RSS
środa, 30 września 2009

Trener Mike ucieka do przodu. Trener Mike szokuje… Trener Mike przechodzi do… obrony. Złożył właśnie publiczną deklarację, że NYK będzie w pierwszej połówce najlepiej broniących drużyn w NBA (15 drużyną było Dallas). Czy wyznaczanie celów niemożliwych do zrealizowania ma jednak jakiś sens?

Po raz kolejny przypomnę, że w zeszłym sezonie Knicksi byli statystycznie ostatni w blokach, trzeci od końca w liczbie straconych punktów i procentu z gry przeciwników. D-NO! Defence- NO!

Zabawne, że defensywne oświadczenie składa coach którego pieszczotliwie nazywa sie Trener No D. O ile niewielu jest lepszych w kreowaniu schematów w ataku to w obronie jest niewielu gorszych… (nie chcę teraz rozpoczynać dyskusji na temat czy mistrzostwo da się zdobyć bez defensywy – ale z pewnością kiedyś wrócę do tego tematu).

Czyżby trener Mike miał zamiar zmodyfikować swój system 7 seconds or less (mess?)? Na to wygląda. Trener sam przyznaje, że popełnione zostały błędy w tym obszarze w zeszłym sezonie. Ale teraz trzeba to zmienić. Skład jest właściwie taki sam, więc o ile każdy z graczy zna swoje miejsce w ofensywie, bo przez ostatni rok Trener Mike wpajał im zasady rządzące systemem, to teraz faktycznie jest czas, żeby przyswoić trochę zasad rządzących obroną. Tylko czy ten trener to potrafi? Wątpliwe. Bo to oznacza, że sam Mike D'Antoini musi zmienić swoją mentalność.

Ciekawe też na czym będzie poległo to usprawnienie gry obronnej. Moim zdaniem niezależnie od tego jaki pomysł miałby trener Mike na defensywę to i tak brakuje mu wykonawców. Gracze NYK są po prostu nędznymi obrońcami. A pewnych nawyków w obronie dwudziestokilkulatków już się nie nauczy.

A teraz parę zdjęć z boiska.

Podobno wszyscy się pięknie ruszali w czasie pierwszej 90 minutowej sesji. Było trochę jeden na jeden, troszkę kozłowana po całym boisku, rozciąganka. Cieszyli się piłką aż miło. Wieczorkiem była już sesja ze schematami i grą.

 Pierwsza piątka wyglądała tak: Duhon, Chandler, Gallinari, Harrington, Lee.

Personalnie.

Danilo Gallinari ponoć imponuje dojrzałością.  Nie widać, żeby trapiła go kontuzja pleców, pokazał parę dobrych defensywnych zagrań. I była w nim jakaś złość po każdym niecelnym rzucie (najczęściej po zwodzie w lewo). Podobno trafił 50 z 60 jumperów. Miejmy nadzieje, że uda mu sie zachować tę zawziętość i wolę walki jak najdłużej. Trener Mike nie pomaga mu zresztą mówiąc – to najlepszy strzelec jakiego widział w życiu. Biedny Gallo każdy wywiad rozpoczyna od odpowiedzi na to pytanie. Trzymaj się chłopaku.

Eddy Curry z zabandażowaną nogą utrzymywał tempo w pierwszej sesji i wydawał się szybszy i mniej drewniany niż w czasie trzech gier, które rozegrał w zeszłym sezonie. W wieczornej gierce brakowało mu już jednak sił i po jednej ze zbiórek zszedł z boiska kulejąc. Do gry już nie wrócił. Kiedy wróci do gry na razie nie wiadomo.

Al Harrington i Jared Jeffries – wzięli na siebie część słowno –wokalną. Pokrzykiwali i tłumaczyli młodszym kolegom zagrywki. Jared Jeffries chyba wie, że sportowo się nie przebije próbuje odkryć w sobie lidera i wychowawcę młodzieży. Intrygujące.

Toney Douglas wygląda pewniej niż Jordan Hill, który niestety grał tak jak Summer League. Brakuje mu tego wszystkiego czego się od niego oczekuje. Przebojowości, waleczności, ostrej gry w obronie. Wygląda na to, że jest raczej projektem niż graczem gotowym wejść na 20 minut. To dopiero pierwszy dzień, więc nie bądźmy zbyt surowi w ocenach.

David Lee i Darko Milicic (który najmniej się śmieje z całej grupy) biegali jak wciekłe psy do ataku, co pokazuje, że może być naprawdę ciekawie jeżeli chodzi o liczbę opcji w ofensywie.

Sun Yue ćwiczył jump shoty piłką lekarską (???).  

W niedzielę mecz z sąsiadami zza miedzy.

____________________________________________________________

PS. Ponieważ nie jestem informatycznie dość biegły będę wdzięczny każdemu, kto podejmie się ożywieniu graficznemu Impresji.

11:49, znykajacy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 29 września 2009

Pierwszy dzień zgrupowania w Saratodze był dniem dla mediów. Zawodnicy zjechali się, zostali otoczeni przez hordy dziennikarzy z mikrofonami i przy stoliczkach odpowiadali grzecznie na zadawane pytania. Z tych odpowiedzi oczywiście próbuje się zbudować pierwszą projekcję wyniku w sezonie 2009/2010.

Nastroje oczywiście buńczuczne, że potrafimy, że możemy, że wspaniały trener, że czas przywrócić chwałę tej drużynie, że wszyscy nakręceni etc. (Podobno tylko w głosie Milicicia jakaś taka rezygnacja. Zostanę w NBA dobrze. Nie zostanę drugie dobrze. Serb chyba nie za bardzo ćwiczył w czasie tego lata więc nie należy się od niego niczego specjalnego spodziewać. Szkoda.)

Po ośmiu przegranych sezonach z rzędu trzeba mieć naprawdę dużo zapału, żeby nadal śnić o potędze. Jak zauważył któryś z komentatorów przez te wszystkie lata nie było w zespole chemii, przywództwa, talentu i planu. Co jest dziś?

Chemia - Szansa na nią jest moim zdaniem niewielka biorąc pod uwagę, że jest tylko jedna piłka i wielu zawodników, którzy są w ostatnim roku kontraktów. Kwas w szatni murowany. Panie trenerze a dlaczego on mi nie podaje?

Przywództwo – ciągle nie wiemy kto ma być liderem zespołu. Czy dziadki podporządkują się młodym?

Talent – jest pewnie więcej znaków zapytania (jak zresztą sam mówi Trener Mike) i pobożnych życzeń niż samych umiejętności. Jest nadzieja, że niektórzy młodzi zawodnicy dokonają spektakularnego progresu.

Plan - jest, ale nie sportowy tylko organizacyjny związany z przyszłym sezonem i cap spacem.

Mankamenty niestety pozostały – brak rasowego strzelca, brak obrony, nieumiejętność blokowania rzutów i wygrywania końcówek a także Duhon na jedynce. Biorąc pod uwagę, że skład osobowy drużyny właściwie się nie zmienił, trudno oczekiwać jakiejś dramatycznej poprawy w tych kilku aspektach.

A teraz trochę po nazwiskach.

Eddy Curry - wygląda dobrze (chyba faktycznie schudł ze 20 kg – ciągle jednak waży pewnie grubo ponad 150 i z jakiegoś powodu urósł do 7 stóp – zawsze było 6-11), ramionka mu zmężniały od pompek, ale sam czuje, że na chwilę obecną nie jest jeszcze do końca gotowy do gry. Już sobie naciągnął ścięgno podkolanowe i nie ćwiczy od kilku dni. Problem z Currym polega na tym, że system Trenera Mike’a nie był dostosowany do tego zawodnika, co więcej system nie przewiduje takiego zawodnika. Pytanie czy Eddy da się w ogóle w niego wkomponować. Eddy zdaje sobie sprawę, że może być wytransferowany i przyjmuje to na klatę.

Al Harrington – trochę się napakował. Ostatnie osiem tygodni dźwigał ciężary czego nie robił nigdy w przeszłości. Złapał z pięć kilo. Zdziwił się, że od tego nie przybyło mu szybkości tylko siły (???).

Chris Duhon - mówi że jest fizycznie i mentalne przygotowany do najbliższego sezonu i jego ciało nie powinno „pęknąć” jak w zeszłym roku.

Wilson Chandler – trochę zdziwiony pogłoskami, że będzie grał na dwójce. Nigdy nie grałem, to wyzwanie, pozostaje do dyspozycji trenera.

Danilo Gallinari  – troszkę przestraszony (smyrał się po ramieniu odpowiadając na pytania), ale twierdzi że jest gotowy do gry.

David Lee – wierzy w sukces i to, że drużyna da z siebie wszystko.

W sumie wszystkie te wypowiedzi to straszne nudziarstwo.

Dziś zaczynają się zajęcia z koszykówki, które pewnie zweryfikują realne oczekiwania na ten sezon.

Na rosterze NYK znajduje się w chwili obecnej 20 zawodników (w tym jeden wirtualnie - Mobley) z czego 13 ma gwarantowane kontrakty. Zawodnicy z niegwarantowanymi kontraktami zawalczą o miejsca 14-15.  

Dla uporządkowania:

Gwarantowani: Wilson Chandler, Eddy Curry , Toney Douglas, Chris Duhon, Danilo Gallinari, Al Harrington, Jordan Hill, Larry Hughes, Jared Jeffries, David Lee, Darko Milicic, Cuttino Mobley, Nate Robinson

Niegwarantowani: Sun Yue, Warren Carter, Gabe Pruitt, Marcus Landry, Ron Howard, Joe Crawford, Chris Hunter.

11:22, znykajacy
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 września 2009

Gdybek pierwszy

- Mam 33 lata, jestem w ostatnim roku mojego kontraktu, zostałem już w lipcu wytransferowany do zespołu, w którym właśnie się zorientowałem, że nie mogę liczyć na zbyt wiele minut, bo gra tu jeden z najlepszych rozgrywających ligi... A kto mi da na koniec kariery dobre pieniądze jeżeli nie będę grał…  Eeeee dlaczego tak późno się zorientowałem?… Eeeee no sam nie wiem. Ale chętnie grałbym w NYK. Proszę weźcie mnie do siebie…

Z takim podobno słowami zwrócił Rafer Alston.

Hmmm... powiedziałbym ciekawa propozycja. Alston nie jest może wielkim rozgrywającym, ma raczej opinię rzemieślnika i niezłego obrońcy choć nie najlepszego strzelca (średnio skuteczność z gry39%). Z pewnością jest jednak lepszą jedynką niż Duhon. Problem to spory kontrakt 5,25m – (tak naprawdę nie ma kogo oddać w zamian) no i to że gra w NJ. A przyjaciele zza miedzy z pewnością nie będą chcieli ułatwić Knicksom życia. Walka o LBJ się zaczęła.

Gdybek drugi

Charlotte podobno robi dzyń-dzyń do każdych drzwi i prosi: A może byście wzięli Pana Dzwonka?

Co by było gdyby Bobcats zapukali do drzwi biura Pana Walsha?

Raja to ulubiony gracz trenera Mike’a, który wielokrotnie deklarował „Potrzebuję go tutaj” – zwłaszcza wtedy, gdy NYK schodził z boiska mając 120 pkt wrzuconych do koszyczka. Bell najlepsze sezony rozegrał właśnie pod jego skrzydłami w Phoenix. Kontrakt identyczny jak Alstona – jednoroczny za 5.25m, więc w praktyce ten sam problem – nie za bardzo jest kogo oddać. Plus jest taki, że angażując Bella NYK nie naruszą cap space 2010. Od strony sportowej Raja na pewno wzmocniłby zespół w obronie – to to on na pewno potrafi. Grałby na dwójce, więc realnie kolidowałby z Chandlerem i raczej postawił znak zapytania dotyczący liczby minut, które mógłby dostać Hughes… Żeby podpisać z nim umowę potrzebny jest chyba trzeci zespół, a na to jest jak się wydaje trochę za późno.

Ponieważ nie jestem za blisko z Charlotte może ktoś mi z ciekawości odpowie dlaczego chcą się pozbyć Bella?

Gdybki trzy i cztery

Na obóz przygotowawczy do Saratogi pojadą jeszcze Marcus Landry – skrzydłowy (25 lat, 6-7 wzrostu 215 lbs. wagi) były gracz Wisconsin Badgers, oraz Ron Howard rzucający obrońca (27 lat, 6-5, 185 lbs. troszkę chudziaczek) który ogrywał się ostatnie dwa sezony w D-League w zespole Fort Wade Wild Ants. Ron nie umie rzucać za 3, nie za bardzo lubi podawać, ale za 2 ma ładną skuteczność około 0.500.

Kontraktów nie będzie, ale życzymy Wam wszystkiego najlepszego chłopaki.

I gdybek piąty

Temat kontraktów Lee i Robinsona wychodzi mi już uszami. Gardłowania zawodników agentów, komentatorów. Dosyć. Wybaczcie już nie mogę. Ale swój glos dał Pan Walsh. I nie mogę o tym chociaż nie wspomnieć. W skrócie, że nareszcie, że się cieszymy, że jesteśmy wzmocnieni, że patrzymy w przyszłość, że plan 2010 nienaruszony.

Nic czego nie moglibyśmy się spodziewać. Ale, ale.

Pan Walsh powiedział (że dam w oryginale)

 "- I think we did the best we could do in trying to be competitive for this year and yet retain salary cap flexibility that we want next year and the year after".

Ojoj czyżby Pan Walsh przewidywał jakieś fiasko 2010 i już mówił o 2011. Ajajaj taka ucieczka do przodu w 2009. Widać, że już zaczyna się budowanie podwalin pod potencjalne usprawiedliwianko? Ajajaj… Nie za wcześnie jakoś?

21:26, znykajacy
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 września 2009

Juliusz Verne przeciągnął imć Fileasa Fogga dookoła świata w 80 dni. Pamiętamy kostycznego gentelmena walczącego z przeciwnościami losu w walce o zwycięstwo w honorowym męskim zakładzie między członkami Klubu Reforma. Wspominamy jego przygody w indyjskiej dżungli, gdzie zmagał się z wyznawcami krwiożerczej bogini Kali, ściskamy kciuki by zdążył na pokład Carnatica płynącego do Jokohamy i przeklinamy złośliwego Fixa, który prawie zaprzepaścił szansę na szczęśliwe zakończenie tej historii. Ale - udało się. Kto wie jednak, czy nasz Flieas wyszedłby z tej próby charakterów zwycięsko, gdyby nie jego dzielny służący Passpartu, którego pomysłowość i oddanie ratowały pryncypałowi skórę i co najważniejsze uciekający czas? Pewnie nie. Dobrze jest mieć swojego Passpartu.

Mark B. (nazwijmy go z polska Obieżyświatem) też postanowił towarzyszyć swojemu Panu w podróży, na którą dość lekkomyślnie go sam namówił (motywem podróży nie była jednak sprawa honoru, ale bardziej ludzkie pieniądze). Wypłynęli (Pan i On) razem z portu o nazwie NYK w poszukiwaniu nowej przystani. Pogoda była piękna, wody takie zielone i wielocyfrowe. Wszak zaczynało się gorące lato. Pełni wiary zapuścili silnik wielkiej motorówki i popłynęli ku lepszemu światu. Prawdę mówiąc kierunek był obrany trochę po omacku. Obieżyświat zaufał kompasowi, który okazał być się być trochę niesforny bo pokazywał raz Portland, raz jakieś inne miejsca, których nazw nie dało się rozszyfrować (nawet Obieżyświatowi choć to człek bywały), potem znowu Portland.  Kręcili się trochę w kółko, ale do żadnej przystani nie przybili. Potem było parę burz a na koniec… totalna flauta… Pan powoli tracił zmysły marząc o ciepłym domu. Co raz częściej Obieżyświat przyłapywał go gdy ten z oczami pełnymi łez wzdychał za utraconym portem, który tak lekkomyślnie porzucił. Obieżyświat go pocieszał jak tylko potrafił najlepiej. Kreślił nowe mapy, nawigował z gwiazd i fusów,  przeklinając złego zarządcę portu Pana Walsha, który do tej podróży go sprowokował. Na próżno. Pan smutniał co raz bardziej. Kiedy już szkorbut zaczął napoczynać tkanki, paliwo zaczęło się kończyć i po ludzku wszyscy zaczęli się mieć serdecznie dosyć, Pan i Obieżyświat jak niepyszni powrócili do przystani, z której tę niezbyt szczęśliwą podróż rozpoczęli. 87 dni tułaczki. I na koniec to samo miejsce.

Czyż nie jest to jeszcze jeden dowód na to, że świat jest okrągły?

Obieżyświat nie byłby jednak Obieżyświatem gdyby nie stwierdził na koniec, że cała ta podróż była starannie zaplanowana i wszystko skończyło się tak jak on i Pan sobie to od początku założyli. Jam to nie chwaląc się sprawił! I sukces jest mój. I moja zasługa.

Dlaczego? Bo:

1)    Pan jest jednak zadowolony, bo znowu będzie grał w NYK. Myśl ta go uskrzydla.

2)    jeszcze się nie zdarzyło, że klub mając QO którą trzeba jedynie zmatchować dał prawie 2,5 raz tyle (zamiast 2.9m – 7,5m bo w ten bonus półmilionowy za awans do play off to realnie można włożyć między bajki.

3)    „Oni nie musieli tego robić (dawać więcej niż QO) więc można twierdzić, że Lee jest wart więcej niż jest (?).

4)    Bo mojemu Panu chodziło tylko o sezon 2009/2010.

A stary zarządca Pan Walsh siedzi sobie w swoim kantorku na przystani i śmieje się w głos. Bo to on okazał się wilkiem morskim choć nawet nie zmoczył czubka nosa…

 

17:27, znykajacy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009

Na HOOPSWORLD grupa analityków (Travis Heath, Bill Ingram Luke Byrnes, Joel Brigham, Yannis Koutroupis) (dalej „Analitycy”) dokonała przeglądu wojsk NYK w różnych kategoriach dokonując wstępnych predykcji, co do sezonu 9/10. Nie jest moim celem ani tłumaczenie tego artykułu, ani tym bardziej wypowiadanie zawartych tam bon motów jako własnych. Dokonam jedynie krytycznego wytezowania tego, co zostało przez Analityków napisane.

W ich opinii o NYK w najbliższym sezonie można powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa że:

  • sezon jest spisany na straty – liczy się tylko lato 2010 zatem NYK to drużyna jutra a nie dziś;
  • nie mają realnie szans na play offy – realnie można liczyć na 32-36 zwycięstw i wobec tego zajmą 4 miejsce w Atlantic Division;
  • Douglas i Hill mają potencjał, ale na chwilę obecną trudno powiedzieć jaki;
  • paru graczy powinno sobie wypruwać żyły, bo są w ostatnim roku kontraktów;
  • dobrze, że w NY grają Jankesi i Giganci.

Nic dodać nic ująć. Jedno jest pewne od połowy grudnia ten sezon będzie się wlókł wręcz niemiłosiernie. Szanse na play-offy w tym momencie powinny być już ostatecznie pogrzebane. A im dłużej będzie trwał ten stan agonalny dogrania do końca rozgrywek zasadniczych tym bardziej z każdego „Ohh” LBJ albo „Achh” Wade’a będzie się wnioskowało a priori czy podpiszą kontrakty z NYK czy też nie. Z napięciem również będzie się też oczekiwało na ustalenie ostatecznej wysokości sallary cap w przyszłym sezonie.

Kluczowy zawodnik ofensywny

Analitycy wskazali (z pewnym trudem) na Ala Harringtona. Pana „znikającego w czwartej kwarcie” antyTurkoglu. Wybór padł chyba tylko i wyłącznie ze względu na statystyki z zeszłego sezonu (prawie 21 pkt. 6,3 zbiórki). Ten nadal młody weteran, nie jest jednak koniem pociągowym ofensywy. I nie może nim być w tym sezonie. Jego statystki nie przekuwają się na wyniki drużyny. Nie ma żadnej wartości dodanej. Trener Mike chyba to wie. Problem w tym, że Al uważa, że jest pierwszą strzelbą drużyny. To na pewno spowoduje napięcia w szatni, bo Al nie będzie miał zamiaru podporządkować się temu, że mózgiem ataku będzie Chandler i Gallo. Bo to do nich ma należeć piłka w końcówkach. A nie zapominajmy, że jest jeszcze Larry Hughes, który też będzie chciał mieć jakiś wpływ grę w ofensywie. Drugą opcją w ataku według Analityków ma być Nate Robinson. Jako ta iskra boża z ławki. Dla mnie nieprzekonywujące. Nate jest tykającą bombą, którą najlepiej odpalić w innym zespole.

Kluczowy gracz defensywny

To jest w ogóle taki? NYK to jeden z najgorzej broniących zespołów w całej lidze (Analitycy wskazali, że jest to największa słabość tego zespołu). Pozwalali w zeszłym sezonie rzucać przeciwnikom średnio 108 pkt na mecz, że średnią 48% z gry. Mieli tylko 2,5 bl. na mecz jako drużyna. (Lee miał 22 bloki w całym sezonie). Brzmi koszmarnie. Trener Mike jest kreatorem gry ofensywnej. Nawet gdyby był tak samo dobry w układaniu defensywy to i tak niewiele to da… bo gracze którzy znajdują się na rosterze ma nie umieją bronić ani w paincie ani poza nim. Paradoksalnie Analitycy liczą na to, że Douglas, Hill i Darko dadzą nowy impuls w tym zakresie. Słodka naiwności. Hill jest defensywnie surowy (o czym niżej), Milicic niespełniony a Douglas biorąc pod uwagę, że może liczyć na maksimum 20 minut na mecz nie może być uznawany za gracza, który realnie wzmocni defensywę. Żarty na bok. Gra w obronie będzie tak samo zła jak w zeszłym sezonie.

Playmaker

Twierdzenie Analityków, że Duhon jest solidnym rozgrywającym, do którego pasuje przymiotnik „reliable” jest niepoprawnym pocieszaniem się. Cris jest przepłaconym rzemieślnikiem. Nie umie rzucać i nie potrafi penetrować. Nie ma cech przywódczych- to cichy nieco nieśmiały chłopak. Nie jest w stanie udźwignąć ciężaru prowadzenia gry. Czy to przypadek, że Pan Walsh spotykał się w salce gimnastycznej z kimkolwiek kto umie kozłować piłkę, nawet jeżeli jego rozbrat z koszykówką trwał lata? Realnie nie ma zmiennika, a co za tym idzie konkurencji. Nate nie jest point guardem a Douglas jest niewiadomą. NYK zaczyna więc sezon z kimś kto nigdy nie powinien być pierwszą jedynką.

Clutch player

Analitycy wskazali na Nate’a. W tej masie zawodników o osobowościach krewetek ten chłopak rzeczywiście się wyróżnia. Pyszałkowatościa, bezczelnością i niesubordynacją. Ale czy to na pewno jemu chcesz oddać piłkę w kluczowym momencie gry, albo postawić na niego gdy drużynie nie idzie? Trenerze Mike to się nie może udać. Pomyśleć, że ten zespół miał kiedyś graczy pokroju Ewinga, Sparksa, Masona, Oakleya.

Gracz „Niezapowiedziany”

Analitycy uważają, że to musi być Chandler. To ma być jego sezon i jego drużyna (nie chcę się powtarzać bo nie tak dawno sam o tym pisałem). Niby prawda i niby oczywiste. Dla mnie ważniejsze jest, żeby do gry włączył się Gallo. I to na obu końcach boiska. Bez tego nawet świetnie grający Chandler to będzie za mało. Jeżeli to się uda przyszłość będzie rysować się w jaśniejszych barwach. Gallo ma potencjał. Ale ma też dyskopatię. Jeżeli plecy będą mu dokuczały tak jak w zeszłym roku to wielkiego pożytku z niego nie będzie. Trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze. Z Chandlerem powinni stworzyć naprawdę ciekawe combo w ataku.

Best New Addition

Analitycy mówią, że… trudno coś powiedzieć. Za dużo niewiadomych. Hill, Darko, Douglas. Racja. Niech zapali jeden. To już będzie sukces.

Kogo Analitycy lubią w NYK

Analitycy na pierwszym miejscu wskazują na Lee. Ja mam mieszane uczucia. Nie lubię gry Davida. Niby statystyki solidne, niby double-double machine, ale jakby tak pogrzebać… To w ataku schematyczny (brak rzutu z pół dystansu), w obronie słaby (nawet 12 zbiórek na mecz mnie nie przekonuje – bo ktoś to w NYK musi robić), nie lubi grać ciałem, nie umie blokować. Użyteczny zawodnik, ale na pewno nie jest wart 10 – 12 mln za sezon. Idealnie byłoby zrobić jakiś sign and trade.

Na drugim miejscu Gallo.

Na trzecim Chandler.

Na czwartym Hill. Optymizm trochę ostudziło Summer League. Okazało się, że oczekiwania, co do umiejętności defensywnych Jordana są nieco na wyrost. Liczono, że będzie grał bardziej ciałem, nie będzie unikał kontaktu z przeciwnikiem i szedł ostro na kosz. Prawda jest jednak pewnie taka, że mimo przebłysków, nie jest w stanie stać się od razu pełnowymiarowym zawodnikiem na miarę pokładanych w nim oczekiwań na ten sezon. I pewnie też nie na następne dwa…

Na piątym Pan Walsh. Analitycy chwalą Pana Walsha za to, że jest cierpliwy, wyczyścił trochę cap space na 2010 i nie dał się podpuścić na długoletnie kontrakty z Lee i Robinsonem. Brawo. Po za tym wszystko postawione jest na jedną kartę. Jeżeli plan 2010 nie wypali Pan Walsh ciężko za to zapłaci. A nie podpisanie umowy z Sessions’em wyciągnie mu się od razu i z miejsca.

Palące pytanie.

Analitycy są zgodni. Eddy Curry. Czy jest w stanie postawić na nogi swoją karierę? Wróci do gry czy pozostanie prawie 12 milionowym albatrosem? Chłopak schudł, ćwiczy, chce wrócić do gry. Świetnie. To teraz niech ktoś da mu szansę, weźmie jego i ten monstrualny kontrakt. Niech ktoś da się podpuścić. Eddy musisz wytrzymać chociaż te kilka miesięcy. Masz papiery na granie. Jesteś zadziwiającą kombinacją szybkości siły i gibkości. Przypomnij sobie jaki byłeś 2-3 sezony temu. Bo bez puszczenia w obieg  kontraktu Curry’ego (który niestety obowiązuje jeszcze w przyszłym sezonie) cały plan 2010 wobec zmniejszenia salary cap bierze w łeb.

Ja bym dodał jeszcze jedno pytanie od siebie (ponad tymi stricte sportowymi wskazanymi powyżej). Czy uda się upłynnić Jareda Jeffriesa i jego balastowy kontrakt. Jeżeli Pan Walsh to zrobi w tym sezonie to właściwie cele na rozgrywki 2009/2010 będą osiągnięte.

I lekką ręką wybaczy się wynik końcowy 32-50.

18:21, znykajacy
Link Komentarze (3) »

Umowy Lee i Robinsona są już podobno prawie podpisane. Na oficjalne ogłoszenie musimy jednak jeszcze chwilę poczekać. Podobno pozostała już tylko do uzgodnienia kwestia weta przy ewentualnym transferze do innego klubu. Pan Walsh chce, żeby tego prawa obaj zawodnicy się zrzekli, co spowoduje, że będą w pełni transferowalni w trakcie rozgrywek. Jeszcze jeden sygnał, że plan 2010 jest ważniejszy niż wynik sportowy w tym sezonie. Taki transfer ma pewnie jednak tylko wtedy sens kiedy idzie w parze z kontraktem Jeffriesa i Curry’ego. Pan Walsh pragnie zatem pozostawić sobie otwarte wszystkie opcje. Kto wie może nawet konstruuje już pierwsze scenariusze.

Saratoga welcome to!

Czas oczekiwania na pierwsze uderzenie piłki o parkiet powoli się kończy. Chwila w której zawodnicy i trenerzy muszą zakasać rękawy i wziąć się do roboty wreszcie nadchodzi. Trzeba wyjąć flamastry, rozpisać schematy na tablicy, ocenić stan posiadania i zacząć przemyśliwać jakąś koncepcję i strategię na najbliższy długi sezon.

Myślę, że jeszcze za wcześnie żeby rozpisywać pierwsze piątki, kto za kogo wchodzi na ile minut, na jakiej pozycji. Jest to bowiem ciągle pewna niewiadoma. Trener Mike ma kilka koszykarskich orzechów do zgryzienia. Saratoga będzie z pewnością miejscem gdzie poznamy odpowiedzi na kilka frapujących nas pytań. A jest ich kilka. Spróbujmy wylistować choćby tylko te najważniejsze.

  1. Czy pozycja nr 1 należy bezsprzecznie do Chrisa Duhona? Kto jest jego pierwszym zmiennikiem?
  2. Kto będzie grać na pozycji 3 – Gallo? Hughes? Harrington? Chandler? Na ile minut może liczyć każdy z nich?
  3. Jaka jest hierarchia opcji w ataku? Do kogo należy piłka w końcówkach?
  4. Co zrobić z Robinsonem?
  5. Czy Milicic i Curry wskrzeszą swoje kariery? Czy mogą grać jednocześnie?
  6. Czy Lee będzie grał na pozycji 4 czy na 5?
  7. Na co może liczyć Jordan Hill i czego NYK może oczekiwać od Jordana?
  8. Kto ma być liderem NYK?
  9. Czy Gallo bolą plecy?
  10. Kto do cholery będzie bronił?

Mam w głowie odpowiedzi i sugestie, co tych pytań. W części podzieliłem się nimi w Nowojorskich impresjach nr 33 na Supergigancie (komentarz pod notatką o Hall of Fame speech Jordana) polemizując z grupa analityków z Hoopsworld. Analiza przeszła trochę bez echa, więc pozwolę sobie ją raz jeszcze zamieścić w następnym wpisie, dla tych którzy jej nie czytali albo tych, którzy chcieliby się trochę poprzekomarzać. W pozostałym zakresie będę powyższe pytania odpowiadał jak trener Mike odsłoni karty podczas obozu w Saratodze i w czasie gier przygotowawczych.

Jeszcze taka mała ciekawostka

SAS doszło do wniosku, że z niejakiego Jacka McClintona (obrońca raczej 1 niż 2 – 1.85 wzrostu, 84 kilo, 24 lata) ich wyboru tegorocznego draftu (nr 51)– raczej nic nie będzie i pozwolili mu odejść. SAS ma zresztą taki potencjał, że Jack i tak spędziłby sezon jako Inactive Player albo zostałby łaskawie zesłany do D-League. Prawda jest też taka, że chłopaczyna nie błysnął w Summer League. W 5 meczach, w których na parkiecie spędzał średnio po 15 minut zdobywał 2.6 pkt przy skuteczności 21%. Do tego miał prawie 2 asysty i zbiórki. Podobno Trener Mike zakochał się w jego umiejętnościach gry w ataku i był gotowy go nawet wybrać w drafcie. Ostatecznie zdecydował się na Douglasa. Podobno strzelba z Jacka wyjątkowa. Świetny, szybki rzut za 3. Zgryźliwie tylko dodam, że Tony Douglas też miał strzelać, ale w Summer League raczej pudłował. Kto wie może Jack wpadnie do Saratogi powalczyć z Tonym w rzucie cegłą?

18:19, znykajacy
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009

Pierwszy pan (nazwijmy go Panem R) ma jeszcze dziś odebrać od krawca (nazwijmy go Panem W) uszytą na miarę jednoroczną marynarkę. Pan R zgodził się na materiał, który krawiec miał na składzie, ale ten widząc, że klient jest tak oddany jego zakładowi i wdzięczny za jego pracę, zdecydował się uszyć mu coś z lepszej dzianiny. I dołożyć ekstra podszewkę. Taki gest za lojalność i za to, że rozsławia zakład. Marynarka nie jest może wymarzona. Ale jest. Jak się nie ma tego co się lubi to się lubi co się ma. Pan R więc tak bardzo nie narzeka. Musi jednak pamiętać, że ta skrojona w sam raz dla niego marynarka ma tylko roczną trwałość i na nową będzie sobie musiał ciężko zapracować. Może jak w tej będzie się dobrze prezentował to inny krawiec uszyje mu jeszcze lepszą i jeszcze trwalszą? Pan R powtarza, że chce chodzić w odzieniu tylko od Pana W. Ale Pan W ma apetyt skroić odzież dla kogoś lepszego niż Pan R (na wymarzonej liście krawca są Panowie J, W, B). I nie wiadomo czy będzie miał środki i czas, żeby zając się Panem R w przyszłym roku… Podobno ma być duża kolejka do Pana W… I to on ma wybierać, komu będzie świadczył usługi a nie odwrotnie. Póki co Pan R ma produkt jaki chciał, od tego od kogo chciał.

Drugi Pan (nazwijmy go Panem L) też podobno dopina już ostatnie guziki w swojej marynarce, która pierwotnie miała być wieloczęściowym ubraniem, że wszystkimi wykwintnościami, zgodnie z dawną modą. Takie dał zlecenie. Pan L nie zauważył jednak, że moda dookoła (a zwłaszcza u Pana W) bardzo się zmieniła. A mimo to chodził wokół krawca, prosił, zaklinał, że ubranie musi być trwałe (na wiele lat), z najlepszego materiału, ma mieć starannie dopasowane guziki, szerokie mankiety, nie może przylegać za bardzo do ciała etc. Zanudzał Pana W tymi wszystkimi szczegółami i detalami. Krawiec był jednak nieczuły i głuchy na te prośby powtarzając, że w tym roku szyje tylko marynarki, lekkie, delikatne takie w sam raz na jeden sezon. Może chociaż jeszcze spodnie, koszula do tego odzienia zaklinał Pan L. Ciągle nie i nie – słyszał od Pana W. Potem było trochę przekomarzania, szczypta subtelnego szantażu, że się uszyje lepsze ubranie w innym zakładzie, że tam to na pewno mi to zrobią. Krawiec wiedział jednak, że żaden inny zakład nie ma środków ani czasu, żeby uszyć taki niemodny komplet. Wreszcie Pan L zmęczony tym chodzeniem do mistrza zgodził się na zaproponowaną mu przewiewną marynareczkę. Może Pan W da mu chociaż jakieś ładne guziki? Nie takie były jednak oczekiwania Pana L. Pan L się krzywi, Pan L jest smutny. Ale tak krawiec kraje jak mu materiału staje. A tego na koniec nie było za dużo. Będzie się Pan L musiał trochę pomęczyć. Tylko przez rok. Wciągać brzuch, wyciągać ręce. Udawać, że jest tip top - tak jak chciał. Może w przyszłym roku ktoś uszyje mu to na co naprawdę ma ochotę? W bizantyjskich kształtach i kolorach… Oby Panie L, oby…

21:56, znykajacy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje