RSS
wtorek, 01 października 2013

Kiedyś na myśl o Media Day miałbym przynajmniej zarumienione policzki i lekko świecące się oczy. O matko co tam się wydarzy? Kto pojadł? Kto nosił przez wakacje wytrwale siaty z Tesco. A dziś? Jednym spojrzeniem omiotłem wydarzenia wczorajszego popołudnia. Albo się zestrzałem albo stałem się bardziej cyniczny.

Bo co tak naprawdę się dzieje w takim Media day?. Melodie są dwie. Pierwsza to ta drużyn dolnej części tabeli – gramy o PO, o jak najwyższe cele, mamy ciekawych chłopaków, wierzymy, że kolektyw, że ambicja zaangażowanie pozwoli nam sprawić niespodziankę. Jesteśmy podekscytowani, mamy nowe koszulki, czujemy głód piłki etc.

Druga grupa drużyn to te z tzw. aspiracjami. Tytuł jest nasz. Patrzymy z góry na kotłujący się tłum. Wstrząśniemy  tabelą. Jesteśmy mocniejsi niż rok temu, a rok temu to byliśmy trzy rundy od finału, więc to bardzo blisko. Jesteśmy mądrzejsi, bardziej doświadczeni, oczytani. Znamy swoje mocne i słabe strony. A dojście X daje nam tę głębię na ławce, która pozwala na eksplorację Rowu Mariańskiego. I takie tam wariacje na temat.

NYK są w tej drugiej grupie. Jak zawsze.

Steve Mills nie mógł na rozpalone gorące głowy wylać zimnej wody bo by się sauna w press roomie zrobiła a ludzie przyszli bez ręczników. Jest nowym (starym) GM-em więc powiedział to, co mówi się w NYK od dwóch lat. Płyta lekko skrzypiała ale poszło. Mamy wysokie nadzieje. Sięgające nieboskłonu mistrzostwa. Spokojnie ludziki. Isiah syn demona nie wraca (studiuje na Berkeley skok przez konia i ma ciepłe krzesło redaktora Szpakowskiego w NBA TV). W sprawie, no tego jak mu tam, G. Grunwalda to on niewiele może powiedzieć bo to była samodzielna decyzja Właściciela, z którą on się nie tyle nie zgadza, co on ją jednakowoż akceptuje (czyli takie tam przekładanie rączki na rączkę z lekkim zacieraniem). Symptomatyczne. Największym celem organizacji jest zatrzymanie Carmelo w lecie. Hmmm... To się kłóci z planami sportowymi w mojej ocenie, czyż nie?

Melo mówi, żeby mu nie zawracać gitary tą przedłużką bo to nie czas i nie miejsce. I on prosi, błaga wręcz, żeby uszanować tę decyzję. Po raz pierwszy przyszło mi do głowy... że on faktycznie może próbować hycnąć w jakieś cieplejsze kraje... To by śmiszne było...

JR Smith posypał głowę popiołem, że to zaprószenie oregano w między regałami w bibliotece, to może jednak słaby był pomysł. Że zawiódł, że jak trzeba to do grodu Częstocha przykolani, że łzy ściskają mu gardło a dym gryzie w oczy. Że on to tak naprawdę to on tego nawet nie lubi, i męczy go wydech zielarza, że dał się omotać, omamić jak Ewa w Ogrodzie Rajskim. Aaaa i opóźniona operacja była oszywiście spowodowana przyczynami i komplikacjami rodzinnymi. Klasyczne zagranie na dzieci,  pater familiasa i telewizję śniadaniową.

A. Stoudamire przeszedł sekretną operację wyjęcia drzazgi z kolana... To było tak tajne, że nie wyciekło nawet na Wikileaks. Operacja jest określana jako „malusienieczka, tyci tyci”. Grunt, że STAT może nie zdążyć wykurować się na początek sezonu. PS. Od play offów nie stąpał po parkiecie i piłką się nie raczył. To może być epokowe. Rdza będzie odpadała razem z członkami. Trąd w najczystszej postaci. Ale on ciągle wierzy. Jego wiara góry przenosi.

PS. I może najważniejsze, Knicks wykonali opcję na Trenera Woo na sezon 2014/15. Kolejny znak, że jego dni są policzone... Trener Karl za rok?

21:10, znykajacy
Link Komentarze (4) »
piątek, 27 września 2013

Pałacowy przewrót. Na plecy. Albo klap na tyłek. Milczący Glen odszedł. Ale tak na za trzy dwunasta? W czwartek? Bez obiadu? W swoich butach? Ciekawe. Czy odezwał się, choć słowem? Czy łzy otarła mu jakaś litościwa dłoń? Martwię się. Ktoś doszedł do wniosku, że NYK zmierzają donikąd? Jak to? Kto przeżył taką cudowną iluminację? Właścicielu! Koryfeusze tytułu… Gdzie jesteście? Rangersi? Ktoś kibicuje?

No więc, co się stało? Nawet ryby na wszelki wypadek nabierają wodę w usta. Nie żeby miały coś powiedzieć.

Jest jakiś nowy plan? Odliczanie do 2015? Czy już ktoś zamiótł marzenia na kupę? A może jest coś co wymyka się poznaniu śmiertelników. Tylko co by to mogło być?

Czy to coś w ogóle znaczy?

Czy pod Trenerem Woodsonem rozpaliło się właśnie małe ognisko i jego pośladki zaczynają dojrzewać w płomieniach? Bo nie ma jak grillowany Bakłażan?

Glen ma już luz. Odczepiony od dyszla, będzie szczypał trawkę na boku czekając aż mu się skończy pensjonat na 46 Pennsylvania Plaza. Zamieni je na Rondo Zesłańców Syberyjskich. Wtedy pomknie w przestworza. Wyrwany ze złotej klatki. Książka? Wątpię. Nie wygląda na literata. A Właściciel potrafi wymusić milczenie. Nie dowiemy się niczego. Chyba, że powoła się zespół parlamentarny. Wtedy może być i zamach we mgle.

Steve Mills – fajny facet. Już go lubię. Po owocach was poznają. Dekada smuty. Jesteś witany Jutrzenko! Może jakieś zeznako na potrzeby seksualnego stręczyciela? Hej Isiah hej! Podaruj mi trochę Słońca. A imię jej Anucha. Anna tylko tak bardziej przaśnie. Zeke patrzę na jej zdjęcie i nie wierzę. To było po śliwowicy? Nie ma takiej ilości alkoholu. Nie w znanym nam wszechświecie.

NYK to normalni nie są i za to ich kochamy. Ja nawet inaczej.

PS. Wiecie, że to za chwilę się zacznie?

22:45, znykajacy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 01 września 2013

1 września. Cześć i chwała pierwszym bezimiennym ofiarom Wielunia.

A także znak tego, że żyję.

Z pewnym ubawieniem obserwuję sztuczne dmuchanie balona rywalizacji między NYK i BKN.P. Pierce robiący jakieś supozycje co do zawładnięcia miastem, odpowiadający mu JR Smith – jesteście dobrzy, ale nie dość dobrzy, a Ty masz kwaśną minę bo nie wyprzedzisz Johna Havlicka i jeszcze za to wszystko zapłacisz. Spotkanie właścicieli pod czujnym okiem Papy Sterna – który, nawołuje - Pax między Chrześcijany - i macha flagami jak Don King. Ktoś znowu coś szczeknie, ktoś miauknie, a na koniec znowu ktoś zarży. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby to wszystko było rozpisane na role. Np. środę do południu R. Felton robi afront matce Lopeza, a w czwartek koniecznie do 16.00 Garnett robi aluzję do męskości Melo. Gmin się cieszy. Nie mniej niż włodarze. Dolary lecą z nieba. Słodki dla ucha szelest układających się w prostokąty stosów, wywożonych wózkami widłowymi w zacisze sejfów. Marketing is everything. Najlepszym dowodem na budowanie tego napięcia jest… brak meczu między oboma zespołami w okresie przedsezonowym. Bo nic nie tworzy lepszej atmosfery konfrontacji niż jej… brak.

Trwa próba wydrenowania rynku. Rywalizacja na przedpolu. Polaryzacja środowisk. Sztuczny tłok. Pochłonięcie mediów. Bo czy to nie będzie największa konfrontacja w tym sezonie w NBA? Bitwa o Nowy Jork w toku.

Najśmieszniejsze, że tak naprawdę jej wynik sportowy jest tak naprawdę na drugim planie.

Na głębsze porównanie obu drużyn porwę się w niedalekiej przyszłości.

Tak dla uporządkowania kart na stole.

Media day - 30 września. 1-8 października obóz przygotowawczy u siebie - w Madison Square Garden Training Center w Greenburgh.

Potem już preseason:

9 października – BOS- 7:30 PM

11 października – TOR- 7:00 PM

12 października- BOS- 7:30 PM (tradycyjny mecz w New Hampshire)

17 października – WAS - 7:00 PM (w Baltimore – hala wypełniona pociotkami Melo)

21 października– TOR- 7:00 PM

23 października - Milwaukee - 8:00 PM (ciekawe, czy Nowakowie przybędą?)

25 października- Charlotte 7:30 PM (jedyny mecz w MSG)

NYK mają szansę zostać królami wyjazdów.

Chris Smith dostaje trzecią szansę. Podpisał niegwaranta na obóz przygotowawczy. To nie jest żart.


Na twitterze przestałem śledzić JR Smitha. Czułem, że mózg zaczyna mi się krochmalić.

19:20, znykajacy
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Przyznaję ten wpis idzie mi jak krew z nosa. Zacząłem tak z trzy tygodnie temu i tak kapię słowami.

Podpisanie kontraktu z B. Udrihem chyba ostatecznie kończy nowojorski tasiemiec off-seasonu. Moda na sukces. Gdyby NYK zakontraktowali wszystkich zawodników, do których udało im się dodzwonić w ciągu ostatnich sześciu tygodni mogliby wystawić jakieś dwanaście różnych zespołów. Na szczęście tak się nie stało. O wszystkich nie dałbym rady pisać. Telefony jednak nadal dzwonią…

Ocenę off-season trzeba zacząć od faktów. A brzmią one następująco. 14 zawodników zaokrętowanych. Jeden wolny spot. Na bezrybiu i włoska langusta musi robić za szczupaka. Ale co zrobić? Media muszą czymś żyć.

NYK będąc zakładnikami swojej sytuacji płacowej byli skazani na robienie szumu z wiatru. Na koniec dnia tylko niewprawne oko nie zorientowałoby się, że wszystkie te ruchy były tak naprawdę pozorowane jak walka z reformą KRUS-u.

Dlatego, Ci którzy czekali na coś naprawdę spektakularnego chyba nie mogą czuć się rozczarowani. Nic się nie wydarzyło. Nie mogło. NYK nie dokonali żadnego transferu, czy wymiany która urealniłaby ich marzenia o przejściu do finału Eastern Conference (tu się zatrzymajmy). Zachowano status quo i kolana Amare. Amen. Pieniędzy było akurat tyle, żeby wepchnąć trochę waty szklanej między futrynę i framugę. Jakoś się izba zamknie.

Bargnani Trade – czyli poprawianie wyniku finansowego

Pierwsza rzecz to ciągle nie mogę się nauczyć pisowni jego nazwiska. Zawsze się zastanawiam czy po pierwszym „n” jest „i” czy nie. Nie jest. Myślę, że to w końcu to opanuję.

Boże chroń Toronto! Dla tych, którzy się mniej orientują w geografii NBA, to taka sympatyczna mieścina w Kanadzie, do której w zeszłym roku zrobiono pierwsze przyłącze do internetu, ludzie chodzą w rapciach z kory i jedzą konfiturę z żywicy. Poważnie.

Management już drugi raz w ostatnich dwóch latach robi NYK nieprawdopodobną przysługę. Po pierwsze ukradli nam to bożyszcze tłumów lewą półkulę R. Rautinsa -  L. Fieldsa (hej gdzie są Ci wszyscy, którzy morze łez wypłakali, gdzie szaty żałobne, gdzie kadzidełka? (cisza)) za pieniądze które sprawiają, że w porównaniu budowa kilometra A-2 nie wygląda już wcale tak tragicznie. Jak mocne taśmy musi mieć z przeszłości Glen Grunwald na właścicieli TOR, że zrobili to znowu? Zbiorowa orgia z karibu? Szafa Lesiaka to przy jego archiwum jest podobno aktówką… Amare w TOR? Za pół roku?

Ktoś tam jednak wreszcie przejrzał na oczy i przytomnie ocenił, że A. Bargnani (jeden z największych jedynkowych bustów w historii) raczej nie będzie drugim D. Nowitzkim. I bliżej mu raczej do europazaura niż do tyranozaura. Ta lekko przydługawa refleksja zajęła im siedem chudych lat. Musieli mieć tam chyba serdecznie dosyć obgryzania liści z najwyższych pięter.

Bo kto przy zdrowych zmysłach wziąłby S. Novaka? Nawet w charakterze lokaja do podawania fraka? O M. Cambym nie wspomnę, bo Marcus był wtedy tylko zapisem księgowym o wadze słoniowej nogi (dziś ). A może chodziło o Kuku-rydza? Nie wiem. Mrocznymi drogami podążają myśli T-Rexów…

Sam Bargnani też nie jest już pierwszej świeżości. W swoim życiu ciągle jeszcze nie przechodził obok siłowni. Fizycznie przypomina bardziej żelka misia haribo, niż koszykarza. Ma permanentnie jakieś naciągnięcia żuchwy, zwieraczy czy podstopia, co ogranicza próbę myślenia o budowaniu jakieś długofalowej formy w oparciu o jego występy.

Nie twierdzę. Andrea może mieć ciekawy sezon. 24 min. 13 pkt 5 zb. plus jakieś didaskalia. To się może nawet statystycznie bronić w kategoriach bezwzględnych. Jeżeli do tego przekroczy liczbę 41 meczy w sezonie to na koniec dnia odtrąbi się sukces i intuicję Glena Grunwalda i powie się– no mogło być naprawdę gorzej (media w NYC mają tendencję do przesady). Ale systemowo? Koncepcyjnie? To nie jest transfer, który coś wnosi. Raczej powoduje totalną konfuzję i fundamentalny brak zrozumienia. Że jak? Boski duet Amare Andrea z ławki? AA w akcji? A może Drużyna A? Bargnani w S5? Melo na trójce? Ja nie operuję takimi kategoriami poznawczymi. Trener Woo tym bardziej. Wyjdzie z tego jakiś defensywny potworek, choć jak mówię A. Bargnani jest jednym z najlepszych obrońców w post. Roy Hibbert właśnie głośno przełknął ślinę.

Jedyny sukces to ten czysto księgowy – w 2015 r. nie straszy NYK już kontrakt S. Novaka… Za to daję like’a.

P. Prigioni – powrót Shai Huluda

Wiara, że Pablo w wieku 36 lat jest w stanie grać 20-25 min. przez 82 spotkania wydaje się być zbliżona do przekonania o istnieniu niezniszczalnych terminatorów przybywających z przeszłości. Pablo to ciekawy gracz. Nie ma co ukrywać. Przystojny, inteligentny, z którym nie bałbyś się puścić swojej osiemnastoletnie córki na bal maturalny. Ja wiem, że on jest żylasty (musi pić wieczorami kompot z formaliny) przypomina raczej fremena po zdjęciu filtraka, ale poważnie, czy można myśleć o nim jako o zmienniku R. Feltona? Zawodniku, który pociągnie grę przez naście minut? To przedłużenie takie bardziej sentymentalne (pod kibiców) niż wnoszące coś realnego do gry.

JR Smith – normalnie być nie mogło

Od wielu miesięcy twierdzę, że w tym przypadku Glen Grunwald nie miał żadnej opcji. I to nieważne, czy JR przedłużył się z jedną nogą, czy z dwoma. NYK nie mogli sobie pozwolić na oddanie jego 18 punktów z ławki. Mroczny Jeździec Apokalipsy musiał zostać podpisany i szczerze mówiąc byłoby znacznie ciekawiej z punktu widzenia redakcyjnej perspektywy, gdyby uwolnił się w jakimś białym stanie (świadomości?). To byłby np. impuls dla I. Shumperta, żeby powstać. Dark Knight rising. Nie lubię Smitha. Jako gracza, człowieka i metafory. I to jest niechęć silniejsza niż obiektywna redakcyjna radość z faktu, że jego obecność jest gwarantem tego, że NYK zmierzają wprost do zagłady. Nie lubię go bardziej niż to, niż to że źle życzę Knicks. To dziwne uczucie. Pełne sprzeczności.

W sumie nurtuje mnie tylko w kontekście jego osoby, czy realnie obok oferty NYK było coś jeszcze na stole? Czy to była tylko operacja Argo? Czy te negocjacje miały jakąś realną dramaturgię i temperaturę? Czy tylko wszystko zostało doskonale zaplanowane – NYK wiedzieli o kontuzji i zdawali sobie sprawę, że nikt w świetle nowego CBA nie jest skłonny przepłacić za gracza który jest niesprawny nie tylko umysłowo. Czy NYK grali w ciemno, choć w otwarte karty? Może o przedłużeniu zadecydowało to, że JR z dwunastu zagwarantowanych milionów dolarów za dwa lata dostał promesę na zapłatę górką dziewięciu (co chyba nie świadczy najlepiej o stanie finansów rodziny Kowalskich). Może gdzieś, kiedyś poznamy szczegóły. Ale cała ta komedia z długością kontraktu wpisuje się w pewien obraz i podobieństwo nowojorskiej komedii pomyłek.

To już historia. Teraz bardziej palącym pytaniem jest, kiedy Smith powróci i kim powróci? Czy nadal będzie człowiekiem? Na razie zrobił sobie na głowie wielkanocnego kurczaczka (trener Woo już wyraził swoje daleko idące niezadowolenie). Pojedynek wizerunkowy z MWP zapowiada się jako wydarzenie sezonu.

Metta World Peace – socjalistyczna walka o pokój

Można powiedzieć to chyba oficjalnie. LAL uratowali medialnie Knicksom off-season. Byli jak gwiazdka z nieba. Jak Mikołaj, który przychodzi w lecie, ze spóźnionym prezentem. PR-owo udało się to podpisanie nadmuchać do poziomu gumowego krytego basenu. Zagłuszyć ciszę.

Nie wierzę, jednak że pojawienie się MWP przesuwa NYK we wschodnim wyścigu ponad BKN czy IND. O MIA nawet nie wspomnę. Tak. Zgoda. Metan wniesie pewną twardość, nieustępliwość i szaleństwo, ale motorycznie to on się już bardzo posunął w latach. Jego prime jest już gdzieś na youtubie. On nigdy nie miał lekkości żurawia, co najwyżej tego portowego, a teraz nawet to porównanie wygląda na komplement. Do tego to bieganie na paluszkach i zacięcie do brania gry na siebie, kiedy nic mu nie wychodzi. Może być powodem i źródłem frustracji Wierzących, jego gra na przełamanie po niecelnych siedmiu rzutach. Tyle tylko, czy Ron-Ron musi jeszcze coś, komuś udowadniać? Jako zawodnik może mówić chyba o pewnym spełnieniu. Majstra ma. Nawet dwa. I to takiego, że Kobe powinien go w czasie Wielkanocy całować przy jajeczku. Artest jest już w tym wieku, że powinien umieć się podporządkować. Z deklaracji słownych wynika, że taki ma plan. Oddanie parkietowi, drużynie i fanom –liczy się tylko koszykówka. Jest tylko jedno pytanie – czy NYC wyciągnie po niego swoje głodne macki. Czy dojrzał na tyle by oprzeć się wielkiemu Cthulhu – Przedwiecznemu? Czy potrafi iść po meczu pod prysznic a potem założyć bamboszki i oglądać Telewizję Trwam? JR Smith chyba na to nie pozwoli. Będzie jątrzył i kusił.

K. Martin - siła spokoju

Było trochę adwentowego wyczekiwania, niepewności, w pewnych kręgach nawet strachu– ale ostatecznie Kenyon dostał miejscówkę na następny sezon. Raczej w charakterze pampersa petryfikującego zawartość, niż czynnika, który stanowi o czymkolwiek. Kto wie, czy przy kontuzjogenności Amare i Andre nie okaże się, że wszystko spoczywa na jego wytatuowanym ciele?

B. Udrih – słoweński killer

Tak naprawdę to może być steal tego offseasonu. Mój typ do unheralded player. Gość jest w tej lidze już 9 lat… a ja właściwie nie potrafię wiele o nim powiedzieć (czy dobrze broni?). Na pewno nie rzuca za trzy. Atletą za wielkim nie jest, ale solidnym rzemieślnikiem na pewno. Nie sądzę, żeby był na niego jakiś wielki hype, bo on medialnie jest taki nienowojorski. Te włoski opadające szczecinką na czoło, bródka nieogolonego kierowcy ciężarówki z Montany i lekko wylękniony wzrok faceta, który jedzie autobusem bez biletu.

Podobno sprowadzono go nie tyle, dla jego koszykarskich umiejętności (Maciek Kwiatkowski zwrócił mi uwagę, że Beno jest królem pull-up jumpera w ataku) ale po to, żeby bawić Bargnaniego, który nie potrafi zrozumieć mowy czarnoskórych ziomali i w ich gronie czuje się trochę blado.

Wysokość jego kontraktu Beno świadczy tylko o tym, ze kryzys w Ameryce nadal trwa. I to jest zła wiadomość dla światowej ekonomii. Z 7m w zeszłym sezonie zszedł do minimum weterana… To o czymś świadczy. Czy NYK mogą być dla niego trampoliną do dobrych pieniędzy w przyszłym roku (3-4m za sezon?). Może. Wszystko przed nim, mimo że ma już 31 lat. W rotacji stawiam go przed Pablo P.

Mało się o tym mówi, ale Benio ma dwa tytuły mistrzowskie, więc może prowadzić wieczory przy ognisku snując gawędę przy gitarze i odpowiadając na pytania roziskrzonych oczu – „Beno jak to jest kiedy zdobywa się pierścienie? Jak to jest kiedy gra się o naprawdę najwyższą stawkę? Jak to jest kiedy to wszystko ogląda się z ławki…”

Tim Hardaway Jr. – w imię ojca. I syna.

NYK wybrali gotowy shelfowy produkt. Tim Jr. jest jak Windows wersja podstawowa. Do zainstalowania. Paradoksalnie, ze względu na pewną płytkość składu na pozycji dwa Junior ma szansę na ugryzienie kilku zdrowych minut (pytanie gdzie będzie JR Smith w listopadzie), zwłaszcza, że nie wymaga zbyt wielu zabiegów pielęgnacyjnych. Może iść od razu na linię frontu. Zadania na proste. Strzelać. Tim z pewnością nie jest jak pleśniowy ser, który będzie dojrzewał i nabierał aromatu. Jest raczej jak serek homogenizowany. Do natychmiastowego przełknięcia. Mnie szczerze mówiąc nie przekonał. Prawda jest też taka, że nie dał mi zbyt wielu szans waląc się jak grucha na nadgarstek w drugim meczu SL... Nie będę, więc pochopny. Jedno jest pewne. Ten chłopak nie wstydzi się oddać rzutu z żadnej pozycji i nie będzie odczuwał zażenowania spowodowanego jakimkolwiek odpaleniem. On może sprawić, że JR Smith poczuje się winny, że on ma jeszcze trochę godności. Problemem może być upside. On nie wydaje się go mieć za wiele (I. Shumpert ma go z pewnością więcej, choć nie jest lepszym strzelcem od Hardaway’a). Ale to jest pytanie za 2-3 lata. A za ten czas to Tim, może mieć już reunion z ojcem w MIA lub GSW.

J. Tyler, CJ Leslie – w poszukiwaniu nowego C. Copelanda

Te kontrakty nic nie kosztują a w praktyce mogą się tylko opłacić. NYK jakby pomyśleli i dali obu graczom niegwaranty na 2 (Tyler) i 3 (Leslie) lata. CJ Leslie wygląda za nieco zbyt wątłego w biodrach, żeby grać na pozycji silnego skrzydłowego a na pozycję numer trzy w NBA chyba brak mu jednak tych elementarnych cech – talentu i umiejętności. J. Tyler jest młodym niespokojnym bysiem o łagodności aligatora wyciągniętego z wody i wrzuconego do przerębla. Jeżeli jest celowany na zmiennika T. Chanldera (no bo kto z drugiej strony?) to ma szanse na 12-14 minut w meczu. Biorąc pod uwagę, jednak generalną niechęć Trenera Woo do dawania szans młodym – minuty T. Chandlera będzie kleił K. Martin i A. Bargnani.

W optymalnym scenariuszu chłopcy mają szansę być królami blow –outów. W najgorszym - przyjmą rolę równoważnika pensji przy jakimś kolejnym dealu.

Nr 15 – czyli brakujące ogniwo

Albo będzie beauty contest – zaprosi się kilku graczy na training camp, w którym główną nagrodą będzie niegwarantowana umowa na rok przyszły, albo jeszcze się zatrudni jakiegoś ufoludka (Cole Aldrich, Earl Barron, Jason Collins, Hamed Haddadi, Jared Jeffries, Jerome Jordan, Shavlik Randolph). Jared Polska czeka!

Trzy refleksje dodatkowe.

Pierwsza. Zastanawiam się od momentu upadku STATa – jaki będzie śródtytuł w Wikipedii o historii Knicks na lata 2010-2015. I chyba to wreszcie mam.

The rise and immediate fall of Knicks (2010-2015).

Brzmi to jak napis na nagrobku.

Druga. Waham się czy ciągle newsem off-seasonu nie jest złożenie przez STATa wniosku o obywatelstwo Izraela?

Trzecia. Wydarzenia sobotniego wieczoru wywołały u mnie zapytanie, czy właścicielem naszego klubu nie jest dwu metrowy kolorowy ptak, rozpościerający skrzydła, który przylatuje zawsze w piątki na imprezę starej hipiski gdzieś z wyspy na dalekiej Tajlandii…

01:18, znykajacy
Link Komentarze (30) »
niedziela, 21 lipca 2013

Mimo najszczerszych chęci nie mogę się w wkręcić w to Summer League. Liczyłem, że zmieniona formuła, walka o puchar letniego króla będzie jakimś czynnikiem katalizujacym oglądanie spotkań aż do nocnego łzawienia pościeli. Nie potrafię. Przegrałem z materią. Zawodnicy są zasadniczo obcy, złapani przez lud Jawa na złomowiskach, bagniskach i krajach trzeciego świata. Mam nawet wrażenie, że większość graczy wybrana a wysokimi numerami w drafcie ostatecznie nie zagrała. Ale może to ocena subiektywna. Naprawdę, trzeba mieć mentalność ćmy barowej, żeby oglądać to studium przypadku i jeszcze się tym delektować. O pisaniu nawet nie… piszę. Przykładowo w meczu NYK – LAC drużyny rzucały za trzy ze skutecznością 30%... tyle, że… po zsumowaniu… Nie da się nazwać blendu - single maltem.

NYK wygrali ostatni mecz z LAC i częściowo zamazali blow out z MIA (w każdym razie próbuje się budować taki hype, że Knicks zawsze odbijają się od ściany). Świat wakacyjny jest straszny. Każdej historii bez znaczenia próbuje się nadać wymiar epicki. Rozumiem są kredyty o spłacenia… ale dajmy spokój tromtadracji.

Podsumowując. W tej pięcio meczowej torturze estetycznej w Knicks pojawiło się jak meteory dwóch/trzech wyróżniających się zawodników. Raczej realnie mają szansę na wilczy bilet w NYK biorąc po uwagę, że transferowa karuzela wyhamowała, a wolne miejsca od 12 do 15 nadal trzeba zapełnić. Wata szklana dałaby radę.

Rokujący

J. Tyler – To może być wyścigowy fuks pędzący sezon w roli przybijacza piątek i robienia na ławce meksykańskiej fali. Zapiewajło dunków i rzutów za trzy (nawet tych spudłowanych). Ostatecznym testem jego inicjacji był udział w straszatonie, w którym trzeba było sprawić by bać zaczęła się ta bestia Summer League- S. Samuels (to co Samardo robił z Bebe Nogueirą w meczu z ATL to była masakra. Przestawiał go niczym paletę w Makro i to bez łapania za włosy). A jak nie boisz się SS to naprawdę jesteś w życiu kimś i żaden Uniwersytet Potworny nie jest ci do niczego potrzebny. Dużym znakiem zapytania jest jego gra w obronie. Moim zdaniem trudno powiedzieć coś, co znajduje się w stadium średnio zaawansowanego bruzdkowania całkowitego.

C. Leslie – uczucia mam mieszane. Choć niewstrząśnięte. Miał chwile wewnętrznego rozpadu i lekkiego skupienia. Czy to jest ten brak focusa i genetyczna niewydolność neuronów? Czy on jest trójką, bo na czwórkę jest na pewno za wątły. Jak trzcina na wietrze. Ale za to potrafi być zwinny jak jaszczurka. Postrach drobnych owadów.

T. Jennings – w przekroju pięciu spotkań nie wypa(d)ł gorzej niż Leslie. I jakby jest nieco bardziej masywny a różni ich jeno cal. I mówię o wzroście.

Dziwny

T. Murry –zgoda w obronie pokazał, że ma szybkie rączki i lepkie paluszki. Ale mnie nie przekonał do niczego. Nawet tym zgraniem.


To nie jest trzeci PG na nowy sezon? Prawda Panie Tannenberg? Tak nisko jeszcze nie upadliśmy. Ale kto wie. Może właśnie? Liczymy na to w Redakcji.

Posłanka Kruk, ale to nie jest ta liga

E. Vargas – jak na tak dużego gracza wyróżnia się luźną kiścią. Tyle, że wina z niej się nie utoczy. Może w Zielonej Górze?

J. Jordan – trzeba być już naprawdę w potrzasku, żeby realnie go rozważać w kategoriach wzmocnienia. Może gdzieś, kiedyś w innej rzeczywistości? Czasie? Przestrzeni? Ale do tego można użyć czegoś innego, co z Jamajki pochodzi…

Tło - parawan

Cała reszta bezimiennych. Dzięki nim udało się wyjść w pięciu na boisko. Dzięki chłopaki. Wasz wkład był bezcenny. And good luck.

Joke-er - król Zielonej Nocy

C. Smith – jeżeli zobaczycie go w składzie na sezon 2013/2014 to znaczy, że frazie „żenujący serwilizm” zostało nadane nowe znaczenie. A Earl Smith Jr. powinien być rozważany, jako GM zawodowego klubu. Może być klub go go.

-----------

Al „ Jamochłon” Harrington podobno jest już bliski zwodowania w ORL. Hello NYK?

16:33, znykajacy
Link Komentarze (48) »
piątek, 19 lipca 2013

Obejrzałem tę czerwoną chłostę z MIA. Dopiero 4Q uchroniła NYK przed niechlubnym przejściem do historii SL w kategorii porażka największą różnicą punktową. Było blisko. Szkoda. Czegoś zabrakło.

Mistrzowie wystąpili w składzie z James’em (ten głód piłki) i JR Giddensem (gdzieś bywał czarny baranie?). Do tego MIA wymyślili jakiegoś miśka z rodziny CJ Leslie’go, żeby wprowadzić dodatkowe zamieszanie między gałęziami rodu.

Jak to jest, się zastanawiam, że jeden zespół może grać defence, wypruwać sobie grupowo żyły, wycierać grzbietem parkiet, a drugi przechodzi tylko obok z tragarzami. Herb, Jim jak to jest?

MIA mogą wygrać całą ligę letnią. Szlachectwo zobowiązuje. A to przecież NYK mieli być faworytem tego rozdania kart w Vegas. Tymczasem I. Shumpert zrejterował (chyba na Wielki Mur), TH Jr. wyłamał się w nadgarstku i dziś został mecz pocieszenia z LAC. Do domu.

Szybko zatem i nie o wszystkich bo na to trzeba zasłużyć.

J. Tyler – ten byczko ma coś w sobie. Jurny jest, brykający, widać, że mu się pod pokrywką bulgoce. Ma jeden poważny problem. Gra obrona jest dla niego jak seans spirytualistyczny po spirytusie. Moim zdaniem złapie spota.

C. Leslie – spotkanie rodzinne wyszło mu bokiem. Najoględniej mówiąc nie był to występ, po którym trafi do kroniki SL. Próbował dokonywać asyst na tzw. zbijaka – podanie przez odbicie jej od pleców. Nie za bardzo to się udawało. Świat jeszcze nie dorósł. 5 strat.

J. Jordan – poziom NBA to to nie jest i nie będzie. Mimo, że strasznie Cię lubię to musisz zdusić w sobie tę ambicję.

T. Murry – budowanie składu mistrzowskiego w oparciu o założenie, że on ma pojawiać się na parkiecie brzmi jak popicie kiszonego ogórka kefirem. Efekt murowany. A właściwie płynny.

C. Smith – jeżeli ktoś go przyjmie do czegoś więcej niż ręcznego przedzierania biletów w sektorze dla niewidomych to ja odwieszam swoją karierę koszykarską. Jestem ready. Poziom jego gry to karykatura koszykówki NBA. Szczyt marzeń to jest D-League

T. Jennings – z fizjonomii to jest zderzenie STATa i Martina Lawrence’a. Coś potrafi. Mimo, żeby to dojrzeć trzeba aparatury do podglądania życia godowego pantofelków.

Reszta czekoladopodobnych może grać w zespole Willy Wonky. Za paczkę karmelków.

-----

A. Brooks w HOU. To co zostało z uczty bogów? Na stole nie ma już nic. Czas zejść pod...

------

B. Davis zaprzeczył, że porwało go UFO. Szkoda. Na pytanie o powrót do zdrowia mówił raczej w kategoriach – "chcę być w jak najlepszym kształcie". Na boisku to go już chyba nie zobaczymy.

------

G. Grunwald miał udzielił sporego wywiadu, ale zasadniczo farmazonił. Wazeliniarstwo Spero Dedesa osiągnęło poziom ekstremalnych grozi przerwaniem wałów.

18:54, znykajacy
Link Komentarze (8) »
czwartek, 18 lipca 2013

NBA TV trochę mnie zwiodła i meczu z MIA ciągle nie widziałem, bo nie było go w ramówce (powtórka dziś wieczorem). Obiecuje coś jeszcze sklecić – bo pojedynek z mistrzami to jest nobilitacja (szkoda, że TH Jr. nie zagra).

------

Wykorzystując narkozę JR, walcząc z napastliwością Franka Isoli domagającego się prawdy i tlenu na OIO-mie a także wyprowadzając kolejną fintę w fincie NYK skrócili kontrakt Smitha z czterech do... trzech lat... Dezinformacja, sabotaż, prowokacja. Służby wywiadowcze państwa Izrael mogą się schować. Trudno powiedzieć czemu ma służyć to wywołane sztucznie zamieszanie. Kabaret trwa. Alleluja i do przodu.

Problem polega na tym, że cały ten scenariusz przypomina trochę odrzucony sequel filmu „Człowieka który wiedział za mało”. Kompletna amatorszczyzna i fatalny przypadek.

Najpierw staranie ukrywa się kontuzję JR Smitha. To jest bardzo dziwne. Racjonalnie patrząc na sprawę, NYK powinni przecież głośno krzyczeć, rwać włosy, żeby potem je dzielić na czworo. Mówić – „Ło matko, matko jakie nieszczęście, ło dla Boga. Dyć on już chodzić nie będzie. Wołać doktora Wilczura”. Żeby mieć lewar na Kowalskiego. I dać mu jakaś ciekawie rozpisaną zero kosztową umowę opcją. Tak żeby pokryć ryzyko zmiany kursu wody w kolanie. A tu cisza. Przyczajka. Zamknięcie oczu. Nic nie widzimy.

Zaczyna się prowadzić jakąś zakulisową grę. „JR – Ty, ciebie ten kulas boli czy nie”? Bill Murray odpowiada – „Szarpie lekko ale jak nacieram terpentyną i jezuita całuje w kolano to jakby mniej. Czuję, że się samo uleczy”. „WOW JR super to ekstra, że masz taką projekcję”. Ty Muad'Dibie. Ty nasz  To ile sobie dajesz czasu na reinkarnację nogi? Tak do 15 lipca? No to fajnie. Playoffy trochę splatfuszone ale nic to.

Dwa miesiące po... (Początek lipca).

Stan chyba się nie zmienia. Noga rwie jak rwała. „Chłopaki no boli, nadal boli.” „A no nic. Cholera, ale my Cię naprawdę musimy podpisać. Bez Ciebie to dramat będzie. W Andach. Ale żywcem nas nie wezmą. Nie damy się zlinczować. Zrobimy tak. Jak ktoś przyjdzie do Twojej kozetki przynieść jakieś dary, to będziemy mówić – a tak by the way – kolano JR Smith to jest jeden wielki bałagan, tu są zdjęcia, rezonanse a tu jest kawałek martwej tkanki pobranej z łąkotki. Nie macie mikroskopu? Pożyczymy. Hej – nie, no nie ma sprawy, możecie mu zaproponować duże pieniądze – część z nich na kule i balkonik.. No offence. Take your time.. Co nie jesteście za bardzo zainteresowani? Hmmm... Zastanówcie się dobrze. O a tak na marginesie mamy nową porcję badań. Chcecie popatrzeć? Są naprawdę świetne. Jakoś rentgena jest w HD. Co nikogo już nie ma? Hey JR! Wiesz co tu byli tacy Państwo z Millwaukee, Phoenix i jakieś geszefciarze z Detroit podjechali Czinqueczento, ale już sobie poszli. I tak nam się zdaje, że nie wrócą szybko. To co? Robimy symulacyjkę na 4 lata? Dajemy maxa z tego co mamy. No weź się zgódź”.

„Wiesz, co JR ale jak Ty się teraz położysz pod tasak i dasz się sobie obrzezać tkankę to się głos i krzyk podniesie wśród ludu, że wzięliśmy paralitę na pasek pensji i STATowi też po łbie dostanie. Damy na cztery, ale jak się dym zrobił to ich wtedy skręcimy i powiemy, że jest na dwa z opcją na trzy. Może być? Być może. Jedziemy. Daj pan kałamarz”.

I oczywiście wyszło szydło z worka, bo ludzie gupie już nie są, Stana Tymińskiego już przejrzeli i sobie zadali pytania jak to jest. Facet idzie pod młotek dwa miesiące po tym jak mógł się położyć od razu, po tym jak podpisał kontrakt na ponad 26m USD i L4 jest kwartalne. Jakim trzeba być kolibrem żeby liczyć na to, że nie da połączyć kreską trzech punktów. Zachowanie NYK jest tak nieracjonalne i tłumaczenie tak niewiarygodne, że naprawdę doszukuje się drugiego dna. Tam musi coś być...

Glen Grunwald ma zagwarantowaną rolę Samsona w Trylogii Husyckiej.

----------

Nie wiem o co chodzi z tym Właścicielem Dolanem i transferem I. Shumperta w związku z brakiem chęci gry w SL. To jakiś kolejny odcinek Dolanoiady... Uwielbiam ten klub. Siedlisko patologii.


Przynajmniej coś się dzieje.

-------

NYK workoutowali w wtorek B. Browna. Takie 28-letnie cudo z Europy.

--------

S. Dalambert w DAL. Tak dla ostudzenia spalonych słońcem głów.

 

10:30, znykajacy
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 98

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje