RSS
czwartek, 24 września 2009

Na HOOPSWORLD grupa analityków (Travis Heath, Bill Ingram Luke Byrnes, Joel Brigham, Yannis Koutroupis) (dalej „Analitycy”) dokonała przeglądu wojsk NYK w różnych kategoriach dokonując wstępnych predykcji, co do sezonu 9/10. Nie jest moim celem ani tłumaczenie tego artykułu, ani tym bardziej wypowiadanie zawartych tam bon motów jako własnych. Dokonam jedynie krytycznego wytezowania tego, co zostało przez Analityków napisane.

W ich opinii o NYK w najbliższym sezonie można powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa że:

  • sezon jest spisany na straty – liczy się tylko lato 2010 zatem NYK to drużyna jutra a nie dziś;
  • nie mają realnie szans na play offy – realnie można liczyć na 32-36 zwycięstw i wobec tego zajmą 4 miejsce w Atlantic Division;
  • Douglas i Hill mają potencjał, ale na chwilę obecną trudno powiedzieć jaki;
  • paru graczy powinno sobie wypruwać żyły, bo są w ostatnim roku kontraktów;
  • dobrze, że w NY grają Jankesi i Giganci.

Nic dodać nic ująć. Jedno jest pewne od połowy grudnia ten sezon będzie się wlókł wręcz niemiłosiernie. Szanse na play-offy w tym momencie powinny być już ostatecznie pogrzebane. A im dłużej będzie trwał ten stan agonalny dogrania do końca rozgrywek zasadniczych tym bardziej z każdego „Ohh” LBJ albo „Achh” Wade’a będzie się wnioskowało a priori czy podpiszą kontrakty z NYK czy też nie. Z napięciem również będzie się też oczekiwało na ustalenie ostatecznej wysokości sallary cap w przyszłym sezonie.

Kluczowy zawodnik ofensywny

Analitycy wskazali (z pewnym trudem) na Ala Harringtona. Pana „znikającego w czwartej kwarcie” antyTurkoglu. Wybór padł chyba tylko i wyłącznie ze względu na statystyki z zeszłego sezonu (prawie 21 pkt. 6,3 zbiórki). Ten nadal młody weteran, nie jest jednak koniem pociągowym ofensywy. I nie może nim być w tym sezonie. Jego statystki nie przekuwają się na wyniki drużyny. Nie ma żadnej wartości dodanej. Trener Mike chyba to wie. Problem w tym, że Al uważa, że jest pierwszą strzelbą drużyny. To na pewno spowoduje napięcia w szatni, bo Al nie będzie miał zamiaru podporządkować się temu, że mózgiem ataku będzie Chandler i Gallo. Bo to do nich ma należeć piłka w końcówkach. A nie zapominajmy, że jest jeszcze Larry Hughes, który też będzie chciał mieć jakiś wpływ grę w ofensywie. Drugą opcją w ataku według Analityków ma być Nate Robinson. Jako ta iskra boża z ławki. Dla mnie nieprzekonywujące. Nate jest tykającą bombą, którą najlepiej odpalić w innym zespole.

Kluczowy gracz defensywny

To jest w ogóle taki? NYK to jeden z najgorzej broniących zespołów w całej lidze (Analitycy wskazali, że jest to największa słabość tego zespołu). Pozwalali w zeszłym sezonie rzucać przeciwnikom średnio 108 pkt na mecz, że średnią 48% z gry. Mieli tylko 2,5 bl. na mecz jako drużyna. (Lee miał 22 bloki w całym sezonie). Brzmi koszmarnie. Trener Mike jest kreatorem gry ofensywnej. Nawet gdyby był tak samo dobry w układaniu defensywy to i tak niewiele to da… bo gracze którzy znajdują się na rosterze ma nie umieją bronić ani w paincie ani poza nim. Paradoksalnie Analitycy liczą na to, że Douglas, Hill i Darko dadzą nowy impuls w tym zakresie. Słodka naiwności. Hill jest defensywnie surowy (o czym niżej), Milicic niespełniony a Douglas biorąc pod uwagę, że może liczyć na maksimum 20 minut na mecz nie może być uznawany za gracza, który realnie wzmocni defensywę. Żarty na bok. Gra w obronie będzie tak samo zła jak w zeszłym sezonie.

Playmaker

Twierdzenie Analityków, że Duhon jest solidnym rozgrywającym, do którego pasuje przymiotnik „reliable” jest niepoprawnym pocieszaniem się. Cris jest przepłaconym rzemieślnikiem. Nie umie rzucać i nie potrafi penetrować. Nie ma cech przywódczych- to cichy nieco nieśmiały chłopak. Nie jest w stanie udźwignąć ciężaru prowadzenia gry. Czy to przypadek, że Pan Walsh spotykał się w salce gimnastycznej z kimkolwiek kto umie kozłować piłkę, nawet jeżeli jego rozbrat z koszykówką trwał lata? Realnie nie ma zmiennika, a co za tym idzie konkurencji. Nate nie jest point guardem a Douglas jest niewiadomą. NYK zaczyna więc sezon z kimś kto nigdy nie powinien być pierwszą jedynką.

Clutch player

Analitycy wskazali na Nate’a. W tej masie zawodników o osobowościach krewetek ten chłopak rzeczywiście się wyróżnia. Pyszałkowatościa, bezczelnością i niesubordynacją. Ale czy to na pewno jemu chcesz oddać piłkę w kluczowym momencie gry, albo postawić na niego gdy drużynie nie idzie? Trenerze Mike to się nie może udać. Pomyśleć, że ten zespół miał kiedyś graczy pokroju Ewinga, Sparksa, Masona, Oakleya.

Gracz „Niezapowiedziany”

Analitycy uważają, że to musi być Chandler. To ma być jego sezon i jego drużyna (nie chcę się powtarzać bo nie tak dawno sam o tym pisałem). Niby prawda i niby oczywiste. Dla mnie ważniejsze jest, żeby do gry włączył się Gallo. I to na obu końcach boiska. Bez tego nawet świetnie grający Chandler to będzie za mało. Jeżeli to się uda przyszłość będzie rysować się w jaśniejszych barwach. Gallo ma potencjał. Ale ma też dyskopatię. Jeżeli plecy będą mu dokuczały tak jak w zeszłym roku to wielkiego pożytku z niego nie będzie. Trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze. Z Chandlerem powinni stworzyć naprawdę ciekawe combo w ataku.

Best New Addition

Analitycy mówią, że… trudno coś powiedzieć. Za dużo niewiadomych. Hill, Darko, Douglas. Racja. Niech zapali jeden. To już będzie sukces.

Kogo Analitycy lubią w NYK

Analitycy na pierwszym miejscu wskazują na Lee. Ja mam mieszane uczucia. Nie lubię gry Davida. Niby statystyki solidne, niby double-double machine, ale jakby tak pogrzebać… To w ataku schematyczny (brak rzutu z pół dystansu), w obronie słaby (nawet 12 zbiórek na mecz mnie nie przekonuje – bo ktoś to w NYK musi robić), nie lubi grać ciałem, nie umie blokować. Użyteczny zawodnik, ale na pewno nie jest wart 10 – 12 mln za sezon. Idealnie byłoby zrobić jakiś sign and trade.

Na drugim miejscu Gallo.

Na trzecim Chandler.

Na czwartym Hill. Optymizm trochę ostudziło Summer League. Okazało się, że oczekiwania, co do umiejętności defensywnych Jordana są nieco na wyrost. Liczono, że będzie grał bardziej ciałem, nie będzie unikał kontaktu z przeciwnikiem i szedł ostro na kosz. Prawda jest jednak pewnie taka, że mimo przebłysków, nie jest w stanie stać się od razu pełnowymiarowym zawodnikiem na miarę pokładanych w nim oczekiwań na ten sezon. I pewnie też nie na następne dwa…

Na piątym Pan Walsh. Analitycy chwalą Pana Walsha za to, że jest cierpliwy, wyczyścił trochę cap space na 2010 i nie dał się podpuścić na długoletnie kontrakty z Lee i Robinsonem. Brawo. Po za tym wszystko postawione jest na jedną kartę. Jeżeli plan 2010 nie wypali Pan Walsh ciężko za to zapłaci. A nie podpisanie umowy z Sessions’em wyciągnie mu się od razu i z miejsca.

Palące pytanie.

Analitycy są zgodni. Eddy Curry. Czy jest w stanie postawić na nogi swoją karierę? Wróci do gry czy pozostanie prawie 12 milionowym albatrosem? Chłopak schudł, ćwiczy, chce wrócić do gry. Świetnie. To teraz niech ktoś da mu szansę, weźmie jego i ten monstrualny kontrakt. Niech ktoś da się podpuścić. Eddy musisz wytrzymać chociaż te kilka miesięcy. Masz papiery na granie. Jesteś zadziwiającą kombinacją szybkości siły i gibkości. Przypomnij sobie jaki byłeś 2-3 sezony temu. Bo bez puszczenia w obieg  kontraktu Curry’ego (który niestety obowiązuje jeszcze w przyszłym sezonie) cały plan 2010 wobec zmniejszenia salary cap bierze w łeb.

Ja bym dodał jeszcze jedno pytanie od siebie (ponad tymi stricte sportowymi wskazanymi powyżej). Czy uda się upłynnić Jareda Jeffriesa i jego balastowy kontrakt. Jeżeli Pan Walsh to zrobi w tym sezonie to właściwie cele na rozgrywki 2009/2010 będą osiągnięte.

I lekką ręką wybaczy się wynik końcowy 32-50.

18:21, znykajacy
Link Komentarze (3) »

Umowy Lee i Robinsona są już podobno prawie podpisane. Na oficjalne ogłoszenie musimy jednak jeszcze chwilę poczekać. Podobno pozostała już tylko do uzgodnienia kwestia weta przy ewentualnym transferze do innego klubu. Pan Walsh chce, żeby tego prawa obaj zawodnicy się zrzekli, co spowoduje, że będą w pełni transferowalni w trakcie rozgrywek. Jeszcze jeden sygnał, że plan 2010 jest ważniejszy niż wynik sportowy w tym sezonie. Taki transfer ma pewnie jednak tylko wtedy sens kiedy idzie w parze z kontraktem Jeffriesa i Curry’ego. Pan Walsh pragnie zatem pozostawić sobie otwarte wszystkie opcje. Kto wie może nawet konstruuje już pierwsze scenariusze.

Saratoga welcome to!

Czas oczekiwania na pierwsze uderzenie piłki o parkiet powoli się kończy. Chwila w której zawodnicy i trenerzy muszą zakasać rękawy i wziąć się do roboty wreszcie nadchodzi. Trzeba wyjąć flamastry, rozpisać schematy na tablicy, ocenić stan posiadania i zacząć przemyśliwać jakąś koncepcję i strategię na najbliższy długi sezon.

Myślę, że jeszcze za wcześnie żeby rozpisywać pierwsze piątki, kto za kogo wchodzi na ile minut, na jakiej pozycji. Jest to bowiem ciągle pewna niewiadoma. Trener Mike ma kilka koszykarskich orzechów do zgryzienia. Saratoga będzie z pewnością miejscem gdzie poznamy odpowiedzi na kilka frapujących nas pytań. A jest ich kilka. Spróbujmy wylistować choćby tylko te najważniejsze.

  1. Czy pozycja nr 1 należy bezsprzecznie do Chrisa Duhona? Kto jest jego pierwszym zmiennikiem?
  2. Kto będzie grać na pozycji 3 – Gallo? Hughes? Harrington? Chandler? Na ile minut może liczyć każdy z nich?
  3. Jaka jest hierarchia opcji w ataku? Do kogo należy piłka w końcówkach?
  4. Co zrobić z Robinsonem?
  5. Czy Milicic i Curry wskrzeszą swoje kariery? Czy mogą grać jednocześnie?
  6. Czy Lee będzie grał na pozycji 4 czy na 5?
  7. Na co może liczyć Jordan Hill i czego NYK może oczekiwać od Jordana?
  8. Kto ma być liderem NYK?
  9. Czy Gallo bolą plecy?
  10. Kto do cholery będzie bronił?

Mam w głowie odpowiedzi i sugestie, co tych pytań. W części podzieliłem się nimi w Nowojorskich impresjach nr 33 na Supergigancie (komentarz pod notatką o Hall of Fame speech Jordana) polemizując z grupa analityków z Hoopsworld. Analiza przeszła trochę bez echa, więc pozwolę sobie ją raz jeszcze zamieścić w następnym wpisie, dla tych którzy jej nie czytali albo tych, którzy chcieliby się trochę poprzekomarzać. W pozostałym zakresie będę powyższe pytania odpowiadał jak trener Mike odsłoni karty podczas obozu w Saratodze i w czasie gier przygotowawczych.

Jeszcze taka mała ciekawostka

SAS doszło do wniosku, że z niejakiego Jacka McClintona (obrońca raczej 1 niż 2 – 1.85 wzrostu, 84 kilo, 24 lata) ich wyboru tegorocznego draftu (nr 51)– raczej nic nie będzie i pozwolili mu odejść. SAS ma zresztą taki potencjał, że Jack i tak spędziłby sezon jako Inactive Player albo zostałby łaskawie zesłany do D-League. Prawda jest też taka, że chłopaczyna nie błysnął w Summer League. W 5 meczach, w których na parkiecie spędzał średnio po 15 minut zdobywał 2.6 pkt przy skuteczności 21%. Do tego miał prawie 2 asysty i zbiórki. Podobno Trener Mike zakochał się w jego umiejętnościach gry w ataku i był gotowy go nawet wybrać w drafcie. Ostatecznie zdecydował się na Douglasa. Podobno strzelba z Jacka wyjątkowa. Świetny, szybki rzut za 3. Zgryźliwie tylko dodam, że Tony Douglas też miał strzelać, ale w Summer League raczej pudłował. Kto wie może Jack wpadnie do Saratogi powalczyć z Tonym w rzucie cegłą?

18:19, znykajacy
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009

Pierwszy pan (nazwijmy go Panem R) ma jeszcze dziś odebrać od krawca (nazwijmy go Panem W) uszytą na miarę jednoroczną marynarkę. Pan R zgodził się na materiał, który krawiec miał na składzie, ale ten widząc, że klient jest tak oddany jego zakładowi i wdzięczny za jego pracę, zdecydował się uszyć mu coś z lepszej dzianiny. I dołożyć ekstra podszewkę. Taki gest za lojalność i za to, że rozsławia zakład. Marynarka nie jest może wymarzona. Ale jest. Jak się nie ma tego co się lubi to się lubi co się ma. Pan R więc tak bardzo nie narzeka. Musi jednak pamiętać, że ta skrojona w sam raz dla niego marynarka ma tylko roczną trwałość i na nową będzie sobie musiał ciężko zapracować. Może jak w tej będzie się dobrze prezentował to inny krawiec uszyje mu jeszcze lepszą i jeszcze trwalszą? Pan R powtarza, że chce chodzić w odzieniu tylko od Pana W. Ale Pan W ma apetyt skroić odzież dla kogoś lepszego niż Pan R (na wymarzonej liście krawca są Panowie J, W, B). I nie wiadomo czy będzie miał środki i czas, żeby zając się Panem R w przyszłym roku… Podobno ma być duża kolejka do Pana W… I to on ma wybierać, komu będzie świadczył usługi a nie odwrotnie. Póki co Pan R ma produkt jaki chciał, od tego od kogo chciał.

Drugi Pan (nazwijmy go Panem L) też podobno dopina już ostatnie guziki w swojej marynarce, która pierwotnie miała być wieloczęściowym ubraniem, że wszystkimi wykwintnościami, zgodnie z dawną modą. Takie dał zlecenie. Pan L nie zauważył jednak, że moda dookoła (a zwłaszcza u Pana W) bardzo się zmieniła. A mimo to chodził wokół krawca, prosił, zaklinał, że ubranie musi być trwałe (na wiele lat), z najlepszego materiału, ma mieć starannie dopasowane guziki, szerokie mankiety, nie może przylegać za bardzo do ciała etc. Zanudzał Pana W tymi wszystkimi szczegółami i detalami. Krawiec był jednak nieczuły i głuchy na te prośby powtarzając, że w tym roku szyje tylko marynarki, lekkie, delikatne takie w sam raz na jeden sezon. Może chociaż jeszcze spodnie, koszula do tego odzienia zaklinał Pan L. Ciągle nie i nie – słyszał od Pana W. Potem było trochę przekomarzania, szczypta subtelnego szantażu, że się uszyje lepsze ubranie w innym zakładzie, że tam to na pewno mi to zrobią. Krawiec wiedział jednak, że żaden inny zakład nie ma środków ani czasu, żeby uszyć taki niemodny komplet. Wreszcie Pan L zmęczony tym chodzeniem do mistrza zgodził się na zaproponowaną mu przewiewną marynareczkę. Może Pan W da mu chociaż jakieś ładne guziki? Nie takie były jednak oczekiwania Pana L. Pan L się krzywi, Pan L jest smutny. Ale tak krawiec kraje jak mu materiału staje. A tego na koniec nie było za dużo. Będzie się Pan L musiał trochę pomęczyć. Tylko przez rok. Wciągać brzuch, wyciągać ręce. Udawać, że jest tip top - tak jak chciał. Może w przyszłym roku ktoś uszyje mu to na co naprawdę ma ochotę? W bizantyjskich kształtach i kolorach… Oby Panie L, oby…

21:56, znykajacy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 września 2009

Jeżeli nie w tym tygodniu to kiedy? - mógłby zapytać zniecierpliwiony fan Knicsów.

Obóz treningowy zaczyna się już za tydzień (28 września). Przyjemnie byłoby wiedzieć kto wsiądzie do autobusu jadącego do Saratogi by oficjalnie rozpocząć przygotowania do sezonu 2009/2010. (Saratoga w stanie Nowy Jork jest miejscem historycznym - w czasie wojny o niepodległość USA w wyniku serii potyczek między 17 września i 8 października 1777 r. armia brytyjska poddała się przeważającym siłom amerykańskim. Okoliczność ta zdaniem historyków była punktem zwrotnym tej wojny).

Czy znajdzie się tam miejsce dla Lee i Robinsona ciągle czekających na swój bilet? Kontrakty nadal są bowiem nie podpisane – jak to ktoś dobrze określił „istne kontraktowe limbo”. Jeżeli strony nie uzgodnią warunków umów - wątpliwe jest żeby obaj gracze rozpoczęli treningi z drużyną. Gdyby doszło do kontuzji, kto wtedy będzie chciał podpisać z nimi kontrakty? (Lee już to zresztą w ostatnich miesiącach przerabiał – powołany na mini zgrupowanie kadry USA w obawie przed urazem w zajęciach nie uczestniczył). Szanse na sign™ maleją niemal z każdą godziną. Rostery drużyn są już zapchane i trudno spodziewać się, żeby za pięć dwunasta, któryś zespół przytulił Lee za 8-10m. Jeżeli są jakieś ruchy to raczej drobne – dopycha się autobusy, na miejscach 13-15 (vide Pruitt, Carter, Sun Yue)

Jaki z tego morał? Pan Walsh nie blefował. Od lipca tłumaczył agentom Bartelsteinowi i Goodwinowi "– Panowie one year deal. No more". Wszyscy myśleli – „jasne”, „oczywiście”, że to tylko taka negocjacyjna zagrywka.

- No dobrze Panie Walsh to już słyszeliśmy, a teraz porozmawiajmy poważnie.

- Też mówię… One year deal.

- No nie, Panie Walsh a Pan ciągle swoje. To jak będzie?

Nawet menadżerowie innych klubów bali się „ruszyć” Davida i Nate’a bo myśleli, że za niska kontraktowa przebitka spotka się z matchem Knicksów (inne pytanie czy Robinsona w ogóle ktoś chciał mieć swoim zespole). Nikt nie uwierzył także w jasne sygnały Pana Walsha z połowy sierpnia – NIE DAMY NIC PONAD 1 ROCZNĄ UMOWĘ – JAK CHCECIE TO BIERZCIE LEE. Nadal nikt się nie odważył pomyśleć, że plan 2010 może być ważniejszy niż wynik sportowy. Pan Walsh okazał się jednak konsekwentny i nieelastyczny.

Pozostaje czekać, co wydarzy się w ciągu tych kilku najbliższych dni.

Zadaję sobie pytanie czy upokorzeni i przeciągnięci przez Pana Walsha Lee i Robinson składający podpis pod daną z łaski jednoroczną umową będą lepszymi koszykarzami dla drużyny? Jak to wpłynie na ich grę i atmosferę w szatni skoro wiedzą, że tak naprawdę nikt nie wiąże z nimi planów na przyszłość? Prawda jest pewnie taka, że będą grali dla siebie a nie dla zespołu, wszak po tym sezonie będą mogli odejść gdziekolwiek bądź. Ich wartość będzie taka jakie będą ich statystyki na koniec dnia. Dla Knicksów oznacza to tylko kłopoty.

Mimo, że obóz przygotowawczy zaczyna się za tydzień to już 4 października pierwsza kontrolna gra z sąsiadem zza miedzy w MSG (spotkają się z NJ także 16 i 21 października). Do tego dwa razy Boston 9 i 20 października i raz Philadelphia - 13 października. 18 października do MSG przyjeżdża Maccabi (to będzie mecz z podtekstami dla Maćka Lampego, który co by nie powiedzieć wróci na… stare śmieci – czyli mówiąc językiem piłkarskim będzie miał coś do udowodnienia włodarzom Knicks.). Zatem - osiem gierek na początek.

Będziemy patrzeć.

 

13:18, znykajacy
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 września 2009

Podobno Pan Walsh nie próżnuje. Mówi się, że zrobił sobie nawet przerwę w jedzeniu i spaniu. Niektórzy twierdzą nawet, że trzeba mu przypominać o oddychaniu. Pan Walsh bowiem – węszy (jak pies gończy) i spekuluje (niczym makler na Wall Street) w poszukiwaniu rozwiązania transferowego węzła gordyjskiego, który zwie się Lee, Jeffries i Curry.

Źródła donoszą o następujących konstelacjach transferowych rzekomo w zasięgu naszego Wielkiego Architekta Planu 2010.

Pierwszy. Trzeba pomóc Dallas. Spieszyć z odsieczą godną tej wiedeńskiej. Obywatel Cuban tak się zapędził w dawaniu gwarantowanych kontraktów, że zapomniał, że w rosterze może mieć ich tylko 15 a tym czasem zakontraktował już 17 graczy… Ot fantazja bogatego człowieka. A co mi zrobią? Plan jest zatem prosty. Oddać jednego gracza z NYK (Jeffriesa) z relatywnie dużym kontraktem (ponad 6 m) a wziąć 3 zawodników w małymi kontrakcikami – najlepiej takimi które kończą się w po tym sezonie. Trudno ocenić czy taka oferta jest w ogóle na stole. Mówi się jednak, że Pan Walsh zaczął kręcić nosem, że nie chce brać zawodników nierokujacych albo niesprawdzonych (Jawaii), że to za duże ryzyko… Takie przestępowanie z nogi na nogę. Może po prostu podbija stawkę, bo obywatel Cuban jest w delikatnym impasie. Trudno powiedzieć.

Drugi. Utah wciąż marzy o Lee i chce wypchnąć Boozera. Co? – ktoś zapyta. Jak to? Mają tylu PF - Millsapa, Okura a i od biedy Kirilienko się nada. Na co im tyle „czwórek”? Kolejny wieloletni kontrakt za ośmaka? To chyba nie ma sensu. Granie razem Millsapem i Lee? Lee to podobno gracz w typie Sloana. Cholera wie co to znaczy. Z kontraktem Naboozowanego jest ten problem, że jest on ośmiocyfrowy (12m)– co oznacza, że NYK musiałby jeszcze kogoś dołożyć do Lee (przy założeniu, że się podpisze z nim kontrakt za 8m). Tylko kogo? Trzeba pamiętać, że Utah jest ponad luxury cap i oddanie Carlosa ma co do zasady ten problem rozwiązać. Może to tego tanga potrzeba jest trzecia drużyna? Brzmi to jednak na tyle skomplikowanie, że ktoś już dziś scenariusz taki odćwierknął jaj nierealny. Prawda to Lee czy fałsz?

Trzeci. Jared Jeffries za Mike Jamesa. Idealny deal. Kontrakty się matchują, z tym, że Jamesa wygasa po tym sezonie. Nic tylko brać, brać, brać.

Panie Walsh niech Pan struga ołówek. Czas zainkować jakiś deal.

09:24, znykajacy
Link Komentarze (4) »

Dla wyjaśnienia tym, którzy tu przyjdą - nie jestem fanem Knicksów (w 1994 r. kibicowałem raczej HOU, choć tego do końca nie pamiętam) więc nie przeżywam jako dramatu wewnętrznego ich porażek, ani nie śpiewam „Ody do Radości”, gdy czasem uda im się wygrać. Nie myślę o NYK w tych kategoriach.

Ktoś może słusznie zatem zapytać skąd  pomysł na powieść w odcinkach o NYK skoro stosunek do klubu jest w istocie neutralny?

Dobre pytanie.

Od lat fascynuje mnie fenomen tej drużyny jako przedsiębiorstwa, sposobu zarządzania nim, podejmowania decyzji, użycia środków na realizację celów.

Niewiele jest bowiem na świecie klubów z większym potencjałem marketingowym, finansowym, czy nawet czysto ludzkim. Miasto, kibice, atmosfera. Jedyne w swoim rodzaju. Wydaje się, że to miejsce jak żadne inne na świecie jest skazane na sukces.

A jednak...

Prawie dekada upadku, beznadziei i dyfowania absolutnie donikąd. Dlaczego jest tak źle? Ktoś powie - winny jest właściciel, ktoś doda, że całe zło zaczęło się od Isiaha „Zeke” Thomas’a, a jeszcze ktoś trzeci wskaże wszystko przez „arogancję” metropolii. Katastrofa pod nazwą NYK elektryzuje pół dziennikarskiej Ameryki (nie tylko tej sportowej). Upadek tego domu jest zaiste wielki. Nie ma tygodnia, żeby ktoś z dużym nazwiskiem nie dokonywał jakiś wielowersowych analiz, nie badał przyczyn, nie szukał rozwiązań, nie podpowiadał decydentom, co mają robić. Jak żyć po prostu...

Jaka jest prawda? Leży pewnie gdzieś po środku. I cichutko kwiczy.

Niesamowite jest jednak to oczekiwanie na cud. Zbawienie, które przecież musi nadjeść. Ta wiara wbrew wszystkiemu.

To jest fenomen.  

Nie da się powstać z kolan jednego dnia, nie da się zastosować grubej kreski, odciąć się od wczoraj, by kroczyć ku wchodzącemu Słońcu. To musi potrawać. I wymaga dużej dawki szczęścia.

Czas i los.

Chcę to opisywać. Lepiej lub gorzej. W miarę obiektywnie i często z dużym przymrużeniem oka, bo to tylko... koszykówka...


Dlatego powstał plan. Bardziej mit, idea, marzenie. Taki Manhattan Project. Nazwano go roboczo 2010. Znaleziono wykonawców (Pan Walsh i Pan DAntoni). Zaczęto wdrażać założenia.

A są one proste.

1. Oczyścić klub z monstrualnych kontraktów. Wymienić tych, którym kończą się kontrakty po 2010 na takich którym kończą się w 2010 (mogą nawet nie grać w kosza Cuttino Mobley). Czas realizacji lata 2008/2009 i 2009/2010.

2. Dobrze wybrać w drafcie w latach 2008, 2009. Na młodych tanich i zdolnych pickach oprzeć trzon zespołu, który ma wkroczyć w 2010.

3. Podpisać kontrakt z dwoma mega gwiazdami (LeBron, Wade, Bosh). Czas realizacji lato 2010.

Prawdę mówiąc wołałbym, żeby LeBron nie przeszedł do NYK. Dlaczego? Bo nigdy nie dowiem się, co nam wtedy powie Pan Walsh...

PS. Do tej pory publikowałem impresje na Supergigancie – ale formuła chyba się wyczerpała i czas zaorać własny kawałek ogródka. Niemniej jednak dziękuję MRPW, że nie od początku traktowali impresje jako spam.

Ponieważ przywiązałem się do już rozpoczętej numeracji będę ją kontynuował od nr 34 (dobry koszykarski numer). Archiwalne odcinki Nowojorskich impresji pozostaną na Supergigancie i tam mam nadzieję będzie je można nadal znaleźć.

PS 2 Nie będę juz Zyczliwym, ale zNYKajacym.

09:17, znykajacy
Link Komentarze (1) »
1 ... 96 , 97 , 98
 

.

.

.
znykajacy@go2.pl
.
Operacja LONDYN 2013 Koszulki jak malowane
.
.
. .

[ Copy this | Start New | Full Size ]
.
monitoring pozycji
___ . .

6G Nowojorskie Impresje