RSS
sobota, 21 maja 2011

Ostatnia impresja sezonu 2010/2011 czyli subiektywny spojrzenie na zawodników, którzy byli w nieodległej przeszłości NYK. Najpierw wyjaśnię założenia metodologiczne które przyjąłem dla dokonania tej analizy. Po pierwsze nie będę cofał się do czasów prehistorycznych i analizował żywotów koszykarskich graczy którzy Nixami byli przed rozpoczęciem istnienia tego bloga. Dlatego przepraszam wszystkich tych, którzy liczyli na wzmiankę o Chiekhu Sambie (robi oszałamiająca karierę w lidze w Iranie) czy Courtney’u Simsie (dziś kozłuje w Chinach) czy Czarku Trybańskim (który łamliwością konarów przypomina wierzbę). W tym dwuletnim okresie zasadniczo też nie pochylę się nad karierami, które w NYK były tylko półrocznymi epizodami (z kilkoma wyjątkami). Dlatego poza rozważaniami pozostawię te wspaniale karty Nixowej historii jak Bender, Giddens czy Rodriguez. A o Eddy’m Curry po prostu nie jestem w stanie utoczyć ani jednej kropli inkaustu. Przepraszam.

Wyszła z tego parszywa dwunastka. I parszywa nie jest tu słowem do końca przypadkowym.

Wilson Chandlerobiektywnie Wilson miał najlepsze półsezonu w karierze. Znowu bez sprawdzania statystyk- takiego miesiąca jak grudzień 2010 to jeszcze w czasie przygody z koszykówką nie miał. Niektóre media, blogi i fora bardzo poważanie rozważały, czy nie zasługuje aby na mecz w All-Stars. Na szczęście życie najlepiej weryfikuje takie fantasmagorie. Patrząc tak na zimno Wilson (będąc Nixem) poprawił się w większości statystyk w relacji do sezonu 2009/2010. Ciągle się rozwijał. Może nie jakoś dynamiczne, ale z pewnością metodycznie. Był jakby bardziej regularny w tym co robił, poprawił rzut z dystansu i jego selekcję. Jego zdolności interpersonalne były nadal o krok od zakwalifikowania go jako przypadku klinicznego. Im bliżej było transferu Melo tym bardziej Chandler popadał w stan katatonii. Wizja zmiany otoczenia paraliżowała mu myśli i wiązała nogi. Psychiczne nie poradził sobie z transferem. Jeżeli kiedyś usłyszymy, newsa –„ Tragedia w USA, zawodnik NBA wszedł do szatni klubu z shot gunem i zastrzelił kilku kolegów oraz przerzedził szeregi ławki trenerskiej to moje pierwsza myśl będzie – Wilson, coś Ty najlepszego człowieku zrobił… On ma w sobie coś co sprawia, że nigdy bym się nie odwrócił do niego plecami. Z medialnych bąbli które zostały wypuszczone, wynika, że Wil jest głęboko nieszczęśliwy w DEN (mimo tego, ze JR Smith I Birdman pokazali mu swoje tatuaże okolic bikini) i jest gotowy wrócić dla NYK nawet jeżeli miałoby to się oznaczać niższe uposażenie. Ciekawe, co z nim będzie i na ile w takim stanie rzeczy DEN będzie o niego walczyć wyrównując QO. 8-10 mln? Cóż wydaje mi się, że to trochę za dużo. Ma nadzieję, że nikt jednak nie wpadnie na serio na pomysł, żeby Chandlera sprowadzać znowu na Manhattan. To se ne vrati…

Chris Duhon czy może dziwić odpadnięcie ORL w pierwszej rundzie PO skoro największym wzmocnieniem zespołu w poprzednim międzysezonie był Chris Duhon – najgorszy pierwszopiatkowy PG NYK w historii? Chyba nie... No cóż Duhon został sprowadzony na ziemię a konkretnie do miejsca, w którym zawsze powinien się znajdować. Czyli zmiennika zmiennika. Ktoś wreszcie prawidłowo ocenił jego brak umiejętności i talentu. Statystycznie było to jedno z największych stoczeń roku. Średnio wszystkie Nixowe statystyki z sezonu 09/10 podzieliły się przez dwa lub trzy… Stan Van Gundy chyba poprosił go, żeby się nie wygłupiał ze swoja grą ofensywną. I całkiem słusznie. Przez dwa lata w NYK Chris oddał – prawie 600 rzutów za trzy. W ORL przez rok tylko 52… Ani razu nie zdobył więcej niż 10 pkt., nie miał więcej niż 7 rzutów z gry (dwa spotkania). W styczniu nie oddał żadnego celnego rzutu z gry!!! Nie tęsknie i nie wzdycham. Nie jego wina, że stał się potworem którym straszy się dzieci i symbolem upadku NYK.

Danilo Gallinari – nie ukrywam, że odejście do DEN Pana Ósemki przyjąłem z ogromną radością. Fryzjerstwo w NYK jednak bardzo ucierpiało. Dla niego to musiał być jednak szok, że „tatuś” tak łatwo się go pozbył. Zresztą, kto wie jakie batalie toczyły się o jego duszę. Może MDA na kolanach zaklinał, rwał wąsy, i szarpał w udręczeniu szatę Właściciela… „Nie oddawaj go! Mój Ci on jest mój!” Z punktu widzenia kariery Gallo to może nawet lepiej się stało. Odcięty od pępowinki musi teraz sobie sam dawać radę. Koniec podkoszowego życia. Ku mojemu zaskoczeniu jego statystyczna gra w NYK w tym sezonie wyglądała nawet znośnie. Żeby nie powiedzieć więcej niż przyzwoicie. Więcej było występów dobrych niż złych. Gallo zdywersyfikował swoją grę – dodał element wchodzenia łamańcem pod kosz i sygnalizował jakieś znamiona gry w półdystansie. Oglądać to się tego nie dało i mimo, że nie było może jakiegoś rewelacyjnego step upu to widać było nadal wyraźny progres. Chandler był chyba wyraźniejszy we wzroście. O tym się może zapomina, ale on ma tylko 23 lata… Prawdę mówiąc wszystko jeszcze przed nim. W DEN zaczął obiecująco potem się delikatnie kontuzjował i tak jakby nie wrócił do rytmu gry… Ma rok, żeby ostatecznie określić swoją rolę w NBA… Będzie w roku kontraktowym… więc spodziewajcie się cudów…

Al Harringtonchyba nikt nie był bardziej zszokowany przed początkiem sezonu niż Albert. Jak to? On franchise player pożegnany bez słowa? Nikt nie chciał go zatrzymać? Nie podjęto żadnych negocjacji? Przecież miał tyle do zaoferowania. Na szczęście w DEN spanikowali i postanowili się … wzmocnić (?) dając mu walizkę pieniędzy i spokojną koszykarską emeryturę. Al wszedł do elitarnej ligi zawodników, którzy dostają gigantyczne wynagrodzenie za jeden uśmiech (skądinąd piękny…) i dostają w trzecim tygodniu po podpisaniu transferu pseudonim „balast”. Potem przeżył drugi szok w lutym kiedy w szatni DEN zainstalował się autobus Greyhound z Nowego Yorku. Zwłaszcza, że Alek zrobił w trakcie sezonu takie supozycje, że Gallo był pieszczoszkiem trenera i miał status świętej krowy. Statystycznie obsunął się w minutach, punktach stając się zawodnikiem nr 7-8 w rotacji. Mimo to pozostał wierny zasadzie – piłkę zasysam tylko ja. Jestem gwiazdą. Zawodnikiem który odwraca losy spotkania. Boskim znakiem. Tak. Miał trzy mecze na poziomie All-Star - z HOU z 30 października (24 oddane rzuty – Karl musiał wziąć go na słówko, bo potem już takich wyskoków nie miał), TOR (10 grudnia) czy SAC (23 marca) i jeszcze z tuzin takich mniej więcej przyzwoitych. Ale miał też wyskoki takie jak mecze z LAC (5 marca) czy NOH z (14 marca). Generalnie mam wrażenie, że jego kariera znajduje się na sportowym zakręcie… Nie sądzę, żeby był elementem nowego DEN. Myślę, że Karl będzie poważnie rozważał przehandlowanie go w międzysezonie za worek kartofli… Nawet spleśniałych.

Jordan Hillkrótko. Potwierdził, że ciągle jest dużym ciałem, nawet atletycznym, w którym neurony nie biegną zbyt szybko… Raczej się czołgają. Stracony draft pick… Plus, że udało się go pozbyć…

Eddie HouseEddie kończy właśnie książkę – „Eddit – czyli droga tam i z powrotem…”. Obawiam się, że konieczny będzie jednak nowa publikacja – „Znowu w drodze”. W MiA miał momenty, teraz jest czymś pomiędzy garniturem a publicznością.

David Leewidziałem w tym sezonie tylko jeden mecz z jego udziałem. Ten, w którym został zaatakowany zębem Chandlera. Statystycznie trochę się obsunął. Ma potwierdzony status solidnego PF. Bez fajerwerków, maszynowo dostarczającego kawałek solidnej gry. Naprawdę nie wiem jak mogłem go porować do STATa. 37 double-double w sezonie. Mniej niż w zeszłym roku… Ale ciągle to 7 miejsce w lidze. Trudno się nim ekscytować. Trafił swoją pierwszą trójkę w życiu. Gdyby poprawił grę w dystansie byłby właściwie jednym z najbardziej kompletnym zawodnikiem w lidze… Pierwsza dziesiątka białych graczy w NBA? Chyba tak?

Darko Milicic chyba najlepszy sezon w karierze. Nigdy nie zmieni swojej pozycji nr 2 w kategorii draft bust ever (no niech będzie miejsce w pierwszej piątce). Jego przyzwoita gra jest kamyczkiem do ogródka tych którzy być może zbyt szybko go skreślili…

Nate Robinson – gra w BOS i OCK zweryfikowała jego koszykarską wartość. I raczej potwierdziła, że jest on taką śmieszną maskotką bez wielkiej koszykarskiej doniosłości. Kurczaczkiem wśród olbrzymów. Chłopakiem, który wprowadzi do szatni wieprzka, posoli mydło, albo wsypie do elektrolitów trochę ludzkich wydzielin. A sportowo skazanym jednak na grę w końcówkach blow outów, albo wejścia gdy już nie wiadomo, co robić. Oczekiwanie Doca Riversa, że coś innego się z tego mogło wykluć, było jakimś jednym wielkim semantycznym nadużyciem i niezrozumieniem. I też bez żalu został w lutym oddany do OCK, gdzie pewnie dalej pójdzie do ludzi. Jego kariera rysuje się dosyć mało radośnie…

Raymond Feltonjeżeli ktoś ma prawo czuć się skrzywdzony przez los to jest to Ray. Najpierw obiecywano mu złote góry – pierwsza piątka, liderowanie drużynie, ważny element nowego zespołu, kto wie może nawet filar projektu. Dwa lata kontraktu z możliwością i szansą przedłużenia, góra minut, nieograniczony w możliwościach gry w ataku. Czym można chcieć czegoś więcej? Felton szybko wkomponował się w grę ze STATem i sprawił, że Michael Jordan zagryzał palce w bezradnej wściekłości. Wniósł jakieś orzeźwienie po Duhonie. To były najlepsze trzy miesiące w jego karierze. Tak dobre, że niektórzy widzieli go nawet w All-Star. I nagle hokus pokus. Jeden pstryk palcami i biedny Ray wylądował jako zastępca Ty Lawsona– młodszego i mniej doświadczonego drugoroczniaka. Upokarzające. Zaczął być tym, który czeka na to aż wejdzie na boisko, a nie tym który z niego schodzi. Nagle przestał być też ważną figurą w ataku, zawodnikiem od którego coś realnie zależy w końcówce. Skurczył się i zmalał, posmutniał. Talent, ambicje i umiejętności pewnie predestynują go do czegoś więcej niż wchodzenie jako 6-8 zawodnik drużyny (co pokazuje siłę i głębię ekipy z Colorado). Ale co by nie powiedzieć o jego grze DEN ma jednego z najlepszych rezerwowych PG w lidze. Ciekawy asset do wymiany…

Timofey Mozgov – oczekiwania były ogromne, rzeczywistość okazała się niestety bardziej prozaiczna. Mimo, że Drzewiec okazał się trafionym wynalazkiem i ostateczną zanętą potrzebną to skompletowania Melodealu. Jego przypadek pokazuje, że warto filtrować koszykarskie parkiety Europy. Timo miał w NYK ciekawy początek, potem przez moment zapomniał, jak się gra w koszykówkę – po to, żeby zagrać mecz życia z DET – 30 stycznia 2011. Nie sądzę żeby go jeszcze powtórzył. W DEN był już raczej człowiekiem, który rywalizował z Koufosem w snookera. Transfer chyba wyjdzie mu jednak na dobre, bo  można się więcej nauczyć od Nene niż od Turiafa, prawda? Największą ironią losu byłoby to, gdyby trafił do NJN… Czy Wielki Rosjanin mógłby chcieć zrobić taki numer… Z przyjemnością.

Anthony Randolph – tyle było płaczu, że można było go wybrać w drafcie 2008. Że Anthony rozwiązałbym problemy na trzech pozycjach.  Że stracona szansa. Że gdzie oni mają oczy. Że szkodnicy. Że ten Gallo to była jednak przesada. I co? Nie udało się. Randolph nie chciał się nawet uśmiechnąć. Szybko znalazł się poza rotacją i właściwie oczekiwał na to, że Donnie Walsh łaskawie się zlituje i pozwoli mu odejść. W MIN skorzystał z kontuzji Love’a i pokazał, że ma potencjał i grać chyba naprawdę potrafi. Może trochę go szkoda, ale prawda jest taka, że gra w NYK go przerosła. Nie każdy jest gotowy na NYC. Nie dało się z niego wykrzesać radości gry. Być może sukcesy będzie odnosił tylko w mniejszym ośrodku… Czego w imieniu Redakcji serdecznie mu życzymy.

Wnioski

Patrząc tak sumarycznie – wniosek jest taki – żaden z byłych Knicksów nie zrobił w nowym klubie/klubach oszałamiającej kariery i w stosunku do gry w NYK raczej obniżył loty. To świadczy tylko o tym, że ci zawodnicy zawsze byli tylko przeciętną zbieraniną wyplutą przez transferową karuzelę oczyszczania salary cap. Ich nowa sportowa rzeczywistość dość brutalnie to potwierdziła. Co chyba daje absolutorium menagementowi i społeczny mandat do tego, że działa jak najbardziej słusznie i naukowo…

15:58, znykajacy
Link Komentarze (14) »
sobota, 14 maja 2011

Udało się. Wreszcie to z siebie wyplułem. Przepraszam za martinowską zwłokę, choć mam wrażenie, że się do jego obsówy nawet nie zbliżyłem... Podsumowanie sezonu DET. Ufff… To jeszcze jedna impresja do pełni szczęścia – „I was a Nix once”.

Fakty

Zacznijmy od suchych sumarycznych faktów.

Według statystyk nba.com

30 wygranych. 52 porażki. Od zeszłego sezonu przyrosły 3 zwycięstwa.

Ofensywnie – 22 atak ligi – prawie 97 pkt. średnio zdobywanych.  DET dawali sobie średnio wrzucać ponad 100,5 pkt na mecz. Skuteczność 46%, przeciwników prawie 49%. Za trzy 38%, przeciwników 36%.

Defensywnie – ostatnia obrona ligi. Nieźle.

Tylko 6 (słownie sześć) zwycięstw z zespołami, które ostatecznie skończyły z wynikiem ponad 50% zwycięstw w sezonie.

Chyba w całym NBA (mówię bez sprawdzania, ale w duchu zrobiłem taki rachunek sumienia) -  nie było zespołu w którym lider punktowy nie przekraczałby granicy 16 pkt ma mecz… Był - PHI. Dzięki Duncan.

Zmiana właściciela

Sezon 2010/2011 Tłoków stał w cieniu zapowiadanej, a ostatecznie ziszczonej zmiany właścicielskiej. Wyczekiwanie, przebieranie nogami, co zrobi wdowa, do kogo czule się uśmiechnie, komu da ulubioną zabaweczkę zmarłego męża. Kto będzie księciem, który na białym rumaku (nawet mechanicznym) przejmie w swoje władztwo Motokrólestwo.

Nie jestem tak blisko kuchni DET, żeby ocenić, czy Tom Gores to wybór najlepszy z możliwych. Nie potrafię też specjalnie oceniać jego wizji, determinacji, czy na koniec grubości portfela. Nie wiem jaki ma plan. I dlatego stawiam tu kropkę.

Tomie Gores nadchodzi Twój czas. Jakikolwiek by on nie był.

Tak ogólnie o sezonie

Obejrzałem większość meczy DET w tym sezonie. I robiłem to głównie w ramach utemperowywania zbyt radosnego nastroju. Podobnie jak w przypadku NYK nie kibicuję też DET. Szczerze. Ja ich nawet nie lubię. A w pierwszej dekadzie XXI w. wręcz ich nie znosiłem. Kolektyw bez gwiazd. Nudna grupa rzemieślników. Spośród mistrzowskich teamów ostatniego dwudziestolecia nawet SAS są bardziej seksowni…

W tym własnościowym fermencie od strony sportowej wszystko zeszło trochę na plan dalszy. I w pewnym sensie z tego powodu… był to sezon bez jakiegokolwiek przełomu. Pełen wszechogarniającej stagnacji i marazmu. Tak kadrowego jak i w samej grze. Wynik 27-55 w sezonie 2009/2010 sugerował chyba, że coś jest nie do końca w porządku. Że potrzebne są zmiany, jakieś nowe rozdanie, poszukiwanie nowej krwi, pozbycie się starych naleciałości. Że trzeba wstrząsnąć. Nic takiego się jednak nie wydarzyło.  

Transfery przed sezonem? Trudno to nawet tak nazwać. Przedłużenie kontraktu z Bynumem, pożegnanie z Kwame Brownem i Chucky Atkinsem, wzięcie na otarcie łez tego koszykarskiego bankruta T-Maca. Kosmetyka. Przypudrowanie nosa. Przed zamknięciem lutowego okienka DET nawet nie pisnęli. Do tego całosezonowa kontuzja Jerebki i Terrico White’a (nie chcę przez to powiedziec, że Biały zmieniłby bieg historii – stwierdzam tylko fakt).  

Sytuacja salary cap też słodka nie była (i nadal nie jest). Teraz dopiero widać jak bardzo DET przeszarżowali w końcówce 2008 r. i na początku 2009 r. Pisałem już taką historyczną zajawkę w Opowieściach z MOTown nr 1 – więc postaram się już tego nie powtarzać.

W drafcie z nr 7 wyciągnęli Grega Monroe i w drugiej rundzie Terrico White (36 pick).

Realnie czego można więc było oczekiwać? Ataku na PO? Poprawy gry? Bez żartów. Co tak naprawdę miało się zmienić biorąc pod uwagę, że niektórym lat przybyło, a innym nie urosło (umiejętności i talentu). Brakuje siły i mocy. Zawodnicy nie należą do tych, którzy lubią i umieją pracować w obronie. Sytuacja DET trochę podobna do NYK tyle, że nie ma STATa i Melo… A oni jednak robią pewną różnicę. Nawet czysto PR-ową… Bo przecież nie mówię o obronie...

Trener

Trener Kuester, stał się postacią wręcz karykaturalną i chyba jednym z najgorszych szkoleniowców mijającego roku. Moim zdaniem nominacja do Trenerskich Malin murowana. Z dużą szansą na zwycięstwo. Nie radził sobie w szatni (słynny bunt marynarzy na HMS Bounty, konieczność operowania szóstką graczy w meczu z PHI w lutym, posadzenie na ławce RIPa nie bardzo wiadomo dlaczego) i co gorsza pokazywał elementarne braki warsztatowe w trenerskim abecadle. Końcówki rozgrywa jeszcze gorzej niż Trener Mike.Trener Kuester nie radził sobie nawet z tym, co było rzekomo jego domeną – defensywą.

Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że w istocie DET to były dwa zespoły. Ten, który grał w kwartach 1 i 3 i ten który wychodził w kwartach 2 i 4. Oba właściwie się nie przenikały. Popatrzcie uważnie na gameflowy.

Niektórzy nie powinni być więcej niż tylko asystentami trenera. To i tak szczyt marzeń.

Porządki w DET trzeba zacząć od tego, żeby mu podziękować… Chodź nie koniecznie kwiatami…

Przebiegnijmy się krytycznie do DEToludkach

Klub 10-15 i więcej

R. Stuckey – dziwny zawodnik. Kreowany na lidera, ale liderem nie jest. Niby jedynka, ale taka mało podająca. Niby dwójka, ale taka rzutowo przeciętna. Mecze dobre przeplata z bardzo niewyraźnymi. Niby jak się patrzy na niego (sylwetkę mą naprawdę piękną –atletyczną) i na Billupsa to nie widać na pierwszy rzut oka wielkiej statystycznej różnicy. Ale jakoś tak czujemy, że to nie to samo. Zawsze w S5 będzie trochę na wyrost. Idealny do bycia tym szóstym. To taki Terry czy Jamal Crawford - tylko dla ubogich. Ale to nie jest zawodnik, na którego barkach można posadowić odpowiedzialność za drużynę. Tego krzyża to on nie uniesie. W całym sezonie nie miał ani jednego występu 30+. Cóż to jest pewnie jedno z ważniejszych pytań of season… Czy wyrównać QO. I za ile… Może należy go wypuścić z warsztatu w Michigan? Tylko co dalej? Kim zastąpić? Wybrać dobrą jedynkę w drafcie i patrzeć co dalej? Pick może być wysoki. Najlepszy mecz – porażka z CLE, 11 kwietnia 2011.

T. Prince – świat się zmienia a Kościotrup ciągle gra swoje. Ani to finezyjne. Ani piękne. Tylko rzemieślniczo skuteczne. Prince jest wyrobnikiem bez przejawów geniuszu. To facet, który codziennie wstaje, idzie na taśmę, robi swoje i idzie spać z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu. Dzień w dzień. Mało kiedy zaskakuje, ale rzadko kiedy zawodzi. Cudów oczekiwać nie można, ale też nie trzeba bać się fuszerki. Tylko raz w sezonie rzucił ponad 30 pkt. Łącznik między chlubną przeszłością, a obecną zapaścią. Pogodzony z rolą gwiazdy, która nie świeci. Nie ma w sobie niczego z gwiazdorstwa. Ale jak się ma takiego jumpera to trudno aspirować do Hollywood. To jest zwyczajnie nieestetyczne. Jestem ciekaw, czy nowy właściciel zaproponuje mu pozostanie. Dla odświeżenia własnej kariery powinien zmienić otoczenie. Spodziewam się nadal wielu chętnych. Najlepszy mecz - wygrana z NOH, 19 grudnia 2010.

R. Hamilton – ofiara trade’u, który nigdy nie miał prawa dojść do skutku i dziwnej polityki trenera Kuestera upokarzania dawnych bohaterów. Ta paranoja to też znak tego sezonu. Koziobrody RIP – najlepszy strzelec zespołu siedzący na ławce w momencie gdy DET w ofensywie cierpieli jak Piekarski na mękach. Potem nagle znowu powstał z kolan bo okazało się, że jest potrzebny, niezbędny i ma wiele do zaoferowania. Ale problem nie zniknął. DET są z nim trochę w tzw. uchu. Każdy contender marzyłby żeby mieć go na składzie, ale dla DET jego obecność staje się głównie finansowym ciężarem Człowiek w masce przez najbliższe dwa lata będzie chciał jeszcze przytulić 25 mln USD. Jego zdolność transferowa rysuje się gdzieś pomiędzy G. Arenasem a R. Lewisem. Oczywiście można go trwale posadzić na ławce i zrobić mu karierę, ale Jurek Dudek. Tyle, że on na to chyba jednak nie zasługuje. Ciągle błyszczy w rzucie po zasłonie i pick and popie, ale to też nie jest już zawodnik, który jest wstanie wprawić tłok w ruch. Czas powoli zaczyna robić swoje. Po debiutanckim, najgorszy sezon punktowy w karierze. Szczerze. Marzę, żeby odszedł dla dobra jego własnej legendy. Myślę, że RIP zasługuje na Nagrodę – Najbardziej niedoceniani zawodnicy dekady.Najlepszy mecz wygrana z TOR, 22 grudnia 2010.

Ben Gordon – cudowny wynalazek Joe D. udowodnia, że koszykarsko przeżywa jakąś zapaść. Winę za ten stan ponosi pewnie głównie Trener Kuester za swój fenomenalny system grania nim przez dwie kwarty. Spójrzcie na marzec i kwiecień wykonaniu Małego Bena. Z całym szacunkiem to jest poziom Billa Walkera. Tyle, że Orczy Książę zarabia rocznie tak 900 tys. USD a Gordon około 11 mln USD. Przerażający jest rozmiar środków, które ma otrzymać za najbliższe trzy lata. Pytam za co? Za ten brak wzrostu, zero obrony, czy rzutową alergię? Mimo to… nie ma wyboru. On musi grać w S5. Przez trzydzieści klika minut. Mimo, że to kolejny zawodnik, który z pierwszą piątką nie powinien mieć nic wspólnego. Pieniądze, które Ben dostał nigdy się nie zwrócą, ani nie spłacą. Ciekawe, czy ktoś jeszcze za nim płacze w CHI? Może jest taka grupa szaleńców. Po przyjściu do DET zaliczył zjazd z średnio z 20 pkt do 13 pkt. Wydawało się, że gorzej być nie może. Wydawało się. Spadł do 11 pkt. Tylko 9 spotkań 20+ w tym cztery w pierwszych sześciu grach sezonu. Co dalej? Prawda jest taka, że należałoby go wygonić.  Nawet kijem. Jest za mały, za słaby i nie dość szybki by nadrobić brak pierwszych dwóch walorów. Tyle, że chętnych do przytulenia tego „strzelca (?)” który bronić w ogóle nie potrafi jakoś nie widać. Niestety Ben zdaje się, że się może w DET zasiedzieć do końca… kontraktu tj... 2013/2014… Kotwica, która ciagnie organizację w dół. Najlepszy mecz – wygrana z NYK (nie pamiętam w ogóle), 30 stycznia 2011 r.

C. Villanueva – kolejny przepłacony gracz postsezonu 2009. Kolejna finansowa rozrzutność Joe D. Jak można było się aż tak pomylić? Charlie spoczął niczym król na puchowej poduszce swojego grubego kontraktu. Najgorszy koszykarski sezon w karierze. Karol V wygląda jest tak ospały w ruchach i grze, że przy nim drzemiący w gwarze niedźwiedź wygląda jak bolid formuły jeden. Jego cyferki wyglądają jak jeden wielki błąd statystyczny. Odchylenie standardowe. Nie zbiera, nie podaje, nie blokuje. Nie jestem pewien czy w tym sezonie chociaż raz oderwał stopy od parkietu. Gra tak jakby je miał trwale przytwierdzone do parkietu. On nie biegnie – on sunie… w swoim królewskim dostojeństwie. Jego rola nie do końca oznaczona.  Czy to pierwszopiątkowiec, czy raczej rezerwowy, który ma wejść i trafić dwie trójki lub ewentualnie pogonić się z kimś po parkiecie próbując trafić go kułakiem... Szanse na pozbycie się go w jakiejś transferowej roszadzie nie są za duże. Niestety. Najlepszy mecz –porażka z CLE - 11 kwietnia 2011. Najlepszy nie koniecznie w sensie sportowym. 

Klub 7-10 pkt.

G. Monroe – jaśniejsza twarz DET. Chłopak zrobił już na mnie dobre wrażenie w SL. Ale raz jeszcze okazało się, że wakacyjne pogrywanko z przypadkową zbieraniną wyciągniętą z różnych koszykarskich lamusów to nie jest do końca poziom NBA. Początki miał trudne. Pierwsze dwa miesiące był taki delikatnie wystraszony faktem gry w NBA. Nie bardzo umiał się spozycjonować, słabo rzucał. Ale widać, że dość szybko się zaczął rozumieć, co chodzi w tej zabawie. Od początku roku talent i praca oraz fakt, ze został trwale przesunięty do S5 spowodowały, że statystycznie to zaczęło mieć ręce i nogi. A nawet głowę. Nie sądzę, żeby Greg miał być jakimś wybitnym zawodnikiem, ale może być w przyszłości postrzegany będzie jako jeden z dziesięciu najlepszych centrów NBA. Ma dobre ręce, nieźle się ustawia w postupie, antycypuje grę i nieźle zbiera (w tym również w ataku). Mimo solidnego ciała, dobrych warunków fizycznych mam wrażenie, że jest miękki. Nie jest też nadzwyczajnie dynamiczny, często zamiast skoczyć tylko szczytuje na palcach. Nie mniej jednak załapał się z pierwszej drugiej (dzięki za czujność aaaaa) piątki pierwszoroczniaków sezonu i jest uznawany jako jedno z lepszych pociągnięć poprzedniego draftu. Najlepszy mecz - porażka z IND, 23 lutego 2011 r.

T. McGrady – powodem, dla którego miałem największe problemy, żeby czasami przymusić się do oglądania DET był Tracy. Ciężko jest patrzeć na kogoś, kto dziś jest cieniem samego siebie sprzed lat. Upadek jest porażający. Po za tym nigdy jakoś nie potrafiłem się zaangażować w jego grę ani nie myślałem o nim jak o gwieździe NBA. Strzelcu, zawodniku monopolizującym grę pod własne statystyki. Tak, to już prędzej. Ten sezon to w istocie było w jego przypadku poszukiwanie odpowiedzi na pytanie – czy mogę coś jeszcze zrobić ze swoją karierą i nie dając w śmieszność. Ile jeszcze potrafię z siebie dać, na ile moje ciało wytrzyma trudy sezonu? Widać po nim, że jest gepardem w skorupie żółwia. Galopuje w myślach po bezkresach sawanny, ale jest ograniczony przez niezborność i słabość powłoki zewnętrznej. Pomysł, żeby grał na jedynce (taki motyw na Szymona z Cyreny) i zmieniał Stuckey'a w prowadzeniu gry – jako point forwarda przez moment się nawet sprawdził. Gra wyglądała wtedy nawet dość płynnie. Statystycznie pokazał się w końcówce grudnia, stycznia i lutym. Potem popadł w konflikt z Trenerem Kuesterm i zaczął być znowu marginalizowany. Ciekawe jaki będzie jego następny klub, gdyż nie sądzę, żeby DET chciało go zatrzymać. Jego wielkim marzeniem jest powrót do CHI. Na minimum weterana to się powinno udać. Tylko czy CHI naprawdę go potrzebuje? W tym takim środsezonowym wzlocie T-Maca przez moment się zastanawiałem, czy nie trzeba go było jednak przetrzymać jeszcze z rok w Nixach. Dać mu 6-7 miejsce w rotacji. Przecież nawet, ze swoimi cielesnymi ograniczeniami i tak byłby najlepszą dwójką w NYK. Najlepszy mecz - trudno o jednoznaczną odpowiedź.

W. Bynum – nie ukrywam, że lubię tego gracza o wielkim sercu w małym ciele. Ten lokalny Wołodyjowski pokazał, ze potrafi mieć z ławki wejścia smoka. Szybki, atletyczny, bardzo dobrze stojący na nogach, świetnie penetrujący kosz. Potrafi być iskrą, która rozpala ognisko. Niestety to też jest taki zawodnik, który nigdy nie dostanie szansy na to, by grać coś więcej niż rolę zmiennika. Ma za słabe warunki fizyczne, żeby rozważać go na poważnie jako opcję nr 1. Jak on ma powstrzymać Westbrooka czy Evansa? Jedyne na co realnie ma szanse to bycie bohaterem akcji wieczoru, kiedy blokuje gościa dwa razy wyższego od siebie.  Już o tym mówiłem. Dla mnie to taka uładzona wersja Nate’a Robinsona. Bez całego tego kisielu w głowie, który jest tak charakterystyczny dla byłego Nixa. Najlepszy mecz – porażka z PHI, 25 lutego 2011 r.

A. Daye – faworyt Redakcji. Czysty talent. Żywe srebro. Znajdźcie mi drugiego takiego zawodnika o takich parametrach, który może grac na „trójce”. Gallo? Ktoś jeszcze? Preseason wskazywał na to, że jego czas i rola w drużynie może zmienić się raz na zawsze. Może przejść trwale do S5. Te oczekiwania się jednak nie zrealizowały. Trudno powiedzieć dlaczego. Z pewnością nie pomaga mu to, że jest ciągle dzieciakiem. Głowa gorąca, emocjonalne podejście do gry. Widać to w jego zachowaniu na boisku. Przeżywanie nieudanej akcji jeszcze kilkanaście minut po tym jak miała miejsce. To się musi zmienić. Do tego fizycznie też musi się nieco wzmocnić. To trochę jego uroda, że jest takim patyczakiem, ale aspekt fizyczny trzeba poprawić. Długie ramiona, łatwość rzutu, umiejętność wejścia na kosz sprawiają, że nie trzeba tak bardzo zamartwiać się utratą Prince’a (którego jest wyższą kopią). Daye jest od niego z pewnością bardziej utalentowany i perspektywiczny. Nie przesądzam, co będzie za lat 5. Może ze względu na głowę, nigdy nie wejdzie na poziom Tyshauna, ale materiał do oszlifowania jest. Przyszły sezon powinien być dla niego kluczowy. Jeżeli nie wystrzeli… jego kariera może stanąć na równi pochyłej. Najlepszy mecz – wygrana z ORL, 24 stycznia 2011.

C. Wilcox – ale tak szczerze. Uważacie, że Wilcox jest gorszy niż np. Sheldena Williamsa? Moim zdaniem nie. Facet w okolicy obręczy dostaje jakiegoś totalnego szwungu. Zbiera, dobija, dunkuje. Do tego jest skory do poświęceń i nie boi pobrudzić sobie rączek w odstawianiu czarnej roboty. Idealny role player. Oddany, solidny. Robi swoje. Bez fajerwerków. W NYK z niewiadomych do końca z jakich przyczyn nigdy nie dostał szansy. Będzie ciekawym uzupełnieniem dla każdego zespołu, który go zakontraktuje w tym sezonie. Lata gry w SEA już nie wrócą, ale w tym sezonie pokazał, że ciągle w koszykówkę grać umie. Najlepszy mecz – wygrana z MIL, 8 kwietnia 2011.

Klub do 5 pkt.

J. Maxiell –Ten sezon to był dla niego rollercoster. Z jednej strony spotkania, gdzie grał po 30 min z drugiej mecze w których pojawiał się epizodycznie albo wcale. Jest z niego kawal kloca, który lubi fizyczną twardą grę. Tacy zawodnicy są wszędzie potrzebni. Spróbujcie go przepchnąć. Mała czarna góra. Łatwiej go przeskoczyć niż obejść. Chyba najgrubszy tyłek w całej drużynie. Ofensywnie nigdy nie będzie jakimkolwiek postrachem, ale w obronie stać go na zamęczanie fizycznością rywala. Najlepszy mecz – wygrana z WAS, 21 listopada 2010 r.

D. Summers – zawiódł. Może potrzebuje zmienić otoczenie? Nie wiem, czy ten sezon nie był jego ostatnim w NBA. Grał mało i głównie oglądał mecze z ławki. Szkoda. Nie błysnął nawet w meczu „szóstkowym” z PHI w którym zagrał niebotyczne dla niego 39 min. Nadal uważam, że on ma potencjał. Ale nigdy nie zakwitł… Najlepszy mecz – porażka z PHI, 25 lutego 2011 r.

B. Wallace – stare drzewa umierają stojąc. Wielki Dzwon jest już cieniem samego siebie. Czasami trzeba powiedzieć sobie dosyć i przestać rozmieniać się na drobne. Doceniam jego wartość jako tzw. mądry głos w szatni. Ma nieprawdopodobną charyzmę. Dziennikarze łowią jego słowa jak perły. To prawda. Zawsze ma coś interesującego i niebanalnego do powiedzenia. Ale może wystarczy zostać dokooptowanym do ławki trenerskiej? Jeden mecz z kosmosu (10-13, 23 pkt, 14 zb. 4 ast. 5 stl.)– porażka z TOR, 11 grudnia 2010 r.

Przyszłość?

Niepewna. Ale można mieć nadzieję na lepsze czasy za 2-3 lata.

Things to do.

Rozstać się z Trenerem Kuesterem.

Wymienić – Gordona, Villanuevę, Hamiltona. Rozmienić ich kontrakty na drobniejsze. Zadanie prawie niewykonalne.

Odpuścić Prince’a i T-Maca. Nie przepłacić za Stuckey’a.

Ogrywać odważniej młody nukleus – (Daye, Monroe, Jerebko, Stuckey, (może White) i coś w miarę wysokiego w drafcie – DET mają 4,3% szans na jedynkę).

Być cierpliwym. 

Wierzyć wbrew nadziei...

16:59, znykajacy
Link Komentarze (12) »
wtorek, 10 maja 2011

Nie wiem, czy tak bliskie memu sercu czytelnicze grono zauważyło na prawej szpalcie NI, że Nasza Redakcja przeszła na nowe kanały multimedialnej komunikacji w postaci Tweetera, na którym z racji międzysezonowej plaży będzie się pojawiała część newsów, które może ostatecznie będą przekuwały się w jakąś zgrabną impresję…

Mam nadzieję, że będziecie ćwierkać ze mną!

22:50, znykajacy
Link Komentarze (10) »
sobota, 07 maja 2011

Breaking news

Źródło podaje, że Landry Fields nie zagra już w niebiesko pomarańczowym uniformie. Ma być częścią jakiegoś dealu w wyniku, którego dojdzie do transferu i zamiany draft picków. Wiadomo, że za Landry’go ma przyjść jakiś "weteran". Nie wiadomo czy PG czy C. Nic nie wiadomo. Nie chodzi jednak na pewno o Bynuma (źródło stanowczo wykluczyło udział Andrew).

W ogóle może to być tylko plotka… Zastrzegam, jeżeli ta informacja umrze albo okaże się nieprawdziwa…

Będę updatował jeżeli ten news się rozwinie…


NYK prowadzi dziś kolejne workouty razem z HOU. Weźmie w nich udział 22 adeptów koszykarskiego rzemiosła.

Jeff Allen, F, 6-7, 258, Virginia Tech
Jon Diebler, G, 6-6, 200, Ohio State
Lacedarius Dunn, G, 6-4, 200, Baylor
Mustapha Farrakhan, G, 6-4, 181, Virginia
Gary Flowers, F, 6-8, 214, Southern Mississippi
Austin Freeman, G, 6-4, 195, Georgetown
Andrew Goudelock, G, 6-2, 200, College of Charleston
Jerai Grant, F, 6-8, 220, Clemson
Cory Higgins, G, 6-5, 185, Colorado
Justin Holiday, F, 6-6 185, Washington
Rick Jackson, F, 6-9, 240, Syracuse
Delroy James, F, 6-8, 220, Rhode Island
Ravern Johnson, F, 6-7, 205, Mississippi State
Kevin Jones, F, 6-8, 248, West Virginia
Ralph Sampson III (Syn Ralpha), C, 6-11, 241, Minnesota
Damian Saunders, F, 6-7, 205, Duquesne
Xavier Silas, G, 6-5, 200, Northern Illinois
Greg Smith, F/C, 6-10, 250, Fresno State
Julyan Stone, G, 6-7, 200, UTEP
Malcolm Thomas, F, 6-8, 220, San Diego State
Isaiah Thomas, (wiecznie żywy) G, 5-8, 180, Washington
Chris Wright, G, 6-1, 180, Georgetown

Wczoraj podobno największe wrażenie zrobił niejaki Jamine "Greedy" Peterson dawna gwiazda Providence. „Chciwus” zaimponował atletyzmem, zbiórkami i parę raz zrobił przeciwnikom dunk postera. Wygląda fajnie. Taki misiaczek. W typie Z-Bo… Popatrzcie:

 

Niestety ciągnie się za nim też pewna mroczna historyjka… Mimo swoich naprawdę solidnych występów… Pan Pazera został wyrzucony ze szkoły… za… tzw… "violation of team rules"… Znaczy wszystko i nic… Sprawa była długo niejasna i ginęła gdzieś w oparach niedopowiedzeń i zmowy milczenia. Ale nasz człowiek postanowił przerwać spiralę ciszy i przemówić. Zaczął od tego, że… jest kozłem ofiarnym. Nie wdając się specjalnie w szczegóły. Peterson został poproszony o to, żeby po jednym z turniejów zawodników highschool zajął się ich rekrutacją do Providence. Jamine podobno dostał od trenera polecenie, żeby rekruci „dobrze się bawili”. Dla niego to miało tylko jedną konotację. Należało przedstawić narybek pewnej kobiecie, która uczyniłaby z nich mężczyzn… Pytany ile razy organizował rekrutom „good time” Peterson odpowiedział – to było więcej niż double double… Sprawa się wydała bo jeden z licealistów pochwalił się mamusi jak przekonywano go do tego, żeby został studentem Providence. Zrobiła się heca, która skończyła się wyekspediowaniem Jamina poza bramy alma mater.  „Chciwy” tłumaczy, że „zrobił to co oni zrobili mnie kiedy zostałem przyjęty do Uniwersytetu”… Chłopak w ramach tzw. tuszowania sprawy wyjechał potem na chwilę do Grecji i przez ostatni rok grał w D-League w Nowym Meksyku. 36 występów. Prawie 13,5 pkt. i 6 zb. w 23 min. Ciekawie.

Boję się jacy będą następni kandydaci… Czekam na kanibala i dręczyciela zwierząt…

21:33, znykajacy
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 maja 2011

Kolejna garsteczka newsów...

Pan Walsh ma dostać kontrakt na następne dwa lata na dowodzenie Knicksami. Podobno Właściciel Dolan poprzysiągł wygrywając gitarową serenadę, że nigdy nie zatrudni Sami Wiecie Kogo. Do tego jednym z postanowień nowej umowy ma być prawo Pana Walsha do wskazania swojego następcy... Trudno mi w to uwierzyć od strony prawnej, żeby Dolan chciał się wiązać taki sposób. Po co? Z drugiej strony przyjemnie będzie patrzyć na walkę o schedę, umizgi, pojawiający się dwór... Mullin? Warkentien? Houston?


Zaczynamy w dziś pierwsze work outy.

Na pierwszy ogień idzie taka wesoła trupa koszykarko sprawnych inaczej o mocnych nazwiskach (także znanych z kronik kryminalnych), którzy w najlepszym wypadku mogą marzyć o wolontariacie w Kotwicy:

Willie Reed, (nie Willis, ale blisko) 6-9 skrzydłowy – bez przydziału szkolnego. Taki wesoły byczek. W Draft Expressie napisali o nim że ma problemy z chodzeniem (lacked even the most basic footwork) i nie umie rzucać (no impact offensively). W obronie – chudość zabija go w paincie (his lack of bulk hurt him in the post) i generalnie jest mało zorientowany (average awareness). Generalnie Tatar z chanatu kipczackiego (very raw offensively and defensively). Przynajmniej fajnie się nazywa. Chyba tylko z tego powodu dostanie prawo do zaprezentowania NYK tych przygnębiających umiejętności. Jego szanse na wybór w drafcie przez kogolowiek są zerowe. Niestety nasz Fernando ma już pierwsze problemy z tzw. dorosłością. Jest podejrzewany o jakieś seksualne przebywanie z parą kolegów w towarzystwie kobiety, która zdaje się nie do końca się na te igraszki zgodziła... Z tego powodu Willie przestał przychodzić na zajęcia i administracyjnie wyrzucili go z St. Louis University. Stracił przez to kontakt z koszykówką... Samouk. I dlatego jest jak to się mówi – nst. – niestowarzyszony. No nic. Może dostanie szanse w SL.

Xavier Silas, (ale chyba nie z tych Silasów) 6-5 - obrońca - Northern Illinois – o którego umiejętnościach nie wiele wiadomo ponad to, że skończył szkołę i bardzo wie co dalej, więc będzie próbował swoich sił w draficie. Good luck.

Greg Smith, 6-10 – skrzydłowy - Fresno State. Wołowaty, zamokły kapiszon jeżeli chodzi o eksplozywność, ale koordynacja lepsza niż u Pinokia biorąc pod uwagę gabaryty. (he is not overly quick or explosive, he is a solid and coordinated athlete with above average mobility given his size)

Cory Joseph, 6-3 obrońca – Texas – Kanadyjczyk– członek All-American McDonald team – specjalizacja milk shake i cheesbureger. Podobno kolejny zabójczy shooter z Kanady. Taaaak… My już mamy. O jednego za dużo. I to z fantazyjnym tatuażem.

Pokozłują, porzucają, ktoś ważny uściśnie im prawice i życzy im szczęśliwego życia -  a potem pojadą Greyhoundem na work outy do NJN...


Jest informacja, na którą czekałem. Może nieco za wcześnie. Pomysł na pick draftu.

Kenneth Faried. 6-8, silny skrzydłowy - Morehead State.

Maszyna do zbierania. Drugi Rodman. 1.673 zbiórki w cztery lata. Facet miał w college’u więcej zbiórek niż jego Serowatość Duncan… (1.570) Chodząca laska dynamitu na desce. Król wycierania klatką parkietu i walki o każdą bezpańską piłkę. Mówią niektórzy, że to najlepszy zbieracz w całym drafcie. Podobno jego motto życiowe jest – każda piłka moja. Nie odpuszczam. Nigdy. Chyba, że w toalecie.

W ataku jest przewidywalny jak tykający zegar. W poscie repertuar ma tak prosty jak kij do golfa (put backi i dunki – słabo kończy nie dunkiem przy obręczy) i właściwie nie używa lewej ręki. Nie umie podawać. Ma tendencje do tracenia piłek i ograniczoną wizję. Do tego wygląda jakby coś tam w głowie było poluzowane i neurony biegły na zaciągniętym ręczny.

Oceńcie sami:

 

Brakuje mu trochę wzrostu i masy jak na czwórkę. O piątce już nie wspominam. Ale czy by nam się pięknie nie uzupełnił z tym mającym awersję na zbiórki Amare? Pan Walsh jest bardzo zaaferowany jego osobą... Zrobił na nim kolosalne wrażenie...

Pytanie, czy ponieważ jest tak dobry dotrwa do miejsca 17… Czy ktoś NYK brutalnie nie ubiegnie? Ściskamy kciuki. Ja bym chciał żeby dotrwał. Mam, co prawda innego faworyta. Ale... do niego jeszcze dojdziemy…


PS. znalazłem powód dla, którego A. Rautins musi zostać w NYK...

22:14, znykajacy
Link Komentarze (5) »
środa, 04 maja 2011

Od rzeczywistości nie ma odpoczynku.

Nic wielkiego się nie dzieje i do dnia draftu pewnie dziać się nie będzie, ale takie mikroinformacyjki będę się starał wychwytywać i choć w kilku zdaniach przytaczać, żeby drogi czytelnik był dobrze poinformowany i pozostawał w radosnym oczekiwaniu na ciąg dalszy…

Trzy Cztery nowinki...

Pierwsza jest taka, że opcja na kontrakt Pana Walsha wygasła 30 kwietnia. Nikt nie robi z tego powodu wielkiego halo. Źródła zbliżone do samego zainteresowanego mówią, że kontrakt najprawdopodobniej zostanie w najbliższym czasie podpisany i przedłużony dodatkowo o rok. Najlepszym prognostykiem na to, że tak się się stanie jest stwierdzenie Pana Walsha, że przygotowuje się intensywnie do draftu i ogląda portfolia potencjalnych graczy.

Druga jest taka, że głównym celem transferowym tego lata ma być Sammy Dalambert (źródło zbliżone do p. Walsha). Wiadomość podaje mój „ukochany” Marc Berman (nazwisko z polskiej historii o dość mrocznej konotacji) z NYP dla którego krętactwa, mataczenia i półprawdy są chlebem codziennym. Można mieć oczywiście do niego zastrzeżenia natury etycznej – któryś z blogów ma nawet taką cykliczną powieść w odcinkach Mark „Berman lies” – ale rzadko kiedy, ktoś jest lepiej poinformowany od niego w sprawach NYK. Coś w tym jest bo pamiętam, że w Paryżu był on jedynym dziennikarzem, który miał dostęp do ucha Pana Walsha. Rzepka mam nadzieję pamięta i potwierdzi. Prawa brukowca? I zdradzając nieco swój warsztat pracy – przeglądanie kilkunastu stron, blogów o NYK w pierwszej kolejności zaczynam od niego.

Pan Walsh jest realistą - mówi Berman. O Młodszym Gasolu (patrząc na jego ostatnie popisy), Chandlerze (patrząc na zasobność kieski Własciciela Cubana) i DeAndre Jordanie można zapomnieć. NYK zwyczajnie na to nie stać, biorąc pod uwagę, że nadal chcą pozostać wynagrodzeniowo mobilni w kontekście przyszłego lata (CP3, Howard).

Przypomnieć należy, że Sammy Dalambert ma silne związki z tzw. okolicą. Grał w szkole średniej w Elizabeth N.J. (ciarki mnie przechodzą na myśl o tym mieście) a uniwersyteckie szlify zbierał w niedalekim Seton Hall. Nie zapominajmy też o sporym skupisku Haiti tribe w NYC. Linki są. Ale, ale… te linki są też… po stronie NJN… Myślę, że Wielki Rosjanin może chcieć podrażnić lwa… i kto wie czy nie będzie tu małej awantury… Dalambert i Lopez we front courcie? Ciekawie…

Sammy to center defensywny i chłopak od brudnej roboty. Relatywnie młody (29 lat). Typ zwalistego misia. W zeszłym sezonie w dwóch meczach zgnębił NYK notując 21 i 18 zbiórek. Nie wiem czy psychicznie jest otrząśnięty po trzęsieniu ziemi na Haiti, ale to ciągle człowiek, który gabarytami zaćmiłby słońce. Do tego ostatnio raczej bez kontuzji. Jego kariera stanęła ostatnio trochę na zakręcie po tym jak został zepchnięty na trzeci tor przez tego szaleńca Cousinsa i obiecującego Thompsona. Wydaje się więc, że sportowo powinien jednak zyskać na zmianie otoczenia i jego imperatyw do zostania w SAC nie wydaje się zbyt duży.

Pan Walsh chce mu dać w prezencie całe MLE (6 mln – oczywiście, po warunkiem, że MLE przetrwa pod nowym CBA) potencjalnie na maksymalnie wiele lat. Czy to realnie może skusić Dalamberta, który w ostatnich 4 sezonach zainkasował 10, 11, 12 i 13 mln USD. Realny brak dużych podkoszowych predestynuje go chyba jednak do poproszenia o dodatkowe kilka milionów rocznie… 6 mln. to może być za chuda oferta.

Moim zdaniem Dalambert pasuje do koncepcji (jakakolwiek by ona nie była). W ofensywie nie musi błyszczeć (put backi wystarczą) byleby wyręczał STATa w walce o piłkę na tablicach. To już coś. To co może martwić , to taka doprawiona mu gęba malkontenta i wiecznie niezadowolonego mieszkańca wyspy, ale może to są tylko moje ufologiczne uprzedzenia. Wszystko jest lepsze niż Turiaf i JJ…

Nie do końca mogę jednak pojąć po co już dziś Berman wypuszcza takiego bąbla o tym, że Dalalmbert jest głównym celem transferowym NYK w lecie … Czy to jest jakiś zakup kontrolowany? Czy w ten sposób sonduje się Sammy’ego i jego zdolność do ustępstw płacowych, czy robi się jakąś zasłonę dymną przed supertajnym projektem alternatywnym, którego pojąć nie potrafię. Co by nie powiedzieć media zaczynają żyć tą informacją, robi się taki wiatr wokół osoby, wzrasta zainteresowanie innych. I przez to szanse na to, że ktoś zwróci oczy ku Dalamberowi rosną… Takie np. ORL osierocone po Gortacie… Sammy z pewnością nie będzie chodził w jednych butach…  Wierzę jednak w zmyślność strategiczną Pana Washa, chyba, że to jest przykład postępującej demencji… Zobaczymy.

Jeżeli by tam zaiskrzyło między NYK i Dalambertem i zakulisowo by się coś ugadało to z nr 17 NYK chcieli by pewnie zwerbować… jakiegoś PG… Może nawet PG/SG. Choć to combo – Douglas to nie jest jakaś myśl genialna… Na razie podaje się dwa nazwiska potencjalnych jedynek - Reggie Jackson z Boston College i Iman Shumpert Georgia Tech. Obaj chłopcy będą na workoutcie w weekend.

O drafcie to sobie zdążymy jeszcze porozmawiać, ale ja mam już swoje typy…  

Trzecia nowinka jest taka, że Marc Berman w swoim relatywizowaniu rzeczywistości popełnił ostatnio taki artykuł, w którym pokazuje biedny, że ciągle nie może odżałować transferu Z-Bo i Jamala Crawforda… Przeprowadza taką chorą demagogiczną analizę, z której wynika, że ich odejście było największym błędem od czasu sprzedania legendarnego The Bambino z Red Sox do moich ukochanych NYY… Naciągane, fałszywe i napisane z żalu.

Get over it Marc…

A Wy co myślicie? Chcielibyście widzieć Z-Bo, Jamala, Davida Lee, Nate Robinsona i całą to radosną czeredę? Czy jednak bardziej perspektywicznie jest jednak ze STATem i Melo?

Czwarta nowinka jest taka, że Toney Douglas przeszedł szczęśliwie operację czegoś co się nazywa naciągnięte labrum. Czyli kontuzja, ktora gnębiła go cały sezon była prawdziwa. Rekonwalescencja ma potrwać od 12 do 16 tygodni. Powinien być sprawny na długo przed rozpoczęciem obozu treningowego. Wracaj do zdrowie Szalony Koniu... by robić DWTDD - Do what Toney Douglas do...

 



Dla Wszystkich zniecierpliwionych bezimiennych motorniczych -

MoTown Opowieści ukażą się w weekend!

22:48, znykajacy
Link Komentarze (5) »
niedziela, 01 maja 2011

Drodzy Czytelnicy, Sympatycy!

Sezon 2010/2011 przeszedł do chlubnej/niechlubnej historii (niepotrzebne skreślić według własnego upodobania). To zakończenie kampanii zbiega się z jubileuszową - 400 NI. Pozdrawiam wszystkich życzliwych i polemicznych. Jak zawsze zachęcam do ujawnienia się tych którzy czytają, ale śmiałości nie mają. Dajcie głos co setkowym – "Yo"!


W załączeniu takie małe podsumowanie historyczno- annaliczne czyli, co wydarzyło się między NI 216 a NI 399.

Czerwiec 2010

NI powracają do życia po letnim letargu. Jesteśmy w czasie Adwentowym i nerwowo czekamy na przyjście króla - Zbawiciela. Nie dochodzi do spotkania autora z czytelnikami. Nad czym boleję. Może w tym roku? NYK wybierają w drafcie A. Rautinsa, L. Fieldsa i J. Jordana (w drodze wymiany za pieniądze z MIL). Persony nieznane w świecie dalekim i bliskim. Wyzłośliwiam się paskudnie. Jak bardzo będę musiał się ugryźć w język pokazują blizny na nim. Słowo ambigram na zawsze wchodzi do słownika NI.

Lipiec 2010

Zaczyna się sezon wolnoagenturalny. Pierwszym, do którego drzwi zapukał autobus pełny knicksowego menadżmentu jest… Joe Johnson. Wyobrażacie sobie, że by się zgodził? Katastrofa była tak blisko. Na nieszczęście Joe umie liczyć do 20 mln i ofertę skwapliwe odrzuca. Joe podobno się zastanawiał, czy się nie rozdwoić i ssać dwa wymiona na raz. NYK nie chcą być ostatnia wolną panną na parkiecie i wobec znikania atrakcyjnych kawalerów kładą sto okrągłych kółek do tacy STATa. Ten nie mogąc uwierzyć szczęściu, ugina spróchniałe kolana i mówi sakramentale- „Yes”. New York is Back. Opowiadam straszne głupoty (ale ten język boli):

„Sam Amare zaprowadzi nas absolutnie donikąd. To nie jest gość, którego można opakować role playerami i zbudować team walczący o najwyższe cele. Bez żartów. Kto mu poda piłkę? To chyba też oznacza pożegnanie Dawida. Prawdę mówiąc czy jest miedzy nimi jakaś różnica?”

The Decision. NYK czekali przed stajenką z darami, tylko żłobek okazał się tak smutnie pusty. Król się nie narodził. Znaczy narodził się, ale ktoś podał mu adres w MIA. Szkoda, ale szanujemy jego decyzję – mówi Pan Walsh. Odchodzi D. Lee – przychodzi Helena „Łękotka” Azubuike, Ronny „Pazura” Turiaf, i Anthony „Smuteczek” Randolph. Głupot ciąg dalszy. Nazwałem CHI najbardziej przegranym zespołem agenturalnego polowania… a Turiafa – małym Oaklay’em… Nie wiem, co ja wtedy jadłem… Podpisanie kontraktu z Feltonem, kończy dwa lata oczekiwania na lepsze jutro. Jest daleko od mistrzostwa, więc sam podejmuję decyzję, że będę nadal pisał. Przejście z Duhona na Raya porównuję do przejścia  z Fiata Uno do Fiata Punto... NYK zatrudniają jeszcze rosyjskiego drzewca o twarzy wiejskiego parobka. Albert H. przechodzi do DEN. W ramach łapanki. Jest w szoku, że nikt go nie chciał zatrzymać w NYK. Oglądam SL. Po pierwszym meczu Rautinsa piszę:

„Oj z tego chłopaka też będziemy mili radochę. To taki Gallo wersja 0.2. Nic nie umie tylko rzuca. Eddie House to był przy nim tylko księciem cegły. Andy ma szansę na bycie królem cegielni. Hurrra!”

Fields pokazuje serce (zaczynam się wkręcać jego grą), Jordan rozwija wielki transparent „Projekt”. Piszę -coś jest w tym chłopaku. Talent i brak umiejętności.

Sierpień 2010

Na pokładzie dekuje się Roger Mason Jr. Z perspektywy czasu słowo dekownik wydaje się wręcz uszyte na miarę tego transferu. Wyjeżdżam na urlop i azzazel666 robi mi wymówki. W tym roku zapowiadam od razu. W sierpniu też będę na wakacjach. Zaczynamy projekcję Melotasiemca…

Wrzesień 2010

Jedziemy na training camp, a ja nadal osowiały. Zapowiadam Rautinsowi karierę składacza ręczników i podawania bidonów. Fakt. Nie przewidziałem, że zrobi taką karierę w przybijaniu piątek. Eddy Curry znowu nie dał rady. Chłopcy pakują szczoteczki i lecą do Europy.

Październik 2010

Zwiedzamy Mediolan – gdzie Gallo witany jest jak rzymski cesarz. Wraca trochę wigoru w lędźwia wraz z pierwszym obejrzanym spotkaniem naszych nowych NYK. Lecę do Paryża zobaczyć ich w hali Bercy. Spotykam rzepke i krisa (ciągle undercover) i robimy roadshow. Zdobywam podpis i uścisk Clyde’a Fraziera, zamęczamy z rzepka Mullina. Rzepka oddaje rzut życia moja czapka do Starksa i dostaję jego autograf. Cudowne 24h. Czuje drżenie łydek pisząc te słowa. Ze smutkiem zauważam, że w sumie z odejściem Gallo kolejne szanse na europejski wojaż… spadają… Gra NYK słabiasta. Robię pierwsze analizy. Myślę sobie jeszcze się tu chwilę przyżywię. W pierwszym prawdziwym meczy preasesonu – BOS robią nam to znowu. Są klamrą tego sezonu. Zlali NYK łącznie 10 razy… Piszę – NYK są jak kolarz (STAT) i banda cyklistów (cała reszta).

Listopad 2010

W NI rewolucja. Przechodzimy z black and white do kolorów niebiesko pomarańczowych. To jak przejście do high definition. Zwycięskie otwarcie z TOR. Muszę lać zimną wodę na rozpalone impresyjne głowy czytelników. Organizuję ZZZ2. BOS robi to po raz pierwszy w sezonie regularnym. W 4Q w meczu z POR gaśnie światło i NYK przegrywają wygrany mecz. W najlepszym meczu sezonu NYK wygrywają z CHI w Chicago, po czym rozbijają Ścianę. NYK z powodu odpadającego azbestu przesuwają mecz u siebie z ORL. Gortat nazywa NYC smrodliwym miastem… Wzbudza sensację. Po raz pierwszy jest na pierwszych stronach nowojorskich gazet. Doug Collins i jego chłopaki ciągle to potrafią. Potem jest jedno z najgorszych spotkań sezonu z MIL. Lee przypomina o sobie w meczu z GSW. Chandler nie wiedząc jak sobie z nim poradzić wbija mu w łokieć ząb... Powstają ostatnie impresje Q po Q. Potem Love robi to magiczne 31/31 i MIN w nieprawdopodobnym spotkaniu wiezie NYK na taczkach. HOU – Chuck Hayes ma w dowodzie zawód wykonywany wpisane – STAT stopper. W czasie pobytu DEN w MSG Albert zdradza, że Gallo jest pieszczoszkiem trenera i małym skarżypytą… Robi się mały obyczajowy skandalik… NYK notują siedem porażek z rzędu. Przeżywam chwilę ekstazy. SAC przerywa tę sielankę… Bill Walker i Shawne Williams skoczyli sobie na treningu do oczu… Orczy książę ujawnia pierwsze inklinacje do przemocy fizycznej. W drugim meczu z GSW Lee jest nadal zatruty zębem a piłka wskakuje na zegar i nie chcę spaść. Blake Griffin robi Mozgowowi przykrość, ale przegrywa batalię. CHAr Jordana już nie straszy. I to dwa razy. STAT zszokował… Powiedział, że nikt nigdy nie pokazał mu co to jest defensywa a pierwszych wzorów i algorytmów nauczył go… Alvin Gentry… Trener Mike wyglądał jakby zjadł nieświeżą ostrygę. ATL zlądowała wzlatujących Nix. NYK w dwudogrywkowy horrorze pokonują upadłych mistrzów z DET. Powstają pierwsze MoTo opowieści…

Grudzień 2011

Przestaję oglądać mecze live. W meczu bez historii NYK pokonują sąsiadów zza miedzy. Następnie wyrąbują zwycięstwo przez kanadyjską tajgę, biorą odwet na MIN. Shawne Williams pisze pamiętniczek. Tak wiem, czekamy na reedycję. Felton oddaje rzut który odbija się po obręczy jakieś piętnaście sekund i NYK znowu wygrywają z TOR (13-9), po czym jeszcze raz gnębią WAS, rozgrywają wspaniałe spotkanie z DEN, gdzie Melo robi to po raz ostatni przeciwko NYK. Potem NYK muszą przejechać przez najtrudniejszy fragment sezonu. Morderczy tunel. Spotkania głównie z zespołami z wyższej i najwyższej półki. Miesiąc prawdy. Zaczyna się obiecująco. P. Pierce miał zamówiony stolik i nie chciał bawić się w OT, Joel Anthony wyłącza STATa i przerywa jego serię dziewięciu meczy 30+, a w ramach prezentu świątecznego NYK dają zwycięstwo CLE – Cavs przegrali potem 26 spotkań z rzędu, naładowani trzydniową przerwą Nix sensacyjnie pogonili OCK. Wzięli byka za rogi, znowu nie sprostali trójgłowej hydrze z MIA i okazało się, że powstrzymanie Howarda przez dwie kwarty to jeszcze za mało żeby pokonać ORL.

Styczeń 2011

Najpierw NYK zaganiają INDian do rezerwatu, potem łapią w pułapkę zespół Wielkiej Myszy – drugi najlepszy występ NYK w sezonie, zdeklasowali PHX a Marcyś gra jedno z najgorszych spotkań po transferze. LAL pokazują, że do klasy mistrzowskiej Nix brakuje jeszcze kilku lat świetlnych, ale NYK kradną różę w Różanym Ogrodzie, i grają przegrany mecz z lat 80 z UTH w którym Walker i Shawne Williams toczą jakiś wewnętrzny pojedynek. Następnie Nix ablokowali się w ataku z SAC i dali byłemu asystentowi Trenera Mike’a – Alvinowi G. powód do satysfakcji (Cynio gra znowu słabo). W przegranym meczu z HOU proroczo przepowiadam powrót JJ. Potem STAT nie przedłuża serii 27 meczy z przynamniej 20 pkt. w spotkaniu z SAS, a w meczu z OCK Feltonowi wydaje się, że jest MJ-em – bardzo się w tym myli. W następnej kolejności NYK urządzają szkółkę WAS, a panowie Shawne i Marvin Williams wyjaśniają sobie coś na pieści w koszmarnej porażce z ATL. Mozgov gra mecz życia w spotkaniu z DET (powtórzy to jeszcze kiedyś?).

Luty 2011

NYK zaczynają najkrótszy miesiąc od upokarzającej wtopy z DAL, potem Shawne Williams zostaje wydelegowany do oddania kluczowego rzutu z PHI i ku zaskoczeniu (?) nie trafia. W back to backu STAT chce koniecznie być lepszy od Branda i jest. Blake robi swoje pierwsze zwycięstwo w MSG, a Phil Jackson – ostatnie. NYK wygrywają chyba najbrzydszy mecz w sezonie z sąsiadami zza rzeki i pokonują zmokłą kurę z ATL w spotkaniu, które też pięknem się nie skalało… Cała noc czuwamy, żeby usłyszeć wyczekiwane - MELO KNICKSEM!!! Ten transfer jest wydarzeniem dekady. Kamieniem milowym na lata. NI osiągają personalny rekord – ponad 100 komentarzy pod wpisem i 10.000 wejść w ciągu tygodnia… Żegnamy się z Gallo, Chandlerem, Feltonem, Mozgovem, Curry’m, Randolphem witamy Melo, Billupsa, Balkmana, Sheldena Williamsa, Cartera i na moment Brewera. Z wypiekami czekamy na to co się wydarzy. Pierwszy mecz w nowym wcieleniu wygrany z MIL (MSG wyprzedane), CLE kolejny raz staje się katem NYK – choć zwycięstwo zostaje w rodzinie. Powstają pierwsze góralskie pogwarki. Walker pokonuje MIA zjadając trójgłową hydrę na żywca.

Marzec 2011

Do zastępu dziwów dołącza Derrick Brown – okrzyknięty drugim Chandlerem. Mocarny karzeł Nelson rozjeżdża NYK w postazbestowym meczu z ORL. Na łamach NI zjawia się D.j. Cz. ze swoim kolorytem wypowiedzi wymusza na mnie przedstawienie Naszej Redakcji... NYK zjadają NOH, Kawaleria znowu przegalopowuje przez majdan MSG. Nix połykają połeć niedogotowanej jastrzębiny, grają trzeci najlepszy mecz w sezonie z UTH. Melo wygrywa z MEM, DAL znowu nieosiągalni. Tomek1267 wreszcie odbiera koszulkę za zwycięstwo w ZZZ1 (świąteczne wdzianko Balkmana), PsychoT pobija NYK i swój rekord osobisty. Potem Granger wygrywa mecz, a Psychotek znowu się rekordowo przebija. NYK znowu nie podali Misiowi łapy i na 5 spotkań zapadli na chorobę w 4Q przegrywając w podobny sposób mecze z DET, MIL, DET, ORL, MIL (Jennings gra mecz sezonu). MJ znowu tryumfuje w meczu z CHA, Nix wygrywają błotny pojedynek z ORL i są znowu niegościnni dla sąsiadów.

Kwiecień 2011

Wreszcie udaje się powstrzymać kawalerię i obronić się przed zmieceniem. TOR potwierdza, że należy rozważyć w NBA istnienie drugiej ligi, a PHI zostaje pokonana w philozoficznym pojedynku na argumenty tuż przed PO. NJN znowu dostaje łomot, Melo robi IND tzw. Grangera broniąc przed Grangerem i okazuje się że, CHI to nie jest już zespół, który dwa razy udało się pokonać. Na koniec okazało się, że ławka BOS jest lepsza niż nasi startersi. Sezon jednak zwycięski 42-40. Radość rozlewa się po świecie. Balon zaczyna się pompować. Zajęta pozycja w sezonie regularnym daje prawo NYK do wyboru z nr. 17 w drafcie. 6 miejsce w Eastern Conference rzuca NYK na pojedynek z zieloną twierdzą nie do zdobycia. Kontuzja Billupsa, bolące plecy STATa sprawiają, że BOS po 4 zaciętych meczach znajdują się w drugiej rundzie, a NYK jadą na wakacje. Na koniec tzw. czynniki dochodzą do wniosku, że trzeba wykonać opcję na kontrakt Billupsa…

13:29, znykajacy
Link Komentarze (20) »

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje