RSS
środa, 29 sierpnia 2012

Wiem, nie rozpieszczałem ostatnio. Okres taki atroficzny... Ciągle jeszcze liżę ciągle rany po obciążającym sezonie lock-out'owym, ale już powoli zaczynam czuć prawdziwy głód piłki...  

Jeszcze tylko kilka tygodni newsów z serii – T. Chandler w swojej podróży po Tanzanii zadusił gołymi rękami dwugłowego lwa, który terroryzował okolicznych mieszkańców lepianek, JR Smith opublikował jakiś seksistowski żart na twitterze, a Jason Kidd znowu sprawdził homologację alkomatu wracając z nocnej wycieczki.

Off-season zakończył się głośnym ta-dam i był to akord, który być może zmienił układ sił na Zachodzie. Ale... czy nas nowojorskie szczury Manhattanu obchodzi, co dzieje się dalej niż za rzeką Hudson? Moja Knicksocentryczność nie pozwoliła mi nawet oglądać koszykówki olimpijskiej, choć kronikarsko odnotowałem 37 pkt. Melo w bagatela w 14 min. (Anthony faktycznie jakby na twarzy odessany z tłuszczu. Powinien się też chyba cieszyć z tego złotego medalu. Po raz ostatni w swojej karierze patrzy na świat z perspektywy zwycięzcy. Żeby już nikt nigdy nie mówił, że niczego w karierze zawodowej nie osiągnął).

Nowojorski off-season był zdeterminowany przez dwa czynniki – czas i pieniądz.

Czas - bo dla NYK jest on dziś. Tu i teraz. W przedszkolu mojego młodszego dziecka jest taka piękna mądra i wzruszająca myśl Remigiusza Kwiatkowskiego – „Nie wszystkie kwiaty zakwitają razem. Każdy ma czas swój i porę. Niech to dla Ciebie będzie drogowskazem: Nie wszystkie kwiaty zakwitają razem." Tyle, że ta przedszkolna zasada nie ma jednak do Knicksów zastosowania. NYK nie mogą oczekiwać, że ktoś może rozwinąć motyle skrzydła w bliżej nieokreślonej przyszłości, bo jego kokon wygląda na naprawdę solidny (tylko przypomnę, że NYK nie wahali się oddać Shumperta gdyby udało się zrobić s’n’t z PHX za S. Nasha). NYK potrzebują gotowych recept na sukces nie przepisów jak je osiągnąć. Bo sukces musi nadjeść w tym... lub najdalej przyszłym roku... Melo, STAT i Chandler przechodzą w swoich karierach z późnego lata we wczesną jesień. Ich prime is now. Innego czasu nie będzie. Nie da się go wydłużyć, wykreować, czy kupić.

Pieniądz – bo najbliższe trzy lata to czas, w którym trzech zawodników skonsumuje lwią część budżetu, co powoduje, że na pozostałą zawodników będzie składać się zbieranina sierot, przestarzałych weteranów i zawodników po przejściach, którym wydaje się, że mają coś jeszcze do udowodnienia. I to grających za pieniądze do renty. Komuś w menadżmencie NYK wydaje się ciągle, że w składzie są trzy gwiazdy na obraz i podobieństwo tych z MIA, OCK, czy jeszcze nie tak dawno BOS (czy Celtowie są mocniejsi niż byli po tym off-season?), które wystarczy obudować rolersami, żeby zagrała w czerwcu piosenka Queen – „We are the Champions”.

Biorąc te dwa uwarunkowania NYK...  sprowadzili najstarszych z naprawdę starych, poszarpanych przez los... za naprawdę małe pieniądze... Mission accomplished. Pomogło też w jakimś stopniu rozszerzenie interpretacji waivniętych w następstwie wyroku Trybunału Arbitrażowego.  

Przyszli (albo ich dowieźli, zwłaszcza tych nie do końca trzeźwych i motorycznie sprawnych)

J. Kidd – nigdy nie umiałem fascynować się grą tego zawodnika – który choć z pewnością jest genialnym artystą naszych czasów nigdy nie porwał mnie swoimi dziełami. Czy on w ogóle umie rzucać? Za trzy się wyuczył, ale czy, wie co to jumper? 19 lat bez odpowiedzi, Może 6 lat temu, można byłoby się tym transferem naprawdę emocjonować. Ale dziś? Patrząc jak tonie łódź jego kariery, kiedy na boisku szybszy jest od niego facet, który roznosi po trybunach orzeszki i popcorn (nawet biorąc pod uwagę, że wydaje resztę) to jedyne na, co można liczyć to mądry głos doświadczenia w szatni, jakieś opowieści o tym jak to jest kiedy grasz mistrzostwo (przegrywasz i wygrywasz), albo kiedy walczysz na boisku Mosesem Malone... Takie bajki z mchu i paproci. Nie twierdzę, że Kidda nie stać na 15-18 solidnej gry. Na pewno. Tyle, że będzie to gra oparta na zwalnianiu akcji, odpalaniu trójek na skuteczności góra 35% i grze obronnej przypominającej łapaniem wody sitem. Do tego moim zdaniem w powietrzu tli się jego konflikt z R. Feltonem. Zresztą stary mistrz już zapowiedział: „Dla mnie nie ważne jest to, czy zaczynam czy nie – ja chcę być na boisku na ostatnie sześć minut meczu”. How about that Raymond? Przypomnijmy też, że J. Kidd miał Linowi zmieniać pieluchy i posypywać pupkę talkiem, który pewnie znosiłby ten układ z dalekowschodnią godnością. Co do Feltona to wcale nie jestem pewien, czy się na taki niańczenie się zgodzi...  To już jest duży chłopczyk. Będzie sporo ambicji... Co może niestety może wyjść NYK na dobre. Wizja Kidda grającego do 42 roku życia jest… jednak więcej niż przerażająca…

R. Felton – no cóż człowiek pogryziony przez szerszenie (to nie jest biologicznie możliwe, żeby taki obrzęk twarzy wywołało ugryzienie pszczół) ma pokazać wszystkim, którzy zaczęli go identyfikować z żywą reklamą skutków jedzenia junk foodu, że jest w stanie wrócić swoją grą do czasów chyba najlepszego w swojej karierze półrocza z NYK. Felton nie owija – mówi wprost – tak poprzedni sezon był beznadziejny i nie zamierzam tego ukrywać (cóż statystyki tego ukryć nie pozwalają – więc ta szczerość taka fałszywa). Fizycznie zapuścił się jak silnik w syrenie. Mike Breen forsował karkołomną tezę, że jego masa pozwala mu być silniejszym. Felton jakoś się z nim nie zgodził, czym wywołał pewną konsternację. O ile myślę, że Ray będzie potrafił porozumieć się na boisku, ze STATem i Chandlerem o tyle jego gra z Melo to może stanowić istotny punkt zapalny. Też jest dość istotne pytanie, jaką rolę w drużynie będzie chciał pełnić. Jeżeli będzie pretendował do bycia istotnym czynnikiem gry w ataku – takie 12-15 rzutów w meczu – czy ograniczy się do roli kelnera obsługującego STATa, Melo i Chandlera? Ta pierwsza opcja  nie koniecznie będzie się podobała Primabalerinie. W tym upatruję dużych pokładów samozadowolenia.

P. Prigoni – nie oglądałem reprezentacji Argentyny na IO, więc moja wiedza jest oględnie mówiąc żadna. Obiektywnie - 35 - letnia zagadka z mocno przeterminowanym terminem ważności. Pierwszy sezon w NBA w wieku, w którym wielu już schodzi ze sceny? To jest jakiś żart. Ukoronowanie kariery? Jestem sceptyczny. Jego obecność na boisku będzie raczej epizodyczna, choć ja życzę mu jej jak najwięcej. Murowany kandydat na debiutanta roku. Chyba… jeden z najstarszych rookich w historii...

R. Brewer – obiektywnie genialne posunięcie off-seasonu i powiem nawet, że w kategoriach bezwzględnych transferowy steal roku. Rzucający obrońca, który nie umie rzucać. On właściwie nadaje tej pozycji nową nazwę – non-shooting guard. Ale... nie za to ceni się go w NBA. To przytomny obrońca zwłaszcza na obwodzie (co by wypełnić lukę po Shumpercie). Realnie – w NYK zagra tylko ten jeden sezon. Nie jest możliwe, żeby w przyszłym roku grał też za frytki, popcorn i tego wszystkiego, czego nie będzie mógł już zjeść Felton. Ma szansę się wypromować na 4/5m kontrakt. Wszystko do zyskania. Szykowany do S5, co może nie cieszyć JR Smitha.

C. Smith – patrząc na jego popisy (bo tego nie da się nazwać grą) w SL twierdzę, że jego zakontraktowanie jest częścią dealu jaki Earl Smith Senior położył na stole NYK tylko po to, żeby Lord Dżejar przedłużył się na kolejny rok. Nie wierzę, bowiem by o jego zaangażowaniu decydowały jakiekolwiek (powtarzam jakiekolwiek) walory sportowe, motoryczne czy intelektualne. Jest to nepotyzm w najczystszej postaci rodem z partii agrarnej. On jest gorszy niż Andy Rautins. A wiecie jaki był Andy...

James White, Cris Copeland – perły znalezione na śmietniku? Raczej klasyczne zapchajdziury. Są tani, niewiele potrafią i nie będą mieli prawa pisnąć, jeżeli będą królami 4Q w blow outach. Częścią ich wynagrodzenia jest samo to, że zagrają znów w NBA. W SL Copeland miał jakieś przyciemnione przebłyski, ale White wzbudzał tylko litość i podejrzliwość. Chłopcy raczej szykujcie się na [rzybijanie piątek, podawanie ręczników i mieszanie elektrolitów.

M. Camby, K. Thomas –czy tylko ja mam wrażenie, że odbyliśmy powrót do przeszłości na pokładzie DeLorean’a DMC-12 wraz z profesorem Emettem Brownem za sterem? To już było. Jakieś 10 lat temu, a ja nie czuję się młodziej. Mężczyźni w sile wieku. Starsi Panowie Dwaj. O ile M. Camby będzie realnie zmiennikiem Chandlera i defensywnie będzie czyścił strefę podkoszową grając przez pewnie koło 20 min., zbierając średnio 6 piłek o tyle K. Thomas z rzadka będzie zdejmował dres poza rozgrzewką.

Podsumowując. Udało się za relatywnie niewielkie pieniądze sprowadzić weteranów (Kidd, Brewer, Felton, Camby, Thomas, Prigoni), którzy kiedyś wzbudzaliby postrach na parkietach PLK. Dziś to już jednak wątłe cienie, kołyszące się na promieniach zachodzącego Słońca. Ale kto wie, może kogoś są jeszcze w stanie przestraszyć? Jakąś grupę zagubionych dzieci bez latarki?

Odeszli

Jeremy Lin

Być może nigdy nie dowiemy się – dlaczego?. Do dziś nie wiadomo, kto stal za zabójstwem Olofa Palmego, co stało się z cywilizacją Majów i gdzie obecnie znajduje się Bursztynowa Komnata. Odejście Lina to być może jedna z takich wielkich zagadek ludzkości. Jest kilka teorii dlaczego doszło do tego tajemniczego rozstania… Powstanie o tym kilka doktoratów i habilitacji

Moim zdaniem prawdziwa przyczyna jest najbardziej idiotyczna i chyba najtrudniej ją przyjąć bezkrytycznie do wiadomości. „Bogaci ludzie są czasem irracjonalni w swoich decyzjach”. Ambicje, dziwnie rozumiany honor i godność nie pozwalają im przełknąć pastylek, które są obiektywnie do popicia. Właściciel Dolan wściekł się na Lina za to, że ten poszedł do HOU z komunikatem, że w jego pierwotnej wersji kontraktu, NYK na pewno go zmatchują, więc trzeba kontrakt na nowo podrasować po to, żeby jemu było lepiej. I tego James Dolan nie mógł puścić płazem. Nie będzie mu zawodnik mówił, co on kiedy i jak zrobi. Lin i jego agent Montgomery przelicytowali. Nie docenili Właściciela. Nie zrobili dość dogłębnej analizy profilu osobowościowego. Okazało się, że nawet wartość marketingowa Jeremy’ego nie jest priceless, kiedy urażona jest duma… Lin żałuje. Wolałby zostać. Ale tak może nauczy się doić krowy i machać lassem? Wystąpi w jakimś sequelu z Jackie Chanem?  I nie będzie płacił podatku dochodowego…

Drugi powód, który widzę jako podstawę nie zmatchowania oferty Lina– to niechęć/wrogość Melo do osoby Jeremy’ego. Nie mówcie proszę, że przekonały Was te wypowiadane przez Anthony’ego na początku lipca zdania okraszone krokodylimi łzami, „chcę Lina z powrotem, stwórzmy dynastię, ja i Lin najlepsi kumple forever, już mu się wpisałem w pamiętniczku...” Było to tak fałszywe i zakłamane, że nie dało się tego słuchać tak samo jak kiedyś w kinie Kroniki Filmowej. Anthony nie może świecić światłem odbitym. On jest światłem. A kto wie? Może w swoim przekonaniu także prawdą, drogą i życiem. Nie pozwoli, żeby ktokolwiek strącił go z tego piedestału. Nie zdziwiłbym się gdyby powiedział wprost Właścicielowi – „On albo ja”. To jest wielce prawdopodobne.

Trzeci powód, w który w przypadku NYK najtrudniej uwierzyć to ten, że ktoś usiadł z kalkulatorem i powiedział – wait a minute – a jak wycenić 25 gier zawodnika, który wylądował jak UFO na piaskach Nowego Meksyku w 1951 r. Skąd on pochodzi? Kim jest? Czy gwarantuje sukces w najbliższym roku? A jak to jest z tym jego kolanem? Jakie są realne cele organizacji z nim w S5? Czy nie lepiej wziąć R. Feltona, który nie jest może mistrzem wirtuozerii, ale jest tańszy i już się raz sprawdził? Jak mówię trudno to zrozumieć, bo NYK mają przecież przebogatą historię zawodników przepłaconych o niesprecyzowanych bliżej umiejętnościach (A ten strzał w ciemno chyba był jednak nie taki do końca w ciemno). Zmiana trendu? Trwała aby?

Mam mieszane uczucia. Drugi rok Linsanity byłby nie do wytrzymania z całym tym TNT/ESPN/ABC „och i ehh”. Pytanie czy udałoby się wprowadzić go znowu na taki poziom międzyplanetarnej histerii. W HOU pewnie bardzo na to liczą. Tego mi brakować nie będzie. Ale napięcie i walka o wpływy między Melo i Jeremy’m byłaby taka cudownie destrukcyjna… Pod tym względem szkoda… Jeżeli Lin będzie 16/5/8 to będzie szukanie winnego… I to też będzie mocne…

L. Fields – genialny plan storpedowania dealu Nasha przez B. Colangelo sprawił, że Landry stał się bardzo bogatym człowiekiem.  Tego on się chyba sam nie spodziewał. TOR prze/zapłacili za niezdecydowanie, grę na paluszkach ala Fred Flinstone, brak jump shota i powtarzalności. Istny interes życia. Ale może tak naprawdę zapłacono za jego miękki głos i talent komedianta? Realnie. NYK nie mogli wyrównać tej oferty. Nie za te talenta. Żegnam go bez żalu, choć życzę mu jak najlepiej. Był jednym z najbardziej sympatycznych NYKów ostatnich lat. Jeżeli Landry czuje jakiś smutek to Leo Rautins… na pewno go utuli… No i jest szansa na jakis reunion z Andym.

T. Douglas – z „high hopes” do poziomu permanentnego przysiadu na ławce, od którego trzeszczały rzepki (pozdrawiam Cię rzepka). Nie wytrzymał ciśnienia blasków wielkiego miasta i od pewnego momentu cierpiał na permanentny światłowstręt. Miałem wrażenie, że wolałby, żeby go nie było. Stracił radość z gry, humor. Stał się osowiały, bez wiary w siebie. Dostał swoją szansę, ale nie był w stanie jej wykorzystać. Nie wiem, na ile winne były kontuzje, na ile brak umiejętności. Pewnie wszystko po trochu. Może w HOU będzie mu łatwiej, nabierze dystansu, nowego oddechu…  choć… raczej do końca kariery jest skazany na rolę zmiennika. Na razie… Lina… DWTDD! Meczu z CHI nie zapomnimy.

J. Jeffries to już jego drugie odejście z NYK i prawdę mówiąc, jestem dziwnie spokojny, że człowiek bumerang powróci. Wierzycie, że będzie realnie grał w POR? Że złapie jakieś minuty? Wątpię. Nikt nie doceni tej finezyjnej patologii. To nowojorskie zwierzę jest. Nikt nie ma tyle cierpliwości, zrozumienia i wyrozumiałości dla jego astralnych talentów. Jeżeli już za nim tęsknicie to Wasze oczekiwanie zostanie nagrodzone. Wróci. W przyszłym roku.

J. Harrellson – potraktowany jak worek ziemniaków zrobiony z podartych szortów. Oddany bez żalu. Jego koniec rozpoczął się wraz z objęciem steru przez Trenera Woo, który ma do debiutantów stosunek wielce sceptyczny. Wydawało mi się, że w HOU może się próbować zaczepić, ale trzeba było zrobić miejsce dla C. Delfino. Podobno zainteresowanie jego talentami wyraża MIA – co gdyby się to sfinalizowało, oznaczałoby, że NYK są głównymi dostawcami centów na South Beach w ostatnich latach (Curry, Turiaf). Josh powinien gdzieś się załapać, ale jego kariera spochmurniała.

Jerome Jordan – koniec jamajskiego eksperymentu. NBA game over. Na szczęście ciągle ma 7 stóp. Tego go nie pozbawili. Na boiskach Francji i Hiszpanii, może Niemiec, ktoś powinien się nim zainteresować. Jak to mówił legendarny trener Wojtek Łazarek alias Baryła – „Nie każdy kij rzucony na głęboką wodę staje się aligatorem”.  Prawda Czarku T.?

M. Bibby – czas się skończył. Tak jak ten smutny epizod w NYK.

B. Davis – hmmmm… coś czuję, że ten człowiek będzie nas w tym sezonie medialnie nękał…

Dan Gadzurić – zrobił za cudowny asset transferowy. Spinacz po prostu. Dziękujemy. Dzięki Tobie niemożliwe stało się faktem.

Jakoś nie szczególnie, któregokolwiek z tych graczy żałuję. Po za Linem, żaden z nich nie dawał bliżej sprecyzowanych perspektyw na rozwój w przyszłości. Odchodzą bo obiektywnie zawiedli.

Zostali z tych co odejść mogli

JR Smith – chaos za małe pieniądze. Mimo nieprzewidywalności, jaką jest jego gra to wydaje się, że cena za jego usługi nie jest nadmiernie wygórowana. Tyle, że „value” za to „money” jest niemierzalne. Ocenimy po sezonie. Ostatnie PO tej wartości nie zwiększyły…

S. Novak – stał się czwartym zawodnikiem na pay-rollu. Wynegocjował umowę, która zapewnia mu jeszcze czteroletnią obecność na parkietach NBA (Kotwica – sorry - musisz poczekać z ofertą). Moim zdaniem (i powtarzam to jak mantrę) jego wartość zweryfikowała konfrontacja w z MIA, kiedy jedyną jego umiejętnością gry w ataku, którą ujawnił, było chowanie się w rogu boiska. Jest jednowymiarowy jak suwnica. Wystarczy się do niego przykleić i facet wygląda jak przegotowany kalafior. Bronić nie umie, nie biega, nie ma wejścia. Ale dostanie 16m USD. I to jest sprawiedliwe?

Na koniec tytułem pierwszego podsumowania kilka warunków, które muszą, zostać spełnione, żeby NYK stanęli suchą nogą w drugiej rundzie PO. Tych uwarunkowań przychodzi mi do głowy znacznie więcej, ale postawię tylko takie pięć najważniejszych, chyba najbardziej podstawowych.

Warunek pierwszy.  STAT musi dokonać cudu podobnego do wskrzeszenia Łazarza. Ja wiem on ciągle zapewnia, że w poprzedni sezon wszedł jakby z marszu, że był kontuzjowany, obolały i słaby. Dodajmy jeszcze, że w tragicznych okolicznościach zginał jego brat. Tak wiem, to naprawdę straszne wszystko tylko, że go to nadal nie usprawiedliwia. Teraz oświadcza, że jest w formie swojego życia, szczupły, nie złożony bólem i prawie szybszy od The Dream’a. To już było. Po ASG 2012 też mieliśmy zobaczyć dawnego STATa. Zobaczyliśmy, ale na youtubie oglądając mecze PHX. Czy Amare będzie już usychającym białym drzewem? (Tak, proszę, tak!). Może tak, a może nie. Pewnie będzie gdzieś pomiędzy. Czyli nigdzie. Czyli w Polsce (podążając za Alfredem Jarrym). STAT musi poszukać straconego czasu Prouste’a. Wrócić do dynamiki pierwszego kroku, mocnej gry blisko kosza. Powinien zapomnieć o autokreacji rzutu, jump shocie, i w szczególności kozłowaniu. Ma grać prostego pick&rolla. Tylko jak to zrobić skoro spod kosza wypiera go Chandler? A z czwórki wypycha go Melo? STAT wchodzący z ławki? To nie jest możliwe. Bez STATa nie ma jednak, co marzyć o jakieś wschodniej supremacji. Nawet w samym NYC.

Warunek drugi.  Melo musi zrozumieć, że koszykówka jest grą zespołową. Tak. To może być dla niego szok jak to, że Kopernik była kobietą. Anthony jest w moim przekonaniu przypadkiem nieuleczalnym. Nigdy nie podporządkuje swojej gry pod uszyty schemat, w którym on nie będzie grał pierwszych skrzypiec. Nie zaakceptuje tego, że mógłby być tym drugim w ataku. Sam przeciwko wszystkim. Izolacja, jumper i patrzymy, co dalej. Jest spoko. Zawsze można się głupawo uśmiechnąć. To się nie zmieni. On się nie zaadoptuje. Druga rzecz, która jest niewykonalna to to, że Anthony stanie się liderem drużyny. A pisząc to mam na myśli, że będzie zawodnikiem, wokół którego inni staną się lepsi, że będzie inspirował, zachęcał do gry ponad poziom obiektywnych umiejętności. Jordan to miał, Kobe to ma, James chyba też. Anthony jest zbyt skupiony na sobie i własnych osiągnięciach by móc dawać innym impuls to przekraczania granic własnego potencjału.

Trzeci warunek.  Melo i STAT muszą zacząć grać prawdziwy defence. Nie udawany, powierzchowny, polegający na wystawianiu ręki dwa metry od przebiegającego przeciwnika. Czy te dwa defensywne lekkoduchy są w stanie coś zrobić ze swoją mentalnością obronnego tumiwisizmu? Wątpię. Nie sądzę. Nie wierzę. Nie ma nawyków, determinacji. Nawet Woo tego nie zrobi. Nie ma siły. A bez obrony to można wygrać pojedynczy mecz a nie serię w PO.

Warunek czwarty.  R. Felton musi zacząć grać tak jak jeszcze nie grał w swoim życiu. Skaleczony przez życie, odrzucony dwa lata temu,ma wyhodować skrzydła by zostać pegazem. Ma być silnikiem to play book, który napisze mu Trener Woo (ciekawe czy potrafi). Jest w nim jakaś buta, charakter, chęć pokazania się, że jego kariera może jeszcze nabrać barw innych niż neon McDonalda. Czy wróci Raymond tuż sprzed transferu do DEN? Czy ożywi STATa? Czy zadowoli Melo? Czy da impuls Chandlerowi do grania prostej gry w ataku – alley oop i dunk? Dużo pytań, dużo oczekiwań i jeszcze więcej wątpliwości. Jemu, cholera może się udać. To by było straszne.

Warunek piaty. Ile spotkań realnie jest w stanie zagrać klub Wesołego Staruszka? Kidd, Camby, Thomas i Prigoni. Mają razem prawie 200 lat. Doświadczenie, erudycja boiskowa, obeznanie z różnymi aspektami gry, wzlotami i upadkami. Mogliby pisać przewodniki o NBA dla młodzieży. Tyle, że wiedza ogólna jednak chyba nie wystarcza. Konieczne jest jeszcze paliwo w baku. Ile ma go Kidd i Camby dwaj jak się wydaje kluczowi gracze rotacji? Mam niemiłe przekonanie, że są to już opary. Taki Camby nigdy nie rozegrał pełnego sezonu i lubi trzasnąć jak zapałka. Kto wtedy będzie zmieniał STATa/Chandlera?

Tyle podsumowującej refleksji. Teraz już tylko odliczanie do początku sezonu.

Waham się. Coś trzeba zmienić w tych NI. Straciły one ostatnio walor impresji i stały się zbyt długie... Szukam jakiegoś nowego otwarcia.

Nie wiem, ale jakoś dopiero teraz połączyłem impresje z Impresją. Myślicie, że Claude Monet kibicowałby Knicksom?


21:47, znykajacy
Link Komentarze (33) »

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje