RSS
poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Przyznaję ten wpis idzie mi jak krew z nosa. Zacząłem tak z trzy tygodnie temu i tak kapię słowami.

Podpisanie kontraktu z B. Udrihem chyba ostatecznie kończy nowojorski tasiemiec off-seasonu. Moda na sukces. Gdyby NYK zakontraktowali wszystkich zawodników, do których udało im się dodzwonić w ciągu ostatnich sześciu tygodni mogliby wystawić jakieś dwanaście różnych zespołów. Na szczęście tak się nie stało. O wszystkich nie dałbym rady pisać. Telefony jednak nadal dzwonią…

Ocenę off-season trzeba zacząć od faktów. A brzmią one następująco. 14 zawodników zaokrętowanych. Jeden wolny spot. Na bezrybiu i włoska langusta musi robić za szczupaka. Ale co zrobić? Media muszą czymś żyć.

NYK będąc zakładnikami swojej sytuacji płacowej byli skazani na robienie szumu z wiatru. Na koniec dnia tylko niewprawne oko nie zorientowałoby się, że wszystkie te ruchy były tak naprawdę pozorowane jak walka z reformą KRUS-u.

Dlatego, Ci którzy czekali na coś naprawdę spektakularnego chyba nie mogą czuć się rozczarowani. Nic się nie wydarzyło. Nie mogło. NYK nie dokonali żadnego transferu, czy wymiany która urealniłaby ich marzenia o przejściu do finału Eastern Conference (tu się zatrzymajmy). Zachowano status quo i kolana Amare. Amen. Pieniędzy było akurat tyle, żeby wepchnąć trochę waty szklanej między futrynę i framugę. Jakoś się izba zamknie.

Bargnani Trade – czyli poprawianie wyniku finansowego

Pierwsza rzecz to ciągle nie mogę się nauczyć pisowni jego nazwiska. Zawsze się zastanawiam czy po pierwszym „n” jest „i” czy nie. Nie jest. Myślę, że to w końcu to opanuję.

Boże chroń Toronto! Dla tych, którzy się mniej orientują w geografii NBA, to taka sympatyczna mieścina w Kanadzie, do której w zeszłym roku zrobiono pierwsze przyłącze do internetu, ludzie chodzą w rapciach z kory i jedzą konfiturę z żywicy. Poważnie.

Management już drugi raz w ostatnich dwóch latach robi NYK nieprawdopodobną przysługę. Po pierwsze ukradli nam to bożyszcze tłumów lewą półkulę R. Rautinsa -  L. Fieldsa (hej gdzie są Ci wszyscy, którzy morze łez wypłakali, gdzie szaty żałobne, gdzie kadzidełka? (cisza)) za pieniądze które sprawiają, że w porównaniu budowa kilometra A-2 nie wygląda już wcale tak tragicznie. Jak mocne taśmy musi mieć z przeszłości Glen Grunwald na właścicieli TOR, że zrobili to znowu? Zbiorowa orgia z karibu? Szafa Lesiaka to przy jego archiwum jest podobno aktówką… Amare w TOR? Za pół roku?

Ktoś tam jednak wreszcie przejrzał na oczy i przytomnie ocenił, że A. Bargnani (jeden z największych jedynkowych bustów w historii) raczej nie będzie drugim D. Nowitzkim. I bliżej mu raczej do europazaura niż do tyranozaura. Ta lekko przydługawa refleksja zajęła im siedem chudych lat. Musieli mieć tam chyba serdecznie dosyć obgryzania liści z najwyższych pięter.

Bo kto przy zdrowych zmysłach wziąłby S. Novaka? Nawet w charakterze lokaja do podawania fraka? O M. Cambym nie wspomnę, bo Marcus był wtedy tylko zapisem księgowym o wadze słoniowej nogi (dziś ). A może chodziło o Kuku-rydza? Nie wiem. Mrocznymi drogami podążają myśli T-Rexów…

Sam Bargnani też nie jest już pierwszej świeżości. W swoim życiu ciągle jeszcze nie przechodził obok siłowni. Fizycznie przypomina bardziej żelka misia haribo, niż koszykarza. Ma permanentnie jakieś naciągnięcia żuchwy, zwieraczy czy podstopia, co ogranicza próbę myślenia o budowaniu jakieś długofalowej formy w oparciu o jego występy.

Nie twierdzę. Andrea może mieć ciekawy sezon. 24 min. 13 pkt 5 zb. plus jakieś didaskalia. To się może nawet statystycznie bronić w kategoriach bezwzględnych. Jeżeli do tego przekroczy liczbę 41 meczy w sezonie to na koniec dnia odtrąbi się sukces i intuicję Glena Grunwalda i powie się– no mogło być naprawdę gorzej (media w NYC mają tendencję do przesady). Ale systemowo? Koncepcyjnie? To nie jest transfer, który coś wnosi. Raczej powoduje totalną konfuzję i fundamentalny brak zrozumienia. Że jak? Boski duet Amare Andrea z ławki? AA w akcji? A może Drużyna A? Bargnani w S5? Melo na trójce? Ja nie operuję takimi kategoriami poznawczymi. Trener Woo tym bardziej. Wyjdzie z tego jakiś defensywny potworek, choć jak mówię A. Bargnani jest jednym z najlepszych obrońców w post. Roy Hibbert właśnie głośno przełknął ślinę.

Jedyny sukces to ten czysto księgowy – w 2015 r. nie straszy NYK już kontrakt S. Novaka… Za to daję like’a.

P. Prigioni – powrót Shai Huluda

Wiara, że Pablo w wieku 36 lat jest w stanie grać 20-25 min. przez 82 spotkania wydaje się być zbliżona do przekonania o istnieniu niezniszczalnych terminatorów przybywających z przeszłości. Pablo to ciekawy gracz. Nie ma co ukrywać. Przystojny, inteligentny, z którym nie bałbyś się puścić swojej osiemnastoletnie córki na bal maturalny. Ja wiem, że on jest żylasty (musi pić wieczorami kompot z formaliny) przypomina raczej fremena po zdjęciu filtraka, ale poważnie, czy można myśleć o nim jako o zmienniku R. Feltona? Zawodniku, który pociągnie grę przez naście minut? To przedłużenie takie bardziej sentymentalne (pod kibiców) niż wnoszące coś realnego do gry.

JR Smith – normalnie być nie mogło

Od wielu miesięcy twierdzę, że w tym przypadku Glen Grunwald nie miał żadnej opcji. I to nieważne, czy JR przedłużył się z jedną nogą, czy z dwoma. NYK nie mogli sobie pozwolić na oddanie jego 18 punktów z ławki. Mroczny Jeździec Apokalipsy musiał zostać podpisany i szczerze mówiąc byłoby znacznie ciekawiej z punktu widzenia redakcyjnej perspektywy, gdyby uwolnił się w jakimś białym stanie (świadomości?). To byłby np. impuls dla I. Shumperta, żeby powstać. Dark Knight rising. Nie lubię Smitha. Jako gracza, człowieka i metafory. I to jest niechęć silniejsza niż obiektywna redakcyjna radość z faktu, że jego obecność jest gwarantem tego, że NYK zmierzają wprost do zagłady. Nie lubię go bardziej niż to, niż to że źle życzę Knicks. To dziwne uczucie. Pełne sprzeczności.

W sumie nurtuje mnie tylko w kontekście jego osoby, czy realnie obok oferty NYK było coś jeszcze na stole? Czy to była tylko operacja Argo? Czy te negocjacje miały jakąś realną dramaturgię i temperaturę? Czy tylko wszystko zostało doskonale zaplanowane – NYK wiedzieli o kontuzji i zdawali sobie sprawę, że nikt w świetle nowego CBA nie jest skłonny przepłacić za gracza który jest niesprawny nie tylko umysłowo. Czy NYK grali w ciemno, choć w otwarte karty? Może o przedłużeniu zadecydowało to, że JR z dwunastu zagwarantowanych milionów dolarów za dwa lata dostał promesę na zapłatę górką dziewięciu (co chyba nie świadczy najlepiej o stanie finansów rodziny Kowalskich). Może gdzieś, kiedyś poznamy szczegóły. Ale cała ta komedia z długością kontraktu wpisuje się w pewien obraz i podobieństwo nowojorskiej komedii pomyłek.

To już historia. Teraz bardziej palącym pytaniem jest, kiedy Smith powróci i kim powróci? Czy nadal będzie człowiekiem? Na razie zrobił sobie na głowie wielkanocnego kurczaczka (trener Woo już wyraził swoje daleko idące niezadowolenie). Pojedynek wizerunkowy z MWP zapowiada się jako wydarzenie sezonu.

Metta World Peace – socjalistyczna walka o pokój

Można powiedzieć to chyba oficjalnie. LAL uratowali medialnie Knicksom off-season. Byli jak gwiazdka z nieba. Jak Mikołaj, który przychodzi w lecie, ze spóźnionym prezentem. PR-owo udało się to podpisanie nadmuchać do poziomu gumowego krytego basenu. Zagłuszyć ciszę.

Nie wierzę, jednak że pojawienie się MWP przesuwa NYK we wschodnim wyścigu ponad BKN czy IND. O MIA nawet nie wspomnę. Tak. Zgoda. Metan wniesie pewną twardość, nieustępliwość i szaleństwo, ale motorycznie to on się już bardzo posunął w latach. Jego prime jest już gdzieś na youtubie. On nigdy nie miał lekkości żurawia, co najwyżej tego portowego, a teraz nawet to porównanie wygląda na komplement. Do tego to bieganie na paluszkach i zacięcie do brania gry na siebie, kiedy nic mu nie wychodzi. Może być powodem i źródłem frustracji Wierzących, jego gra na przełamanie po niecelnych siedmiu rzutach. Tyle tylko, czy Ron-Ron musi jeszcze coś, komuś udowadniać? Jako zawodnik może mówić chyba o pewnym spełnieniu. Majstra ma. Nawet dwa. I to takiego, że Kobe powinien go w czasie Wielkanocy całować przy jajeczku. Artest jest już w tym wieku, że powinien umieć się podporządkować. Z deklaracji słownych wynika, że taki ma plan. Oddanie parkietowi, drużynie i fanom –liczy się tylko koszykówka. Jest tylko jedno pytanie – czy NYC wyciągnie po niego swoje głodne macki. Czy dojrzał na tyle by oprzeć się wielkiemu Cthulhu – Przedwiecznemu? Czy potrafi iść po meczu pod prysznic a potem założyć bamboszki i oglądać Telewizję Trwam? JR Smith chyba na to nie pozwoli. Będzie jątrzył i kusił.

K. Martin - siła spokoju

Było trochę adwentowego wyczekiwania, niepewności, w pewnych kręgach nawet strachu– ale ostatecznie Kenyon dostał miejscówkę na następny sezon. Raczej w charakterze pampersa petryfikującego zawartość, niż czynnika, który stanowi o czymkolwiek. Kto wie, czy przy kontuzjogenności Amare i Andre nie okaże się, że wszystko spoczywa na jego wytatuowanym ciele?

B. Udrih – słoweński killer

Tak naprawdę to może być steal tego offseasonu. Mój typ do unheralded player. Gość jest w tej lidze już 9 lat… a ja właściwie nie potrafię wiele o nim powiedzieć (czy dobrze broni?). Na pewno nie rzuca za trzy. Atletą za wielkim nie jest, ale solidnym rzemieślnikiem na pewno. Nie sądzę, żeby był na niego jakiś wielki hype, bo on medialnie jest taki nienowojorski. Te włoski opadające szczecinką na czoło, bródka nieogolonego kierowcy ciężarówki z Montany i lekko wylękniony wzrok faceta, który jedzie autobusem bez biletu.

Podobno sprowadzono go nie tyle, dla jego koszykarskich umiejętności (Maciek Kwiatkowski zwrócił mi uwagę, że Beno jest królem pull-up jumpera w ataku) ale po to, żeby bawić Bargnaniego, który nie potrafi zrozumieć mowy czarnoskórych ziomali i w ich gronie czuje się trochę blado.

Wysokość jego kontraktu Beno świadczy tylko o tym, ze kryzys w Ameryce nadal trwa. I to jest zła wiadomość dla światowej ekonomii. Z 7m w zeszłym sezonie zszedł do minimum weterana… To o czymś świadczy. Czy NYK mogą być dla niego trampoliną do dobrych pieniędzy w przyszłym roku (3-4m za sezon?). Może. Wszystko przed nim, mimo że ma już 31 lat. W rotacji stawiam go przed Pablo P.

Mało się o tym mówi, ale Benio ma dwa tytuły mistrzowskie, więc może prowadzić wieczory przy ognisku snując gawędę przy gitarze i odpowiadając na pytania roziskrzonych oczu – „Beno jak to jest kiedy zdobywa się pierścienie? Jak to jest kiedy gra się o naprawdę najwyższą stawkę? Jak to jest kiedy to wszystko ogląda się z ławki…”

Tim Hardaway Jr. – w imię ojca. I syna.

NYK wybrali gotowy shelfowy produkt. Tim Jr. jest jak Windows wersja podstawowa. Do zainstalowania. Paradoksalnie, ze względu na pewną płytkość składu na pozycji dwa Junior ma szansę na ugryzienie kilku zdrowych minut (pytanie gdzie będzie JR Smith w listopadzie), zwłaszcza, że nie wymaga zbyt wielu zabiegów pielęgnacyjnych. Może iść od razu na linię frontu. Zadania na proste. Strzelać. Tim z pewnością nie jest jak pleśniowy ser, który będzie dojrzewał i nabierał aromatu. Jest raczej jak serek homogenizowany. Do natychmiastowego przełknięcia. Mnie szczerze mówiąc nie przekonał. Prawda jest też taka, że nie dał mi zbyt wielu szans waląc się jak grucha na nadgarstek w drugim meczu SL... Nie będę, więc pochopny. Jedno jest pewne. Ten chłopak nie wstydzi się oddać rzutu z żadnej pozycji i nie będzie odczuwał zażenowania spowodowanego jakimkolwiek odpaleniem. On może sprawić, że JR Smith poczuje się winny, że on ma jeszcze trochę godności. Problemem może być upside. On nie wydaje się go mieć za wiele (I. Shumpert ma go z pewnością więcej, choć nie jest lepszym strzelcem od Hardaway’a). Ale to jest pytanie za 2-3 lata. A za ten czas to Tim, może mieć już reunion z ojcem w MIA lub GSW.

J. Tyler, CJ Leslie – w poszukiwaniu nowego C. Copelanda

Te kontrakty nic nie kosztują a w praktyce mogą się tylko opłacić. NYK jakby pomyśleli i dali obu graczom niegwaranty na 2 (Tyler) i 3 (Leslie) lata. CJ Leslie wygląda za nieco zbyt wątłego w biodrach, żeby grać na pozycji silnego skrzydłowego a na pozycję numer trzy w NBA chyba brak mu jednak tych elementarnych cech – talentu i umiejętności. J. Tyler jest młodym niespokojnym bysiem o łagodności aligatora wyciągniętego z wody i wrzuconego do przerębla. Jeżeli jest celowany na zmiennika T. Chanldera (no bo kto z drugiej strony?) to ma szanse na 12-14 minut w meczu. Biorąc pod uwagę, jednak generalną niechęć Trenera Woo do dawania szans młodym – minuty T. Chandlera będzie kleił K. Martin i A. Bargnani.

W optymalnym scenariuszu chłopcy mają szansę być królami blow –outów. W najgorszym - przyjmą rolę równoważnika pensji przy jakimś kolejnym dealu.

Nr 15 – czyli brakujące ogniwo

Albo będzie beauty contest – zaprosi się kilku graczy na training camp, w którym główną nagrodą będzie niegwarantowana umowa na rok przyszły, albo jeszcze się zatrudni jakiegoś ufoludka (Cole Aldrich, Earl Barron, Jason Collins, Hamed Haddadi, Jared Jeffries, Jerome Jordan, Shavlik Randolph). Jared Polska czeka!

Trzy refleksje dodatkowe.

Pierwsza. Zastanawiam się od momentu upadku STATa – jaki będzie śródtytuł w Wikipedii o historii Knicks na lata 2010-2015. I chyba to wreszcie mam.

The rise and immediate fall of Knicks (2010-2015).

Brzmi to jak napis na nagrobku.

Druga. Waham się czy ciągle newsem off-seasonu nie jest złożenie przez STATa wniosku o obywatelstwo Izraela?

Trzecia. Wydarzenia sobotniego wieczoru wywołały u mnie zapytanie, czy właścicielem naszego klubu nie jest dwu metrowy kolorowy ptak, rozpościerający skrzydła, który przylatuje zawsze w piątki na imprezę starej hipiski gdzieś z wyspy na dalekiej Tajlandii…

01:18, znykajacy
Link Komentarze (30) »

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje