RSS
sobota, 21 lipca 2012

Cały dzień się zastanawiam. Mocuje się z sobą. Kontempluję. Ale nie potrafię napisać nic o blow out’cie z CLE w ostatnim meczu z SL. Miałem wrażenie, że NYK mieli więcej strat niż zdobytych punktów. O tego zostali zmiażdżeni na deskach. To było coś naprawdę strasznego. Tragicznego. Jimowi Toddowi przypadł wątpliwy zaszczyt po raz kolejny prowadzenia tej trupy. Naprawdę na koniec ktoś powinien rozgonić ich kijami i wręczyć dożywotni zakaz występowania w publicznej telewizji.

Obejrzałem to spotkanie wczoraj wieczorem, ale rano obudziłem się i doszedłem o wniosku… że nic z niego nie pamiętam. To mnie nawet zaciekawiło. Podjąłem ten heroiczny zupełnie wysiłek i obejrzałem go raz jeszcze. Z podobnym skutkiem.

Główna różnica z poprzednimi spotkaniami polegała głównie na tym, że tym razem Clyde’e i Mike rzeczywiście komentowali mecz i dopiero w 4Q ściągnięty gdzieś z pogaduszek na trybunach pojawił się Byron Davis (szkoda, że chłopcy nie wpadli przez całe SL, żeby porozmawiać z Larry’m Johnsonem). W przerwie Alan Hahn przygwoździł kilkoma pytaniami Kelenne Azubuike, który po epizodzie z DAL podpisał kontrakt z CLE i wszystko na to wskazuje (trzymamy kciuki) wróci na parkiety NBA. Trzymamy kciuki Azu.

Jeżeli chodzi o CLE, którzy rytualnie przejechali się po brzuchach NYK. to Zeller (myślałem, że Dirk mnie czegoś nauczy) jest bardzo dobrze poukładanym i wszechstronnym centrem, T. Thomas prawie ociera się zawieszeniem o parkiet, a Donald Sloan to ciekawy underdog. Przed CAVs tłuste lata?

To napiszę tylko o dwóch takich, co ich niestety jeszcze zobaczymy.

J. White – zagrał w trzech spotkaniach. Widać było, że przystąpił do SL trochę z marszu, który nie przerodził się nawet w świński trucht. Miał być atletyzm, fruwanie nad obręczami ala Harold Miner, a tu prawdę mówiąc było granie z tyłu i raczej na alibi. Rzut poniżej 30%. Wyglądał jakby się męczył. Sam chciał. Prosił, chciał się pokazać. Za to szacunek. Nie skreślam. Mówię tylko, że to co widziałem nie napawa mnie jakimś nadzwyczajnym optymizmem. Szczerze mówiąc nawet delikatnie przygnębia. Ale tak to jest jak się szuka „wzmocnień” na stepach akermańskich.

C. Copeland – spisał się nieco lepiej, ale też raczej jedyna rola jakiej może oczekiwać od niego w tym roku to rola inactive. Gość nie zamyka ust (są naprawdę ogromne) i ma przy tym tak debilny wyraz twarzy, że obejmuje wakat nowojorskiego wioskowego głupka. Jumperek niezły, była jakaś trójka. W obronie momenty. Ale generalnie wyglądał tak jakby spał. A przynajmniej drzemał.

NYK zakończyli SL wynikiem 0-5. Wynik jest haniebny. Ale czemu się dziwić potencjalni gracze, którzy mieli uczestniczyć w rozgrywkach zostali wymienieni na chwilę przed rozpoczęciem, zawodnika z drafu nie było, a w zamian za to zebrała się tylko jakaś niespotykana grupa nepotycznego układu ala Śmietanko. Moim zdaniem nikt z zawodników, których miałem wątpliwą przyjemność oglądać nie ma prawa w NBA zaistnieć inaczej niż na trybunach. Nawet sobie tego nie wyobrażam, żeby było inaczej.

Off season też już raczej zakończony. NYK szukają jeszcze wingera za minimum weterana. Musi mieć tylko powyżej 38 lat. To nie jest takie proste bo NYK bardzo starannie przepatrzyli departament geriatryczny.

Myślę, że jeszcze jedna impresja podsumowująca lipiec i zNYKam na wakacje.



21:57, znykajacy
Link Komentarze (53) »
piątek, 20 lipca 2012

Zacznę od podziękowań skierowanych dla tych, którzy przyszli zatańczyć z Agnieszką. Miała dziewczyna, w kim wybierać. Szkoda, że pozostała taka niewzruszona. Dziękuje także tym wszystkim, którzy nie przybyli (było więcej dla nas), ale do końca wierzyliśmy stefan – był nawet toast za Twoją spokojną wartę na służbie. Wiem, że byli też tacy, którzy łączyli się z nami ezoteryczne (Michał i jego wał korbowy) i im również przekazuję swoje wyrazy wdzięczności za siłę jaką nam dali!

Wieczór pełen wspomnień, pomysłów, przekomarzanek i dobrego wina. Istnieje synergia między Billem Simmonsem, Panem Kanapką i zarabianiem pieniędzy. Naprawdę!

Jeremy Lin we made it just for you bro!


ONE LAST TIME!

Kto nie był niech żałuje, ale obiecuję, że dostanie drugą szansę. Myślę, że w sezonie NYK w weekend będą z pewnością mieli kilka okazji pokazać się Polsce o ludzkiej porze, więc następnym razem mam nadzieję zobaczyć się przed ekranem.

Mecz z TOR obejrzałem dwa razy. Raz śpiąc, a drugi raz już zupełnie świadomie już rano. Gra była zupełnie poza jakąkolwiek kontrolą komentatorów – Clyde’a i Mike’a głównie z tego powodu, że w konferansjerce pojawiał się tłum gości, którzy absorbowali prowadzących na tyle, że spotkanie było jakiś nieistotnym fragmentem dekoracji. Do tego Alan Hahn wyłapywał z tłumu różne rodzynki i wprowadzał dodatkowe przerywniki (Doc Rivers, Landry Fields, Jerome Jordan(!).

Podsumowując tą cała wywiadownie. Pył ciągle nie opadł, psy szczekają mimo, że Lin-karawana idzie dalej. Krajobraz po niewyrównaniu. To naprawdę męczy. Nie ma interlokutora, który nie byłby przepytany na okoliczność zdarzeń ostatnich dni. Powiem tylko dwie ciekawe kwestie, które mogą zainteresować. Kanapa L. Fieldsa zostanie przetransportowana do Houston, a R. Felton oświadczył, że jest lepszy od Jeremy’ego (za to zdanie mam nadzieję beknie). Na tym właściwie można by skończyć temat. W każdym razie na chwilę obecną.

STAT i Raymond Felton próbowali zarazić nas swoim entuzjazmem. Idą na mistrza, są w formie, są podnieceni tym małym reunion, chcą być na poważnie contenderami. Amare mówi, że jest w super formie waży 245 funtów. Felton nie chciał się przyznać ile odwązników trzeba wrzucić, żeby go wyrównać. M. Breen próbował skonstruować ciekawą tezę, że większa masa tłuszczu Feltona nadaje mu większą siłę nośną.

STAT jest teraz  NYKiem, z... najdłuższym stażem... Spieszmy się kochać Knicksów... tak szybko odchodzą.

Wiecie, że w historii w lidze było tylko 9 zawodników, których nazwiska zaczynały się na „U”. Nie do uwierzenia, ale dyskusja na ten temat między W. Frazierem i M. Breenem była ważniejsza niż mecz... Nieprawdopodobne.

Mecz naprawdę przeszedł bokiem. NYK w 3Q dali sobie odjechać, ale w 4Q po dramatycznej pogoni szczęśliwie przegrali. Niestety nie zagrał Quincy Acy...

To naprawdę skrótowo. Specjalnie dla Ciebie Łukasz.

M. Thompson ("Syn byłego zawodnika")– jego rzut jest gładziutki jak crème brûlée. Ale na dłuższą metę trudno się jednak tym najeść.

W. Witherspoon („Łyżeczka”)– jeżeli można było odczuwać jakieś podekscytowanie jego grą to wczoraj sam sprowadził się wczoraj na ziemię. ŁMożna powiedzieć, że on też zaliczył wczoraj zlot. yżka jest pusta.

A. Parakhouski („Pampuszek”)– znowu trzy zbiórki ofensywne i przytomna gra w low poście.

C. Copeland –(„Rolnik”) - aj tam miał szansę na wyrównanie na bodaj po 84-84. Zrobił przeplatankę, fajnie, przerzucił za plecami piłkę, all-star, wyszedł na pozycję, wyskoczył... i splatfusił lay upa... Kolejny gracz, którego Melo nie musi obawiać, że będzie mu chciał wyszarpać piłkę w końcówce. Trzy na trzy za trzy! Stevenie Novaku czy podniesiesz rękawicę rzuconą przez człowieka o ustach większych od Micka Jaggera?

M. Farrakhan („Wnuk Louisa X”) – przyzwoicie. D-League czeka.

J. Rivers („Syn Trenera”)– tata patrzył, ale musi go strasznie kochać, jeżeli coś zobaczył.

J. Jordan – ależ ten nieprawdopodobny gest Garrinchy menadżmentu nowojorskich NYK. Ależ tam jest poczucie wyrządzonej krzywdy temu wyspiarzowi. Nie wiem jak to możliwe, ale HOU kazali mu odfrunąć (biedy chyba nigdy nie doleciał do HOU). Błąkał się po Broadway’u i wtedy na rogu 6 i 66 w budce telefonicznej zadzwonił telefon. I teraz oddajmy głos człowiekowi. „O część Jerome – jak się znalazłeś w składzie SL NYK? – pyta A. Hahn”. „Nie wiem zadzwonił telefon i jestem tutaj”. NEO, MATRIX ISTNIEJĄ! MAMY DOWODY! To naprawdę miłe ze strony NYK, że nadal pozwalają mu się wypromować w SL mimo, że na rok jest karencja podpisania z nim jakiegokolwiek kontraktu. Mam wrażenie, że Jerome ostatnio pojadł. Zrobił się bardziej zwalisty. On naprawdę coś tam potrafi tyle, że jest to poziom motoryczny taczki z zaciągniętym ręcznym. Ale the best to you Buffalo Soldier! (PS. Woody’emu Harrellsonowi na razie się upiekło i nawet zadebiutował w barwach HOU w SL).

C. Smith („Mały Brat”) – ta rodzina mogłaby zbankrutować Dr. Oetkera. Ich mózgi są żywą składnicą gotującego się kisielu.

T. Withers („Kurczaczek”)– szeregowi bohaterowie umierają w zapomnieniu. Sami, cisi. Cześć im i chwała. Cześć i ich czynom i ich pamięci. Dlatego chcę żeby historia tej wielkiej rywalizacji przetrwała w pamięci potomnych, chociaż z jeden dzień. T. Whithers v. Bobby Brown. Ależ oni na siebie skoczyli jak ujadające pinczery. Jakby walczyli o ostatnia miskę nieswojego ryżu. Ależ tam było sportowej złości, ależ walki, zajadłości, perfidii i zagryzania zębów. W sumie obaj panowie zaliczyli 11 fauli. Whithers dwa razy zawadził o podłogę taki był zawzięty. I potem jeszcze raz, kiedy odbił się od Eda Davisa chcąc go staranować... Szaleniec. Loko. Panowie to nie jest Finał NBA. Po co tyle jadu? Tyle nienawiści? Nie zapomnimy tego starcia gigantów o posturze odrośniętego drobiu. To było epopeiczne.

A. Nivins - („Bobslej”) - posadzić mu na plecach czterech karłów, wrzucić na tor saneczkowy i Amerykanie mogą śmiało myśleć o złotym medalu w bobslejach w Soczi...

S. Landesberg - jego nazwisko brzmi jak jakiś duński lager... Niestety nie uderza jednak do głowy...

J. Brownlee – pojawił się taki człowiek.

K. Goldcamp („Żółty Obóz”) – no zagrał. I to nawet w końcówce.

---

PS. Jared Jeffires już tęskni. Mówi, że przeprowadzka do Oregonu pozwoli mu wejść mocniej w świat polowań. ROBIŁ TO JUŻ WCZEŚNIEJ. Zasadniczo nie chcę poznać zwierza, na którego zamierza zapolować Jared. Wielka Stopo, Sasquatch jeżeli czytasz te słowa strzeż się... JJ idzie po Ciebie... Potrafi się pojawić zupełnie znikąd bo z nicości on do nas przeniknął...

Wiecie, że mi go żal bardziej niż tej chińskiej tuszki?

13:38, znykajacy
Link Komentarze (17) »
środa, 18 lipca 2012

AGNIESZKA JEST JUŻ GOTOWA? A TY?

CZEKAMY NA CIEBIE!

19 LIPCA 19.00

23:16, znykajacy
Link Komentarze (10) »

Mecz w SL w cieniu Chińskiego muru. Nawet Mike Breen (który nareszcie dołączył do Clyde’a – Dedes został relegowany do poziomu Jeffriesa) oglądał ten mecz na dużym poziomie ogólności – mecz sobie, komentarz sobie.

Bohaterem wieczoru był chyba Baron Davis (obecny NYK?), który w 3Q rozpoczął przygodę w konferansjerce nazywając Walta i Mike’a gwiazdami a potem podziękował im za to co robią dla Knicks. Breen prawie spadł z krzesała (z takim przykładem wazeliniarstwa nie miał do czynienia odkąd starał się o pracę w MSG). Widać, że Baron zastanawia się, co ma dalej robić z tak pięknie rozpoczętym wolnym od koszykówki rokiem. Zdaje się, że Baron wymyślił sobie, że będzie ambasadorem marki NYK na świecie w tym sezonie. Może będzie objeżdżał przysiółki i sioła i opowiadał jak to jest kiedy się jest Knickiem? Może ktoś powinien to wykorzystać i zaprosić go pod nasze strzechy? Jakaś telewizja śniadaniowa? Kucharz Sowa? Etat w Mango? Mikrofon to może być tą szansą. Mam nadzieję, że nikt tego pomysłu nie kupi. Pytany o sytuację Lina – tak na okrętkę zamulał o tym, że to biznes, trudna decyzja, że stało się jasne, że NYK odpalą Nową Rakietę. Następnie miekko przeszliśmy do tego, że to on jest głównym rehabilitantem Shumperta (w domyśle, jeżeli Iman będzie gotowy do gry to jest to jego zasługa bo on pokazuje Rookowi jak ma zginać tę nogę). Normalnie Baron gdyby nie Ty to Shumpert by się zgubił. Potem był taki dosyć kuriozalny moment, kiedy Davis próbował przykleić się do słuchawek i siedzieć z chłopakami także przez 4Q. Breen zrobił mu jednak klasycznego Grzesia Miecugowa ze Szkła Kontaktowego i go odciął. Uffff… To się stawało nieznośne.

Jim „Vel Bosque” Todd – wreszcie to jakoś mądrze wykoncypował– bo mając 11 graczy podzielił ich na dwie piątki, które w założeniu miały grać po 20 min. (Whiters podzielił się z Russellem i moim zdaniem to więcej powtórzyć się nie powinno). W pierwszej piątce wyszli Ci teoretycznie lepsi – Biały, Rolnik, syn byłego zawodnika,  Pampuch i wnuk Louis X („Pierwszy Unit”).

W drugiej piątce grali ci na pewno słabsi – Syn Skauta, Mały Brat, Łyżeczka, Złotyobóz, Człowiek Bobslej i Kurczaczek („Kaszaloty”).  

Widząc, że jest szansa na pierwsze historyczne zwycięstwo Asystent Todd w na 2:42 do końca wpuścił Pierwszy Unit stąd stąd powstało zaburzenie koncepcyjne co do czasu.

1Q było najlepszą gra NYK w SL. Coś tam zaczęło klikać. Dobra skuteczność, niekontestowane pozycje., rozprowadzanie obrony DEN. W 2Q Kaszaloty dały się dojść do stanu po 44 na przerwę, w 3Q takie przeciąganie liny (nie Lina) i w 4Q „emocjonująca” końcówka, którą NYK wymownie przegrali.

Osobowo.

C. Copeland – miał momenty, kiedy potwierzał, swój wysoki belgijski poziom. W 1Q zwłaszcza. Clyde chwalił jego grę w obronie. Trudno mi się na ten temat wypowiedzieć. W ataku nudnie poprawny. Są chyba lepsi gracze, którzy zgodzili by się na kontrakt niegwarantowany rookiego.

A. Parakhouski wyglądał tak jakby przed meczem ktoś kazał mu objechać z taczką pełną cegieł granice municypalne Vegas, a potem szybko wbiec na parkiet. Ociężały, klockowaty, wolny. Ale… aż 6 zb. ofensywnych. Chyba sumarycznie nikt nie ma ich w SL więcej. W Europie na pewno znajdzie zatrudnienie.

M. Farrakhan – początek miał taki, że wydawało się, że na ballocie ASG będzie w tym sezonie musiało pojawić się jego nazwisko. Potem oprzytomniał. W kluczowej akcji nie zastawił kosza i niejaki Carter dobił rzut Farieda (ja nie mogę go ciągle odżałować) grążąc szanse na zwycięstwo.

M. Thompson - takie tam szpargały. Raz za trzy. Potem gra o wyrazistości meduzy. Nie olśnił.

J. White – miał chwilę, że trafił chyba trzy razy z rzędu. Nawet raz zadunkował. Uniosłem brew. W końcówce widać było, że chyba pierwszy raz w życiu miał być clutch playerem. Melo oddychaj spokojnie. James się wystraszył i zamiast rzucić za trzy od razu, to chciał polepszyć swoją sytuację procesową, wdał się w drybling i nadział się na wystawione ręce Fourniera oddając rzut  o konsystencji rozpaczy. Nie przekonał chyba nawet największych entuzjastów.

W. Russell Jr. – ten człowiek powinien mieć sądowy zakaz zbliżania się do przedmiotu z napisem Spalding.

C. Smith – biegunka myśli, brak pomysłu na cokolwiek, irytująca potrzeba kontrolowania piłki, podania o charakterze zupełnie aferalnym. Po prostu Młodszy Brat. Lepszy Brat dodajmy.

W. Witherspoon – coś w nim jest. Clyde nawet dostrzegł cień Penny Hardaway’a. Nie wiem co Pan łyka Panie Frazier, ale to działa.

K. Goldcamp – jest potwierdzeniem tezy, że być białym, mieć trochę masy i wzrostu powoduje, że teoretycznie w życiu istnieje szansa, żeby zamiast do tartaku trafić na parkiet.

A. Nivins – jego aerodynamiczna sylwetka Kobiety Kota wzbudza powszechną konsternację. Nie był zły. Po prostu strasznie obły.

T. Withers – jest tak mały, że jego grę trzeba oglądać przez lupę. Inaczej jest niezauważalny.

Bardzo liczyłem, że w DEN zagra Chukwudiebere Maduabum. Zawiodłem się.

___

Lin - Rakietą. Dla tych, co przespali. Może pokuszę się o jakąś pointę jak opadnie kurz po przejeżdżającym dyliżansie. Zwłaszcza, że wiele osób przekonałem, że NYK wyrównają. W jakimś sensie się cieszę, że nie miałem racji.

HOU chyba nieźle to wymyślili. Połknęli dwóch naszych PG. Ależ on mieli plan na to lato…

---

Jutro z Rzepka planujemy na Saskiej Kępie zorganizować godne pożegnanie Jeremy'ego Lina.

Zbiórka o 19.00 pod pomnikiem A. Osieckiej. Gdyby ktoś chciał dołączyć zapraszamy!

Stroje wieczorowe!

Redakcja + Rzepka

07:55, znykajacy
Link Komentarze (9) »
wtorek, 17 lipca 2012

Najważniejsza godzina – 11.59 PM EDT (5.59 CET). Minuta, w której zatrzyma się świat… po to by kręcić się dalej. Jeszcze szybciej.

Wyrównają albo nie. Zero - jedynkowa sytuacja. Binarna wręcz.

Liczba spekulacji przekroczyła już granice dobrego smaku, a nawet rozsądku. Ludzie wyszukują już najbardziej transcendentalnych wytłumaczeń swoich racji, okadzając je oparami absurdu. Przeczytałem, że gdzieś w prowincji Jilin (Ji – LIN – rozumiecie kosmiczną karmę?) urodziła się dwugłowa koza, która miała pod językiem wytatuowane dwie sine ryby. To ma być dowodem na to, że Lin jest spadkobiercą Azji Tuhaj-bejowicza i że skończy na palu. Idea pala jest obca kulturze białych osadników więc skojarzenie jest, że pal jest bliski totemowi a totmem ma związek z Indianami. Skośne oczy i Indianie to Jackie Chan w Rycerzach z Szanghaju. A Dziki Zachód jest w okolicach Teksasu ,więc Jeremy będzie kowbojem. Moim zdaniem teoria taka sama dobra jak to, że Franz miał strzelać o papieża.

Niestety każdy ma w tej sprawie coś do powiedzenia. Otwieram Internet i idę w bambusowym gaju.  Naprawdę wielu straciło szansę na to, żeby być cicho. Szczerze mówiąc jestem zdziwiony, że głosu nie zabrał jeszcze Jasio Tomaszewski. Zadałby sobie pytanie i potem sam na nie odpowiedział. Dlaczego? A może dosadnie by powiedział co trzeba zrobić z Linem?

Ja mam ośli dylemat. Każda opcja kusi i nęci. Padnę z głodu.

Jeżeli go odpuszczą – będzie płacz, jęczenie i za 25 lat będzie się mówiło, że pogrzebano jedyną realna szansę mistrzostwo oddając Lina w 2012. Zacznie się zukanie winnych. Rozliczanie. Komisja śledcza. Bomba na pokładzie etc. Jeszcze lepiej by było wtedy gdyby Lin został potem wybrany koszykarzem wszechczasów np. na Borneo. Jak Lin okaże się małym bustem (co moim zdaniem jest w perspektywie nieuniknione) to będzie się z kolei mówiło o przenikliwości włodarzy, a dalekowzrocznym spojrzeniu… i dalej będzie się utyskiwać. A nie mówiliśmy? A nie mieliśmy racji?

Z drugiej strony zamtchowanie. Patrzeć jak Melo pożera Lina, jak nazywa go Rudym, jak atmosfera w szatni przypomina beczkę zatęchłej kapusty. Te frakcyjki, koteryjki, niepodanie rąsi, piłeczki. Te zakwasiki, złośliwostki. Jak NYK są związani salary capem. Jak płacą miliony i ciągle jest tylko pierwsza runda. Jak ten wózek nie jedzie. Ja się dławi, krztusi. Wykoleja. Cudo.

Naprawdę nie wiem, co jest lepsze dla impresji? Wasze zdanie?

Na dzień dzisiejszy – Everybody loves Raymond. I Melo i Chandler chcą Lina bardzo z powrotem. "Kochamy go, kochamy to co zrobił" Nawet Dolan (!) mówi – "Chcę Cię tu".

No to, o co chodzi? Herb Williams się zaparł i nie widzi Jeremy’ego w składzie bo ten nie jest dość wysoki? Halo?

Jeżeli mam obstawiać. To około 9 ichniejszego czasu odbędzie się konferencyjka na, której Grunwald wejdzie objęty z Linem na misia, a Szymon Majewski ubrany w kostium Arlekina krzyknie do kamery: –

"World – we got you!"

_________

I deal Feltusia- Pączusia już oficjalny.

Patrząc ile jest po stronie „dał” a ile jest po stronie „wziął” można by pomyśleć, że R. Felton jest członkiem drużyny olimpijskiej USA, Hall of Famerem za gry, i albo ma patent na wydobycie gazu łupkowego. O to kim jest Kurt Thomas nawet boję się pytać.

Oddaliśmy – Dana “13 minut“ Gadzurica do którego żywimy szczerą niechęć za utrącenie głowy Władcy Labiryntu. PS. Ćwierkotki donosiły, że wielka Ciemność spotykał się z Niedźwiedziem ze środkowych stanów, ale nie dotarłem do żadnego ciągu dalszego? Ktoś wie co było dalej? Czy miś przeżył?

Do tego odeszło to chyba ostatnie nieodżałowane cudo Miasta Świateł – Jego Znikalność Sir Loras Vanish. O niego jestem wszakże dziwnie spokojny. Do ASG wróci i będzie nas dalej bawił swoją... nieobecnością...

Do tego idą do POR równym krokiem te dwa hoplickie siekacze wyjęte żywcem obcęgami z greckiej falangi. Człowiek o milionie imion wewnętrznych – Papa, Niko, Lao, Kola, Iko, Ola (można by je tworzyć w nieskończoność) oraz facet obsługujący ksero na Uniwersytecie Spekulacji i Handlu Obwoźnego - Giorgos Drukujący Tezy.

Co by nie powiedzieć NYK potraktowali ich jak worek ziemniaków, który daje się handlarzowi, gdy już kończy się gotówka w kieszeni a jednak trzeba coś dołożyć by kupić starą chabetę. Panie a jak dołożę z metra kartofli to będzie dobrze? Przybijaj Pan!

Ale to nie wszystko. Nie moi Drodzy.

Oddajemy – drugorundowy pick za 2012. Czyli stefan – sześćdziesiąty, co? Mała strata. Przecież NYK w tym sezonie będą tak świetni, że Stern w ramach wyrównania sił w lidze i tak by ich pozbawił tego picku więc tak naprawdę to zrobiliśmy świetny interes.

Do tego taki mimochodem, zwiewnie jak rusałka przegalopował do POR jakiś bliżej nieokreślony pick gwarantowany w przyszłości. Natura rerum tego wyboru będzie zgłębiana przez bezimiennych budowniczych warszawskiego metra.

I jak to nie jest super deal?

A byłym zapomniał. Za kontrakt Jareda płacimy my! Więc tak naprawdę to nie jest transfer jego Astralności tylko wypożyczenie.

---

NYK podpisali Chrisa Rolnika na roczną niegwarantkę, za minimkę żółtodzioba.

08:20, znykajacy
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 lipca 2012

Grupa przebierańców znowu zebrała zasłużony łomot. NYK przegrali wszystkie kwarty. M. Morris i były nowojorczyk Marcus Landry byli bestiami (ten ostatni miał taką zimną mściwość wypisaną na czole).

Straty, farfoclowe piłki, samczenie, brak zgrania. Trudno to ogarnąć w kategoriach poznawczych. Coś pomiędzy bardzo źle a półamatorsko. Główny Trener wczorajszego wieczoru Herb Williams patrzył na to wszystko ze stoickim spokojem greckiego posągu. Osobiście go podziwiam.

Zastanawiam się kiedy przyłapiemy Spero Dedesa całującego Clyde'a w tę część pleców, w której tracą swą szlachetną nazwę... Moim zdaniem to nie jest kwestia "czy" tylko kwestia "kiedy".

J. White – miał być następcą Fieldsa – na razie ma szansę go przebić. Wystraszony, cofający się, grający na alibi. Te filmiki na youtubie chyba podrasowane ręką czterolatka. Zaczynam wątpić w ich prawdziwość.

C. Copeland – najlepszy strzelec wśród kalek – 17 pkt. Tyle, że w pluso-minusach… -31. To może być rekord SL. Parę razy ładny jump shot. Ale to trochę mało, żeby zawadzić o roster Myszko Miki....

A. Parakhouski – Pampuszek się ogarniał zwłaszcza na atakowanej desce (5 zbiórek ofensywnych). Przytomnie pod koszem. Do dalszych eksperymentów.

J. Rivers - 07:38 min. I… bilard. To też może być jakiś kosmiczny wynik. Jedno z najdłuższych zer jakie widziałem. Tata powinien nie dać mu kolacji. Albo zastrugać kij do snookerka.

W. Russell Jr. – nieporozumienie trwa dalej. 5 strat. Jeden punkt. NYK są prowadzeni przez bardziej karykaturalną wersję T. Douglasa…  Good luck.

M. Thompson – ojciec patrzy, syn nie gra. Ale ma jeszcze Klay’a do oglądania, więc na Mychala może zamykać oczy. Ja zrobiłem to w okolicach drugiej kwarty.

M. Farrakhan – wnuk Farrakhna coś próbował. Wyszło dość miernie, choć na tle innych pewna nominacja do ASG… dla koszykarsko sprawnych inaczej.

C. Smith – grał najdłużej, co nie znaczy, źe najlepiej. Książę Chaosu, jeździec bez głowy. Dostaje piłkę i ma biegunkę myślową. Miota się, milion skojarzeń na raz. Jego gra przypomina program prowadzony przez Piotra Gąsowskiego vel Trzecia Noga - "Kalambury". Wybiera między źle a tragicznie. No to jest jakiś wybór. Na razie jego kontrakt z NYK w sezonie regularnym jest równie odległy jak moje szanse na zostanie GM NYK. Ma jednak za sobą silne plecy. Ojciec i brat…

W. Witherspoon – był coś. Tylko co? Naukowcy będą to badać w kategoriach paranormalnych.

A. Nivins – obły był dziś zbyt perfekcyjny. 4-4. Tyle, że nikt tego nie kupił. Nawet w Biedronce po przecenie został by na półce nieruszony.

K. Goldcamp – waham się. Może to jednak nie brzoza? Tylko leszczyna?

T. Withers – podobno grał 3 i pół minuty. Wierzę na słowo.

---

Dzień piętnasty

Bo ja się trochę pospieszyłem z tym wszystkim. Transfer Feltona jest gdzieś między rysunkami Leonarda da Vinci a prototypem maszyny latającej braci Wright. Oficjalne zwodowanie nastąpi dziś lub jutro. Na razie na desce kreślarskiej wygląda to tak - Jared Jeffries, Dan Gadzuric, Kostas Papanikolaou, Georgios Prentezis plus sianko.  Niestety delegatura Olimpiakosu idzie pod czarne skrzydła. Pogłowie kóz i bakłażanów w NYK raczej nie wzrośnie. W drugą stronę przetoczy się R. Felton, dowiozą meleksem K. Thomasa i dorzucą kontener pączków. W nocy mówiło się o tym, że POR dorzucą jeszcze Jona Dieblera. To zdaje się jest już nieaktualne. Szkoda mogliśmy mieć swojego Jona Snow.

B. Colangelo przyznał się, że zaproponowanie L. Fieldsowi siatki z pieniędzmi miało na celu storpedowanie transferu Nasha do NYK. Szkoda, że się nie udało Brian. Teraz pozostaje opowiadać, że Landry był wysoko na liście Wolnych Dinozaurów, że przynosi tę tak ważną inteligencję, atletyzm i grę w obronie. Zasadniczo Wesołych Świąt!

Świat jest trochę chory. Zasadniczo. Można już podpisać petycję w sprawie żądania zmatchowania Lina. A może tak przykuć się do kosza kawałkiem łańcucha? Albo blokować dojazd do MSG chodząc w kółko po pasach? Może rozsypać ziarno?

Zupełnie fenomenalnego wywiadu udzielił nijaki Lord Dżejar. Będzie w oryginale, żeby nie uronić choć słowa. Prawdę mówiąc wyłożył to w sposób akademicki.

„I'm sure the city would love to have him back, but the team decided to go in a different direction". "It's nothing personal, I don't think, just business. We just hope everybody can benefit from here”.

Odnośnie wysokości kontraktu Lina, Smith naprawdę nie owinął w bawełnę, a wręcz ukazał ropuszą naturę ludzką...

"I think some guys take it personal, because they've been doing it longer and haven't received any reward for it yet. I think it's a tough subject to touch on for a lot of guys."

Ojej chłopcy mogliby się w szatni poczuć dotknięci. Ależ ten świat jest niesprawiedliwy.

Posprzątane? A może to wszystko jest tylko po to, żeby na chwilę przykryć tryumfalny pochód czarnych szwadronów Brooklyn Nets? Sam już nie wiem.

Na koniec będzie o dolarach.

Specjaliści siedli do tych maszyn liczących i liczydeł wyszło im, że efektywnie 15m kontraktu Lina w sezonie 14/15 (przy założeniu, że wszystkie zakontraktowane misiaki zostają a Felton ma 10m w trzy lata) kosztowałby NYK… 57m USD. Sporo? Chyba taniej byłoby spróbować kupić Christiano Ronaldo. Może ekonomia ma jakieś znaczenie głupcze Dolan(nister)?

Lato się kończy Czytelnicy…

Nadchodzi zima…

00:14, znykajacy
Link Komentarze (17) »
niedziela, 15 lipca 2012

Gdyby nie Clyde to nie wiem, czy dałoby się to oglądać… Z pewnością był najlepszym Knicksem biorącym udział w tym przedstawieniu przebierańców. Prawdę mówiąc po tym jak T. Douglas, J. Harrellson i J. Jordan zakończyli przygodę w NBA (PLK już czeka), to cały sens SL stał się więcej niż dyskusyjny. Będę zdziwiony jeżeli ten skład węgla i papy wygra jakiekolwiek spotkanie. Mimo, że Jim Todd jest bratem bliźniakiem urodzonego zwycięzcy Vincente del Bosque.

Zresztą, Clyde i wschodząca gwiazda MSG – niejaki Spero Dedes prowadzili komentarz, trochę obok meczu (był taki żenujący moment kiedy Spero na początku trzeciej kwarty zapytał Walta, będzie robił w Las Vegas, a potem na wizji objął go ramieniem i zapytał czy może się do niego przyłączyć. Dobrotliwy Pan Frazier powiedział - OK). Wydarzenia na boisku były tylko pretekstem o tego, żeby opowiedzieć o czymś zupełnie innym, w czym pomagali zaproszeni do konferansjerki goście. W czasie spotkania swoich wywiadów udzielili JR. Smith, Iman Shumpert (to co ma na głowie przypomina przyłbicę), agent Moussaki Suvlakiego.

Na trybunach trener M. Woodson wraz ze swoim następcą… B. Davisem… Ależ ten Baron walczy o kontrakt na sezon 2013/2014…

Mecz zaczął się pogromem NYK w 1Q, potem wyrównał się w 2Q, w 3Q i do połowy 4Q NYK dostali jakiegoś przyspieszenia, żeby na koniec sflaczeć jak balonik Kłapouchego.

Pierwszy mecz SL jest zawsze trudny, bo trzeba się nauczyć postur do numerów. Po 40 min. w miarę orientowałem się już kto kim nie jest. Np., że Walker Russell Jr. nie jest Crisem Paulem (to co grało w NYK na PG to nawet nie stało koło Szubargi i Koszarka).

To tak szybkościowo.

4 James White – z atletyzmem to ten facet nigdy się nawet nie spotkał. Wyglądał tak jakby w szpilkach przebiegł tyłem maraton, przepłynął wpław motorówką Zegrze i potem objechał Tesco na trzykołowym rowerku. Fizycznie kompletnie nieprzygotowany. Pokazał, że potrafi przytomnie podać. Po za tym raczej bezproduktywny. Powiedział, o sobie, że jest kimś więcej niż dunkerem. Wczoraj nie wsadził. To już nie wiem kim jest.

14 Chris Copeland – z twarzy podobny trochę do Jordana Hilla a o rysach bardziej ciastowatych i rozmytych. Powiedzmy otwarcie. Szybkość to nie jest jego najmocniejsze aktywo. Do tego dziurawe rączki i generalny problem z motoryką stóp. W obronie oglądał głównie panoramę pleców. Jeżeli NYK są gotowi dać takiemu czemuś szansę na gwaranta w przyszłym sezonie to znaczy, że nie ma już żadnej świętości. Na poziom Belgii to to może wystarcza. Ale NBA to coś więcej niż czekoladki.

5 Mustapha Farrakhan  - na pewno miał sławnego dziadka. Na tym koniku może oblecieć np. szybsze zamówienie Maczestawu w Macświecie, albo wywalczyć lepszy termin wyprania garnituru. W koszykówce to jednak nie działa.  

54 Kyle Goldcamp- takie białe coś o konsystencji brzozowego łyka.  

45 Ahmad Nivins – można by się już pozbyć tego opakowania, w które owinięty był T. Chandler. Cudownie zawalony może robić za koncepcyjny prototyp nowego bolidu F1. W obronie odgrywał role wiatrołapu – unosił i opuszczał ręce...

52 Artsiom Parakhouski  - jedyny prawdziwy center w składzie. Para-kluska inaczej Pampuch. Widać europejski szlif. Miękkie ręce, pewna agresywność pod koszem, prosto trzyma plecy, parę razy przytomnie dobił. Momentami nieporadny. Kilka króliczków. Ale i tak jedna z bardziej pozytywnych postaci. Mozgov?

Jeremiah Rivers – w rodzinie Riversów z pewnością jest głównym kandydatem do nie dostania się do Hall of Fame. On i A. Daye mają tego samego fryzjera.

13   Walker Russell, Jr.są jakieś granice nepotyzmu, których przekraczać nie wolno. To, że jesteś synem scouta NYK i masz 30 lat, nie umiesz grać - nie może upoważniać do tego, żebyś zakładał niebiesko-pomarańczowe barwy.  

44 Chris Smithczekałem z wypiekami na twarzy na popisy brata Lord Dark Side’u. Z pewnością najłatwiej było go rozpoznać, bo grał pomarańczowym rękawniku ala Melo. Za samo to już jestem wdzięczny. Momenty miał i nawet się rozkręcał. Widocznie Jim Todd uznał, że publiczność nie jest jeszcze gotowa na oglądanie jego popisów w drugiej części był epizodycznie-ławkowy. W obronie agresywny (ładnie tam raz dogonił J. Selby’ego i zablokował – nie było faulu). Ale jest to ciągle poziom nie dający gwarancji gry w Kołobrzegu.  

11 Mychel Thompsonpotwierdził podobnie jak średni Rivers, że jak rozdawali w domu Thompsonów talenty to on akurat walczył z biegunką. Ma ładnie ułożony rzut, tylko raczej niecelny.

18 Terrance Withers – taki kurczaczek. Idealnie pasował do zajączków Pampucha. Zrobiło się tak świątecznie. Odświętnie. Zastanawiałem się czy jestem odpowiednio ubrany.

25 Wesley Witherspoon – niby lider punktowy, ale w pluso minusach -15. Najgorzej. Do dalszej obserwacji. Niekoniecznie psychiatrycznej.

----

“It’s up to the organization to say that they want to match that ridiculous contract.”

Kto to powiedział? Nie, kto inny jak nasz Melo. Ależ milusek. Jeżeli NYK nie zmatchują oferty Lina to powoli będziemy mieli winnego...

Aaaaaa i za R. Feltona trzeba było oddać Suvlaka... To już wiem dlaczego jego agent miał wczoraj taką przestraszoną minę... Ależ ten Grunwald kręci tymi klockami...

09:16, znykajacy
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje