RSS
niedziela, 21 lipca 2013

Mimo najszczerszych chęci nie mogę się w wkręcić w to Summer League. Liczyłem, że zmieniona formuła, walka o puchar letniego króla będzie jakimś czynnikiem katalizujacym oglądanie spotkań aż do nocnego łzawienia pościeli. Nie potrafię. Przegrałem z materią. Zawodnicy są zasadniczo obcy, złapani przez lud Jawa na złomowiskach, bagniskach i krajach trzeciego świata. Mam nawet wrażenie, że większość graczy wybrana a wysokimi numerami w drafcie ostatecznie nie zagrała. Ale może to ocena subiektywna. Naprawdę, trzeba mieć mentalność ćmy barowej, żeby oglądać to studium przypadku i jeszcze się tym delektować. O pisaniu nawet nie… piszę. Przykładowo w meczu NYK – LAC drużyny rzucały za trzy ze skutecznością 30%... tyle, że… po zsumowaniu… Nie da się nazwać blendu - single maltem.

NYK wygrali ostatni mecz z LAC i częściowo zamazali blow out z MIA (w każdym razie próbuje się budować taki hype, że Knicks zawsze odbijają się od ściany). Świat wakacyjny jest straszny. Każdej historii bez znaczenia próbuje się nadać wymiar epicki. Rozumiem są kredyty o spłacenia… ale dajmy spokój tromtadracji.

Podsumowując. W tej pięcio meczowej torturze estetycznej w Knicks pojawiło się jak meteory dwóch/trzech wyróżniających się zawodników. Raczej realnie mają szansę na wilczy bilet w NYK biorąc po uwagę, że transferowa karuzela wyhamowała, a wolne miejsca od 12 do 15 nadal trzeba zapełnić. Wata szklana dałaby radę.

Rokujący

J. Tyler – To może być wyścigowy fuks pędzący sezon w roli przybijacza piątek i robienia na ławce meksykańskiej fali. Zapiewajło dunków i rzutów za trzy (nawet tych spudłowanych). Ostatecznym testem jego inicjacji był udział w straszatonie, w którym trzeba było sprawić by bać zaczęła się ta bestia Summer League- S. Samuels (to co Samardo robił z Bebe Nogueirą w meczu z ATL to była masakra. Przestawiał go niczym paletę w Makro i to bez łapania za włosy). A jak nie boisz się SS to naprawdę jesteś w życiu kimś i żaden Uniwersytet Potworny nie jest ci do niczego potrzebny. Dużym znakiem zapytania jest jego gra w obronie. Moim zdaniem trudno powiedzieć coś, co znajduje się w stadium średnio zaawansowanego bruzdkowania całkowitego.

C. Leslie – uczucia mam mieszane. Choć niewstrząśnięte. Miał chwile wewnętrznego rozpadu i lekkiego skupienia. Czy to jest ten brak focusa i genetyczna niewydolność neuronów? Czy on jest trójką, bo na czwórkę jest na pewno za wątły. Jak trzcina na wietrze. Ale za to potrafi być zwinny jak jaszczurka. Postrach drobnych owadów.

T. Jennings – w przekroju pięciu spotkań nie wypa(d)ł gorzej niż Leslie. I jakby jest nieco bardziej masywny a różni ich jeno cal. I mówię o wzroście.

Dziwny

T. Murry –zgoda w obronie pokazał, że ma szybkie rączki i lepkie paluszki. Ale mnie nie przekonał do niczego. Nawet tym zgraniem.


To nie jest trzeci PG na nowy sezon? Prawda Panie Tannenberg? Tak nisko jeszcze nie upadliśmy. Ale kto wie. Może właśnie? Liczymy na to w Redakcji.

Posłanka Kruk, ale to nie jest ta liga

E. Vargas – jak na tak dużego gracza wyróżnia się luźną kiścią. Tyle, że wina z niej się nie utoczy. Może w Zielonej Górze?

J. Jordan – trzeba być już naprawdę w potrzasku, żeby realnie go rozważać w kategoriach wzmocnienia. Może gdzieś, kiedyś w innej rzeczywistości? Czasie? Przestrzeni? Ale do tego można użyć czegoś innego, co z Jamajki pochodzi…

Tło - parawan

Cała reszta bezimiennych. Dzięki nim udało się wyjść w pięciu na boisko. Dzięki chłopaki. Wasz wkład był bezcenny. And good luck.

Joke-er - król Zielonej Nocy

C. Smith – jeżeli zobaczycie go w składzie na sezon 2013/2014 to znaczy, że frazie „żenujący serwilizm” zostało nadane nowe znaczenie. A Earl Smith Jr. powinien być rozważany, jako GM zawodowego klubu. Może być klub go go.

-----------

Al „ Jamochłon” Harrington podobno jest już bliski zwodowania w ORL. Hello NYK?

16:33, znykajacy
Link Komentarze (48) »
piątek, 19 lipca 2013

Obejrzałem tę czerwoną chłostę z MIA. Dopiero 4Q uchroniła NYK przed niechlubnym przejściem do historii SL w kategorii porażka największą różnicą punktową. Było blisko. Szkoda. Czegoś zabrakło.

Mistrzowie wystąpili w składzie z James’em (ten głód piłki) i JR Giddensem (gdzieś bywał czarny baranie?). Do tego MIA wymyślili jakiegoś miśka z rodziny CJ Leslie’go, żeby wprowadzić dodatkowe zamieszanie między gałęziami rodu.

Jak to jest, się zastanawiam, że jeden zespół może grać defence, wypruwać sobie grupowo żyły, wycierać grzbietem parkiet, a drugi przechodzi tylko obok z tragarzami. Herb, Jim jak to jest?

MIA mogą wygrać całą ligę letnią. Szlachectwo zobowiązuje. A to przecież NYK mieli być faworytem tego rozdania kart w Vegas. Tymczasem I. Shumpert zrejterował (chyba na Wielki Mur), TH Jr. wyłamał się w nadgarstku i dziś został mecz pocieszenia z LAC. Do domu.

Szybko zatem i nie o wszystkich bo na to trzeba zasłużyć.

J. Tyler – ten byczko ma coś w sobie. Jurny jest, brykający, widać, że mu się pod pokrywką bulgoce. Ma jeden poważny problem. Gra obrona jest dla niego jak seans spirytualistyczny po spirytusie. Moim zdaniem złapie spota.

C. Leslie – spotkanie rodzinne wyszło mu bokiem. Najoględniej mówiąc nie był to występ, po którym trafi do kroniki SL. Próbował dokonywać asyst na tzw. zbijaka – podanie przez odbicie jej od pleców. Nie za bardzo to się udawało. Świat jeszcze nie dorósł. 5 strat.

J. Jordan – poziom NBA to to nie jest i nie będzie. Mimo, że strasznie Cię lubię to musisz zdusić w sobie tę ambicję.

T. Murry – budowanie składu mistrzowskiego w oparciu o założenie, że on ma pojawiać się na parkiecie brzmi jak popicie kiszonego ogórka kefirem. Efekt murowany. A właściwie płynny.

C. Smith – jeżeli ktoś go przyjmie do czegoś więcej niż ręcznego przedzierania biletów w sektorze dla niewidomych to ja odwieszam swoją karierę koszykarską. Jestem ready. Poziom jego gry to karykatura koszykówki NBA. Szczyt marzeń to jest D-League

T. Jennings – z fizjonomii to jest zderzenie STATa i Martina Lawrence’a. Coś potrafi. Mimo, żeby to dojrzeć trzeba aparatury do podglądania życia godowego pantofelków.

Reszta czekoladopodobnych może grać w zespole Willy Wonky. Za paczkę karmelków.

-----

A. Brooks w HOU. To co zostało z uczty bogów? Na stole nie ma już nic. Czas zejść pod...

------

B. Davis zaprzeczył, że porwało go UFO. Szkoda. Na pytanie o powrót do zdrowia mówił raczej w kategoriach – "chcę być w jak najlepszym kształcie". Na boisku to go już chyba nie zobaczymy.

------

G. Grunwald miał udzielił sporego wywiadu, ale zasadniczo farmazonił. Wazeliniarstwo Spero Dedesa osiągnęło poziom ekstremalnych grozi przerwaniem wałów.

18:54, znykajacy
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 lipca 2013

NBA TV trochę mnie zwiodła i meczu z MIA ciągle nie widziałem, bo nie było go w ramówce (powtórka dziś wieczorem). Obiecuje coś jeszcze sklecić – bo pojedynek z mistrzami to jest nobilitacja (szkoda, że TH Jr. nie zagra).

------

Wykorzystując narkozę JR, walcząc z napastliwością Franka Isoli domagającego się prawdy i tlenu na OIO-mie a także wyprowadzając kolejną fintę w fincie NYK skrócili kontrakt Smitha z czterech do... trzech lat... Dezinformacja, sabotaż, prowokacja. Służby wywiadowcze państwa Izrael mogą się schować. Trudno powiedzieć czemu ma służyć to wywołane sztucznie zamieszanie. Kabaret trwa. Alleluja i do przodu.

Problem polega na tym, że cały ten scenariusz przypomina trochę odrzucony sequel filmu „Człowieka który wiedział za mało”. Kompletna amatorszczyzna i fatalny przypadek.

Najpierw staranie ukrywa się kontuzję JR Smitha. To jest bardzo dziwne. Racjonalnie patrząc na sprawę, NYK powinni przecież głośno krzyczeć, rwać włosy, żeby potem je dzielić na czworo. Mówić – „Ło matko, matko jakie nieszczęście, ło dla Boga. Dyć on już chodzić nie będzie. Wołać doktora Wilczura”. Żeby mieć lewar na Kowalskiego. I dać mu jakaś ciekawie rozpisaną zero kosztową umowę opcją. Tak żeby pokryć ryzyko zmiany kursu wody w kolanie. A tu cisza. Przyczajka. Zamknięcie oczu. Nic nie widzimy.

Zaczyna się prowadzić jakąś zakulisową grę. „JR – Ty, ciebie ten kulas boli czy nie”? Bill Murray odpowiada – „Szarpie lekko ale jak nacieram terpentyną i jezuita całuje w kolano to jakby mniej. Czuję, że się samo uleczy”. „WOW JR super to ekstra, że masz taką projekcję”. Ty Muad'Dibie. Ty nasz  To ile sobie dajesz czasu na reinkarnację nogi? Tak do 15 lipca? No to fajnie. Playoffy trochę splatfuszone ale nic to.

Dwa miesiące po... (Początek lipca).

Stan chyba się nie zmienia. Noga rwie jak rwała. „Chłopaki no boli, nadal boli.” „A no nic. Cholera, ale my Cię naprawdę musimy podpisać. Bez Ciebie to dramat będzie. W Andach. Ale żywcem nas nie wezmą. Nie damy się zlinczować. Zrobimy tak. Jak ktoś przyjdzie do Twojej kozetki przynieść jakieś dary, to będziemy mówić – a tak by the way – kolano JR Smith to jest jeden wielki bałagan, tu są zdjęcia, rezonanse a tu jest kawałek martwej tkanki pobranej z łąkotki. Nie macie mikroskopu? Pożyczymy. Hej – nie, no nie ma sprawy, możecie mu zaproponować duże pieniądze – część z nich na kule i balkonik.. No offence. Take your time.. Co nie jesteście za bardzo zainteresowani? Hmmm... Zastanówcie się dobrze. O a tak na marginesie mamy nową porcję badań. Chcecie popatrzeć? Są naprawdę świetne. Jakoś rentgena jest w HD. Co nikogo już nie ma? Hey JR! Wiesz co tu byli tacy Państwo z Millwaukee, Phoenix i jakieś geszefciarze z Detroit podjechali Czinqueczento, ale już sobie poszli. I tak nam się zdaje, że nie wrócą szybko. To co? Robimy symulacyjkę na 4 lata? Dajemy maxa z tego co mamy. No weź się zgódź”.

„Wiesz, co JR ale jak Ty się teraz położysz pod tasak i dasz się sobie obrzezać tkankę to się głos i krzyk podniesie wśród ludu, że wzięliśmy paralitę na pasek pensji i STATowi też po łbie dostanie. Damy na cztery, ale jak się dym zrobił to ich wtedy skręcimy i powiemy, że jest na dwa z opcją na trzy. Może być? Być może. Jedziemy. Daj pan kałamarz”.

I oczywiście wyszło szydło z worka, bo ludzie gupie już nie są, Stana Tymińskiego już przejrzeli i sobie zadali pytania jak to jest. Facet idzie pod młotek dwa miesiące po tym jak mógł się położyć od razu, po tym jak podpisał kontrakt na ponad 26m USD i L4 jest kwartalne. Jakim trzeba być kolibrem żeby liczyć na to, że nie da połączyć kreską trzech punktów. Zachowanie NYK jest tak nieracjonalne i tłumaczenie tak niewiarygodne, że naprawdę doszukuje się drugiego dna. Tam musi coś być...

Glen Grunwald ma zagwarantowaną rolę Samsona w Trylogii Husyckiej.

----------

Nie wiem o co chodzi z tym Właścicielem Dolanem i transferem I. Shumperta w związku z brakiem chęci gry w SL. To jakiś kolejny odcinek Dolanoiady... Uwielbiam ten klub. Siedlisko patologii.


Przynajmniej coś się dzieje.

-------

NYK workoutowali w wtorek B. Browna. Takie 28-letnie cudo z Europy.

--------

S. Dalambert w DAL. Tak dla ostudzenia spalonych słońcem głów.

 

10:30, znykajacy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 lipca 2013

Nie macie czasem wrażenia, że gdyby ZSRR było zarządzane przez management NYK komunizm nigdy by nie upadł, a wujaszek Koba nadal by żył. Myślę że G. Grunwald by sprawił, że Hitler nie przegrałby nigdy żadnej wojny.

Sposób zarządzania informacją w tym klubie jest wręcz porażający. I piekielnie skuteczny. Prawda ukrywana do końca. Przemycana gdzieś bokiem, pod stołem, profilowana przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy, którzy „chodzą” na króciutkiej smyczy co miesięcznej wypłaty. Jest nagi fakt, który od razu zostaje otulony ciepłym słowem tzw. eksperta. Sprzedaje się papkę, dla łatwego bezmyślnego strawienia. Technologia zarządzania wiadomością. W tym NYK są mistrzami świata. Biją nawet LAL.

Pięć dni po podpisaniu kontraktu za 24m USD w za cztery lata, lekko zza węgła lotem koszącym błyskawicy świat obiegła wiadomość, że JR Smith będzie miał:

“patellar tendon surgery and an arthroscopy for a tear in the lateral meniscus of his left knee”

(zdaje się, że to jest mniej więcej to samo co miał jego brat – co jest dowodem, że pochodzą od tej samej matki).

Drobny szczegół. Taki bąbel. „Stan kolana jest/był chroniczny i się pogarszał”. Kropka.

W konsekwencji 3-4 miesiące rehabilitacji. Realnie gotowy na start sezonu w praktyce – kto to może wiedzieć. Ile JRa Smitha wróci?

Ale czy ktoś potrafi powiedzieć, dlaczego podpisuje się taki kontrakt z zawodnikiem którego kontuzja może być balastem płacowym przez najbliższe przynajmniej trzy lata? Gdzie jest sens? Gdzie precedens?

A nie przepraszam STAT. To nie precedens – to już linia orzecznicza.

Czy tę wiedzę o kolanie sprzedano MIL, PHX i tym wszystkim którzy byli zainteresowani(?) JR? Bo byli tacy prawda? Czy może właśnie dlatego nie było oferty?

I jaka zabawna koincydencja.

Informacja obiegła świat po tym jak a) MWP udzielił wywiadu C. Frazierowi i D. Spero potwierdzając fakt swojego przybycia (koszulka Metty zmiażdżyła była– wywiad do obejrzenia) b) światła po meczu z Charlotte już zgasły a ludzie mogący zabrać głos w sprawie leżeli już pod parasolami pijąc zimne wyskoki ze szklanek obsypanych cukrem.

Teraz szybkie opakowanie tzw. „życzliwych”. JR Smith jest „day-to-day”. (Jak zabawnie zauważył W. Frazier – jak my wszyscy). Nie ma ryzyka dla życia/zdrowia. Dobrze, że JR zrobił to teraz. Odważna decyzja etc. Odpowiedzialna. Brawo JR.

Zładowanie na mięciutko.

To jest skuteczniejsze niż rzut R. Allena za trzy w meczu nr 6.

--------------

Co do transferu Metty.

Na swój sposób się cieszę. To fajny gość. Na pewno wprowadzi trochę twórczego chaosu. Jest szansa na to, że stworzą z JR Smithem jakieś nieodgadnione jądro ciemności. Na to liczymy w Redakcji. Z wywiadu wynika jednak, że Ron chce być sfokusowany i nie dziwcie się kibice, że na boisku, będąc pięć stóp od niego omiecie Was tylko niewidzącym wzrokiem. Koszykarsko? Czy on nadal jest TOP25 obrońców? Może być. Wniesie trochę twardości i nieustępliwości, powyżej 10 techników w sezonie. Ofensywnie ma już swoje ograniczenia. Będzie doprowadzał do pasji rzucając kolejne cegły. To nie jest ten Ron Artest, który po 7 meczach sezonu 04/05 sprawiał, że IND szła na mistrza. To sterany życiem freak, kolorowy motyl, Leonardo Da Vinci koszykówki. Mówiąc otwarcie. 6-8 lat temu można było dojść samemu na szczyt po takim newsie – dziś nie czuję mrowienia w lędzwiach Mam raczej podobne uczucie jak to związane z przejściem Kidda w zeszłym roku. Czy ten transfer zmienia coś w hierarchii Wschodu. Raczej nic. Ciągle gorsi od MIA, IND, BKN i CHI (z Rose’m).

Za Maćkiem Kwiatkowskim powiem – „Uspokoiłem się – teraz wiem, że Melo będzie grał na czwórce”.

Lepiej nie będzie. Śmieszniej? Raczej.

-----------

E. Brand wybrał ptasią wolność w ATL. Stokrotki nie pomogły. Nawet Jaś Łukasz III się nie zdecydował na nowojorski wikt i opierunek.

Okazuje się, że cały ten offseason to tak naprawdę teatr, sprowadzający się od samego początku do podpisania chorych kolan JR Smitha, przedłużonej emerytury P. Prigioniego, wymiany złych kontraktów S. Novaka i M. Camby’ego na kawałek niezjadliwej lasagni.

Wokół tego robi się już tylko wiatr opowiadając, że telefony dzwonią, bo NYK są zainteresowani wszystkimi wolnymi agentami, niezależnie od pułapu salary cap (przypominam, że mówiło się o C. Paulu, M. Ellisie) a przecież od początku wiadomo, że realnym celem jest J. Tyler i T. Murry.

LAL zrobili prezent amnestionując MWP, co pozwala próbować budować retorykę, że ten offseason jest jednak wielkim sukcesem i mistrzostwo jest w zasięgu.

Można się dawać ogłupiać, ale trzeba spojrzeć na rzecz realnie.

--------

O SL#3 z CHA napiszę w późniejszym czasie.

-------

PS. My w Naszej Redakcji nie dostajemy subwencji z MSG. Piszemy całą prawdę 24-h na dobę. Prawie jak TVN.

15:16, znykajacy
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 15 lipca 2013

Mecz nr 2. WAS. Janek się Weseli nadal wygląda jak przyjaciel Krecika albo amant z czeskich filmów dla dorosłych. C. Singelton czeka na swój breakout a Otto Porter na chwilę obecną wygląda jak jedno wielkie nieporozumienie. Tyle tytułem podsumowania WAS. Szkoda, że B. Beal jest już za dobry na SL.

Co do spotkania. Momentami oglądając miałem cofkę. Ogólna niefrasobliwość, piłki odbijane od piszczeli, pleców. To się nie zdarza w meczu siedmiolatków.

T. Hardaway Jr. – skręcił nadgarstek i mimo, że się szczęśliwie nie połamał na chwilę obecną zdaje się SL ma z głowy. Jeden dunk. Dwie odpałki, których nie powstydziłby się sam M. Ellis. Balon się dmucha.

C. Leslie –Trochę zamazuje się rzeczywistość nazywając go draft pickiem? To ma uzasadniać obecność w składzie? Wczoraj był naprawdę obiecujący... zaintrygował środowiska zbliżone do PLK...

C. Smith – jest tylko młodszym bratem swojego brata.0-5 z gry i naprawdę żadnego z tych rzutów nie da się nazwać inaczej niż sytuacyjnym. Przygnębia mnie najbardziej klakierstwo M. Breena i W. Fraziera. Jak tylko Młodszy wykona udany kozioł to sugerują się, że jest czarnoskórym Stocktonem a jak poda wyprowadza się podobieństwo antropologiczne do Magica. Panowie mieli na tyle przytomności, żeby w rozmowie z Trenerem Woo nie zadać o niego pytania w kontekście „zrobienia składu” bo wygibas słowny, którym musiałby się posłużyć Mike zadziwiłby posła Cymańskiego. Srebrne Usta gwarantowane. Jestem co raz bliższy wiary w wielki spisek w tej sprawie. To już nie jest kwestia przypuszczenia tylko... pewności...

J. Tyler  - podoba mi się ten młody byczek. Paruje mu czuprynka. Widać, że lubi kopytkiem zagrzebać... Jednak Trener Woo taki bardziej sceptyczny, co do jego umiejętności.

E. Vargas – dwa razy trafił tego swojego latynoskiego jumpera. Ale cztery razy już się nie udało...

J. Brownlee – stworzył wokół siebie coś pozytywnego. Skauci z Filipin zacierają ręce.

T. Murry – tu też ktoś z niezrozumiałych dla mnie powodów zaczął budować jakiś hype – że Murry przypomina C. Fraziera tyle, że nie jest tak „good looking”. W porządku facet się ogarniał, wprowadził pewien ład i porządek, ale jeżeli ktoś jest back upem C. Smitha... to może lepiej wziąć zimny prysznic i tabletkę na ciśnienie pod język.

T. Jennings – miał ładną sekwencję trzech zagrań w 4Q, kiedy wszyscy myślami byli już przy rulecie. Nazwanie go przez stefana brakującym ogniwem składu mistrzowskiego 2014 r. uważam jednak za nadużycie.

J. Jordan – dojechał z Orlando. W jego grze nic się nie zmieniło. Rzuca a piłka nie wpada.    W tym roku obstawiam Słowenię.

J. Brown – to takie małe coś podgolone na karku.

T. Mitchell – chyba ciągle w jet lagu. Musi jeszcze troszkę odespać. Od niego oczekiwałem więcej zwłaszcza po tym co pokazał w BOS. Chyba, że Celtics coś mu dosypali do zupy... Albo jest z nimi po słowie i tu ma odstawić teatrzyk ala Di Steffano.

L. McMorrow - 5 zb. w 6 min. Po za tym trudno powiedzieć coś na pewno.

A. Matthews – to faktycznie jest poziom przyszkolnych Orlików.

--------

MWP już po ablucji. Oczyszczony z wszelkich zarzutów. NYK czy LAC?

Sammy Dalambert na celowniku. Nie dajcie się kupić.

10:14, znykajacy
Link Komentarze (6) »
sobota, 13 lipca 2013

Pierwszy mecz SL za nami. Że przegrany? Eeeee zostawmy to. Ważne, że combo M. Breen -  C. Frazier znowu nadaje. Drużynowo wyglądało to słabo,rdzawo i miało lekkość Tomka Majewskiego w Jeziorze Łabędzim, ale niektórzy pokazali, że coś tam coś tam. Jest się, nad czym zastanawiać zwłaszcza w formacjach „mięsnych”.  Skład jest znacznie lepszy niż rok temu.  

C. Leslie – zwinny, szybki w pierwszym uderzeniu, o posturze tylko lekko otłuszczonego szparaga. Na pozycję nr 4 to on się nadaje chyba w charakterze plastikowego mebla ogrodowego, który łatwo przestawić. Na trójce to on nie ma z kolei techniki. W obronie to jest poziom S. Novaka wersja bez machania rękami.

J. Tyler – to jest ciało znikąd. Zacne double –double. Włączona syrena na obu deskach. Niezły ruch. Ładnie się tam przemieszcza. Do dalszej obserwacji.

E. Vargas – jego liczba punktów zdobytych na parkietach amerykańskich wzrosła o jakieś 10%. Dodał kolejne 12 sekund do filmu o jego karierze. Lekko drewniany. Sztywny w okolicach lędźwi. Pokazał, że nawet jak na siedmiostopowca ma coś na kształt jumpera. Kiedy trafił trójkę, C. Frazier oszalał.

I. Shumpert – koafiurę lekko stunningował na volkswagena Garbusa i lekko posypał czubek opiłkami rdzy. Powiedzmy sobie otwarcie. To, że dostajesz piłkę z boku i przebiegasz z nią połowę boiska jeszcze nie czyni Cię rozgrywającym. Ten eksperyment medyczny trzeba odłożyć, jako naruszający konwencje praw człowieka. To było raz i wystarczy. One and done. Kreował się na lidera. Kwatermistrza. Klaskał, poklepywał, zagrzewał. W pluso minusach… najgorszy… W ataku przebił J. White’a.

T. Hardaway Jr. – próbuje się budować hype co do jego osoby – używa się zwrotu „TH Jr stars SL”. Wciąga się w to wszystko ojca. Po co? Panowie, przepraszam, nie dajcie się kupić. Prawda jest taka. Ten chłopak odpali jumperka z każdej klepki jak stąd do Barwinka. I nic ponad to. Do tego ma selekcję rzutową na poziomie T. Doulgasa połączonego z N.Robinsonem po butelce absyntu na głowę. 13 pkt. w 12 rzutach. 4-12. Nie dajmy się zwariować. I obrona. Nie. On jeszcze o niej nie słyszał. Jemu się ją na razie owiją w bawełnę i podaje smoczkiem dla złagodzenia szoku. A. Rivers – przetopił go na czekoladę, a potem uformował z niego wielkanocnego króliczka i kazał gdakać. To było coś strasznego. Ten nr 24 to nie jest przypadek. Nie nazywajmy jabola małmazją. Błagam.

Akcja meczu:


L. McMorrow, T. Jennings –silnoręcy do dalszych testów genetycznych.

C. Smith – żeby była jasność. Nic się nie zmieniło. Młody Kowalski jest tym samym graczem, którym był. Karykaturą swojego brata. Kozłowanie jest problemem. Podania są wymierzone lekko w trybuny. I ta postura napakowanego w ramionach kabanosa ułożona na cienkich pająkowatych nóżkach. Statysta do kolejnej ekranizacji Planety Małp. Bez charakteryzacji. Idealna pozycja dla niego– wykidajło w barze Skoda. Co z tego? Chłopak idzie na roster. Zwłaszcza, że M. Breen i C. Frazier mieli na kartkach napisane – panowie musimy stwarzać przyjazny klimat medialny i próbować opakować tę kaszankę jako salami. Opamiętajcie się.

T. Murry – lepszy na jedynce niż I. Shumpert i C. Smith razem wzięci. Ok. to nie było specjalnie trudne. Od następnego meczu powinien wskoczyć do S5.

A. Matthews – tylko 5 min. Chudy, surowy. Fajnie boksuje w pomalowany. Ale widać, że to co się dzieje na boisku i w jego mózgu to dwie różne rzeczywistości planetarne. Na rozpalone głowy kilka komentarzy:

DraftExpress: Not a single NBA scout in the building to see A.J. Matthews despite playing in downtown Brooklyn. Not a good sign for him. I think I see why.

DraftExpress: Trying to decide what’s worse watching A.J. Matthews and thinking he’s worth touting as a NBA prospect or never seeing him and doing so…

DraftExpress: Let’s just say I’m glad I only traveled 1.5 miles for this. Super underwhelming… MT @cnibbb1486 A.J. Matthews is just not an nba talent

DraftExpress: Leaving at half. Here’s the scouting report A.J. Matthews is 6-10 not 7-1. Average frame/athlete. No motor/fundamentals/feel. NBA? Come on!

J. Brown, J. Brownlee – trudno coś powiedzieć o tych brązowopodobnych.

-------------

B. Davis – porwało go UFO. Ciekawe, po co mu to osobliwe alibi. Czekam na pierwszy pozew zbiorowy o wspólne zapłodnienie sześciu indiańskich wiosek (w tym osobników męskich).  I na pierwszy raport lokalnej Gwardii Narodowej. Z pewnością more to come. Z drugiej strony, jeżeli to ma być jego formuła na przeżycie kilku następnych lat to znaczy, że w Mango nie przyjmują już idiotów. Kurcze te narkotyki to straszna rzecz.

Wszyscy czekamy na MWP – na razie jest opcja chińska, football amerykański, emerytura i posada subiekta w domach towarowych Centrum. Metta amnestionował też swój telefon.

NYK mają 10 zawodników na rozkładzie. Jeszcze pięciu trzeba dobrać. C. Smith. To daje czterech.

Szpiedzy przemysłowi - T. Mitchell (BOS) i J. Jordan (IND) grali wczoraj jeszcze w SL w ORL. Czekamy na nich z aksamitną poduszeczką i skopolaminą.

O innych transferach raczej mówi się szeptem.

08:43, znykajacy
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje