RSS
niedziela, 13 października 2013

Manchester. Niewielka Brytania. Tylko New Hampshire (podobno NYK zawitali tu pierwszy raz?). Milestone. Historia Brada Stevensa zaczęła się tu. Wikipedia napisała pierwsze zdanie. Swoje inauguracyjne zwycięstwo, jako trener NBA odniósł nad NYK. Trzydziestoma punktami. Brawo.

E..ly ma rację. Preaseason jest bezsensu. Mecze nic nie mówią. Bo mają one posmak alchemii i poszukiwania kamienia filozoficznego. Trenerzy coś badają. Przelewają z fiolki do probówki a potem odparowują nad palnikiem. Kolba i zlewka. Podgrzewają. Chłodzą. Na końcu coś zostaje. Choć najczęściej jest to smród amoniakopodobny.

Ale ja prawdę mówić mam słabość do tych gier, które przypominają mecze kadry piłki nożnej gdzieś w lutym o puchar króla Bangkoku. Zbiera się ligową szarzyznę, pakuje na pokład ATR i wysyła gdzieś w tropiki, żeby wpisać w życiorysy 1A. Mecze, które nigdy nie powtórzą się w tym samym składzie osobowym. Bo ile będzie spotkań, w których Melo, Chandler, Felton, MWP prowadzą doping z ławki? Ja mam nadzieję, że będzie ich mnóstwo, ale realnie to się nie zdarzy.

Mecz z BOS nie był znowu tak dawno, żeby postawione tam tezy się zdezaktualizowały.

Co wiemy więcej po tym spotkaniu o NYK? Bardzo dużo:

że w Kielcach jeszcze wiele majonezu się utoczy nim ktoś będzie kimś więcej niż liderem swojej koafiury (I. Shumpert)

że być w pluso-minusach -41 to żadna ujma – z tym da się żyć, pacjent oddycha (J. Powell);

że zwrot polegaj na nim jak na Zawiszy jest czasem oksymoronem. (A. Bargnani);

że to nie jest gra dla starych ludzi. (P. Prigioni);

że nie wstydzić się to wcale nie znaczy robić coś naprawdę twórczego. Rzucać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej. Z naciskiem na to drugie. (T. Hardaway Jr.);

że można być w obronie objeżdżany jak furmanka przez fiata 126p na lokalnej drodze. (T. Murry);

że czasem mecz może wyjść wbrew wszystkiemu i łysienie plackowate w tym nie przeszkadza (I. Diogu);

że chyba czas już najwyższy sprawdzić ceny tanich lotów do Europy (C. Aldrich);

że fryzura która przypomina daszek lodziarza nie daje recepty na sukces (C. Douglas-Roberts);

że w NBDL też jest mecz All-Star i to żadna hańba w nim wystąpić (C. Leslie);

że jest jakaś granica żenady w nepotyzmie, której przekraczać nie wolno. Za nią jest już tylko działanie na szkodę spółki (C. Smith).

Że pozostało otworzyć okno i to wszystko wywietrzyć…

Dlaczego wszyscy śpią?

07:53, znykajacy
Link Komentarze (13) »
sobota, 12 października 2013

Szczyt marzeń TOR tego sezonu to chyba bohaterska walka z BOS o trzecie miejsce w Atlantic Division. Menadżer Masai Ujiri (którego data urodzenia mieści się gdzieś między wielką powodzią Nigru i wielką suszą) chce uchodzić za młodego zdolnego, który nie boi się pociągnąć za żaden sznurek (w tej roli Wojciech Mann w „Szansie na Sukces”) by osiągnąć sukces. Good luck na tym wygwizdowie. Szczerze mówiąc, moim zdaniem rząd Japonii powinien poważnie zastanowić się nad zaangażowaniem go jako konsultanta do spraw rozwiązania problemu Fukushimy. Alternatywnym pomysłem jest etat w Klubie Gaja. Tyle odpadu radioaktywnego ile Masaj przytulił w tym sezonie, jest niebywała. Licznik Geigera oszalał. Niechciani, pobijani, toksyczni, w TOR znaleźli swój paśnik. S. Novak (sześć minut nicości – pies Falkor - czyli Never Ending Story 2), T. Hansbrough, który zaczyna bardziej przypominać Pudzianowskiego w wersji sprzed MMA– chyba dostał jakieś zastrzyki dla koni, A. Daye przypominający, co raz bardziej ghoula i w Halloween wchodzi już bez kreacji, DJ Augustin – rezerwowy PG którego nigdy nie chcielibyście mieć w swoim składzie, nawet gdyby alternatywą być popularny Szubi. Bez jaj. Ta grupa świeci w nocy. Mogą wziąć udział w jakieś kampanii społecznej – „Bezpieczny powrót ze szkoły do domu po 22.00 z zawodnikiem Toronto”. Z drugiej strony, czy można się dziwić, że trafiają tu tylko kobiety po przejściach? Kto by chciał szczypać porosty? Siekierą wyrąbywać wodę z jeziora? Czy cały czas walczyć z zawilgłą podpałką?

Core? R. Gay jest jednym z najbardziej przepłaconych zawodników Ligi i Amare jak o nim myśli to jest mu jakoś tak raźniej, D. DeRozan ciągle czeka na jakąś akcelerację kariery – statystycznie jest z roku na rok co raz lepszy, ale ja podobnie jak w przypadku Jeffa Greena jakoś bez wiary myślę o jego karierze. Ma co prawda te ruchy leśnej kuny i fantazję mołojecką, ale czy potrafi tańczyć? Nadzieja w J. Valanciunasie (wymieniam go za T. Chandlera i jeszcze dodaję kozę), którego nazywanie JV – Joint Venture- jest nawet zabawne – a na warunki kanadyjskie to nawet tym żartem można się ogrzać. Może T. Ross zakwitnie (czas na pierwszą krew)?

Zespół ciekawy, ale skazany na majtanie się w ogonie tabeli. Wielki Masaj myśli.

Co do meczu to raczej czeska burleska. NYK przegrali mimo 23 strat TOR, co musi być jakimś rekordem. Q. Acy pokazał, że bycie bratem bliźniakiem R. Evansa jednak do czegoś jeszcze zobowiązuje (6 min., które wstrząsnęło Miastowymi). Lubię tego chłopaka i mam nadzieję, że przebije się brodą do rotacji.

Było lekko osobiście. Po pierwsze A. Bargnani wybuczany na każdym kontakcie z piłką i owacyjnie przyjęty po każdym niecelnym rzucie. Ach te zawiedzione nadzieje kibiców TOR. Tyle pokładano w nim oczekiwań, dano tyle miłości, dodatkowy przydział na węgiel a tu takie finalne rozczarowanie. Łaska kibiców na pstrym koni jeździ. Po drugie Melo miał jakieś pogwarki z Wesołym (czy R. Gay oszalał rzucając Carmelo w twarz coś na kształt różowej mitenki?) i wymownie milczącym L. Fieldsem, który jak zawsze ma mu coś do udowodnienia. Te personalne wymiany myśli, nienawistne spojrzenia były wątpliwą ozdobą tego spotkania błędów i wypaczeń. Junior udowadnia, że mimo, że ma lekka rączkę w ataku, to w obronie ojciec mu wyraźnie pobłażał i nie miał rączki… zbyt ciężkiej. MWP miał tyle samo rzutów, co Melo– co musi budzić uzasadniony sprzeciw nawet największych pasjonatów kina klasy B. On faktycznie jest sam i dwie drużyny przeciwne. I Shumpert był elokwentny, choć w jego grze pojawiły się pierwsze zająknięcia. B. Udrih nadal negocjuje z niemieckimi turystami wyjście z Postojny (na razie rozczarowanie – 5 strat). T. Chandler - ależ ten jumper jest wymuskany jak upudrowane lico Richarda „Ojca” Kalisza.

Nie wiem, czy ktoś z Was oglądał film „Turbo”? W każdym razie Cole Aldrich – Biały Cień.

A miała być seria 7 zwycięstw na wyjeździe…

08:38, znykajacy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 października 2013

Ostatnie trzy dni próbuje podejść do preseason ustawiając zegarek na 5.15, żeby przed rozpoczęciem dnia wczuć się w klimat piszczącej piłki. Przecież NBA is back! Nakręcam się od rana. Zaklinam wieczorem rzeczywistość. Robię gimnastykę Ola Jedliny (co za głupia śmierć Panie Jacku), ale nie mogę, nie potrafię.

Nie jestem w stanie zmobilizować się do oglądania czegoś innego poza... New York Knicks.

I dlatego dziś wstałem sprężynką. Jak maszyna. Zarzuciłem falujące loki na plecy, sprawnym ruchem zrzuciłem kołdrę, czyniąc huragan powodujący krwiożerczy grymas na twarzy połowicy i pognałem ku wodopojowi ekranu by jak spragniona hiena napełnić trzewia widokiem krótkich spodenek...

Życie wróciło.

Najpierw o BOS, bo tak trzeba.

Mają najlepszy frontcourt w NBA. Taka teza. Żadnych graczy wybitnych, żadnych wirtuozów, żadnych Mozartów parkiety,  ale 7 rzemieślników, co uśredniając daje poziom... ponad przeciętny. Każdemu z nich daję w skali 1-10 -  szóstkę. Ktoś potrafi zaproponować coś lepszego? Proszę.

G. Wallace (ależ ten chłopak poczuł wiatr w dredach). B. Bass (jest najczarniejszym z czarnych czy nie?), J. Sullinger (siła ponad prawem), K. Humphries (to spojrzenie erudyty), J. Green (osobiście nie czuję emocji), K. Olynyk (czeski metal wersja z NRD), V. Faverani (wyglądający jak bohater Warsaw Shore w stroju z lycry opinającym się na bochnach opadających z bioder).

Brad Stevens o twarzy cherubinka vel. emerytowanego modela (w jego roli w polskiej wersji filmu „Po prostu Coach” wcieli się to bożyszcze szamponów – Krzysztof Ibisz) ma tam naprawdę fajny materiał do zaorania. Plonu wielkiego nie będzie ale... można mutować geny.

Brakuje back courtu.  RR ciągle w łupkach zbiera warsztat trenerski, w A. Bradley’a to ja osobiście nie wierzę – on by się bardziej nadawał do łuskania fasoli, C. Lee to jest złomek, J. Crawford to coś pośledniejszego. Podobał mi się P Pressey chłopak który z walczyłyby na koturnach z Manny’m Pacquiao o sercu do gry większym niż gruszka bokserska. Może on jest pomysłem na jedynkę?

Szkoda, że znowu na koniec ławki powędrował M. Brooks ten młody prawie K. Bryant. Coś się to nie chłopaczysko odnaleźć nie może. To było nawet zabawne, że PJ Carlesimo, który w zeszłym sezonie go tłamsił, znajdywał ciepłe słowa. Trzeba było dawać szansę to może by się posada zachowała.

Airbobo zazdroscimy aczkolwiek to będzie długi sezon.

Mecz. Ach cóż to był za mecz. Ktoś coś widział takiego? Na siedem minut było 20 pkt dla NYK i zasadniczo, na 22 sek. było... 102-101 dla BOS. To bylo jak przedłużenie runu z osatniego meczu PO. Czy to nie jedno z najszybszych "zejść" w historii? Skład węgla i papy nie zawiódł. Dowodzeni przez C. Smitha NYK omc nie umoczyli meczu, którego nie przegrałaby Kotwica. Rozgonić tę bandę. Angaż to oni powinni dostać w muzeum figur woskowych. Albo przy zrywaniu truskawek w Szwecji.

To impresyjnie.

C. Anthony – wygląda jakby zgubił parę kilo nosząc siaty z Tesco. Dupinkę ma jakby bardziej wypiętą. W pierwszych słowach presesonu szedł na jakieś totalne zniszczenie. Sklęsł potem. Na szczęście. Nic tak nie psuje humoru jak bezbłędny Anthony.

A. Bargnani – sezonowy dostawca pizzy zamieniony w koszykarza. Nie dajmy się oszukać.

T. Chandler – dał się parę razy zaboxować przez zielonoarmistów. Nie przystoi Mistrzowi.

P. Prigioni – ma taki kolor skóry jakby całe lato robił formę w solarium albo w wędzarni dorsza w Łebie.

R. Felton – te kocie ruchy, szybkość mszycy, gracja pelikana – All-Star mode.

M. World Peace – miałem wrażenie, że tworzył na parkiecie jakiś trzeci unit billujący. Twarz ściągnięta grymasem bólu, oczy niewidzące jak u Juranda ze Spychowa i zacięcie jak pijanego po goleniu. Nowa jakość.

I. Shumpert  - dzień konia. Dobrze, że trener Woo jest już łysy bo po tych trójkach z dziewiątego metra chybaby osiwiał.

C. Aldrich – wielki biały ninja. Z naciskiem na biały.

B. Udrih – na razie wyglądał jakby zagubił się w jaskini Postojna i nerwowo patrzył na zepsuty gps. Nadal uważam, że to największe wzmocnienie off-season. Obym się mylił.  

T. Hardaway Jr. – nie wiem czy na tych cinkich nóżkach da się coś wyskakać. Ale rzucać to on się nie czai. Quasi buzzer beater. Wygrał mecz. Kropka. Pojedynek między nim JR i Shumpem może mieć ofiarę śmiertelną. Nie jedną.

Reszta oszczędzę inwektyw.

A. Stoudemire – Złotousty. Powiedział zdanie, które przejdzie do historii człowieczeństwa – podobnie jak to o rzuconych kościach, małym kroku człowieka a wielkim kroku ludzkości (PS. uważam, że lądowanie odbyło się studio na Woronicza) czy sentencji biegłego magistra inżyniera  które ostatnio wyczytałem – „Z wilgocią jeszcze nikt nie wygrał”. Zdanie to brzmi. „I can’t control my injuries”. Amen. I stała się jasność.

16:27, znykajacy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 października 2013

TC DAY 5-7

Trener Woo zadeklarował, że nie będzie przepalał LPG starych instalacji i dlatego K-Mart jest tylko na zapalonej czerwonej diodce na tzw. stand by’u. Będzie czas, kiedy się da w gwizdek. Na pewno.

Trener Woo robi za mimozę. Pierwsza piątka nadal niewykrystalizowana.  Bliżej jej do Melo i Bargnaniego z Chandlerem. Służalcza prasa już cmoka z zachwytu. Metta z ławki? Felton z drugim PG czy jednak I. Shumpert? No nic naprawdę nie wiadomo. Do startu nawet nie będę spekulował.

Amare nie biega. A podobno z chodzeniem też jest kłopot. Nawet nie wiadomo, kiedy zacznie. Wygląda to lepiej niż można się było tego spodziewać. Myślicie, że ujrzymy go jeszcze na parkietach NBA? Czy teraz tu już tylko spotkania w EMPIKu?

Na pierwsze trzy gry preaseason nie polecą JR Smith, Amare i J. Tyler. Oszczędzą na paliwie.

Tyson Chandler wszedł w jakiś układ z lobby mleczarskim. Wycisnął łzy. Bo nie ma czegoś takiego jak offseason. Sięgnąłem po mleko.


Cole Aldriche wierzy. My też. Chyba.

MWP powiedział, że Melo ma instynkt termita – cichego zabójcy. Anthony to naprawdę równy chłop. Nie zaprzeczył. A nawet potwierdził fakty znane prokuraturze.

W ranku ESPN-u Top 500 NBA players J. Lin dwa oczka nad R. Feltonem. No musiało zaboleć. Na sportowej złości Wiewiór zjadł paczkę mieszanki studenckiej.

I. Shumpert ćwiczył. Ale jeszcze nie w pełni.

Niech to się już skończy. Grajmy!

22:05, znykajacy
Link Komentarze (11) »
piątek, 04 października 2013

TC DAY 3&4

Próbuje i mam nadzieję, że szanowne czytelnicze grono to docenia. Walczę. Szarpię. Ale te newsy z Training Campu są osłabiające.

I. Shumpert już zapięty pod szyję w kurteczce przy linii. Wywichnął sobie obojczyk i na razie ma lekką przerwę od piłki. Ciekawe, bo się mówi, że na dwójce może być podmiałka i to JR będzie wchodził przy odgłosie trąb do gry a Shump będzie iskrzył z ławki. Tyle, że JR musi doróść. Żywot ludzki tyle nie trwa. I JR ma pięciomeczową karencję na starcie.

MWP - wziął pod język trochę sproszkowanych maślaków (musiały być robaczywe) bo zasugerował, żeTrener Woo przypomina ma Jaxa. Poważnie dostrzegacie fizycznie podobieństwo? Bo o czym innym on może mówić? Nie wiem, w jakich oparach absurdu trzeba się poruszać, żeby wywieźć taką tezę. Serwilizm ma swoje granice. Ale walka o S5 trwa. Wszystkie chwyty dozwolone.

CJ Leslie – ciągle wierzy. Próbuje udowodnić, że wszyscy są w błędzie. Jemu i profesor Miodek nie pomoże. Melo mówi mu co ma robić, a Iman to wręcz siedzi mu w uchu. Próbuje zrobić to na wariant brazylijskiego piłkarza którego brak umiejętności zaplątał w Ekstraklasie– znam Neymara, graliśmy razem w juniorach młodszych. „Irlandczycy” przywitają Lesliego czarnym Guinnessem… Jak swojego.

Spoza koszykówki. O. J. Simpson odsiadujący 33-letni wyrok za napad z bronią w ręku ukradł z więziennej kantyny owsiane ciasteczka…

A Wy co myślicie. Spicie? Smalcu się objedliście? Jaki S5? Kto z ławki? Kto w szczęśliwej piętnastce?

22:07, znykajacy
Link Komentarze (4) »
środa, 02 października 2013

Training camp Day 1&2

Namiętności we mnie jeszcze mniej.

Trener Woo powiedział do JR Smitha – Doróśl wreszcie. Podobno JR go nie zrozumiał. Chłopaku z Pszczyny, a Ty rozumisz?

Tyson Chandler przyznała się do gry z kontuzją szyi przez cały poprzedni sezon. Tanie to jest tanie Czeniu. Teraz sobie dokręcił poluzowane przęsła przy pomocy klucza francuskiego i dwóch contraktorów z Polski. Jest jak złoto. Nówka sztuka. Ten tekst napisał mu STAT. Tyson podtrenował jumpera z łokcia. To może być coś przełomowego. Chandler jest na jakiś grzybach, bo nazwał swój rzut zabójczym. „Zabójcza broń”?

NYK pobili rekord świata. Zwolnili niejakiego Justina Brownlee już po pierwszym dniu treningów. Facet podobno się nawet nie spocił i oszczędził sobie prysznic. Zamiast niego przyszło to coś co się nieźle zapowiadało i ma nazwę jak informacyjny kanał telewizyjny - CDR. Widać, że NYK dokładają już ostatnie diamenty do kolii. Szlifują już naprawdę ostatnie kamienie. Justin najprawdopodobniej wyląduje w „Iralandii”. To samo wróży się CJ Leslie'mu.

K. Martin jest podejrzany o tajemniczą kontuzję. Nie trenował. Siedział z boku. Ma lata. Może już nie musi? A może giez go ugryzł w jajo?. Zobaczymy. Cole Aldrich jest ready. Jakby co. Zawsze był.

Pomruki przemieniają się w pogłoski a te powoli stają się prawdą. Melo na trójce, Bargnani na czwórce. Kto na dwójce?

Za tydzień BOS.

23:51, znykajacy
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 października 2013

Kiedyś na myśl o Media Day miałbym przynajmniej zarumienione policzki i lekko świecące się oczy. O matko co tam się wydarzy? Kto pojadł? Kto nosił przez wakacje wytrwale siaty z Tesco. A dziś? Jednym spojrzeniem omiotłem wydarzenia wczorajszego popołudnia. Albo się zestrzałem albo stałem się bardziej cyniczny.

Bo co tak naprawdę się dzieje w takim Media day?. Melodie są dwie. Pierwsza to ta drużyn dolnej części tabeli – gramy o PO, o jak najwyższe cele, mamy ciekawych chłopaków, wierzymy, że kolektyw, że ambicja zaangażowanie pozwoli nam sprawić niespodziankę. Jesteśmy podekscytowani, mamy nowe koszulki, czujemy głód piłki etc.

Druga grupa drużyn to te z tzw. aspiracjami. Tytuł jest nasz. Patrzymy z góry na kotłujący się tłum. Wstrząśniemy  tabelą. Jesteśmy mocniejsi niż rok temu, a rok temu to byliśmy trzy rundy od finału, więc to bardzo blisko. Jesteśmy mądrzejsi, bardziej doświadczeni, oczytani. Znamy swoje mocne i słabe strony. A dojście X daje nam tę głębię na ławce, która pozwala na eksplorację Rowu Mariańskiego. I takie tam wariacje na temat.

NYK są w tej drugiej grupie. Jak zawsze.

Steve Mills nie mógł na rozpalone gorące głowy wylać zimnej wody bo by się sauna w press roomie zrobiła a ludzie przyszli bez ręczników. Jest nowym (starym) GM-em więc powiedział to, co mówi się w NYK od dwóch lat. Płyta lekko skrzypiała ale poszło. Mamy wysokie nadzieje. Sięgające nieboskłonu mistrzostwa. Spokojnie ludziki. Isiah syn demona nie wraca (studiuje na Berkeley skok przez konia i ma ciepłe krzesło redaktora Szpakowskiego w NBA TV). W sprawie, no tego jak mu tam, G. Grunwalda to on niewiele może powiedzieć bo to była samodzielna decyzja Właściciela, z którą on się nie tyle nie zgadza, co on ją jednakowoż akceptuje (czyli takie tam przekładanie rączki na rączkę z lekkim zacieraniem). Symptomatyczne. Największym celem organizacji jest zatrzymanie Carmelo w lecie. Hmmm... To się kłóci z planami sportowymi w mojej ocenie, czyż nie?

Melo mówi, żeby mu nie zawracać gitary tą przedłużką bo to nie czas i nie miejsce. I on prosi, błaga wręcz, żeby uszanować tę decyzję. Po raz pierwszy przyszło mi do głowy... że on faktycznie może próbować hycnąć w jakieś cieplejsze kraje... To by śmiszne było...

JR Smith posypał głowę popiołem, że to zaprószenie oregano w między regałami w bibliotece, to może jednak słaby był pomysł. Że zawiódł, że jak trzeba to do grodu Częstocha przykolani, że łzy ściskają mu gardło a dym gryzie w oczy. Że on to tak naprawdę to on tego nawet nie lubi, i męczy go wydech zielarza, że dał się omotać, omamić jak Ewa w Ogrodzie Rajskim. Aaaa i opóźniona operacja była oszywiście spowodowana przyczynami i komplikacjami rodzinnymi. Klasyczne zagranie na dzieci,  pater familiasa i telewizję śniadaniową.

A. Stoudamire przeszedł sekretną operację wyjęcia drzazgi z kolana... To było tak tajne, że nie wyciekło nawet na Wikileaks. Operacja jest określana jako „malusienieczka, tyci tyci”. Grunt, że STAT może nie zdążyć wykurować się na początek sezonu. PS. Od play offów nie stąpał po parkiecie i piłką się nie raczył. To może być epokowe. Rdza będzie odpadała razem z członkami. Trąd w najczystszej postaci. Ale on ciągle wierzy. Jego wiara góry przenosi.

PS. I może najważniejsze, Knicks wykonali opcję na Trenera Woo na sezon 2014/15. Kolejny znak, że jego dni są policzone... Trener Karl za rok?

21:10, znykajacy
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje