RSS
sobota, 19 października 2013

Taka garsteczka ziarenek piasku.

Przepraszam, ale nie daję rady napisać o wyoptowaniu się Melo. Powiem tyle. Bierzcie go Panowie. Kobe kręć na centralę. Dołącz do HOU… (WOW ale pomysł – aż się przestraszyłem…). Szukaj pierścieni (w Mordorze go nie ma - podpowiem). Niestety zostanie i przytuli jeszcze więcej wdowiego grosza. Ale w Nowym Yorku panika… Melo wie, że czas nie jest z gumy. I jego prime przemija… To by cudne było.

I. Shumpert jest uspokojony, co do swojej kontuzji łokcia. Zakleszczenie ręki przez B. Beala się nie powiodło. Wody zebrało się mniej, jest lekkie naciągnięcie i raczej będziemy go oglądać. "Na mnie goi się jak na psie" - mówi popularny Rook. Plus za to, że przestał się wygłupiać z tym lotniskowcem na głowie. Trzeba kiedyś dorosnąć.

P. Prigioni jest day to day.

R. Felton przeciągnął ścięgno udowe. Nie wierzę, że mamy na przednówku tyle dobrych informacji.

T. Murray jest podobno już w ogródku, już wita się z gąską… Tyle, że są tacy, którzy uważają, że beczka jest wkopana a w środku siedzi C. Smith, który właśnie zmienił agenta na przedstawiciela CAA… T. Murray podchodzi do tego spokojnie (co tylko świadczy o tym, że jest w tej sprawie układ warszawski) i sugeruje, że chcą go w MIA… Chytrze…

Chandler-Bargnani-Anthony 101 pkt. na 100 posesji. Kiedy Czenio odpoczywa numerki robią kumulację 134 pkt. na 100 posesji. Scary. Tysonik, sobie teraz posiedzi, dobrze? Tragedia wisi w powietrzu.

STAT jest jednak niemożliwy. Powiedział właśnie – czuje się jak dynamit – gotowy wybuchnąć. Na razie jest podobno dopuszczony do kontaktu. Chyba lekarza pierwszego kontaktu…

ESPN wyprodukowało przy pomocy maszyny liczącej SCHOENE wzorowanej na Odrze taką oto predykcję, że NYK będą 37-45… Nawet dla mnie wygląda to na przesadny optymizm… Stefan nazwij ich zaprzańcami, co się na koszykówce nie znają! Chyba to Binienda pisał ten algorytm…

22:18, znykajacy
Link Komentarze (12) »
piątek, 18 października 2013

Mój poranek upłynął pod znakiem dmuchania balona i grzanie silnika na temat emocjonalnej nocy Melo wracającego do Baltimore po raz pierwszy w swojej profesjonalnej karierze. O synu utracony! Co on musi czuć? Co przeżywać, kiedy widzi na trybunach sąsiada, któremu jako dziecko strzygł trawnik? Co myśli patrząc na zagrzewającą go do boju cioteczkę z okolic, która zawsze miała dla niego ciasteczka i skopek mleka? Czy drży mu serce? Czy ręka wiotczeje pod nadmiarem wzruszeń? Czy otrze samotną łzę spadającą na kołnierz jego niebieskiego trykotu. Tyle pytań. Tyle niepewności. Przytul Melo.

Są granice śmieszności których nie powinno się przekraczać Angeliko Fajcht.

Był Clyde, którego też próbowano wcisnąć w jakieś niejasne wspomnienia, kiedy staczał heroiczne boje z Earlem „Perłopławem” Monroe na stokach Charm City. Do tego otaczający go lepką rączką Spero Dedes... Miodzio. Słodycz można było z ekranu zdrapywać szpachelką i zasładzać ulep.

WAS

Czy WAS są Ósemką na Wschodzie? Po wczorajszym meczu mam mieszane uczucia. Nie było E. Okafora, Nene jeszcze leczył traumę wygwizdów na Copacabanie, a Otto Porter poślizgnął się na biodrze i jego powrót jest bliżej nieokreśloną niewiadomą zawieszoną na linii czasu. Czy zespół, który wziął na garnuszek lwią grzywę J. Childress'a można traktować poważnie?

Ja wiem ktoś powie: Jest John Wall – drugi po D. Rosie król rozprowadzenia pierwszym krokiem parkietu na Sylwestrze w Murowańcu. Tyle, że już przykleja się do jego czarnej rzyci metka – „to dobry zawodnik tylko wyników nie ma”. Może ten chodzący pomnik soku z cytryny po podpisanym maksiu będzie miał jakoś lekcej na duszy? Tylko czy wątłe ciało podoła? B. Beal to śmiała teza, ale nie boję się jej użyć, będzie w tym roku All-Starem. Po zeszłorocznym przytkaniu światłami rampy nie wydaje się być już śladu. Okrzepł i patrzy na świat z wysoka lekką bezczelnością. Reszta to nadal taka zbierania zawodników, którzy młodzi już nie są ale ciągle mogą zapalić (jak Krzysztof Gajtkowski). Jest K. Serafin aka Baba z Foresta Gumpa z tą dolną wargą majtającą się w okolicy kolan i miną mistrza świata scrabble po ciemku, J. Vesely który naprawdę, naprawdę jest najgorszym koszykarzem w NBA i ten czeski film naprawdę już nikogo nie śmieszy, jest jego wielkość Jamochłon – odznaczony orderem Wielkiej Chlupni – człowiek zanęta na L. James, który mówiąc z pewną nostalgią strasznie sflaczał i się rozmeduził. Melo dający mu tę chwilę tak potrzebnego mu wsparcia - bezcenny. Pokojowy Nobel.


Do tego T. Ariza który poszukuje czegoś czego nigdy nie było – tj. talentu na miarę oczekiwań i ambicji, jest E. Maynor który wczoraj jak koszykarz inwersyjny – cofający się w rozwoju i zasysający umiejętności do środka. Do tego M. Webster i T. Booker, ale kto by się tam kłopotał zastanawianiem się który jest który.

MIA, IND, BKN, CHI, NYK ATL to pewniacy. Dalej chyba stawiam na CLE i walkę o pierwszą rundę z Majamitami stoczy ktoś z trójki TOR, WAS i DET. Tym ostatnim daję chyba największą szansę. Tak z 50%.

Co do meczu? Powiedzmy sobie to raczej otwarcie. Nie był specjalnie wyrafinowaną próbką koszykarskiego rzemiosła. Kamera zawieszona na Zeppelinie wyznaczyła nowe kanony sztuki transmisji telewizyjnej. Telewizja śniadaniowa powinna to zapożyczyć żeby pokazywać patelnie Kucharza Sowy.

Melo miał chwile, kiedy był jak tak farma wiatrowa w pomorskim – młócił łopatami poruszany histeryczną owacją pociotków, P. Prigoni i I Shumpert uszkodzili sobie łokcie (lewy i prawy) - solidarnie, T. Chandler po 6 minutach był tak poruszony powrotem Anthony do Baltimore, że musiał od tych spazmów usiąść –tak się zapowietrzył. MWP skręcił nogę bodaj przedwczoraj i na przejażdżkę na północ się nie wybrał, A. Bargnani był nadal łykowaty i w smaku trącił drewnem.

R. Felton walczył z czterema przeciwnikami – sam wbrew nadziei i ku pochwale głupoty.


B. Udrih się lekko otrzepał z kartonów i wyszedł na światło dzienne, Młody znowu miał chwile rzutowej lekkości niebytu a C. Aldrich trenował asysty karkiem bo wie, że może liczyć tylko na angaż w Harlem Globetrotters (temu Panu już bardzo serdecznie dziękujemy).

T. Murray i I. Diogu powoli przebierają nóżkami dobiegając do mety, bo zdaje się, że wystarczy już tylko złożyć jeden mały podpisik.

C. Smith udowodnił, że nie ma takiego kosza którego się nie da przestrzelić. 

13:02, znykajacy
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 października 2013

Manchester. Niewielka Brytania. Tylko New Hampshire (podobno NYK zawitali tu pierwszy raz?). Milestone. Historia Brada Stevensa zaczęła się tu. Wikipedia napisała pierwsze zdanie. Swoje inauguracyjne zwycięstwo, jako trener NBA odniósł nad NYK. Trzydziestoma punktami. Brawo.

E..ly ma rację. Preaseason jest bezsensu. Mecze nic nie mówią. Bo mają one posmak alchemii i poszukiwania kamienia filozoficznego. Trenerzy coś badają. Przelewają z fiolki do probówki a potem odparowują nad palnikiem. Kolba i zlewka. Podgrzewają. Chłodzą. Na końcu coś zostaje. Choć najczęściej jest to smród amoniakopodobny.

Ale ja prawdę mówić mam słabość do tych gier, które przypominają mecze kadry piłki nożnej gdzieś w lutym o puchar króla Bangkoku. Zbiera się ligową szarzyznę, pakuje na pokład ATR i wysyła gdzieś w tropiki, żeby wpisać w życiorysy 1A. Mecze, które nigdy nie powtórzą się w tym samym składzie osobowym. Bo ile będzie spotkań, w których Melo, Chandler, Felton, MWP prowadzą doping z ławki? Ja mam nadzieję, że będzie ich mnóstwo, ale realnie to się nie zdarzy.

Mecz z BOS nie był znowu tak dawno, żeby postawione tam tezy się zdezaktualizowały.

Co wiemy więcej po tym spotkaniu o NYK? Bardzo dużo:

że w Kielcach jeszcze wiele majonezu się utoczy nim ktoś będzie kimś więcej niż liderem swojej koafiury (I. Shumpert)

że być w pluso-minusach -41 to żadna ujma – z tym da się żyć, pacjent oddycha (J. Powell);

że zwrot polegaj na nim jak na Zawiszy jest czasem oksymoronem. (A. Bargnani);

że to nie jest gra dla starych ludzi. (P. Prigioni);

że nie wstydzić się to wcale nie znaczy robić coś naprawdę twórczego. Rzucać każdy może trochę lepiej lub trochę gorzej. Z naciskiem na to drugie. (T. Hardaway Jr.);

że można być w obronie objeżdżany jak furmanka przez fiata 126p na lokalnej drodze. (T. Murry);

że czasem mecz może wyjść wbrew wszystkiemu i łysienie plackowate w tym nie przeszkadza (I. Diogu);

że chyba czas już najwyższy sprawdzić ceny tanich lotów do Europy (C. Aldrich);

że fryzura która przypomina daszek lodziarza nie daje recepty na sukces (C. Douglas-Roberts);

że w NBDL też jest mecz All-Star i to żadna hańba w nim wystąpić (C. Leslie);

że jest jakaś granica żenady w nepotyzmie, której przekraczać nie wolno. Za nią jest już tylko działanie na szkodę spółki (C. Smith).

Że pozostało otworzyć okno i to wszystko wywietrzyć…

Dlaczego wszyscy śpią?

07:53, znykajacy
Link Komentarze (13) »
sobota, 12 października 2013

Szczyt marzeń TOR tego sezonu to chyba bohaterska walka z BOS o trzecie miejsce w Atlantic Division. Menadżer Masai Ujiri (którego data urodzenia mieści się gdzieś między wielką powodzią Nigru i wielką suszą) chce uchodzić za młodego zdolnego, który nie boi się pociągnąć za żaden sznurek (w tej roli Wojciech Mann w „Szansie na Sukces”) by osiągnąć sukces. Good luck na tym wygwizdowie. Szczerze mówiąc, moim zdaniem rząd Japonii powinien poważnie zastanowić się nad zaangażowaniem go jako konsultanta do spraw rozwiązania problemu Fukushimy. Alternatywnym pomysłem jest etat w Klubie Gaja. Tyle odpadu radioaktywnego ile Masaj przytulił w tym sezonie, jest niebywała. Licznik Geigera oszalał. Niechciani, pobijani, toksyczni, w TOR znaleźli swój paśnik. S. Novak (sześć minut nicości – pies Falkor - czyli Never Ending Story 2), T. Hansbrough, który zaczyna bardziej przypominać Pudzianowskiego w wersji sprzed MMA– chyba dostał jakieś zastrzyki dla koni, A. Daye przypominający, co raz bardziej ghoula i w Halloween wchodzi już bez kreacji, DJ Augustin – rezerwowy PG którego nigdy nie chcielibyście mieć w swoim składzie, nawet gdyby alternatywą być popularny Szubi. Bez jaj. Ta grupa świeci w nocy. Mogą wziąć udział w jakieś kampanii społecznej – „Bezpieczny powrót ze szkoły do domu po 22.00 z zawodnikiem Toronto”. Z drugiej strony, czy można się dziwić, że trafiają tu tylko kobiety po przejściach? Kto by chciał szczypać porosty? Siekierą wyrąbywać wodę z jeziora? Czy cały czas walczyć z zawilgłą podpałką?

Core? R. Gay jest jednym z najbardziej przepłaconych zawodników Ligi i Amare jak o nim myśli to jest mu jakoś tak raźniej, D. DeRozan ciągle czeka na jakąś akcelerację kariery – statystycznie jest z roku na rok co raz lepszy, ale ja podobnie jak w przypadku Jeffa Greena jakoś bez wiary myślę o jego karierze. Ma co prawda te ruchy leśnej kuny i fantazję mołojecką, ale czy potrafi tańczyć? Nadzieja w J. Valanciunasie (wymieniam go za T. Chandlera i jeszcze dodaję kozę), którego nazywanie JV – Joint Venture- jest nawet zabawne – a na warunki kanadyjskie to nawet tym żartem można się ogrzać. Może T. Ross zakwitnie (czas na pierwszą krew)?

Zespół ciekawy, ale skazany na majtanie się w ogonie tabeli. Wielki Masaj myśli.

Co do meczu to raczej czeska burleska. NYK przegrali mimo 23 strat TOR, co musi być jakimś rekordem. Q. Acy pokazał, że bycie bratem bliźniakiem R. Evansa jednak do czegoś jeszcze zobowiązuje (6 min., które wstrząsnęło Miastowymi). Lubię tego chłopaka i mam nadzieję, że przebije się brodą do rotacji.

Było lekko osobiście. Po pierwsze A. Bargnani wybuczany na każdym kontakcie z piłką i owacyjnie przyjęty po każdym niecelnym rzucie. Ach te zawiedzione nadzieje kibiców TOR. Tyle pokładano w nim oczekiwań, dano tyle miłości, dodatkowy przydział na węgiel a tu takie finalne rozczarowanie. Łaska kibiców na pstrym koni jeździ. Po drugie Melo miał jakieś pogwarki z Wesołym (czy R. Gay oszalał rzucając Carmelo w twarz coś na kształt różowej mitenki?) i wymownie milczącym L. Fieldsem, który jak zawsze ma mu coś do udowodnienia. Te personalne wymiany myśli, nienawistne spojrzenia były wątpliwą ozdobą tego spotkania błędów i wypaczeń. Junior udowadnia, że mimo, że ma lekka rączkę w ataku, to w obronie ojciec mu wyraźnie pobłażał i nie miał rączki… zbyt ciężkiej. MWP miał tyle samo rzutów, co Melo– co musi budzić uzasadniony sprzeciw nawet największych pasjonatów kina klasy B. On faktycznie jest sam i dwie drużyny przeciwne. I Shumpert był elokwentny, choć w jego grze pojawiły się pierwsze zająknięcia. B. Udrih nadal negocjuje z niemieckimi turystami wyjście z Postojny (na razie rozczarowanie – 5 strat). T. Chandler - ależ ten jumper jest wymuskany jak upudrowane lico Richarda „Ojca” Kalisza.

Nie wiem, czy ktoś z Was oglądał film „Turbo”? W każdym razie Cole Aldrich – Biały Cień.

A miała być seria 7 zwycięstw na wyjeździe…

08:38, znykajacy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 października 2013

Ostatnie trzy dni próbuje podejść do preseason ustawiając zegarek na 5.15, żeby przed rozpoczęciem dnia wczuć się w klimat piszczącej piłki. Przecież NBA is back! Nakręcam się od rana. Zaklinam wieczorem rzeczywistość. Robię gimnastykę Ola Jedliny (co za głupia śmierć Panie Jacku), ale nie mogę, nie potrafię.

Nie jestem w stanie zmobilizować się do oglądania czegoś innego poza... New York Knicks.

I dlatego dziś wstałem sprężynką. Jak maszyna. Zarzuciłem falujące loki na plecy, sprawnym ruchem zrzuciłem kołdrę, czyniąc huragan powodujący krwiożerczy grymas na twarzy połowicy i pognałem ku wodopojowi ekranu by jak spragniona hiena napełnić trzewia widokiem krótkich spodenek...

Życie wróciło.

Najpierw o BOS, bo tak trzeba.

Mają najlepszy frontcourt w NBA. Taka teza. Żadnych graczy wybitnych, żadnych wirtuozów, żadnych Mozartów parkiety,  ale 7 rzemieślników, co uśredniając daje poziom... ponad przeciętny. Każdemu z nich daję w skali 1-10 -  szóstkę. Ktoś potrafi zaproponować coś lepszego? Proszę.

G. Wallace (ależ ten chłopak poczuł wiatr w dredach). B. Bass (jest najczarniejszym z czarnych czy nie?), J. Sullinger (siła ponad prawem), K. Humphries (to spojrzenie erudyty), J. Green (osobiście nie czuję emocji), K. Olynyk (czeski metal wersja z NRD), V. Faverani (wyglądający jak bohater Warsaw Shore w stroju z lycry opinającym się na bochnach opadających z bioder).

Brad Stevens o twarzy cherubinka vel. emerytowanego modela (w jego roli w polskiej wersji filmu „Po prostu Coach” wcieli się to bożyszcze szamponów – Krzysztof Ibisz) ma tam naprawdę fajny materiał do zaorania. Plonu wielkiego nie będzie ale... można mutować geny.

Brakuje back courtu.  RR ciągle w łupkach zbiera warsztat trenerski, w A. Bradley’a to ja osobiście nie wierzę – on by się bardziej nadawał do łuskania fasoli, C. Lee to jest złomek, J. Crawford to coś pośledniejszego. Podobał mi się P Pressey chłopak który z walczyłyby na koturnach z Manny’m Pacquiao o sercu do gry większym niż gruszka bokserska. Może on jest pomysłem na jedynkę?

Szkoda, że znowu na koniec ławki powędrował M. Brooks ten młody prawie K. Bryant. Coś się to nie chłopaczysko odnaleźć nie może. To było nawet zabawne, że PJ Carlesimo, który w zeszłym sezonie go tłamsił, znajdywał ciepłe słowa. Trzeba było dawać szansę to może by się posada zachowała.

Airbobo zazdroscimy aczkolwiek to będzie długi sezon.

Mecz. Ach cóż to był za mecz. Ktoś coś widział takiego? Na siedem minut było 20 pkt dla NYK i zasadniczo, na 22 sek. było... 102-101 dla BOS. To bylo jak przedłużenie runu z osatniego meczu PO. Czy to nie jedno z najszybszych "zejść" w historii? Skład węgla i papy nie zawiódł. Dowodzeni przez C. Smitha NYK omc nie umoczyli meczu, którego nie przegrałaby Kotwica. Rozgonić tę bandę. Angaż to oni powinni dostać w muzeum figur woskowych. Albo przy zrywaniu truskawek w Szwecji.

To impresyjnie.

C. Anthony – wygląda jakby zgubił parę kilo nosząc siaty z Tesco. Dupinkę ma jakby bardziej wypiętą. W pierwszych słowach presesonu szedł na jakieś totalne zniszczenie. Sklęsł potem. Na szczęście. Nic tak nie psuje humoru jak bezbłędny Anthony.

A. Bargnani – sezonowy dostawca pizzy zamieniony w koszykarza. Nie dajmy się oszukać.

T. Chandler – dał się parę razy zaboxować przez zielonoarmistów. Nie przystoi Mistrzowi.

P. Prigioni – ma taki kolor skóry jakby całe lato robił formę w solarium albo w wędzarni dorsza w Łebie.

R. Felton – te kocie ruchy, szybkość mszycy, gracja pelikana – All-Star mode.

M. World Peace – miałem wrażenie, że tworzył na parkiecie jakiś trzeci unit billujący. Twarz ściągnięta grymasem bólu, oczy niewidzące jak u Juranda ze Spychowa i zacięcie jak pijanego po goleniu. Nowa jakość.

I. Shumpert  - dzień konia. Dobrze, że trener Woo jest już łysy bo po tych trójkach z dziewiątego metra chybaby osiwiał.

C. Aldrich – wielki biały ninja. Z naciskiem na biały.

B. Udrih – na razie wyglądał jakby zagubił się w jaskini Postojna i nerwowo patrzył na zepsuty gps. Nadal uważam, że to największe wzmocnienie off-season. Obym się mylił.  

T. Hardaway Jr. – nie wiem czy na tych cinkich nóżkach da się coś wyskakać. Ale rzucać to on się nie czai. Quasi buzzer beater. Wygrał mecz. Kropka. Pojedynek między nim JR i Shumpem może mieć ofiarę śmiertelną. Nie jedną.

Reszta oszczędzę inwektyw.

A. Stoudemire – Złotousty. Powiedział zdanie, które przejdzie do historii człowieczeństwa – podobnie jak to o rzuconych kościach, małym kroku człowieka a wielkim kroku ludzkości (PS. uważam, że lądowanie odbyło się studio na Woronicza) czy sentencji biegłego magistra inżyniera  które ostatnio wyczytałem – „Z wilgocią jeszcze nikt nie wygrał”. Zdanie to brzmi. „I can’t control my injuries”. Amen. I stała się jasność.

16:27, znykajacy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 października 2013

TC DAY 5-7

Trener Woo zadeklarował, że nie będzie przepalał LPG starych instalacji i dlatego K-Mart jest tylko na zapalonej czerwonej diodce na tzw. stand by’u. Będzie czas, kiedy się da w gwizdek. Na pewno.

Trener Woo robi za mimozę. Pierwsza piątka nadal niewykrystalizowana.  Bliżej jej do Melo i Bargnaniego z Chandlerem. Służalcza prasa już cmoka z zachwytu. Metta z ławki? Felton z drugim PG czy jednak I. Shumpert? No nic naprawdę nie wiadomo. Do startu nawet nie będę spekulował.

Amare nie biega. A podobno z chodzeniem też jest kłopot. Nawet nie wiadomo, kiedy zacznie. Wygląda to lepiej niż można się było tego spodziewać. Myślicie, że ujrzymy go jeszcze na parkietach NBA? Czy teraz tu już tylko spotkania w EMPIKu?

Na pierwsze trzy gry preaseason nie polecą JR Smith, Amare i J. Tyler. Oszczędzą na paliwie.

Tyson Chandler wszedł w jakiś układ z lobby mleczarskim. Wycisnął łzy. Bo nie ma czegoś takiego jak offseason. Sięgnąłem po mleko.


Cole Aldriche wierzy. My też. Chyba.

MWP powiedział, że Melo ma instynkt termita – cichego zabójcy. Anthony to naprawdę równy chłop. Nie zaprzeczył. A nawet potwierdził fakty znane prokuraturze.

W ranku ESPN-u Top 500 NBA players J. Lin dwa oczka nad R. Feltonem. No musiało zaboleć. Na sportowej złości Wiewiór zjadł paczkę mieszanki studenckiej.

I. Shumpert ćwiczył. Ale jeszcze nie w pełni.

Niech to się już skończy. Grajmy!

22:05, znykajacy
Link Komentarze (11) »
piątek, 04 października 2013

TC DAY 3&4

Próbuje i mam nadzieję, że szanowne czytelnicze grono to docenia. Walczę. Szarpię. Ale te newsy z Training Campu są osłabiające.

I. Shumpert już zapięty pod szyję w kurteczce przy linii. Wywichnął sobie obojczyk i na razie ma lekką przerwę od piłki. Ciekawe, bo się mówi, że na dwójce może być podmiałka i to JR będzie wchodził przy odgłosie trąb do gry a Shump będzie iskrzył z ławki. Tyle, że JR musi doróść. Żywot ludzki tyle nie trwa. I JR ma pięciomeczową karencję na starcie.

MWP - wziął pod język trochę sproszkowanych maślaków (musiały być robaczywe) bo zasugerował, żeTrener Woo przypomina ma Jaxa. Poważnie dostrzegacie fizycznie podobieństwo? Bo o czym innym on może mówić? Nie wiem, w jakich oparach absurdu trzeba się poruszać, żeby wywieźć taką tezę. Serwilizm ma swoje granice. Ale walka o S5 trwa. Wszystkie chwyty dozwolone.

CJ Leslie – ciągle wierzy. Próbuje udowodnić, że wszyscy są w błędzie. Jemu i profesor Miodek nie pomoże. Melo mówi mu co ma robić, a Iman to wręcz siedzi mu w uchu. Próbuje zrobić to na wariant brazylijskiego piłkarza którego brak umiejętności zaplątał w Ekstraklasie– znam Neymara, graliśmy razem w juniorach młodszych. „Irlandczycy” przywitają Lesliego czarnym Guinnessem… Jak swojego.

Spoza koszykówki. O. J. Simpson odsiadujący 33-letni wyrok za napad z bronią w ręku ukradł z więziennej kantyny owsiane ciasteczka…

A Wy co myślicie. Spicie? Smalcu się objedliście? Jaki S5? Kto z ławki? Kto w szczęśliwej piętnastce?

22:07, znykajacy
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje