RSS
sobota, 29 czerwca 2013

Zdyszany facet w uszatce, walonkach i waciaku wbiega do Tesco na 5 min. przed zamknięciem lokalu. Jest głodny nic nie jadł, cały dzień na taśmie. Głód mu szarpie wątpia perfidnie. Nerwowo biegnie między półkami. Idzie na mięso, bo nabiał jest dla dziewczyn. Karkówka z pajęczyną żyłek, soczysta polędwica, świeże cynaderki ściekające posoką. Zdyszany przykleja nos do szyby. Ślina ścieka mu do brodzie. Naoglądał się serialu Hannibal i ma smaka. Wszystko pięknie by się zjadło, ale to trzeba zamarynować, zakwasić, przyprawić. Ale wie, że do tego czasu zejdzie. Głód jest na teraz. W oczach atak paniki. Wreszcie pojawia się wyraz ulgi. Jest. Sięga ręką. Bierze pętko kaszany i zagryza jeszcze między regałami. Słychać strzał flaka, mlaśnięcie, zadowolenie konesera czarnej kiszki. Kamera! Stop. Glen Grunwald  pyta wymownie scenarzysty: „Czy była w tym gryzie pasja? Czy robimy powtórkę?”

Taki jest ten wybór w drafcie. Politycznie poprawny jak zamówienie wieprzowiny w żydowskiej restauracji. Bezpieczny jak odpalenie rac w garażu. Gotowy produkt na zaspokojenie tęsknoty żołądka. Zero fantazji, zero finezji. Wszyscy wiedzą, że  to tylko mało wyrafinowana mieszanina kaszy jęczmiennej i podrobów. Napchanie kałduna. W perspektywie pozostaje kac gastryczny. "Jak mogłem się tak upodlić i to już przy kasie".


G. Grunwald nie ukrywa. „Wziąłem najlepszy kąsek na stole. Najbardziej zjadliwy”.

Nie wiem czy Was, ale mnie lekko wykrzywiło  – naprawdę? Tim Hardaway? To po to trzymałem powieki przyklejone do blatu biurka do czwartej rano?

Ale z drugiej strony… NYK są zakładnikami samych siebie. Jormungandem zjadającym własny ogon. Tercet Egzotyczny nie robi za opiekacz. Nie chcą czekać jak ktoś się będzie dochodził przy nich do stanu chrupiącej skórki. Nie będą nikogo inkubować, holować, niańczyć. Czekać aż dostanie promocję do następnej klasy. Podlewać sosem by wzrastał w smaku. Dlatego Panowie trzeba było z definicji odrzucić steki i rostbefy w postaci Franklina, Bullocka czy Mitchella. Mimo, że żal zostawiać.  To zawodnicy nie na tę imprezę.

Kim Ty jesteś Tim?

Synem. Swojego ojca. Z przyrostkiem Junior.

Kimś więcej? Hmmm… Długa pauza. Przekręcenie palcami licznika...

Rzuca. Dobrze. Na pewno ponad przeciętnie. Spot up shooter. Do tego mocny z drybla. Więcej niż przyzwoity z dystansu. Ładna mechanika, wyrzutu kopyt do przodu pozazdrościł by niejeden byczek, szybki wypust z ręki. Ale po za tym? Dla mnie to taki ciemniejszy w odcieniu Landry Fields. Niczego nie robi wybitnie, ale wszystko tak w miarę. Zalicza za chodzenie. Wzrost przyzwoity. Zasięg niby też. Atletyzm taki, że właściwie trudno się doczepić. Przytomny w transition offense, nie podatny na kontuzje (przez trzy lata w Michigan nie opuścił żadnej gry). Ma tam nawet jakaś energię pod maską. Etos pracy Pstrowskiego. To skoro jest tak dobry, to dlaczego nie poszedł w pierwszej piątce draftu? Cóż – facet ma problem i trudność w tzw. scenicznej kreacji w ataku. Selekcja rzutowa na poziomie pijanego JR Smitha. Tendencje do samczenia. I to co może najważniejsze. Jest niestały jak kobieta, potrafi mieć dzień konia ale też umie robić na cegle. Jak jedno robi fenomenalnie o drugie zawala.  Król floaterów o poziomie skomplikowania łańcucha polipeptydowego. W obronie stopy ma lekko przytwierdzone do podłoża, co z sprawia, że grę obronną w bezruchu będzie szlifował już tylko ze S. Novakiem. Do tego szybko traci zainteresowanie grą defensywną. Rozkojarza się szybciej niż pięciolatek na sedesie. W grze jeden na jeden daje się ojechać jednym kozłem. Potencjometr wskazuje, że sufit jego możliwości jest na takim poziomie, że Tim już dziś chodzi  w kucki. On wiele lepszy nie będzie. Jest gotowy.  

Tim nie zrozum mnie źle. All the best to you. Ale na koniec dnia jesteś tylko kaszaną. Wiemy, za co płacimy.


Matka czy macocha?

------------

Kilka uwag o wydarzeniach ostatniej nocy.

N. Noel dostał prawdziwą szkołę życia, ale udało mu się zostać do końca człowiekiem z flat topem. Brakowało takiego kogoś, kto by wbiegł i krzyknął – "Mamy Cię…" Zaczynamy draft jeszcze raz. Cavs weźcie go i już nie wkręcajcie.

Maciek dziś w rozmowie podzielił się, że mną ciekawą obserwacją. "On jest największym wygranym tego draftu!" "Jak to???" - mówię. „Popatrz całe ciśnienie bycia „jedyną” odeszło”. To jest już problem A. Bennetta (musi się zmierzyć z legendą K. Browna czy M. Olowokandiego).  Faktycznie. Facet idzie do zespołu, który postanowił wejść pod lód i dokonać restartu. Nie ma już presji wyniku. Wejdzie sobie pod koniec roku będzie dłubał.

Wizja

„Wizja w jednym zespole

jedynek z Kentucka

rozpaliła umysły świata.

Niestety zgasła...

jak świeczka

na torcie jubilata.”

 

Dla mnie największym przegranym draftu jest B. McLemore.

MJ jest jednak wielki.

Informacją dnia jest dla NYK inwazja Zielonych do miasta – P. Pierce i KG będą przeciwko nam sąsiadować. Tak stefan – gangrena za rogiem. Można się śmiać – ale w BKN będzie w pierwszej piątce wychodziło pięciu zawodników TOP50 ligi. WOW! Tyle, że to skład na rok, dwa. Wojny bezzębnych geriatryków czas zacząć. P. Prigioni już zapowiedział, że chciałby wrócić do Nowego Jorku… J. Kidd da mu z dwójaszka, co? A K. Martin? Ale on zrobił nas w kulkę ten Kidzio…

BOS idzie na TOP5 przyszłego draftu?

J. Holiday i E. Gordon – to może być jeden z najmocniejszych backcourtów ligi. Pelikany w PO?

W MIL robi się coś nieprawdopodobnego. Wzięli tego R. Ledo. Do tego chcą wykraść JR Smitha i zachować B. Jenningsa. Czy nie powinni zmienić nazwy na Milwaukee Closed Ward? (UPDATE Ledo w DAL).

NYK podpisali umowę na SL z niejakim CJ Leslim – 6-9. Chłopaka nikt nie wyciągnął, więc będzie miał szansę udowodnić, że nie jest tak strasznym leniem i tumiwisistą jak powiadają. Patrzymy.

--------

Summer League

W składzie SL na razie ósemka. Trochę znajomych. Jerome Jordan, Henry Sims (kuba Ty na pewno się grzejesz). Do tego Hardaway Jr., CJ Leslie, AJ Matthews (ten chłopak to jest niesamowita historia gdyby zagrał w NBA),  Tony Mitchell (Alabama) - zbieżność imienia i nazwiska zupełnie przypadkowa, Toure Murry (Wichita State), Iman Shumpert (grający na jedynce) i Chris Smith (future HoF). 

---------

Od poniedziałku zaczyna się koński targ. Nastawcie odbiorniki. Czeka nas cisza w eterze.

00:12, znykajacy
Link Komentarze (24) »
czwartek, 27 czerwca 2013

Wszystkim, którzy wczoraj mieli czas i ochotę się spotkać Redakcja dziękuje za niepowtarzalny wieczór.

Szczególne podziękowania kieruję do:

Rzepki – chłopie musisz się bardziej otworzyć do ludzi. Wyrzucić to z siebie. Dieta to nie jest choroba.

El..y – za przybliżenie nam rejonizacji rugby i footballu we Francji a także sięgnięcie do samej prehistorii NBA; łykaliśmy tę wiedzę jak gęś ciepłe kluski,

Lanfaustowi – że był mimo, że dziś ma na tapecie Pana Tygrysa;

Maćkowi Kwiatkowskiemu – za autoryzację merytoryczną spotkania;

Kosmie Zatorskiemu – za to, że NYK jednak łączą a nie dzielą;

Hatamoto – awansem za artystyczną pointę spotkania w postaci jakiegoś dziełka;

Ceballosowi – za to, że mogliśmy palnąć w głowę Sprewella;

30 + - za jak zwykle duże poczucie humoru i luz do kolan;

Panu kelnerowi – że czasem o nas nie zapomniał.

Jeżeli kogoś pominąłem przepraszam.

Mostem telefonicznym byliśmy połączeni z airbobo podobno nosi już bawełnianą bieliznę i robi postępy większe o Westbrooka (są w jednej grupie wsparcia na facebooku) i emsim (next time bro!).

Niektórzy woleli nosić kije do hokeja. Ale wiem, że też z nami byli.

Rozmowa nie była zawsze politycznie poprawna, doszliśmy do wniosku, że jadąc samochodem nie jest dobrze trafić dzika (choć łoś wydaje mi się trudniejszy do przewalczenia), że Holenderki to pewne istoty mlecznrobne stojące na dwóch nogach, że mecz 16 stycznia w Londynie między NJN i Hawks jakoś nie porywa, a najdłuższy brzuch na świcie ma dziś... Angelina Jolie.

Mam nadzieję, że spotkamy się znowu. Wcześniej niż później.

Teraz chyba wspólnym meczu.

Dzięki raz jeszcze.

PS. Stefan gdzie byłeś? Było puste miejsce przy stole. Czekaliśmy.

09:25, znykajacy
Link Komentarze (10) »
wtorek, 25 czerwca 2013

Cotygodniowy off-seasonowy bąbel.

----------

NYK nadal oćwiczali kilku ćwików w zeszłym tygodniu. Poszukiwanie pereł trwa. Skończy się pewnie na kozich bobkach (vide Dzieci z Bullerbyn).

Cichym koniem na zwycięstwo w Wielkiej Pardubickiej draftu 2013 stał się rumak o białym umaszczeniu, przydługiej nietrymowanej grzywie - niejaki Kris Marshall znany szerszej publiczności z takich produkcji jak „World of Wrestling”, „Zgon na pogrzebie” czy „Kochanie poznaj moich kumpli” w legendarnej w pewnych kręgach roli Toma.


Kris łączył swoją karierę filmową z grą na uniwersytecie South Dakota State (z dala od zgiełku scenicznych klapsów). Rzeczoznawcy twierdzą, że to może być najlepsza podająca opcja kiedy zegar wybije 24. Wtedy Kopciuszek opuści bal. Silności? Chłopak ma wzrost ponad jedynkowy - 6-4, potrafi zrobić kruka w ataku (coś tam coś tam) i dziobnąć za trzy. Podobno pick and roll to dla niego jak sushi roll.  Niestety jego naprawdę mocną stroną są jego słabości – nogi wolne jak ruchy stóp RPP co sprawia, że w obronie nie zbliża się nawet niebotycznego poziomu Steve’a „Linii Magionte’a” Novaka. Mimo gabarytu ma ręce krótkie jak kurczaczek i grzeszy eksplozywnością zamokłego prochu. Istnieje obawa, że na wejściu do szatni dostanie pseudonim literacki „Pachołek” i w czasie wolnym od gry, będzie robił jako rekwizyt na placu manewrowym na „rękawie”. Zresztą na co komu wybór PG w drafice skoro naturalnym zmiennikiem R. Feltona jest Chris Smith? Nie rozumiem tego.

---------

Wydaje mi się, że P. Prigoni jest gone.

NYK ogrywali też w tym tygodniu takiego młodzika co się zwie Gorgui Dienga –który pewnie paradoksalnie dla wielu z Was, nie jest Rumunem i kuzynem G. Muresana. Nie ma w nim niczego nadzwyczajnego ponad to, że odmówił sobie zrobienia tatuażu nawet, wtedy kiedy NYK wybiorą go w drafcie. Nie przekłuje sobie nawet ucha. Nie mówiąc o pępku. Jestem zbulwersowany. Facet czego Ty szukasz w NBA? I jak JR Smith Cię nie przekona?

----------

NYK są naprawdę w desperacji. Zorganizowali taki mikrocamp dla tych, co od lat na wygnaniu przebywali na długim spacerze w Bieszczadach. Przy nich Tony Halik to nie wyszedł nigdy dalej niż po bułki do sklepu na rogu.

To zbiorowisko turystów i obieżyświatów objęło:

Keitha "Tiny" Gallona (6-10, 276; drugorundziak OKC 2010). To “Tiny” nie oddaje w pełni postury  Gallona, który zbliża się rozmiarem do przyczepy kempingowej. Facet ma problem z wagą i podobno w konfrontacji w chemicznym zawstydził nawet E. Curry’ego. W ostatnim czasie snuł się po D-League.

Malcolma Granta (6-1, 188; ominięty poborem w 2012). Niezła klepka i trójka, twardość granitu i pewność siebie posła Kurskiego. Zwiedził Cypr, poznał Australię.

Ricky’ego Harrisa (6-2, 176; ominięty poborem 2010). Lekkie combo. Trójka, dynamiczny z piłką. Harris ma na rozkładzie bradwurst w Niemczech, serowe lody na Filipinach, barszcz na Ukrainie, wędzone świńskie uszy na Litwie i spaghetti we Włoszech. Robert Makłowicz jest przerażony, że Ricky napisze książkę o pichceniu.

Terrence’a Jenningsa (6-10, 230; ominięty poborem 2011). Nic nie umie, ale ma ciało atlety. Krążownik po D-League.

Ahmada Nivinsa (6-9, 242; drugoroczne ciągnięcie 2009). Nivins przyszedl do NYK w paczce z T. Chandlerem,  tyle że woźny zamknął mu drzwi przed nosem. Pukał dwa dni potem pojechał do Belgii,Francji, Hiszpanii. Pisze przewodnik po winnicach i browarach.

Dustina Salisbery’ego (6-5, 205; ominięty poborem 2007). Meksyk, Rumunia, Grecja, Niemcy, Dominikana. W 2012 pracował w Abraxas Academy w Morgantown rozwiązując kłopoty zbuntowanej młodzieży. Teraz robi wielki comeback.

Tony’ego Taylora (6-1, 191; ominięty poborem 2012). Jeden z najlepszych PG w D-League... 3.2 ast. na mecz. Prawie jak C. Paul.

Brandona Webstera (6-10, 248; ominięty draftem 2011). Salvador, Wielka Brytania. Znany jest ze swojej nieprawdopodobnej inteligencji. Potrafi kozłować piłkę i jednocześnie rozwiązywać sudoku. Pomaga innym kończyć...

------------

To jeszcze nic. NYK w ramach przeprosin trenowali swojego byłego asa wywiadu i przestworzy Shawne Williamsa (czyżby miała powstać obiecana kolejna część pamiętniczka?) i Quincy’iego Douby.  Quincy, który ostatni raz stąpał na parkietach NBA w 2009 od tego czasu był już dwa razy w Chinach, Hiszpanii, Turcji a ostatnio stacjonował w Libanie gdzie kręcił podpłomyki na palcu (poziom Harlem Globetrotters).

-------------

To jeszcze dwa breaking newsy.

G. Grunwald chce, żeby POR oddało mu prawa do... Kostasa Papanikolaou... Smułki mówią – „natulisz, ja wol” – ale oddajcie nam numer 24 draftu w zamian za numer 39 i weźcie sobie Jareda Jeffries’a z zakazem wstępu do Oregonu (ever). Prośba Wielkich Stóp. Glen się chwilowo nie zgodził. Portland obwozi tego Souvlaka po ludziach i generalnie chce go opchnąć (podobno są chętni oddać go za pick 20-30). Buy out Kostasa z Olimpiakosu Pireus to 1.1m USD.

------------

Pelikany chcą do swojego gniazda podebrać NYK – Krzyśka Copelanda. Są mocno pod selerową kreską, więc danie czegoś powyżej 3,1m USD (małe MLEko) nie stanowi wielkiego problemu. Będzie nawet śmietna. Zwłąszcza, że C. Copeland zaśpiewał, że chce mieć taki sam terenowy samochodzik jak S. Novak – 4 na 4. Tego NYK mu dać nie mogą. Trójkołowy rower to jest maks. Cześć Cris. Byłeś fajny.

------------

Około NYK

Po tym jak Mo Cheeks został trenerem Pistons – domniemuje się, że Will Bynum przedłuży się na kolejne lata w warsztacie samochodowym. Po prostu lubi robić na kanale.

------------

Odejście D. Riversa kończy chyba ostatecznie epokę BOS 2007-2012. P. Pierce raczej zostanie spuszczony po brzytwie, K. Garnett albo zakończy karierę albo odejdzie do jakiegoś kontendera. Szkoda. BOS zaczyna tankowanie nocą. Rywalizacja z Celtami skończona na kilka sezonów. Szkoda.

-------------

PS. Kris Marshall to Nate Wolters (nie Kluvers).

-------------

Reminder: Tomorrow is the day!

19:32, znykajacy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 czerwca 2013

 

ZAPROSZENIE

NA

POSEZONOWE

DOŻYNKI

(RSVP na maila)

Mam dziwne, graniczące z pewnością przeczucie, widząc tę olśniewającą liczbę komentarzy wraz z tryliardem maili na skrzynce, że nikt się specjalnie nie zorientował, że trzeba kliknąć na "Zaproszenie na posezonowe dożynki". A hatamoto tak się napracował... 

W każdym razie napiszę językiem prostym:

Widzimy się Wierzący i Niewierzący

 g. 19.00, środa 26 czerwca 2013 r.

Zbiórka pod pomnikiem A. Osieckiej na Saskiej Kępie

ul. Francuska 11, WARSZAWA

14:16, znykajacy
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 czerwca 2013

Puszczam, cotygodniowego bąbla.

Pierwszym newsem jest informacja o tym, że airbobo dokonuje transformacji w R. Wesbrooka. Poszedł z ACL-em pod nóż, robi lekki tunning i ma powrócić by pogromić Szczupakową. Zdrowiej nam Ziomuś!

Fajne masz gatki! Nie uciskają aby? Wyglądają na dość ażurowe... Taka teraz moda na Śląsku? Trochę poszliście w metroseksualność, co? Szacun.

 

Zasadniczo wygląda na to, że podstawowe work-outy się zakończyły i przegląd drobiu praktycznie za nami. Jajców wielkich chyba z tego nie będzie.

Mieliśmy takie poniedziałkowe spotkanie „Mój Tata i ja żyjący w cieniu jego legendy”, bo na próbach baletowych pojawili się synowie znanych ojców i bezimiennych matek  – Tim Hardaway Jr., Glen Rice Jr., a także hobbit skoligacony z Bagginsami (5-11) o godności Phil Pressey (którego ojciec w latach osiemdziesiątych był całkiem wydatnym Kozłem). Nie będąc złym prorokiem tylko nazywając rzeczy po imieniu już dziś widać, że żaden z nich nie doskoczy nigdy do kariery swojego rodziciela, ale na nazwisku zahaczą o parę klubów budząc rozmarzenie reminiscencję spinając klamrę historii (np. w Miami albo GSW). Było przy tych całych work-outach trochę snucia opowieści z mchu i paproci o tym, że z meczy MIA – NYK jako chłopcy pamiętają zasadniczo bójki i to, że tatuncio chodził lekko nabuzowany. Z drugiej jednak strony zaraz dodają, że przecież, że Knicks to legenda, że Melo to sharp shooter a JR Smith jest terryfik. Rzyg. Co się dziwić? Chłopaki próbują załapać się na etat. Będą pleść każde androny, jeżeli to pomoże komuś w podjęciu decyzji. Zaprzedadzą duszę diabłu, żeby wsiąść na ten rollercoster. God bless. Obaj są Jr. są prorokowani na pick między 20-40, a Pressey marzy o tym, żeby w ogóle być wywołanym (kto wie czy NYK nie wezmą go wtedy na SL).

---------------

Jeszcze lekka pochyłka nad sytuacją czapki wynagrodzeń.

Dwie uwagi.

Pierwsza.

Zejście J. Kidda z pay rolla powoduje, że hej sign & trade jest możliwy. Jest tylko kilka warunków do spełnienia.

C. Copeland i P. Prigioni dostają kartki z podziękowaniami za wkład w tegoroczny sukces plus kosz smakołyków z Sokołowa...

Ani Smith, ani K. Martin nie otrzymują, żadnej prolongaty umów na sezon przyszły (PS. K. Martin pójdzie do NJN tak na marginesie).

Na pasku pensji jest tylko Anthony, Camby, Chandler, Felton, Novak, Shumpert i Stoudemire. Co daje Łącznie… $70,5m. 

Ale, ale. Zasada jest taka, że jak roster jest niekompletny (a jest bo gnieździ się na nim tylko siedmiu wspaniałych) to trzeba dokooptować zawodników, żeby skompletować Parszywą Dwunastkę - czyli pięciu delikwentów. Ich pensie liczy się wtedy, jako minimalne salary gołowąsów, czyli po ok. $500k.

Sumując... suma wynagrodzeń NYK wynosi wtedy… lekko ponad 73m. Co pozostawia około 2,5m do poziomu „fartuszka”. Wow! Zatem w ramach s&t da się podpisać „coś” za taką kwotę. Mówię coś, bo to z zawodnikiem NBA nie będzie miało wiele wspólnego.

Ale jest kolejny haczyk. Po wykonaniu tej zawiłej operacji pułap 75,5m stanie się twardym sufitem i nie może on zostać już przekroczony pod żadnym pozorem (tak Larry Coon). Czyli kaplica.

Bo co z tego, że deal da się zrobić… kiedy na 5 zawodników zostaje jakieś 6% puli z beli siana…W praktyce, zatem wyraźnie widać, że żadnego takiego trade'u zrobić się nie da.

NYK są tak umoczeni, że boję się, że zaraz się… zmoczę… (airbobo daj pampersa).

Uwaga druga.

NYK w ramach targów rybnych za meduzę R. Brewera NYK. dostali od OKC – tzw. trade exception o wartości około 1m USD – który konstrukcyjnie przypomina pusty baniak na wodę,którym Knicks przynajmniej teoretycznie mogą handlować. Ale jest pewna trudność. Trzeba znaleźć zespół, który będzie gotowy oddać swojego gracza z pensją za taki milion, po to by oczyścić sumienie przed księgową. Trudno sobie wyobrazić, że któryś z zespołów był gotowy oddać coś np. drugorocznego i mającego jakieś walory estetyczno – wokalne. Wydaje się zatem, że to naczynie pozostanie puste. Kto mi powie dlaczego Detroit miałoby oddać Kyle Singelra albo Houston P. Beverly’ego. Chociaż… Houston gdyby rzeczywiście myślało poważnie do C. Paulu I D. Howardzie, może szukać każdej drogi…

------------

Zrobienie NYK w kulkę przez Kidda (i brak jasności, co do przyszłości P. Prigonieni’ego) stawia NYK pod ścianą w kontekście poszukiwania jakiegoś minutowego ekwiwalentu na czas kiedy R. Felton konsumuje odpoczynek na ławce. Dlatego moim zdaniem NYK w drafcie sięgną po PG i co jest wielce prawdopodobne – użyją małego MLEka na zanęcenie jakieś bardziej doświadczonej jedynki.

Kogo?

Lista jest długa, ale tylko do pewnego stopnia. Karty zgrane i wytłuszczone jak w najgorszej szulerni. Każdy z nich może potencjalnie wziąć te $3.2m. Przynajmniej w teorii.

D. J. Augustin – wiara w talent tego gościa opiera się na jakiejś napisanej po ćwiarteczce ajerkoniaczku notatce F. Isoli, że chłopak interesował NYK już w… 2009 r. W jego kontekście używa się słów „on jest zdolny do double-double”. Tyle fantasmagorii. Do czego naprawdę jest zdolny ten DJ pokazały mecze NYK z Indianą. Gdyby G. Hill uderzył się w głowę mocniej o łokieć T. Chandlera… emocjonowalibyśmy się teraz przecież finałem z SAS. 

D. Collison – ma QO, więc nie sądzę, żeby Mark Cuban chciał go zwolnić z łańcucha. Powiedzmy sobie, że wynagrodzenie $2,3m to nie jest gabaryt, który trzeba przewozić wózkiem widłowym. D. Collison choć nigdy nie będzie graczem o kalibrze Grubej Berty , ale jednak potrafi zakotłować i zrobić twórczy kipisz. Zwłaszcza kiedy kariera Bebły jest na zakręcie. Tym samym ppowieści o jego możliwym przejściu do NYK są wyssane z brudnego palca.

Will Bynum – ten człowiek kwadrat, lub jak kto woli Nate Robisnon wersja z 2.0 z wgraną aplikacją rdzeniowo-mózgową wydaje się być ciekawą opcją. To jeden z najbardziej niedocenianych rozgrywających, który nadal nie dostał tak zwanej „prawdziwej szansy”. W NYK mógłby liczyć na uczciwe minuty. Te $3.2m. potencjalnie mogłoby go nawet zanęcić. Tyle, że wtedy C. Copeland i P. Prigioni raczej szukają szczęścia w innej galaktyce. Ptaszki ćwierkają, że Bynum’em są zainteresowani Lakersi, ale to podobno dlatego, że chcą upchnąć jeszcze cały gigantyczny stock koszulek Andrew… Dlaczego Will miałby nie iść do Indiany albo Bostonu?

N. Robinson – tego człowieka nie trzeba przedstawiać nikomu. Chociaż po tym, co napisał J. Zwerling mam, co do tego poważne wątpliwości. Może Nate ma na Jared'a jakaś taśmę, gdzie tamten zachowuje się podejrzanie w stosunku do szynszyli? Nie wiem. Ale to co napisał powoduje, że mam ciężkie podejrzenia, co do jego poczytalności. W całym mieście musiało też zabraknąć wazeliny.

Przytoczę in extenso bo to jest naprawdę szokujące.

“In the playoffs, Robinson not only showed he can score on the bigger stage, but also his patience, consistency and decision-making as the main floor general were impressive. Those have always been question marks in his game”. (Jared one nadal pozostały).

“But against the Heat, he earned the respect of Lebron James, who wanted to guard him after Game 1. (Tak LeBron poprosił go o pilnowanie swojego psa).

“Robinson will also be an attractive free agent for his many championship-level intangibles, including energy, spirit, confidence, fearlessness, hustle and leadership. (???)

“But Robinson is arguably the best, most affordable point guard in the free-agent class”. (znaczy, że na rynku naprawdę nie ma nic)

“The Knicks envision Shumpert handling the ball more, and with Smith coming off the bench, could he play alongside Robinson, who's also known as an instant scorer entering a game?” (ja bym powiedział, że jest głównie znany ze swojego braku poszanowania dla jakichkolwiek schematów w grze?)

“If Robinson continues to develop running a team, he could help Smith, and others, score more easily and consistently next season”. (chcę łyknąc to co Jared)

“He would also help the Knicks play at a faster pace. Imagine Robinson-to-Smith alley-oops in transition -- that would sure rock the Garden crowd”. (Jestem thrilled, nawet bez patrzenia!)

“The Knicks' offense took a major step back in the playoffs because they couldn't get enough deep-paint penetration. That's Robinson game -- and a whole lot more”. (boję się nawet pytać co to jest to więcej).

Wytrawni kibice NI nie dają się w to wkręcić.

Sebastian Telfair – 27 lat, 9 sezonów, 7 klubów pseudonim – „Wizytator”. W lidze od zawsze. Nie mam o nim najlepszego zdania. Nigdy nie spełnił oczekiwań, jakie być może można by pokładać w 13 numerze draftu. Kariera w ostatnich… pięciu latach raczej w fazie schyłkowej. Z drugiej strony nigdy nie przychodził do żłóbka po więcej niż $2.7m rocznie, więc może z MLEcznego kartoniku odleje sobie tylko szklaneczkę? To co może najciekawsze, że jest on kuzynem... Stephona Marbury’ego… Ma za sobą incydenty związane z posiadaną nielegalną bronią i przebywaniem w miejscach gdzie trup kładzie się całymi grzędami. Taaaak… W sumie to chciałbym zobaczyć jak wsiąka w miasto ze swoim mentorem Earlem.

Pssssst… Ani słowa o L. Rindourze… Ale spokojnie. Sezon ogórkowy głęboko przed nami.

Dla Wierzących – szczyt marzeń to Will Bynum. Dla tych patrzących inaczej – Telfair, Robinson.

A i tak skończy się Gani Lawalem…

------

Jest jakaś mała avanti z P. Ewingiem, który się skarży na niesprawiedliwość losu, że jest ciągle pomijany, pomiatany i traktowany per noga i nikt nie chce mu dać szansy jako coachowi (będzie asystował łyżeczka przy jedzeniu B. Mullensowi w Bobcats). Straszne. Głos zabrał nawet jego syn Patrick Jr., który zadał retoryczne pytanie – jak to jest, że J. Kidd dostaje robotę od pierwszego telefonu, a jego tatko ma niepopłacone rachunki od dziesięciu lat dzwoniąc bez ustanku do wszystkich świętych. Junior ostatecznie przeprosił Jasona i powiedział, że ten jest teryfik. King Kong próbował, jeszcze rozgrywać kartą rajdu KKK, ale to już naprawdę jest poziom medialny transferu Lewandowskiego.

--------------

Poznajecie?

On też na pewno wróci…



20:36, znykajacy
Link Komentarze (11) »
wtorek, 11 czerwca 2013

Siedzą sobie w swoim fotelu i nie przestaję się zaśmiewać. Długo nie mogłem pojąć jak ten Ebenezer Scrooge aka J. Kidd zrezygnował lekką rączką z 6m USD na rzecz świadczeń z urzędu marszałkowskiego na promocję miasta w ramach obchodów święta rzepy. I wszystko stało się jasne. On miał wymoszczoną, przygotowaną od dawna, obleczona w bisior i złoto posadkę trenera BKN. Legenda zza rzeki, jest naturalnym przedłużeniem dynastii wielkich Nets sprzed prawie dekady. Delfinem. Wielkim zapładniaczem. To podejście pod NYK to nie miało być nic innego jak tylko zmniejszeniem dystansu cywilizacyjnego polegające na patrzeniu sąsiadom na ręce. Rozpoznanie zagrożenia. Zaadoptuj i wykorzystaj. Jak kradzież Manhattan Project. Sytuacja jest co najmniej dwuznaczna z tendencją do jednoznaczności. Facet był, widział, od kuchni poznał, rozprowadził przepisy, i cały know-how Knicks przeniósł chyłkiem przez Brooklyn Bridge wprost do szatni BKN. Wiele tego nie było, zwłaszcza w zakresie myśli trenerskiej, więc szybko uznał, że nie potrzebuje na to trzech lat, a ogarnie się w pół). Od kiedy trwa ten proceder wynoszenia danych na pendrive’ach? Myślicie, że to nie było zaaranżowane od początku? Jesteście sceptyczni? To dlaczego po odpaleniu A. Johnsona został na ławce ten stary pierdoła PJ Carlesimo? Dlaczego nie szukano czegoś, co urodziło się po mezozoiku? Dlaczego Kidd zmarł zawodniczo w lutym? Dlaczego farfoclował w PO? Przypadek? Komu już wtedy służył? Przecież to trzeba wyjaśnić. Żmija hodowała się na piersi. Czy to nie w najczystszej postaci sabotaż? To naprawdę koń trojański XXI w. Ten z Greckich mitów jawi się jak zabawka na biegunach ciągnięta na sznurku. Kodzio Wallenrod. Jak można było się w tym nie połapać? Wielki kosmaty Rosjanin jest jednak najchytrzejszy. K. Martin na asystenta? Czekamy. Ale jaja. Uśmiech nie schodzi mi z piersi.

Co do draftu?

Straciłem już przytomność i rachubę. Karuzela odpalona na wysokość Pratera. Gdyby NYK wybierali każdego, kto mówi, że C. Anthony jest wielkim zawodnikiem pod którego skrzydłami chcieliby się wykluć i wykarmić NYK mieliby monopol na sprzedaż jajek i pod halę podjeżdżali by doubledeckerem. Nawet już do końca nie wiadomo, co na muszce. PG, SG, SF, PF?

Najnowsze wynalazki po tym Izraelicie z zeszłego tygodnia to:

Tony Mitchell – mówią o nim, że to największy atleta w drafcie. Podobno w zeszłorocznym ciągnieniu, gdyby poszedł w kamasze, miałby szasnę na wybór w pierwszej dziesiątce draftu. Teraz w drugim roku swoich studenckich podskoków lekko zapikował w dół niemal w każdej statystyce. To jest tak delikatnie zawoalowane zdanie, bo spadek jest niemal w każdej kategorii dwucyfrowy. Tony Mitchell tłumaczy to w najprostszy możliwy sposób – „nie chciało mi się grać na 100%”. Fajnie. Lubię takich zbyt dobrych, by im się chciało. Osiadających zbyt wcześnie na mieliźnie własny talentu. 6-8 wzrostu. Zasięg ramion - składana wersja Batmana – 7-3 - model galowy do wieczornych przelotów nad Gotham City.

Jego siłki:

1) fizyczne narzędzia (facet faktycznie w pchlich podskokach jest rzadkim talentem mętnej wody);

2) zdolność blokowania (dmuchanie świeczek z góry jak profesjonalny birthday boy do wynajmu na urodziny babci);

3) zbiórka w ataku (lubi zakołysać biodrami na wysokości twarzy przeciwników);

4) umiejętność finiszowania w zwisie (kto by tak nie chciał).

Tzw. słabe strony:

1)      motor z Poloneza (vide stoi i patrzy, trzeba go ręcznie odpalać na popych, w obronie to jest zwrotność stolca w muszli. Do tego te powroty do obrony zajmujące kilka odcinków Klanu);

2)      koszykarska inteligencja na poziomie konia zaprzęgowego (ma tendencje do permanentnego przeglądania się w pleksiglasie, o boxowaniu słyszał na stażu w Biedronce (ale go wylali), zasypia gdy na boisku dzieją się rzeczy, które przekraczają jego zdolności poznawcze (mechanizm obronny na stres)),

3)      umiejętność selekcji rzutowej dużo poniżej pomrocznych stanów JR Smith'a (król niecelnych fade awayów i step jumperów),

4)      ofensywnie wygląda jak półtusza przed sprażeniem – nadal dość surowo (jest jak bohater liryczny w piosence U2 – ciągle jeszcze nie znalazł tego czego szuka)

5)      gra w post-up przypomina wyrywanie zębów przy pomocy otwieracza do butelek.

Fajny facet tylko brać.

Drugi do wzięcia od zaraz to niejaki Reggie Bullock. SF. 6-7.

Skillsy:

1)      miotacz laserowy zamiast ramion (mechanika rzutu na poziomie Tomka Majewskiego, mocny w zbijaka i dwa ognie, skuteczny po wyjściu zza winkla);

2)      gotowy oddać nerkę w obronie (mimo, że ma ołowiane nogi);

3)      atakuje szkło w każdej postaci (uczestnik grupy wsparcia dla AA);

4)      potencjał do dobrego RPG-a (świetny materiał na NPC –ta).

Słabstwa:

1)      nie umie kozłować, złapać, zamieszać poidłem – jego repertuar gry z piłką przypomina motorykę Pacmana;

2)      w grze z tzw. średniego dystansu przypomina zagubione karibu na rondzie ONZ;

3)      jest eksplozywność przypomina zamoknięty proch;

4)      szybkość pierwszego kroku klasyfikuje go na wykładowcę walca dla Żółwia Franklina;

5)      w barach niby jest rusztowanie, żeby coś podwiesić, ale na razie suszy na nich cienkie leszcze.

Też bym go brał.

Kolejny zawodnik poddany badaniu palnikiem to:

Shane Larkin. Paramenty większego pinczera - 5-11, ale Ci którzy, że przy nim stali twierdzą, że kurczak wielkanocny był od niego większy.

Silne strony:

1)      Szybkość i zwinność  (koszykarski Tomba - pokonuje każdy vertical w slalomie na pełnej szybkości, zwinny jak łasica w rui. Jest tak szybki, że najpierw słychać drżenie siatki a dopiero potem dźwięk wpadającej piłki. Facet odwraca prawa fizyki. Zakrzywia czas);

2)      Rzut – tego jeszcze rybie oko nie widziało. Połączenie Nate’a, JJ. Barea’i i Jędrka Pluty. Arsenał jego gry w ataku przyćmiewa potęgo militarną Korei Północnej. Boski po catch’u, boski po dribble’u. Nygus w ISO też potrafi zagrać);

3)      Pick&Rolle – mówią na niego el proffesore. Facet wie o co chodzi w grze w pary.

Weaksy:

Wszystko jest pochodną braku realnej siły i gabarytu – Shane’a się już raczej nie nadmucha. Ładowanie w niego szuflą multiwitamin, chyba nie doprowadzi do niczego dobrego – chyba, że do pizzy na plecach. Taki Tereke Evans to najwyżej zauważy, że mu się majta coś w okolicach bioder. Packa na muchy powinna wystarczyć, żeby to uciszyć. Najmniejszy rozstaw ramion w całym NBA – czytaj – nie objąłby uda T. Chandlera. Słabo kończy przy dziurze. Wzrost zabija. Ulubieniec shotblockerów, urządzających sobie polowanie na jego makówkę.

Nie mniej fajny jest. Wyścigowy. I raczej zejdzie z tablicy przed nr 24. Boston?

I mój absolutny faworyt. One and only.

Ricky Ledo – człowiek zagadka. 6-6. Sharp shooter. Mówią, że nawet jest to najostrzejszy nóż z całej szuflady. Tyle, że za facetem ciągnie się jakaś nieprawdopodobnie ponura historia. Był jednym z najbardziej rozchwytywanych zawodników high school i kiedy został wybrany przez Uniwersytet Providence jak rozumiem, że swoje wybryki i młodzieńcze wyskoki dostał czerwoną koszulę Garibaldiego (ale być może to jego eligibility wynika z czegoś innego. Trudno dociec. Jakaś mgła tajemnicy rozsiana). W konsekwencji Ricky nie mógł grać w NCAA w swoim sezonie świeżaka. Miał jednak farta. Ktoś się zlitował. Pozwolono mu trenować z drużyną, a woźny zawsze dłużej gasił światła, żeby Ledo mógł złapać trochę świeżości pod pachami. Teraz wprost z treningu idzie do NBA. Bezkompromisowiec. Jeżeli ten chłopak to nie jest uczeń dla Lorda JR’a to ja nie wiem już kto jest. Proszę weźmy go. Niech front Ciemnej Mocy się utrwala. Niech to zdanie wypowiedziane przez Trenera Ledo uśmiechnie Wam deszczowy dzień:

"He's the single worst human being I'd ever been associated with on a basketball court", program killer".

Chcemy Cię Knicksem!

12:18, znykajacy
Link Komentarze (10) »
środa, 05 czerwca 2013

Przepraszam, że tak się nie odzywam za zbytnio, ale dłubię cały przy tym cholernym kalendarium i zły jestem na siebie, że Redakcja natłukła tyle tych NI, że tego ciągle ogarnąć nie mogę. Jeszcze cholera w sezon regularny nie wszedłem byłem.

Z rzeczy, które się zdarzyły i nie wymagają osobnego komentarza trzeba odnotować że:

1) J. Kidd postanowił zakończyć serię zer na 10 i oddalić się człapiąc w kierunku słusznie zasłużonej sportowej emerytury. Jason dlaczego nie dwa lata temu? Żałuję. Widzieć go jak się posuwa w wieku lat 42 walcząc o każdego dolara byłoby bezcenne. A tak? Zszedł po ciachu. Co oznacza to zniesienie z trasy z punktu widzenia NYK? Zasadniczo nic. Ciągle nad fartuszkiem a to oznacza, że NYK nadal będą w stanie zaproponować tylko małe MLEko bez śmietanki. Ktoś policzył na zapałkach, że NYK mają na książce ciągle $71,6m. Duże MLEko można dać jak się po jego wykorzystaniu nadal będzie pod fartuszkiem. Brakuje niewiele bo tak z $1-2m ale nie ma z czego zejść na dół a pod lodem czai się jeszcze JR Smith który:

2) Nie zaskoczył i się dziarsko wyoptował. Kibice NYK zassali powietrze i boją się go wypuścić. Niby JR mówi, że podda się testowi cradle-to-grave na lojalność w byciu NYKiem, ale w jego przypadku to wszystko zależy od tego jak w czasie snu koloid przemieścił mu się w podpajęczynówce. Zwłaszcza, że ciągle trwa walka o upchnięcie brata pomiędzy fikusem i komodą. Poważnie jak on się nie zmaterializuje na rok przyszły, to z kogo się wydoi te 18 pkt. na mecz? Z Shumpa? Feltona? Są jakieś fizyczne ograniczenie odbioru mleka z tych byczków. Fizjologia inaczej. Kurczę kibicuje temu, żeby PHX chciało stworzyć back- court JR i Beasley. Audiotele – to ile zespołów będzie wtedy na parkiecie? Odpowiedź zaczyna się od czterech.

3) Zaczyna się przetaczać spekulacja dotycząca nr 24 i draftu, a co za tym idzie aspiranci wkraczają na parkiety, żeby prezentować swoje talenta. Wszystko wskazuje na to, że decyzja o rejteradzie J. Kidda zmusza NYK do poważnego rozważenia konieczności wyboru zawodnika oznaczonego symbolem PG (młodszy Smith nie może być jakąkolwiek inną opcją niż opcja śmiechu). Pierwszy workoucik zrobił właśnie taki potencjalny narybek, co się zowie Isaiah Canaan (i nie pochodzi z Izraela, ale STAT pewnie i tak wciągnie go do swojej diaspory). Co się o nim mówi? Weteran akademika. 4 lata walki o ciepły prysznic. Minusy. Fizycznie przypomina faceta, który wypchał marynarkę sianem, żeby zaimponować chłopakom bicepsem (stefan coś dla Ciebie). Silny byczek. Niezły szuterek. Zwłaszcza, za trzy lubi zakręcić korbą (6,5 próby na mecz ale tylko 37% - spadek w ostatnim sezonie). Kozłuje nisko i odkształca parkiet. Podobno wokalnie – Pavarotti. Kogoś już mocno przegrzało letnie słońce, bo nazwał go lekko mniej atletyczną wersją D. Lillarda. To tak jak by ktoś powiedział, że ja jestem tylko nieco bledszą wersją K. Garnetta. Plusy. Gość ma tylko 6 stóp wzrostu, nie bardzo skacze, podaje z rzadka i grał raczej przeciwko zawodnikom pokroju Myszki Miki i Jelonka Bambi, więc relatywnie nie mógł zmierzyć się z rzeczywistością prawdziwej piłki. Jego defensywa jest pochodną niskiego wzrostu, braku szybkości. Z paszczy przypomina lekko Erica Snowa (nie mylić z Jonem Snow). Tym samym fizjonomicznie jest skazany na bliżej nieokreśloną przeciętność. Facet jest mocny. Zagrał w mediach ten teleranek – „Czy Ty wiesz, kto tańczy dla mnie?”. Uwaga nie spadnijcie z krzeseł. Okazuje się, że jego wielkim ziomkiem jest C. Paul. Wymienili numery podczas stłuczki na ulicy i od tego czasu są razem. Moim zdaniem Izajasz popłynął o jeden most za daleko stwierdzając – „He admires my game”. Tak Shaq dzwonił do mnie ostatnio i powiedział mi jest wiernym czytelnikiem i zapytał „Can you dig it”?


4) Jutro na testy przyjeżdża brat Sandry Bullock – Reggie. Speed. Niebezpieczna prędkość. Do tego B.J. Young, Brandon Paul, James Ennis, Romero Osby, Kenny Kadji. Może coś skrobnę.

5) James „Biała Śmieć” White podobno ma zostać. Nie wiem jak bym sobie poradził bez niego.

6) Szczególne podziękowania dla emsiego, który ostatnio zredefiniował dla mnie jazdę samochodem po Wrocławiu. Nie wiedziałem, że tak można. Stary to było piękne! 

23:30, znykajacy
Link Komentarze (10) »

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje