RSS
poniedziałek, 29 kwietnia 2013

To był chyba pierwszy mecz w historii NI, w którym szczerze kibicowałem NYK i złościłem się na przeciwników, że trafiają. Nie dlatego, że zapałałem teraz fałszywą miłością uniesiony powiewem postsezonu i wiarą w jakiś tam tytuł. Nie. Nie jestem aż takim hipokrytą. Pozostaję nadal odmieńcem – alter ego stefana. Po prostu nie daję rady patrzeć na BOS. I tylko z szacunku do legend mojej młodości chciałbym, żeby ta seria skończyła się już na łódce z wędkami dryfującej po rzece Św. Wawrzyńca.

Ork już leżał bez kończyn i przekłutym sercem, ale jeszcze udało mu się ugryźć w kostkę przechodzącego napastnika. Po co? Swojego losu i tak już nie odmieni. Taka natura.. Wściekłego zwierzęcia... Mickey'a z Przekrętu.

JET znalazł rakietowe paliwo i odpalił silniki, P. Pierce przypomniał sobie o tym, że jest na gwarancji, J. Green znalazł głos by śpiewać jak gwiazda X-Factor a B. Bass, uwierzył, że może powstrzymać egipskie plagi.

BOS zagrali dobrze? Raczej NYK byli ogarnięci drętwotą w ataku w pierwszej połowie spotkania. Wielkie oczy. Panika przyruchu? Jak nie Melo, to kto? W 2H Celtics wrócili na tory tak znanej w tej serii indolencji ofensywnej zdobywając całe 30 pkt. Przecięli linię mety dryfując na czworakach. W dogrywce połknęli NYK, ale była to raczej akcja psa, który podwędził kiełbasę z lady nieuważnemu masażowi, niż zaplanowana akcja w stylu Ocean Eleven.

I na co Ci to było Grzegorzu Dyndało? To wszystko już za późno.

Czy J. Terry jednym meczem uratuje sezon, czy P. Pierce i KG podgotują metryki urodzenia? Czy ławka BOS odnajdzie swój talent (znaleźć coś czego nie ma to byłoby coś)? Nie. Po trzykroć nie. Z 3-1 wyszło tylko 8 drużyn na 210 przypadków.  Mniej niż 4%. I to nie jest ten przypadek.

To był jednorazowy krzyk umierającego łabędzia. Ostatni łopot skrzydłami. Taki symboliczny. Gloria Victis. Bez znaczenia. Wyskok. Ci którzy dostrzegli iskrę i teraz dokładają igliwia, żeby rozpalić ognisko i upiec na nim karkówkę niech dadzą sobie spokój. Tego się nie da usmażyć...

Co do NYK. Brak JR-a i jest ofensywny problemik? Melo był jak bohaterski Staszek a R. Felton musiał zebrać w sobie parę i dołożyć parę buchów. Reszta wygląda na mocno zziębniętą. S. Novak się po peryferiach szpitala, Tyson nadal zbiera okruchy na krakowskim rynku a Kukuryk nie jest jeszcze gotowy do zrobienie pobudki na podwórku. Perspektywy są dobre...

BOS dajcie już spokój duszy.

Jako odtrutkę polecam nadal GSW – DEN. Wchodzi cudownie na kaca po meczu NYK - BOS.

LAL już na wczasach. Brawo MDA! Dla mnie Trenerka Roku.

12:10, znykajacy
Link Komentarze (15) »
sobota, 27 kwietnia 2013

A miało być przełamanie, turnaround, powrót do gry, odwrócenie konfrontacji.

W tym celu zorganizowano przed meczem pod flagami przemarsz straży pożarnej, policji i sanitariuszy pogotowia. Były koszulki, że BOS silny, że zjednoczony, że mocniejszy powstanie. Lud bostoński w jakimś amoku odgrzewający ostygłe emocje. Toutes proportions gardées.

Nic z tego. Z pustego i Salomon nie naleje. Szklane domy. Tej ofensywy nie da się stworzyć z niczego. Nie ma jazdy przez Rondo. Koniec. Ukryte dłonie w twarzach, szklące się łzy w kącikach nosów, wzniesione oczy wbite het het wysoko w kopułę. Żal umierać. Ale tej Wisły nie odwróci już żaden "ja-grab-trzy".

Nie wiem, czy wy też macie wrażenie, że oglądamy wciąż ten sam mecz. Jakbyśmy byli w jakimś kręcącym się fotoplastykonie. BOS dławi się i krztusi w ataku, a NYK tak sobie dzióbią jak kura na klepisku. Do tego brzydkie to. Niesmaczne. Wynik jest właściwie do przewidzenia w połowie pierwszej kwarty. Te dwa nietrafione lay upy spod kosza P. Pierce’a i KG w pierwszej akcji. Jak czarny kur na trwogę. Na zły omen. Na zgubę.

Nawet ta mini gra w grze z prowokacją JR Smitha. Spóźniona. Bez emocji. Ech...

Mam nadzieję, że w niedzielę to będzie już koniec.

Ciszej nad tą trumną. Zamknijmy wieko. Odprowadźmy w pożegnalnym kondukcie. To była piękna historia.

Danny Ainge’u co dalej? Jaki jest plan B?

Odtruwam się oglądaniem tego błotnego pasztetu delikatnością combra serii GSW- DEN. I prawdę mówiąc dałem się kupić Wojownikom.

Zadanie na dziś. Przytul Jacka Nicholsona.

10:13, znykajacy
Link Komentarze (20) »
środa, 24 kwietnia 2013

Z tej mąki już zielonego piwa nie będzie.

BOS są wydrenowani latami, kontuzjami i ogólną niemocą. Ta seria może być krótsza niż można się było tego spodziewać w marzeniach sennych. Leżą na deskach. Sędzia już jest przy sześciu. Może lepiej nie wstawać?

Napisałem w poprzedniej impresji, że ściana już była teraz już będzie odbicie Phelpsa. Pomyliłem się. Teraz mieliśmy już dwie ściany, czyli już cały basen. Myślę, że BOS (przepraszam nie sprawdzam zgaduję) zagrali najgorszą drugą połowę w historii swoich PO (a można zaryzykować, że jest to pierwsza piątka/dziesiątka najsłabszych występów drużyny NBA w historii w tej fazie rozgrywek). 23 pkt. To się nie kwalifikuje nawet w kategoriach kompromitacji.

W 1H miałem maj w sercu w drugiej połowie zwiesiłem głowę na piersi i patrzyłem jak ślina skapuje mi do pępka. Czym jest jednak brak ławki, problemy z faulami i niezborność do wykreowania wartości dodanej w ataku?  Czy oni siedzą w saunie w tej przerwie na połowie. Wyglądają tak jakby ktoś spuścił im powietrze z dętek. KG wyglądał jakby się miał rozpaść, Pierce jakby miał nie dobiec do końca parkietu, J. Green miał być gamechangerem a co najwyżej się zazielenił, Jason Eugeniusz Terry miał chwile, kiedy wyglądał jakby chciał coś udowodnić, ale ostatecznie zawadził skrzydłem o drzewo, Crawford to taki jeździec bez głowy – protoplasta chaosu, a cała reszta wyglądała jak po konfrontacji z czadem. Nawet zaskakujący atak S. Randolphem nie przyniósł spodziewanego efektu (jestem tym szczerze zdziwiony).

Smutny upadek projektu, który trwa zbyt długo.

P. Pierce – time to say good bye. Bierzesz piątkę i idziesz do... Lakers? Miami? A może NYK? Tu nie ma, co zbierać. Twój czas jest up jak to mówi dzieciarnia.

Jeśli na coś liczę to na efekt Bostońskiego maratonu...

Z kolei w NYK wszystko po staremu. Melo nieskutecznie uciułał 34 pkt, JR miał chwile mesjańskiego nawiedzenia Św. Elżbiety, a R. Felton robił wjazd drezyny po zwrotnicach przy biernej postawie zawiadowcy stacji (gościnna rola w Tomku i Przyjaciołach gwarantowana) Do tego energetyczny K. Martin, który powinien dostać indywidualny kontrakt z Red Bulla, pracowity P. Prigioni i ludzie którzy dodają do eteru szczyptę karmy – J. Kidd czy Shumpert. Nawet J. White zagrał swój stolik (znowu zerwał sukno).

Na myśl, ze znowu trzeba będzie to wciągnąć w piątek i niedzielę mam mdłości. Żeby to jeszcze ładne było. Ale szarpie się to jak biegi w maluchu. Faule, przerwana akcja, czas. Zero jakiegoś flow. W tej brudnej grze to jednak NYK lepiej się odnajdują. Mimo, że nie grają jakiegoś szopenowskiego koncertu na fagot i piszczałkę. BOS są po prostu słabi. I to jest fakt.

Łkam.

08:58, znykajacy
Link Komentarze (20) »
niedziela, 21 kwietnia 2013

Dumam o tym spotkaniu już prawie 24 godziny. I nic nie przychodzi mi do głowy. To było trudne doświadczenie. Wizualnie. Jeżeli taka ma być cała seria, to może lepiej to przeczekać do następnej rundy? Nie zanosi się, żeby to miało być bardziej zjadliwe.

Może najzabawniejsze było to, że oglądałem ten mecz do połowy z dziećmi – ja z Czarownicą byliśmy za BOS a Następca Tronu za NYK. Mały po tym jak Anthony miał 4-4 w pierwszych minutach – strasznie się nakręcił i mówił „Widzisz Tata jak ten Melonek wali bomby?”. Potem miał chwile, kiedy płakał jak BOS wychodził na prowadzenie i mówił, że to niesprawiedliwe, że tylko on kibicuje „białym” ale rano (deal był, że oglądamy 1H) był przeszczęśliwy, kiedy się dowiedział, że Melo wygrał. Czarownicy to się nie spodobało i chyba w ramach rozliczenia tej porażki wypiła mu jego kakao. Poranek był ciężki.

NYK nie zagrali nic wielkiego (poza Melo, który był w swoim monster mode). T. Chandler widać, że nie jest sobą walcząc z syndromem gołębia, Krzychu miał sparaliżowane stawką meczu dredy, Novak miał występ jaszczurki, która zagrała swój ogon, I. Shumpert chyba bał się powtórki z meczu nr 1 z zeszłego roku, więc grał na ortopedyczne alibi, a White znowu nie rozbił stołu. Różnicę zrobili K. Martin, J. Kidd i w zasadzie JR Smith (choć statystycznie nie oszołomił zwłaszcza tym 1-7 za trzy).

Jedno jest pewne BOS nie zagra w tej serii już drugiej tak koszmarnej i nieefektywnej kwarty (8 pkt, 8 TO). To musi przynosić pewną nadzieję kibicom z Massachusetts. Od tej ściany to się będzie teraz można już tylko odbić. J. Green się miotał całkiem nawet ładnie, ale w 2H za serce nie chwycił, KG miał jedną prowokacyjkę z Tysonem za co kciuki w gorę, a P. Pierce nie mówił całej prawdy. Reszty nie było. BOS nie mieli/mają ławki. Ich rezerwowi nie oddali rzutu z gry. JET jest hangarze na kapitalnym przeglądzie podwozia. Jeżeli S. Randolph nie przekona do siebie D. Riversa to nie wiem gdzie szukać, gotowych rozwiązań.

Jestem przygnębiony.

20:22, znykajacy
Link Komentarze (20) »
sobota, 20 kwietnia 2013

No dobrze kuba. Za-pałki w górę (match ups!). Włączyłem zegar. Godzina dywagacji, pierwszych myśli, skojarzeń, refleksji. Wariant na Pchłę Szachrajkę. Złapać krem, zostawić rurkę.

To chyba najciekawsza konfrontacja na Wschodzie, jeżeli chodzi o całą pierwszą rundę a być może nawet o  play offy w tej części Ameryki (czy ktoś w ogóle zamierza się skonfrontować organoleptycznie z pojedynkami ATL- IND?).

PG

A. Bradley v. R. Felton.

Kim jest Avery Bradley? Na pewno nie jest rozgrywającym. On bardziej przypomina irytujący liść, który przykleił się do wycieraczki na przedniej szybie. I który nie chce sobie iść, mimo że wrzucamy co raz wyższy bieg przecierania. Jeden z największych specjalistów w dziedzinie uprzykrzania życia i powodowania, że przeciwnik zaczyna gryźć kabel od żelazka. Bradley jest czego bym nigdy nie powiedział patrząc na oko wyższy, ale Felton jest tak o półtora sześciopaka Muszynianki cięższy. NYK tracą opcję w ataku, kiedy dławi się Raya, bo wtedy siłą rzeczy niweluje się grę ofensywną o T. Chandlera. Z drugiej strony NYK nie są zespołem, który choć polega na obrocie piłką, to gra jakąś koszykówkę gdzie ostatnie podanie pod kosz w pick and rollu jest jakieś kluczowe. Gra w izolację, nie powoduje, że NYK zemrą, bo R. Felton będzie zeszyty z Bradley’em. Ray jest  bardziej przekonującym zawodnikiem ofensywnym. Lubi robić te małe wjazdy na drezynę pod kosz. To nie jest wygodny przeciwnik dla Bradley’a ale to może wykrzesać w tej konfrontacji tylko dalsze iskry.  

Kluczowe pytanie: Ile trójek w całej serii trafi R. Felton?

Remis

SG

P. Pierce v. I. Shumpert

P. Pierce przesunięty na dwójkę. Stary lis będzie chodził koło kurnika i próbował wybierać jaja podbierakiem na leszcze w stawie. Ktoś sprawdził, na która zamówił dziś kolację w nowojorskiej restauracji? Facet nie lubi żeby kelner czekał. Tak Prawda jest już stary, osowiały, i momentami przypomina, że to co najlepsze w jego karierze jest już tylko do zobaczenia na youtubie. Tyle, że to zwierzę, żywi się samym zapachem powietrza w PO. I jak złapie trop… Przypominam, że P. Pierce walczy o życie. Jego kontrakt jest tylko w części gwarantowany w przyszłym roku. Wystarczy zdaje się odpalić mu piątkę z piętnastu kółek i P. Pierce wyląduje w jakimś klubie, który będzie szukał mistrzostwa (NYK?). Czy D. Ainge może to zrobić? Machnąć ręką na legendę? Może. Jeżeli dojdzie do przekonania, że stary Akela już nie jest w stanie upolować młodego koźlęcia – podpisze czek, poda rękę, podziękuje za serwis i przewróci stronę w książce. P. Pierce gra o pieniądze. To czasem jest najważniejsza motywacja. I. Schumpert powoli odzyskuje władzę w nogach. Defensywnie to się zaczyna krystalizować. Ciągle to nie jest ten sam Iman sprzed roku, ale pierwsze krokusy wyrastają już na klombie. Ofensywnie to nadal jest entropia i roztrzepanie ala kogel-mogel, ale w jego grze w tej serii będzie bardziej chodziło o gonienie Pierce’a kijem od grzędy na których śpią kwoki. Nie dać się ponieść entuzjazmowi i opanować młodzieńczą chęć doskoczenia do gwiazd. Nie złapać dwóch fauli w ciągu pierwszych dwóch minut. Iman do boju.

Pytanie – czy P. Pierce nadal mówi Prawdę?

Przewaga Boston

SF

J. Green v. C. Anthony

J. Green jest moim zdaniem kluczem do sukcesu BOS. Tylko wynik na poziomie 25 pkt. w tej serii daje jakiś cień na kolejny dzień wiosny. Nie wiem. Miotam się w jego ocenie. Ma mecze w których wygląda jak James Worthy a przychodzą spotkania, gdzie ociera się o występy Jamesa White’a. Trzeba mu oczywiście oddać to, że gra z by-passami. Widać, że zaczął się lekko unosić w marcu (43 pkt. przeciwko MIA) ale ciągle nie czuję, że jego stać na systematyczność. Po przeciwnej stronie Jeff spotka się z katem-mordercą. Człowiekiem, który czegoś się najadł. Po pierwsze został pierwszą giwerą ligi, po drugie czuje się lekki jak piórko i szybki jak błyskawica. Jest pewny siebie. To się w ogóle da obejść? Chyba nie. Można go próbować spowolnić. Sfrustrować. Wprowadzić jakąś grę obok gry. Szturchnąć. Chyba jedyny sposób na to, żeby wyprowadzić Melo ze swojego telekinetycznego widzenia. Można jeszcze liczyć na to, że jego dawne strachy – wszak Melo w drugiej rundzie znalazł się tylko raz- sparaliżują mu swobodę nadgarstka. Możliwe? Nie sądzę. Jeff Green ma ciepło. Oczy świata patrzą na niego. On wie ile od niego zależy. Ta konfrontacja da nam odpowiedź na pytanie, ile jest w nim Dużego Jurka a ile Białego Jerzyka.

Pytanie Czy Melo będzie średnio 35+ w tej serii?

Przewaga NYK (gigantyczna)

PF

B. Bass v. K. Martin (?)

Mam problem, ze sparowaniem pozycji nr 4. Czy NYK wyjdą K. Martinem? Czy wpuszczą na trójkę K. Copelanda i przesuną Melo na PF? Zobaczymy. Lubię tego Basseta, który wygląda jak francuska kiełbasa podsuszana – połączenie tłuszczu i mięsa. W obronie to nie jest Steven Hawking, ale size does matter. Łatwiej go przeskoczyć niż obejść. I NYK – beware of a jump shot. K. Martin ma zadanie proste. Ma obserwować, żeby KG nie zbliżał się za bardzo do Melo i nie dmuchał mu płatkami w nos. Czy dojdzie do jakieś zapaśniczej konfrontacji między tą dwójką, spleceniem ramion w rzymskich zapasach? Na pewno. Techniki polecą. K-Mart chcę zrobić Garnettowi krzywdę. Reszta nie ma znaczenia. Żeby się nie przeliczył. Tyle, że NYK mogą żyć bez K. Martin a BOS bez Ticketa zapłacą mandat za jazdę na gapę.

Pytanie - kto z nich potrafi dać więcej czegoś?

Remis

C

K. Garnett v. W. Chandler

KG to jest drugi element, który może zdecydować o ewentualnym sukcesie BOS. Zły niedobry K. Garnett znowu nadaje. Tzw. syndrom migawki (dla tych, co są z inszej części Polszy – migawka to bilet miesięczny komunikacji publicznej). Facet ma takie spoiwo w sobie. Ja mam czasem wrażenie, że ono wynika, ze strachu kolegów przed nim. Kult siły. Rządzi najsilniejszy ork. W szatni mógłby rozszarpać, gdyby zauważył, że ktoś nie jest gotów iść z przekonaniem na spotkanie z kapłanem Kali ze Świątyni Zagłady. Jeżeli ta myśl, żeby toporami rozrywać, łby urywać zostanie transponowana pasem myślowym do mózgów pozostałych bostończyków, która wytworzy wręcz stan nawiedzonej sekty, to finezja i koszykarska przewaga NYK może stopnieć tak szybko jak śnieg w kwietniu. T. Chandler jest podobno zdrowy, świeży jak rzodkiewka. To znaczy rusza głową nie gorzej niż krętogłów. Niektórzy mówią, że Tyson to najlepszy zapałek na Bileta. Zobaczymy. KG będzie wyciągał Chandlera na 4-5 metr i lekko odczyszczał środek. Tyle czy BOS ma tam, co wpuszczać do środka?

Delikatna przewaga BOS ze względu na KG factor.

Pytanie: Kto z nich jest zdrowszy?

Ławka

J. Terry, J. Crawford, C. Wilcox, C. Lee v. JR Smith, J. Kidd, C. Copeland, P. Prigioni, S. Novak, M. Camby (?).

J. Terry nie żyje, J. Crawford na odwrót żyje ale mitem dunku nad LeBronem i ma jeszcze kapuśniak pod nosem zamiast wąsów, C. Wilcox stracił swoją skoczność kauczuku i dynamiz turbosprężarki a C. Lee jest jak kobieta z PMS-em. NYK są JR Smithem. W obecnej formie jest wart więcej niż cala ławka BOS zapakowana w pudełku z kokardą i posypana brokatem. Kidd będzie profesorzył batutą, S. Novak coś ustrzeli z wiatrówki a na Krzyśka BOS jest po prostu emocjonalnie nie gotowi.

Pytanie: Czy ktoś może zrównoważyć JR Smitha?

Przewaga NYK (kosmiczna)

Coach

D. Rivers v. M. Woodson

D. Rivers jest wielkim fachurą. Warsztatowcem. Koneserem. Mistrzem budowania fortyfikacji. Potrafi porwać swój zespół do rzeczy wielkich. Potrafi szturmować zamki wmawiając atakującym, że są z piasku. Nie śpi. Nie drzemie nawet. Czuwa. Ciągle po parą. Na warcie. On i Trener T. są tacy sami. Kiedyś dostaną apopleksji na ławce na ławce, bo ktoś popełni błąd dwudziestu sekund. Potrafi z niczego zrobić coś.

M. Woodson… może zostać trenerem Roku. I naprawdę nie jest bez szans, z czego właśnie zdałem sobie sprawę oddając ppm. Dokonał rzeczy zaiste niezwykłej. Stworzył z NYK zespół. Coś, co nie udało się od lat dziewięćdziesiątych. I jest znacznie lepszy w pojedynku na miny


Pytanie - kto lepiej poukłada szaszki?

Remis

Podsumowując.

NYK w sześciu. Może nawet pięciu. BOS nie ma odpowiedzi na combo Melo-Smith – czyli łącznie ponad 60 pkt. w meczu. Na czym Celtowie mogą opierać swoje nadzieje? Małe rzeczy. Brudna prowokacja. Kontuzja. Może atmosfera tragedii w Bostonie wywoła jakiś x-efect. To jest możliwe. Prawdopodobne. Oczekiwane. NYK są faworytami, co BOS nie powinno przeszkadzać. Oni lubią być underdogami. Prawda jest taka do momentu, kiedy nie wybrzmi ostatni dźwięk znamionujący koniec tej batalii nie podchodźcie do nich bez kija. Ukąszą nawet leżąc.

Czas jest dziś. Wierzący wierzą. Ja czekam, żeby utulić się w żalu.

Let’s Begin the PO rumble!!!

09:20, znykajacy
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 kwietnia 2013

Ostatnia impresja z orientu.

Atlanta oddawać za bilety! Jastrząb nas wykukał wychodząc składem węgla i papy. Oprócz D. Stevensona i trochę S. Macka nie znałem nikogo w S5. ATL pilnowała wyniku, żeby broń Boże nie wysunąć się na prowadzenie i nie walczyć w PO z BKN. Nie do końca rozumiem tę metodologię. Knicks nie byli prawdę mówiąc lepsi – dokooptowując do składu tego największego wśród arystokratów koszykarskich Earla Barrona zaraz po tym jak w ramiona ZUS-u ponownie odpłynął R. Wallace (ciekaw jestem czy gdyby GM-em był nadal Donnie Walsh kontrakt z tym Panem byłby podpisany). Do tego pojawił się jeszcze ten tak dawno niewidziany, w koszykówkę od roku niegrający Q. Richardson, którego Maciek Kwiatkowski pieszczotliwie nazywa Kukurydzem (i jest z tego bardzo dumny). Rzutowo to było na razie jakieś qui pro quo, ale dajemy nieoprocentowany krótkoterminowy kredyt zaufania z prośbą o więcej. Studzę jednak nadmierną wiarę w ich sportową przydatność. Rola tych nowojorskich neofitów w czasie PO jest owiana wielką niewiadomą – najprawdopodobniej spędzą ją w przykucu ławkowym robiąc co jakiś czas meksykańską falę. Liczę na jakieś ciekawe choreografie.

Na koniec było trochę medycznie. I. Shumperta chwytały kurcze okolic pachwiny wynikające z faktu, że się nie iryguje, P. Prigioni wysmyknął kostkę i lekko ją podkręcił do stanu, w którym jest day-to-day, C. Copeland (trzeci NYK w tym sezonie który w dwóch kolejnych grach zdobywa 30+ punktów) osłabł w okolicy ramienia. Małe rzeczy, ale wprowadzają zamieszanie. Mam jakieś dziwne, graniczące z pewnością przeczucie, że w PO ktoś trzaśnie tak na serio.

J. White – jego tweet z rana okazał się proroczy. Po raz pierwszy w życiu zdobył w NBA 20 pkt. Zapalmy świeczkę.

Patrząc tak szerzej. Titanic dopłynął wreszcie do mety. To był długi redakcyjny sezon. Wynik 54-28 tego nie ułatwił. Dziękuję wszystkim za obecność i wyrozumiałość. Wchodzimy do prawdziwej gry. To wszystko, co było do tej pory ma niewielkie znaczenie. Zabawa zaczyna się od soboty.

08:59, znykajacy
Link Komentarze (12) »
wtorek, 16 kwietnia 2013

Ponieważ, sezon zasadniczy efektywnie już się skończył, w każdym razie jeżeli chodzi o cele sportowe NYK to można z powodzeniem (jak było widać) oddać mecz w ręce siedmiu wspaniałych. Co prawda, Melo, może się jeszcze martwić, czy K. Durant nie rzuci 99 pkt. żeby przeskoczyć go w hierarchii i zameldować się pierwszy na myjce, ale po za tym znajdujemy się w momencie, w którym J. White może pobić wszystkie personal best tego sezonu. Jego mina po trafionym koszu jest bezcenna. Ma za każdym razem taką minę jakby mijał w liczbie zdobytych punktów przynajmniej K. Malone’a.  Nie wiem jak będzie można uzasadnić społeczeństwu play-offy z nim siedzącym w golfie i lateksowym czepku. To - to jest jeszcze nic – ale co trzeba będzie zrobić w przypadku Krzyśka Gliniaka? Ten przysiad w posezonie będzie wymagał retoryki rodem z prac zespołu parlamentarnego. To chyba nieuniknione w świetle tego, że NYK powoli zaczynają reaktywować grupę Dead Man Walking alias Zombie. Wczoraj wypuścili w lot próbny, dookoła parkietu R. Wallace. Podobno nikt nie zginał, i pilot szczęśliwie wrócił do bazy po trzech minutach przepalenia silników. Do startu gotują się kolejne maszyny w postaci M. Camby’ego, K. Martina, A. Stoudemire’a i W. Reeda. Potęga powietrzna tej grupy przypomina silę uderzeniową flotylli Lesotho. W Miami ludzie już zeszli do schronów.

Grupa kosmitów- najmitów za pół pensji Amare (rougly speaking) udowodniła ważką tezę, że jest lekko poniżej poziomu CHA. To pokazuje jak wielki jest potencjał rezerwowych NYK w szczególności ja wiele można dostać płacąc tak niewiele. To może być Nobel z ekonomii.

Przegrać z CHA to jak wygrać. To jak wysłanie smsa o treści „pomagam”. Jak uczestniczenie w akcji humanitarnej po stronie Caritas. Pisanie o tym spotkaniu czegoś więcej niż to, że się odbyło i osiągnęło oglądalność „Na Wspólnej” jest chyba i tak wielkim nadużyciem papieru.

CHA powinni zostać przeniesieni w jakieś bezpieczne miejsce, gdzie nie trzeba będzie na nich patrzeć i nikogo już nie zranią swoim widokiem. Dostrzegam kres psychofizycznego rozwoju K. Walkera i szacuję go nadal gdzieś w okolicach intelektualnych możliwości N. Robinsona. Więcej to będzie sukces medycyny alternatywnej i metod badawczych Iwan Pietrowicza Pawłowa.

Tak to niestety prawda. Redakcja nie będzie miała więcej uciechy. Odebrali nam nawetto. Solomon Jones po dwóch rozegranych spotkaniach został pożegnany z pompą i orkiestrą. Jest jedynym Knickiem w tym sezonie, który wygrał wszystkie spotkania. Czy nie został skreślony za wcześnie? Jego koszulka będzie białym krukiem...

06:10, znykajacy
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje