnym występie w meczu nr 2, który śmiało można nazwać… knicksowym playofowym występem dekady… przyszedł dzień w którym narkotyczne uniesienie zmieniło się w apatię dnia następnego. Złe decyzje rzutowe, rozkojarzenie, przekonanie o własnej wielkości. Mitomania. Niby tam zawalczył o te zbiórki (11 w tym trzy w ataku – dwie zakończone koszem po własnym niecelnym rzucie), niby rozgrywał i podawał (6 ast) ale patrząc obiektywnie… chleba z tego więcej nie było… W 2H bez punktu z gry… Ktoś pstryknął przełącznik off. W 4Q pokazał się już tylko epizodycznie… Tak jakby sam Trener Mike nie wierzył, że Melo coś może jeszcze wnieść do gry…

K. Garnett v. A. Stoudemire

K. Garnett – KG wykonał brudną robotę pozwalając by światła jupiterów oświetliły w ofensywie Allena i Pierce’a... W obronie tytaniczna praca. Metodyczna i solidna. Powstrzymał STATa. Za samo to wieniec laurowy. Nie odstawił nogi. Nie ulżył choremu. On nie udziela łaski i nie bierze jeńców. A. Stoudemire – Van Gundy powiedział w czasie spotkania mądrą rzecz. – jeżeli nie możesz grać z powodu kontuzji na 100% zejdź i daj grać następnemu. Nie zajmuj miejsca. Nie każ nam oglądać swojej słabości. Twoje niedomaganie rozprzestrzenia się na wszystkich. Jest jak wirus. Tyle, że w NYK STAT grający nawet na jednej nodze jest lepszy niż… ktokolwiek następny w kolejce. Tych opcji na pozycji 4/5 NYK po prostu nie mają… Jaki finał? 2-8 z gry. 3 zb. Występ na miarę Sha. Williamsa… Tyle, że Williams zagrał dziś jak dwóch Amare… Czy jest sens stawiać na niepełnosprawnego w grze nr 4? Grze o honor? Amare jest charakterny. Zaciśnie zęby i wyjdzie. Tylko po co? Z taką grą nic nie może już zmienić… Zwłaszcza w obronie. W pluso-minusach… -34… Chyba najgorzej w tym sezonie… Pozostaje absmak…

J. O’Neal v. R. Turiaf

J O’Neal – bez fajerwerków i ekscytacji. Zrobił swoje. Dołożył malutką cegiełkę. Fundamenty zbudowali inni. R. Turaif – miał się w ogóle nie pojawić. Z tym kolanem ciągle nie jest dobrze. Coś mu się tam zbiera. Trzeba więc umiejętnie gospodarować czasem. Bo to przecież wielki zawodnik jest. Nie sposób go kimkolwiek zastąpić. Może jednak trzeba sobie tego oszczędzić i powiedzieć – „nie jestem w stanie dać z siebie wszystkiego. W zamian za to siedzę na ławce i robię miny. Chociaż tyle mogę zrobić dla drużyny…” Strasznie plasnął o parkiet w 3Q. Aż się echo poniosło...

Ławka

G. Davis, N. Krstic, J. Green, D. West v. Sha. Williams, J. Jeffries, A.Carter, B. Walker, R. Mason Jr.

Ławka BOS na razie zawodzi. NYK są chociaż lepsi od rezerwowych BOS. Mała pociecha, prawda? Davis jakiś otępiały, Green niewpasowany, West niepewny. Murphy zdaje zaliczył swój pierwszy raz w PO. Jeżeli BOS marzą o czymś więcej niż przejście NYK to ci chłopcy muszą zacząć grać coś więcej niż danie odpoczynku S5…

J. Jeffries trudno w to uwierzyć… ale JJ był wczoraj drugim zawodnikiem z największą liczbą oddanych rzutów… (11 – Melo miał 15). Zdaje się, że coś mu się poprzestawiało w łepetynie. Przeżywa chyba jakąś fazę schizofrenii i wydaje mu się, że może być STATem. No nie jest. Ale obiektywnie statystycznie… był lepszy od Amare… Niemal dwa razy… Ofensywny mecz dwulecia… Szokujące. Akcja – podanie Melo do Astralnego zaczyna być akcją firmową NYK. Żeby on jeszcze coś w tej umiał z tą piłką zrobić w ataku… Starał się w obronie. Ale na staraniu się skończyło. Ten młot na Rondo okazał się piórkową zmiotką na kurze... Powiem przewrotnie – trudno wyobrazić sobie NYK bez niego…

B. Walker przynajmniej walczył. Energetycznie iskrzył. Trochę od rzeczy, trochę przerost formy nad treścią… Ale per saldo miotał się. Nie bardzo wiadomo po co. Świata nie uratował, choć do klasy Bruce’a Willisa brakuje mu już naprawdę niewiele. Pokażcie mu jakiś Nakatomi Building. “Now I have a crossbow Hu Hu Hu Hu Hu…” Dawać go do S5. Zepsuć już niczego nie można… Niech chociaż będzie śmieszniej…

A. Carter może trzeba go było napuścić na Allena? Jedno jest pewne. Wyprułby wszystkie żyły, żeby w tym pojedynku starców odcisnąć na Rayu jakiejś geriatryczne piętno. Zniwelowany do cztero minutowego epizodu.

Sha. Williams jeżeli Twoim najlepszym strzelcem zespołu jest Sha. Williams to znaczy, że masz problem. Shawne zrobił więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Serdeczne gratulacje. Dziękujemy.

R. Mason Jr. bohater meczu o pietruszkę i król śmietnika. 8 pkt w 7 min. w 4Q kiedy BOS zszedł z boiska i był już pod prysznicem… Trzeba umieć wykorzystywać chwile dane od losu. Ta wczorajsza należała do niego…

D. Rivers v. M. D’Antoni

D. Rivers znowu lepszy. Znowu zaskoczył tym, co oczywiste. Mam dwóch strzelców i nie zawaham się ich użyć. Zdetonował Melo i STATa i bomba która miała odpalić w MSG okazała się niegroźnym niewybuchem. Chyba on sam nie myślał, że to pójdzie tak łatwo…

M. D’Antoni – bez wiary, bez pomysłu. Nie jego wina, że kluczowi gracze są kontuzjowani. Płytkość składu nie pozwala na tworzenie jakiś planów i rozwiązań alternatywnych. On był przeciwko Transferowi… Z drugiej strony ciekawe… czy są jakieś warianty… zastępcze. W każdym razie dziś nie zadziałały… Machaniem rękami i rzucaniem przekleństw Trenerze Mike to jeszcze nikt PO nie wygrał...


WSZYSTKIM DROGIM CZYTELNIKOM

(ZWŁASZCZA TYM O PRZECIWNEJ ORIENTACJI I PERCEPCJI NOWOJORSKIEJ RZECZYWISTOŚCI)

ŻYCZĘ RADOSNEGO ALLELUJA!


PS. W niedzielę szansa chociaż na małą rezurekcję w meczu o honor...


Ch. Billups - zdaje się, że sezon Pana Strzała jest już szczęsliwie zakończony. Zastrzyki z cortisonu nie działają, noga boli, czekamy na cud. NYK mają pięć dni od dnia zakończenia sezonu na wykonanie opcji na jego kontrakt na przyszły rok. Werbalnie podobno mu to obiecano, ale biorąc pod uwagę ostatnie Czosia przypadki, może trzeba będzie zrobić woltę... Pan Walsh ma o czym myśleć...

06:25, znykajacy
Link Komentarze (25) »
środa, 20 kwietnia 2011

Może się okazać, że przy przepowiadanym przeze mnie miotełkowym 4-0 BOS wygra cała serię łącznie różnicą mniej niż 10 pkt. To byłoby na swój sposób ironiczne zakończenie. Ale jest ono... wielce prawdopodobne...

Mecz podobny w swojej dramaturgii i w zakończeniu do meczu pierwszego. Idą łeb w łeb końcówce, a NYK w ostatniej fazie nie są w stanie zrobić tego finalnego kroku i przeciąć barkami linii mety przed BOS. To jest zaiste niebywałe... Statystycznie trudne do wytłumaczenia... Moralnie nieakceptowalne... I ten paskudny Garnett...

Dlaczego tak jest? Odpowiedź na to wydaje się dosyć prosta. BOS ma ławkę (która szczerze mówiąc nie zachwyca), która zmienia S5 i daje wytchnienie, a NYK mają w S5 ławkę, której nie ma już kto zmienić. Abstrahując już od tego, że stanowi ona niezwykłe zbiorowisko interesujących indywiduów (Mason, Carter, Jeffries), których miejsce powinno być raczej w galerii osobliwości i figur woskowych...

Widzieliście, kto miał 4 kluczowe posesje w tym spotkaniu? Dwa razy Mason i dwa razy JJ. Chłopcy, którzy zdobyli w tym sezonie 149 pkt. przy skuteczności ok. 35%. Brawo. To miał być atak przez zaskoczenie, Trenerze Mike prawda? To przecież nie mógł być przypadek... Aleś to uknuł chytrze... Ale tak realnie miało szansę na powodzenie?

Oczywiście wielce niefortunnym okazała się kontuzja STATa, która w perspektywie przebiegu całego spotkania można zakładać była kluczowa. Bez Czosia i Amare to ten zespół nie ma w ataku siły, pomysłu i opcji. Grają popromienni mutanci i ofensywni popaprańcy. Wszystkie piłki do Melo i jedziemy... Taktyka warta Nobla... Prostota wynikająca z braku alternatyw... Niestety.

A jednak szacunek. Mimo tego wiatru w oczy NYK dali radę i skasowali ucieczkę BOS w 3Q, kiedy wydawało się, że już wszystko pozmiatane... Obrona naprawdę kawałkami wyglądała bardzo dobrze. Momentami było naprawdę fizycznie, twardo z wycieraniem twarzą parkietu.

PS. Porażka jest tym bolesna, że NYK zdeklasowali BOS na desce... 20 zb. ofesnywnych speaks volumes...

Chwała zwyciężonym.

R. Rondo v. T. Douglas

R. Rondo - parafrazując zdanie ostatniej impresji pogłoski o tym, że RR jest w kryzysie są mocno przesadzone Kwadratowe Rondo pruło środek painta jak mała torpeda. Nie było na niego siły. Rekord kariery punktowej w PO (30 pkt). Był tak dobry, że nawet szybki Toney oglądał od tyłu spody jego butów. Wygrał ten mecz. Prawie sam. Był absolutnym killerem fast break pointów To pokazuje, że BOS potrafi wygrywać na wiele sposobów. T. Douglas - Szybkonogi Koń był wczoraj tym, który mógł przesądzić o zwycięstwie. Jedyna postać na boisku, która realnie mogła zrobić różnicę. Nie udźwignął ciężaru. Prawie jak zawsze. 5-16 oddaje bezmiar szaleństwa... Zdziwieni? Tak niby trafił ważną trójkę i jumpera na po 88 w 4Q... Ale znowu pokazał, że jego znakiem firmowym jest niekonsekwencja i brak powtarzalności. A rzuce se, zobaczymy co bedzie... Tak się w PO nie da grać... Nie z BOS.

R. Allen v. L. Fields

R. Allen - jak przystało na króla rzutów trafił... cztery trójki. Na cztery próby. Mamusia była z niego dumna. W 3Q zdominował grę. Nie mogę powiedzieć, żeby specjalnie się przemęczał. Gra tak na pół gwizdka. Póki, co NYK nie zmuszają go na przejście na wyższe biegi. To jest batalia o mistrzostwo. Nie sprint. Klasa mistrza. L. Fields - koszmar młodego człowieka trwa. Przepraszam. Jest sukces. Pierwsze punkty z gry w PO. Są annały, kroniki, historia. Fields ogarniał się z Allenem w obronie, tyle, że po za tym był wielkim nieobecnym. W ataku totalny brak pomysłu. Nawet nie zebrał jednej piłki. Alternatywą dla niego w S5 jest Walker... Czyli właściwie nie ma opcji?

P. Pierce v. C. Anthony

P. Pierce - wziął się do roboty w 3Q. W sumie podobnie jak Allen. Spokój czempiona. Swoje zrobił. Solidnie. Nie musiał się nadmiernie wysilać. Inni wygrali ten mecz za niego. Liczyć, że inni zrobią to za Ciebie? Bezcenne. C. Anthony - One night stand. Tak jakby chciał zmazać wszystkie przewiny poprzedniego wieczoru. Literally unguardable. Myślę, że zejście STATa gdzieś tam wewnętrznie i podświadomie spowodowało w nim poczucie wszechogarniającego szczęścia - oto ja i mój czas, wszystkie światła proszę na mnie. Tylko ja mogę poprowadzić tę niebieską krypę przez bezmiar zielonego oceanu. A i najważniejsze... Z nikim nie muszę dzielić się piłką. I nie będę. Niech tylko ktoś spróbuje pisnąć - byłeś samolubny, pochłaniałeś grę, nie dzieliłeś się chlebem. Nie było opcji. Ja przeciwko nim. Oni albo ja. Sam to zrobię. Tylko nie przeszkadzajcie. Izolujcie. I... prawie się to udało. Gdyby jeszcze ten BOS nie zaczął podwajać. Monstrualne spotkanie. Wyrównany rekord punktowy w PO – 42, 17 zb. 6 ast. Był moment, kiedy zdobył chyba 18 z 22 pkt NYK w ciągu 10 min. Tyle, że jeden Melo to za mało. Och Douglasie gdzieś był, kiedy kapitan krzyczał wszystkie ręce na pokład... Przysnął w końcówce, bo albo się jakoś tak potknął i nie mógł dogonić Westa przez 4 sekundy... Był zaskoczony jak dziecko, które przyłapano z tabliczką czekolady w ustach... Delikatnie to było kompromitujące... Obrony to on nie lubi...

K. Garnett v. A. Stoudemire

K. Garnett - wygrał mecz. I tyle. Dunk i lay up. Dziękujemy. Bayu Bayu. Był tam gdzie powinien. Weteran. Na pełnym spokoju. Kolejny zimny, mistrzowski występ. Tak to się robi, kiedy jest się najlepszym. Szacunek. A. Stoudemire - STAT od początku wyglądał, źle. Taki sztywny w krzyżu, spięty. Że też musiało mu się to przytrafić wczoraj. Cały sezon było dobrze a tu nagle back spasms... Jeżeli nie powstanie z brzucha, losy tej konfrontacji są przesądzone. Nie, zeby z nim miałoby być jakoś inaczej. Statystycznie najgorszy występ w sezonie... Z kontuzją jednak, jeszcze nikt nie wygrał. Ma czas do piątku... Potem spotkamy się w październiku...

J. O’Neal v. R. Turiaf

J O’Neal – nie był tak dobry jak w meczu nr 1. Prawdę mówiąc prawie w ogóle go nie było. Szybkie faule, ławka. R. Turaif - Cudów nie ma. Nie oszukujmy się. Z tego kloca drewna nie da się wyrzeźbić marmurowego posągu Wenus z Milo. Choć ta nawet bez rąk byłaby lepsza niż Ronny. Znowu nie rozumiem tego cmokania komentatorów nad jego osobą. Taki świetny obrońca, energetyczny, ważny zawodnik. Panowie nie wiem, jakie pigułki szczęścia łykacie, ale ja też tak chcę.

Ławka

G. Davis, N. Krstic, J. Green, D. West, v. Sha. Williams, J. Jeffries, A.Carter, B. Walker, R. Mason Jr.

Ławka BOS bez przełomu Dunajca. Ale przełom... nie był potrzebny. Dali odpocząć S5. To póki co wystarcza. Delone trafił na koniec dwa wolne... I to była ta kropeczka nad "i".

B. Walker – wiecie jaki jest kierunkowy do podziemia, w którym rezyduje nasz orczy władca? 0-11. Masakra. Ofensywne sepuku. Miał znowu jeden fantastyczny cios karate, kiedy Allena popchnął tak jakby trwale chciał go skleić z parkietem. Trzeba by Sugar Ray rozdzielać operacyjnie ze sklejką. (choć mały Oscar dla Ray Ray za tego floppa). Z drugiej strony miał zderzenie z Chińskim Murem, kiedy wbił się po pick and rollu w Davisa. Odbił się jak piłeczka. A Glen tylko spojrzał na niego jak na niedogotowane jajko... Tak Wielkanocnie. Tragedia. Mimo, że opcja z Walkerem z S5 wydaje się aktem samobójczym... to jest warta rozważenia. Fieldsa nie ma a Walker może być... Wczoraj jednoznacznie dał do zrozumienia, że mrok spowija Ziemię...

J. Jeffries – piękne dwie straty w końcówce załatwiły NYK mecz. Rozgrywający i strzelec w jednej osobie. Brawo. Ale tak serio i poważnie. Co on chciał zrobić?. Ten facet powinien mieć zakaz nawet patrzenia w kierunku piłki. Choć spoglądając na jego statystyki wydaje się, że JJ stosuje się do tego zalecenia... dość skutecznie...

A. Carter – brak Billupsa oznacza minuty dla starca. Te siedem to też jest za dużo. Gdzie jest jego przerębel. Powinien tam natychmiast powrócić...

Sha. Williams – jeden celny rzut w 22 min. trudno nazwać wielkim wkładem w grę w ataku. Aczkolwiek rzut był istotny... W normalnej drużynie zastanawiałby się, jaki dobrać krawat do koszuli. W NYK oczekuje się od niego cudów. Te drobne różnice, które z przeciętniaków mają czynić bohaterów. To jest NYC.

R. Mason jr.poznajcie nowojorskiego clutch playera. Jego czas w sezonie był dlatego tak oszczędnie gospodarowały, żeby eksplodował świeżością w PO. Nikt się tego nie spodziewał. Przejrzałem Cię Mike. To wszystko była jedna wielka podpucha. Mason zrobił coś, czego jeszcze w tym sezonie w barwach NYK nie widziałem. Przerzucił kosz w rzucie za... trzy. To pewnie też było wypuszczenie... W pluso minusach +5... Najlepiej...

D. Rivers v. M. D’Antoni

D. Rivers zrobił to znowu lepiej. Ma po prostu lepszych wykonawców swojego planu. Gra w zielone. I nie lubi przegrywać. Pewny do końca.

M. D’Antoni – końcówka nieprzemyślana przypadkowa i na hurrrra! Jakoś to będzie. Ale jak się nie ma koszykarzy tylko skład węgla i papy to nawet specjalnie nie ma, co się taktycznie ustawiać. Obciąża go kolejna przegrana końcówka. Motyw z uciekającą panną młodą Westem też go obciąża. Przecież to trzeba powiedzieć, uczulić. Panowie uwagę – mogą podać do tyłu. A te gapy tak się patrzą... Byłoby oczywiście śmieszniej gdyby West nie dał się złapać... Chciałbym zobaczyć jego minę... Głupkowatą jak mniemam...

12:00, znykajacy
Link Komentarze (37) »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Gra warta otwarcia tej najbardziej wyczekiwanej serii pierwszej rundy PO na Wschodzie. Tytuł przedstawienia-  "Stare dziadki ciągle mogą". Yuhu! BOS w grze! Kto wie czy to spotkanie nie ustawi całej rywalizacji? Rana po takim ciosie to się w dwa dni nie zabliźni...

Mecz toczył się powolnym rytmem, mając swoje kręte meandry, żeby wszystko na końcu rozstrzygnęło się w ostatnich trzech minutach. Czego chcieć więcej? Komu zabiło serduszko? Kto płakał i zaciskał w bezsilności piąstki? Kto pytał – dlaczego, dlaczego?

BOS wyglądał strasznie topornie i powolnie w ataku. Zwrotność tankowca. Tego się prawie nie dało oglądać. Nie było żadnej harmonii, luzu, systemu. Spięci? Mistrzowie? Trudno powiedzieć. NYK jakby lepsi. Ożywieni. Zwłaszcza było widać pewną aktywność w obronie. Wypychanie BOS poza paint, dobry pressing. Potem niestety typowy Nixowy piach w tryby. Tym razem w 3Q, kiedy przewaga 12 pkt. (55-43) rozmyła się do... stanu po 64 na 9 min. do końca... Ale jak się gra kwartę na poziomie 5-25 to czego można się spodziewać? Oklasków. Tak. U nas w Redakcji była ich cała burza! BOS mieli więcej zimnej krwi... I zrobili to znowu... Wbili sztylet po rękojeść. I zakręcili...

Impresje będą nieco inne niż klasyczne sezonówki, bo będziemy analizować zapałkami...

R. Rondo v. C. Billups

Pogłoski o tym, że RR wydobrzał po kryzysie ostatniego miesiąca były lekko przesadzone. Dobrze mieć nadzieję. Ci wszyscy, którzy liczyli (wliczając w to moją skromną osobę), że dojdzie do jakieś dominacji czy supremacji Rondo nad Czosiem byli w błędzie. RR był jak księżyc. Miał dwie połówki. W pierwszej rzucał jak Cię mogę (5-10), ale nie podawał (2 ast.) w drugiej już nie trafiał (0-4), ale asystował (7 ast.). Tak jakby nie mógł tego połączyć. Generalnie nie zachwycił... Gdyby grał tak jak na początku sezonu... to by była dziadkiem... Przebłysk geniuszu – podanie alley oppem z boku boiska do KG za pięć dziesiątych sekundy na 85-84 NYK na 37 do końca. WOW! Nie ma jak interior defence. O ile w przekroju spotkania gra Rajona nie powalała to występ Billupsa był tragiczny i miał jeszcze bardziej greckie zakończenie. W ofensywie słabizna. W prowadzeniu gry jeszcze gorzej. Na koniec puknął się w kolanko i z grymasem bólu przykuśtykał do szatni. Występ we wtorek wątpliwy. Patrząc na wczorajszy mecz – bez straty. Piewcy talentu Czosia proszę o chwilę cichej autorefleksji.

R. Allen v. L. Fields

Ray Ray taki był z początku niewyraźny. Odcięty od gry, dawał się omijać piłce. Może winny był w istocie RR? Ale ten zawodnik jest jak kobra. Może się czaić, być cierpliwy, czekać na swój moment i na końcu atakuje, kiedy nikt się tego już nie spodziewa. Zabójca. Trzeba mieć przepraszam jaja jak melony, żeby na takim spokoju odpalić trójkę w takim momencie. KG podhacza Douglasa, Turiaf jest jakieś dwa lata świetlne spóźniony i Ray oddaje czysty rzut za trzy. Hala eksplduje zielonośćią. Wczoraj chyba tylko Battier go przebił... Skoro Ray jest wężem to L. Fields... jest tylko jego ogrodowym odpowiednikiem. Martwy, gumiasty, i ostatecznie niegroźny. 15 minut bilarda. Potem się zreflektował szarpnął dwa razy na kosz, niestety nie trafił. I schował się cichutko w skorupie wstydu i niemożności. W 1Q ładnie popracował nad Rayem, ale ukąszenie przyszło w 4Q... Szkoda mi chłopca..

P. Pierce v. C. Anthony

Kto cichym bohaterem jest? Oczywiście Pierce. Kto wymusił na Melo ofensa przy stanie 85-84 NYK i 13 sek. do końca? Właśnie on. Z tą swoją wykrzywioną fizjonomią. I ten ugięty łokieć. Jak profesor. Jak rutyniarz. Nie grał wielkiej gry, ale w kluczowym momencie zrobił to, co należy. Stary lis... Jak zawsze. Melo, Melo, Melo. Winnyś... Abstrahując już nawet od tych sideł. w które wpadłeś jak mały wielkanocny  zajączek zastawionych przez Paula. Od początku zaczęło się źle. Nie minęło, bowiem więcej niż półtorej minuty jak Pyza złapała dwa faule i przymusową ławkę. Potem miał moment, kiedy wydawało się, że odleci w 2Q... Żeby potem skompromitować się w 2H – trafiając 1 na 11 rzutów z gry... Nie trafił dwóch kluczowych trójek w końcówce. Nie jego wina. Może w ostatniej akcji rozpędzony Douglas powinien iść do końca na przebój a nie zwalniać i podawać do stojącego w rogu Melo? Mecz Anthony'emu nie wyszedł i to bardzo... Znaczy wyszedł... tylko bokiem...

K. Garnett v. A. Stoudemire

KG ofensywnie nie zachwycił. Może poza tym alley oopem. W obronie robił swoje, ale dbał o to, żeby STATowi głos z głowy nie spadł. Podłożenie nogi Douglasowi przy rzucie Allena– mistrzostwo świata w dziedzinie "to nie była moja noga". STAT był jak walec. I to wielofunkcyjny. W 4Q wręcz dominator. Widzieliście to 360? I potem ten dunk nad J O’Nealem? Masakra. Widać, że był jakiś zrelaksowany. Spokojny. Ciągnął całą grę. Od początku do końca. Zwłaszcza, że Melo był nieobecny przez ¾ spotkania. Spotkanie na miarę oczekiwań. Nasz lokalny MVP. Nie wiem czy słyszeliście o tym małym skandalu, kiedy wypowiadał się o Glenie Davisie – twierdząc, że to fajny chłopak, ale to jednak to nie jego platforma... wiec with all due respect proszę mnie nie przyrównywać...

 


J. O’Neal v. R. Turiaf

J O’Neal – Pan doskonały. Nie spudłował żadnego z sześciu rzutów. Ważne 2 pkt w 4Q kiedy dobił po niecelnym rzucie Pierce’a na 82-82. Pokazał, że zaklasyfikowanie go na listę zawodników, którzy mogą przestraszyć jedynie ortopedę (kolana) jest jednak przesadzona. Turiaf znowu pozytywnie zaskoczył w ofensywie. W obronie to on nie doskoczył do Allena... Jednak to byłeś Ty Ronny. Dobrze to sobie obejrzałem... 4 bloki. Trudno go jednak skrytykować. Chyba, że może tak z przyzwyczajenia. Oczekiwanie czegoś więcej? Byłoby jednak niegodziwością.

Ławka

Glen Davis, Nenad Krstic, Jeff Green, Delonte West, v. Toney Douglas, Shawne Williams, Jared Jeffries, Anthony Carter, Bill Walker

Ławka BOS zagrała fatalnie. Tak źle, że prawdę mówiąc trudno byłoby ich przebić... (Platformers Davies był 1-8). I NYK raczej tego nie zrobili... Choć też trudno powiedzieć, żeby o czymś zdecydowali.

B. Walker – Orczy Książę odgrażał się, w mediach, że jego potęga odrodzi się w mateczniku. Że ma coś do udowodnienia... Że został za wcześnie skreślony. Że może być X-Factorem. Trochę mnie wziął w pierwszej chwili śmiech pusty. Ale potem pomyślałem sobie... jeżeli to Ci pozwala lepiej spać Bill – go for it... Chyba nie spodziewał się, że tak szybko zostanie zaaplikowany na boisku. Eksplodował. Wejście miał smoka (trójka i finger roll lay up). Dopiero potem skurczył się do rozmiarów kijanki...

J. Jeffries – Duch pojawiał się z nikąd na desce BOS. 5 zb. ofensywnych. Zrobił tyle co statystycznie w 3 meczach. Szokujące.

T. Douglas – "Powrót miotającego się szaleństwa - Część 132". Rzucał się, kręcił, bzyczał jak natrętna mucha. Wiele hałasu o nic. Patrząc sumarycznie para poszła w gwizdek. Był moment, kiedy wydawało się, że może zostanie bohaterem i najbardziej znienawidzonym człowiekiem w BOS trafiając taką luzacką trójkę na 85-82 na 37 sek. do końca. Zrobił z Ray Raya wiatrak w tej akcji. W ostatniej akcji nie sprzeciwił się autorytetowi Melo... Zaaportował mu piłkę jak wierny pies. Szkoda. Kontuzja Billupsa jest jego życiową szansą.

A. Carter – takie nie wiadomo co. Miałem wrażenie, że gra wyglądała lepiej niż statystyczne osiągi. Dałem się zwieźć iluzji.

Sha. Williams – zredukowany do 10 min. Jedna celna trójka to mało. Nawet jak na niego.

D. Rivers v. M. D’Antoni

D. Rivers zrobił to po prostu lepiej. Wytrzymał grę w końcówce. Zmobilizował obronę w 3Q. Udusił Melo. Wygrał.

M. D’Antoni jakiś taki zdenerwowany. Body language tragiczny. Widzieliście ten wywiad chyba przed 2Q? Widać, że nie znosi tych głupawych pytań, że go irytują... Kłębek nerwów. Postrzał się przez te dwa lata...

17:49, znykajacy
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje