RSS
wtorek, 30 października 2012

Drodzy Czytelnicy,

Droga Sandy,

Kolejny sezon czas zacząć! Moment, na który czekaliśmy wreszcie nadszedł. Otwieramy nową kartę historii.

Nie będzie jakiejś wielkiej analizy, bo ostatnie kilkanaście impresji to jedna niekończona się polemiczna probabilistyka w zakresie, co by się musiało zdarzyć, żeby ten wyczekiwany przez niektórych sukces ziścił się jak sen złoty. Liczba tych „jeżeli” które muszą się jednocześnie zdarzyć w najbliższym pół roku, żeby odtrąbić pierwsze zwycięstwo w serii PO jest jednak tak wielka liczna, że rachunek prawdopodobieństwa zbliża się niebezpiecznie do „zera”.

Moje ostatnie słowo na niedzielę – jest takie. Ta drużyna kroczy schodami drogą prosto donikąd i jest skazana na spektakularną porażkę przy dźwięku huraganu. Nie da się zbudować drużyny walczącej o najwyższe cele opierając ją na samolubnym pseudoliderze, który dubluje się na boisku z zawodnikiem, którego kolana to jeden wielki bałagan, rozgrywającym, który toczy się z wiewiórką na ramieniu, weteranach którzy po kolacji łykają geriavit pharmaton i zawodnikach wyciągniętych wprost ze świata baśni (zapytajcie wujka Juliusa, o co chodzi). Kosztem jakiegoś mitu o obronie Częstochowy zredukowano poziom ofensywny do Melo (który przecież wzdryga się przed oddawaniem zbyt wielu rzutów jak dziecko przed szpinakową pulpą), R. Feltonem który osiąga jakieś niebotyczne 40% z gry i C. Copelandem, którego świat odkrył na nowo jak Lindow Mana? Kto tam ma zdobywać punkty? Chandler? K. Thomas? J. Kidd? Non-shooting guard R. Brewer? Podwojenie Carmelity, odcięcie Palladyna od pick&rolla, ciśnięcie tucznika po chlewiku i pozamiatane. Finito. Paszło.

Ten zespół jest oparty na błędnie położonych fundamentach, dlatego cała konstrukcja nigdy nie powinna być dopuszczona przez GINB do użytku. Nadbudówki poczynione naprędce, sklecone w artystycznego gargamela grożą katastrofą budowlaną mimo, że pozbyto się chińskiej pagody. Upadek tego domu będzie wielki.


Mój typ. Po kontuzji Amare (który wyroi nam się spod gałęzi świerka pod koniec grudnia) rewiduje swój pogląd i obstawiam taki ostrożnye rekord na koniec sezonu na poziomie. 48-34. I czuję, że jest to przesadny optymizm. Miejsce 5. Lepsi od CHI, PHI i ATL. Pierwsza runda PO – walka z BKN. Piękna sześciomeczowa seria, po której nie pozostanie nic innego jak wyciągnięcie podbierakiem kilkunastokilogramowego sandacza i duży poster w wakacyjnym numerze Wiadomości Wędkarskich.

Wiem. 48 zwycięstw to jest trudny prognostyk dla Impresji. Ale nie bądźmy tacy sceptyczni to są jednak 34 porażki. To wszystko może się jednak rozsypać wraz z rozprzestrzeniającym się wirusem kontuzji. Coś się udzierga dla lubiących NYK nieco inaczej. Jestem optymistą.

Prawdziwym Kibicom NYK życzę stalowych nerwów, polecam dużo węglowodanów i zalecam dietę hormonalną. Jako formę odreagowania.

Tym którym bliżej jest do sarkastycznego spojrzenia i sardonicznego uśmieszku impresyjnego życzę wielu wzruszeń.

PS. Po tym sezonie wieszczę wielką dyskusję, czy Trener Woo nie powinien odjeść...

PS. 2. rzepka nie krzycz. Nie odbieram marzeń. Trzeźwo myślę.

PS 3. Robimy ZZZ4?

11:27, znykajacy
Link Komentarze (41) »
piątek, 26 października 2012

Jak już wiecie 17 stycznia 2013 r. w Londynie w Hali O2 Arena (o godzinie 20.00 GMT) odbędzie się mecz sezonu zasadniczego NBA pomiędzy NYK i DET.

Redakcja NI będzie tam.

Dostaliśmy już kilka maili z zapytaniem co, jak i dlaczego? I czy zapewniam wikt i opierunek. Raczej nie, aczkolwiek pierwsza kolejka jest na koszt Redakcji. Ta impresja ma się stać miejscem wymiany poglądów – kto leci, gdzie mieszka, gdzie się spotykamy etc.

Globtroter rzepka zgodził się być animatorem przedstawienia (rzepka wystąp!).

Liczymy na pomysłowość, wolne wnioski i inicjatywę!

Przypominam, że bilety mają się pojawić w sprzedaży od 30 października 2012 r. na stronie:

ARENA O2

Wszelkie informacje, które uda Wam się zdobyć, proszę publikować w komentarzach.

emsi obiecał, że link do tej impresji pojawi się za niedługo na prawej szpalcie NI, tak, żeby każdy mógł ją łatwo znaleźć by kliknąć sprawdzić, co się dzieje i dopisać coś w komentarzach. Impresja ma numer trudny do niezapamiętania.

Link już jest. Dzięki emsi!

Będziemy się updatować.

14:09, znykajacy
Link Komentarze (64) »
czwartek, 25 października 2012

Impresja będzie krótka tak, żeby za tydzień mieć, o czym pisać, a nie odbijać się od lustra...

Zostawiam refleksję o BKN na otwarcie. Maciek Kwiatkowski napisał dziś na 6G opis tego spotkania dla ludzi dorosłych, tak że aż poczułem się malutki.

6G (link specjalnie dla Ciebie co ukrywasz się pod maską stefana).

Był przedsmaczek. Mecz może nie porwał, ale miał już nutkę pieprzu i wanilii. Zacieram rączki. Pierwsza runda PO – BKN-NYK (Nets przewaga parkietu).

Spotkanie odbyło się w Nassau Veterans Memorial Coliseum (hali Islanderów). Nie wiem czy to było zamierzone ze strony BKN (gospodarzy)– ale w podtekście bardzo złośliwe. Uhonorowali jakieś ¾ składu NYK...

Trener Woo zderzył się z czymś albo kimś i ma pięknie rozcięty łuk brwiowy, złapany dwoma szwami. To co mu to zrobiło podobno nie żyje.

Serce zabiło mi żywiej, kiedy T. Chandler odbił się kolanem od ściany Wall-ace’a. Nie życzę źle Tysonowi, ale jakżeż ciekawiej dla impresji byłoby zacząć ten sezon bez niego. Ten mecz dobitnie pokazał, jak wielki jest sam jego cień w pomalowanym.

C. Anthony – rozstrojony przez cały preaseason jak radiomagnetofon Kasprzaka. Grał na falach RMF classic. Czyli odgrzewał stare hity. Isolation Therapy? Terapia by się przydała. Młotem pneumatycznym. 0 asyst. Teraz dopiero widać jak bardzo NYK wiszą na skuteczności jego ataku. Nie ma Melo nie ma niczego. I dobrze.

K. Thomas – starczujący mimo woli, wieku i sił.

T. Chandler – co by nie powiedzieć drugi bilard preaseasonu. A gdyby tak pogrzebać to by się okazało, że pewnie pierwszy w karierze.

R. Brewer – dwadzieścia minut, w których moim zdaniem potwierdził, że w ataku jest jak nigiri bez ryżu. Obrona wyglądała jak ciasto z dziurką tyle, że bez ciastka. Joe Johnson przestawiał go niczym wózek widłowy palety w Biedronce.      

R. Felton krągłobiodry jest opcja numer dwa w ataku. To promyk nadziei dla ludzi walczących z nadmiarem siebie.

J. Kidd- nie mogę uwierzyć, że grał aż 22 min. I takie nic?. Money for nothing.

S. Novak – twórca koszykówki performatywnej Grał przez 13 min. po to by nie oddać rzutu. Zaczaił się. Potem wychynął z mroków niebytu trafiając dwie trójki w dogrywce. Rycerz na białym koniu. Te zacięcia na ręce tworzą trzy paski. Walcz o kontrakt z Adidasem?

C. Copeland – chwile przebłysku i totalnej ciemnoty (7 TO!!!). Ten Belg jest drugim  strzelcem NYK w preaseasonie (nie liczę pojedyńczych występów STATa i JR Smitha)! Nie wiem jak Wy, ale ja nie jestem gotowy na Copelansanity...

P. Prigioni – Papa Smurf jest wielki. Kidd może mu wiązać pomidory w szklarni. Evita Perron na pewno uroniłaby za nim cicha łzę.

J. White - dla niepoznaki założył czarną opaskę. Trzeba powiedzieć, ze facet ma dystans do swojego nazwiska. To mi się podoba.

M. Thompson, H. Sims, J. Shurna – ich czas na Ziemi się kończy. Kosmici startują w lot ku macierzystej planecie. Misja podboju ludzkości zakończyła się niepowodzeniem. Chłopaki! Pozdrówcie ET! Weźcie zdjęcia Drew Barymoore!

12:58, znykajacy
Link Komentarze (20) »
wtorek, 23 października 2012

PHI

Prawdę mówiąc – nie odgaduję tej niewiasty na początku sezonu. Ależ ona się zmieniła. W pierwszej piątce to tak na początku tylko Młodego Tadzia rozpoznałem. Dalej było już naprawdę czarno. I to dosłownie. PHI zgromadziła rzadkiej maści grupę naprawdę bardzo czarnoskórych braci. J-Rich, R. Ivey czy D. Wilkins są kandydatami do nagrody Carla Herrery. Zabrakło J. Holidaya, E. Turnera i do tego A. Bynum ciągle ma jakiś ciek z kolana.

D. Collins dostał nowe klocuszki do zabawy. Takie starcze igraszki. Pozostaje dla mnie zagadką jak on zabawia się z Nickiem „Qucikem” Youngiem, bo to musi być konfrontacja zbliżona do jakieś daleko idącej perwersji.

Nie wiem, co o nich sądzić na chwilę przed startem ligi. Mogą być nieprzyjemni...

NYK

Obrona jak Cię mogę – chociaż łatwość z jaką PHI rozkręcała ją przez dwie pierwsze kwarty była dosyć porażająca. Trzy szybki podania – pyk, cyk, myk i albo jakiś nastofootowy jumperek, wejście albo trójka. I to wszystko raczej z otwartych pozycji. NYK jakieś pół kroku z tyłu, zamuleni, statyczni. W pewnym momencie Knicks byli takie 20 pkt. na deficycie. W 3 i 4Q było już znacznie lepiej, ale PHI odparli atak NYK na zwycięstwo.

Atak nowojorczyków jest koszmarny. To jest jakiś Jackson Polloc taktyki 7SoL. Ja w nr 5, dostrzegam więcej logiki i harmonii niż w tym, co robią na boisku zawodnicy NYK... Gra która opiera się na grze za trzy (31 rzutów – 11 celnych), grze na Melo (którego PHI podwajała i właściwie w pierwszych dwóch kwartach Anthony był zmuszony do nerwowego salwowania piłki do partnerów, co rodziło frustrację i łzy) i jakiś nerwowych wejściach Feltona, które nie zawsze kończyły się punktami. Trenerze Mike’u wróć!

Tyle, że w tym układzie personalnym to i MDA by nie nalał do baku. Tu nie ma kto kreować ofensywy. Brewer, Kidd, Chandler? Za samą obecność na boisku punktów jeszcze nie przyznają. Jeżeli Twoją trzecią opcją w ataku jest facet, który jeszcze przed chwilą zajadał się czekoladkami Godivy i popijał Kwaka to jest źle. Naprawdę źle.

No co Panowie ocet kupiony? Gaza złożona? Kompresiki przygotowane? Na te parujące głowy? Na te sny o potędze? Ja wiem zaraz będą głosy. Jak możesz tak mówić? To przecież „tylko” preseason.  Patrz na LAL nie wygrali by nawet z Kotwića... To przez te liczne [wstawić dowolne nieparlamentarne słowo] kontuzje. I tego pecha. Gdyby [i tu cała lista] byliby w formie i nie te liczne [wstawić dowolne nieparlamentarne słowo] urazy tytuł można by nam przyznać już w listopadzie. Ja wiem Panowie.

Na razie to jest jak dla mnie miejsce w drugiej połowie ósemki.

Czy Trener Woo straci pracę przed końcem sezonu?

Zaczynam mieć refleksję, że to może być całkiem udany rok.

R. Brewer –mnie się z jakiegoś powodu wydawało, że to taki szczuplaczek jest, szparag niedożywiony. I trochę mnie zatkało, kiedy zobaczyłem jego raczej korpulentną sylwetkę. Krzywizny jak na obrazach Rubensa. Nie wiem jak on tę mało sportowym wyglądem ma kryć kogoś na obwodzie. Może zasłonić. Może ukryć. To tak. W ataku? Non shooting guard. I dziękuję.

C. Anthony - Melo wrócił do swojej Alma Mater. Jedynego miejsca, w którym w swojej karierze odniósł sukces (te słowa będą również prawdziwe około roku 2020 r. kiedy Anthony zawiesi snickersy na kołku). Mistrzostwo NCAA w 2003 z Syracuse. Wielki pomarańczowy cień, który się przesuwa po widnokręgu jego kariery. To już było. Teraz Melo wraca, jako wielki filantrop, fundator i obywatel świata. Bohater Law & Order, serialu o pielęgniarce i kumpel Grovera. Celebryta. Człowiek mediów. Pięknie tam się zachował. Wyciągnął jakiś czas temu z pularesu kilka dolarowych rulonów przeciągniętych gumką i przeznaczył na nowy system grzewczy do sali gimnastycznej i remont parku maszynowego w studenckiej kuchni (nowe prodiże, szybkowary i gofrownice). To jest „givinig back to society”. Ależ gest Melo. Podoba nam się. Wszystkie kciuki w górę. Studenci mają ciepłą zupę w zimie i nie muszą ćwiczyć w kurtkach. Pomarańczowa Armia pamięta. I nie zapomina.

Bardziej się popisywał niż grał. Starał się chwycić tłumy za gardło. W sumie jak zawsze udusił drużynę.

T. Chandler – chandlerowski klasyk. Z jedną wisienką. Oddał jumpera z rogu trumny. Hakeem jest wielki. Nie trafił. Cuda nie zdarzają się codziennie. Dlatego nazywają się cudami.

R. Felton – zdejmijcie trójki i wyjdzie Wam, że z gry był 3-10. Znowu jakieś wejścia na siłę, nietrafione lay upy, jumpery. Ja wiem do stycznia jest czas. Może wtedy znowu będzie jakiś blockbuster? Albo podtuczenie. W rozegraniu statyczny jak adres IP.

J. Kidd- uwierzycie? Kevin Costner chce być z nami jeszcze przez trzy lata. Ta wizją sprawia, że mam ciarki na plecach. Jego gra w ataku sprowadza się do tego, że nie trafia za trzy. To może być klucz do sukcesu.

J. White – był narobił, wiatru, odleciał. Chce być jak Melo. Założył przepaskę. Umiejętności od tego nie przybyło.

S. Novak – chłopak zrobiony z dykty i kartonu. S. Hawes (ależ on ma tę dłoń miękką jakby ją, co wieczór maczał w oślim mleku) wszedł w niego ciałem w post upie i biednego Steva wyłapał dopiero pierwszy rząd kibiców. Kiedy nie trafia jest równie przydatny jak widelec do jedzeniazupy.

P. Prigioni – z racji wieku będę nazywał go Papą. Kościsty jest i żylasty, a łokcie ma skrzypiące jak wujek Sam z reklamy Jeffs’a. Huknął w oko R. Ivey’a aż tamten przysiadł znieczulony. Pierwsze KO. To się nazywa zdobywać posłuch u młodszych.  

K. Thomas – ten piętnastofootowy jumperek jest ciągle sexy. Szkoda, że cała reszta jest milczeniem.

C. Copeland – ktoś go musi spionizować. Facet za chwile zagrozi pozycji Melo, jeżeli nie zostanie powstrzymana jego ambicja w ataku. Ssie piłkę jak niemowlak pierś matki. W pluso minusach -14. Najgorzej. Bez podniecania się.

M. Thompson, H. Sims – minutowe farewell tango. Na pożegnanie. Bez oklasków.

10:03, znykajacy
Link Komentarze (42) »
poniedziałek, 22 października 2012

Przepraszam za opóźnienie wynikające z faktu, że jestem ciągle w internetowym transition.

Mecz podomek ze szlafrokami.

Jadąc rowerem jesiennym leśnym duktem po Puszczy Kampinoskiej, wymijając zbieraczy runa leśnego niczym slalomowe tyczki (jeszcze raz na łamach impresji przepraszam Panią z wiadrem, którą zawadził lekkomyślnie puszczony w ruch pedał i pragnę sprostować, że tak na pewno nie mam na imię) taki wymyśliłem tytuł tego spotkaniu.

Nikt nie idzie do ludzi w takim okryciu wierzchnim. Takie rzeczy zostawia się w szafie. I to był mecz stroi zupełnie nie wyjściowych. Zawodników, których zamiata się pod dywan.

NYK i BOS zdjęli z szachownicy wszystkie swoje figury pozostawiając pole pionkom i bierkom lekkim. Nawet tym, na których osiadł Kurz (on z oddali wygląda jak Kevin McHale – ja wiem to jest „oddala”, która graniczy, ze ślepotą).

Ostatni przegląd wojsk. Odwodów i tych, co idą już tylko za wozami. Ta finalna inspekcja jednak na korzyść BOS. O Celtach było ostatnio czule i sporo, więc powiem tylko tyle, że mając J. Terry’ego nikt nie musi płakać po R. Allen’ie, Green ma szansę powalczyć o tytuł szóstegogracza. Cieszcie się Bostończycy, pijcie herbatkę. Jest dobrze.

Co do spotkania mecz bliźniaczo podobny do tego z TOR. Mocny start NYK, potem niemoc i piękna śmierć w 4Q.

K. Thomas – rośnie nam obok T. Chandlera kolejny impresyjny obleniec. Jego udział w spotkaniu sprowadza się do tego, że jest. Drwalem.

M. Thompson- tym blokiem J. Green zgasił jego przygodę z zawodową koszykówką NBA. Zdmuchnął jak świeczkę niewidzialną ścianę marzeń redaktora Szpakowskiego....

H. Sims – przygryzał wąsy. Chyba z bezsilności. Może nie chcą go w Mango? Fakt. Tam bryluje Gulczas z Klaudiuszem. Największy back-court telesklepów w historii.

R. Felton – 14 min. – 7 ast. PER 36 pobił rekord Duhona. Rzutowo ciągle w Portland. Wagowo tucznik w fazie wzrostu.

J. White – wydolność T-34 pod Kurskiem. 45 min. na boisku. Mimo nazwiska jest biało- czarny. Jak natura ludzka. Symbolem tej natury jest sroka – zobaczcie ile raz na obrazie H. Boscha – Syn Marnotrawny pojawia się ten ptak. Ma momenty zupełnie jasne i chwile jakiejś pomroczności. Jego szanse na wyjście w S5 w meczu z BN rosną... Wiem. To wizja jest bardziej przerażająca niż talk show Krzysia „Hello ewrybady” Ibisza.

P. Prigioni – 23 min. – 9ast. Podobno jest strasznie wokalny. Poucza, pokazuje, napomina młodszych (fakt nie ma ich zbyt wielu). Niesamowite. I to wszystko przy braku znajomości angielskiego. Nauka języków jest przereklamowana.

C. Copeland – „he is not shy with the ball”. Czyli w tłumaczeniu na nasze nie ma nieśmiałości do kobiet. Wiecie, miałem wczoraj taką refleksję – on mi w tym swoim jamochłonieniu piłki kogoś bardzo przypomina... Kogoś za kim wzdycham i tęsknię... A kto teraz wprowadzi ORL do PO... Copeland tym występem kupił sobie hot- spota. Czy będzie gwarant? Pewnie nie. Musi przetrwać do 5 stycznia. Jak zrobi numer na Lina– wyfrunie szybciej niż mu się zdaje. Co by nie powiedzieć Trener Woo ma teraz młot na Celtów – Cris zdobył w dwóch meczach z BOS 53 pkt. To jakieś dwadzieścia razy więcej niż L. Fields w całej serii PO z BOS w 2011 r. I tylko o 10 mniej niż MJ. I niech ktoś powie, że nasz Zarząd nie jest genialny. Niech ktoś śmie pisnąć. Za te pieniądze?

S. Novak – co on miał takie „sznyty” na ręce? Co to za zadrapania? Obserwujemy to może być jakiś nowy fetysz. Czuję w tym rękę Orczego Księcia? Gdzieś jest, jeśliś jest...

O. Bellfield – ten człowiek powinien dostać dożywotni zakaz dotykania piłki do kosza. Nawet przez szybę w ramach terapii. Nie wiem, może pomogłaby mu zmiana dyscypliny? Czarnoskóre sumo? Modelarka kartonowa? Kiedy w ciągu 7 min. złapał 4 faule przed oczami stanął mi niezapomniany Bubba Wells...

J. Shurna – jakiś taki zaczerwieniony był na twarzy jakby spał na kartonach. Myślę, że już go nie zobaczymy w stroju NYK. Szkoda. Zostaniesz w naszych sercach Jaśko. Na zawsze. Ostatnie dwa mecze przedsezonowe to już nie będą występy dla kosmitów.


NI a szostygracz...

Maciek Kwiatkowski siedząc na Paryskiej/albo Francuskiej na naszym pierwszym zlocie NI w lipcu, podkręcony przez rzepkę, alkohol (i efekt skali) powiedział „robię to” i zapytał, czy wskakuję na jego platformę. Było to szokujące, bo Maciek od trzech lat nie chciał mnie publikować na ZPP1 i moje nieśmiałe prośby zbywał zniecierpliwionym machnięciem ręki. Ty i Ci twoi Knicks. To pewnie dlatego, że nie rozumiem połowy z jego tekstów, a do drugiej nawet się nie zbliżam. Inne widzenie tych samych przesuwających się ludzików.

Niewielu znam takich ludzi jak Maciek. Kompletny pasjonat gatunku telenoweli NBA, wariat na punkcie swojego hobby. Tylko, że o ile u mnie blog to sympatyczna dewiacja to w przypadku Maćka to zwykła praca (o czym może nie wszyscy wiedzą). Ciężka, żmudna, benedyktyńska. Znam trochę jego warsztat – przekopywania się przez tony stron literatury, blogów, układania zdań, które z czasem stają się artykułami. Zapisałem sobie ostatnio takie zdanie... mówi zaczynając rozmowę.

Jeszcze w piątek Maciek pokazywał mi szostegogracza od kuchni - w tym skarb kibica. Mówi-  „Opisaliśmy 300 graczy na potrzeby otwarcia sezonu”. – „Zaraz- dodałem - „to za dużo roboty z tym nie miałeś bo przecież robiłeś ranking na koniec sezon. Odpisałeś po prostu”. „Wiesz” - mówi  - szczerze mówiąc napisaliśmy to od nowa”. Zniosłem jajo. Literalnie.

Szczerze mówiąc mu zazdroszczę. Robi to, co kocha. I robi to świetnie. Dlatego porywa mnie śmiech pusty jak ktoś mówi - on tylko tłumaczy teksty Wojnarowskiego, Becka czy Simmonsa. Praca Maćka jest bardziej wyrafinowana niż Google Chrome...

Jesień 2012 sprzyja skokom. Był Baumgarnter, był skok ciśnienia na Narodowym. Teraz skacze Maciek.

Jestem z nim. Bo jestem przekonany, że warto.

Mam się w 6G pojawiać w weekendy. I wyjść poza NYC, co jest nie lada wyzwaniem. Na wszelki wypadek zacząłem od rywalizacji NYK i BKN.

Spotkam się z Wami w 6G, albo nie. Nikogo nie zachęcam, nikogo nie zniechęcam. To wolny świat. Ale zobaczyć koment, któregoś z Was byłoby super. Dla mnie to też były sygnał, że gdzieś to wszystko ma sens.

Nowojorskie impresje mimo obaw stefana jadą dalej (PS. Stefan Ty też nie stróżujesz za darmo prawda?). Wbrew zasadzie mikroekonomii, że nie ma niczego takiego jak darmowy lunch. Niech w uznaniu pracy, choć czasem będzie ten jeden komentarz. Słowo. To czasem jest największa nagroda, za czas, który poświęcam dla Ciebie Czytelniku.

Rozmarzyłem się. Tak żyć z impresji... Może kiedyś... 

09:29, znykajacy
Link Komentarze (7) »
sobota, 20 października 2012

Dobry mięsny mecz. Lubię tak zakąsić coś krwistego, skwierczącego o poranku. Prawdziwy montrealski steak. Nie oglądajcie bez wykałaczek...

TOR. Szczyt marzeń to takie 35-47. Między na koniec między 9-10. Lepsi od CHA, DET, WAS, CLE i ORL. Skazani na korespondencyjny bój z MIL. Widzę pewne pozytywne zmiany. Jestem bardzo wschodni, więc moja wiedza o drugiej półkuli jest ograniczona (to tylko 30 mecz w sezonie i raczej dość fragmentarycznych), ale K. Lowry to jest naprawdę zręczny PG. Przysadzisty, dobrze stojący na nogach, coś więcej niż rzemieślnik, z inklinacją do gry w ataku. Taki Feltonowski w rozmiarze tyle, że Lowry jest chyba oczko wyżej. Różnica miedzy nim a tym szkodnikiem Calderon jest kosmiczna. Bargnani jak zwykle gładziutki jak pupa niemowlęcia, DeRozan nieprzekonujący piszącego od lat, misiowaty Kleiza o zwinności wiadra w studni. Valanciunas – ma coś z silnorękiego nadbałtyckiej mafii. Kiedy w pierwszej akcji pojechał Amare upadłem na kolana z wrażenia. Must see. Widać, że głowę ma gorącą (faule łapie szybciej niż Rutkowski przestępców) ale chęć w wejścia w ściepę imponująca. Lubi tam swoim alabastrowym ciałem szturchnąć te mahoniowe półtusze. Szacunek. Mało było T. Rossa. Szkoda.

Nasz były chłopaka się nie zmienił. Jak zwykle jakieś misterne utkane lay upy po podwójnym salchofie (w Kanadzie pewnie to łyżwiarstwo zbuduje mu publicity) i inteligentna gra na alibi ala wystrachany Fred Flinstone. Było trochę szarpaninki z Melo, ale potem się wyletniło. Nie tęsknię, Landry. Przepraszam.

Widzieliście tę halę? Zdaje się, że ktoś tam nerwowo dosztukowywał parkiet na minuty przed rozpoczęciem spotkania bo kawałkami wyglądał  na kompletnie nieoheblowany, jakieś płaty dykty w innym kolorze... Co to w ogóle było? Skąd oni wytrzasnęli tę płytę pilśniową boiska? Dobrze, że w Kanadzie jest trochę drewna. Na zbliżeniach widać było nierówności, zapchane plasteliną i watą szklaną... Kolor painta wypłowiały do tego stopnia, że myślałem, ze mam uszkodzony monitor. Do tego brak zegarów. Przerwa ogłaszana hokejowym klaksonem (za każdym razem zastanawiałem się, kiedy pojawi się banda okładających się kijami jegomościów). Gorzej niż na Long Island Arena w 1968 w meczu NYA i KC (o czym będziecie mieli szansę niedługo przeczytać). Od razu widać, że naród tajgi kocha koszykówkę. I kocha ją zgoła inaczej.

Cała ta siermiężność na szczęście polana ciepłym sosem-głosem M. Breena i Clyde’a Fraziera. Walt delikatnie przeginał, kiedy w 4Q zastanawiał się, z kim i gdzie pójdzie na kolację... Niereformowalny...

Sam mecz? NYK przewaleni przez Johna Lucasa III i A. Andersona dwóch facetów, którzy są konsultantami przewodników Pascala po arenach koszykarskich świata. Śmiech pusty. Wielcy Panowie z zapysznego miasta New York obsmyczeni jak dzieci przez bandę wioskowych ciuli. Wynik blow outowy (choć jeszcze na dwie ostatnie minuty było takie -7 i wydawało się, że gra może być gorąca)  nie oddaje przebiegu spotkania, które jak powiadam było chrupiące jak baran z rożna upieczony wraz ze skórą gdzieś wśród pasztuńskiej głuszy traw.

Momenty były. Chemiczne. Z których wyłaniały się trujące gazy. W obronie dziurawo – zwłaszcza na dystansie (TOR trafili 12 trójek). A Melo ze STATem to są jednak defensywni Janusze...

C. Anthony – byczek Fernando aka Sławek 0-7 Borewicz. Gra inaczej swoje iso. Więcej fizyczności, niszczenia przeciwnika kombinacją siły, dynamiki i astralności. Potwór. Żeby go zatrzymać trzeba mieć coś więcej niż elektrycznego pastucha. Odejmując ten fatalny dystans komisarza - był 8-13 z gry. Oddawał tylko, kiedy musiał a musieć nie chciał.

A. Stoudemirejest niczym Lance Armstrong - po podwójnym EPO. Był low post (widać, że Hakeem jest bardzo cierpliwym nauczycielem, a STAT mało pojętnym uczniem), była zwinność wózka widłowego w połączeniu z czujnością sygnalizatora świetlnego i dynamiką betoniarki. Wizualnie naprawdę zrobił wrażenie. Na obu płciach. Statystycznie? Tak jakby nie za bardzo. Ale nie czepiajmy się. Było obiecująco. STAT is back. A wraz z nim porażki. Yuppi!!!

T. Chandler –W ataku nie pick and rollowany. Na desce niewidoczny. Uduszony przez dwie białe wieże. Wyglądał jak wsad markiza HIT

J. White  - coś tam było. Ale co? Dla ustalenia faktów i wyciągnięcia pokrętnych wniosków zbierze się do tego spec komisja. Statystycznie był jak Landry Fields. Tylko starszy. Ale o ileż tańszy!

R. Felton – K. Lowry przygniótł go prezencją mierzoną w kilogramach. Miał ze dwa wejścia, w których zrobił użytek z mistrzostwa pierwszego króla tańców country. Kilka przejawów pomrocznej przytomności – podanie do STATa – ale zasadniczo za STATyczny. Przygnębiające 6 strat.

J. Kidd - Stefek Karwowski może, co najwyżej wspomóc dobrą radą. Jedno, co można o nim powiedzieć to to, że wielkim PG był.  To wychodzi w pojedynczych zagraniach, podaniach, ustawieniu. Ale to są przebłyski dawnej świetności. Całościowo to jest bełkot.

S. Novak – obarczanie go jakimikolwiek zadaniami defensywnymi jest równoznaczne z moralnym samobójstwem. Ten człowiek dałby się minąć walec jadący na wstecznym. Ofensywnie – dwie trójki. Po ładnej akcji. Z wolnej ręki.

K. Thomas – jeżeli kiedyś ktoś będzie kręcił sequel Czarnoksiężnika z Krainy Oz... to rolę Drwala ma jak w banku. I to bez castingu. I jakie to będzie politycznie poprawne. Widać, że też musi rozpocząć dzień on szklanki syntetyku, żeby zapalić...

P. Prigoni – dla mnie na razie pierwszy kandydat do nagrody RoTY. A. Davis ma szansę być dopiero drugi.

C. Copeland – ta sama komisja, co zbierze się do sprawy White’a zbada też przypadek Copelanda. Mogą nawet rozpatrzyć ich sprawy łącznie (ekonomika procesowa).

J. Shurna – ostrzygł się. O ile do tej pory wyglądał jak wioskowy głupek to teraz chyba awansował na ich szefa w makroregionie. Cudowne, piękne, encyklopedyczne kroki.

M. Thompson – Mychal pierwszy bilardzista w tym sezonie. W czymś trzeba przecież być numero uno. Brawo.

08:39, znykajacy
Link Komentarze (16) »
czwartek, 18 października 2012

Obchód lekarski z połowy tygodnia.

JR Smith chodzi w bucie narciarskim i mówi, że go szarpie Achilles. Ma odpoczywać. Nie łudźcie się. Nie w spokoju.

R. Brewer wygoił się nadspodziewanie dobrze i... kto wie czy nie zagra w którymś z trzech pozostałych meczy przedsezonowych. Scrimedżował. Trener Woo chciał zobaczyć jego mokre stopy. Dziwna perwersja.

M. Camby zgodnie z prognozami miał powstać z kolan, ale nadal siedzi. Na wycieczkę do Montrealu, Albany i Syracuse nie jedzie. Powiedział, że najpierw musiałby pojechać do Radomia, ale tam się nie wybiera...

R. Wallace nadal wali lufy Castrolu i rozprostowuje zardzewiałe palce u nogi w ramach treningu. Jego osobistym konsultantem jest Jurek Dudek. Wcale się nie zdziwię jak go waivną po Training Campie. W najgorszym wypadku będzie czas na pstrykniecie go do dnia 5 stycznia 2012 r. Potem stanie się gwarantem.

W II etapie przebudowy MSG będzie o 1.000 miejsc mniejsza i projekt na chwilę obecną jest na critical path do tego stopnia, że nie będzie pokazowego treningu dla kibiców tuż przed godziną ZERO. W MSG wejdziemy razem z MIA...

18:42, znykajacy
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje